Zaczęło się od choroby i cierpienia. Dziś pokazują innym, że czasem warto otworzyć się na nowe rozwiązania

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
16 maja 2018
Fot. iStock / ipopba
 

Czasem tak się w życiu układa, że to, co nas boli, ogranicza czy nawet krzywdzi, niespodziewanie zamienia się w bardzo ważny impuls. Impuls do zmian, do działania, do tego, by spróbować czegoś zupełnie innego. Przeczytajcie koniecznie historię Łukasza i Donaty, której choroba była zalążkiem do niesienia pomocy innym poprzez otwarcie konopnego sklepu.

linia 2px

Pomysł z założeniem sklepu pojawił się „dzięki” chorobie mojej partnerki, Donaty, która dowiedziała się, że cierpi na chorobę Scheuermanna (jałowa martwica kręgosłupa). Jej siedzący tryb pracy potęgował tylko ból pleców, który doskwierał do tego stopnia, że pójście na spacer wiązało się z katuszami. Donata przyjmowała dziennie kilka różnych tabletek przeciwbólowych. Ich ilość była na tyle duża, a efekt mizerny, że zacząłem szukać alternatywy dla obciążających wątrobę farmaceutyków.

Nasza przygoda z konopiami zaczęła się od maści z CBD, którą smarowałem plecy Donaty każdego wieczoru przez tydzień. Przyznam szczerze, że skóra zrobiła się aksamitna jak u nastolatki i ból powoli zaczął się zmniejszać. Pomyślałem wtedy, że musi być coś lepszego, co przyniesie jej większą ulgę i „zdejmie” ze mnie rytuał codziennego smarowania (tak, wszyscy faceci to lenie 😉 ). – opowiada Łukasz.

Z pewnym dystansem kupiliśmy olejek CBD. Mieliśmy pewne obiekcje widząc malutką buteleczkę za ponad 100 zł, ale zaryzykowaliśmy ewentualną stratę pieniędzy. Na początku Donata przyjmowała olejek wraz z lekami przeciwbólowymi. Aplikacja wieczorem oprócz rozluźnienia mięśni dawała jej także głębszy sen i lepsze samopoczucie o poranku. Stopniowo farmaceutyki zastąpiła samym olejkiem, trwało to mniej więcej półtora tygodnia.

Mała buteleczka okazała się bardzo wydajna, wystarczyła nam na około 5-6 tygodni codziennego stosowania (przyznaje, że zacząłem „podbierać” olejek by lepiej się wyspać). Druga buteleczka olejku była stosowana już mniej restrykcyjnie, niż podawał producent, bo Donata znalazła optymalną dla siebie dawkę metodą prób i błędów. Chodziło o podtrzymanie efektu i wsłuchanie się w potrzeby organizmu, który najlepiej podpowiada czego mu brakuje. Donata przyjmuje go regularnie, ja natomiast doraźnie, kiedy coś mnie boli lub gdy chcę łatwiej zasnąć i mentalnie odpocząć po stresującym dniu.

Po kuracji olejkiem podjęliśmy decyzję o tym, że chcemy pomagać innym dostarczając produkty, które sami przetestowaliśmy i zadziałały lepiej niż się spodziewaliśmy. Tak rozpoczęła się nasza przygoda z konopiami medycznymi.

Niedługo po naszym starcie została uchwalona ustawa o medycznej marihuanie, co oswoiło odrobinę świadomość ludzi o konopiach w innym wymiarze niż „rekreacyjnym”. Jednakże dużo osób boi się produktów z konopi. Boją się nie samej rośliny, ale tego, że zostaną posądzeni przez otoczenie o branie narkotyków.

Wielu klientów mówi nam, że używa produktów z konopi „po cichu” mimo, że pomagają im w schorzeniach bardziej niż farmaceutyki.

W pewnym momencie zaczęliśmy spisywać historie naszych klientów i bliskich w formie bloga, by jeszcze bardziej oswoić ludzi z tematem konopi. Wszystkie historie są prawdziwe, zazwyczaj publikowane „incognito”, by nie być posądzonym o stronniczość i zachować prywatność klientów (którzy zgodzili się na taką formę publikacji). Te historie uświadamiają nam, że wszystko prze co przeszliśmy, miało swój cel. Że naprawdę udało nam się pomóc innym.

Napisał do nas kiedyś klient, nazwijmy go Krzyśkiem. Opowiedział swoją historię z alkoholem w tle. „Mam taki wieczorny zwyczaj, że piję 2-3 drinki na rozluźnienie po pracy.  Panowie dobrze wiedzą, że 0,7 na tydzień to nic szczególnego. Tym bardziej pijąc w domu, a nie gdzieś po knajpach w drodze do niego” – opowiadał. Olejek kupił z zupełnie innych przyczyn, miał zadziałać przeciwbólowo. Nie widział w alkoholu problemu i też nie planował żadnych wielkich zmian w życiu. „Dzisiejszy post nie ujrzałby światła dziennego gdyby nie troska Ali o moje zdrowie. Spytała niedawno czy dobrze się czuję i czy wszystko ze mną ok. Twierdząco odpowiedziałem, że wszystko jest dobrze i dlaczego pyta. „Bo mniej pijesz” odpowiedziała (…) Poszperałem na temat alkoholu i CBD i znalazłem kilka informacji, że olej CBD wykorzystuje się także przy walce z uzależnieniami”.

Dlaczego o tym opowiadamy? Bo każda taka historia utwierdza nas w poczuciu misji. To nie jest tylko praca, nie tylko sklep, to dla nas o wiele więcej. I każdy „Krzysiek”, który opowiada nam swoją historię, jest największą nagrodą. Dowodem, że można pomóc ludziom w walce z ich trudnościami.

Mamy ogromną nadzieję, że konopie wreszcie wyjdą z cienia i że małych, prywatnych happy endów będzie przybywać, że nasze doświadczenie i obecna działalność, pomogą wielu, wielu ludziom. W naszym przypadku „przeszkoda”, jaka przed nami wyrosła, stała się początkiem zupełnie nowej drogi.

Zapraszamy do naszego sklepu Konopia-MED, naprawdę warto wiedzieć więcej.

 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z Konopia-MED


Tęsknisz? Zadzwoń. Kochasz? Wyznaj to. Wszystko jedno czy ma się przed sobą sto lat, rok czy tydzień, zawsze ma się przed sobą wszystko

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 maja 2018
Fot. iStock/SrdjanPav
 

Wydaje nam się, że życie jest bardzo skomplikowane. Przeszkody, które się przed nami piętrzą, problemy, które zdają się nie mieć prostych rozwiązań, ludzie, których nie rozumiemy… Czasem trudno jest znaleźć harmonię, pośród takiej mnogości obowiązków, doświadczeń, uczuć i odczuć. Przytrafia nam się cała masa zdarzeń, które próbujemy jakoś kategoryzować, wartościować, żeby zaprowadzić porządek do swojego życia. Ale czy śmierć psa można porównywać z rozstaniem z bliską osobą, a brak możliwości opłacenia rachunku do zerwania stosunków z matką? Problem w tym, że to wszystko nie jest takie trudne jak nam się wydaje. Tę trudność narzucamy sobie sami, unikając najprostszego, analizując, odkłądając na później to, co powinniśmy zrobić od razu. Brzmi banalnie? Może. Ale chyba każdy z nas powinien spróbować ułatwić sobie życie.

Ustalaj sobie miesięczne cele

Zamiast postanowień noworocznych postaw sobie 1-3 cele każdego miesiąca. Bo tak jest łatwiej. Łatwiej je kontrolować, zmieniać stare nawyki, obierać większe cele w przyszłości. Nie zakładaj od razu, że osiągniesz wszystko. Są w życiu chwile, gdy „wszystko” to nawet maleński krok.

Pozbywaj się rzeczy, których nie używasz

Znasz to uczucie, gdy masz zbyt dużo ubrań i nic do ubrania? Tak, nadszedł czas, aby stać się naprawdę szczerym wobec siebie i pozbyć się spódnicy, której nie założyłaś ani razu. To samo tyczy się niepotrzebnych gadżetów i bolesnych pamiątek po poprzednim mężu. To samo tyczy się relacji, które cię krzywdzą. I ludzi.

Nie bój się rutyny

Ale nie „życiowej” tylko organizacyjnej. Pomyśl o 5 zdrowych nawykach, które możesz praktykować każdego poranka i wprowadź je do swojej codzienności. Zobaczysz, jak każdego dnia będzie ci się łatwiej wstać. Jak życie ci się nagle układa w całość. Jak się uspokajasz.

Zapoznaj się z zasadą 50/30/20

Jeśli chodzi o zarządzanie domowym budżetem, większość z nas postępuje w tek kwestii zupełnie nieświadomie. Podobno najlepsze dla  naszej psychiki jest stosowanie zasady:

– wydawaj 50% miesięcznego dochodu na koszty utrzymania,

– 30% na „życie”

– pozostałe  20% postaraj się zaoszczędzić.

Słuchaj audiobooków

Nauczysz się lepiej wykorzystywać czas, który spędzasz na przykład w korkach. Odkryjesz nowy język albo pisarza, którego książki zawsze chciałaś poznać, ale nigdy nie starczyło ci czasu, by usiąść z książką. Spotkasz się sam na sam z sobą, nie zaprzepaścisz szansy na dalszy rozwój – i ten duchowy i ten intelektualny.

Miej w życiu priorytety

I trzymaj się ich. W ten sposób nie zapłaczesz się w niewygodne i niebezpieczne sieci zobowiązań wobec osób, z którymi tak naprawdę niewiele cię łączy i które niekoniecznie pragną dla ciebie dobrze.  Pytaj siebie: „czy jestem szczęśliwa? ” I wybieraj szczęście swoje i swoich najbliższych, dopiero potem dobro całego świata. A i to nie zawsze.

Naucz się komunikować swoje potrzeby

Ale także mówić o tym, co ci przeszkadza, co cię boli. Nie zbudujesz dobre relacji z innymi (ani w życiu zawodowym, ani w osobistym), jeśli nie nauczysz się mówić czego tak naprawdę chcesz i oczekujesz. Nikt nie potrafi czytać w twoich myślach, a milczenie jest bardzo często rozumiane jako nieme przyzwolenie. Jeśli się na coś nie zgadzasz, powiedz „nie”.

Dbaj o siebie

Nie traktuj tego jako banału. Tak wielu z nas zbyt późno dowiaduje się o swojej chorobie. Tak wielu żałuje, że nie zrobiło wcześniej nic, by jej zapobiec. Nie po to przychodzimy na świat, by zbyt wcześnie stąd odejść i zostawić wszystko, co mogłoby nas jeszcze spotkać, wszystkich, którym daliśmy się pokochać.

W relacjach z innymi bądź przede wszystkim szczera

Nie kłam – mów prawdę, ale tak, by nie ranić innych. Nie udawaj kogoś, kim nie jesteś, bo będziesz nieszczęśliwa. Nie dopasowuj się na siłę tam, gdzie inni cię nie rozumieją.

W miłości podejmij czasem ryzyko

Kochasz? Wyznaj to. Ile znasz historii nieszczęśliwie zakochanych osób, które nie mogły być ze swoją miłością właśnie dlatego, że nie miały odwagi sięgnąć po swoje szczęście?

I pamiętaj, nade wszystko pamiętaj, jedno mamy życie. A ono naprawdę na nam wiele do zaoferowania.

Wszystko jedno czy ma się przed sobą sto lat, rok czy tydzień, zawsze ma się przed sobą wszystko. (Jerzy Pilch)

 

 


Czterej jeźdźcy Apokalipsy, czyli najczęstsze problemy par

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 maja 2018
Fot. iStock/AnnaRise

Problemy w związku mamy od czasu do czasu wszyscy. Nie może być inaczej, każdy z nas jest inny, niektórzy posiadają dodatkowo wyjątkowo „trudne” osobowości. Najczęściej jednak do miłosnych kłopotów przyczyniają się czterej jeźdźcy Apokalipsy.

Krytyka

Wtedy, gdy ktoś wskazuje na swojego partnera i mówi, jego osobowość lub charakter jest problemem. Wtedy problem w związku kładzie się na karb jakiejś „wady” partnera. Zamiast krytykować powinniśmy mówić częściej o tym, co czujemy i czego potrzebujemy.

Defensywność

Stąd” ciche dni”, marudzenie, granie niewinnej ofiary i szantaż emocjonalny. Niby się wycofujemy, ale tak naprawdę pogłębiamy tylko kryzys poprzez brak komunikacji. Defensywność jest dość naturalną i częstą reakcją na krytykę.

Pogarda

Brak szacunku to pierwszy czynnik rozpadu związku. Mamy w nim do czynienia wtedy, gdy zachowujesz się tak, jakbyś był kimś lepszym niż twój partner.

Blokowanie

Często mówisz swojemu partnerowi: „Nie obchodzi mnie to”? Aż 85% mężczyzn stosuje (zazwyczaj nieświadomie) ten zabieg, przyczyniając się do rozpadu swojej relacji. Ich partnerki czują się wówczas osamotnione i niedocenione.

Jak powstrzymać jeźdźców Apokalipsy?

1: Poznaj swojego partnera

Stwórz „mapę miłości”.  To taki plan tworzony przez wewnętrzny psychologiczny świat twojego partnera. Powinieneś zawsze zadawać pytania o swojego partnera i mówić mu o sobie. Jasne, że wymaga to czasu. Ale tu chodzi o wasz związek…

2. Reaguj pozytywnie

Na jego/jej propozycje spędzenia wspólnego czasu, na pocałunek na „dzień dobry”, na każdy przejaw inicjatywy. To są punkty dla twojego związku. Kiedy zdarzy się wam kłótnia, łatwiej będzie się wam pogodzić.

3. Okaż podziw

Czy kiedykolwiek słyszałeś jak ktoś szaleńczo zakochany mówi o swoim partnerze? Brzmi to wręcz iluzorycznie. Tak, jakby ta druga osoba była super bohaterem. I to jest klucz do sukcesu: postrzeganie partnera jako lepszego niż w rzeczywistości.


Na podstawie: thriveglobal.com

 


Zobacz także

„Pokaż mi, jak to wszystko zrobić w 24 godziny” – czyli życie każdej z nas… Ten post udostępniły setki kobiet

Mąż dostał kontrakt. Wyjeżdżamy! Jak przeżyć – krótki poradnik dla żony

To psia wdzięczność, wierne, mądre spojrzenie i radość ze spotkania z nami sprawiają, że chcemy i potrafimy być lepsi