Poseł PiS ma przepis na „idealną żonę”. Tak właśnie panoszy się przemoc w polskich domach

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
6 stycznia 2018
żóna
 

Monika Zbonikowska, żona posła Prawa i Sprawiedliwości Łukasza Zbonikowskiego gdy odkryła jego zdradę, przeszukała dom by znaleźć dowody. Jeden z nich wyjaśnił jej więcej niż lata spędzone pod jednym dachem.

W znalezionym rękopisie polityka PIS opisuje on wymyśloną przez siebie instrukcję na żonę „”ma być ładna, żeby seks nie był przymusem. Niewysoka, z płaską głową, żeby można było na niej postawić szklankę z piwem. Do tego posłuszna, inteligentna i w miarę majętna. Powinna być katoliczką – by wiedziała, gdzie jej miejsce. Dobrze, aby była naiwna, bo uwierzy w co trzeba”. „Śmieszne”, prawda? (Taki żart co to powtarzają sobie panowie z płaskimi czaszkami, między jednym piwem a drugim wypluwając z siebie swoje frustracje małżeńskie).

Zbonikowski to kolejny po Piaseckim damski bokser, który z różańcem pozuje do zdjęć, a gdy zapada noc okłada pięściami żonę. To kolejny, który mimo przecieków, że daleko mu od moralności zostaje wystawiony z numerkiem na liście wyborczej i wygrywa. Hipokryzja do kwadratu. Hipokryzja, która zalewa nie tylko korytarze parlamentarne, ale także własnego podwórka. Bardziej winni niż koledzy od piwka są sąsiedzi, rodzina, przyjaciele. Wszyscy ci, którzy widzieli, słyszeli i milczeli.

Tak właśnie panoszy się przemoc w polskich domach. Jest arogancka, pyszna, wszechwładna. Człowiek, którego dotyka najczęściej jest pozostawiony samemu sobie. Ci, którzy wiedzą, milczą jak zaklęci. Podają potem tysiąc argumentów na to, że nie mogli/nie chcieli/nie wypadało. A ofiary? Najpierw nie mogą uwierzyć, że to się dzieje. Potem tłumaczą sobie, że to ich wina, tłumaczą sobie, że to na pewno ten jeden raz, no może dwa, ale na pewno tak nie będzie zawsze. Czasami próbują się komuś zwierzyć, ale po drugiej stronie dostrzegają panikę, czasem irytację. Orientują się więc, że inni wiedzą, ale też mieli nadzieję, że wszystko rozpłynie się w miłości, która tych dwojga połączyła. Ale przemoc nie ma nic wspólnego z miłością, niewiele ma wspólnego z tym spotkaniem w autobusie lub w parku, nie ma nic wspólnego z marzeniami i planami. Przemoc się dzieje. Rozwija. Niszczy. Pod warunkiem, że… jest na to przyzwolenie społeczne. Czy jest?

Niby nie. Wiemy, że tak nie wolno, ale gdy dzieje się obok nie podnosimy głosu. Najgorsze jest czytanie komentarzy. Pod Piasecką, teraz Zbonikowską. Bo przemoc ma jedną słabość, nie odcina sprawcy od samoświadomości. Ten kto bije, wie, że to zło. A więc co robi? Szuka usprawiedliwienia. Wśród komentujących są tacy, którzy śmieją się z żartu o przepisie na żonę. Jakby sprawiało im to niemal orgastyczną przyjemność. Są tacy, którzy komentują, że jak jedna coś powie (kobieta), to zaraz inne też jej wtórują. Inni piszą coś o złości wynikającej z zabranej kasy na waciki. Szkoda gadać. Ci, którzy biją, poniżają, zdradzają – mają (czasami) wyrzut sumienia i chętnie znajdą argument, by się go pozbyć. To oni zasilają w tego typu komentarzach internetowe fora i toasty przy piwku.

Ale niestety to przecieka Panowie… To widać, słychać i czuć.


Dorosłe dzieci i rodzice. Jak naprawić relacje i wybaczyć kiepskie dzieciństwo?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
6 stycznia 2018
Fot. iStock/wundervisuals
Fot. iStock/wundervisuals
 

Co, jako pierwsze, przychodzi ci na myśl, gdy wspominasz okres dzieciństwa i czasy, gdy byłaś nastolatką? Czy są wyłącznie miłe rzeczy, jak zapach szarlotki i łaskotanie, które mama fundowała ci każdego wieczoru tuż przed snem? A może było to nieustanne strofowanie i wieczne niezadowolenie, kary, szlabany i potrzeba akceptacji?

Jak oceniasz swoje relacje dzisiaj? Czy jesteś zadowolona z kontaktu z rodzicami? Masz w nich oparcie i zwracasz się z każdym problemem, a może wciąż szukasz aprobaty i choć na co dzień uchodzisz za silną, pewną siebie kobietę, w domu rodzinnym znów stajesz się małą, nieudolną pokraką, która niczego nie potrafi zrobić dobrze?

Pewnie zastanawiasz się, czy teraz, jako dorosła kobieta, mogłabyś w jakiś sposób naprawić wasze relacje. Nawet jeśli nie były one koszmarne i nie przeżyłaś w dzieciństwie żadnej traumy, z pewnością  jest coś, co chciałabyś zmienić lub o czym chciałabyś zapomnieć, wybaczyć.

Bardzo trudno jest zmienić nawyki i schematy, które towarzyszyły waszej rodzinie przez te wszystkie lata. Ale nie oznacza to, że nic nie można zrobić.

Zła wiadomość? Czeka cię dużo pracy.

Dobra wiadomość? Może się okazać, że najlepsze chwile dopiero przed wami.

Zrozum, że mogli się mylić

Kiedy jesteśmy małe, wydaje nam się, że rodzice wiedzą wszystko i zawsze mają rację. Gdy krytykowali nasze zachowanie, postawy lub cechy charakteru, byłyśmy świecie przekonane, że trzeba im wierzyć. Nadszedł czas, byś zrozumiała, że są tylko ludźmi z własnym bagażem doświadczeń i systemem wartości. Co więcej, mogli się mylić i pewnie w wielu kwestiach się mylili. Jeśli chcesz, by przeszłość i teraźniejszość miały mniejszy wpływ na ciebie, musisz to zrozumieć i przestać traktować ich jak wyrocznię.

Stań w swojej obronie

Jeżeli rodzice nadal rujnują twoją samoocenę, zacznij stawać w swojej obronie. Powiedz, że bolą cię ich słowa i osądy. Wspomnij też o sytuacjach z dzieciństwa, których do tej pory nie potrafisz przepracować. Nie chodzi o to, żeby teraz cię przepraszali, choć na pewno byłoby miło. Chodzi o to, byś umiała się przeciwstawić. Muszą wiedzieć, że oczekujesz zmiany ich zachowania.

Zaakceptuj ich ograniczenia

Jeżeli nie potrafią zrozumieć twoich poglądów, twoje racje do nich nie docierają, przestań im cokolwiek udowadniać. Zrozum, że na pewne tematy lepiej nie rozmawiać i ciesz się z tego, co masz. Pielęgnuj te cechy, które w nich kochasz. Na pewno znajdziecie inne tematy do rozmów i inne sposoby spędzania razem czasu. Bierz od nich to, co cię buduje i uodpornij się na to, co cię niszczy.

Uodpornij się na krytykę

Rodzice lubią decydować o swoich dzieciach nawet wtedy, gdy te są już dorosłe. Jeżeli nie mogą ingerować w sprawy ważne, mogą próbować w trącać się w te mniej istotne, na przykład krytykując wystrój twojego mieszkania czy twoją nową fryzurę. Wpuszczaj jednym uchem, a wypuszczaj drugim – to najlepsza metoda. Po co się obrażać i wszczynać awanturę z takiego powodu. Jak pierwszy, drugi, dwudziesty raz zobaczą, że mówią do lampy, przestaną pozwalać sobie na takie uwagi, bo zobaczą, że niczego tym nie osiągają.

Bądź uważna

Staraj się panować nad swoimi emocjami, ale też uważnie obserwuj reakcje swoich rodziców. Wybieraj dogodne momenty, by rozmawiać na trudne tematy. Szczególnie gdy wiesz, że mogą się z tobą nie zgadzać. Pamiętaj, że masz wpływ na swoje emocje, a co za tym idziesz, także i na cudze.

Ogranicz kontakt, jeśli potrzebujesz

To relacja jak każda inna i jeśli ktoś się krzywdzi, masz prawo odejść. Oczywiście, jak zawsze warto walczyć, próbować. Być może wystarczy ograniczyć nieco kontakt i nie pozwalać sobie włazić na głowę? Może to będzie sygnał dla nich, że masz już dość pewnych zachowań i rozmów? Nie miej wyrzutów sumienia. Naprawdę wielu rodziców nie potrafi kochać swoich dzieci, mają cechy narcystyczne, manipulują nimi lub brakuje im empatii.

Nie pozwól, by trudne relacje z rodzicami determinowały twoje dorosłe życie. A przede wszystkim postaraj się, by nie powielać tych samych schematów wobec swoich dzieci. Skoro już wiesz, co jest destrukcyjne, będzie ci łatwiej.

Źródło: Bustle


„Kochać za mocno” czyli..? Jak kobiety nieświadomie sabotują własny związek

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
6 stycznia 2018
Fot. iStock/Mixmike
Fot. iStock/Mixmike

Nie zrobiłaś przecież nic złego, prawda? Nie zdradziłaś, nie oszukałaś, nie olewałaś. O nie, nie. Ty dawałaś sto procent siebie. Byłaś na każde zawołanie. W sumie to byłaś nawet, gdy nie wołał, a także wtedy, gdy prosił o chwilę wytchnienia. Oplatałaś jak bluszcz, odcinałaś dopływ tlenu. Ale przecież intencje miałaś dobre. Więc jak to możliwe, że teraz siedzisz sama w pustym mieszkaniu, przy zgaszonym świetle i cicho płaczesz, bo on znowu (który to już raz w tym miesiącu?) wyszedł, trzaskając drzwiami i mówiąc na odchodne, że albo się zmienisz, albo on odchodzi. I masz to przemyśleć! Najlepiej teraz. 

Złota klatka

Ada robiła co mogła, by zapewnić swojemu mężowi wszystko. Ich mieszkanie zawsze było wysprzątane na błysk, lodówka wypełniona po brzegi frykasami, codziennie inny obiad na stole. Poza tym standardowo – gary umyte, ciuchy wyprasowane (koszule nie miały nawet kantów na rękawach). No i pozwalała mu po pracy robić to, na co miał ochotę. Telewizja? Ok. Gazeta? Ok. Drzemka? Ok. Majsterkowanie? Ok. Wkurzały ją tylko dwie rzeczy – gdy wychodził z kolegami na miasto i gdy podejmował decyzję bez niej. Dlaczego? Bo ona najlepiej wiedziała, czego on potrzebuje i czego oni potrzebują jako para. Jego wolność ograniczała się jedynie do wyboru, czy woli spać na lewym czy na prawym boku i to właściwie tylko wtedy, gdy ona akurat nie chciała usnąć w jego objęciach. Wtedy i ten problem miał z głowy.

A może ty też umieszczasz osobę, którą kochasz, w złotej klatce? Podcinasz skrzydła? Odbierasz wolność? Dusisz i nie pozwalasz na samodzielne decyzje?

Pośpiech

Kiedy Iza poznała Pawła, koleżanki śmiały się, że zachowuje się jak zdesperowana wariatka. Ona? Zdesperowana? A skąd! Iza po prostu zakochała się od pierwszego wejrzenia i wiedziała, że to jest ten jedyny. No i była już po 30-tce, więc wolała nie tracić czasu na zbędne ceregiele. W mig podporządkowała całe swoje dotychczasowe życie pod wybranka swego serca – zrobiła mu miejsce w szafie, kupiła szczoteczkę do zębów, nowy ręcznik, kilka par majtek i skarpetek. Co z tego, że znali się miesiąc? Gorzej, że on nie pałał podobnym entuzjazmem. Wolał wolniej, spokojniej. Czy nie kochał? Nie. Po prostu rozsądnie podchodził do życia i chciał być pewien kroków, które podejmuje. Skoro on coraz rzadziej pojawiał się u niej, ona zaczęła pojawiać się u niego. Pierwszy, drugi, piaty, siedemnasty zgrzyt. I po temacie. Tak oto udusiła tę miłość.

Kochanie kogoś oznacza poszanowanie ich potrzeb i pragnień, a nie narzucanie swojego stylu życia i priorytetów. Jeśli twój partner nie jest gotowy, aby w pełni zaakceptować cię w swoim życiu i zmienić swoje przyzwyczajenia, aby zrobić miejsce dla twoich, nie możesz wyrywać drzwi z zawiasami i wpychać się do środka.

Degradacja

Kaśka zakochała się w Wojtku, miłośniku koncertów i rowerowych wycieczek. Ileż oni razem miejsc odwiedzili kiedyś! Ile koncertów zaliczyli! Dziwne, że od pięciu lat nigdzie nie byli, prawda? Najpierw wszystko to Kaśkę znudziło, a potem, gdy Wojtek zaczął sam jeździć – drażniło. Zaczęła więc zarzucać mu brak zaangażowania w związek. Bo przecież są już starsi, dojrzalsi, mają dom, kredyt, dzieci. Teraz trzeba się na tym skupić, a nie na wycieczkach i koncertach. Nie pomogło prośbą, ani groźbą, wzięła więc go podstępem. Raz, że była do rany przyłóż, a dwa, że na nic mu nie pozwalała, bo sama wcześniej zaplanowała/zorganizowała/podjęła decyzję.

Teraz dziwi się, dlaczego została sama. Chciała przecież dla nich jak najlepiej. Z miłości, rzecz jasna. Pytanie brzmi, co zrobiła z tym facetem, którego tak pokochała? Gdzie on się podział i kim się stał?

Pogarda i nuda

Martynie zawsze zależało, żeby spędzali czas całą rodziną. Każdy weekend mięli więc zaplanowany od rana do wieczora. Chociaż atrakcji nigdy nie brakowało, po jakimś czasie oboje poczuli się sobą znudzeni. Pojawiła się pogarda, potem obojętność. Gdy na terapii dla par usłyszeli, że za dużo czasu spędzają razem i przez to nie mają nawet okazji, by zatęsknić, ona nie mogła uwierzyć w to, co słyszy.

Wtedy dowiedziała się, że związek polega na pewnym balansowaniu pomiędzy własną przestrzenią, a byciem razem. Na szczęście nie było za późno.

On – narcyz. A ty?

Narcyz, manipulant, toksyk – łatwo wymieniamy typy facetów, którzy niszczą nam życie i rozwalają to, co my, kobiety z tak wielkim trudem budujemy. Rzadko jednak potrafimy na trzeźwo ocenić własne zachowanie. Choć równie toksyczne, to jednak łatwiejsze do wyjaśnienia, uargumentowania. Bo przecież intencje są dobre. Wszystko z miłości.

Cała sztuka to kochać mądrze. Nie za wszelką cenę. I nie za mocno.


 

Na podstawie: LovePanky

Jestem kobietą (1)


Zobacz także

Fot. iStock / mapodile

„Drodzy nauczyciele. Obserwuję Was z boku ich oczami, oczami rodzica lub dziecka: ignorowanego, nie mającego nic złego na myśli”

Fot. iStock/PeopleImages

Jak różnice w wychowaniu dziecka mogą rozbić małżeństwo. Na szczycie rodzinnej hierarchii jesteście oboje

fot. iStock/ Belyjmishka

Tatuaże mogą być niebezpieczne dla zdrowia – pokazują najnowsze wyniki badań