Lifestyle

Nie oczekuj, że przyjaciel zerwie się na równe nogi o czwartej nad ranem by ci pomóc. Co jest miarą dojrzałej przyjaźni

Karolina Krause
Karolina Krause
1 grudnia 2016
Nie oczekuj, że przyjaciel zerwie się na równe nogi o czwartej nad ranem by ci pomóc. Co jest miarą dojrzałej przyjaźni
Fot. iStock/SanneBerg
 

Kobiecie nie dogodzisz. Same wiecie, jak jest. My kobiety to twardy orzech do zgryzienia, a dla siebie nawzajem potrafimy być jeszcze bardziej oschłe niż w stosunku do facetów. Przyjaźń między dwoma kobietami to prawdziwa mieszanka wybuchowa. Skomplikowany związek, którego cząsteczki nieustannie odpychają się od siebie, aby później nawzajem się przyciągać. Czytałam ostatnio, że od najlepszej przyjaciółki nie powinnyśmy się spodziewać, że gdy tylko grunt zacznie nam się obsuwać pod nogami, ta przyjdzie i zacznie nas ratować. Czego więc możemy się spodziewać? Jak naprawdę wygląda dojrzała przyjaźń?

Miara dojrzałej przyjaźni

Niektórym z nas wydaje się, że prawdziwy przyjaciel to taki, który skoczy za nami w ogień, zrobi dla nas wszystko. Nasz jeden telefon powinien postawić go w gotowości, by nam pomóc, nawet jeśli akurat jest 4:00 rano. Problem w tym, że im jesteśmy starsze, zaczynamy mieć swoje rodziny i obowiązki, tym trudniej jest sprostać tak wysoko postawionym poprzeczkom. To już nie ten czas, kiedy mogłyśmy sobie pozwolić na zarwanie nocki w środku tygodnia. By przy pomocy butelki wina pomóc przyjaciółce utopić jej smutki. I nie ma co się z tego powodu pieklić i obrażać. Przyjaźń zmienia się wraz z wiekiem, a miarą dojrzałej przyjaźni jest osobista dojrzałość każdego z przyjaciół. Co to właściwie oznacza? W zasadzie tyle, że prawdziwy przyjaciel, jest w stanie zrozumieć, że ta druga osoba też ma swoje życie – wymagającą pracę, nowego faceta, dzieci, które nie zawsze ma z kim zostawić. Czasami wystarczy telefon, znak, że przy nas jest, że nas wspiera. Czy bez ciągłych poświęceń na rzecz drugiej osoby nie ma prawdziwej przyjaźni?

„Dorosłe” problemy z przyjaźnią

Wraz z wiekiem bywa, że pojawiają się między nami nieporozumienia związane z pieniędzmi. Bo oto każda z was wybrała dla siebie inną ścieżkę życia. Macie różne prace, a przez to inne zarobki. To może powodować konflikt. Mam wrażenie, że kobiety, które najczęściej doświadczają nieporozumienia na tym polu, zapominają o różnicy między związkiem a przyjaźnią. A konkretnie o tym, że przyjaciel nie ma obowiązku nas utrzymywać. Nie musi troszczyć się o to, żeby nam komornik nie zapukał do drzwi, ani znacząco obniżać standardu swojego życia, aby nam pomóc. Powinniśmy sobie pomagać, ale z głową. Dając przysłowiową wędkę, a nie rybę.

Choć oczywiście zdarzają się sytuacje podbramkowe, kiedy to przyjaciółka właśnie rozwiodła się z mężem i nie ma się gdzie podziać. Wtedy to ryba potrzebna jest na już! I to najlepiej sushi! Nie ma co świrować z wędkami, a zwyczajnie zaoferować kanapę w salonie lub przynajmniej pomóc jej szukać mieszkania czy dobrego prawnika (jeśli tego właśnie potrzebuje). Zgadzam się, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Bieda jednak biedzie nierówna. A niektóre osoby mają niekończące się tendencje do wpadania w tarapaty. Świat nie jest czarno-biały. Ważne jest, abyśmy zawsze widziały dwie strony medalu i potrafiły spojrzeć na sytuację oczami tej drugiej osoby.

Prawdziwe vs sztuczne przyjaźnie

Czasami też dajemy od siebie trochę więcej, niż się od nas oczekuje. Takie dobro potrafi do nas wrócić w najmniej oczekiwanym momencie. A kiedy przecieramy oczy ze zdumienia, słyszymy: „Pomogłaś mi wtedy, pamiętasz?”. Jednak zdarza nam się doświadczać przyjaźni, w których nieustannie czujemy się wykorzystywane. Bo my jesteśmy dla tej osoby zawsze i wszędzie, a kiedy same jesteśmy w potrzasku, w zamian dostajemy tylko suche: „Przykro mi, nie mam dla ciebie teraz czasu”. To nie są nasi prawdziwi przyjaciele. To osoby, które oczekują, że będziemy tylko dla nich. Używają ludzi do konkretnych zdań. Ten pomoże mi w pracy, a z tym pójdę sobie na piwo. Niestety jest ich dzisiaj coraz więcej. Kiedy w końcu postawisz im granicę, nawet nie zauważą, że ciebie tam nie ma.

Jak więc odróżnić przyjaźń od zwykłej znajomości?

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Ania i Magda to dwie najlepsze przyjaciółki, które pracują razem i są razem w zespole. W ich zespole jest jeszcze kilku facetów i Kaśka. Codziennie po pracy Ania i Magda umawiają się na kawę. Kilka razy zdarzyło się, że wychodząc z pracy, Kasia szła akurat w tym samym kierunku co dziewczyny, więc nie wypadało jej nie zaprosić. Po pewnym czasie Kasia zorientowała się, że nie jest już zapraszana, a dziewczyny dalej „potajemnie” się widują. Kasia poczuła się odtrącona. Nie wiedziała, czym zasłużyła sobie na takie „odrzucenie” przez „przyjaciółki”. Ile jabłek razem mają Ania i Kasia?:)

A pytając już zupełnie serio, kto tu jest czyim przyjacielem? Czasami tylko wydaje nam się, że ktoś jest naszym przyjacielem. W obliczu bezpośredniej konfrontacji okazuje się jednak, że ona zupełnie tego tak nie postrzega.

Relacje z matką

Sposób w jaki nawiązujemy przyjaźnie w dużym stopniu zależy także od naszej relacji z matką. Jeśli ta była przepełniona lękiem i nieufnością, będziemy podchodziły do nowych znajomości z dystansem. Z brakiem przekonania, że bliskość z drugą kobietą to coś bezpiecznego. Będziemy starały się zachować czujność. Wchodzimy wtedy w rolę powierniczki sekretów, takiej samej, jaką byłyśmy dla naszej matki, kiedy wieszała psy na ojcu. Same nie oczekujemy po tej relacji zbyt wiele, tylko słuchamy i pocieszamy.

Albo tak dobieramy sobie przyjaciółki, aby zawsze przy nich lepiej wypadać. W takich układach przeważnie chodzi o odtwarzanie rywalizacji z matką. To podświadoma chęć udowodnienia drugiej kobiecie, że ja to bym lepiej wychowała jej dzieci, że byłabym lepszą żoną dla jej faceta. Wszystko to po to, aby tylko się dowartościować. Takie przyjaźnie nie trwają zbyt długo, prędzej czy później, królewna zostaje zdemaskowana.

Prawdziwa przyjaźń to bardzo silna więź. Dojrzała jest silniejsza od zmieniających się okoliczności. Ewoluuje wraz z nami. W kontaktach z innymi ciągle poszukujemy prawdy o sobie, rozwijamy się, przepracowujemy piętno własnych problemów, jakie pozostawiła w nas nasza przeszłość.


Źródło: wysokieobcasy.pl


Lifestyle

Można żyć. Pięknie żyć, mimo AIDS czy HIV

Anika Zadylak
Anika Zadylak
1 grudnia 2016
Ludziom się wydaję, że jeśli nie mówi się o tym tak głośno jak kiedyś, że jeśli wyczyszczono dworce i zamknięto meliny, że skoro mamy dwudziesty pierwszy wiek to problem AIDS i HIV, przestał istnieć.
Fot. iStock / teksomolika
 

Bartek miał 32 lata, gdy jego matkę zaniepokoiła cisza.  Zawsze o tej godzinie już się tłukł, ból mięśni i głowy nie pozwalał mu spać. Głód narkotykowy zrywał go bardzo wcześnie. Czasem zza ściany dobiegał jęk, cicha prośba pomocy. Pani Barbara wiedziała o tym, że jej syn jest narkomanem. Że jeszcze kilkanaście lat wcześniej tylko palił trawkę, czasem zarzucił jakiś syrop z kodeiną. Wtedy wydawało się to takie błahe, takie wręcz zwyczajne, bo przecież każdy małolat z czymś tam eksperymentuje.

Był rok 93-ci, modny mak i gotowanie z niego zupy. Bartek też ją gotował i pił. Potem poznał innych ludzi, tych którym już nie wystarczały prochy czy palenie trawki. Oni chcieli większych doznań, większych odlotów. I Bartosz też. Dlatego gdy ktoś w końcu podał mu strzykawkę z brunatnym płynem, nie wahał się nawet przez chwilę. Czy wtedy za pierwszym razem, czy może za setnym zaraził się HIV tego nie wiedział ani on, ani nikt inny. Dowiedział się przypadkiem, gdy wycieńczony trafił na oddział. Nie ukrywał tego nigdy, ale też nigdy nie leczył. Tłumaczył, że skoro nadal jest w ciągu narkotykowym  to bez sensu zabierać leki komuś, kto chce się leczyć. Komuś, kto chcę z tym żyć. Bartek żył z heroiną i wszystkim innym, co dawało porządny haj. Choroba go wyniszczała, narkotyki dobijały. Tego poranka, gdy zaniepokojona ciszą matka, otwierała drzwi do jego pokoju, Bartka już nie było. Poleciał w swoja ostatnią podróż. Na pogrzebie ksiądz powiedział, że zabił go nałóg i ciężka choroba, na którą nie ma ratunku. Już wtedy, było to kompletną bzdurą. HIV i AIDS w Polsce zaczęto diagnozować i leczyć w 1985 roku.

– Najgorsze jest to, że ludziom nadal się wydaję, że to choroba narkomanów i homoseksualistów. I, że skończyła się wraz z ostatnim ćpunem na Dworcu Zachodnim w Warszawie. Kiedy mówię komuś otwarcie, że jestem nosicielką reakcją nie jest ucieczka czy cofnięcie ręki, tylko głupi uśmiech. Jak to HIV? Przecież to było tyle lat temu w Afryce, albo środowiskach narkomańskich – Asia ma 26 lat, o nosicielstwie dowiedziała się dwa lata temu. Bierze leki, jest pod stałą opieką specjalisty. Pracuję w biurze projektów, jest szczęśliwą mężatką. – To nie jest tak, że jak ktoś daje w żyłę, czy prowadzi bujne życie seksualne i zapomina się zabezpieczyć, to łatwiej przyjmuje wiadomość o chorobie. Dołączyłam do takiej grupy wsparcia, różni ludzie, różne historie, ten sam finał. Pozytywny wynik, leki, strach. Mamy chłopaka narkomana, zaraził się pewnie skażoną strzykawką. Gdy usłyszał „wyrok” jak to nazwał, miał próbę samobójczą. Ludziom się wydaję, że jeśli nie mówi się o tym tak głośno jak kiedyś, że jeśli wyczyszczono dworce i zamknięto meliny, że skoro mamy dwudziesty pierwszy wiek to problem AIDS i HIV, przestał istnieć. A to nie tak. Całe życie zdrowo się odżywiałam, uprawiałam sport a z narkotyków, może ze  dwa razy paliłam trawkę. Szczerze, to do dziś nie wiem jak się zaraziłam. Może u któregoś stomatologa lub podczas zastrzyku w przychodni. Może podczas stosunku. Partnerów miałam zawsze stałych, ale z niektórymi byłam miesiąc lub dwa. Zdarzało się spontanicznie, nie do końca „bezpiecznie”. A może któryś z nich, też nie wiedział? Starałam się to ustalić, ale się nie udało. Mnie cieszy, jakkolwiek strasznie to nie brzmi ale cieszy to, że tak szybko zostałam zdiagnozowana.

Dzięki temu mogę żyć dalej, w zasadzie niewiele zmieniając. Na plakatach czy filmach dokumentalnych nierzadko straszy się, że HIV to śmierć, to cierpienie i wybroczyny ociekające ropą. Tymczasem my żyjemy wśród was. Załatwiacie u nas sprawy w urzędach, kupujecie rowery, tańczycie z nami na weselu. Rozumiesz? Najgorsza dla mnie wtedy była nie sama rozmowa z lekarzem, to że się dowiedziałam. Bałam się o Pawła, mojego wtedy jeszcze narzeczonego. Okazało się na szczęście, że jego ominęło, że teraz musimy być bardzo ostrożni. Ale też bez przesady. Kiedyś mnie znajoma zagadała, że ciężko tak musi się nam żyć, bo ciągle trzeba pilnować, żeby sztućców  nie pomylić. Nie bardzo wiedziałam o co jej chodzi, dopiero w domu oprzytomniałam. Ludziom się wydaje, że Paweł dotyka mnie w gumowych rękawiczkach, a obiad pewnie jem na tarasie, a nie przy wspólnym stole. Nie wiem skąd to się bierze, te mity które powielamy, które się za nami ciągną przez lata. Że z tym się nie da normalnie żyć, funkcjonować, pracować czy założyć rodzinę. A przecież to choroba jak wiele innych. Jeśli odpowiednio dbasz o profilaktykę, przyjmujesz regularnie leki, pilnujesz, żeby nie narażać innych, możesz żyć całkiem dobrze.

Nie komentuje osób, które to ukrywają, jeśli oczywiście świadomie nie zarażają innych ludzi. Nie wypowiadam się też na temat ciąży, bo sami myślimy o dziecku. Jeszcze się nie zdecydowaliśmy, bo dziecko to drugi człowiek, za którego życie odpowiedzialni są rodzice. Choroba i ryzyko istnieją zawsze, dlatego o tym dyskutujemy, pytamy lekarzy, radzimy się. Nie ukrywam, że marzę o byciu matką ale muszę być pewna, że zrobiłam wszystko by ustrzec moje dziecko przed zagrożeniem HIV. Nie myślę o tym, że w mojej krwi pływa wirus, że mi zagraża. Bo wtedy można tylko zwariować, załamać się, stracić wszystko. A po co, skoro można żyć. Pięknie żyć, mimo AIDS czy HIV.

Każdego dnia o zakażeniu wirusem dowiadują się trzy osoby.  Niestety, strach i niewiedza  nie każdemu pozwala na zbadanie się. A tylko to daję szansę na wczesne wykrycie i leczenie choroby. Daję szansę na życie.


Lifestyle

Meble wypoczynkowe, które idealnie dopasują się do twoich potrzeb

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
1 grudnia 2016
Fot. Materiały prasowe

Dom — niezależnie, czy określamy tym mianem M2 w bloku, podmiejski domek czy klimatyczny loft w mieście, kojarzy się nam z tym samym. To miejsce, do którego aż chce się wracać, by schronić się w czterech ścianach, odpocząć od zgiełku zewnętrznego świata, cieszyć się czasem z rodziną lub po prostu pobyć samemu ze sobą. 

W domu zawsze mamy wyznaczoną ulubioną strefę wypoczynku. Miejsce idealne na czas poświęcony książce, seansom telewizyjnym czy rozmowie z bliskimi osobami. Jeśli w dodatku urządzamy to miejsce z sercem, nie może zabraknąć w nim przemyślanej koncepcji ustawienia mebli i ozdób, a w szczególności wypoczynku, który stanie się sercem pomieszczenia.

Wybierz wypoczynek stworzony dla ciebie

To zadanie, wbrew pozorom, nie jest wcale takie proste. Bo przecież rzecz nie polega na tym, by wejść do salonu meblowego i kupić pierwszą lepszą kanapę czy narożnik. Bez planu łatwo jest dokonać wyboru pod wpływem impulsu, a nie rzeczywistych potrzeb. Na co więc warto zwrócić uwagę, by znaleźć idealny mebel wypoczynkowy pasujący do mieszkańców oraz domu?

W zależności od stylu panującego w salonie, wypoczynek powinien zostać uwzględniony jako element pasujący do danego konceptu. Niezależnie od tego, czy preferujemy styl klasyczny, czy nowoczesny, barwy stonowane lub intensywne, rodzaj mebli oraz wypoczynek powinny stanowić idealne połączenie wprowadzające do wnętrza harmonię i ład.

Same meble wypoczynkowe powinny mieć cechy, które umożliwią zarówno relaks, jak i wygodę podczas rodzinnego spotkania. Pamiętajmy, że wygodny mebel to inwestycja, która będzie służyła kilka następnych lat. Zwróćmy uwagę, by kanapa, sofa czy narożnik, posiadały siedzisko o odpowiedniej głębokości, dobrze wyprofilowane oparcie, które zagwarantuje stabilną podporę całym plecom. Staranne wykonanie mebla, wykorzystanie dobrych materiałów tapicerskich, które w dodatku łatwo będzie utrzymać w czystości, to ważne atuty.

Meble, które spełniają najwyższe oczekiwania

Powyższe, znajdziemy w ofercie WAJNERT MEBLE, wśród których z pewnością wyszukamy modele doskonałe do każdego wnętrza. WAJNERT MEBLE w trosce o satysfakcję klientów proponuje meble wyjątkowe. Tu liczy się jakość oraz optymalna wartość – czyli właściwa relacja jakości do ceny. Szczególną uwagę zwraca się na miejsce produkcji i dobór materiałów, ponieważ odpowiedzialność i wartości, którymi kieruje się producent, są w tym przypadku niezwykle istotne. Ważna jest również świadomość, że mebel został dobrze przemyślany i zaprojektowany z myślą o komforcie codziennego użytkowania. Szukając wypoczynku idealnego warto zwrócić uwagę na poniższe propozycje.

BARCELONA

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Ta modułowa kolekcja sof i narożników, została zaprojektowana z myślą o wszelkich aktywnościach w najważniejszym dla nas centrum – naszym domu. To przecież na sofie zarówno odpoczywamy, bawimy się, jak i pracujemy. Dlatego powinna być przygotowana na rozmaite domowe wyzwania. Wygodne przesuwne oparcia o oryginalnej formie zwiększają bądź zmniejszają głębokość siedziska, co docenią ci więksi i ci mniejsi domownicy. Ruchome zagłówki sprawdzą się doskonale podczas wypoczynku, służąc wygodnym oparciem. BARCELONA powstała z myślą o dużych i małych przestrzeniach wypoczynkowych. To kolekcja o bardzo nowoczesnym wzornictwie, które można dostosować do własnych wymagań estetycznych i funkcjonalnych. W kolekcji znajduje się kilkanaście modułów umożliwiających stworzenie własnej, perfekcyjnej konfiguracji brył. Dodatkowo można wybrać spośród trzech rodzajów nóg i boków.

KELLY

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

W kolekcji KELLY połączono piękne wzornictwo, wyjątkowy styl, nieoceniony komfort oraz mnogość rozwiązań modułowych i funkcji. Ten projekt wypoczynku powstał z myślę o wielu rozmaitych okazjach, podczas których realizujemy nasze cele i spełniamy marzenia. Dzięki KELLY czujemy się „jak u mamy” – to gwarancja pełnego relaksu w domu, a przecież wiadomo, że nie ma jak u mamy i nie ma jak w domu. Elegancka linia podczas bardziej formalnego spotkania szybko zamieni się w centrum domowego relaksu dzięki ruchomym zagłówkom i głębokim siedziskom. Dodajmy do tego ulubioną muzykę dzięki modułowi audio wbudowanemu w elegancką półkę i czas na…, no właśnie, na co tylko mamy ochotę.

TABOO 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Z myślą o rozmaitych wymaganiach podczas domowego wypoczynku, powstawały rozmaite moduły w ramach wypoczynkowej kolekcji TABOO. Pozwalają na precyzyjne dostosowanie sofy czy narożnika pod indywidualne wymagania i możliwości. Od funkcji spania, poprzez praktyczne pojemniki i schowki, a na module z wbudowanym systemem audio skończywszy. Dzięki TABOO otrzymamy idealną przestrzeń relaksu i ulubionych aktywności, a nawet przysłowiowego „nicnierobienia” mając wszystko pod ręką.

OLAND 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Ten wypoczynkowy projekt był inspirowany skandynawskim wzornictwem. Charakterystyczną dla niego prostotę i minimalizm docenią miłośnicy przytulnych wnętrz, a uniwersalny design pozwoli odnaleźć mu się w rozmaitych przestrzeniach i wpisać w różnorodne style wyposażenia mieszkania czy domu.  Trudno mu się oprzeć po wejściu do salonu – zabawne guziki na oparciach oraz obłe boki zapraszają do siedzenia i leżenia. OLAND stworzono z materiałów, które gwarantują błogi relaks, a wykończenie lamówką stanowi doskonałe dopełnienie prostych form. Możliwość wyboru nóg drewnianych w dwóch kształtach i w 10 kolorach pozwala na uzyskanie mebla o różnym charakterze – sofy lub narożnika z funkcją spania i bez.

CAPITOL

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

CAPITOL to kolekcja modułowa, pozwalająca konfigurować dowolne układy sof i narożników, zgodnie z indywidualnymi upodobaniami. Elementy kolekcji wyposażono w system płynnego, sensorycznego rozkładania a możliwość wyboru komfortu siedziska to dodatkowy atut kolekcji. Dodatkowo przemawia za nim możliwość wyboru miękkości siedziska, opcjonalnie moduł z panelem audio oraz opcja wyboru nóg drewnianych lub chromowanych.
Niezależnie od wyboru jaki dokonamy, meble wypoczynkowe z szerokiej oferty WAJNERT MEBLE, zagwarantują piękno i wygodę użytkowania przez długie lata.

Wpis powstał we współpracy z WAJNERT MEBLE


Zobacz także

5 kroków ku emocjonalnej niezależności. Prawdziwe szczęście jest wtedy, gdy masz poczucie kontroli nad życiem

Akcja „Zęby na 6-tkę!”. Tydzień I, wyzwanie #6

Co jest w życiu najważniejsze. 4 podstawowe rzeczy, o które nie dbamy tak, jak powinniśmy