Podsumowanie pierwszego tygodnia akcji „Bądź dobra dla siebie”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
23 listopada 2015
Fot. iStock / william87
Fot. iStock / william87
 

Mija właśnie drugi tydzień naszej akcji „Bądź dobra dla… siebie”. Piszecie dużo i fajnie. Inspirujecie nas, i mnóstwo innych kobiet. Fajnie, bo tylko w grupie siła. I my to bardzo dobrze wiemy, dlatego ten portal w ogóle powstał, dlatego chcemy zmienić wasze (nasze?) myślenie o sobie, o świecie, o życiu. No, przynajmniej ciut, ciut. Chcemy mieć minimalny wpływ na to jak się czujecie i co ze sobą robicie.

Wiadomo, wszystko zależy od Was, ale zawsze łatwiej, gdy nie jest się samemu.
A Wy nie jesteście same:)

Super, że opisujecie „drobiazgi”. Bo w myśleniu o byciu dobrym dla siebie warto zrezygnować z takich terminów jak: „wszystko albo nic”. Wystarczy troszeczkę. Troszeczkę, to dobry początek. Szkoda, że tak rzadko to umiemy. Najczęściej myślimy, że zmiana jest rewolucją. Tymczasem często bywa po prostu ewolucją.

Chciałybyśmy odczarować myślenie, że dbanie o siebie kosztuje (telefon do przyjaciółki i kawa nie kosztuje), że to jakiś przymus współczesnej kobiety, że to egoizm.

Nie, możesz być dobra dla siebie nie raniąc bliskich, nie szkodząc im, nie zapominając o tym, że nasza codzienność to funkcjonowanie wśród innych.

Prowadząc naszą akcję chcemy, żebyście pamiętały, że dbanie o siebie nie jest też destrukcją. Nie jest mówieniem: „Dziś mam wszystko gdzieś. Jem, piję, wydaję”. Jest codziennym wyborem, ale wyborem czegoś naprawdę dobrego dla siebie.

Rozpoczynamy trzeci, ostatni tydzień naszej akcji. Tym razem pójdziemy bardziej w rozwój duchowy, określaniem swoich celów i marzeń.

Kobieta dobra dla siebie może tkwić w stanie NIC. Ale wie, że ten stan jest przejściowy. Nie dlatego, że spadnie jej manna z nieba tylko dlatego, że ona w końcu zrobi COŚ. Ze sobą

Róbcie z nami „COŚ”.


Ogłoszenie wyników – Tydzień pierwszy

2 x voucher pielęgnacyjny do kliniki Profemed

  1. Aleksandra Zajfert
  2. Magdalena Szuba

4 x zestaw kosmetyków ufundowany przez debiutującą na polskim rynku, markę francuskich kosmetyków VALCENA

  1. Karolina Berna
  2. Danuta Baranowska
  3. Urszula Lato
  4. Żaneta Przebierała

Laureatki prosimy kontakt mailowy w celu odbioru nagród w ciągu 7 dni od daty ogłoszenia wyników (czekamy do 30.11.2015). Prosimy o przesłanie danych do wysyłki nagrody (imię i nazwisko, adres i nr telefonu) na adres e-mail: kontakt@ohme.pl. Otrzymanie danych potwierdzamy w odpowiedzi zwrotnej.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim za udział w naszej zabawie :).

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie. Nie przegap naszej zabawy i śledź nas na Facebooku. 

 


Dlaczego zarabiamy mniej niż mężczyźni? Może same jesteśmy sobie winne i najwyższy czas to zmienić?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 listopada 2015
Fot. iStock / thodonal
Fot. iStock / thodonal
 

Czytam, że kobiety będą zarabiać tyle samo, co mężczyźni za 118 lat. Czyli może naszym wnuczkom się uda. Zastanawiam się jednak z czego to wynika? Czy nie jest tak trochę, że zarabiamy mniej na własne życzenie?

Wynagrodzenie kobiet bywa nawet o 20% niższe niż wynagrodzenie mężczyzn. Wysokość różnicy zależy to od zajmowanego stanowiska i branży. Podobno dzisiaj zarabiamy tyle, ile mężczyźni dziesięć lat temu. Okazuje się, że aby osiągnąć wysokość rocznego wynagrodzenie mężczyzn, dla kobiet rok musiałby być dłuższy od dwa miesiące. To tak, jakbyśmy od pierwszego stycznia do 12 marca pracowały za darmo.

I oczywiście, kiedy czytam takie informacje, to krew mnie zalewa, pięści się zaciskają, a w głowie rozbrzmiewa: „I niby dlaczego? Jakim prawem? Co za szowinizm”. Tyle tylko, że od wielu lat nic się nie zmienia. Głośno mówi się o tym, że kobiety zarabiają mniej, ale trudno znaleźć konkretne rozwiązania tego problemu. Z podziwem patrzymy na kobiety, które zajmują wysokie stanowiska i których nierówność płac zupełnie nie dotyczy. A przecież istniejemy na rynku pracy, jesteśmy pełnoprawnymi kandydatami na proponowane stanowiska. Mamy wykształcenie równe, a bywa, że lepsze od mężczyzn, którzy starają się o ten sam etat. Jesteśmy często lepiej zorganizowane, bardziej efektywne, lepiej wykorzystujemy czas spędzony w pracy. Patrzymy ze złością na kolegów, którzy mają czas pożartować, porozmawiać o ostatnim meczu, podczas gdy my wspinamy się na szczyt swoich pracowniczych umiejętności, by móc jak najszybciej wyjść z pracy i spokojnie zająć się domem i dziećmi. I skoro nikt nie podejmuje żadnych kroków, by wyrównać nasze płace z wynagrodzeniem mężczyzn, to może same powinniśmy o to zadbać. Zmienić swoje nastawienie. Porozmawiałam z kilkoma znajomymi pracującymi na różnych stanowiskach. Wszystkie mówiły, że zarabiają mniej, ale też każda od razu usprawiedliwiała taki stan rzeczy.

„Zarabiam mniej, ale też mam mniejszą odpowiedzialność”

Mówi koleżanka, która pracuje w państwowej firmie. To fakt, że kobiety często zajmują stanowiska, które panom nie są chyba nawet proponowane. Są asystentkami prezesów, zajmują się administracją, organizacją. W ich oczach są to obowiązki „lekkiego” kalibru, bo co innego mężczyźni, którzy dzierżą kierownicze i specjalistyczne stanowiska, gdzie znaczenie ma odpowiednia wiedza. „Daj spokój, jestem zwykłą sekretarką, tylko teraz jest to inaczej nazywane”, słyszę. I myślę: „No tak, z takim nastawieniem, to my więcej na pewno nie będziemy zarabiać”.

„Zarabiam mniej i co z tego, tyle mi wystarczy”

„A tam, daj spokój. Cieszę się, że w ogóle mam pracę”, słyszę od menadżerki w prywatnej, niedużej firmie. Świetna dziewczyna, kreatywna, z pomysłem na swoją pracę, obowiązkowa i oddana swoim obowiązkom. Obie wiemy, że znajomy na tym samym stanowisku w innej firmie zarabia półtora tysiąca więcej. A ona boi się iść po podwyżkę, bo jak będzie mieć większe wymagania, to może ją zwolnią, albo (i to dla niej gorsze) tej podwyżki odmówią. Tyle tylko, że jak nie powiesz, to skąd pracodawca ma wiedzieć, że chcesz więcej. Docenia twoją pracę premią świąteczną, nie słyszy sprzeciwu, więc cieszy się ze świetnego pracownika za wynagrodzenie, jakie ustalili wspólnie na początku. „Tyle mi wystarczy” – może i tak, ale czy nie zasługujesz na więcej?

„Zarabiam mniej, bo jestem kobietą, mam dzieci”

„Daj spokój, o czym my w ogóle rozmawiamy?”, słyszę od przyjaciółki. Chwilę później wylicza mi, czemu kobieta jest pracownikiem, który dostaje mniej kasy. „Nie dyskutowałam, kiedy dali mi mniejszą podwyżkę, mój kolega – te same obowiązki, dostał wyższą. W końcu on jest w pracy więcej, niż ja. To mi chorują dzieci i idę na zwolnienia, to ja zwalniam się z godziny na godzinę i lecę do przedszkola po młodego, bo wymiotuje”. Pytam, czy przez to ma zaległości w pracy, rzeczy, z których się nie wywiązała. „No co ty. Oczywiście, że wszystko jest zrobione”. „Tak jak u twojego kolegi z wyższą pensją?”, pytam, ale ona zmienia już temat. No tak, przepraszam, że jestem kobietą i matką, cudownie, że chce mnie pan zatrudnić, a ja w dowód uznania dla pana gestu, wezmę niższe wynagrodzenie.

„Zarabiam mniej, bo nie umiem walczyć o swoje”

Mówi znajoma ze smutkiem. „Zazdroszczę facetom, że oni głośno mówią o swoich zasługach w pracy. Ich pewność siebie zbija mnie zupełnie z tropu, jak oni się tak chwalą, to mi się wydaje, że ja to już lepiej nie będę się odzywać”. Tyle, że oni nie mówią przeciwko żadnej z nas. Faceci są tak skonstruowani (i tego szczerze im zazdroszczę), że bez problemu mówią o swoich osiągnięciach, choćby były najmniejsze. My kobiety rzadko to potrafimy. Mamy niższe poczucie wartości, także zawodowej. Wydaje się nam, że powinniśmy zasłużyć na oklaski, a już najlepiej, żeby kto inny docenił to, co robimy, bez naszego chwalenia się. A może właśnie nie. Może powinnyśmy równie głośno jak koledzy mówić o tym, co udało się nam osiągnąć. Zadbać w ten sposób o siebie, o swoją pozycję w pracy i unikać sytuacji, kiedy ktoś inny przypisze sobie nasz zasługi.

„Zarabiam mniej, ale to nic, mam za to fajną atmosferę”

Fajną atmosferę wśród kolegów, którzy zarabiają więcej. Widać mają inne priorytety. Pracę traktują jako narzędzie do zarabiania pieniędzy przede wszystkim. Były nawet jakieś badania o tym, że dla kobiet bardzo ważne są relacje w pracy, czyżby kosztem wynagrodzenia? „Jest fajnie, to nic, że mniej zarabiam, braki finansowe rekompensuje mi atmosfera”. Jasne, że jest ona ważna, ale jak tak będziemy myśleć, to pracodawcy będą tworzyć miły i rozumiejący się zespół, w którym kobiety będą się świetnie czuć i… mniej zarabiać.

„Zarabiam mniej, bo inni też mają mało”

Eh… to takie nasze, kobiece. Poczucie sprawiedliwości. Moja przyjaciółka mówi: „Oddam część swojej pensji, żeby inni mogli mieć więcej”. Szlachetne. Tylko dlaczego ona ma zarabiać mniej? Robi tyle samo, a nawet jeszcze więcej, więc czemu ma za to mieć mniej pieniędzy. Inna dodaje: „Daj spokój nie idę po podwyżkę. Anka z moje działu ma troje dzieci, jej mąż dostał wypowiedzenie”. Tylko to nie Anka zamknęła ostatnio duży projekt. A ty masz dwójkę dzieci i zaległe alimenty od byłego męża.

I kiedy tak słucham tych wszystko usprawiedliwień, to nie dziwię się, że wyniki badań porównujące wysokość wynagrodzeń kobiet i mężczyzn, tak się przedstawiają. Oczywiście, że są wyjątki – te wspomniane wyżej, które podziwiamy, którym zazdrościmy tego, że potrafią sięgnąć po swoje. Więc może czas najwyższy zacząć zmiany od siebie. Docenić swoją pracę, spojrzeć na siebie oczami pracodawcy. Kim jesteś: pracownikiem, który dużo robi, ale mało wymaga? Zmień to, niech inni cię docenią, zawalcz o swoje bo masz do tego pełne prawo. Także do większej kasy.


Uwierz w siebie! Odbuduj swoje poczucie wartości w 6 krokach

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
23 listopada 2015
Fot. iStock / gilaxia
Fot. iStock / gilaxia
 

Wiara przenosi góry. Naprawdę! Ta najważniejsza: w siebie, w swoje umiejętności, możliwości, w to, że jesteśmy w stanie pokonać trudności i że umiemy żyć, jest wręcz niezbędna, by dobrze przejść przez życie. Łatwo powiedzieć, prawda? „Uwierz w siebie, dasz radę” – mówią nam przyjaciele, rodzice, nauczyciele w szkole… Ale jak to zrobić, skoro natura nie wyposażyła nas w przebojowy charakter, a wrodzona nieśmiałość sprawia, że rzadko jesteśmy w stanie pokazać na jak wiele nas stać? „Nie uda mi się” – myślisz i kolejna okazja przechodzi ci koło nosa. „Co ja tam wiem” – mówisz głośno i popełniasz kolejny błąd. Bo sama sprawiasz, że ukochany, znajomi, czy pracodawca coraz rzadziej liczą się z twoim zdaniem.

Wystarczy! To przecież twoje życia, prawda? Od ciebie tylko zależy, jak je przeżyjesz. Twoje plany, myśli, opinie i marzenia są najważniejsze. Dlatego już dziś, skup się na tym, czego powinnaś unikać, jakie zachowania wyeliminować, by łatwiej było ci uwierzyć, że naprawdę „dasz radę”.

1. Przestań zaśmiecać swój umysł negatywnymi bodźcami

To punkt wyjścia do zmiany postrzegania nie tylko siebie, ale i całego świata. Facebook, portale plotkarskie, bezwartościowe treści o negatywnym wydźwięku, które skupiają twoją uwagę, dosłownie „zżerają” twoje emocje. No i czas. Czy nie lepiej zainwestować go w lepsze poznanie siebie i swoich potrzeb, niż czytać kolejne informacje na temat życia osób, których nie znasz i które w żaden sposób nie mogą cię zainspirować do pozytywnych zmian?

2. Nie dyskredytuj się w oczach innych

My kobiety, robimy to często. – Nie, ja nie dam rady, jestem beznadziejna. – mówisz koleżance, która prosi o pomoc w przygotowaniach do dużej imprezy okolicznościowej. Czy naprawdę chcesz, by cię tak postrzegano? A poza tym nie zakładaj nigdy z góry, że poniesiesz porażkę. Nie od dziś wiadomo, że pozytywne nastawienie to połowa sukcesu. – Przecież wiesz jaka jestem beznadziejna – wyznajesz przepraszająco mężowi, gdy krzywo zaparkujesz samochód (z góry przepraszam za mocno stereotypowy przykład). Trudno, tym razem ci się nie udało. Jak w każdej innej dziedzinie: ćwiczenie czyni mistrza. Czy naprawdę jedno nieudane parkowanie w jakikolwiek sposób może cię określić?

Jeśli boisz się, że nie poradzisz sobie z jakimś wyzwaniem, powiedz otwarcie „ Obawiam się, że może mi się nie udać, potrzebuję twojego wsparcia.” Ale próbuj!

3. Nie zaniżaj swojej samooceny

Nie myśl o sobie źle. Po prostu. Nie obwiniaj się stale za to, że nie wszystko jest tak, jakbyś chciała. Pielęgnuj miłość własną, a na chwilę zwątpienia przygotuj sobie prywatną listę swoich mocnych stron. Jeśli się dobrze zastanowisz, okaże się, że masz ich mnóstwo. Nie wiesz od czego zacząć? Spytaj kogoś bliskiego, co w tobie ceni. Odpowiedzi mogą cię zaskoczyć, ale uwierz: naprawdę warto spojrzeć czasem na siebie oczami kogoś, kto stoi obok.

4. Nie myśl, że tylko ty zmagasz się z problemami, że jesteś pod tym względem „wyjątkowa”

To bardzo niszczące. Jeśli godzinami rozmyślasz o tym, że do tej pory nie udało ci się odnieść żadnego życiowego sukcesu, sięgnij po biografię osoby, która cię inspiruje. Wiesz, co się okaże? Że większość znanych osób napotykało w swoim życiu trudności, o których ty nie masz nawet pojęcia. I że z perspektywy czasu oceniają te doświadczenia jako coś, dzięki czemu stały się silniejsze, lepsze, odważniejsze.

5. Przestań bagatelizować komplementy, w nich również możesz odnaleźć siłę do zmian

Jak reagujesz, kiedy ktoś mówi ci coś miłego? Zawstydzona spuszczasz głowę, czy uśmiechasz się serdecznie i dziękujesz za dobre słowo? Zwróć na to uwagę i naucz się przyjmować komplementy. To dobra energia od kogoś, kto myśli o tobie życzliwie. Nie bagatelizuj jej.

6. Przestań myśleć, że musisz radzić sobie we wszystkim sama

To bardzo frustrujące przeświadczenie powoduje w nas permanentne uczucie osamotnienia. Gdy potrzebujesz – proś o pomoc. Świadomość, że masz wsparcie niesamowicie wzmocni twoje poczucie wartości. Pomyśl: masz za sobą grupę osób, które – jeśli upadniesz, pomogą ci wstać. Nie jesteś sama.

Głęboko wierzę, że zastosowanie tych kilku zasad jest bardzo pomocne w budowaniu lub odbudowywaniu przekonania o swojej wartości. Wierzę też w ciebie, tak jak całkiem niedawno, uwierzyłam w siebie. Powodzenia ! :)


Zobacz także

Fot. iStock/Imgorthand

6 najgorszych rad, jakie dajemy naszym dzieciom. Nie zabijajmy w nich współczucia

Fot. iStock/MariaDubova

Autyzm i współczesna medycyna. Bilans biologiczny jako metoda prewencyjna w leczeniu objawowym autyzmu

Fot. iStock

Co najbardziej w sobie lubisz? Akcja „Oh!Mamo – jestem kobietą” wyzwanie #2