Daj szansę każdej miłości, czasem tej najmniej spodziewanej. Ona zawsze ubarwia nasze życie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 lutego 2017
Fot. iStock/fcscafeine
Fot. iStock/fcscafeine

To był trudny czas w moim życiu. Ale czy „trudny” to dobre słowo, kiedy ktoś kogo kochasz, porzuca cię, odchodzi, wyrzuca jak zużyty przedmiot, który do niczego się nie nadaje.

Myślisz: „nie jestem zdolna do kochania”, „nie zasługuję na miłość”. Winę widzisz w sobie, bo on przecież był idealny, wymarzony… Tyle tylko, że twoje wyobrażenia bardzo mocno rozjechał się z rzeczywistością.

Zamknęłam się w sobie, w swoim cierpieniu i tęsknocie, w nieufności do drugiego człowieka.

Nie wierzyłam, że jest ktoś zdolny do miłości, ktoś, kto wypełni pustkę, która pojawiła się w moim życiu.

Szukałam. Zapisałam się na kurs tańca, na lekcje gry na gitarze. Zaczęłam nawet biegać, choć tego wcześniej nie cierpiałam, ale w końcu wszystko można w swoim życiu zmienić.

Dzień upływał za dniem, bardzo podobne do siebie. Rany się zabliźniały – wiadomo, że czas leczy je najlepiej. Przyjaciółki namawiały: „Zapisz się na portal randkowy”, „Umów się z tym kolegą z pracy, co zaprasza cię na kolację, w końcu co masz do stracenia”.

A do stracenia miałam spokój, który sobie powoli w swoim życiu wypracowywałam. Musiałam nauczyć się słuchać swojej intuicji, zrozumieć, że to ja decyduję jakie relacje buduję z innymi ludźmi, jak blisko dopuszczam do siebie możliwość bliskości.

On pojawił się w moim życiu zupełnie niespodziewanie. Pojawił się przypadkiem, przy okazji biegania po parku. Taki towarzyski dodatek. On sam, ja sama. Dlaczego nie spędzić wspólnie czasu dając sobie nawzajem trochę radości. Był po przejściach, z dużym bagażem trudnych bardzo doświadczeń. Im bardziej poznawałam jego historię, tym mocniej czułam się z nim związana. Nie, to nie była litość. Trudno mi było to uczucie wytłumaczyć. Bo najpierw trochę irytowała mnie jego obecność, która jednak bardzo szybko stała się dla mnie bardzo miła. Zdziwiłam się, kiedy zdałam sobie sprawę, że tęsknię za wspólnym spacerem, bieganiem. Zastanawiałam się, jak zaplanować swój czas, by móc znowu spędzić z nim czas.

Znajomi zwrócili uwagę, że zaczęłam się uśmiechać, stałam się pewniejsza siebie. „Zakochałaś się?” – pytała znajoma, a ja nie wiedziałam, co odpowiedzieć, bo to przecież nie było takie oczywiste.

Na spotkania szłam w podskokach, wiedziałam, że on też na nie czeka. Zresztą było widać, że cieszył się całym sobą. Ci, którzy go znali mówili, że rozpoznawał mnie już z daleka po krokach. To było niesamowite, że ktoś tak za tobą tęskni, że tak bardzo chce być blisko ciebie.

Długo dojrzewała we mnie ostateczna decyzja. Bo przecież miałam już ułożone życie, ten swój spokój. Czy naprawdę potrzebowałam tak dużej zmiany? Czy byłam gotowa wprowadzić do swojego życia kogoś nowego? Wiele pytań pojawiało się w mojej głowie. Jak się nam ułoży, jak z odpowiedzialnością za siebie nawzajem, czy się sobą nie znudzimy, nie rozczarujemy.

Ale ta miłość była silniejsza od wszystkich wątpliwości. W końcu o miłość chodzi, kiedy ona jest, żadnej trudności nie mogą być nam straszne, a my przecież zdążyliśmy się poznać, polubić, okazało się, że mamy podobne temperamenty, że on wie, kiedy mam słabszy dzień, kiedy nie mam ochoty na śmiech i na zabawy, a kiedy wręcz przeciwnie – uwielbiam wygłupy z nim.

„Jesteś pewna?” – usłyszałam i bez wahania odpowiedziałam, że tak. Że chyba nigdy nie byłam niczego tak pewna, że już nic chcę być sama, że jest ktoś, kto kocha mnie miłością bezwarunkową, więc jak mogłabym taką miłość odrzucić.

To spotkanie było inne niż zawsze, bo mieliśmy już wspólnie wrócić do mojego domu. Wszystko przygotowałam, żeby było nam dobrze w tym naszym życiu. Odtąd nigdy nie mieliśmy czuć się samotni, a przykre wspomnienia miały odejść w zapomnienie.

I tak żyjemy razem od roku – nikt nie daje mi tyle radości i szczęścia co on, zwłaszcza gdy z szerokim uśmiechem (choć niektórzy w to nie wierzą) wita mnie w drzwiach mieszkania. Wszystko stało się jakieś prostsze. Wiem, że mogę na niego liczyć, że nawet gdy jestem smutna położy się przy mnie milczący dając do zrozumienia: „hej, jestem tuż obok”, a później poliże mnie po twarzy wywołując tym samym mój śmiech. Przyniesie smycz, by wyjść na spacer, bo wie, że nic nie poprawia mojego nastroju tak, jak kilka kwadransów na świeżym powietrzu.

Lord – bo tak ma na imię to jeszcze kilka miesięcy temu mieszkaniec Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie. Przeszedł naprawdę wiele w swoim psim życiu. Tak jak ja, porzucony przez osobę, która mówiła, że kocha. Tak samo początkowo nieufny i ostrożny. Ale miłości i sobie nawzajem trzeba dać szansę, bo ona może kryć się tam, gdzie najmniej się jej spodziewamy. W końcu to miłość – każdy jej rodzaj ubarwia nasze życie.

Lord wypełnił pustkę w moim życiu, dzięki niemu czuję się lepszym człowiekiem. Śpi z głową opartą o moje stopy i jest najcudowniejszym stworzeniem, jakie mogłam spotkać. Często szukamy wypełnienia w różnych formach – zajęciach, zadaniach, obowiązkach, stawianych sobie celach, a tymczasem wystarczy się na chwilę zatrzymać, dostrzec kogoś, kto nas potrzebuje tak samo mocno, jak my jego. I pokochać z niebywała wzajemnością na resztę swojego życia.

Zobaczcie, jak ich nie pokochać.

Buba i Prążek

Buba i Prążek/TOZ

Shark

Shark

Ciapciak

Ciapciak

W schroniskach Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w całej Polsce czeka na waszą miłość wiele tęskniących psich serc.


Artykuł powstał przy współpracy z TOZ

 


Jesteś egoistą? Więc mów o tym z dumą. Dlaczego? Bo warto!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 lutego 2017
Fot. iStock/swissmediavision
Fot. iStock/swissmediavision

Trzy-czte-ry: kto jest dla ciebie najważniejszy!

– dzieci

– mąż

– rodzice.

Czy jest chociaż jedna osoba, która pomyślała: JA! Jeśli tak, nie musisz czytać dalej. Jeśli pomyślałaś tak, ale zaraz przyszły do ciebie wyrzuty sumienia – czytaj koniecznie. Jeśli jesteś w tej (podejrzewam niestety najliczniejszej) grupie, która siebie w ogóle nie wymieniła – czas najwyższy to zmienić.

Dlaczego? Bo bycie egoistą jest fajne! Bo myślenie o sobie jest dobre! Bo stawianie siebie na pierwszym miejscu to nic złego! Naprawdę, czas najwyższy nie tylko przytakiwać grzecznie głową ale zwyczajnie w to uwierzyć!

Pewna bliska mi osoba, chcąc zrobić mi przykrość mówiła: „ale z ciebie egoistka”. Dużo czasu upłynęło, nim sobie z tym poradziłam. Nim zrozumiałam, że czym innym jest zdrowy egoizm, miłość do siebie, a czym innym ten, kiedy nie dostrzegamy potrzeb i pragnień najbliższych podporządkowując wszystko własnemu widzimisię.

Dziś mogę z dumą powiedzieć: „Tak jestem egoistką i mi z tym dobrze”. A co najważniejsze na moim egoizmie korzystają też najbliżsi. Bo bycie egoistą to:

– lepsze relacje z sobą

zrozumienie swoich uczuć, wgląd w siebie, dostrzeganie mechanizmów, które nami kierują, to wszystko sprawia, że mamy lepsze relacje z ludźmi, stajemy się bardziej empatyczni, uważni, rozumiejący. Traktując siebie dobrze, nie pozwalamy innym, by nas krzywdzili, by nami pomiatali.

– bycie szczęśliwym

pozwalanie sobie na szczęście, bo w końcu rozumiesz, że masz do tego pełne prawo, że życie nie powinno polegać na wiecznym umartwianiu się i obwinianiu. To zrozumienie, że świata nie zmienimy, ale my sami możemy być lepsi, dawać swoim szczęściem przykład na to, że warto o nie walczyć.

– nic złego w tym, że się chce czegoś innego niż inni oczekują

mój tata chciał, żebym była prawnikiem, moja mama, żebym nosiła spódniczki i zakładała buty na obcasie, a zdrowy egoizm wyzbył mnie z poczucia winy, że nie spełniłam ich oczekiwań. Zrozumiałam, że to moje życie i że mogę robić to, co ja chcę, sama pisać dla siebie scenariusz i nie ma w tym kompletnie nic złego.

– brak potrzeby osądzania

kiedy stajesz się egoistą nie oceniasz innych, nie skupiasz się na ich życiu, wadach i zaletach, nie porównujesz się. Dlaczego? Bo skupiasz się na sobie, na tym, co ty chcesz zmienić, z czym sobie poradzić. Rozumiesz, że każdy ma swoje życie, dokonuje własnych wyborów, sam o sobie decyduje.

– nieszukanie winnych

łatwo jest każdą porażką, krzywdą obwinić innych, analizować ich zachowania i bez końca dramatyzować. Miłość do siebie sprawia, że zamiast skupiać się na winie, szukamy rozwiązań. Jasne, że warto pozwolić sobie na łzy i smutek, ale czy naprawdę chcemy się na tym skupiać? Czy nie lepiej uwierzyć, że to co złe, też w końcu mija i iść do przodu?

– brak oczekiwań

jeśli jest w nas zdrowy egoizm, to nie oczekujemy od innych ludzi, aż coś dla nas zrobią, nie uwieszamy się na nich. Umiemy sami zadbać o siebie, sprawić sobie przyjemność, być szczęśliwymi, a nie czekać, aż uszczęśliwi nas ktoś inny.

– bycie miłym dla siebie

to cudowne doświadczenie, kiedy lubisz siebie, kiedy dbasz o siebie, kiedy dla siebie jesteś miłym. Energia, którą emanujemy wraca do nas, inni też stają się dla nas milsi, bardziej otwarci. Promieniowanie szczęściem nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie, zarażajmy radością ludzi.

I w końcu bycie egoistą to korzystanie z tego, co daje nam życie, wykorzystywanie szansy, bycie uważnym na to, co podsuwa nam los. Ale też bycie odważniejszym, bo wierzymy w siebie, znamy swoją wartość!

To co? Kto od dziś jest dla ciebie najważniejszy?

P.S.: Dnia pełnego miłości do siebie dzisiaj Wam życzę.


I nie wierzysz, że siedzę obok i czekam. Aż do mnie wrócisz i znowu, chwycisz za rękę. I zrozumiesz, że albo ze mną, albo już nigdy

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 lutego 2017
Fot. iStock/Grandfailure
Fot. iStock/Grandfailure

Wiesz Kobieto

Gdy tak patrzę na ciebie, to siebie mi żal. Bo stoisz przede mną zgarbiona i blada, ręce ci drżą, a oczy boją się patrzeć. I znowu włosów nie umyłaś, bo po co, przecież schowasz pod burą czapką. A obgryzione paznokcie zamalujesz kiepskim lakierem. Zamiast obiadu, podasz dzieciom odgrzewane pierogi ze sklepowej zamrażalki i nawet nie zapytasz, czy smakowały. Ważne, że coś ciepłego zjadły, że nie tylko kanapki z pasztetem. A potem będziesz udawać, że pracujesz i sprzątasz, że cokolwiek cię obchodzi. Byleby już tylko ten wieczór nadszedł, a noc zakryła kolejną zmarszczkę. I kiedy już wszyscy zasną, ty będziesz mogła zapić kolejny wyrzut sumienia resztką czerwonego wina. I patrząc przez okno, na spokojne miasteczko, zamarzysz, żeby ranek nie nadszedł.

Niestety ja, Życie, bywam okrutne i zapukam do ciebie mroźnym porankiem. Może dłonią wkurzonego najemcy, że zalegasz z wynajmem. Albo kolejnym telefonem ze szkoły, że córka nie ma wszystkich książek. A potem wygonię cię do sklepu, gdzie patrząc w prawie pusty portfel kolejny raz dostaniesz w twarz podwyżką na półce z chlebem. A w drodze powrotnej dołożę ci mandatem, bo znowu się zamyśliłaś i przeszłaś nie tędy, co trzeba. Potem może przypomnę, że mąż cię dawno zostawił, a przyjaciółka poszła razem z nim. To wtedy, gdy na jednym z portali zobaczysz ich roześmiane zdjęcie. I popołudniem się ukłonię debetem na koncie i listem z banku o zerwaniu umowy. Wieczorem zabiorę ci sen i zamienię na ból głowy, żebyś zanadto nie mogła wypocząć. I obiecam, że wrócę razem z niechcianym świtem.

I będziesz mnie znowu przeklinać i łkać, że jestem do dupy, że mnie nie chciałaś. Powiesz, że jestem niesprawiedliwe i niepotrzebne, że lepiej, gdyby mnie nie było. I siłą wmówisz sobie, że już nic dobrego cię nie czeka, bo się uwziąłem na ciebie, bo skreśliłem na starcie.

A przecież ty sama, to robisz każdego dnia, już tyle lat. Zasypiasz zmęczona i taka sama się budzisz. Nie widzisz nic, prócz tego, co chcesz. Z kolorów, został ci już tylko szary, a z szaleństw ciche nucenie, smutnej piosenki. Tej, która przypomina ci, jaka byłaś kiedyś, wtedy, gdy we mnie wierzyłaś. Gdy potrafiłaś mi pokazać środkowy palec i roześmiać, prosto w twarz. I wieczorami trzaskając drzwiami, pokazywałaś kto nami rządzi. A gdy dolewałaś wina, to tylko po to, żeby jeszcze dłużej tańczyć. I wypatrywałaś każdego wschodu słońca.

A przecież ja jestem, nigdzie nie znikam i nie odchodzę. Z każdym uderzeniem serca, twoim westchnieniem i łzą, do której cię zmuszam. Bo mnie nie widzisz, bo zapomniałaś, bo poniewierasz i zostawiasz. Nie walczysz o mnie, nie kochasz, nie potrzebujesz. Nie doceniasz, nie dostrzegasz, nie cieszysz na mój widok. A potem się dziwisz, że się złoszczę, że nie podaję ci ręki, gdy kolejny raz upadasz. Bo się potykasz o sprawy przez siebie porozrzucane. Bo toniesz w bagnach, do których sama wchodzisz. Bo błądzisz, choć tyle drogowskazów ci zostawiam. Bo gasisz słońce w środku dnia, gdy szczelnie zasuwasz rolety. I nie wierzysz, że siedzę obok i czekam. Aż do mnie wrócisz i znowu, chwycisz za rękę. I zrozumiesz, że albo ze mną, albo już nigdy.

Bo widzisz, bywam złośliwe, ale przewrotne. Jak los na loterii, który mnoży marzenia. O ile nie zgubisz kuponu. To jak Kobieto? Zapukam rankiem, a ty mi otworzysz? Tylko przed snem, nie zapomnij pomyśleć, co zaśpiewamy, zanim wyjdziemy.

Twoje Życie.


Zobacz także

pixabay.com/unsplash

Dziecko potrzebuje wsparcia, nie wymówek

Fot. istock/ViewApart

Skąd wiesz, że już nie kochasz? To wcale nie musi być „takie proste”

Fot. iStock / Melpomenem

Pomagamy wam wybrać prezenty na Święta cz. 1