Myślisz, że jesteś miłym facetem? Stary, nie angażujesz się w życie rodzinne, nie podejmujesz żadnych decyzji, wszystko jest na jej głowie. Uważasz, że to w porządku?

Sziti Mąż
Sziti Mąż
23 października 2017
Fot. iStock / Marjan_Apostolovic
Fot. iStock / Marjan_Apostolovic
 

Stary, wydaje ci się, że jesteś fajnym mężem? Myślisz, że schodząc swojej żonie z drogi robisz jej wielką przysługę, bo nie chcesz przeszkadzać w jej planach dotyczących was, waszej rodziny, wspólnych wakacji, dzieci? Tyle tylko, że tym samym stajesz się wielką przeszkodą. Przeszkodą na drodze do szczęścia.

O co chodzi? No przecież zupełnie o nic. Jesteś po prostu kolejnym miłym facetem, jak ja. Kolejnym facetem, który niszczy swoje małżeństwo nie zdając sobie z tego sprawy.

Przez całe moje małżeństwo byłem przekonany, że jest cudownie i miło. Dlatego zaskakoczyło mnie, że moja żona uważała zupełnie inaczej. Co więcej, ona wcale nie była przekonana, że jestem miłym facetem.

A przecież mi się podobała. Przecież kochałem ją nad życie. Zawsze we wszystkim jej ustępowałem. Z czym ona ma problem? No tak, pewnie kolejna szalona, emocjonalna i rozjechana hormonalnie kobieta! Przecież łatwiej było machnąć rękę i robić to, co ona chce, a myśleć swoje, niż walczyć czy kłócić się z nią. Tak myślałem, wydawało mi się, że to najlepsza droga do szczęśliwego życia.

Nigdy nie pomyślałem, że ona podejmując wszystkie decyzje, planując, gdzie spędzimy święta, na jaki obóz wyślemy dzieci, czy choćby co zjemy na obiad, może poczuć się bardziej jak moja matka niż żona. Dla niej to musiało być wyczerpując i frustrujące, tylko ja zrozumiałem to za późno. Wszyscy myśleli, że jestem takim miłym i idealnym mężem…

Tymczasem było zupełnie inaczej. Dopiero dzisiaj, kiedy ona odeszła otworzyłem oczy i zrozumiałem, jakim dupkiem byłem. Pomagałem mojej żonie może w 5% przygotowań do naszego ślubu, w 15% brałem udział w wychowaniu naszych dzieci, może na 25% angażowałem się w domowe obowiązki… Chciałbym, żebyś to dobrze zrozumiał. Tu nie chodzi o fizyczną pracę, o wynoszenie śmieci, mycie podłogi, czy odkurzanie. Tu chodzi o UCZESTNICZENIE we wspólnym życiu.

Zastanawiasz się, o co jej chodzi? Przecież poszedłeś po zakupy, kupiłeś wszystko, co było na przygotowanej przez nią liście. Chleb, mleko, sałatę. Chodzi jej o te ciastka? Przecież kupiłeś! Uważasz, że jesteś w porządku i nie masz pojęcia o co afera? A czy wiesz, jakie są ulubione ciastka twojej żony i dzieci? Wiesz, jakie lubią, spytałeś kiedykolwiek, zainteresowałeś się? Wiesz, jakie płatki najbardziej smakują twoim dzieciom, czy kupujesz pierwsze lepsze, jakie wpadną ci w oko?

Te małe rzeczy są właśnie ogromne… Pytasz swoją żonę, co by zjadła na obiad? Uprzedzasz o imprezie pytając czy ma ochotę pójść? Proponujesz, co kupić twojej matce na imieniny? Myślisz, na jakie zajęcia zapisać wasze dzieci?

Wspaniałomyślnie pozwoliłem swojej żonie kontrolować nasze rodzinne życie, podejmować decyzje. Uważałem, że jak ja się usunę, to jej będzie tylko łatwiej.

Tylko tu nie o nią chodziło, bo łatwiej i wygodniej było dla mnie… Dla ciebie pewnie też jest. Tyle, że to nic „miłego” zostawić wszystkie decyzje na głowie jednej osoby, a ty jeszcze chcesz, żeby ona pomyślała o tobie między myśleniem o dzieciach, o domu, o pracy, ogarniając setki rzeczy…

Mam nadzieję, że lubisz seks w pojedynkę… bo to cię stary czeka.

Poprosiłem znajomą, żeby napisała, jak się czuje, kiedy jej mąż oddaje jej całe pole dotyczące podejmowania decyzji. Wiesz, co usłyszałem? Że ona czuje się bezsilna, zmęczona i… samotna. Zastanawia się, czy on ją jeszcze kocha. Przecież gdyby kochał, nie pozwoliłby, by wszystko było na jej głowie. Czy on uważa swoją rodzinę za pomyłkę? Przecież nie chce pomóc ani przy dzieciach, ani przy obowiązkach, o niczym nie decyduje? Czy jesteśmy – ja i dzieci – dla niego w ogóle ważni, skoro nie chce aktywnie uczestniczyć w naszym życiu? Ma nas dosyć?

Opowiadała mi, że to miły gość, fajny facet. Robi to, o co ona poprosi – gotuje, sprząta, płaci rachunki, robi zakupy, pracuje, zajmuje się dziećmi. Ale jej gdzieś z tyłu głowy nieustannie dźwięczy, że on robi jej łaskę, bo to ona podejmuje decyzję, co on ma robić, ona steruje tym statkiem, musi sterować nawet nim, bo jej mąż sam z siebie do niczego nie wykazuje zaangażowania. W żaden sposób nie przejmuje kontroli nad naszym wspólnym życiem.

Wiesz co, gdybym mógł cofnąć czas i uczyć się na czyichś historiach, chciałbym dostać taki list od siebie z przyszłości:

Cześć,

wiem, że twoim największym lękiem jest to, że weźmiesz ślub, a twoje małżeństwo po kilku latach zakończy się rozwodem. Mam złe wieści. Tak się właśnie stanie. Poślubisz piękną dziewczynę, będziesz miał dwójkę dzieci, ale rozwiedziesz się. Będziesz rozpaczał, będziesz tęsknił za żoną, dziećmi, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Ale możesz tego uniknąć, możesz wybrać lepsze życie, ze szczęśliwym zakończeniem. Małżeństwo jest trudniejsze niż ci się wydaje. To nie jest jedynie posiadanie stałej dziewczyny, żony i matki, to zdecydowanie coś więcej. Nie bądź jedynie mężem i ojcem. Nie dawaj tylko minimum z minimum. Nie zastanawiaj się, dlaczego twoja żona się denerwuje. Dbaj o nią, o wasze wspólne życie.

Możesz dać jej więcej niż przypuszczasz – swój czas, swoją energię i miłość.

Okazuj swoją miłość w chwilach, które są dla was trudne. Pokaż jej, że twoje uczucie jest stałe i trwałe.

Gdy urodzą się dzieci, nie myśl, że opieka nad nimi jest tylko po stronie twojej żony. Noś na rękach dziecko, żeby ona mogła się wyspać, trzymaj ją za rękę, kiedy ona karmi wasze dziecko. W każdej sekundzie pokazuj jej, że może na ciebie liczyć. A potem udowadniaj jej to codziennie.

Nie wystarczy, że będziesz mówił „Kocham cię” i naprawdę tak czuł. Nie ma zupełnie znaczenia, czy to jest prawda. Ona o tym nie wie. Myślisz, że to szalona, emocjonalna dziewczyna? Nie rozumiesz. Ona nie wie, że ją kochasz, jeśli jej tego nie okazujesz.

Wybieraj, decyduj, okazuj troskę o wasze wspólne życie, wasze plany. Twoje małżeństwo składać się będzie z miliona drobnych, ale niezwykle ważnych rzeczy. Jeśli nie będziesz o nie dbać, twoja żona pomyśli, że nie jest dla ciebie na tyle ważna, żebyś się o nią troszczył.

To ją zabije, wtedy cię opuści. I będziesz tęsknił. Ale tak nie musi być.

Możesz napisać własną historię. I chcę, żebyś mnie wysłuchał, bo ja jestem tobą, bo popełniłem już wszystkie te błędy, które ty zamierzasz zrobić. Jeśli dokonasz tych samych wyborów, zostaniesz sam. Więc dokonaj lepszych. Wybierz siebie. Wybierz miłość.


Stary, przestań być cholernym egoistą. Kiedy w końcu zrozumiesz, że małżeństwo nie dotyczy ciebie, tylko osoby, którą kochasz?

Sziti Mąż
Sziti Mąż
15 listopada 2017
Fot. iStock/gilaxia
Fot. iStock/gilaxia
 

Wiesz, jak często twoja żona płacze w łóżku, bo chce spędzić czas z tobą, a ty wolisz robić coś innego. Tak, ja wiem, jesteście już tyle lat po ślubie, macie dzieci, nie jesteście już jak te dwa gołąbki. Znam te tłumaczenia, tobie się wydaje, że już za rękę jej trzymać nie musisz, bo po co.

Błagam cię, stary, tylko nie mów, że chcesz z nią być. Bo to kłamstwo. Ty lubisz oglądać mecze, pograć z kumplami w kosza czy w tenisa, wyjść na ryby, pić alkohol, obejrzeć film albo inny program telewizyjny. Lubisz to zdecydowanie bardziej niż bycie z nią.

I nawet nie wiesz, jak ją to boli, jak bardzo ona czuje się opuszczona i samotna.

Jasne, już słyszę te twoje: „Nie przesadzaj, to nie tak”. Serio? To może powiesz mi jak? Przecież tak naprawdę nie chcesz być nawet w tym samym pomieszczeniu co ona. Zostajesz z nią w kuchni, gdy przygotowuje obiad czy kolację, żeby porozmawiać, spytać, czy w czymś pomóc? A nie daj Boże, jeśli ona zacznie cię wypytywać, jak ci minął dzień, co w pracy. Nie chce ci się z nią gadać. Nie chce cię się jej słuchać, bo czasem wpadnie na pomysł, żeby opowiedzieć ci o swojej kłótni z matką czy przyjaciółką albo o tym, że się czymś martwi. Wolisz te wszystkie – co kupić, gdzie dzieci, rachunki zapłacone.

Jedyne czego chcesz, to czasu dla siebie, prawda? Zastanawiasz się, czemu do cholery ona nie lubi tych samych rzeczy, co ty, dlaczego nie może myśleć, tak jak ty. Wtedy świat byłby prostszy – oczywiście dla ciebie.

Jasne, że nie jest tylko źle. W końcu mieliście świetny seks, jakoś się dogadywaliście. A teraz masz poczucie, że ty jesteś maszynką do robienia pieniędzy, płacisz za wszystko, za mieszkanie, jedzenie, może myślisz, że płacisz także za jej fryzjera, jej samochód, jej dom, wasze dzieci.

W końcu ciężko pracujesz, więc masz święte prawo do odpoczynku, co nie? I dlaczego ona nie może tego docenić, dlaczego nie może cię wystarczająco szanować.

To coś ci powiem – ona wpada w panikę. W ten rodzaj paniki, kiedy jesteś tak przerażony, że twoje włosy dosłownie stają ci dęba. Nawet nie wiesz, jak ona się boi, boi się, że wasze dzieci zauważą, że coś jest nie tak, chociaż ty tego w ogóle nie widzisz, tobie się wydaje, że wszystko jest w porządku. Dom czysty, pachnący, dzieci zadbane, ty przed telewizorem – wszystko okej.

Stary, nic ku*wa nie jest okej. Odsuwasz ją od siebie, twoje przerośnięte ego nie pozwala na obecność nikogo innego oprócz ciebie samego.

A ona myśli, że może jest dla ciebie za gruba i brzydka.

Zastanawia się, czy masz romans, czy może o takowym marzysz.

Boi się, że odejdziesz.

Jedyne czego chce, to żebyś traktował ją tak, jak kiedyś, szanował, kochał i pragnął.

Im bardziej ona naciska, im bardziej daje do zrozumienia, że coś między wami jest nie tak, tym mocniej się izolujesz, wycofujesz się.

Chcę wierzyć w to, że kochasz ją na swój własny sposób, że nie chcesz, by twoja rodzina się rozpadła. Tyle, że to wszystko ma się dziać na twoich zasadach. Nawet nie wiesz, kiedy przestajesz być jej przyjacielem, kiedy ona nie chce już czuć się przy tobie niewystarczająco dobra, bo jak inaczej ma tłumaczyć fakt, że jesteś już tak daleko?

Rozwód lub romans wiszą w powietrzu.

Ja i moja żona nie lubiliśmy tych samych rzeczy. Kiedy już wpadliśmy w rytm małżeństwa i rodzinnego życia, często nie wiedzieliśmy, jak wspólnie spędzać czas.

Ja lubię oglądać sport.

Ona lubi programy kulinarne.

Ja lubię oglądać thrillery, i filmy fantastyczne.

Ona lubi komedie romantyczne komedie.

Ja lubię grać w tenisa.

Ona lubi narciarstwo.

Ja lubię biegać.

Ona lubi tańczyć.

Zawsze uważałem, że najbardziej sprawiedliwa, najprostsza i najbardziej dyplomatyczna decyzja to ta, kiedy każdy robi to, co chce i jedno drugiemu nie wchodzi w paradę. Wszyscy są szczęśliwi.

Tyle, że rzeczywistość wygląda inaczej. Ponieważ wiele rzeczy, których oczekiwała ode mnie moja żona, wymagały wysiłku. Zaplanować weekend z rodziną, pomyśleć nad remontem, mieć zdrowe życie seksualne. Jakaś masakra. Myślałem, jak prawdziwy dupek: dlaczego ja mam tak się męczyć, to nie jest w porządku, niech ona da mi spokój. Jak często słyszysz te słowa? Mówią to twoi koledzy w pracy? Kumple od tenisa?

„Moja żona sprawia mi kłopot” – bo czegoś od ciebie chce. Tak to refren dupków na całym świecie: „Co jest złego w tym, że chcę trochę czasu dla siebie?”.

Przeczytałem kiedyś bardzo mądre słowa o tym, że małżeństwo nie jest dla ciebie. Nie żenisz się po to, by uszczęśliwić siebie, ale po to, by uszczęśliwić drugą osobę. W małżeństwie nie chodzi o ciebie, tylko o rodzinę, którą staje się twoja żona, w przyszłości matka twoich dzieci. Prawdziwe małżeństwo (i prawdziwa miłość) nigdy nie dotyczy ciebie. Chodzi o osobę, którą kochasz – o jej potrzeby, pragnienia, nadzieje i marzenia. Egoizm pyta: „Co w tym jest dla mnie?”, a miłość: „Co mogę dać drugiej osobie?”.

Widzisz w końcu różnicę?

Myślę, że wielu ludzi bierze ślub tylko dlatego, że wydaje im się to naturalnym krokiem po skończeniu szkoły czy studiów.  Widzimy to w telewizji, robią tak nasi znajomi.

Większość facetów myśli: „Ślub? Nie ma sprawy! To tak, jakby mieć dziewczynę na zawsze! Mogę to zrobić”.

Tyle, że to nie tak. Małżeństwo NIE jest po prostu umową, na podstawie której nie można uprawiać seksu z kimś innym. To zadanie polegające na dawaniu czegoś więcej niż ty sam – na spędzaniu czasu pomagając twojej żonie najlepiej jak potrafisz.

I zrozum w końcu, że tak – czasami to oznacza siedzenie cicho przy stole i słuchanie jej opowieści, które mogą cię nie interesować, ale dla niej ważne jest, że słuchasz.

Czasami oznacza oglądanie filmu, który nie jest twoim ulubionym.

Czasami oznacza, że kładziesz się spać i kochasz się z żoną zamiast oglądać mecz.

Pytasz: „Co będę z tego miał?”. Nie wiem. Mogę jedynie zgadywać, bo jestem pewien, że dostaniesz to, czego najbogatsi ludzie nie mogą sobie kupić. Radość. Spokój. Szczęście. Miłość.

Co się dzieje, kiedy małżeństwo nie dotyczy ciebie, ale ludzi, których kochasz?

Wszystko.

Długo i szczęśliwie.


inspiracja: Shity Husband

 


Twoja żona jest smutna, sfrustrowana? Jesteś zły, że nie jest tą dziewczyną, w której się zakochałeś? Wiesz, co – ty jesteś temu winien!

Sziti Mąż
Sziti Mąż
13 października 2017
Fot. iStock/jeffbergen
Fot. iStock/jeffbergen
 

Moja żona nigdy nie czuła się bezpiecznie w naszym związku, bo nie mogła mi ufać. Nie czuła się bezpiecznie nie dlatego, że bała się, że ją skrzywdzę w jakiś fizyczny sposób albo dlatego, że jej nie ochronię, gdyby ktoś inny próbował.

Nie przestała mi ufać dlatego, że obawiała się, iż ją zdradzę. Moja żona przestała mi ufać, bo uznała, że nie może na mnie liczyć, nie może na mnie polegać jak na partnerze – rodzicu, kochanku, partnerze finansowym.

To były małe rzeczy, małe rzeczy, które ścierają nasze pazury, kruszą integralność małżeństwa.

Moja żona, kiedy ją poznałem, była młodą, zabawną, szczęśliwą i radosną kobietą. A stała się zmęczona, sfrustrowana, przerażona, smutna i zła.

Błagałem, by wróciła ta dziewczyna, którą poznałem. Pytałem, gdzie ona się podziała. Ale ona nie wracała, a ja byłem coraz bardziej wkurzony. Moją żonę obwiniałem za to, kim się stała, miałem żal, że nie próbowała się zmienić.

A może nie chciała? Może po prostu nie mogła? Bo nie była w stanie mi zaufać. Więc stała na straży swojego i rodzinnego bezpieczeństwa.

Myślę, że problem polega na tym, że mężczyźni nadal wierzą, że są lepsi od kobiet… Ja uważam, że to męska wersja jest gorsza. My myślimy, czujemy i doświadczamy świat w określony sposób. Widzimy, słyszymy, trawimy i decydujemy się na to, co jest racjonalne, logiczne i sensowne. Co więcej, uważamy, że kto nie widzi świata w ten sam sposób, popełnia błąd – jak nasza żona czy partnerka.

Pomimo tego, że kochamy nasze żony, każdą wolną chwilę spędzamy na próbie zarobienia większej ilości pieniędzy, zdobycia szacunku i podziwu. Ale nasze żony nie za to nas kochają, a nam trudno się z tym pogodzić. Sądzimy, że to nieracjonalne, ignorujemy wszystkie sugestie, kiedy ona próbuje wytłumaczyć, że liczy na coś innego. Szydzimy, jesteśmy sarkastyczni. Mówimy: „To takie gadanie, ona nie wie, co mówi, to ja wiem, co w życiu jest najważniejsze”.

Serio? Też tak mówiłem, raniłem moją żonę, choć nigdy nie robiłem tego celowo. Zawsze wkurzałem się, że nie mdlała z zachwytu, gdy coś zrobiłem. Jak idiota upierałem się przy swoim, nie dopuszczałem do siebie myśli, że to ja mogę się mylić, że może to ja powinienem ją zrozumieć, a nie ona mnie. Że może mój sposób postrzegania świata nie jest jedynym najlepszym.

Liczyłem na to, że skoro nie reaguję tak samo jak moja żona, to wcale nie oznacza, że to ja powinienem się zmienić. Nie, spodziewałem się, że ona dostosuje się w końcu do „właściwego” sposobu myślenia, czucia i zachowania.

Też tak robisz? To śmiało podążaj tą drogą, daj znać, czy działa. Czy może ona jest już dzisiaj w innym związku, a ty zostałeś zupełnie sam? Podoba ci się to?

Nie lubię mówić, że wiem wszystko, bo nic nie wiem o tobie, o twoim życiu, ani o tym, co myślisz i czujesz. Ale wiem, że to co ja myślę, czego doświadczam, pewnie jest udziałem wielu mężczyzn. Nie różnimy się od siebie aż tak bardzo, jakby chciało ci się wydawać.

Myślę, że większość mężczyzn postrzega zaufanie w kontekście niewierności. Jedną z trudniejszych rzeczy w życiu bądź co bądź młodego faceta, który wchodzi w związek, bierze ślub, jest deklaracja, że nigdy nie będę uprawiać seksu z inną kobietą.

Myślałem o małżeństwie, jak o zgodzie na stałą dziewczynę, decydując się na ślub, kiedy miałem dwadzieścia i kilka lat, uważałem, że związek polega na tym, że nie mogę mieć seksu z nikim innym.

Żona?

Jest niezastąpiona Bierzesz ją za pewnik, tak jak wasze małżeństwo. Za coś, co jest stałą. Jak twój wzrok – jest ważny, nie wyobrażasz sobie sytuacji, kiedy go tracisz.

Zaufanie rzadko widzimy w kategoriach oszukiwania, kłamstwa. Nie myślisz o tym, czy ona może ci ufać, czy nie sabotujesz jej starań dbania o dom, planowania zajęć dzieci, spotkań z przyjaciółmi. Czy jesteś dla niej wiarygodnym partnerem, na którym może polegać.

W naszej sypialni miałem nawyk rzucania dżinsów no fotel, kiedy uznawałem je za niezbyt czyste, ale nie na tyle brudne, by trafiły do kosza na brudną bieliznę. Moja była żona tego nie cierpiała. Uważała, że przez te moje spodnie pokój wygląda na zdezorganizowany, a ona bardzo dbała o czystość i porządek w domu. Uśmiechnęła się do mnie, bo bezmyślnie robiłem to nawet po wielokrotnych próbach zwracania mi uwagi. Ani prośba, ani groźba nie pomagały.

Wiem, jesteś facetem i myślisz: „Też mi wielka sprawa, o co jej chodzi. W końcu moje spodnie leżą w sypialni, gdzie nikt oprócz domowników nie wchodzi”.

Racjonalizujemy tę sytuację naszym logicznym mózgiem i wcale nie chcemy zmienić swojego zachowania, bo przecież ona nie odejdzie przez jakieś głupie dżinsy. Nie, ona nie odejdzie. Odejdzie, bo nie może ci ufać, bo nie szanujesz jej na tyle, by wrzucić te głupie dżinsy do szafy lub do prania. Stary, ona myśli: „Jeśli nie mogę na nim polegać w kwestii takich drobnych rzeczy, to jak mogę mu zaufać w ważniejszych?”.

Jesteś dzieciakiem. I żeby było jasne – w każdej innej sytuacji uważam to za dobrą rzecz. Dzieci śmieją się setki razy dziennie, są szczęśliwe, niewinne i wolne. Ale w małżeństwie bycie dzieckiem jest złe…

Twoja żona była dziewczyną, w której się zakochałeś, bo była piękna, zabawna chciała i sprawiała, żebyś przy niej czuł się dobrze. Ale teraz już tak nie jest. Jest zmęczona. Zła. Sfrustrowana. Nie ma ochoty na seks. I wydaje ci się, że cię nie szanuje.

I teraz ty jesteś zły, bo twoja mama nigdy nie traktowała twojego taty w ten sposób albo rozczarowany, bo ona nie zajmuje się tobą, tak jak robiła to twoja matka.

Jesteś zły, ponieważ ty się niewiele zmieniłeś, ale to ona czuje się oszukana, zachowuje się tak, jakby mężczyzna, którego poślubiła, był niewystarczająco dobry. Czujesz się niechciany i zaniedbany.

Tyle tylko, że nawet nie zdajesz sobie sprawy, że sam sobie jesteś winien. Masz dom, kasę, może dzieci, zwierzęta. Nie jesteś już dzieckiem, ale nadal zachowujesz się jak jedno z nich. Kiedy żartujesz, wyśmiewasz się ze swojej żony i przyjaciół. Kiedy zostawiasz spodnie na fotelu lub naczynia w zlewie lub zapominasz o tym, co obiecałeś jej w drodze do domu. Te małe rzeczy się piętrzą, rosną. Dlaczego je robisz?

Tymczasem ona nie może być dzieckiem. Nie może bawić się, śmiać, żyć beztrosko. Nie może, bo jesteś ty, ty, na którego nie może liczyć. Jeśli ona czegoś nie zrobi, nic nie zostanie zrobione. Ubrania same się nie wypiorą, naczynia same się nie umyją, posiłki się nie zrobią. Dzieci nigdy nie będą mieć tego, czego potrzebują.

Nie chciałeś podjąć kolejnego kroku, ale ona chce. Teraz jest zła, zła, smutna i przestraszona, bo zostawiłeś jej całą pracę dla dorosłych.

Ale co ważniejsze? Zostawiłeś ją bez możliwości wyboru. Ale ona nie musi być tym, kim była kiedyś. A ty chcesz, żeby wróciła ta dziewczyna, w której się zakochałeś. Tyle, że to niemożliwe, ponieważ nie potrafimy podróżować w czasie. W czasie, który tobie właśnie się kurczy, jeśli nie zmienisz swojego podejścia.