To nie starość, to dojrzałość! Kilka cech, które świadczą o tym, że zdobyłaś życiową mądrość

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 lipca 2018
Fot. iStock/Natalia_Grabovskaya
Następny

Myślisz sobie: „Rety, starzeję się!”, bo już mniej rzeczy cię obchodzi, wyprowadza z równowagi, więcej potrafisz odpuścić i częściej powiedzieć: „Mam to gdzieś”. Spokojnie, to wcale nie starość i zmęczenie życiem, wręcz przeciwnie – to dojrzałość. Dochodzi do momentu, kiedy na pewno wiesz, czego nie chcesz, a tu już pierwszy krok do zmian, szczęścia i spokoju, przy którym wcale nie zmaleje twój apetyt na życie.

To czas, kiedy stawiasz na siebie, kiedy zaczynasz dbać o swój rozwój, samoświadomość, rozumiesz siebie.

Siedem znaków, które świadczą o twojej dojrzałości

Nauczyłaś się uczyć na własnych błędach

Zajęło ci to trochę czasu (to normalne), ale w końcu uświadomiłaś sobie, że błędy, które popełniłaś sprawiają, że jesteś silniejsza i że nigdy nie powinnaś ich powtarzać. Minął już czas, kiedy naiwnie pakowałaś się w toksyczne relacje, kiedy dbałaś bardziej o ich ilość niż jakość, gdy dawałaś się wykorzystać lub brnęłaś, choć nie miałaś racji w trudne sytuacje. Wyciągnęłaś wnioski, dzisiaj więcej widzisz, lepiej rozumiesz swoje zachowania i wybory.

Akceptujesz, że się będziesz starzeć

Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie musisz być starym, żeby być mądrym, ale musisz zaakceptować, że się starzejesz i że tak – twój czas jest ograniczony. Kiedy dociera do nas nieuniknione zaczynamy czerpać z życia co najlepsze i być wdzięcznym za każdy dany nam dzień. Coraz częściej nasza szklanka jest do połowy pełna, a nie pusta, a my chcemy wykorzystać jak najlepiej czas, który jeszcze nam pozostał.

Potrafisz się zatrzymać

Coraz mniej w twoim życiu chaosu i pędu do „niewiadomoczego”. Gdy czujesz, że się zatracasz, wciskasz przycisk „pauza” i zatrzymujesz się, regulujesz oddech, wsłuchujesz się w siebie, zadajesz sobie pytania: gdzie idę, czego chcę, czy tu gdzie jestem, jest mi dobrze. I działasz w zgodzie ze sobą.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Jak wyjść z jednostronnego związku? Uświadom sobie, jak niesprawiedliwie byłaś traktowana

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 lipca 2018
iStock/ Joey Boylan
 

Nigdy nie wyjdziesz z jednostronnego związku, dopóki nie przyznasz otwarcie, sama przed sobą, że brak w nim równowagi. Jeśli chcesz być szczęśliwa, uświadom sobie, zrozum, jak niesprawiedliwie cię traktowano. Przyznaj, jak dużo robisz dla tego związku, dla twojego partnera, mimo że nic nie dostajesz w zamian.

Zrób krótki test. Odpowiedz sobie na kilka prostych pytań.

Czy to nie ty byłaś tą stroną, która upomina się o wspólny czas? Czy to nie ty pierwsza wysyłasz SMS-y? Ty podtrzymujesz rozmowy? Nie tak powinny wyglądać zdrowe relacje. Mają być równe. Mają zachować równowagę.

Nigdy nie odejdziesz z jednostronnego związku, dopóki nie zrozumiesz, że ta druga osoba nigdy się nie zmieni. Nie obudzi się pewnego ranka i magicznie postanowi zacząć traktować cię właściwie.

Nie ma znaczenia, czy dasz jej całą miłość, którą masz w swoim sercu. Nie ma znaczenia, czy się poświęcasz. Nie ma znaczenia, czy grozisz odejściem. On zawsze będzie właśnie taki. Zawsze.

Nigdy nie odejdziesz z jednostronnego związku, dopóki nie cofniesz się i nie przyjrzysz swojemu związkowi z boku. Przestań pozwalać twoim emocjom cię oślepiać. Silne uczucie do niego przesłania ci zdolność oceny sytuacji.

Nigdy nie odejdziesz z jednostronnego związku, dopóki nie przyznasz się, że ostatnio się wypaliłaś. Skakałaś przez obręcze dla kogoś, kto nawet nie wydaje się zauważać cię przez większość czasu.

Nie możesz porzucić swojego osobistego szczęścia, spokoju ani poczucia wartości, by zdobyć czyjąś miłość. Gdyby on był on odpowiedni dla ciebie, wtedy sam zaoferowałby ci swoje uczucia. Nie zmuszałby cię do walki o jego uwagę. Nie wymagałby od ciebie, żebyś z siebie rezygnowała.

Nigdy nie odejdziesz z jednostronnego związku, dopóki nie pomyślisz głową zamiast sercem. Dopóki nie spojrzysz realnie, zamiast żyć iluzjami.

Nigdy nie odejdziesz z jednostronnego związku, dopóki nie zobaczysz swojej własnej wartości. Dopóki nie uznasz, na ile zasługujesz. Odejdziesz po tym, jak zobaczysz sytuację taką, jaka jest naprawdę. Niesprawiedliwa. Niezdrowa.

Jesteś gotowa?


Na podstawie: thoughtcatalog.com

 


Dlaczego niektórzy ludzie nie potrafią powiedzieć „przepraszam”. Czy to naprawdę dla nich takie trudne?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
7 lipca 2018
Fot. iStock/martin-dm

Jednymi z pierwszych słów, jakie wpajają nam do głowy rodzice jest: dziękuję, proszę i przepraszam. I choć jako dzieci  nie mamy raczej problemy z tym, żeby przeprosić, to jednak w dorosłym życiu „przepraszam” często staje się dla nas najtrudniejszym słowem. 

Niektórzy uważają, że przeproszenie to przyznanie się do winy, do najmniejszych wykroczeń. Okazuje się, że nie-przepraszanie może odzwierciedlać wysiłek, jaki ktoś wkłada w ochronę dość kruchej pewności siebie.

Przeprosiny mogą się znacznie różnić w ich znaczeniu: ktoś może wymamrotać w tłumie „przepraszam”, gdy potrąci drugą osobę, a ktoś inny może upierać się twardo przy swoich racjach nie dając za wygraną, choć tak bardzo się myli.

Najczęściej, gdy nasze działania lub zaniechanie powodują jakąś rzeczywistą cudzą krzywdę, prawdziwy emocjonalny niepokój, większość z nas szybko szczerze przeprasza, choćby po to, by uzyskać przebaczenie i złagodzić w sobie poczucie winy. Tymczasem jest część ludzi, którzy używają wymówek, byleby tylko nie użyć słowa „przepraszam”. Być może żyjesz z kimś taki, znasz taką osobę? Czy wiesz, dlaczego nie przeprasza?

#1

Dla nie-przepraszających, mówienie „przepraszam”, niesie psychologiczne konsekwencje, które sięgają znacznie głębiej niż sugerują same słowa; wywołują fundamentalne lęki (zarówno świadome, jak i nieświadome), których rozpaczliwie chcemy uniknąć. Przyjmowanie niewłaściwych zachowań jest niewiarygodnie groźne dla tych, którzy nie przepraszają, gdyż mają oni problem z oddzieleniem działań od charakteru. Właśnie dlatego bardzo często uważają, że jeśli  zrobili coś złego, muszą być złymi ludźmi, jeśli kogoś zaniedbali, są samolubni i nieczuli, a jeśli się mylili, to znaczy, że są głupi. Dlatego tak trudno im przeprosić, ponieważ przeprosiny stanowią zagrożenie dla ich poczucia własnej wartości.

#2

Przepraszanie w większości z nas uwalnia poczucie winy, tymczasem dla nie-przepraszających źródłem wstydu. Podczas gdy poczucie winy sprawia, że ​​czujemy się źle z powodu naszych zachowań, wstyd sprawia, że ​​nie-przepraszający czują się źle z powodu ich samych, tego kim są, dlatego dla nich wstyd jest o wiele bardziej toksycznym uczuciem niż poczucie winy.

#3

Podczas gdy większość z nas uważa, że ​​przeprosiny są okazją do rozwiązania konfliktów w relacjach, nie-przepraszający obawiają się, że przepraszając otworzą drzwi do kolejnych oskarżeń i kłótni. Są przekonani, że gdy przyznają się do jednego, ktoś wykorzysta tę okazję i zacznie wytykać im inne błędy, złe zachowania, za które wcześniej nie przeprosili.

#4

Ci, którzy nie przepraszają, myślą, że uwalniają się od odpowiedzialności. Przykładowo – kłócąc się z partnerem obawiają się, że to on przeprosi, tym samym ściągnie z siebie odpowiedzialność za to nieporozumienie. A przecież podczas konfliktu argumenty zawsze są po jednej i po drugiej stronie. Trzeba tylko umieć rozsądnie ze sobą rozmawiać.

#5

Odmawiając przeprosin, niektórzy próbują w ten sposób zarządzać swoimi emocjami. Często czują się komfortowo ze swoją złością, drażliwością i dystansem emocjonalnym. Obawiają się, że nawet nieznaczne obniżenie czujności sprawi, że ich psychologiczne mechanizmy obronne rozpadną się i otworzą zastawki do studni smutku i rozpaczy, która wyleje się z nich, a oni nie będą mogli tego powstrzymać. To jednak błędne myślenie, bo właśnie otwarcie się może stać się niesamowicie terapeutyczne i wzmacniające, i poprowadzić do doznania głębszej emocjonalnej bliskości i zaufania do drugiej osoby, znacznie pogłębiając zadowolenie z relacji.

Jeśli najbliższa ci osoba nie potrafi przepraszać, pamiętaj, że nie wynika to z uporu czy złośliwości, ale bardzo mocno zakorzenionych przekonań. Bycie cierpliwym i otwartym na rozmowę może jej pomóc przełamać strach i pokazać, jak przeprosiny mogą być oczyszczające i dobre dla nas samych.


źródło: Psychology Today

 


Zobacz także

Włoszczyzna – królewski wybór… Dlaczego?

O kobietach z Małgorzatą Ohme, Martą Kuligowską, Wiolą Kołakowską i Anetą Todorczuk-Perchuć. Zobacz film

Jeśli mówią ci, że jesteś zbyt wrażliwa...

Jeśli mówią ci, że jesteś zbyt wrażliwa…