Do ślubu w sukni Agaty Młynarskiej. Wyjątkowa akcja wspierająca kobiety chore na raka

Redakcja
Redakcja
4 października 2017
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Marzysz o tym, aby Twoja suknia ślubna była najpiękniejsza i inna niż wszystkie? W dniu ślubu chciałabyś wyglądać jak Gwiazda z pierwszych stron gazet? Chętnie oddałabyś się w ręce projektantki, która specjalnie dla Ciebie stworzyłaby niepowtarzalną i skrojoną idealnie na twoją miarę kreację? Już od dziś masz na to szansę! Telewizja TLC i Fundacja Rak’n’Roll – Wygraj Życie! poszukują dziewczyny, która pójdzie do ślubu w sukni Agaty Młynarskiej. Wyjątkowa kreacja dyrektor TLC zostanie poddana zjawiskowej metamorfozie, spełniającej marzenia przyszłej panny młodej, przez Magdalenę Sochę-Włodarską – projektantkę i ekspertkę programu „Sposób na suknię”. Dochód z jej sprzedaży zasili konto Fundacji Rak’n’Roll – Wygraj Życie! i pomoże wesprzeć kobiety, które na co dzień borykają się z chorobą nowotworową.

Agata Młynarska – znana i ceniona dziennikarka telewizyjna, a obecnie dyrektor rozwoju TLC od wielu lat angażuje się w akcje charytatywne. Współtworzyła Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Aktywnie działa na rzecz tworzenia rodzinnych domów dziecka, a także wspiera kobiety walczące z nowotworem. Dlatego to już nie pierwszy raz, kiedy zdecydowała się wspomóc działanie Fundacji Rak’n’Roll – Wygraj Życie! założonej przez Magdalenę Prokopowicz. W 2011 roku zlicytowała na jej cele swoją ukochaną suknię wysadzaną 17 tys. kryształków Swarovskiego. Teraz czas na coś jeszcze bardziej wyjątkowego!

„Nie ma piękniejszej sukni niż ta, w której kobieta czuła się najszczęśliwsza na świecie. Tym bardziej, kiedy to uczucie trwa po dziś dzień. Mój ślub był bardzo intymny, a suknia pełna prostoty i dziewczęcości. Dziś ten symboliczny kawałek mojego wielkiego szczęścia chcę przekazać po to, aby innym, zwłaszcza tym potrzebującym wsparcia i pomocy w ciężkiej chorobie, żyło się lepiej” – mówi Agata Młynarska. „Październik to ważny miesiąc – miesiąc walki z rakiem piersi. Dlatego zdecydowałam się oddać swoją suknię w ręce naszej fenomenalnej i nieziemsko zdolnej projektantki, Magdaleny-Sochy-Włodarskiej. Po to, aby przerobiła ją pod dyktando przyszłej panny młodej, która kupując ją, zasili konto Fundacji Rak’n’Roll – Wygraj Życie!, działającej na rzecz poprawy jakości życia chorych na raka. Kontynuując tym samym to, co ja właśnie zaczęłam – dzieląc się swoim szczęściem z tymi, którzy bardzo tego potrzebują”  – dodaje dyrektor rozwoju TLC.

Zdjęcie Agaty Młynarskiej ze ślubu / archiwum prywatne

Zdjęcie Agaty Młynarskiej ze ślubu / archiwum prywatne

Magdalena Socha-Włodarska, która zajmie się przerobieniem sukni Agaty Młynarskiej według marzeń i oczekiwań nowej właścicielki, jest projektantką i ekspertką nowego programu TLC „Sposób na suknię”. W branży ślubnej jest szerzej znana jako współzałożycielka i połowa duetu MOONS, słynącego z niesztampowych sukien ślubnych i nie tylko. Szlachetne wykonanie, najlepszej jakości materiały, dbałość o szczegóły i projekty szyte na miarę to ich znak rozpoznawczy. Projektantka słynie z alternatywnej estetyki ślubnej. Jej suknie to prawdziwe dzieła sztuki, które charakteryzuje zmysłowa prostota, harmonia i elegancja.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Akcja charytatywna telewizji TLC i Fundacji Rak’n’Roll – Wygraj Życie! startuje 2 października. Panny młode, które chciałyby pójść do ślubu w sukni Agaty, stworzonej na nowo przez Magdę, powinny wysłać swoje zgłoszenie na adres: sposobnasuknie@raknroll.pl. W wiadomości należy zawrzeć: imię, nazwisko, dane kontaktowe i krótką informację o sobie, planowanym ślubie, a także o budżecie, jaki zakładany jest na suknię. Zgłoszenia są przyjmowane do 14 listopada 2017 roku. O wyborze panny młodej, dla której Magda przygotuje autorski projekt na bazie sukni Agaty, a następnie uszyje go według swojego pomysłu, zdecyduje wysokość zadeklarowanej kwoty. Suma zostanie w całości przekazana na konto Fundacji Rak’n’Roll – Wygraj Życie! i będzie stanowić pomoc dla chorych na raka. Szczegółowe informacje znajdują się na stronach: tlcpolska.pl i raknroll.pl.

Więcej informacji: www.tlcpolska.pl; www.raknroll.pl


6 przydatnych, urodowych przepisów z wykorzystaniem awokado. Który stanie się twoim ulubionym?

Redakcja
Redakcja
4 października 2017
Fot. iStock / ChesiireCat
Fot. iStock / ChesiireCat

Awokado jest owocem, który coraz częściej gości w naszych kuchniach. Ponieważ jest ono bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe,  dobrze działa na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi, zmniejszenie ryzyko miażdżycy oraz poprawia metabolizm. W dodatku dzięki obecności w nim witaminy E , A, B1, B2, C, PP, K, H, kwasu pantotenowego oraz kwasu foliowego oraz substancji mineralnych jak wapń, fosfor i potas, doskonale sprawdza się w pielęgnacji urody.

Miłośniczki naturalnych, domowych kosmetyków, chętnie łączą awokado z innymi produktami, które znaleźć można na kuchennych półkach. Dzięki temu w szybki i niedrogi sposób otrzymuje się kosmetyki poprawiające kondycję skóry i włosów. W przypadku awokado, bogactwo witaminy E przedłuża młodość skóry i poprawia jej wygląd. Spróbuj samodzielnie skorzystać z naturalnej siły i zafunduj sobie kurację z wykorzystaniem awokado. Na pewno jedna z poniższych propozycji stanie się tą ulubioną.

6 przepisów na domowe kuracje z wykorzystaniem awokado

1. Awokado na opuchnięte oczy

Po zarwanej nocy trudno jest wyglądać kwitnąco. Jeśli zdarza się, że twoim głównym problemem jest poranna opuchlizna i zasinienia wokół oczu, wykorzystaj jako okład dwa schłodzone plasterki awokado. Po 15 minutach zdejmij je z oczu i ciesz się lepszym wyglądem. Awokado rozjaśniania przebarwienia, wspomaga produkcję kolagenu, poprawiając jędrność i elastyczność skóry.

2. Odżywka z awokado i jogurtu na włosy

Miąższ z owoc awokado należy połączyć z 2 łyżkami jogurtu lub kwaśnej śmietany. Tak przygotowaną gładką pastę wmasuj we włosy i skórę głowy, przykryj czepkiem lub ręcznikiem. Po 20 minutach spłucz i umyj włosy.

Fot. Pixabay / tookapic / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / tookapic / CC0 Public Domain

3. Przeciwzmarszczkowa maseczka z awokado i miodem

Średniej wielkości awokado przekrój na pół i usuń pestkę. Włóż obie części do miseczki i widelcem zmiażdż je na gładką pastę. Dodaj do niej łyżkę stołową naturalnego miodu. Wymieszaj i nałóż na 15 minut na twarz. Ta maseczka idealnie sprawdzi się przy cerze dojrzałej.

4. Nawilżająca maseczka z awokado i marchwi

Ugotuj na miękko średniej wielkości marchewkę, odcedź ją i dodaj do połowy awokado. Rozgnieć je widelcem i dodaj 2 łyżki stołowe oliwy z oliwek. Wymieszaj i nałóż na 15 minut na twarz. Maseczka doskonale nawilży i poprawi koloryt cery.

5. Peeling z awokado do ciała

2-3 świeże pestki z awokado podsusz przez dwa kilka dni, ale tak, by nie stały się zupełnie twarde. Zmiel je w młynku i dosyp do kubka naturalnego jogurtu. Wymieszaj i zastosuj do peelingu ciała.

6. Ratunek dla podrażnionej skóry

W przypadku podrażnienia skóry czy oparzenia, wystarczy przyłożyć warstwę miąższu z awokado do skóry. Zdrowe tłuszcze z awokado łagodzą stany zapalne oraz podrażnienia i wspomagają regenerację skóry po opalaniu. Chlorofil zwalcza wolne rodniki, działa też antybakteryjne i gojąco.


 

źródło: www.hellozdrowie.pl, www.bellitkaa.com

 


Niektóre podróże, trzeba w życiu odbyć, bo są bezcenne. Weekend z mamą i siostrą, to czasem więcej niż 2 tygodnie na Bahamach

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
4 października 2017
Fot. Materiały prasowe - dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla
Fot. Materiały prasowe - dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla

Są takie podróże, do których dojrzewamy całe życie i miejsca, gdzie nie można polecieć samolotem – i bardzo dobrze. Bo to co w nich najcenniejsze to czas. Ten skradziony na oglądanie mijanych mostów i na kawie na stacji benzynowej. Wybrałyście się kiedyś na „babski weekend”? Ja tak, po raz pierwszy i nie żałuję!

Dzisiaj już wiemy, że takie wyjazdy maja magiczną moc. Po raz pierwszy (w dorosłym życiu nas wszystkich) spędziłyśmy ze sobą tak wiele czasu. Po raz pierwszy uczyłyśmy się siebie trochę na nowo. Mama i dorosłe córki.

 

Fot. Materiały prasowe - dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla

Fot. Materiały prasowe – dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak dopisywał nam humor, mimo deszczu i katarów, które nie zwiastowały niczego dobrego. Plan był taki – wyjechać w piątek, jak najszybciej po pracy i… uwaga tu plan wycieczki, zwiedzania i wszystkiego inne zastąpiłyśmy sloganem „nie musieć nic”.

Kierunek góry – Piwniczna Zdrój, a dokładnie Wierchomla. Jak na trzy kobiety (i to mieszkające w trzech różnych miastach) poszło nam koncertowo. Pogoda była w kratkę, ale zupełnie nam to nie przeszkadzało, bo oto przed nami czekały piękne góry i lasy, cudowny hotel Wierchomla, gdzie przyjęto nas jak w domu i ziemia obiecana, czyli SPA… cały weekend SPA…

Choć na dojazd trzeba poświęcić chwilkę, bo w takie miejsca nie prowadzą autostrady, warto na taką podróż się zdecydować. Widoki, jakie zobaczycie pokonując charakterystyczne górskie drogi i dróżki, zapierają dech w piersiach. I ten majestat gór, piękny i uczący pokory. Już w drodze do hotelu rozbudziłyśmy swój apetyt przyglądając się nurtom Dunajca i Popradu.

Dojechałyśmy bardzo późnym wieczorem, na szczęście hotelowa restauracja czeka na swoich gości do godziny 22-ej, dzień zakończyłyśmy z pełnymi brzuchami (i ku naszemu zaskoczeniu, z każdym dniem dowiadywałyśmy się mocniej, jak pysznie można zjeść nie robiąc nic 😉 ) i planem, że nie będziemy gadać do późna, tylko odpoczniemy – jak się domyślacie, pierwsza część postanowienia odrobię nam nie wyszła.

Rano zaczęłyśmy dzień w dość egzotyczny, jak na mamy stosunkowo jeszcze małych dzieci, sposób. Czekało na nas śniadanie. Pyszne! Śniadanie w formie szwedzkie stołu i możliwość samodzielnego wyciśnięcia dla siebie soku z warzyw i owoców, sprawiła, że bardzo szybko zrewidowałyśmy postanowienie „nie będziemy się objadać”. Nigdzie nie trzeba było się spieszyć, więc siedziałyśmy na naszym śniadaniu z dobrą godzinę, bez zegarów, w doborowym towarzystwie i z gorącą, parującą owsianką, jajecznicą i herbatą.

Fot. Materiały prasowe - dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla

Fot. Materiały prasowe – dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla

 

Okolica Hotelu Wierchomla jest przepiękna. My postanowiłyśmy mimo małego deszczu wybrać się na spacer. Lasy i ten zapach! Dosłownie kilkaset metrów od budynku znajduje się wyciąg krzesełkowy. Podejście jest delikatne, łatwo dostępne. A wkoło… góry oczywiście, piękne chaty, owce – morze owiec pasących się na okolicznych stokach.

 

Jestem pewna, że widok, jaki roztacza się po opuszczeniu hotelu, zimą musi zapierać dech w piersiach. Miejscowość i sam hotel, ze względu na położenie, są zimową oazą dla narciarzy (i nie tylko). Jeśli szukacie swojego miejsca na nadchodzące ferie rozejrzyjcie się koniecznie na ich stronie internetowej (klik).

Fot. Materiały prasowe - dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla

Fot. Materiały prasowe – dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla

Schodząc nieco w dół od hotelu, trafiamy na szlak prowadzący do Schroniska Bacówka nad Wierchomlą – droga jest bardzo wygodna i bez obaw można się na taką wycieczkę wybrać nawet z małymi dziećmi. Szeroka, ubita droga prowadzi do miejsca, z którego można podglądać Tatry w całej swojej okazałości. Bacówka słynie z przepięknej panoramy Tatr. W jedną stronę trasa zajmuje około godziny.

Nie myślcie, że podczas prawdziwego „babskiego weekendu” w naszych głowach  była tylko przyroda, góry i spacery 😉 … oczywiście na końcu tego spaceru czekała na nas obietnica relaksu, czyli strefa Wellness i upragnione SPA…

W hotelu mieści się basen, studio cardio oraz strefa Wellness, do dyspozycji gości. Oprócz gamy zabiegów, takich jak zabiegi na twarz i ciało czy genialne masaże (ale o tym później) czekała na nas słoneczna łączka, łaźnia parowa, sauna sucha, kabina IR (och, dlaczego nie można jej zabrać do domu?) i jacuzzi.

Tak, przepadłyśmy tam na bardzo długo. Zaopatrzone w miękkie, hotelowe szlafroki i bardzo zachłanne na możliwość do odpoczynku i relaksu wypróbowałyśmy dosłownie wszystko ;).

 

Fot. Materiały prasowe - dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla

Fot. Materiały prasowe – dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla

To co ważne i bardzo komfortowe, to aranżacja tych pomieszczeń. Strefa Wellness jest bardzo kameralna, komfortowa. Przez okna wpada naturalne światło, nie brakuje roślin i szumu delikatnie płynącej wody (bo jedna z ścian zamieniła się delikatny wodospad, gdzie woda sączy się z kamienia na kamień). Jest pięknie. I spokojnie. Dokładnie tak, jak być powinno. Nie ma zgiełku, basenowych okrzyków.

Jedyne, co mogło nas wyrwać z objęć hotelowego SPA, to.. głód 😉

Fot. Materiały prasowe - dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla

Fot. Materiały prasowe – dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla

Obiadokolacja – przepyszny i sycący posiłek, każdy mógł odnaleźć coś, co trafia  jego gusta, smaki i kaprysy – wszystko z dużym poszanowaniem lokalnych zwyczajów, tradycji i aromatów. Zresztą po prostu musicie sami spróbować. Ale oprócz dań „bezpiecznych”, dobrze wszystkim znanych, można było spróbować smaków regionu.

Czym byłby babski weekend bez czegoś ekstra? Ach, skoro nie zdarza się często i jest czasem wyjątkowym, postanowiłyśmy, że nasz pobyt wymaga koronacji. Ceremonia dokonała się w gabinecie kosmetycznym i na masażu.

O genialności pani masażystki mogłabym się rozpisywać bardzo długo, ale doskonale wiecie, że to i tak nie odda dobrze czarów, które działy się za drzwiami gabinetu. Masaż chiński okazał się innym wymiarem relaksu do tego stopnia, że moja siostra zdecydowała się na to samo (a to zbyt często nam się nie zdarza 😉 ), więc domyślacie się, że nawet w półmroku nastrojowo gabinetu byłam żywą reklamą najlepszego sposobu na relaks.

Kiedy my się masowałyśmy, mama wybrała się na zabieg na twarz. Z szerokiej oferty wybrała zabieg dotleniający – i trochę jej pozazdrościłyśmy, bo gdy spotkałyśmy się w pokoju jej skóra była tak świeża i piękna, że dopadły nas malutkie kompleksy. Następnym razem na pewno zarezerwujemy sobie wcześniej więcej zabiegów i więcej czasu!

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Weekend oczywiście skończył się za szybko…  choć wypoczęte i zrelaksowane, to jednak ciut ze spuszczonymi nosami musiałyśmy wracać, każda do swojego poniedziałku.

Czy warto? Może zabrzmi to jak wytarty banał,  ale wszystkie trzy zgodziłyśmy się w tej kwestii – to trzeba powtórzyć, ba!  powtarzać, najlepiej co roku. Życie składa się z takich banałów, to dobre życie, z ludźmi, z którym warto spędzać czas, częściej niż w weekend.

Co było najfajniejsze? Że trafiłyśmy do cudownego miejsca i na dobrych, ciepłych ludzi. Towarzystwo miałyśmy zapewnione najlepsze pod słońcem, ale z wyborem hotelu dopisało nam szczęście – bo przecież nawet najpiękniejsze plany można łatwo zepsuć drobiazgami. Tu każdy drobiazg pozwalałam nam odpłynąć myślami daleko od codzienności.

Do Wierchomli wracamy, ale następnym razem na dłużej…

PS: Cieszę się, że postanowiłyśmy się wybrać w miejsce wyjątkowe, z duszą. A jak jest na miejscu – zobaczcie sami. Zdecydowanie jest to jedno z miejsc, które warto odwiedzić!

Fot. Materiały prasowe - dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla

Fot. Materiały prasowe – dzięki uprzejmości Hotelu Wierchomla


Zobacz także

fot. iStock/ bodnarchuk

Tak, klaps to jest bicie! A my wciąż uważamy inaczej…

Fot. Screen z YouTube /

Przepiękna animacja o miłości niemożliwej. Warto obejrzeć i pomyśleć o tym, jak wiele można stracić rezygnując z siebie

Fot. iStock/SandraKavas

Wsi spokojna, wsi wesoła? To spróbuj na wsi zamieszkać. O życiu tych, które porzuciły miasto