Czy wiesz, jak budować swój wizerunek? I czy w ogóle to ciebie dotyczy?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
25 września 2016
Fot. iStock / visualspace
Fot. iStock / visualspace

Wizerunek, czy to mnie dotyczy?

Odpowiedź brzmi: TAK. Każdy z nas w sposób mniej lub bardziej świadomy kształtuje swój wizerunek w oczach innych. Poprzez nasz wygląd, zachowanie, sposób poruszania się oraz postawę życiową budujemy swój obraz w domu, w środowisku zawodowym, wśród przyjaciół.

To tak naprawdę nieodłączny element naszej codzienności i wbrew pozorom nie dotyczy tylko osób publicznych. Chociaż to właśnie ich wizerunek jest najszerzej komentowany i poddawany publicznej krytyce. Mam wrażenie, że poprzez takie działania słowo to uległo znacznej dewaluacji i kojarzy się coraz częściej z manipulacją, z działaniami niezgodnymi z etyką, zasadami, wartościami, które  mają na celu osiągnięcie wymiernych korzyści.

Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że osoby, których wizerunek jest zgodny z ich wartościami, z tym co czują i myślą, są postrzegane pozytywnie i zdecydowanie lepiej radzą sobie z krytyką. Komunikat, który wysyłają w świat o sobie jest spójny: słowa, mowa ciała, postawa życiowa mówią to samo. Taka osoba jest odbierana jako wiarygodna i godna zaufania. Z takimi ludźmi chcemy mieć kontakt i chcemy słuchać , tego co mają do powiedzenia.

Pułapki

Trudno znaleźć kogoś, komu nie zależy na akceptacji innych, udanych relacjach z otoczeniem czy zwyczajnie bliskości, szacunku i wzajemności.

Kiedy czujemy się akceptowani, kochani, podziwiani jest nam lżej, łatwiej, przyjemniej. Dużo jesteśmy w stanie zrobić, by tak właśnie było, nawet jeśli musimy zapłacić za to wysoką cenę, np. wolności wyboru. Ile razy słyszałam, wcale nie chciałam o tym mówić, ale niezręcznie było nie odpowiedzieć. Dlaczego niezręcznie, bo rozmówca mógłby być niezadowolony? Albo wręcz odwrotnie, nie powiem, niech sobie nie myśli, że jestem słaba/y.

Istotne, żebyśmy byli świadomi, dlaczego dokonujemy takich czy innych wyborów, co tracimy, co zyskujemy i co jest dla nas ważne.Chodzi o to, by świadomie dzielić się sobą. Im więcej wiemy o sobie, tym łatwiej.

Tempo współczesnego świata powoduje, że mamy coraz mniej czasu i czasem gonimy za czymś, co wcale nie jest nam do szczęścia potrzebne. Ile znacie osób, które skończyły kierunek studiów, który nie wzbudzał ich zainteresowania? Albo inni, którzy tkwią w toksycznych związkach? W pierwszym przypadku mogło chodzić  o  zadowolenie bliskich, spełnienie ich oczekiwań, bycie dobrą córką czy synem. W drugim o wizerunek  dobrej żony, matki. Matka, która się poświęca jest powszechnie akceptowana. A taka, która jedzie sama na wakacje? Już niekoniecznie.  Wiem jak silny jest to wzorzec, słyszałam często, zobaczysz jak będziesz miała dzieci twoje życie się skończy.  Uff, nie skończyło się, ale musiałam zawalczyć o siebie. Zadałam sobie pytanie i co się stanie najgorszego jak ktoś pomyśli, a nawet powie, że jestem złą matką? Rozważałam różne scenariusze i nie było tak źle. Potem zapytałam siebie czy jeżeli zapomnę o sobie, swoim rozwoju, pasjach i zajmę się tylko domem i rodziną, mam gwarancję, ze inni to docenią. Odpowiedź brzmiała: NIE.  Potem usłyszałam od córki, miała wtedy 18 lat, …. Mamo gdybyś nie weszła na drogę rozwoju, to byłoby przerąbane w domu…..

Jedną z pułapek jest trzymanie się kurczowo, ogólnie akceptowanych wzorców bez wglądu w siebie, własne pasje, oczekiwania, predyspozycje. I ślepe naśladowanie innych.

Np. uwielbiam Kasię Bujakiewicz. I … wiem, że nigdy nie będę taka jak ona, żebym stanęła na głowie. Różnimy się tak bardzo. Pewnych rzeczy nie zmienię, mogę się nauczyć, ale to nie będę ja. Ile na to potrzeba czasu i energii? A de facto i tak wyjdzie słaba kopia. Czy warto? Czy nie lepiej skoncentrować się na swoich mocnych stronach i je rozwijać?Nie ma takiej opcji, żebyśmy zadowolili wszystkich, to może warto zacząć od siebie.

Spójrzmy na to przez pryzmat wystąpień publicznych, jednych mówców kochamy za energię, innych za dowcip, jeszcze innych za spokój. Jeśli spokój jest udawany, publicznośćodkryje to bardzo szybko, wyczuje fałsz i przestanie nas słuchać. Zamiast naśladować innych, proponuję sięgnąć do własnych atutów i nie zmieniać naturalnych predyspozycji. Wtedy też będziemy przyciągać osoby podobne do nas, pod względem temperamentu, wartości itp., takie którym możemy coś ważnego dla nich przekazać.

Każdy może mieć inny pomysł na życie. Ludzie oceniają przez pryzmat własnych doświadczeń i upodobań. Nawet to samo zachowanie w zależności od stanu psychofizycznego danej osoby może być ocenione zupełnie inaczej. Np. Kiedy wracam zmęczona do domu i w kuchni są wszędzie naczynia, nie wstawione do zmywarki. Jestem wściekła i myślę, że mojej rodzinie nic się nie chce i wszystko jest na mojej głowie.  Innego dnia wracam w dobrej formie, patrzę stoją jakieś kubki, wstawiam do zmywarki, 5 minut gotowe. Myślę: pewnie się spieszyli. Rodzina ta sama, a ocena inna. Obserwując, co się dzieje ze mną, mogę mieć wpływ na pewne sytuacje czyli np. uprzedzić ich, że jak wracam zmęczona po długim szkoleniu chcę, żeby naczynia były w zmywarce, a i jeszcze wolna łazienka. To też dla mnie ważne. Wtedy mogę pożegnać tzw. „wizerunek złośnicy”.Podobnie w pracy czy innej przestrzeni publicznej, jeśli wiem na czym mi zależy, jasno to komunikuję, wtedy mam szansę, że otoczenie weźmie to pod uwagę.

W jakiej roli występuję?

Na różnych etapach życia i w różnych sytuacjach występujemy wróżnorakich rolach, kluczem jest ich zdefiniowanie.  Ważne, żebyśmy my sami wiedzieli w jakiej roli występujemy. Czy będąc szefem zależy mi na kumpelskich relacjach czy raczej chcę być dla moich podwładnych autorytetem, a może człowiekiem od wszystkiego?Jakie chcę wywrzeć wrażenie, jaką relację zbudować? Ważne, by od początku jasno określić swoją pozycję. Na warsztatach,  dotyczących kreowania wizerunku, które prowadzę, proszę często uczestników, żeby zastanowili się nad jednym zdaniem, które chcą, żeby inni zapamiętali. To pytanie o wrażenie jakie chcą zostawić. To ważny element w świadomym budowaniu wizerunku.

Może będą dla was inspiracją pytania jakie sobie kiedyś zadałam, odpowiedź powinna się zawierać w jednym zdaniu.

  • Jak chcę, żeby zapamiętali mnie uczestnicy moich warsztatów?
  • Jak chcę, żeby zapamiętalimnie moi bliscy?

Kolejny krok to sprawdzenie jak inni nas odbierają, czy informacja o sobie ta, którą chcę wysłać w świat, to dokładnie, to o co mi chodzi. Zalecam ostrożność w sięganiu po informację zwrotną, czasem możemy usłyszeć coś,na co nie jesteśmy gotowi. Bezpiecznie jest zacząć wśród przyjaciół i bliskich.

Wizerunek to zbiór informacji na nasz temat, są to z jednej strony fakty, z drugiej odczucia,  to my widziani oczami innych. Im wyższy stopień samoświadomości i samoakceptacji, tym bardziej klarowny i prawdziwy obraz otrzymuje nasze otoczenie.

Świadomość siebie i samoakceptacja  wyraża się w naszej postawie i sposobie komunikacji, tej werbalnej i niewerbalnej. To nie tylko świadomość słabych i mocnych stron , lecz również wartości, uczuć, potrzeb czy przekonań oraz zgoda na to jaka/i jestem.


Iza ZiemińskaIza Ziemińska – trenerka rozwoju osobistego, rekomendowana przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne, doradca biznesowy. Komunikacją zajmuje się od blisko 20 lat. Mocno zaangażowana w projekty wizerunkowo-szkoleniowe, łączące świat rozwoju ze światem biznesu. Założycielka SZKOŁY WYSTĄPIEŃ PUBLICZNYCH oraz autorka programu coachingowego ŻYJ PEWNIE. Zarządza wizerunkiem osób publicznych, m. in. Katarzyny Bujakiewicz, Marzeny Rogalskiej,  Joanny Opiat-Bojarskiej i Andrzeja Polana.

 

Więcej na:

www.izazieminska.com

www.inmangement.com

Iza Ziemińska prowadzi na Festiwalu PROGRESSteron w Warszawie warsztat:

ŻYJ PEWNIE

http://www.dojrzewalnia.pl/oferta/progressteron-34/warszawa/z8631.html

CAŁY PROGRAM jesiennego PROGRESSteronu znajdziesz tu:

www.progressteron.pl

 


Życie w kołowrocie po prostu nie oddycha… Żyjemy w biegu, wypoczywamy w pośpiechu, myślimy, mówimy, kochamy na czas

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
25 września 2016
Fot. iStock / 5ugarless
Fot. iStock / 5ugarless

Wakacje mam za sobą. Teraz dochodzę do siebie, mniej więcej czwarty już dzień. Umordowałam się na wyjeździe jak jakiś szaleniec, który przestać nie może, więc ciągle gdzieś lezie, ciągle się kręci, wszędzie zagląda, a jeszcze tu i jeszcze tam… katedra, zameczek, ogrody królowej, a i muzeum też się jeszcze gdzieś wciśnie… Wypoczynkiem nazywamy tę mordęgę, nie wiedzieć czemu. To samo było w SPA. Poszłam tam przecież by się zrelaksować. Masaż był fajny, nie przeczę, pierwsza godzina leżakowania też, ale każda kolejna już zalatywała coraz to większym umordowaniem. Do tego stopnia się w owym SPA zmęczyłam, że następnego dnia w pracy ledwo żyłam!

Tymczasem oddech. Głęboki, łapiący kontakt oddech. Przywracający poczucie błogości i zadowolenia. Wyciszający umysł, neutralizujący rozedrgane myśli. Oddech, który włączyć możemy w każdym momencie, a o którym niestety nieustannie zapominamy. Bo życie w kołowrocie po prostu nie oddycha. Choć dusi się całkiem realnie, dławiąc nas fizycznym, bolesnym uściskiem. Nawet wtedy jednak nie oddychamy jak trzeba, tylko łapiemy porcyjkę powietrza i dalej mkniemy w bezsensie. Wakacje czy nie, przestać nie potrafimy. Chorzy na pęd, na zadaniowość, na plan i efekty. Jak jakieś mini korporacyjki, uczestniczymy w wyścigu szczurów.

W okresie niewakacyjnym, ten pęd nawet wydaje się uporządkowany. Wtedy bowiem handbook precyzuje każdy nasz ruch. Gorzej jednak sprawy się mają podczas okresów urlopowych, bo tutaj handbook już nie jest aż tak wyszlifowany w instrukcje. Więc każdorazowo, prawie bankowo, chaos się dzieje na upragnionych wakacjach.

Kiedy byliśmy młodsi, mniej zachowawczy, mniej zorganizowani i przede wszystkim przez dorosłość niedoświadczeni, wtedy wakacje były magiczne. Działo się co chciało, a my w tym nurcie płynęliśmy z prądem zachwyceni po pachy. Lecz kiedy przyszła dorosłość, pierwsze co zrobiła, zabrała nam spontaniczność. Do rzeki więc już nie wpadamy z radością, a fakt, że samolot nam uciekł albo że bagaż się spóźnił, wpędza nas w szał, ewentualnie w histerię. Zupełnie, jakbyśmy na jakimś nieuzasadnionym poziomie wierzyli, że drąc się na panią w okienku, cofniemy czas albo przynajmniej zawrócimy ptaszydło z obranego kursu co by i nas pobrało w lot.

Przyznać muszę, że doświadczenie tu poniekąd przeze mnie przemawia choć tym razem histerii nie dałam się ponieść zanadto, a zatem i ona zmyła się po jakiejś godzince. Bo fakt, samolot nam uciekł na ostatnim odcinku podroży, kiedy to na wpół przytomni zgubiliśmy się w czasie. Wewnętrzny szał wywołała przy tym wizja opłaty za bilety, tą jednak rozwiała naprędce pewna miła pani, której przyznaliśmy się bez bicia, że to czas nas zwiódł tak podstępnie na lotniska manowce. Opłaty wiec nie było, zaś miły ten akcent spowodował, że jednak wzięłam oddech. Ten głębszy, ten kontaktujący, ten wyciszający burczenie świata. Oddech, po którym otwarłam szeroko oczy i zobaczyłam, że w gruncie rzeczy nic się nie stało. Wszyscy żyją, są zdrowi i cali, mam gazetkę, męża na którym ułożyć do snu się prawie mogę, najpierw jednak zakupy w duty free (nowa szminka, fajny róż), sałata i winko, oraz czas na całkowity brak myślenia. No i co z tego, że w docelowym miejscu będę 7 godzin później skoro teraz mogę  trochę zwolnić, wybić się z tego tempa wariata i odpłynąć w obezwładniający luz.

Ech! Gdybyśmy tylko tak potrafili zawsze. W każdej sytuacji stresowej, skutkującej akcją, reakcją, ściśniętym żołądkiem, szybkim chodem i mową z prędkością światła. Gdybyśmy tak potrafili na spokojnie to życie przeżywać. Ale nie. Pęd musi być, bo taki jest znak naszych czasów. Żyjemy w biegu, wypoczywamy w pośpiechu, myślimy, mówimy, kochamy na czas. Tik tak, tik tak, odliczamy życie na tarczy zegara. Duża wskazowka, mała wskazówka i człowiek pomiędzy. Człowiek na czas, życie na czas i ta paraliżująca świadomość przemijania. Bo czas jednak płynie. Więc żyć trzeba jeszcze szybciej, zwiedzać jeszcze intensywniej, mknąć, gnać, cwałować… co by nie stracić, nie uszczknąć, nie pominąć nic. I paść, paść na twarz, zwalić się jak kłoda, ale tylko po wykonaniu planu, broń boże nie przed. Wtedy mówimy, że jest git, że jesteśmy spełnieni, odrobieni, wykonani. Wracamy więc z wakacji z tym planem 100% odrobionym i rzekomo mamy powód do radości. Sił tylko brak by świętować. Bo oto, zamordowani przez wypoczynek, walczymy z nadludzkim zmęczeniem. Czasem 4 dni, czasem jeszcze więcej. Bo „czas, Romadour, to jest taki robaczek, który chodzi i chodzi”*, człowiek zaś to taki gamoń, który miast głęboko oddychać nieustannie za czasem goni.


* „Gra w klasy”, Julio Cortazar: „Istnieje coś, co się nazywa czas, Romadour to jest taki robaczek, który chodzi i chodzi”.


Mamy tę moc! Naprawdę! Ma ją każda z nas!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 września 2016
Fot. iStock / Lise Gagne
Fot. iStock / Lise Gagne

Jak dzisiaj o poranku napisać coś innego, skoro chce się śpiewać: „Mam tę moooc, mam tę moooccc”. A raczej, że my ją mamy. Wszystkie bez wyjątku. Ona drzemie w każdej z nas i czeka na uwolnienie.

Tę moc poczułyśmy wczoraj na własnej skórze. Spotykając kobiety, które postanowiły ten jeden dzień dać tylko i wyłącznie sobie. Przyszły na spotkanie, które organizowałyśmy i choć oczywiście, że bałyśmy się, czy w ogóle się uda, czy wypali, to nie mogłyśmy zapomnieć jaka siła i determinacja tkwi w kobietach. Jak ważne okazało się to, że każda z nas chce coś dla siebie zrobić, że rozumie, jak cennym jest czas podarowany sobie w prezencie.

Gęsia skórka, uśmiechy i krążąca nad nami i między nami energia, to doświadczenie, które z pewnością każda z nas zapamięta na bardzo długo. I nie piszę tego wszystkiego po to, żeby powiedzieć: „Żałujcie te, co nie były”. Nie, piszę to po to, żeby każdej z nas przypomnieć, jak wiele zależy od nas samych, jak my same musimy być dla siebie ważne, ale też, jak istotne są spotkania z innymi ludźmi dające nam naprawdę całą gamę doświadczeń, lekcji i cudownych powodów do uśmiechu.

Bo mamy tę moc. Bo ona tylko czeka, by ją uwolnić. Dlatego proszę, pamiętajmy:

Bądźmy ważne dla nas samych

– każdego dnia pomyślmy o swoich potrzebach, o pragnieniach i marzeniach i zróbmy choć jeden malutki krok do ich realizacji.

Nie odmawiajmy sobie przyjemności

– choćby tych najmniejszych: coś dobrego do jedzenia, książką, kąpiel, film, dłuższa chwila przed lustrem, żeby dobrze wetrzeć w twarz krem, 3 minuty dla siebie w łóżku, choć budzik już zadzwonił, ale te na nabranie siły, na wzięcie oddechu, na pomyślenie: kurczę, to na pewno będzie fajny dzień.

Cieszmy się z każdego sukcesu

– na początek przede wszystkim zacznijmy je dostrzegać – te sukcesy. Także te malutkie, te odkładane na ostatnią półkę, rzeczy, które sobie obiecujemy i ich nie realizujemy, zrób dziś jedną z tych rzeczy – wyjdź na basen, z dziećmi na spacer, zadzwoń do kogoś ważnego – i zbieraj te swoje małe sukcesy, doceniaj je, bo one składają się na coś większego.

Zróbmy coś dla własnego rozwoju

– poszerzaj swoje horyzonty, przesuwaj granice, choćby o milimetr, szukaj inspiracji w innych ludziach, w książkach, w wiadomościach, bądź uważna na to, co ciebie dotyka i rozmawiaj ze sobą. To może być jedna z najważniejszych dla ciebie rozmów.

Nie bójmy się być sobą

– i nie bójmy się pokazać czasami środkowego palca wszystkim tym, którzy chcieliby nas zmienić. Nie dawajmy nikomu prawa narzucania nam, jakie powinnyśmy być, co myśleć i jak uważać. Nie. To jesteś ty – tu i teraz ze swoją siłą i pewnością własnych przekonań. I tego się trzymaj.

Bierzmy odpowiedzialność za swoje decyzje

– i choć odpowiedzialność to coś, czego bardzo się boimy i z czym nie chcemy się mierzyć, to jednak aby być szczęśliwym nie da się inaczej! Najpierw podejmij decyzje, w zgodzie ze sobą, ze świadomością konsekwencji i idź w to, jeśli wierzysz, jeśli jesteś przekonana – bierz odpowiedzialność i zrób wielki krok do przodu! Uwierz – już nigdy nic nie będzie takie same.

Miejmy odwagę

– tak miejmy odwagę zrobić to wszystko, o czym wyżej. Jej wcale nie potrzeba dużo, wystarczy odrobina, żeby wykonać pierwszy ruch, żeby pozwolić sobie postawić siebie trochę wyżej, trochę bardziej z przodu na co dzień.

Każda z nas zasługuje na to, żeby być ważna! Każda z nas ma prawo do tego, by być szczęśliwą – to banał banałów – ale może te właśnie powtarzamy sobie zbyt rzadko. Mamy tę moc! Naprawdę! Uwierzcie! Mamy ją wszystkie!


Zobacz także

5 błędów, które popełniasz jeszcze przed 10-tą rano

6 rzeczy, które musisz zrobić przed 10 rano, by dobrze zacząć dzień

Fot. Pexels/  www.gratisography.com / CCO

Idealne poranki istnieją… tylko w snach. Albo w weekend

Fot.  Screen Facebook / Radość z seksu . Barbarella.pl

Joanna Keszka: „Seksualność służy dziś do tego, żeby uciszać, krytykować i ośmieszać kobiety”