Uwaga komplement! Czerwienimy się i uciekamy jak najszybciej, żeby nikt nie zobaczył, że jesteśmy w czymś dobre

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
26 lutego 2016
Fot. iStock /  yuryRumovsky
Fot. iStock / yuryRumovsky

– Świetnie dzisiaj wyglądasz!

– No co ty, daj spokój, pół nocy nie spałam.

Znacie? A to?

– O rety, schudłaś? Wyglądasz bosko!

– Taak? Myślisz, że schudłam? No może trochę.

A przecież schudłaś, to twoja ciężka praca i z pewnością jakieś wyrzeczenia.

My kobiety to jednak jesteśmy dziwne. Prawda? Nie ma co ukrywać, że gdzieś w środku łechcą nas komplementy. – Pięknie ci w tej sukience. I choć ty wiesz, że wyglądasz naprawdę wystrzałowo, mówisz: – Oj tam, nie przesadzaj, kiecka jak każda inna.

Durne my. I jak walczyć o swoje, budować pewność siebie, mieć poczucie własnej wartości, skoro nie potrafimy sobie poradzić z komplementem na swój temat?

Są takie trzy stałe zachowania

  1. „Nie, no co ty, daj spokój” – zaprzeczamy. Jakby za powiedzenie o sobie czegoś dobrego miał nas strzelić jakiś niewidzialny piorun. „Nie wiedziałem, że tak świetnie tańczysz”, a my co: „No przestań, w ogóle nie umiem tańczyć”. Co takiego jest w naszej głowie, że nie potrafimy przyznać racji, bo przecież wiemy, że ten komplement to prawda. Jeszcze jak nam komplement prawi mężczyzna, to spuszczamy wzrok i wydaje się nam, że zaprzeczając jesteśmy bardziej atrakcyjne. Litości. Myślimy: „Jak cudownie, że dostrzegł, że mam nową sukienkę/nową fryzurę/bluzkę”, ale przecież nie może nas to w widoczny dla niego sposób ucieszyć? A dlaczego nie? Czemu nie powiedzieć: „Prawda? Też tak myślę. Dzięki”. On nie zniknie, nie schowa się pod stół i nie pomyśli: „Ale ma o sobie wysokie mniemanie, zadziera nosa”, przecież sam stwierdził, że świetnie wyglądasz.

 

  1. „To nie było nic takiego” – umniejszamy nasze osiągnięcia. Bo przecież schudnięcie 15. kilogramów to naprawdę pestka. A awans w pracy się przytrafił tak po prostu, jakby przypadkiem. Zrobienie tortu? No każdy by zrobił, bo przepis banalny. O nie. Jak wariatki dążymy do jakiegoś celu. Obojętnie, czy jest świetnie wykonany makijaż, misternie ułożona fryzura, wyjątkowa potrawa – ważne, że to coś w co włożyłyśmy masę pracy i swojego czasu, by osiągnąć wyjątkowy efekt. I co? I gdy ktoś nas za to chwali, docenia, czujemy napięcie w karku, radość w sercu i mówimy: „Daj spokój, nic wielkiego, każdy to potrafi”. Jakby przez gardło nie chciało nam przejść: „Tak wiem, to kawał mojej ciężkiej pracy”. Nie czułybyście się lepiej tak odpowiadając? Bo ja na pewno tak 😉

 

  1. „Może i dobrze wyglądam, ale wiesz – uda mam takie grube…” – umniejszamy wartość nas samych. Ktoś powie: „Jeny te twoje dzieci takie grzeczne, dobrze wychowane”, a my co? Zamiast przyznać, że dobra z nas matka i dumna z siebie i swoich dzieci rzucamy: „A tam, oni tak tylko teraz, byś widziała, jak w domu się tłuką”. Jesteśmy mistrzyniami w odsłanianiu swoich słabszych stron, gdy ktoś chwali te mocne: „Ale masz głos, pięknie śpiewasz”, a my od razu między oczy: „A może i śpiewam ładnie, ale tańczę jak pokraka”. Porażka. No jak tak można. Bądźmy dumne z tego, co świetnie potrafimy robić, z naszych talentów. „Wow super rysujesz”, a my „Ale fatalnie piszę, mam dysortografię”. Myślę, że w tym umniejszaniu nas samych jesteśmy w stanie dojść do absurdów, bo na przykład świetnie gotujemy, ale na komplement jesteśmy w stanie odpowiedzieć: „Ale nie umiem utrzymać porządku w ciuchach, wiesz, to masakra”. Trochę śmieszno i trochę straszno, prawda?

Poza tym mamy intuicję. I przecież doskonale wiemy, kiedy komplement jest nieszczery, na ten faktycznie nie warto reagować. Bo i po  co. Szkoda energii.

Ale na te, które łechcą nasze ego, które są dla nas miłe? Wpadamy do pracy i wiemy, że naprawdę dobrze dziś wyglądamy, ktoś rzuca w naszą stronę: „Świetnie dziś wyglądasz”, czemu nie odpowiedzieć: „Prawda? I tak się czuję”.

Nie musimy za komplementy dziękować. Bo i za co? Przecież, to że ktoś nam mówi komplement, jest wynikiem naszej pracy, naszego zaangażowania lub tylko naszego talentu. Myślmy o sobie dobrze, a nie tylko źle i tylko o tym, co powinniśmy poprawić. I mówmy sobie samym komplementy: „Kochanie jesteś boska”. Bo jesteś i miło, gdy inni to dostrzegają.


Nie mieć już mamy… Tęsknota, której nie da się ukoić. Bo nie ma jej, gdy wybierasz suknię ślubną. Bo są dzieci, które nigdy nie powiedzą do niej babciu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
26 lutego 2016
Fot. Flickr / eva101 / CC BY
Fot. Flickr / eva101 / CC BY

Mówiła: „Na co masz ochotę, laleczko?”. Ciepłe wspomnienie. Na kanapie wtulona w bezpieczne ciało, ten zapach, który koi wszystkie smutki. Wszystko przy niej wydawało się łatwiejsze. A ona miała być na zawsze.

„Córeczko tak bardzo boli, laleczko, tak boli” – to ostatnie co do niej powiedziała, kiedy na noszach wyciągano ją z karetki. Później słyszała tylko trzask elektrowstrząsów i słowa: „Proszę nie zamykać oczu, proszę z nami zostać!”.

Rozpacz

Krzyczała. Choć tego dzisiaj nie pamięta. Krzyczała tak głośno, że w szpitalnych oknach zebrały się tłumy gapiów. Później ktoś jej powiedział: „Nigdy takiego krzyku nie słyszałam, to było przerażające”. Płakała cztery dni w mamy łóżku. Nie zdążyła schować pościeli. Mokra poduszka, kołdra. Kiedy ona wstawała na chwilę, płakał jej brat.

Westchnienie

Dziś jej syn, choć nigdy nie poznał babci, budzi się czasami w nocy i płacze. Mówi: „Mamo, tak tęsknię za babcią”.

Pustka

„Nie wiem, co czułam”.  Dostała zastrzyk uspokajający. I drugi. Tabletki. Trzeba było załatwić wszystkie formalności. Gdy ktoś spytał w co ubrać mamę, wiedziała: spódnica w kwiaty, błękitny żakiet, i bluzka – ta kremowa na grubych ramiączkach. Chciała sama jej zrobić makijaż. Nie pozwolili. „Jesteś jak maszyna, choć to wszystko jest takie ciężkie, tak bardzo trudne…”

Westchnienie

Mamy rzeczy była w stanie uporządkować rok po śmierci. Do dziś w tamtym mieszkaniu nie można znaleźć jej bluzki, sukienki. „Wszystko spaliłam. Nie mogłam rozdać. Nie wyobrażam sobie nawet teraz spotkać na ulicy kogoś, kto byłby ubrany w jej ciuchy”.

Żal

Nie chciała nikogo obwiniać o tę śmierć. „Po mamy pierwszym zawale był we mnie strach, bałam się, że coś może się jej stać. Jakbym czuła”. Błąd lekarzy podobno, którzy za szybko wypisali ją do domu. „Nie mogłam rozmawiać z moim bratem, z jego żoną, która była wtedy w ciąży, czekali na swoje pierwsze dziecko. Długo we mnie tkwiło przekonanie: życie za życie – jedno się rodzi, drugie musi odejść. Ich syna też długo nie mogłam zaakceptować”. Nie umie tego wytłumaczyć. Może zawsze szuka się winnych? Może sensu takiej śmierci. Przecież jej mama niedawno skończyła 50 lat. Czekała na wnuki, kochała dzieci.

Westchnienie

Zawsze uśmiechnięta. Nawet w domu, gdy nie wychodziła, robiła makijaż i miała ułożone włosy. „Jak leżała w trumnie rozcierałam jej cienie na powiekach, bo sama by się nigdy tak nie wymalowała”.

Odpowiedzialność

Miała 25 lat. Ktoś by powiedział: „Po co matka w tym wieku?”, mogłaby mieć już swoją rodzinę, dziecko. Ale to była wyjątkowa więź. Mama ją zawsze uczyła, że najważniejsza jest rozmowa i zaufanie. I że każdy problem da się rozwiązać. I zostawiła ją samą. A ona nagle zdała sobie sprawę, ile rzeczy mama robiła, jak wiele z siebie dawała. „Na co dzień tego nie widzisz, tych rachunków, dokumentów, gdzie kupuje płyn do okien… i o ten ostatni przepis na szarlotkę zapomniałaś zapytać”. Każda z tych rzeczy wbija się w serce. To jak posypywanie rany solą. Wydaje ci się, że już łapiesz równowagę i nagle stoisz w sklepie i nie wiesz, który ser był najlepszy do jej sałatki.

Westchnienie

„Raz tylko mamie powiedziałam coś przykrego. Siedziałyśmy w osobnych pokojach i płakałyśmy. Kiedy słucham koleżanek, które narzekają na swoje matki… nie rozumiem. Moja była najlepsza na świecie, nie ma takiej drugiej…”

Załamanie

Pół roku depresji. Psychotropy. Brat woził ją do psychiatry, bo nie była w stanie sama jeździć samochodem. Wszyscy powtarzali: „Dasz radę, bądź silna, kto jak nie ty”. A ona nie wiedziała, jak żyć bez mamy. Zupełnie. „Dzisiaj myślę, że gdybym była młodsza, nie uniosłabym tego w ogóle”. Nie ma obok ciebie najważniejszej osoby. Nie ma tej, która bratu pokroi kanapki w kosteczkę, a tobie powie rano: „Laleczko ubierz się cieplej, bo zimno dzisiaj strasznie”.

Westchnienie

Nie chodzi na cmentarz z nią rozmawiać, czy popłakać. „To dla mnie zimna płyta. Idę – zaniosę kwiaty, posprzątam, ale to nie jest miejsce, gdzie się z mamą spotykam”.

Czas

To nie jest tak, że czas leczy rany. Mija 11 lat. Nie uporała się z tą stratą, ze śmiercią. Im dłużej, tym bardziej jej brakuje. „Jak mój syn miał trzy dni gorączkę, a ja nie wiedziałam, co robić, dzwoniłam do cioci. Gdy musiałam iść do pracy, szukałam niani”. Z tym sobie nie radzisz, z codziennymi rzeczami, z sosem, który jej zawsze wychodził, a tobie nigdy nie chce się udać. Jedyne, co możesz zrobić, to przyjąć, że jej nie ma. Ale to marna ulga. Gdzieś w powietrzu wiszą niewypowiedziane słowa, które powinny paść. To podziękowanie za to, jaka była. Za to ciasto, które ci ugotowała, gdy miałaś gorszy dzień. Za sukienkę, którą kupiła w tajemnicy przed tatą. Za to, że zwyczajnie była. Bo dzisiaj to jest najważniejsze. Żeby była.

Westchnienie

Przychodzi w snach. Ostatnio ich psa z dzieciństwa wypuściła z domu. „Żeby udało mi się wychować  moje dzieci tak, jak ona nas wychowała”.

„Tak bardzo chciałabym się do niej choć czasami przytulić. Wypłakać. Wyżalić. Ta tęsknota nie mija. Możesz nauczyć się z nią żyć, akceptować. Ale ona zawsze będzie.” To, co zostaje, to właśnie tęsknota, której nie da się ukoić. Bo nie ma jej, gdy wybierasz suknię ślubną. Bo są dzieci, które nigdy nie powiedzą do niej babciu.  Bo nie upiecze tortu na urodziny wnuka, nie weźmie wnuczki na spacer. Nie ma jej w tych ważnych chwilach i tych mniej ważnych. A ty pamiętasz, bo przecież nie można zapomnieć.


Jedzenie jest fajne! Niech Twoje dziecko się o tym przekona

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
26 lutego 2016
Fot. Flickr /
Fot. Flickr / Donnie RayJones / CC BY

Jeśli jesteś rodzicem, dopiero czeka Cię, bądź już jesteś w trakcie poznawania przez pociechę z różnorodnych pokarmów. To niesamowita podróż, zarówno dla rodziców jak i samego dziecka, która nauczy go rozróżniania nowych smaków, zapachów, konsystencji. Dzieciaki rozpoznają i zapamiętują to, co szczególnie im smakuje, lub od czego z niechęcią odwracają głowę. Rodzice również szybko przyswajają sobie nową wiedzę, pilnie obserwując najmniejsze gesty i grymasy buzi ich malca. I tym sposobem rodzicielska duma pęka w szwach, gdy szkrab wcina śniadanka czy obiadki aż się małe uszka trzęsą. Ale ale są i takie dzieci, które robią obrażoną minę na widok frunącej z rodzicielskiej ręki łyżeczki ze smakowitym kąskiem.

Twoje dziecko nie chce jeść? Zachowaj spokój

To ważne zarówno dla rodzica – by przedwcześnie nie posiwiał ze zgryzoty nad karmieniem malca, jak i dziecka, by z powodu rodzicielskiej nadgorliwości jedzenie nie obrzydło zupełnie. Mówi się, ze dziecko z głodu nie padnie, i faktycznie tak jest, że nawet – w oczach rodziców – największy niejadek, sam się nie zagłodził. Zachowajcie wiec spokój, i zapamiętajcie, czego nie robić, aby oszczędzić nerwów sobie i pociesze.

Tego się wystrzegaj

Zapomnijcie o łyżeczce pełniącej rolę samolocika, próbującej z uporem maniaka wlecieć do buzi dziecka. Nie sadzajcie dziecka przez telewizorem, aby malcowi w chwilowym zapomnieniu nad bajką, wepchnąć kolejną łyżeczkę czegoś pysznego. Czy wy byście chcieli, aby tak was ktoś dokarmiał? Na pewno nie, tylko posiłki zjedzone z chęcią i świadomością będą sprawiały radość i syciły, tak jak trzeba. Nie musicie także zabawiać dziecka przy stole, odpuście sobie robienie dziwnych min i wydawanie dźwięków. Marne szanse że dziecko dzięki temu przekona się do jedzenia, większe natomiast na dotlenienie śmiejącego się dziecka, choć nie taki jest pierwotny zamysł podawania posiłków. Wyliczanka “to za zdrowie mamusi” a to “za zdrowie babci” młodszego dziecka nie przekona do zjedzenia ze smakiem posiłku, a starsze może wyrobić sobie pogląd, że jeśli nie będzie jadł (czasem wbrew sobie) to będzie odpowiedzialny za zdrowie mamy, babci czy ciotki, za które tak dzielnie wsuwał kolejne łyżeczki jedzenia. Dzieciaki są wyjątkowo bystre i w mig wyczuwają fałsz i próbę kombinowania ze strony rodziców. Lepiej więc zamiast szukać abstrakcyjnych pomysłów na pusty talerz po posiłku dziecka, wziąć głęboki oddech, zapomnieć o szaleństwach i spróbować tych rad, które sprawdziły się u wielu “niejadków”.

Jedzenie jest fajne, pokaż to dziecku

No właśnie, zamiast skakać wokół dziecka i przypuszczać atak z powietrza łyżeczką, usiądź razem z nim do posiłku. Bez pośpiechu, ze spokojem jedzcie razem. Jeśli dziecko jest małe, póki co odpuść sobie założenia bon-ton przy stole. Jeśli domniemany niejadek ma ochotę jeść rączkami, niech je! Stwórz atmosferę, która pozwoli na swobodę i radość odkrywania nowych smaków. Proponuj produkty o różnorodnych kształtach, smakach, barwach, strukturze.  Przy tak wielkiej różnorodności, na pewno znajdziecie takie smaki, które z przyjemnością i na wyraźna prośbę dziecka włączycie do posiłków. Pozwól wybrać własną zastawę, a starszaka włącz do prostych czynności podczas przygotowywania posiłków. Nie zniechęcaj się początkowymi trudnościami, opowiadaj dziecku o tym co je, jeśli jest ciekawskim brzdącem. Posłuż się także wsparciem, które poza zaciekawieniem dziecka kwestią jedzenia, pozwoli wam miło spędzić wspólny czas.

Pampi na talerzu 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Nie, nie jest to zaczarowany owoc czy egzotyczne warzywo. Pampi, to bohater książki “Pampi na talerzu. Jedzenie jest fajne” wydawnictwa Znak Emotikon. Pampi, czyli sympatyczny mały stworek, zabierze dzieci w ciekawą podróż do krainy jedzenia. Tam przedstawi dziecku nie tylko warzywa i owoce, ale przekona do tego, że na talerzu może się dziać mnóstwo fantastycznych rzeczy! Poznajcie razem ciekawskie brokuły, pracowite marchewki i radosne owoce. Odwiedźcie miasto pieczywa, zanurzcie  nogi w mlecznym stawie i dołączcie do rosołowych piratów. Jedzenie jest super, Pampi i jego przyjaciele już o tym wiedzą, pozwól więc dziecku, by samo się o tym przekonało, poznając małego bohatera książki dla dzieciaków.

Wprowadzając nowe zasady przy stole, zanurzcie się z Pampi w świat jedzenia, towarzyszcie w tym dziecku. Może okazać się, że wasza pociecha to żaden niejadek, a jedynie dziecko do tej pory nie przekonane do jedzenia. Posiłki są fajne, daj mu więc szansę się o tym przekonać.


Artykuł powstał przy współpracy wydawnictwa Znak Emotikon


Zobacz także

Urocze, pełne ciepła obrazki pokazujące czym jest miłość i zobowiązanie do dzielenia ze sobą życia. Musicie je zobaczyć!

Urocze, pełne ciepła obrazki pokazujące czym jest miłość i zobowiązanie do dzielenia ze sobą życia. Musicie je zobaczyć!

Krem karmelowy

Krem karmelowy

Fot. iStock / Petar Chernaev

Dlaczego mamy dwoje uszu, a tylko jedne usta? Pięć zasad aktywnego słuchania