„W pracy już nikogo nie poznam, na imprezy nie mam z kim wyjść, bo wszyscy mają rodziny, to co mi zostało…”. Kulisy szybkich randek. Speed dating

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 grudnia 2016
Fot. iStock/dardespot
Fot. iStock/dardespot

– Zobacz, za*ebiste są te speed daty, ja płacę 30 złotych i mam 24 laski w jednym miejscu. A tak? Musiałbym cię zabrać do kina, zapłacić za twój bilet, chociaż dobra – jest równouprawnienie to może ty za swój byś zapłaciła, ale i tak wydałbym trzy dychy, spędził czas tylko z tobą i jakby nic z tego nie wyszło to jestem stratny. Tu mam większe szanse na powodzenie.

Nastała moda na speed dating – czyli tak zwane szybkie randki. Kojarzycie? Na pewno z filmów amerykańskich – oni piękni, przystojni, w garniturach – oczywiście kilku niemotów, ale ona siedząca przy stoliczku i czekająca na kolejnego kandydata zakochuje się w końcu bez pamięci. Pięć minut randki nie wystarcza im na rozmowę. Są sobie przeznaczeni.

Zgrzyt. Takie rzeczy tylko w filmach. Pamiętajcie.

Karolina zdecydowała się na speed dating, bo miała dość wirtualnych znajomości. – Jestem przed 40-tką, mam dwoje dzieci, całkiem fajne życie, ale po rozwodzie jestem sama. Przyjaciółka namówiła mnie na konto na Tinderze, ale tam jednak oprócz kilku naprawdę wyjątków debil debila pogania. Jak nie seks, to kłamstwo… Łatwiej o odwagę i ściemnianie, kiedy jest się anonimowym. Tylko później spotykasz kogoś, kto na zdjęciu przypomina Ryana Goslinga, a w rzeczywistości bliżej mu do Louisa de Funesa. Zresztą, mam koleżankę, która poznała faceta w internecie, spotykała się z nim przez osiem miesięcy, po czym, gdy zbliżały się Święta, okazało się, że on ma rodzinę, żonę… Inna miała podobny przypadek, zresztą wywrotów tam jest sporo.

Znajoma powiedziała Karolinie o „szybkich randkach” i postanowiły spróbować, pójść we dwie. – Nic nie miałyśmy do stracenia. Poza tym tu spotykasz prawdziwego człowieka, widzisz, kim jest, jaki jest, jak reaguje na twoje słowa, jak się zachowuje. Pomyślałam, że taka randka to fajne doświadczenie, a kto wie, może kogoś spotkam.

Wszystko odbywa się bardzo łatwo. Znajdujesz w internecie organizatora szybkich randek w twoim mieście, logujesz się, zapisujesz, płacisz wpisowe i już. Wyznaczona data i godzina. Potwierdzasz obecność SMS-em i w dniu randki dostajesz adres, którego wcześniej nie znasz… Trochę dziwnie, trochę straszno…

– Jakoś miejsca tych randek są w mało oczywistych miejscach. Za pierwszym razem była to knajpa w piwnicy, czerwone światło, bar w którym podają tylko herbatę i piwo. Trochę jak tani burdel. Pomyślałam, czy na pewno tutaj powinnam być… Poustawiane stoliki,  przy których siedzą kobiety, a mężczyźni co pięć minut przesiadają się do kolejnej kandydatki do randki. Na pierwszy rzut oka przeważała liczba kobiet i to fajnych kobiet. Było trochę czuć dysonans między nami a mężczyznami. Wśród kandydatów przeważała branża IT i cała gama budowlańców.

Ale dobra, nie ma się co zrażać. Zaczynamy:

Kandydat nr 1

„Co lubisz robić?”.

„Eeee lubię chodzić na speed daty”.

„A dlaczego”.

„No bo w pracy już nikogo nie poznam, na imprezy nie mam z kim wyjść, bo wszyscy mają rodziny, albo mieszkają w innym mieście, to co mi zostało…”.

Hmmm

Kandydat nr 2

„Szukam faceta, który lubi czytać książki”.

„O ja czytałem świetną”.

Następuje 4,5 minuty opowiadania o książce, całkiem ciekawej.

„Super, a jaką byś jeszcze polecił?”.

„To była jedyna jaką przeczytałem”.

Kandydat nr 3

„Dlaczego tu jesteś?”

„Bo mam dość szukania fajnej kobiety przez internet, zwłaszcza, że większość umieszcza zdjęcia sprzed 10 lat, koryguje się, nie jest prawdziwa, udaje kogoś innego. A nawet jak fajnie się pisze, to podczas spotkania okazuje się, że nie iskrzy. Stracone co najmniej 4 tygodnie na znajomość bez przyszłości. Tu przynajmniej mogę spojrzeć tobie w oczy”.

„A co robisz w wolnym czasie?”.

„No szukam kogoś”.

Kandydat nr 4

„Masz jakieś pasje?”.

„Tak uwielbiam podróżować, ale nie mam z kim”.

„A sam?”.

„Niee, no jak sam, bez sensu”.

„To gdzie byłeś w tym roku?”.

„Nigdzie”.

Kurtyna

Kandydat nr 5

„Pomogłabyś mi być bogatym?”.

Hę?

Kandydat nr 6

„O jeny to ty jakaś strasznie ambitna jesteś, skoro pracujesz w takiej firmie, mi to by się na pewno nie chciało”.

Tjaa.

Kandydat nr 7

„Ja to lubię jak jest więcej babek niż mężczyzn, to dobre czasy dla facetów. Zobacz dzisiaj to nawet faceci mieli wstęp za darmo, bo się nie uzbierała wystarczająca liczba, więc tak naprawdę wy sponsorujecie tę całą imprezę”.

Zonk.

– Po dwóch godzinach pięciominutowych randek wyszłyśmy załamane, ale w trzy, bo poznałyśmy świetną dziewczyną. Ona nas pocieszyła mówiąc, że była rok temu raz na takich randkach i było bardzo fajnie, więc może to kwestia wyboru firmy, która je organizuje. Wyzwanie to wyzwanie. Trzy tygodnie później znowu dotarłyśmy do dziwnie ukrytego miejsca, z czerwonymi lampami, z panią za barem niczym z filmu „Miś”.

Co się dowiedziałam? Że kobiet znowu jest więcej niż mężczyzn, i choć to miał być „speed dating VIP”, to przekrój facetów w porównaniu z poprzednim spotkaniem był bardzo porównywalny. Może było więcej pracowników IT, był nawet jakiś buddysta, który mówił, że on szuka pytań, dlatego chodzi na te „speed daty”, jakiś pracownik administracji publicznej, który mówił, że nawet w miarę zarabia, ale pracuje od 8:00 do 16:00 i w zasadzie, co ona ma robić później. Te pięć minut randki wydaje się bardzo krotkie, ale uwierz, że jeśli rozmowa się nie klei, to pięć minut trwa bardzo, bardzo długo.

No dobra, nie wierzę, że się można zakochać w sekundę, ale być może jakaś chemia może się pojawić, być może z kimś przez te pięć minut będzie ci się tak dobrze rozmawiać, że chciałabyś, żeby ten czas się nie kończył…

Podczas szybkiej randki przydzielasz numer kandydatowi i go sobie opisujesz, na koniec spotkania podajesz organizatorom listę tych, którzy ci się spodobali, jeśli których z ich zaznaczył też ciebie – dostajecie swoje numery telefonów. Karolina na żadnej z randek nikogo nie zaznaczyła, ale jej koleżanka umówiła się z jednym z kandydatów. Nic z tego nie wyszło, gdyż pan miał tak wielką potrzebę autoreklamy, że rozmowa skupiła się tylko i wyłącznie na nim, a gdy ona grzecznościowo kilka tygodni później zadzwoniła spytać, co słychać, usłyszała: „A mam dosyć tych speed datingów. Sześć kobiet mnie wybrało, umówiłem się z każdą, ale żadna nie chciała kontynuować tej znajomości”. Cóż, ciekawe dlaczego?

Czy szybkie randki zawsze tak wyglądają? Wioleta – współwłaścicielka upolujsingla.pl organizatora speed datów w Warszawie przyznaje, że nie zawsze trafi się na tego jedynego. – Ja sama chyba bardziej podchodziłabym do tych spotkań, jako do czegoś, co nas otwiera na innych. Kto wie, może normalnie pewien typ faceta by nas nie zainteresował, a tu przez te pięć minut coś może zaiskrzyć i samą ciebie zaskoczyć. Upolujsingla.pl organizuje randki od siedmiu lat. Największym zainteresowaniem cieszą się te dla singli w wieku 28 – 35 lat, choć już teraz organizowane są randki dla 38 plus. – Mamy randki dla katolików, dla np. niepalących singli, dla wysokich singli. Naprawdę można znaleźć coś dla siebie. Co przemawia na plus takich szybkich randek? Właśnie czas – tu łatwo podejmujesz decyzję, albo ci się z kimś dobrze rozmawia, albo nie, albo chcesz się umówić na dłuższą randkę, albo odpuszczasz. To przewaga nad internetowymi spotkaniami, gdzie czasami wymiana zdań trwa kilka tygodni, a po spotkaniu okazuje się, że nic z tego nie będzie, bo każdy grał kogoś innego niż jest w rzeczywistości.

Czy ich organizowane przez nich randki mają szczęśliwe zakończenia? – Wiemy, że jedna z par, która się u nas poznała niedługo bierze ślub, czasami pary przysyłają nam swoje zdjęcia z wakacji, z jakiś wyjazdów. To jest bardzo miłe. Oczywiście, że część z nich nie musi tego robić i nas informować, że się udało, my jesteśmy tylko pośrednikiem. Ale dzięki tym historiom z happy endem, wiemy, że to co robimy, ma sens. Myślę, że speed daty będą cieszyć się coraz większą popularnością i staną się alternatywą dla tych, którzy chcą poznać kogoś w realu, a nie na portalu randkowym.

Macie ochotę spróbować? Karolina spotkała mężczyznę, który był na 21 szybkich randkach… To się nazywa determinacja, albo… chęć rozrywki.


Wiara, że wraz z nadejściem stycznia będziemy mieć czystą kartę, pomaga nam znaleźć motywację, ale… Jak się przygotować do 2017?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
28 grudnia 2016
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Przyszedł koniec roku, a razem z nim czas na podsumowania. Poświąteczna atmosfera, która szczególnie sprzyja refleksjom, rozgościła się w naszych domach. Temat przewija się nie tylko przez media, ale też wśród codziennych rozmów z rodziną i przyjaciółmi. Co osiągnęliśmy przez ostatni rok? Co się zmieniło? Co właściwie żegnamy? Czego się nauczyliśmy, co pomoże nam podjąć wyzwania, które czekają w 2017 roku?

Noworoczne podsumowania i postanowienia to stały element zimy. Wiara, że wraz z nadejściem stycznia będziemy mieć czystą kartę, pomaga nam znaleźć motywację, ale… na dłuższą metę nic nam tak naprawdę nie daje. Czy na pewno warto podsumowywać mijający rok? Co możemy dzięki temu osiągnąć?

Pamięć jest zawodna

Osiągnięcia nauki w tym zakresie są jednoznacznie – nie możemy ufać swoim wspomnieniom. Ludzki mózg to bardzo niepewny nośnik danych, który na ogół świetnie sprawdza się do bieżących, codziennych zadań, ale któremu nie można ufać, jeśli chodzi o dłuższą metę. Czas zmienia więcej niż tylko perspektywę: po kilku miesiącach umykają nam szczegóły sytuacji, przez co wspominamy ją albo w coraz bardziej pozytywnym, albo w coraz bardziej negatywnym świetle. Tymczasem świat wcale nie jest czarno-biały. Nawet wydarzenia, które w danej chwili wydają się straszne – na przykład strata pracy – zazwyczaj są wynikiem wielu czynników i nie zawsze ostatecznie dają negatywne efekty. Osądzanie ich jako pojedynczych wydarzeń jedynie spłyca ważne doświadczenie. Istotnych w życiu rzeczy często nie da się zaklasyfikować jako jednoznacznie „dobrych” lub „złych”. Natomiast ich wpływ na nasze samopoczucie pozostaje niezaprzeczalny.

Social media na pewno pomagają rejestrować wspomnienia na bieżąco, ale też nie jesteśmy w stanie zapisać w ten sposób wszystkiego. Często przed wrzuceniem treści na Facebooka czy Instagram sami się cenzurujemy, co w rezultacie daje nam relację, której sami nie możemy ufać. Rozwiązanie? Sporządzanie zapisków dla siebie, bez względu na to, czy chodzi o staromodne, ale nieśmiertelne prowadzenie dziennika, czy robienie codziennie zdjęć, nie tylko świetnie ćwiczy pamięć, ale w przyszłości może się okazać najlepszą pamiątką.

Zima sprzyja melancholii

Zima i przełom roku to czas wyjątkowo depresyjny, a to wpływa na nasz sposób myślenia. Presja, by robić podsumowanie i zamknąć za sobą kolejny rozdział życia, jest wysoka, zwłaszcza że okładki wszystkich magazynów i programy w telewizji przeprowadzają podobne analizy. Tymczasem badania wykazują, że w Polsce nastroje po Świętach gwałtownie spadają. I nic dziwnego: właśnie skończyło się wolne, na które czekaliśmy od urlopu, na koncie tradycyjnie wieje pustką, a do tego pogoda daje się we znaki. To warunki, w których bardzo łatwo o pesymizm, przez co oczywiście zaczynamy postrzegać nawet pozytywne doświadczenia w czarnym świetle. Mamy większą skłonność do bojkotowania własnych osiągnięć. „Co z tego, że dobrze się bawiłam, skoro nic mi po tym nie zostało poza paroma zdjęciami?”, „Zacząłem się uczyć języka, ale nie idzie mi tak dobrze, jak bym chciał.” Nie trzeba dodawać, że w rezultacie czujemy się jeszcze gorzej, bez względu na to, czy rzeczywiście mieliśmy zły rok.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Rozwiązaniem tego problemu może być robienie regularnych podsumowań. W ciągu dwunastu miesięcy rzeczy mogą się wielokrotnie zmienić – nie ma sensu próba ogarnięcia wszystkiego naraz. O wiele lepiej jest zatrzymywać się co jakiś czas, by rozważyć, czy kierunek, w którym idziemy, na pewno jest tym właściwym. W XXI wieku pośpiech dominuje nasze życie; warto wyrobić sobie nawyk spokojnych refleksji nad własnym życiem. Warto pomyśleć, co miało dla nas duże znaczenie w trakcie roku, a co może wydawać się mniej ważne teraz, w grudniu? Może w końcu pojechaliśmy do miejsca, które zawsze chcieliśmy odwiedzić, albo przesiedliśmy się z auta na rower przy codziennych dojazdach do pracy. Codzienna przyjemność z jazdy na wygodnym miejskim rowerze (np. polskiej marki Le Grand) to rzecz chwilowa, ale tak samo ważna dla dobrego samopoczucia, jak jednorazowe osiągnięcia, z których czerpiemy szczególną satysfakcję. Czy będziemy pamiętać o tym w grudniu?

Liczy się „teraz”

Przede wszystkim jednak trzeba sobie zadać jedno kluczowe pytanie: po co nam to podsumowanie? Czy dzięki temu zrobimy się mądrzejsi albo podejmiemy lepsze decyzje w nadchodzącym roku? Oczywiście warto zachowywać wspomnienia, szczególnie jeśli w 2016 wiele się wydarzyło, jednak zbyt często traktujemy tego rodzaju podsumowania jako sprawdzian. Jeśli tylko nie spełniamy wyznaczonych sobie standardów – a w dobie perfekcjonizmu spełniamy je nader rzadko – to czujemy irytację, złość i zawód wobec siebie samych. Stąd bierze się fala noworocznych postanowień – myśl, że styczeń przyniesie czyste konto i świeży start, pomaga nam wierzyć, że tym razem damy radę, nie zawiedziemy, będziemy dokładnie tacy, jacy chcielibyśmy być.

Sama idea „świeżego startu” zakłada, że od przeszłości należy się oderwać, a to, co ma się stać w przyszłości, jest ważniejsze niż chwila obecna. Jednocześnie przybywa dowodów na to, że prawdziwe szczęście można osiągnąć jedynie przez naukę cieszenia się chwilą. Bycie „tu i teraz” i czerpanie przyjemności z drobnych rzeczy to najlepszy sposób na lepszy nastrój, a to przekłada się na inne aspekty życia: satysfakcję z siebie i motywację do osiągania nowych celów. Dlatego wśród noworocznych postanowień warto zapisać jeszcze jedno: cieszyć się drobnymi, codziennymi przyjemnościami.

linia 2pxAutor: legrandbikes.pl


Chcesz dobrze spać? Włącz do diety 7 produktów na dobry sen

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
28 grudnia 2016
Fot. iStock / Wavebreak
Następny

Dobry sen to podstawa regeneracji organizmu i źródło energii na nadchodzący dzień. Ci, którzy śpią zbyt krótko i nie wypoczywają w nocy, mają zdecydowanie bardziej pod górkę — są mniej wydajni w pracy, bardziej rozdrażnieni, potrzebują więcej kofeiny, by wejść na wysokie obroty.

Żeby temu zapobiec, inwestujemy w wygodne łóżko i materac, pamiętamy o wietrzeniu sypialni, unikaniu alkoholu i kofeiny. Jednak i takie wysiłki bywają niewystarczające i dopada nas problem z zasypianiem i wysypianiem się. Zamiast sięgać od razu po farmaceutyki, należy przyjrzeć się swojej diecie, a szczególnie temu, co zjadamy na kolację. Zbyt ciężkostrawne oraz bogate w cukier posiłki nie ułatwią zadania. Są natomiast naturalne produkty, które przyspieszają nadejście zdrowego snu, gdy spożywa się je wieczorem.

źródło: zdrowie.gazeta.plwww.poradnikzdrowie.pl

Zobacz także

Fot. Pixabay/ Oldiefan /

Przeżyj jeden dzień, tak jakbyś nie miał wolnej woli. Czyli dlaczego wiewiórki nie zasługują na więzienie?

Fot. iStock / demaerre

9 skutecznych sposobów radzenia sobie z negatywnymi ludźmi. Czas na dobrą energię!

Konrad_Gaca

Konrad Gaca: „Naprawdę bardzo często jest tak, że jesteśmy w stanie osiągnąć więcej, niż przypuszczamy”