Allan i Barbara Pease: ” Nie chodzi o to, by decydować jak dojść do swojego celu, tylko o to, by wiedzieć, że to jest właśnie tym, czego chcemy”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 czerwca 2017
Fot. Wyd. Rebis
Fot. Wyd. Rebis

Byli na szczycie, ale na skutek złych decyzji finansowych – zbankrutowali. Po serii własnych, bolesnych doświadczeń, wykorzystali najnowsze odkrycia naukowe, żeby przeprogramować swój sposób myślenia i zacząć dostrzegać możliwości zamiast problemów. Autorzy takich bestellerów jak „Mowa ciała”, albo „Dlaczego mężczyźni kłamią, a kobiety płaczą” – Allan Pease i Barbara Pease kolejny raz udowadniają, że jeśli tylko się tego chce, można zmienić swoje życie. Do Polski przyjechali promować swoją najnowszą książkę „Odpowiedź„.

Anna Frydrychewicz: Wasza historia jest niezwykła. Byliście w finansowym dołku, w związku też nie układało wam się najlepiej. Wtedy postanowiliście zmienić swoje życie, odbić się od dna i to się wam „po prostu” udało.

Allan Pease, Barbara PeaseNajważniejsze, ale i najtrudniejsze dwie rzeczy, to po pierwsze zadecydowanie czego się chce, a po drugie zadecydowanie, że się będzie do tego dążyć. To jest bardzo trudne, bo człowiek znajduje się ciągle pod presją zewnętrznych uwarunkowań. I trudno jest spod tej presji wyjść, żeby skierować się w stronę, w którą chcemy się udać.

W książce bardzo często podkreślacie, że kluczem do sukcesu jest jasno sprecyzowany cel.

Im bardziej jednoznacznie ustalamy swój cel, tym większa będzie motywacja do jego osiągnięcia. Na nasze zajęcia przyszedł kiedyś facet i powiedział: „Chciałbym mieć dom przy plaży, bo lubię mieszkać blisko morza i surfować”. Poprosiliśmy go, żeby nam opisał ten wymarzony dom. A on na to: „No dom, jak dom, dwie trzy sypialnie dwie łazienki”. To była bardzo ogólna wizja, nic konkretnego. Gdyby jednak potrafił to swoje marzenie sprecyzować i powiedzieć, że to ma być dom, który ma cztery sypialnie, z przeszkloną werandą, z której się schodzi prosto na piasek, tak, że można przy plaży surfować, to wtedy jego motywacja byłaby o wiele mocniejsza. Kiedy ta wizja celu staje się bardzo wyrazista, wtedy widzimy cel wszędzie wokół nas. Na przykład, zauważamy ogłoszenie w prasie o sprzedaży domu. Kolejny etap następuje wtedy, kiedy już ten nasz idealny dom pojawia się w rzeczywistości. Wtedy trzeba umówić się na wizytę z agentem nieruchomości, wejść, „powąchać”, obejść, żeby to doświadczenie było jak najbardziej bezpośrednie. Nie chodzi o to, by decydować jak dojść do swojego celu, czyli jak kupić dom, tylko wiedzieć, zdecydować, że to jest właśnie to, czego chcemy.

To wystarczy?

Tak. Możesz mieć przy sobie zdjęcie samochodu, który ci się bardzo podoba, który bardzo chciałabyś kupić. Ale jeśli pójdziesz do salonu i poprosisz o jazdę próbną, to dopiero będzie motywacja. Wtedy masz wyraziste doświadczenie, jak to jest jeździć takim samochodem. Większość ludzi ma bardzo niejasne marzenia o tym co by ewentualnie chcieli ze sobą począć, z takich nic nie wynika, żadne działanie.

Ale wciąż brakuje mi pieniędzy na ten samochód.

To bez znaczenia.

Same się znajdą?

Skupiasz się na etapie „jak to zrobić”. Nie należy o tym myśleć. Wszyscy myślą o tym, jak coś zrobić, a że nie wiedzą jak, nic z tego nie wynika. W każdej chwili do twoich zmysłów, do mózgu dociera 400 milionów bitów informacji. Mózg jest w stanie przerobić jedynie 2000 z nich. Zatem RAS (sieć ścieżek nerwowych u podstaw mózgu, łączącą rdzeń kręgowy, móżdżek i kresomózgowie, działający jak swoisty filtr informacji płynących do nas ze świata zewnętrznego – przyp. red.), gdy filtruje wiadomości, wybiera tylko te, związane z jasno wyznaczonymi celami. Więc, jeśli zdecydujesz, co jest celem, zobaczysz wokół siebie odpowiedź. Na przykład usłyszysz, że ludzie przy stoliku obok rozmawiają na temat, który cię interesuje, na bilbordzie pojawi się reklama tego, co chciałabyś mieć. Większość ludzi nie potrafi oderwać się od tego etapu „jak dość do celu”, a skoro nie wiedzą jak, nic się nie dzieje, brak jest skutecznych działań.

Fot. Wyd. Rebis

Fot. Wyd. Rebis

No dobrze, jak w takim razie się „przeprogramować”?

Najpierw trzeba wypisać, czego tak naprawdę chcemy, a potem wprowadzić do RAS obraz naszego celu. Wtedy mózg będzie wyszukiwał informacje związane z tym naszym celem, bo on już będzie tam w środku. Będzie częścią tej wiedzy, która jest w nas zgromadzona. Tak działa prawo przyciągania. Człowiek podejmuje decyzję, dotyczącą tego, czego chce i wtedy to przyciąga. A tak naprawdę nic nie przyciągasz, po prostu zauważasz. Pośród milionów informacji widzisz te, które są ci w danym momencie potrzebne. Tak działa też modlitwa. Ludzie modlą się o odpowiedź, przychodzi odpowiedź. Tak działa również hipnoza.

I pozytywne afirmacje?

Tak, to są tylko różne sposoby na nazwanie tego samego, wyjaśnienie jednego zjawiska.

Na czym polega zasada spaghetti?

Twój umysł jak kulka stworzona z nitek spaghetti, to taka plątanina. Trudno jest wyciągnąć z tego jedną nitkę, bo wszystko jest sklejone w jedną całość. Kiedy bierzesz kartkę papieru i zaczynasz zapisywać swoje myśli, to tak jakbyś wyciągała powoli pojedynczą nitkę – jedną po drugiej. Kiedy potem spojrzysz na swoją listę na papierze, ma ona już jasną strukturę.

I tak powinna wyglądać praca nad moimi celami?

Dokładnie tak.

A co naszym otoczeniem, osobami, które powiedzą: „to jest szalone, to się nie uda”?

Nie słuchaj ich. Odpychaj ich od siebie. To są twoje cele, ty je realizujesz. Wartość otoczenia jest tylko wtedy istotna, jeśli otoczenie cię wspiera. Ludzie, którzy zrezygnowali ze swoich celów, będą próbowali cię powstrzymać przed realizacją twoich zamierzeń.

Czy na tym też polega również branie odpowiedzialności za swoje życie? Żeby odrzucać te głosy, które mówią nam, że coś się nie uda? Próbować swoich sił samemu?

Pierwszy etap w przejmowaniu kontroli nad swoim życiem, to ustalenie czego się chce, do czego się dąży. Kiedy się wie, czego się chce, łatwiej jest oddzielić od siebie negatywnych ludzi. Jeden z naszych podstawowych problemów polega na tym, że jeśli się już podejmie decyzję, wtedy rodzina przyjaciele, społeczeństwo, próbują cię przekonać żebyś tego nie robił. Więc powinieneś celami dzielić się tylko z tymi ludźmi, którzy cię wspierają, na których można liczyć.książka

Czytałam, że nie należy słuchać rad tych, którym się nie udało.

Przede wszystkim, słuchaj tych, którzy osiągnęli to, do czego ty dążysz, albo są w trakcie osiągania tego celu. Nie jest jednak tak, że należy odrzucać tych, którym się nie powiodło, bo oni mogą nam przekazać wiele ważnych informacji, na przykład o tym, co może być dla nas istotną przeszkodą. I czasem robią to, w swoim przekonaniu, w dobrej wierze, w twoim interesie, chcą ochronić cię przed bankructwem rozwodem, śmiercią, wypadkiem.

Piszecie: „Kiedy dokładnie sprecyzujesz czego chcesz, prosisz o pomoc i otrzymasz ją nawet od ludzi, których nawet jeszcze nie poznałeś” . Wy tak zrobiliście, ale może to po prostu była kwestia szczęścia?

W życiu jest tak: 20 % ludzi chce pomóc ci w osiągnięciu twoich celów, 20 % czeka aż sobie poparzysz przy tym palce. Reszta to tylko widzowie. Kiedy jasno zdecydujesz czego chcesz, ludzie „zarażą się” od ciebie twoją determinacją i zapragną pomóc ci zrealizować twój cel. Mogą być całkowicie obcy, nogą cię nie znać. Ale to nie jest kwestia szczęścia. Nigdy nie włączaliśmy do naszych planów fuksa. Jeśli istnieje coś takiego jak szczęście, a ja mam wątpliwości do tego, to jest to jedynie bonus, wartość dodana, której nie należy umieszczać w swoich planach. My nigdy nie kupujemy kuponów totolotka.

Czyli właściwie sukces każdego z nas zależy też trochę od innych…

Nie. Ta pomoc od innych też jest jakimś ekstra bonusem. Każdy z nas osiąga swój cel sam. Bez pomocy lub z pomocą innych.

Czy człowiek jest w stanie wyjść z każdej życiowej opresji, jeśli ma dobry plan?

Jeśli masz dobry plan, jeśli dobrze zdefiniujesz cele, tak. Może nie dotrzesz tam, gdzie chcesz być szybko, nie od razu bezpośrednio, ale w końcu to ci się uda. Przygotuj się tylko na to, że być może czasem trzeba zrobić „objazd”, pójść w innym kierunku, cofnąć się. Ale jeśli masz dobry plan, dotrzesz do celu. A jeśli droga, która do niego prowadzi, jest bardzo wyboista, pełna „dziur” i problemów, wtedy ma dla nas jeszcze większa wartość. Ludzie, obierając sobie cel, oczekują niewielkich problemów, a zdarzają się im katastrofy. Jeśli na początku drogi uświadamiamy sobie możliwość katastrofy, jesteśmy lepiej przygotowani na tę podróż.

Co się czuje, kiedy już się osiągnie swój cel, nawet najmniejszy?

To uczucie jest przelotne. Fantastyczne, ale ulotne. A zaraz po nim przychodzi potrzeba, by ustalić sobie nowy cel i iść dalej.


Fot. wyd. Rebis

Fot. wyd. Rebis

Allan Pease jest australijskim ekspertem w dziedzinie mowy ciała i współautorem 15 książek na temat relacji damsko-męskich. Barbara Pease napisała wraz z mężem Allanem 15 bestsellerowych poradników na temat mowy ciała i relacji damsko-męskich. Do najpopularniejszych tytułów należą Mowa ciała, Dlaczego mężczyźni pragną seksu,a kobiety potrzebują miłości, Dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać i Dlaczego mężczyźni kłamią, a kobiety płaczą. W dniach 12-14. o6, Allan i Barbara promowali w Warszawie swoją ostatnią książkę, „Odpowiedź” (wyd. Rebis), w której piszą o tym, jak  przejąć kontrolę nad własnym życiem i stać się tym, kim pragnie się być.


10 rzeczy, które musisz wiedzieć o związku ze „złym chłopcem”. Po nim nic nie będzie takie samo

Redakcja
Redakcja
19 czerwca 2017
Fot. Pixabay / unsplash /
Fot. Pixabay / unsplash / CC0 Public Domain

Pociągają nas źli chłopcy. Choć raczej się do tego nie przyznajemy, często zajmują miejsce w naszych marzeniach. Zdecydowanie nie są to idealni kandydaci na mężów i ojców, ale mają w sobie to coś, co sprawia, że kobietom wprost miękną kolana. I nie można się temu dziwić. Niegrzeczni chłopcy z naszych marzeń, zdecydowanie nie są chłopcami z marzeń naszych matek. Ale to nie istotne, bo te wszystkie ich wady, w naszych oczach stają się zaletami. 

Za co kochamy „złych chłopców”?

Nawet jeśli marzysz o mężczyźnie grzecznym, delikatnym, czułym i troskliwym, z którym możesz uwić rodzinne gniazdko, twoją uwagę zapewne choć raz zwrócił Pan Niepokorny. Piękny, dobrze zbudowany, obłędnie pachnący, z błyskiem w oku, papierosem w zębach i kurtką nonszalancko zarzuconą na ramię… Nawet jeśli sama nie palisz i nie używasz słowa na „k”, samiec Alfa, który doskonale wie, czego chce, i jak to zdobyć, wydaje się być bardzo, bardzo pociągający. Niczym zakazany owoc, na którego widok aż ślinka cieknie. Nawet tabuny innych kobiet, które wprost lgną do niego, cię nie zniechęcają. Może nawet wpadła ci do głowy myśl, że warto spróbować z nim związku. Najpierw przeżyjesz z nim szalone i niezapomniane chwile, później spróbujesz go przytemperować. Tylko, że taki plan ma wiele mankamentów. A największym z nich jest charakter złego chłopca, który sprawa, że pewne rzeczy, nawet z upływem czasu, w nim się nie zmienią. I musisz mieć tego świadomość, że możesz skończyć jak ćma, która podleciała za blisko źródła światła. Najmniej się oparzysz.

10 rzeczy, które musisz wiedzieć o związku ze”złym chłopcem”

1. Czas spędzony z nim jest niezapomniany

Nawet jeśli przyjdzie ci spędzić razem tylko tydzień, zanim on odejdzie, będzie to niezapomniany tydzień. Emocje, jakie będą wam towarzyszyć, wypełnią każdą minutę wyjątkową intensywnością. Będzie pięknie, gorąco, ekstremalnie, ale raczej krótko. „”Źli chłopcy” raczej nie słyną ze stałości uczuć.

2. Zapomnisz o własnych zasadach

Jeśli jesteś miła, grzeczna i zawsze trzymasz się zasad, „zły chłopiec” postara się, by to uległo zmianie. Jego niewiarygodny wpływ na kobiety, urok osobisty i silny charakter zachęci cię do robienia wielu rzeczy na opak, bo przy nim wolność smakuje inaczej. Nawet, jeśli miałabyś jedynie zrezygnować z diety czy z powrotu do domu na noc. Przy niegrzecznym facecie zapomnisz, że coś wcześniej cię obowiązywało.

3. Miłość i nienawiść się przeplatają

Gorączka uczuć oraz niestabilność „złego chłopca” sprawia, że związek kobiety z takim jegomościem, jest bardzo, ale to bardzo ryzykowny. Zgodnie z zasadą, że od miłości do nienawiści jest jeden krok, będziesz miała ochotę na przemian rzucić mu niebo do stóp lub wyrzucić go za drzwi, razem z tą jedyną szczoteczką do zębów, którą u ciebie trzyma.

4. Przy kumplach traktuje cię jak trofeum

To wątpliwa nobilitacja dla kobiety, być przede wszystkim ozdobą u boku mężczyzny. Nawet jeśli w domu twój piękny niepokorny wydaje się być całkiem miłym i grzecznym chłopakiem, który zna słowo savoirvivre, wśród kumpli może zachowywać się zupełnie inaczej. Bądź na to gotowa, że np. zarzuci na ciebie ramię, pokazując, kto tu tak naprawdę rządzi.

5. Może mieć problem z wiernością

A ty nie będziesz umiała się powstrzymać, by sprawdzić jego skrzynkę mailową, konto na Facebooku czy rzucisz okiem na smsy w telefonie. Dobrze wiesz, że tak się nie robi, ale nie umiesz w pełni zaufać jego rozrywkowej osobowości. W końcu nie bez przyczyny nosi miano Bad Boya.

6. Będziesz chciała go zmieniać

Mimo tego, że wiesz jaki on jest, patrzysz na niego i czujesz, że w głębi duszy siedzi fajny i dobry facet, tylko potrzebuje wskazania kierunku rozwoju. Chcesz go zmienić, wydobyć pokłady jak najlepszych cech i zachowań, co raczej nie spotka się z jego aprobatą. To zły chłopiec niesie rewolucję, jego samego trudno będzie zreformować, nie nastawiaj się na zmianę o 180 stopni. Chyba, że znajdziesz innego faceta.

7. Niestety, jeden „zły chłopak” nie uleczy cię z innych

Dobrze wiesz, co oznacza mieć niegrzecznego chłopca w związku, ale nawet ta świadomość nie sprawi, że tacy mężczyźni przestaną cię pociągać. To tak jak na diecie — wiesz, że ciastka z kremem ci nie służą, ale gdy zatapiasz w nich zęby, jesteś w siódmym niebie. Inny facet przyniesie inną, zapewne równie pociągającą historię.

8. Dorobisz rozgrzeszającą filozofię

Wmówisz sobie, że właściwy człowiek w niewłaściwym czasie nadal jest właściwym człowiekiem. I tyle.

9. Zapragniesz uleczyć jego rany

„Źli chłopcy” są tak pociągający, bo mają swoje demony i tajemnice. Za nic w świecie nie będą dążyli do wyjawienia tego, bo aura tajemniczości jest ich wabikiem. Taki facet może grać poranionego, umęczonego i cierpiącego z powodu niezgody z porządkiem tego świata, a ty będziesz chciała mu pomóc i ochronić przed kolejnym cierpieniem. Jednak w ostatecznym rozrachunku, to ty będziesz cierpieć.

10. Będziesz miała niezapomniany seks

Zazwyczaj źli chłopcy są mistrzami nie tylko podrywu, ale i technik seksualnych. Niestety ich ogromne doświadczenie seksualne wynika z mnogości podbojów, ale za to seks jaki cię czeka, będzie niezapomniany. Prawdopodobnie nie będziesz jego ostatnią partnerką, potraktuj więc seks, jako wymierną nagrodę za twoje zaangażowanie. Czerp z niego tyle, na ile masz ochotę.


 

źródło: www.psychologytoday.comwww.milosctopasja.com


Samotna matka wbrew pozorom często ma męża. I choć bardzo chce wierzyć, to jednak on nigdy się nie zmieni

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 czerwca 2017
Fot. iStock/RossHelen
Fot. iStock/RossHelen

Chciała ratować swoje małżeństwo. Tyle razy zarzekała się, że już koniec, że odchodzi. I nic… „Nadal go kochasz” – powiedziałam, a ona skinęła tylko głową. Chociaż wszystko w niej krzyczało:„uciekaj”, to jednak za każdym razem wygrywała nadzieja, że może po tej rozmowie, on coś zrozumie, że coś się jednak zmieni. Nawet nie coś, tylko on. I zmieniał się na trzy dni, czasami na tydzień. Wracał wcześniej z pracy, dzwonił i pytał, co kupić. Oczywiście, że na zewnątrz mówiła: „Dupek, myśli, że tym mnie kupi, że oszuka, że zmięknę”, ale w środku cieszyły ją jego gesty, te próby. Miała nadzieję, że może tym razem będzie inaczej, może zobaczy, że w ich małżeństwie może być fajnie i miło, jeśli tylko on wykaże ciut chęci.

A po miesiącu wracali do punktu wyjścia. Ona z dziećmi pod pachą, biegająca z nimi do przedszkola, szkoły, lekarzy, na zajęcia pozalekcyjne i oczywiście pracująca – w domu, bo tylko zdalna praca dawała jej jakąkolwiek szansę na ogarnięcie rzeczywistości.

Tyle razy chciała wyjść, pie*dolnąć drzwiami i zostawić go z całym tym syfem, którego on był główną przyczyną. Ale coś ją trzymało. Przyjaciółki mówiły: „Dlaczego z nim jesteś? Do czego on ci potrzebny, przecież i tak wszystko robisz sama?”. A ona nie mogła znaleźć odpowiedzi. Fakt, był czas, kiedy on nie miał pracy i utrzymywała przez kilkanaście miesięcy ich rodzinę długi ciągną się za nimi do dzisiaj, bo nie sposób było ze wszystkim dać sobie radę, zwłaszcza gdy on leżał i patrzył w sufit nie wykazując żadnej chęci pomocy. Pewnie dałaby radę sama… A może jednak coś się zmieni?

„Samotne matki często mają mężów” – usłyszałam jakiś czas temu. I pomyślałam, jak bolesna to jest prawda. Jak często widzimy kobiety z dzieci robiące zakupy? Jedno dziecko w wózku sklepowym, drugie biega między półkami, a ona wybiera płatki, jogurty, uspakaja dzieci, żeby się nie kłóciły, przywołuje starsze, by nie uciekało. Przy kasie pakuje wszystko do toreb – wodę, mleko, dżem i miód, cytrynę, butelkę wina, ser żółty, pomidory i ogórki, trochę mięsa – pewnie na obiad. Obserwuję ją i myślę sobie, że na podstawie jej zakupów jestem w stanie określić jej życie. Potrzeby dzieci stawia na pierwszym miejscu, bo widać, jak skrupulatnie dla nich dobrała produkty. Przeważają te dzieciowe rzeczy – płatki, jogurty, ser żółty w kształcie jakiś stworków, parówki – te najlepsze z możliwych. Chciałabym wierzyć, że wino to na spotkanie z przyjaciółką, a nie wypijane samotnie jedna lampka wieczorem, gdy dzieci pójdą już spać, a mąż nadal nie będzie wracał z pracy, choć przecież obiecał, że będzie wcześniej. Że dzisiaj to już na pewno zdąży ucałować dzieci na dobranoc.

Samotne matki, które mają mężów, robią same zakupy, pamiętają, czego brakuje, co w domu trzeba uzupełnić. One wiedzą, czy kończy się kawa i czy dzieci mają owoce do zjedzenia.

Samotne matki pamiętają, jakie dziecko, na która godzinę i gdzie ma zajęcia, bo to one zawsze je zawożą i przywożą. Znają też doskonale samotne matki innych dzieci, bo często sobie nawzajem pomagają – odbierając na zmianę swoje dzieci z różnych miejsc. Rozumieją się bez słów, bo co tu właściwie tłumaczyć, że on znowu w pracy? Że nie można na niego nigdy liczyć, bo zawsze w ostatnim momencie coś mu wypadnie i wyśle SMS-a: „Nie zdążę”. I nie interesuje go, czy ty zdążysz, co ty zrobisz, co stanie się z dzieckiem. Najważniejsze jest, że on nie zdąży. I koniec. Kropka. Sprawa załatwiona jednym SMS-em. I jak możesz mieć pretensje? Przecież napisał!

Samotne matki wiedzą, jak mają na imię przyjaciele ich dzieci i gdzie ostatni raz ich syn czy córka obtłukli sobie kolano.

Samotne matki to te, które zawsze zdyszane wpadają na występy swoich dzieci. Siadają z ulgą, że zdążyły i nawet nie rozglądają się za drugim z rodziców, bo przecież wiadomo, że on nie przyjdzie, bo zebranie, korki, bo spotkanie służbowe. I już nawet nie dopytują, co naprawdę go zatrzymało, nie chcąc usłyszeć, że nic go nie obchodzi kolejny wierszyk, czy piosenka. Zresztą pewnie ty nagrasz i jeszcze ze szkoły czy przedszkola wyślesz mu wiadomość ze zdjęciami i z występami dzieci, żeby był na bieżąco, i pamiętał, że ma je pochwalić, kiedy wróci do domu.

Samotne matki same spinają domowy budżet. Płacą rachunki, wyliczają, ile potrzeba na życie i na co mogą sobie pozwolić w danym miesiącu. Czasami zastanawiają się, że jak to jest, że on tyle pracuje, a na większą ilość pieniędzy na wspólnym koncie to się nie przekłada. Ale zostawiasz to, już nie chce ci się po raz enty prowadzić dyskusji na ten sam temat. To i tak nic nie zmieni.

Samotne matki samotnie spędzają wieczory. Kładą dzieci spać, sprzątają mieszkanie po dziennym armagedonie i siadają z książką albo przed telewizorem ciesząc się ciszą. I chociaż on siedzi obok, czasami nawet w pokoju obok przed komputerem pracując lub grając w jakąś fascynującą grę, to one czują pustkę. Wiedzą, że są same, że nawet, gdy on położy się późno w nocy obok nich, to ona i tak jest sama.

Samotne matki myślą, że tak powinno być, że tak właśnie wyglądaj ich życie, bo podjęły dziesiątki prób, by go zmienić i nie się nie wydarzyło. Za każdym razem wracają do punktu wyjścia – jest kłótnia, łzy, rozmowa, groźba, że odejdę, że to już naprawdę koniec i… nadzieja, że może tym razem naprawdę w końcu i raz na zawsze wszystko będzie inaczej. Że może on zrozumiał, że to nie żarty i zabawa w rodzinę, że on też musi być za was w pełni odpowiedzialny.

Samotne matki nie wierzą w siebie. Wydają się sobie nic nie warte. Bo przecież to on i jego obowiązki są ważniejsze, bo zawsze stawia je wyżej niż swoją rodzinę. Jej praca nic nie znaczy, bo to on wychodzi na długie 10 czasami 11 godzin, choć wcale nie przynosi więcej pieniędzy od niej.

Samotne matki mówią sobie: „dzieci podrosną i naprawdę odejdę” i trzymają się tej myśli kurczowo wierząc, że kiedyś naprawdę to zrobią. Ale co dobrego jest tu dla dzieci? Sfrustrowana i nieszczęśliwa matka i ojciec pojawiający się, kiedy one właściwie śpią, a w weekend udający, że pracuje i nikt mu nie może przeszkadzać. Dzieci samotnych matek o nic go nie proszą, o nic nie pytają, wszystkie: „mamo chcę pić”, „mamo chcę jeść, „,mamo, co dzisiaj robimy” kierowane są do niej, bo one ojca nie zauważają. To gość, który się zjawia i daje jasny komunikat: „nie przeszkadzać mi”. I ty samotna matko, która masz męża, mówisz, że dla dzieci z nim jesteś? Może on lepiej by się nimi zajął i więcej im dał zabierając je co drugi weekend do siebie, niż żeby żył iluzją, że jest w porządku ojcem, bo do zajęć dzieci się dokłada.

Samotna matko, która masz męża, ja wiem, że najgorzej stracić nadzieję, bo jak bez niej cokolwiek zrobić, jak znaleźć siły i wiarę. Ale może twoja nadzieja jest źle ulokowana. Może powinnaś uwierzyć z całych swoich sił, że będziesz szczęśliwsza bez niego, mniej samotna żyjąc sama, może bardziej będziesz szanować siebie nie patrząc mu w oczy. Może siły i energię zainwestuj w siebie, w to dla ciebie dobre, a nie dla niego. Ocknij się, zobacz, jesteś sama i świetnie sobie radzisz! Może czas już odciąć ten bagaż, który ci ciąży. Czy może masz nadzieję, że on się jednak zmieni?


Zobacz także

Fot. iStock

Czego to ludzie nie wymyślą, czyli najbardziej niewiarygodne sposoby dbania o urodę

MIAMI WARS

Otwieramy najpiękniejsze miejsce nad Wisłą – PRZYLĄDEK MIAMI WARS!

Fot. Pixabay / motointermedia /

Dzień #8. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO