Już w środę finał prestiżowego konkursu „Najpiękniejsze SPA 2016”

Redakcja
Redakcja
10 stycznia 2017
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Już w środę, 11 stycznia, na gali VIII edycji prestiżowego konkursu  „Najpiękniejsze SPA 2016” w Hotelu Bellotto w Warszawie poznamy najlepsze hotele i day SPA w Polsce.

Do niedawna spa było synonimem luksusu, dziś to już standard i wymóg czasów, a hotele bez spa nie cieszą się zbyt wielkim zainteresowaniem wśród gości. W Polsce jest blisko 800 miejsc określanych mianem „hotel spa” oraz niezliczona ilość salonów i day spa. Każdego roku przybywa kilkadziesiąt nowych. Nic dziwnego, że zaczęto je kategoryzować, przypisywać im różne specjalizacje i nagradzać najlepsze z nich, aby ułatwić potencjalnym klientom wybór.

 „Najpiękniejsze SPA” nie jest kolejnym konkursem branżowym, w którym branża branży wręcza nagrody. Wyróżnienia w konkursie „Najpiękniejsze SPA” są o wiele cenniejsze, bo przyznawane przez samych gości. To oni przez 7 miesięcy 2016 roku głosowali na portalu www.SPAeden.pl, wybierając swoje ulubione day SPA oraz hotele w różnych regionach Polski. Niezależnie od nagród od gości, tytuły przyznają też eksperci. Ale i tutaj najważniejsi są klienci, kategorie są bowiem równocześnie kryteriami, według których turyści poszukują odpowiedniej dla siebie oferty: dla rodzin z dziećmi, dla dorosłych, na biznesowe szkolenia i konferencje, dla szukających odosobnienia, holistycznej pielęgnacji ducha i ciała, dobrej zabawy w aquaparku lub wyciszenia w hotelu butikowym, a nawet dla odchudzających się.

Trzeci rok z rzędu polscy turyści wybierali też Perfect SPA Hotel, czyli najlepsze hotele spa w krajach, do których nasi rodacy chętnie wyjeżdżają. W tym roku partnerami Konkursu są: Hiszpania, Węgry, Czechy i Niemcy. Poznamy więc również Najlepsze Hotele SPA w tych krajach.

Cieszę się, że w tym roku zainteresowanie konkursem było tak ogromne. Wśród wszystkich zgłoszonych do Konkursu „Najpiękniejsze SPA” obiektów, a było ich 174, wybraliśmy po 3 w każdej z konkursowych kategorii. Kategorie zostały stworzone tak, by pomóc w wyborze miejsca osobom poszukującym właściwego obiektu na weekend, urlop, ferie, wakacje, wyjazd z rodziną lub z drugą połówką, biznesowe spotkanie lub dla zorganizowania kongresu. Branża SPA & wellness rozwija się w Polsce znakomicie, dlatego rola konkursu z roku na rok jest coraz większa” – mówi pomysłodawczyni aktualnego kierunku rozwoju projektu, Katarzyna Sołtyk.

najspa-logo-2016

11-osobowa Kapituła powołana przez redaktora naczelnego Magazynu EDEN, Jarosława Kreta, a złożona ze znanych osobistości, ekspertów z branży i przedstawicieli firm, wybrała spośród finalistów po jednym Zwycięzcy.

Finalistami w poszczególnych kategoriach są:

Day SPA

Klinika La Perla SPA Kraków / Baltica Wellness & SPA / Studio Sante Uzdrowisko Miejskie

Holistyczy Hotel SPA

Manor House SPA / Dwór Kombornia / Hotel Royal Baltic

Egzotyczny Hotel SPA

Pałac Sulisław / Azzun Orient SPA & Wellness / Dolina Charlotty Spa Bali Hai

Uzdrowiskowy Hotel SPA

Mineral Hotel Malinowy Raj / Villa Park MED & SPA / Grand Lubicz – Uzdrowisko Ustka

Medical SPA

Słoneczny Zdrój Medical SPA & Wellness / Columna Medica / Kormoran Wellness Medical SPA

MedSPA

Villa Alina / Marina Club / Poziom 511

Historyczny Hotel SPA

Hotel Krasicki / Zamek Topacz / Pałac Żelechów

Hotel SPA dla rodzin

Biały Kamień Hotel & MediSPA / Cottonina Villa & Mineral SPA Resort / Marena Wellness & SPA

Hotel SPA dla dorosłych

Odyssey ClubHotel Wellness & SPA / Hotel Mikołajki – Ptasia Wyspa / Manor House SPA

Hotel SPA dla aktywnych

Malinowy Dwór Medical SPA / Hotel SPA Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie / Czarny Potok Resort & SPA

Hotel SPA dla dbających o linię

Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie / Zalesie Mazury Active SPA / Malinowy Dwór Medical SPA

Hotel SPA dla zwiedzających

Dwór Oliwski / Haffner Business & Pleasure / Przystań Hotel & Spa

Hotel SPA dla szukających odosobnienia

Uroczysko Siedmiu Stawów / Afrodyta Business & SPA / Kormoran Wellness Medical SPA

Hotel SPA z kuchnią wellness

Herbarium Hotel & SPA / Uroczysko Siedmiu Stawów / Pałac Mierzęcin

Hotel SPA dla Biznesu

Hotel Windsor / Z-Hotel / Głęboczek Vine Resort & SPA

Butikowy Hotel SPA

Quadrille Conference & SPA / Galery 69 / Pro Harmonia

Nowy Hotel SPA

Hotel Heron / Pałac Alexandrinum / Czarny Kamień Resort & SPA

SPA & Aquapark

Hotel Warszawianka / Hotel Bania Thermal & Ski / Hotel Bukovina

SKI & SPA

Czarny Potok Resort & SPA / Hotel Bania Thermal & Ski / Hotel Żywiecki Medical SPA & Sport

plakat_baner

Ponadto Goście hoteli i day SPA przez ponad pół roku głosowali na swoje ulubione obiekty. Łącznie oddali prawie 30 tys. ważnych głosów. W pięciu kategoriach najwięcej głosów otrzymały i pierwszej trójce znalazły się: (* kolejność przypadkowa)

Najpiękniejsze Day SPA

Baltica Wellness & SPA / Studio Sante Uzdrowisko Miejskie / Ecoday SPA*

Najpiękniejszy Hotel SPA nad morzem

Marena Wellness & SPA / Mera SPA Hotel / Grand Lubicz – Uzdrowisko Ustka*

Najpiękniejszy Hotel SPA nad jeziorami

Herbarium Hotel & SPA / Natura Mazur Hotel & SPA / Afrodyta SPA & Wellness Resort*

Najpiękniejszy Hotel SPA w centrum

Pałac Żelechów / Manor House SPA / Słoneczny Zdrój Medical SPA & Wellness*

Najpiękniejszy Hotel SPA w górach

Hotel Heron / Czarny Groń Hotel & SPA / Hotel Arłamów*

Organizator konkursu: Wydawnictwo Semana, wydawca Magazynu Eden i portalu www.SPAeden.pl.

Główny Patron konkursu: Polska Organizacja Turystyczna i Konsorcjum „Zdrowie i uroda”.

Partnerzy gali: Orphica, Hotel Bellotto, Saint Malo, Hitze, Sothys, Newby, Dibi Milano, Cis-farm.

Patroni medialni: Be Active, Vita, Weranda, Business & Prestige, My Company, Gazeta.pl, Ohme.pl i Beauty.pl

Uroczysta Gala z wręczeniem nagród w obecności mediów, branży oraz znanych i lubianych Gwiazd odbędzie się 11 stycznia 2017 roku w Hotelu Bellotto (Pałac Prymasowski) w Warszawie.

 


Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma… Rutyna każe ci myśleć, że zjadła cię dorosłość, że już „inaczej” w życiu się nie da

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
10 stycznia 2017
Fot. iStock / kasto80
Fot. iStock / kasto80

Zaczyna się codziennie tak samo. Pierwszy dźwięk 6:05, kolejny po 8 minutach ustawionej drzemki – tym razem wstajesz, wkładasz niedbale wydeptane kapcie i suniesz w swój dzień. Łazienka, kawa, drugie śniadanie do szkoły, obudzić dzieci, śniadanie. – Jest nieźle – myślisz sobie półprzytomna i mimo całej abstrakcji gratulujesz sobie, że jednak wstałaś za drugim podejściem. Bajka, żeby jadły, gdy ty idziesz  z psem na  naprawdę szybki spacer. 8 minut, jak w zegarku, zostaje ponad dwadzieścia na ubieranie, jakiś puder, gdy dzieci będą zakładać buty. Wychodzisz.

Potem wszystko dzieje się jak w zegarku, kolejno przedszkole, szkoła – tak jest najszybciej. Przystanek autobusowy, a jeśli nie zdążysz, jak zawsze pobiegniesz na tramwaj. Jesteś o ósmej na miejscu, to naprawdę udany dzień. Wyjdziesz jak zawsze przed 16-tą, żeby zdążysz ich odebrać, Bogu dzięki, że twój szef ma to w nosie tak długo, jak pracujesz dalej z domu. Odbierasz dzieci, tym razem najpierw szkoła potem przedszkole. Bierzesz wdech, bajka, serek, włączasz komputer, odpisujesz na wiadomości, zaczynasz pisać raport – masz 26 min, potem musisz zaprowadzić starszego na angielski/karate/piłkę. Wrócić, bajki dla młodszej i „godzina dwadzieścia” na dokończenie pracy. Odebrać, wrócić. Ubieranie, rozbieranie, cholera pies.

– Ty już w ogóle do mnie nie dzwonisz…- wybrzmiewa w słuchawce matka, a ty nawet nie masz siły się tym przejmować. Jest plan, są minuty i zadania, koniec kropka.

I tylko przez te 4 minuty, zarezerwowane na poranny prysznic, myślisz sobie: „Czy już naprawdę nic innego mnie w życiu nie czeka? Już tak będzie zawsze? Naprawdę, to już. Moje życie ze stoperem w kieszeni…”.

Utykając w rutynie zazwyczaj nawet nie zdajemy sobie z  tego sprawy, jest jednak kilka znaków, które krzyczą do nas za każdym razem kiedy ten cholerny budzik dzwoni o szóstej-zero-pięć…

Niczego nie oczekujesz

Po prostu wstajesz. Idziesz. Robisz… jak maszyna. Nawet już nie planujesz – bo nie masz czego, wszystko jest stałością, zaplanowane od zawsze. Tak jest i nie ma zwyczajnie czego oczekiwać. No może od siebie, żeby zdążyć, wykonać, robić, działać…

Utknęłaś w przeszłości

Nie podoba ci się twoje „teraz”, zdecydowanie wolisz spędzać każdą wolną chwilę w „kiedyś”. Wspomnienia z czasów liceum, studia – wciąż opowiadasz te same żarty i tylko czasem dziwisz się, że to wszystko nie wydarzyło się rok temu, tylko piętnaście, dwadzieścia… zaraz, zaraz, to przecież niemożliwe…

Większość czasu spędzasz na rozmyślaniach

Bardzo często rozmyślasz o swoim życiu, ale na tych rozmyślaniach kończy się twoja aktywność.

Nie, nie dlatego, że jesteś najszczęśliwszym człowiekiem świata. Dlatego, że (choć głośno tego nie przyznasz) wolisz być w każdym innym, nawet nieistniejącym miejscu niż w swoim, zwykłym „dzisiaj”.

Czujesz się bezpiecznie robiąc w kółko to samo

Nawet gdy cię nudzą, złoszczą 0 racjonalizujesz swój bunt. „Hej, to jest dorosłość, każdy tak ma. Nie wolno!” – strofujesz się po cichu, gdy tylko twoja głowa podpowie, „a olej wszystko w tę sobotę, idź, gdzie chcesz, przed siebie, jedz cały dzień czekoladę, a ciotce powiedz, że z przyjemnością przyjedziesz na herbatę jak co tydzień, ale nie tym razem, bo tak…”.

Czujesz, że zazdrościsz innym ludziom ich „innego” życia

Twoja przyjaciółka to ma życie, eh… Wyjechała, podróżuje, żyje innym życiem. Tu impreza, tam namioty, za chwilę nowi znajomi, a ty… biedaczysko – zjadła cię dorosłość, tylko broń Boże nie walcz z tym, nie zmieniaj, nie można – posiedź chwilkę i „popsiocz” sobie nieco na innych. Szczególnie na tych, którzy mieli odwagę zrobić coś inaczej, wbrew – bez względu na to, co to dla ciebie oznacza.

Złość i poczucie niesprawiedliwości – bo nawet, gdy przyglądasz się życiu tak niby podobnym do twojego – to cudze, jakieś takie jest lepsze, bardziej atrakcyjne, pełniejsze…

Twój wygląd raczej cię nie obchodzi

Skoro ogólnie jest beznadziejnie – świata (ani ciebie) nie zbawi twoja karmazynowa pomadka – to twoja główna dewiza. Bo już się nie chce – a jak miałoby się chcieć, skoro i tak nic się zmieni?

Czujesz to całą sobą, bo gdzieś głęboko pod skórą jakiejkolwiek zmiany boisz się jak ognia. Jeden trybik w tej maszynie wypada i dzieje się prawdziwa emocjonalna katastrofa – znów musisz zmierzyć się z tym, co przynosi życie, budować od nowa, starać się i przede wszystkim skonfrontować się z samą sobą. Dlatego ograniczasz się do bytowego minimum. Czasem nawet robisz taki eksperyment, zamieniasz dres na spodnie, gdy odprowadzasz dzieci do szkoły i po powrocie z ulgą mówisz sobie ” i nic się nie stało, na szczęście, mam inne rzeczy głowie, nie będę sobie jej zawracać takimi pierdołami”.

Unikasz towarzystwa, by nikt cię nie wypytywał  o twoje życie, plany… marzenia (?)

Nie chcesz tych pytań. Niespodziewanie kłują cię mocniej, niż można by się spodziewać. Drążą i szepczą do ucha „nie udało ci się”, „nawet ty nie uważasz tego co robisz za ważne, ciekawe, wartościowe”. Nie zniosłabyś tego. Gdy tylko możesz wymykasz się tylnym wyjściem, chowasz głęboko przed tym złym i „niedojrzałym” światem. No bo przecież ty jesteś dojrzałością, przynajmniej tak zawsze ci się wydawało. Ba! byłaś przekonana, że ta powtarzalność, która nagle wydała ci się potrzebna, to właśnie twoja dojrzałość.

Bez względu na to, jak bardzo się starasz, co zaczynasz robić czujesz ze jesteś w wielkim „nigdzie”

I nawet podejmujesz różne próby, żeby wreszcie było inaczej – ale jakoś samej siebie nie potrafisz do tego przekonać. Brak ci zapału, gdy już na początku drogi, podpowiadasz sobie, że inaczej – to źle, że inną drogą i w inne miejsce dojść się nie da, że tak po prostu wygląda życie i trzeba nauczyć się z tym żyć. W jedyny właściwy sposób, bo przecież skoro coś działa od tylu lat…

Rutyna? Czujesz złość – na nią, na siebie

Bo nagle okazuje się, że to, co tyle budowałaś, stało się twoim wrogiem. Że coś, do czego dążyłaś, zamiast cię uszczęśliwić odbiera ci siły i chęci.

Rutyna zjada nas od środka, po cichutku pod przykrywką dobrego, stałego i bezpiecznego przecież życia. Każe ci myśleć, że dokonałaś najlepszych wyborów – bez sprawdzenia, czy w ogóle istnieją inne. Przecież nawet nie chcesz sprawdzać, wiesz już, że masz to „opanowane”, tak działa i już.

Największą pułapką, jaka kryje się za powtarzalnością, jest nasza głowa – ślepa wiara w to, że wszystko co wychodzi poza nasz schemat jest katastrofą. Tak naprawdę obawa przed zmianami zawsze jest naturalna, zupełnie tak jak zmiana jest częścią naszego życia.

Jeśli czujesz, że twoja szyta na miarę codzienność zaczęła cię mocno uwierać – nie broń jej za cenę własnej głowy. Życie mamy tylko jedno, bez względu na to, jak bardzo chcielibyśmy je wyprasować, ono i tak od czasu czasu musi nieco się wygnieść i ubrudzić…No chyba, że wolisz trzymać je w gablocie, tak na wszelki wypadek.


Wspólny dom jest tam, gdzie ludzie starają się o to, żeby po prostu był. A to, czy na papierze czy nie… czy to ważne?

Anika Zadylak
Anika Zadylak
9 stycznia 2017
Fot. iStock / mikeuk
Fot. iStock / mikeuk

To ponoć jeden z najważniejszych dni w życiu. Piękna, biała suknia, multum gości i sala przystrojona żywymi kwiatami. Potem pierwszy taniec, orkiestra grająca same przeboje i radość do białego rana. Uśmiech, łzy wzruszenia… – I debet na koncie albo kredyt w banku.

– Bartek, od ponad 10 lat w nieformalnym związku, bez ceregieli kończy moje głośne rozmyślania. – No tak, znam to na pamięć, bo się naoglądałem u moich znajomych. Dasz wiarę, że ludzie biorą ogromne pożyczki, żeby wesele wyprawić? A potem faktycznie najczęściej, trzyma ich razem wspólna rata. I ciągłe kłótnie o to, że trzeba było nie zapraszać ciotki Halinki i innych wujków, których zazwyczaj znasz tylko z pożółkłych fotografii. Bo nagle przy setce gości okazuje się, że poznajesz zaledwie garstkę ludzi. I to liczenie na to, że się zwróci w kopertach i prezentach. To po to są te bale na starcie? Zawsze mnie to śmieszyło, bo ja z moją Aśką jestem już zaraz 11 lat i jakoś żyjemy, mimo tego, że w urzędzie ani kościele nie byliśmy.

Powiem więcej, żyje nam się bardzo dobrze i szczęśliwie. Nigdy mi przez myśl nie przeszło, że tak lepiej bo w razie czego, ominiemy tułaczkę po sądach, tylko spakuje walizkę i pójdę. Jak ktoś zaczyna związek od takich kombinacji, to ani weselicho ani nic, nie pomoże. I co ważne! Nigdy się nie zapieraliśmy, że kiedyś jednak  sformalizujemy swój związek. Tylko jeśli już, to spokojnie, dla nas samych, nie dla innych – rodziny czy znajomych. A teraz  po prostu żyjemy. Kochamy się, szanujemy, kłócimy aż nas osiedle słyszy ale potrafimy też, przyznać   do błędu i przeprosić. Pracujemy, mieszkamy razem, płacimy rachunki i razem jemy śniadania.

Sama widzisz, niczym się nie różnimy od innych par. No, może tylko tym, że nie zaczynaliśmy od długów i tego dziwnego uczucia o poranku (wiem z opowieści kumpla, który brał ślub), że impreza się skończyła a teraz, zacznie normalne, rutynowe życie. To trochę smutne, nie uważasz?

Wspólny adres jeszcze przed wypowiedzeniem małżeńskiej przysięgi to dziś tak powszechne zjawisko jak picie porannej kawy. Z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Łódzkim wynika, że żyje tak w Polsce ponad 70 proc. par, a kolejnych 14 proc. zamierza wkrótce zrobić to samo. Decydują się zamieszkać razem, bo „tak jest taniej”, „jakoś tak wyszło”, ale głównie po to, „żeby się sprawdzić”. Zdrowy rozsądek podpowiada, że dzięki temu małżeństwo będzie bardziej udane i w przyszłości będzie można uniknąć rozwodu.*

– Ciężko się z kolegą przedmówcą nie zgodzić, że gdy zaczynamy od rozmyślań o tym, jak się będzie łatwiej rozejść, to lepiej sobie w ogóle tyłka nie zawracać. I nie każdy do Urzędu Stanu Cywilnego czy przed ołtarz, gna tylko po to, żeby wyprawić mega bal na 300 osób. Choć my z małżonką faktycznie, mieliśmy bardzo duże i huczne przyjęcie, bawiliśmy się dwa dni. Ale bardzo tego od zawsze chcieliśmy, więc tym bardziej nie widzę w tym problemu. – Łukasz to mąż z 8-letnim stażem – Ale nie chodziło nam tylko o to, żeby mieć przy sobie w ten szczególny czas wszystkich, których kochamy i którzy są dla nas ważni. To raczej i przede wszystkim duchowe, takie osobiste przekonania i pragnienia. Kiedy poznałem moją Basię, zawsze to miałem w głowie. Ten obrazek, kiedy jej ojciec, podaje mi w kościele jej rękę i mówi, że teraz to ja będę się nią opiekował. Widzisz, ja się nawet teraz wzruszam, gdy o tym mówię. Baśka zawsze też chciała z dumą, jak podkreśla, nosić moje nazwisko i nie tylko czuć, ale też formalnie być moją żoną.

Wesele nam się marzyło również od zawsze i to takie radosne, wiesz jak we włoskich rodzinach. Symbolizuje ono dla nas taki wręcz świąteczny czas i sprawia, że możemy się tym naszym szczęściem i miłością, podzielić z innymi. Ja nigdy nie krytykowałem tych, którzy żyją tak, jak kolega Bartek. Sami tak mieszkaliśmy prawie dwa lata, zanim zdecydowaliśmy się na powiedzenie sobie „tak”. Trochę się tylko z tymi kredytami i zapożyczaniem nie zgodzę. Bo nawet jeśli tak jest, to przecież ci ludzie razem się na to decydują i liczą z tym, że trzeba będzie to spłacić. Mamy takich znajomych, zrobili w ten sposób, bo nie posiadali własnej gotówki. I żyją sobie spokojnie i nadal się kochają, mimo rat, które po prostu są, jak te za pralkę czy lodówkę. Bo łączą ich mniej przyziemne sprawy. Takie jak pragnienie, uczucie, przywiązanie i patrzenie w jednym kierunku. Jak komuś ma się zwyczajnie nie udać, to ani ksiądz ani jego brak, niczego nie zmieni.

Zwolenników życia bez formalizowania związku, jest mniej więcej tyle samo, co tych, którzy wolą mieć papier potwierdzający, że faktycznie są razem. Kiedy słucham wypowiedzi moich rozmówców, odnoszę nieodparte wrażenie, że cała ta batalia o tym, czy brać ślub czy nie, jest zupełnie niepotrzebna. Przecież i tak życie i my sami, zweryfikujemy wszystko a czas pokaże nam, czego oboje pragniemy najbardziej.

Ostatecznie przecież wszystkim nam najbardziej zależy na jednym – na udanym życiu, z wybranym przez nas partnerem. A dozgonna miłość, zaufanie i potrzeba tworzenia rodziny, tej która daje poczucie bezpieczeństwa, zamieszkają z nami wszędzie, gdzie tylko ich zaprosimy. Bo wspólny dom jest tam,  gdzie oboje ludzi stara się o to, żeby po prostu był. A to czy na papierze czy nie, nigdy nie powinno być sprawą priorytetową. Wystarczy przecież uważnie słuchać siebie nawzajem, żeby wiedzieć, czy do szczęścia w ogóle jest nam potrzebne coś jeszcze oprócz siebie samych właśnie.


*źródło: onet


Zobacz także

Fot. Screen Z Facebooka/HulafrogMasonOH

Dzieciństwo, to tylko etap przejściowy, nie przegap go!

Fot. Materiały prasowe

Inauguracja kolejnej edycji „Razem Możemy Więcej” podczas Warsaw Fashion Street 2017

Fot. iStock / Viktor_Gladkov

Ty też myślisz, że na wszystko, co wartościowe, musisz ciężko zapracować? Mylisz się