„Chyba wezmę cię na 7 piętro onkologii, żebyś zobaczyła jak dzieci żegnają się z matkami. Zrozumiesz, co to są prawdziwe problemy”. Ania Szubert – życie po raku

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
17 listopada 2015
Fot. Archiwum prywatne
 

Kilka lat temu Ania Szubert siedziała z koleżanką po mastektomii w znanym w stolicy lokalu Warszawa Wschodnia. Koleżanka, mimo przebytej choroby piękna, zadbana. Ania zwierzała się jej z problemów z facetami. „Chyba wezmę cię na siódme piętro oddziału onkologii, żebyś zobaczyła jak dzieci żegnają się z matkami. Zrozumiesz, co to są prawdziwe problemy” powiedziała przyjaciółka. „Nie zniosłabym tego chyba” pomyślała Ania.

Pomagaj i ostrzegaj innych

Ania Szubert. 31 lat. Fotografka. 24 kwietnia 2015 roku dowiedziała się, że ma w klatce piersiowej guza wielkości głowy niemowlaka. Że to chłoniak. Mówiła o tym już kilka razy. Dla Rzeczpospolitej zrobiła sobie sesję na 12 centymetrowych szpilach. Wspólnie z przyjaciółką, Anastazją, która wspierała ją podczas choroby. Piękne, szczupłe, zadowolone. Mało osób wie, że Ania nie potrafiła ustać w tych szpilkach – tak miała osłabione mięśnie. Wesoła była też, gdy robiono z nią materiał w TVN. „Wspaniale znosisz chorobę” mówiła dziennikarka. Tak, Ania rzadko płacze. Nawet psycholog na oddziale onkologii w Warszawie mówiła jej: – Ty musisz płakać!

Ale Ania czuje przede wszystkim misje. Żeby wspierać inne dziewczyny, które dowiadują się, że są chore. Żeby namawiać każdą z nich, żeby się badała.

Wczoraj na jej publicznym profilu na Facebooku artystyczne, pół nagie, zdjęcie. „Rosnę” podpis. I dziękuję. Ania na nim z mocnym makijażem, bez peruki. Choć kilka razy powtarzała, że ta utrata włosów była dla niej najtrudniejsza. Że jest artystką, więc część estetyczna życia jest ważna. „Szkoda będzie tych włosów” powiedziała do niej lekarka. „A może się uda, może tylko się przerzedzą?” spytała Ania. „Nie” głos lekarki był stanowczy. „Przy tak mocnej chemii na pewno je stracisz”. Chemia była czerwona, w nowotworowym żargonie nazywa się ją: „fryzjerka”, bo zawsze się po niej traci włosy. I Ania też je straciła.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Była wtedy w szpitalu, wstała rano, poszła się myć. Gdy się czesała spora kępka została na szczotce. „Ala, to już” zadzwoniła do przyjaciółki. Przyjaciółka chwilę później przyjechała z maszynką. Wcześniej to ustaliły. Psychoonkolog, która pracowała z Anią wcześniej powiedziała: nie dawkuj sobie stresu, nie obcinaj włosów po trochu. Przeżyj jeden szok. – I przeżyłam– wspomina Ania. – Choć potem, gdy już byłam łysa nabrałam dystansu.

„Najbardziej boję się o włosy” zwierzył się Ani jeden z pacjentów. To już było dużo później. Ona była w szpitalu długo, on krótko.

„Nie bój się” powiedziała. I zdjęła perukę.

„No fajnie wyglądasz” zaśmiał się.

Ale nie mówcie znajomym i bliskim chorym na raka, że włosy odrosną. Oni to wiedzą. Ale tu i teraz czują się z tym źle.

Zrozum, że świat może zmienić się w sekundę

Był 24 kwietnia. Ania:  – Zwyczajny dzień, robiłam klientce zdjęcia. „Jakie ty masz sine usta, natychmiast idź do lekarza” powiedziała tamta. Próbowałam jeszcze pracować. Ale musiałam przerwać sesję, tak było mi słabo. Nawet nie skupiłam się na tym, co mówi klientka. Miewałam już sine usta. Ale jestem odporna na ból. To czasem plus, czasem minus w życiu. W przypadku choroby minus, bo zniesiesz więcej niż inni. Dopóki egzystujesz, pracujesz, oddychasz to znaczy, że żyjesz.

Ani spuchła twarz. Zaczęła mieć duszności, swędziało ją ciało. „Co za cholerna woda” myślała. Była pewna, że to alergia, organizm reaguje na to, że ona wiecznie w drodze. Między Warszawą, gdzie pracowała, a Poznaniem, w którym mieszkała.Ileś godzin na nogach.  Męczący kaszel, przemęczenie, chudnięcie. – W pewnym momencie nawet nie spałam na wznak. Po chwili leżenia na plecach zaczynałam się dusić.

24 kwietnia, tego samego dnia, gdy klientka powiedziała: „Zbadaj się, masz sine usta” Ania wylądowała w szpitalu.

– Pojechałam z moim chłopakiem do kolegi. Miał mi podać odżywkę w kroplówce, dla sportowców. Powiedział: „Jedź na SOR, masz taką arytmię, nigdy takiej nie słyszałem”. Wylądowałam na Izbie Przyjęć, kolejka. Pełno starszych ludzi, dzieci z urazami. Na początku stałam o własnych siłach, w końcu osunęłam się na fotel. Zauważył to któryś z lekarzy. „Proszę tyłem, zaprowadzę panią do internisty, nie mogę pani wpuścić ot tak, zaraz będzie bunt wszystkich czekających”.

Szpitalne kuriozum. Niby. Potem RTG, USG jamy brzusznej. Lekarz Pierwszy: „Nie jestem upoważniony, ale jest pani ciężko chora. Ma pani guza. Jakie rokowania? Trudno powiedzieć. Do badania histopatologicznego”. Lekarz Drugi: „Albo potworniak albo chłoniak. Czeka panią ciężka chemia”.

Bój się i walcz

Ania: – Wylądowałam na IOM–ie. Pełno rurek, kabli. Większość ludzi zaintubowanych. Pamiętam krzyk chłopaka po wypadku wybudzonego ze śpiączki. Miał rozszczepiony kręgosłup, odleżyny. Wył z bólu tak, że nigdy nie zapomnę.

Ania wtedy słyszy: „Trzeba uspokoić serce”. Dostaje morfinę. Anastazja pisze SMS–y: to nie wyrok, to tylko diagnoza, jak podda się twoja głowa, podda się ciało. Jeśli masz zamiar zrezygnować z walki, od razu zamawiaj trumnę. To mogłyby być żarty, ale nie są.

Ania dzisiaj: – Od dwóch lat mówiłam: będę miała raka, że czuję to.

Anastazja: – Ona sobie to wywołała. Miała ciężki rok. Zginął jej dziadek, który był jak ojciec, okazało się, że zdradza ją facet. Rak bierze się ze stresu, napięcia, szczególnie chłoniak, który nazywany jest chorobą arystokratów, chorobą ludzi wrażliwych.

Ania pamięta taką scenę. Ląduje na 6 piętrze w szpitalu onkologicznym w Warszawie. Ma mieszkać w jednym pokoju z Kamilą. Kamila nie ma rzęs, brwi, włosów. Wygląda jak typowy pacjent onkologiczny: „Jestem poddana takiemu programowi leczenia, osiemnaście tygodni”. Ania myśli: Pół roku w szpitalu? Nie wierzę. Straszne. Ona jeszcze wygląda jak osoba z Właściwego świata. Makijaż, zrobione włosy, świeżość.  Chwilę później do pokoju przychodzi lekarka: „Mam dla pani program, osiemnaście tygodni. – Siedziałam tyłem do drzwi, patrzyłam w okno. Był 4 maja, zachodziło słońce. Zrobiłam zdjęcie. „Mój nowy świat. Na pół roku” napisałam na Facebooku.

Potem Ania pamięta: podawanie prefazy (czyli tzw. przed chemia, której celem jest sprawdzenie jak organizm zniesie chemię właściwą). Maleńkie próbki po których podaniu dostawała drgawek tak silnych, że odbijała się od łóżka z powodu tych drgań, ból kości tak mocny, że nie wiedziała, że w ogóle coś tak boli.

A przecież była odporna na ból. I dzielna, i silna, mocna. I tak dalej.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Nie oceniaj, pozbądź się złych emocji

Pół roku w szpitalu. Uczysz się, że

– centrum świata to jest 17.00, spotkania na balkonie, śmiech, wspólne oglądanie kabaretów, zamawianie pizzy, dowcipu. Pani Ela, która już miała cztery nawroty i wszyscy nazywają ją królowa Elżbieta I, bo pokonała zespół Richtera. Jurek, który wyszedł ze śpiączki, Kuba, który wciąż się śmieje.

– tu toczy się twój świat. Jest najpiękniejszy, bo chłoniak rokuje, ludzie łatwiej się otwierają, jest wesoło, piętro wyżej kobiety walczą z rakiem piersi, a dwa piętra wyżej jest oddział nowotworów twarzy i szyi. Jest tam cicho i smutno. Zupełnie tak jakbyś wylądowała na innej planecie.

– masz zakaz wyjścia, bo wszędzie są zarazki. Ale kiedyś uciekasz do Lidla i czujesz, że to jest magiczna wyspa. Pięknie, kolorowo. Ale jesteś zmęczona tak, że gdy kucasz przy półce już nie możesz podnieść się sama. Ale masz poczucie, że wyrwałaś się do życia, bo TAM to jest nadzieja na życie, ale codzienność w celach bez krat, a rytm twojego życia to badania, chemie, spadki i wzrosty parametrów krwi. Radość i płacz w niedzielę, bo twój ukochany synek,  Natan tak daleko.

„Mamo, zostanę lekarzem i cię wyleczę” mówi on – przez telefon.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Wspiera cię były partner, rodzina.

– płaczesz w każdą niedzielę. Bo jesteś daleko. Od syna. I wszystkiego co kochasz. A na oddziale mówią: „Słoneczko płacze…”

– przewartościowujesz swój świat. Naprawdę płakałaś z powodu facetów? Dziś podają ci chemię. Tak silną, że gdy pielęgniarki zmieniają ci wenflon, a kropla płynu, który podają ci do krwi, spada na linoleum– wypala podłogę. „Żyły człowieka zniosą wszystko” pociesza jedna z pracownic szpitala.

Człowiek zniesie wszystko. By żyć.

17 listopada. Guz Ani ma 11 cm. Lekarka mówi: „on jest już martwy, trup, ale musimy go naświetlać”

Ania Szubert mówi: „Kopię leżącego”.

Niedawno przeszła zapalenie nerwu serca. Radioterapia trwa.

Ale Ania będzie żyła.

Zaczyna znów robić zdjęcia, przytyła 18 kg, pięknieje.

Badajcie się.


Dzisiaj naprawdę prosty pomysł, jak być dobrą dla siebie. Tydzień drugi, dzień #2

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 listopada 2015
Fot. Pixabay/ PublicDomainPictures / CC0 Public Domain
 

I jak mija wam listopad? Widzimy, jak walczycie, jak się staracie, by nie zapaść się w jesienną aurę. Wierzymy, że nam wszystkim się to uda i w dobrych nastrojach dotrwamy do momentu, kiedy w oknach pojawią się świąteczne lampki.

Dzisiaj w drugim dniu drugiego tygodnia proponujemy wam naprawdę banalną rzecz, która, mamy nadzieję, ostatecznie okaże się dla was bardzo łatwa.

Otóż znajdźcie dziś pięć minut dla siebie, weźcie kartkę papieru i wypiszcie wszystkie dobre rzeczy, które o sobie myślicie. Bez korygowania się. Nikt tego nie będzie oceniał, wartościował. Masz piękne włosy – napisz. Cudowny uśmiech – koniecznie. Można tobie zaufać, świetnie bawić się w twoim towarzystwie? Jesteś fantastyczną przyjaciółką? Rewelacyjnie gotujesz? Wszystko jest ważne. Wypiszcie to, co wam przyjdzie do głowy. Od najbardziej błahych rzeczy, do dla was najważniejszych. I nie korygujcie się. Bądźcie dla siebie dobre i wypiszcie wszystkie dobre rzeczy, które o sobie myślicie. Ważne, by znalazły się one na kartce papieru – namacalnie, a nie tylko w głowie.

Tę kartkę, gdy będzie gotowa, schowajcie i zaglądajcie do niej raz na jakiś czas. A jeśli poczujecie pewnego dnia, że jeszcze coś trzeba do tej listy dopisać – zróbcie to.

Pamiętaj #Bądźdobradlasiebie


 

Akcja „Bądź dobra dla… siebie”

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie.

ZASADY:

  1. Redakcja Oh!me codziennie opublikuje wpis pod hasłem akcji „Bądź dobra dla… siebie”.
  2. Aby wziąć udział w akcji, należy w komentarzu do wpisu opublikowanego na stronie ohme.pl dodać odpowiedź na zadanie konkursowe: „Co dobrego dziś dla siebie zrobiłaś?”
  3. Wśród osób, które będą regularnie zamieszczały komentarze z odpowiedziami, wybierzemy odpowiedzi, które najbardziej się spodobają się Jury i nagrodzimy je!
  4. Akcja będzie odbywała się w cyklach tygodniowych (Drugi tydzień: 17-23.11.2015). Po każdym zakończonym tygodniu, Jury wybierze Laureatki.
  5. Jedna osoba może wygrać jedną nagrodę.
  6. Nagrody – tydzień drugi:
    2 x  Voucher na zabiegi, ufundowany przez gabinet kosmetyczny S&B 
    1 x zestaw kosmetyków ufundowany przez markę Sesderma

Każdego dnia należy umieszczać komentarze pod aktualnym wpisem – nie przegap naszej zabawy i śledź nas na Facebooku. Zacznij już dzisiaj i napisz w komentarzu do tego tekstu – co dobrego zrobiłaś dziś dla siebie.

Tydzień drugi – zobacz wszystkie zadania


„Pacjentka, która poroniła, nie powinna przebywać w sali z tymi, które urodziły”. Nowe standardy opieki okołoporodowej w Polsce

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
17 listopada 2015
Fot. Flickr/ Quinn Dombrowski / CC BY-SA

Aż chce się krzyczeć BRAWO! Gdyby nie fakt, że tak oczywiste sprawy powinny od dawna w Polsce funkcjonować.

Od trzech lat w Polsce obowiązują standardy opieki okołoporodowej (na mocy rozporządzenia MZ). Jednak od papieru do prawdziwego życia na oddziale daleka droga – nie raz przekonały się o tym pacjentki. Nowe regulacje mają prawo uczłowieczyć. Dotychczas nagminnie dochodziło do sytuacji, w których kobiety po poronieniu lub urodzeniu martwego dziecka – lądowały łóżko w łóżko z świeżo upieczonymi mamami i ich pociechami. Teraz ma to się zmienić.

Kobieta, która straciła dziecko, nie powinna przebywać w sali razem z innymi ciężarnymi lub kobietami, które urodziły zdrowe dzieci. Należy też zadbać o to, aby pacjentka nie miała z nimi kontaktu podczas pobytu na oddziale. Z kolei personel powinien ją traktować z szacunkiem, a badania i zabiegi powinny być wykonywane w intymnej atmosferze.*

Wiele organizacji kobiecych walczących o respektowanie prawa i odrobinę ludzkiej empatii na polskich blokach porodowych od lat walczy w imię sprawy „Ronić po ludzku”. Kobiety, które utraciły wczesną ciąże, są często traktowane po macoszemu, zdane same na siebie. Ze swoimi nienarodzonymi dziećmi żegnają się w szpitalnych toaletach.

Jak donosi portal RynekZdrowia, nowe standardy mają uwzględniać również sytuacje ekstremalne, czyli te trudne i bolesne dla kobiet i ich rodzin:

Standardy uwzględniają także tzw. niepowodzenia położnicze, czyli sytuacje, gdy dochodzi do poronienia, urodzenia dziecka martwego, niezdolnego do życia lub obarczonego letalnymi schorzeniami. Są to także sytuacje, gdy kobieta spodziewa się urodzenia chorego dziecka.

W standardach zapisano także, że po przekazaniu kobiecie informacji o śmierci lub ciężkiej chorobie dziecka lekarz powinien dać jej czas na możliwość oswojenia się z tą sytuacją, zanim wyjaśni jej szczegółowo przyczyny tego niepowodzenia i zanim podejmą decyzję o dalszym postępowaniu. Na życzenie pacjentki należy jej też umożliwić wsparcie psychologiczne i wsparcie bliskich.*

Miejmy nadzieję, że zapis nie będzie tylko papierową i niespełnioną obietnicą. Bo do prawdziwych wielkich zmian potrzeba tylko – i aż, zmian nie przepisów a ludzi.


Źródło: RynekZdrowia


Zobacz także

Rozwiązanie akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Najpiękniejsze cytaty o miłości, które wyrażają dokładnie to, co czujesz, gdy kochasz

Jak rozpoznać zaburzenia odżywiania u twojej dorastającej córki. Kilka sygnałów, które powinny cię zaniepokoić