Nie taki guz straszny

Justyna Feret-Lech
Justyna Feret-Lech
1 czerwca 2016
Fot.Splitshire /
 

Powiadamiam, że mam zaświadczenie konsylium lekarskiego, wydane na piśmie, że posiadam mózg 🙂 Zebrali się, prześwietlili, sprawdzili – no jest! To taka informacja dla tych m.in., co to piszą do mnie i sugerują, że takie bezmózgie beztalencie jestem (jest fejm, jest hejt, zdaje się).
Mnie osobiście na zdjęciu mojego mózgu zastanowiły czarne plamy tu i ówdzie. Pytam znajomego lekarza, co ich tak dużo jakoś, tak niepodręcznikowo. On zasugerował, że to być może rozum mam tak aktywny, że na tomografie widać. To ja się pytam, czego tak mało tych plam wobec tego. On mi na to, że tu już medycyna pomóc nie może…

grateful

Mój mózg z rozumem muszą się jeszcze raz dać uwiecznić, tym razem za pomocą rezonansu. Niebawem. Przy okazji sprawdzam sobie skuteczność tzw. pakietu onkologicznego w naszej służbie zdrowia i generalnie melduję, że o kant stołu rozbił. Pozostaje mi wygranie w Lotka lub zostanie utrzymanką jakiegoś Maharadży, żeby za te wszystkie badania zapłacić.

Po sporym szoku, jakim była dla mnie wieść o jakimś guzie na nielegalu w mojej głowie, powrócił spokój i racjonalizacja. Jeszcze wczoraj myślałam o milionie rzeczy, których w życiu nie zrobiłam – dzisiaj włączyło mi się myślenie o milionie rzeczy, które jednak w życiu zrobiłam. Pewnie, że nie wszystko tak, jak planowałam, ale też cudnie. Usiłowałam zrobić kompletną listę spraw, osób i zdarzeń, za które jestem wdzięczna mojemu Losowi, że mi je przyniósł – zatrzymałam się na numerze 126, bo już nie dawałam rady pisać. Dla porównania, wymyśliłam tylko 37 rzeczy, za które bym Losowi przywaliła w krocze. Takie podsumowanie jest cenne, nagle zdajesz sobie sprawę, że nie wszystko w życiu zepsułaś.

Smutne jest to, gdy takie chwile przechodzi się w samotności, gdy w pojedynkę dźwiga się wagę sytuacji. Takie były moje pierwsze myśli, że to nie fair. Potem przypomniałam sobie, co powiedział Robin Williams – „Myślałem, że najgorsze w życiu, to być samotnym. Tak nie jest. Najgorsze w życiu to być z ludźmi, którzy sprawiają, że czujesz się samotny”.
I to uczucie znane mi jest zbyt dobrze. Samotnie przechodziłam najtrudniejsze chwile w moim dorosłym życiu – bo mój życiowy partner nie był w stanie udźwignąć ciężaru współodpowiedzialności, czym niekoniecznie chciałam się chwalić rodzinie i znajomym – w pewnym momencie pytanie „A gdzie w tym twój mąż?” ważyło tonę i wisiało mi na szyi niczym kamień, ciągnący w dół.

Dopiero w takich chwilach człowiek się przekonuje, z czego jest zbudowany. A że priorytety już ma na właściwych miejscach poustawiane, nawet rak mi nie jest straszny.

 


Złote myśli kobiety

Justyna Feret-Lech
Justyna Feret-Lech
5 czerwca 2016
Fot. Pixabay / Greyerbaby / CC0 Public Domain
 

Usłyszałam niedawno słowa, które mnie powaliły: pewien pan powiedział mi, że jestem tak inteligentna, że aż atrakcyjna. Zamurowało mnie na miejscu, ponieważ nie zdarzyło mi się jeszcze usłyszeć miłego komplementu oraz inwektywy w jednym zdaniu podrzędnie złożonym.

Nie wiem nawet, czy to dobrze uchodzić za inteligentną kobietę. Zauważyłam, że idiotkom w życiu łatwiej – zaprawdę, powiadam wam, nie ma takiej rzeczy, której nie załatwiłby odpowiednio duży dekolt oraz usteczka w ciup i akcja pod tytułem „Ja sama sobie nie poradzę”.

Julia Marcell śpiewa:
Kiedy byłam małą dziewczynką,
modliłam się o urodę.
Dzisiaj jestem już pewna –
wolę być ładna niż mądra.

Na co komu ta mądrość?
Tylko się człowiek stresuje.
Głupotę ci każdy wybaczy,
brzydoty nie daruje.

I prawda, niestety. Kto słyszał publiczne dyskusje na temat inteligencji kobiet? Mądre kobiety raczej na okładkach magazynów nie lądują. Sharon Stone ma IQ na poziomie 154, czy świat o tym mówi? Nie, świat wspomina, jak piękna Sharon Stone rozkładała nogi w „Nagim instynkcie”.

Co do mojej inteligencji, to chciałam zaznaczyć, że nie przekłada się ona na mądrość życiową, niestety. Pakuję się w rozmaite kłopoty, ufam niewłaściwym ludziom, kilka razy potrafię popełnić ten sam błąd. Jeśli ktoś wie, jak zostać mądrą kobietą, niech mi da znać, proszę. A w miłości to już kompletna porażka…

Na swoją obronę mam tylko to, że nawet Maria Pawlikowska-Jasnorzewska mówiła, że wolałaby, aby Mickiewicz ją całował niż by miał ją słuchać.

A ja obie opcje poproszę.


Karmo, wykarm się sama

Justyna Feret-Lech
Justyna Feret-Lech
31 maja 2016

Nauka jest sprawą wielkich. Maluczkim dostają się nauczki.
S.J. Lec

Gdy coś się złego działo, zawsze myślałam sobie „karma się odwróci”. Gdy ktoś robił mi coś bardzo złego, pocieszałam się „karma go dopadnie”. Gdy robiłam coś dobrego i nie dostawałam nic w zamian, tłumaczyłam sobie „karma mi odpłaci”.
Okazuje się jednak, że karma to mnie i moje losy w nosie ma, by nie rzec, że w innej części ciała.
Już nawet nie mogę wierzyć.
Żyję pożyczonym czasem i z trudem znajduję sens…

Mój przyjaciel, przekazując mi dzisiaj wyniki, próbował mnie zarazić swoim optymizmem, bo mój gdzieś wyparował w jednej chwili:
– No ale pomyśl sobie, jak schudniesz, jaka zgrabna będziesz!

Uśmiechnęłam się chyba mimo woli. Fakt. Widocznie do zrzucenia wagi guz mi był potrzebny.