Zmieniłam dla ciebie życie, a ty mówisz, że się boisz. Że kochasz, ale nie wiesz. Chyba potrzebujemy przerwy

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 czerwca 2018
Fot. iStock/Georgijevic
 

Posłuchaj, tyle dla ciebie zaryzykowałam. Tyle zaryzykowałam dla naszej miłości, dla naszego związku. Pokonałam tyle trudności, by z tobą być. Nie było mi łatwo, byłam tu sama ze wszystkimi problemami, ty – stale daleko. Ale mówiłeś, pisałeś: „Razem będziemy mieć wspólny dom, zobaczysz, zamieszkamy w górach, nad jeziorem i będziemy do siebie wracać, każdego wieczora”. Roztaczałeś wizje, mówiłeś do mnie tekstami piosenek. Uwierzyłam w ten sen, chciałam tego. Zmieniłam swoje życie, żeby powoli realizować nasze wspólne (tak mi się wydawało) marzenie. A teraz nagle mówisz, że się boisz się? Co cię tak przestraszyło? Zaangażowanie, obowiązki? Świadomość, że to się dzieje naprawdę?

Kiedy cię spotkałam, byłam już po rozwodzie. Ty miałeś za sobą kilka nieudanych związków. Zamknięty w sobie, wycofany, a jednocześnie spragniony uczucia – tak cię odebrałam. Pasowaliśmy do siebie – dwie potłuczone dusze, dla siebie idealni jak plasterki na rany. Rozmowy do świtu, wspólne książki i pasje. Na początku przyjaźń, nic więcej. Z czasem zrodziła się między nami czułość i miłość, a na końcu przyszła namiętność. I tak, ty też zdawałeś się kochać. Myślę, że kochasz. Mówiłeś, że kochasz.

Czekałam na każde słowo czułości, bo z natury jesteś skryty. Każde „kocham cię”, „uwielbiam cię”. To znaczyło w twoich ustach więcej, niż mogłam sobie wyobrazić. Ty nie mówisz o uczuciach. Ty jesteś uczuciem, pokazujesz je gestami, a nie słowami. Tak o tobie myślałam, w to wierzyłam.

Ale słowa też padły. Ba, nawet całe zdania. O tym naszym domu właśnie. To były takie piękne momenty naszego związku. Widzieć ciebie, jak się otwierasz na mnie i na naszą wspólną przyszłość.

Potem okazało się, że masz problemy z decyzyjnością.  Więc to ja podejmowałam decyzje. To ja zmieniałam moje życie. Ty trwałeś obok. Pewnego dnia wziąłeś mnie za rękę, powiedziałeś jak bardzo ci jest ze mną dobrze. Jak „prawie” szczęśliwy się czujesz. „Prawie” to w twoich ustach było „bardzo.  Poryczałam się. Idiotka. Następna, która wyobrażała sobie, że uczuciem uratuje księcia zaklętego w żabę.

Poznaliśmy swoich znajomych. Polubiliśmy ich, szło nam coraz lepiej. Wszyscy wokół mówią: „jaka świetna para”. Świetna, to prawda. Wtedy, kiedy dbam o to, żebyśmy nią byli.

Widujemy się raz na dwa tygodnie, taki układ ci odpowiada. To ja pytam: „co dalej? Kiedy teraz?”. To ja planuję wakacje, święta. Tobie brak odwagi. To takie „kocham cię”, ale na 70 % wiesz? A pozostałe 30, to wciąż dużo. Jak to się mówi albo jest miłość albo nie.

Ostatnio poczułam zmęczenie, znużenie. Lęk. Pomyślałam: „Matko Boska, co ja robię? Znowu biorę na siebie odpowiedzialność za wszystko”. A przecież tak naprawdę nie wiem, czy ty tego chcesz, czy ty myślisz o naszej przyszłości na serio.  Wiem tylko, że się boisz, to mi powiedziałeś. Boisz się utraty wolności. Tylko wiesz, w momencie, kiedy powiedziałeś „kocham cię” moja wolność została troszkę ograniczona. Weszłam w to, całą sobą, wszystkimi uczuciami.

Wiesz co? Chyba dam ci trochę czasu. Nie będzie mi łatwo. Tęsknię za tobą, marzę o momencie, w którym znowu cię zobaczę. Ale nic na siłę, prawda? Nie zbuduję tego związku sama, kiedy ty będziesz się bał. I może faktycznie za bardzo się zaangażowałam, ale wybacz, nie umiem kochać „na pół gwizdka”.

Życzę ci, żebyś pokonał swoje lęki, dla siebie samego. Tak będzie ci łatwiej żyć. Życzę ci, żebyś sam nauczył się zaufania, którego ode mnie wymagasz. Czuję się zmęczona zabieganiem o ciebie. Wiem, że mnie kochasz. Dajmy sobie kilka miesięcy na to, żeby pokonać nasze lęki. Ty – ten przed utratą wolności. Ja – ten przed utratą ciebie.


Jak rozpoznać związek karmiczny i czym on właściwie jest

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
15 czerwca 2018
Fot. iStock/Pekic
 

Prawie każdy z nas wchodzi w swoim życiu w choć jeden związek karmiczny. Są to relacje szczególne i choć nie mają one trwać, są zwykle największymi życiowymi lekcjami w miłości. Związki karmiczne różnią się od związków bratnich dusz. W duchowym kontekście są postrzegane z perspektywy osobistego rozwoju. Oto kilka sygnałów, że jesteś w takiej relacji.

1. Powtarzasz schematy

Jeśli wydaje się, że doświadczasz wciąż takich samych problemów z relacjami, to jest to czerwony sygnał alarmowy. Takie związki powtarzają te same wzorce i charakteryzują się stagnacją.

2. Twój związek jest „samolubny”

Związki karmiczne nie respektują zdrowych granic partnera. Służą wyłącznie własnym interesom i potrzebom. Są idealnym szablonem do tworzenia relacji opartych na nadużyciach lub współzależności. Podczas gdy jedna osoba jest bardzo zaangażowana, druga postrzega ją bardziej jako „udogodnienie”w swoim życiu.

3. Są uzależniające

Charakteryzują się wzlotami i upadkami o namiętnej intensywności. Jeden lub obaj partnerzy są bardzo zakochani i wierzą w swój ideał miłości, opartej na powierzchownych przyczynach, takich jak dobry wygląd, popularność, status społeczny lub zawodowy.

4. Są kontrolujące

Masz obsesję i jesteś zaborczy w stosunku do twojego partnera. Ta druga osoba staje się centrum twojego wszechświata i głównym źródłem twojego szczęścia. Nie widzisz jej wad.

5. Czujecie się sobie przeznaczeni

Myślisz, że nie możesz żyć bez tej osoby i masz wrażenie, że oboje macie już zawsze być razem. Nie możesz pojąć, dlaczego on ciągle zawodzi, a ty wciąż próbujesz i masz nadzieję, że to się uda.

6. Istnieje między wami natychmiastowe połączenie 

Ta osoba jest dla ciebie idealna. Wydaje się, że znaliście się już wcześniej i natychmiast się do siebie przywiązujecie.

7. Tworzysz zależność

Związek zajmuje twoje myśli. Nie możesz nic na to poradzić, poświęcasz mu całą energię. Od tej osoby uzależniasz się psychicznie, fizycznie i emocjonalnie.

8. Relacje takie wydobywają z ciebie najgorsze obawy

Wyprowadzają „na powierzchnię” wszystkie te rzeczy, których śmiertelnie się boisz. Strach przed porzuceniem, strach przed zaangażowaniem, lęk przed odrzuceniem, strach przed stratą…

9. Są burzliwe

Takie związki są niezwykle niestabilne, niekonsekwentne i nieprzewidywalne. Najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić dla siebie, jest zidentyfikowanie takiego związku i nauczenie się, jak pozwolić mu działać dla twojego dobra, na twoją korzyść.

10. Uczą cię czegoś

Głównym celem tych związków jest nauczenie cię, jak właściwie kochać siebie i innych, stać się panem własnego ego i skupić się na pracy nad sobą.

11. Nie trwają

Ta osoba nie jest ci przeznaczona, niezależnie od tego, jak bardzo chcesz mieć nadzieję i wierzyć w bajkowe zakończenie. Takie związki rodzą się z konfliktu i kończą konfliktem. Są wyjątkowo niezdrowe i zwykle nie trwają długo.


Na podstawie: thoughtcatalog.com

 


Najczęściej popełniane błędy podczas zakupu butów dla dziecka

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
15 czerwca 2018
Fot. iStock / megaflopp

Jak wybrać idealne buty dla dziecka? Hmm, zamiast bujać w obłokach warto najpierw zastanowić się, jak nie kupić tych złych, nie popełnić sztandarowych obuwniczych błędów i wybrać nie idealne, ale te naprawdę dobre. Bo to prawdziwa sztuka wyboru, a pokus, by zgrzeszyć, jest wiele…

Najczęściej popełniane błędy podczas zakupu butów dla dziecka

Okazuje się, że chociaż dużo wiemy, sporo czytamy i dowiadujemy się, pokusa zgrzeszenia podczas zakupów jest bardzo silna. Część z tych błędów popełniamy zupełnie nieświadomie, cześć – co tu kryć – z wygody lub, by zaoszczędzić choć odrobinę czasu… A co najczęściej mamy na sumieniu? Przeczytajcie, jakie błędy popełniamy najczęściej wybierając buty dla dziecka.

Patyczek

Pamiętam, jak mój tata kupował mi tenisówki „na patyczek”. Skąd wzięła się ta metoda?  W moim rodzinnym domu, stosowało się ją rzadko i była przede wszystkim wytworem systemu lat osiemdziesiątych. Buty – towar deficytowy, stanie w wielogodzinnych kolejkach, jak „rzucili towar” do sklepu… nic dziwnego, że rodzice starali się nie zabierać dzieci i ratowali się, jak mogli… No i oczywiście zazwyczaj wszystkie buty wyglądały tak samo… Dziś ta metoda wydaje się być kompletnie nieuzasadniona.

Naprawdę trudno dobrze zmierzyć obuwie patyczkiem, kiedy praktycznie każdy but różni się krojem.  W dodatku, w przypadku butów z zamkniętymi palcami, nie sposób ocenić, czy patyczkowy pomiar wyszedł prawidłowo. Jeżeli mierzymy, zróbmy to porządnie – linijką. Mierzy się długość wkładki.

Ortopedyczne buciki – tak na wszelki wypadek

Wysokie, sztywne – takie „porządne” – i aż się serce rodzica cieszy. Zresztą babcia też tak doradzała, bo „kostki nie skręci”… Kolejny mit, który pokutuje już kolejne pokolenie. Fizjoterapeuci od lat powtarzają nam dwa bardzo mądre zdania: „Aparat ruchu, rozwija się w ruchu” i „obuwie ortopedyczne, nosi się z zalecenia lekarza ortopedy”! Powinniśmy wziąć sobie te słowa do serca. Nie ograniczajmy ruchomości stopy, gdy nie ma wyraźnej, medycznej potrzeby. Niech stopa dziecka będzie wolna. Niech kostka nie będzie skrępowana, a podeszwa bucika wygina się bez problemu.

Taniej – bo na chwilę

„Przecież to tylko sandały, wróci z obozu i tak będą na śmietnik”, „zaraz i tak wyrośnie, i trzeba będzie kupić nowe”, „tylko na wyjścia/basen/na dwór/na deszcz/na słońce” – brzmi znajomo? Zazwyczaj zaczyna się od słowa „tylko”, które ma uspokoić nasze sumienie. Niestety kiepskiej jakości buty, to kłopoty.

Co nam grozi? Wady stopy i postawy – profil buta, jego elastyczność i cyrkulacja powietrza są ogromnie ważne – a zależą od jakości użytych materiałów. Podeszwa – dobrze, żeby po tygodniu nie zamieniła się w naleśnika, co w przypadku popularnych tanich bucików z pianki czy plastiku, dzieje się prawie za każdym razem.

To tylko kapcie…

Aaaaa – gdy słyszę:”to tylko kapcie”, moja głowa zaczyna krzyczeć. Bo z automatu myślimy o tym, że kapcie:

  • to tylko po domu
  • nikt ich nie widzi, więc: nie muszą być „najlepsze”, mogą być rozwalone itepe, itede…

I popełniamy grzech najcięższy z możliwych, bo to właśnie w kapciach dziecko  spędza najwięcej czasu. Tak! W przedszkolu, szkole, w domu. Szczególnie, gdy pogoda jest kiepska (co w naszym klimacie obowiązuje przez większość roku). I tak, posługując się logiką „ważności” butów, dziecko najwięcej czasu spędza w obuwiu, które:

  • nosi jako buty na zmianę (kapcie, adidasy itp.),
  • w sandałach i lekkich butach na ciepłe pory roku – ponieważ wtedy spędza najwięcej czasu na dworze.

Najkrócej dziecięca noga gości w kaloszach, które używane są okazjonalnie i butach zimowych, które służą właściwie do pokonania danej trasy z domu, do domu i na krótki zimowy spacer.

Dlatego pamiętajcie, że takie obuwie to AŻ kapcie, a nie tylko!

Tylko przez internet

Kochamy internet i wirtualne zakupy, ale zakup obuwia dla dziecka on-line, wcale nie jest taki łatwy. Po pierwsze, jeśli dopiero zaczynamy przygodę z takimi zakupami, nie sposób obejść się bez mierzenia. Pamiętajcie, że w zależności od marki rozmiarówka i krój buta mogą diametralnie różnić się od siebie. Jest kilka sposobów, by buty kupić w sieci bezpiecznie.

Zakup bez mierzenia zawsze jest kiepskim pomysłem, chyba że…

  • kupujesz kolejny rozmiar identycznych bucików/kapci, które twoje dziecko nosiło wcześniej – wtedy ryzyko złego dopasowania jest absolutnie minimalne,
  • mierzysz buciki w sklepie stacjonarnym, kupujesz przez internet bezpośrednio u producenta, bo tak jest taniej,
  • bardzo dokładnie zmierzysz stopę dziecka, korzystając ze wskazówek producenta (zawsze bezpieczniej jest się posługiwać rozmiarem w centymetrach, a nie ogólną numeracją).

Większe – bo na dłużej…

I o zgrozo wypychanie palców watą… Niestety wciąż wiele osób, w ten sposób próbuje zaoszczędzić. Niestety konsekwencje mogą być bardzo przykre. Oprócz obtarć, na stopę dziecka czeka całkiem spory wachlarz zaburzeń. Każdy z nas nieświadomie próbuje się w za dużych butach ratować – układać stopę tak, by jakoś but przytrzymać, a to skurczonymi czy zagiętymi palcami, a to nieco ją wykrzywiając. Długotrwałe noszenie takich powód może powodować deformacje.

Za małe – bo za chwilę i tak nowy sezon…

Bo zaraz będzie już pogoda i trzeba będzie kupić nowe. Niestety, buty to dla rodziców ogromny wydatek, szczególnie, gdy stopa malca potrafi rosnąć jak torpeda. Czasem na jeden sezon kupujemy dwie, czy nawet trzy pary, bo zanim się obejrzymy, te „nowe” są już przymałe. Niestety, za małe buty, nawet te minimalnie ściskające stopę, mogą deformować kości śródstopia. Sami doskonale znamy ten problem (szczególnie panie) – zbyt wąskie czy ciasne buty powodują u nas bardzo szybko tzw. haluksy.

Jeżeli chcecie zaoszczędzić, postawcie na sprawdzonych rodzimych producentów. Za dobre i bezpieczne buty, wcale nie trzeba przepłacać!

Ładne – kupujemy!

Bardzo często kierujemy się tylko i wyłącznie wyglądem obuwia. Nie wynika to bynajmniej z próżności czy złych intencji. Zwyczajnie zakładamy, że w dzisiejszych czasach „taka marka” nie powinna sprzedawać niezdrowych butów – wydaje się to niemożliwe i abstrakcyjne. A jednak często tak jest. Szczególnie, gdy buty kupujemy w marketach czy sieciówkach z ubraniami – sprawdźmy czy obuwie ma certyfikację, czy jest przewiewne, elastyczne itd..

Bo Jaś tak bardzo je chciał… czyli klątwa szkodliwych butów

Ulegamy, bo dziecko tak marzyło o butach z Elsą, autem czy jakimś bohaterem bajki. To bardzo trudne dla rodzica, chcemy przecież nie tylko dokonać dobrego wyboru, ale i dać dziecku szanse dokonywania swoich wyborów. Jak sobie z tym poradzić? Rozmawiać i umawiać się przed zakupami z dzieckiem, jakich butów szukamy i dlaczego. Jeśli mamy z tym problem i grozi nam rozpacz malucha, nie kuśmy losu. Dajmy dziecku do wyboru dwa modele, które sami wcześniej wybierzemy i sprawdzimy. Czasem naprawdę wystarczy nie pokazywać przysłowiowego cukierka przez szybę.  😉

O zdrowe stopy dba

Befado_logo

Producent obuwia z certyfikatem „Zdrowej stopy”

Jako firma z ponad 80-letnią tradycją od wielu lat dbamy o rozwój, zdrowie i wygodę małych stópek. Łączymy doświadczenie i nowoczesną technologię z najnowszymi trendami wzorniczymi, produkując wysokiej jakości polskie obuwie. Nasz sukces to właśnie produkcja obuwia wysokiej jakości, z tego znają nas nasi odbiorcy zarówno w kraju jak i w Europie. Posiadamy bogatą ofertę dla każdej grupy wiekowej: dzieci, młodzieży i dorosłych jak również obuwie profilaktyczno-ortopedyczne dla osób z problemami stóp.

Nasze obuwie wykonywane jest zgodnie z zaleceniami ortopedów oraz antropologów z Instytutu Przemysłu Obuwniczego w Łodzi, oddział w Krakowie, który już od lat przyznaje nam certyfikat „Zdrowa stopa”. Jest on gwarancją, że produkowane przez nas obuwie zapewnia prawidłowy rozwój stóp dziecka już od pierwszych lat jego życia.


Zobacz także

Pozwól sobie na upadek. Czasem inna perspektywa pozwala dostrzec nowe możliwości

Jak z wiekiem zmienia się skóra?

Jak wybrać z tysięcy kremów ten najlepszy dla mnie?