Poczta zamiast maila. Czy rząd myśli, że na wsi czas się zatrzymał?

Joanna Ćwiek
Joanna Ćwiek
5 grudnia 2016
Poczta zamiast maila. Czy rząd myśli, że na wsi czas się zatrzymał?
Fot. iStock / lolostock
 

Zasypało moją wieś. Jest pięknie, zwłaszcza, gdy śnieżnym zaspom towarzyszy słońce wyżu syberyjskiego. Gdy myślę o tym, ile lat oglądałam miejską, zimowa breję, to jednak dochodzę do wniosku, że ta przeprowadzka na wieś głuchą była dobrym pomysłem.

Ale zima na wsi ma także swoje wady. Poza zimniejszym zimnem, zimniejszym wiatrem i tym, że wszędzie daleko i zimno, i w dodatku jak nie napalisz, to w domu też zimno, to problemem staje się życie towarzyskie.

Bo o ile goście chętnie i licznie odwiedzają wieś latem, to zimą ciągle nikt „nie ma czasu”. Sąsiedzkie życie towarzyskie także zamiera, bo o ile latem, to się pogada przy płocie podczas ogarniania ogródka, to zimą nikt wszak w śniegu nie grzebie. No dobra odśnieża się też, ale z uwagi na aurę każdy stara się to zrobić jak najszybciej.

Spotkania po domach? Wiem, moja babcia chodziła po wsi drzeć pierze, czasy z kądzielą dawno się już skończyły. Tak z 50 lat temu najmarniej. Zresztą skąd bym miała owo pierze wziąć, jak gęsi u nas jak na lekarstwo?

Na szczęście mamy rząd, co myśli o życiu towarzyskim mieszkańców wsi. Kilka dni temu ruszył program przywracania urzędów pocztowych do małych miejscowości. Premier Beata Szydło wspólnie z ministrem infrastruktury i budownictwa Andrzejem Adamczykiem otworzyła w Urzędzie Gminy w Goździe k. Radomia pierwszą tego typu placówkę pocztową.

– To jest wywiązanie się z naszych zobowiązań. Tym największym jest danie szansy, żeby lokalne społeczności, zwykli obywatele mieli poczucie bezpieczeństwa, stabilności, ażeby te instytucje, które są im potrzebne do normalnego, codziennego życia były blisko ich domów – mówiła podczas tej uroczystości szefowa rządu.

– Wszystko co się tutaj dzieje, jest potwierdzeniem tego, że wracamy do normalności, odbudowujemy znaczenie narodowego operatora, jakim jest Poczta Polska, odbudowujemy etos pocztowca, służby zaufania, zaangażowania, odpowiedzialności – wtórował swojej szefowej Andrzej Adamczyk.

Z całym szacunkiem Pani Premier, Panie Ministrze, czy Państwu się wydaje, że polska wieś nadal tkwi w czasach mojego ulubionego króla Ćwieczka? A poczta jest nam tak niezbędna, jak w XIX w. czy na początku XX?

Jeśli Państwo dawno na wsi nie byli, to informuję, że zarówno wieśniakom jak i wieśniarom rachunki przynosi nie listonosz, a dostarczane są pocztą elektroniczną. Dzieci w przedszkolu u mojego syna nie potrafiły odpowiedzieć na pytanie, kto roznosi listy. Nie wiedziały, kto przynosi rachunki. Zagadkę udało im się rozwiązać wtedy, gdy jeden z rodziców podpowiedział, że to jest ten sam pan, który przynosi babci emeryturę.

Poczta zamiast maila. Czy rząd myśli, że na wsi czas się zatrzymał?

Fot. iStock / stockar

Ale tych babć i dziadków, których odwiedza listonosz, także jest coraz mniej – z danych ZUS wynika, że zaledwie co trzeci emeryt w Polsce dostaje w taki sposób świadczenie. Wielu dzisiejszych emerytów woli przelewy na konta. Prosto i szybko. A w wiejskich sklepach też można płacić kartą.

Nie rozumiem więc, dlaczego pani premier uważa, że polska wieś będzie przez zaspy zasuwała na pocztę, nawet jeśli będzie ona teoretycznie blisko, czyli jak znam życie na końcu wsi. My naprawdę wolimy wysłać maila i zapłacić rachunki przez internet. I nawet nigdy nie widziałam, żeby ktoś płacił rachunki w pobliskim sklepie, chociaż teoretycznie jest tam taka możliwość.

Myślę, że dziś na wielu wsiach zdecydowanie bardziej potrzebne są dobre drogi, publiczna komunikacja (np. w województwie zachodniopomorskim aż 15.3 proc. zarejestrowanych bezrobotnych twierdzi, że nie pracuje, bo nie ma jak dojechać do pracy) czy wreszcie dobre, szybkie łącze internetowe. Takie, na które nawet ci biedniejsi będą mogli sobie pozwolić. Bo umówmy się, nie każdy może wydać sto złotych na abonament. A tańszych opcji na prowincji często nie ma.

Wreszcie potrzeba nam sprawnej e-administracji, by wizyty w urzędach mogły być coraz rzadsze. Nie każdy ma wiele godzin na stanie w kolejkach – czy to w urzędzie czy na poczcie. Może zamiast przywracania placówek pocztowych, zmniejszyć tak biurokrację pani premier?

Minister Adamczyk przekonując do pomysłu otwierania małych placówek pocztowych przekonywał, że to nie tylko działalność pocztowa, ale także kulturalna, bo poczta sprzedaje prasę i książki. Cud rzeczywiście. Na wsiach gazety są w większości sklepów spożywczych, a książki kupujemy przez internet wyszukując promocji. Jeśli chodzi o kulturę, to wolałabym chyba bibliotekę, kino czy ośrodek kultury ze sprawnymi animatorami, a nie by kultury kaganek niosła pani w okienku pocztowym.

I ostatnia sprawa: poczta ma być miejscem spotkań społeczności wiejskiej. Fakt, płacąc rachunki przez internet trudno mówić o kontakcie z drugim człowiekiem. Kiedyś, chyba z osiem lat temu, byłam w Zawadach Oleckich, wsi w województwie warmińsko-mazurskim. W okolicy funkcjonował tam sklep, w którym oprócz chleba i majtek, można było także załatwić sprawy na poczcie i napić się piwa z kija. W praktyce wyglądało to tak, że kobiety przychodziły z rana po zakupy, pogadać i na browar na miły początek dnia.

Można i tak. Chociaż ja bym wolała fajną kawiarnię z rana. A na piwo iść wieczorem do karczmy. Kiedyś w każdej wsi była. Ale czy jest sens tworzenia programu powrotu karczm do wsi? Chyba taki sam jak powrotu placówek pocztowych.


„Żywe i witalne”. Czy naprawdę rozumiemy probiotyki?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
5 grudnia 2016
Fot. iStock / M_a_y_a
 

Temat probiotyków, ich zastosowań w terapiach i profilaktyce zdrowia, ich jakości oraz skuteczności działania jest aktualnie bardzo często przedstawiany na łamach prasy i w innych mediach.

Dostępne są coraz szersze informacje o celu ich zastosowań, jakości dostępnych preparatów oraz ich występowaniu w produktach spożywczych. Opisywane są właściwości wybranych szczepów bakterii probiotycznych, w odniesieniu do konkretnych jednostek chorobowych i dysfunkcji pracy naszych organizmów. Przytaczane są definicje i cechy probiotyków, opisywane są funkcje i budowa ekosystemu jelitowego oraz mechanizm działania probiotyków. Świetnie! Ta wiedza jest jeszcze stale za mało znana zarówno przeciętnemu Kowalskiemu, jak i jego „prozdrowotnym opiekunom”.

Jest jednak jeszcze jeden dość poważny problem – wiedza praktyczna w porównaniu z tą teoretyczną, nadal jest w powijakach.

Przekazywana wiedza jest niezmiernie rzadko poprzedzana kompleksowym zrozumieniem sedna istnienia bakterii probiotycznych w naszych organizmach. Z reguły bakterie te są traktowane przedmiotowo i albo te chorobotwórcze trzeba po prostu zniszczyć, albo te co mają nas wspomóc w zdrowiu lub restauracji zdrowia, traktujemy jako kolejny środek medyczny lub suplement diety.

Śledzę i z wielkim zainteresowaniem poznaję artykuły i prace różnych autorów zajmujących się tematem probiotyków. Należą do nich dietetycy, lekarze, dr. nauk medycznych i inni. Przytacza się w nich liczne badania dotyczące zastosowań różnych szczepów bakterii probiotycznych i wymienia bardzo liczną i cenną bibliografię. Jednak brakuje w tym jeszcze innego, niezwykle istotnego, dopełniającego zakresu wiedzy. Przedstawiane treści zawierają niejako „białe plamy” i często istotne nieścisłości wprowadzające w błąd konsumenta, czy pacjenta.

Widzę to tak, jakby zapytać dziecko skąd jest mleko, to odpowie, że ze sklepu lub z kartonika a wędliny są od rzeźnika. A jest tak, że mleko mleku nie jest równe, że „produkują” je krowy, że jego wartość odżywcza zależy od warunków ich życia, od sposobu i treści karmienia oraz od tego, w jakim stopniu zostanie przetworzone w przemysłowym procesie produkcji. Wędliny wykonywane są z mięsa zwierząt a ich jakość i wartość odżywcza również zależy od powyższych czynników. I tak o probiotykach wiemy, że są oferowane w kapsułkach lub saszetkach, a że w postaci liofilizowanej, to już mało kto wie, informuje się nas, że probiotyki znajdują się w jogurtach lub mleku acidofilnym, lub w kiszonej kapuście i w kiszonych ogórkach, albo w napojach sojowych, owocowych, czy warzywnych z dodatkiem probiotyków, itp., ale brak dostatecznej informacji o skuteczności ich stosowania.

Fot. iStock / jamesbenet

Fot. iStock / jamesbenet

Bakterie probiotyczne, to także żywe istnienia, które posiadają własne DNA. Dla porównania genom człowieka liczy około 30.000 genów, a flora bakteryjna w nas liczy około 4 milionów genów. Mikroorganizmy te posiadają swoje zachowania społeczne i zdolność komunikacji międzygatunkowej. Przy tym tak samo niezwykle istotne jest, jakie warunki do życia i rozwoju mają interesujące nas szczepy bakterii probiotycznych w środowisku jakim jest nasz organizm, ze szczególnym uwzględnieniem zespołu jelit, jak i to w jakich warunkach przemysłowych następuje hodowla bakterii probiotycznych, które są ostatecznie liofilizowane i dalej przetwarzane lub konfekcjonowane zgodnie z przeznaczeniem.

Ilu autorów przytaczanych tutaj publikacji posiada wiedzę na ten temat? Kto zastanawia się nad tym skąd biorą się i jak przebiega proces hodowli i produkcji bakterii probiotycznych, o których piszą, i które polecają? Posiadając taką wiedzę zwracam w tym miejscu uwagę na pewne istotne fakty dotyczące stosowania probiotyków zarówno w profilaktyce jak i w terapiach.

Probiotyki, jakich nie znaliśmy

Organizm człowieka nie może prawidłowo funkcjonować bez obecności w nim odpowiedniej ilości i rodzajowości gatunkowej bakterii probiotycznych. Jest tak, że organizm zdrowego człowieka a w nim jego mikrobiota charakteryzuje się obecnością w nim odpowiedniej ilości bakterii autochtonicznych w tym probiotycznych, które współpracując i współdziałając na zasadzie synergii zabezpieczają zdrowie swego gospodarza.

To nie pojedyncze bakterie stymulują nasz układ immunologiczny, tylko ich konsorcjum, nie jest tak, że tylko pojedyncze szczepy bakterii probiotycznych np.  typu Lactobacillus rhamnosus ATCC 53103 (LGG) czy Lactobacillus plantarum 299V, (jedne z najlepiej przebadanych szczepów bakterii probiotycznych), czy inne neutralizują lub łagodzą objawy dysfunkcji organizmów dziecięcych i osób dorosłych.

W organizmach zdrowych osób, zarówno dzieci jak i dorosłych te prozdrowotne funkcje wypełnia zespół, swoiste konsorcjum różnorodnych gatunkowo, probiotycznych mikroorganizmów składających się na autochtoniczny mikrobiotę każdego z nas. Obrazem zaburzenia jego równowagi mikrobiologicznej jest m. innymi dysbioza, zespół nieszczelnego jelita i dalsze konsekwencje. Pojedynczymi szczepami bakterii probiotycznych można zadziałać objawowo, ale nie doprowadzi się do równowagi mikrobiologicznej i nie rozwiąże problemu dysbiozy.

W licznych publikacjach podaje się, że jakość i skuteczność preparatu probiotycznego uzależniona jest od ilości bakterii w porcji preparatu, przy czym przyjęło się uważać, że wyjściowo ich minimalna ilość musi wynosić 10⁹ jtk/g (jeden miliard) bakterii probiotycznych. Wskazuję, że bardziej istotny jest parametr określający zdolność do ich przetrwania w ośrodkach stresowych takich jak kwasy żołądkowe i sole żółciowe i dalej do zasiedlania przestrzeni jelit. Zdolność ta uzależniona jest od witalności tych bakterii a ta uzależniona jest od sposobu i czasu prowadzenia ich hodowli. Dla przykładu liofilizowane preparaty probiotyczne o wyjściowej liczebności na poziomie od 10⁹ do 50×10⁹jtk/g bakterii probiotycznych (jeden miliard do pięćdziesięciu miliardów jednostek na gram) charakteryzują się zdolnością do przeżycia na poziomie od 100 do 1000 (10² do 10³ jtk/g). Przy tym preparaty probiotyczne JOY DAY zawierające żywe i witalne bakterie probiotyczne o wyjściowej liczebności na poziomie 2×10⁷ jtk/ml charakteryzują się zdolnością do przeżycia na poziomie minimum sto tysięcy jednostek na mililitr (10⁵ jtk/ml) preparatu.

Ta znaczna różnica wynika z faktu, że tradycyjne bakterie probiotyczne hodowane są przemysłowo jako pojedyncze szczepy w czasie około 72 godzin a następnie poddawane procesowi liofilizacji. Tak wyhodowane mikroorganizmy mają ograniczoną witalność. Ponadto na uwagę zasługuje również to, że nawet gdy później producent łączy kilka szczepów tak wyhodowanych bakterii w jeden kompleks, to i tak każdy z nich hodowany jest osobno i zanim przystosuję się one do współpracy w organizmie, po ich uaktywnieniu do żywotności, to proces ten rozkłada się bardzo długo w czasie.

Natomiast szczepy bakterii wchodzące w skład preparatów probiotycznych JOY DAY hodowane są zespołowo w kaskadowym procesie hodowli, która trwa kilka tygodni. W tym czasie nabywają one swej naturalnej witalności, doświadczają synergicznego współdziałania i produkują cenne, prozdrowotne metabolity.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

W tym świetle godne polecenia są właśnie preparaty probiotyczne zawierające w swym składzie konsorcjum żywych i witalnych szczepów bakterii probiotycznych zdolnych do synergicznego, natychmiastowego  zasiedlania całej przestrzeni jelit bez dodatkowych zabezpieczeń typu kapsułki. Wskazane jest przy tym, by preparaty te zawierały w również prozdrowotne i antyseptyczne metabolity wytwarzane przez te dobroczynne mikroorganizmy. W ich składzie powinny znajdować się również organiczne witaminy, enzymy, mikroelementy i antyoksydanty. Składniki metabolitów powinny charakteryzować się również skuteczną zdolnością niszczenia chorobotwórczych drobnoustrojów w tym Pseudomonas aureginosa, Listeria monocytogenes, Salmonela, Staphylococcus aureus, Escherichia coli, Clostridium difficile, Helicobacter pylori, czy drożdżaki z rodzaju Candida.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

linia 2px

O autorze:

Jędrzej Soporowski dietetyk, specjalista profilaktyki probiotycznej. Promotor ekologii życia oraz wpływu pozytywnych czynników, w tym probiotycznej flory bakteryjnej na witalność i zdrowie człowieka. Jest autorem receptur produktów probiotycznych JOY DAY zawierających w swym składzie żywe szczepy bakterii probiotycznych.

Artykuł powstał we współpracy z JOY DAY


10 rzeczy, które robi (naprawdę) zakochany mężczyzna

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
5 grudnia 2016
Fot. iStock / Geber86
Następny

Zakochani, aż miło na nich popatrzeć. Te maślane spojrzenia i ta wyjątkowa magia, która bije od nich na kilometr. Niby oczywiste są sygnały, które wysyłają światu, ale ile razy zadawałyście sobie pytanie „czy on też to czuje?”. Męskich oznak prawdziwego zakochania jest całkiem sporo.

I tak, można je dostrzec „gołym okiem”, również u swojego wybranka.

Poznajcie te kilka rzeczy, po których rozpoznacie zakochanego po uszy faceta!


źródło: powerofpositivity.com

Zobacz także

Kobiety cierpią na wypalenie zawodowe częściej niż mężczyźni. Dlaczego? Ponieważ są mniej doceniane dowodzą naukowcy

Singielka przy świątecznym stole

Ratunku! Pomocy! Singielka przy świątecznym stole

Paryski szyk na polskich ulicach! Co ukraść z szafy Paryżanki?