A jeśli twoje dziecko ktoś nazwie szmatą?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
24 marca 2016
Na stronie hejtstop.pl możesz zgłosić każdą treść, stronę, która twoim zdaniem narusza prawo.
Fot. Screen ze strony / HEJT STOP

Ile razy myślałeś: „Nie ma co walczyć z hejtem”, „Szkoda energii”, „Tylko nakarmię trolla”? Bezradność wobec hejtu mnie osobiście frustruje i szczerze wkurza. Że nie mogę nic zrobić, że najlepiej nie reagować, że zostawić bez komentarza, by nie nakręcać spirali nienawiści.

To jedna strona. Z drugiej ile z napisów na murach to słowa przepełnione nienawiścią – rasizmem, szowinizmem? Wziąć farbę i zamalować – musiałoby to być naszą powszechną misją.

Nigdy wcześniej fala hejtu nas nie zalewała w tak dużym stopniu, bo zwyczajnie – nie mieliśmy powszechnego dostępu tu internetu. A to przecież w sieci idealnie sprawdza się hasło: hulaj dusza, piekła nie ma. Anonimowo mogę obrazić każdego. Wywalić z siebie całą złość, obarczyć innych winą za swoje niepowodzenia, zbluzgać, zeszmacić i dać upust swojej najciemniejszej stronie.

Przeraża mnie to. Bo jednemu hejtowi przyklaskuje inny i kolejny. I pewnie dlatego głośno będę mówić o projekcie „HejtStop”, dotychczas twórcy projektu – Stowarzyszenie Projekt:Polska kontynuowali akcję zamalowania obraźliwych napisów. Możesz zrobić zdjęcie, określić lokalizację i wysłać, by zgłosić napis do zamalowania. Twórcy HejtStop postanowili jednak nie ograniczać się tylko do napisów na murach, ale wejść w przestrzeń internetową. Rozpoczęli szokującą akcję: „A jeśli kiedyś tak nazwą Twoje dziecko” ze zdjęciami noworodków, które zamiast imion na opaskach mają wpisane: szmata, pedał.

Na stronie hejtstop.pl możesz zgłosić każdą treść, stronę, która twoim zdaniem narusza prawo.

Uczymy w jakiś sposób reagować na rasistowską, homofobiczną, faszystowską i każdą inną formę nienawiści. Zachęcamy do wspólnego działania przedstawicieli inicjatyw społecznych, autorytety oraz zwykłych mieszkańców Polski.  Czytaj więcej

My zachęcamy was wszystkich do przerwania fali hejtu. Teraz dzięki HejtStop możemy to zrobić naprawdę.


Kilka zwykłych pytań, dzięki którym twój związek będzie szczęśliwy

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
24 marca 2016
Kilka zwykłych pytań, dzięki którym twój związek będzie szczęśliwy
Fot. Flickr / @diffuser / CC BY

Szczęśliwy związek i małżeństwo – to masa włożonej pracy i siebie. Ale wielkie rzeczy, zazwyczaj zaczynają się od tych zupełnie zwyczajnych. I prawdę mówiąc dbając o coś codziennie, poświęcamy mniej czasu i energii niż wkraczając do akcji, gdy robi się już niewesoło.

Każda relacja między ludźmi w bardzo dużej mierze opiera się na komunikacji. Jej jakość – to jakość związku, a bez niej trudno w ogóle mówić o jakimkolwiek związku między ludźmi. Jest kilka zwykłych pytań, o których nie warto zapominać. Takie cegiełki, które świadczą o tym, że jesteśmy dla kogoś – malutkie a naprawdę działają cuda.

Co ważne, bardzo często kładziemy siebie na ołtarzu małżeństwa – zarzekając się, że „wszystko” w naszym życiu robimy i poświęcamy dla tej drugiej osoby –  a jednak, ilu z nas zapytało, czy takie poświęcenie jest od nas oczekiwane? Czy w cokolwiek da drugiej osobie (a może właśnie wręcz przeciwnie – zirytuje?)? Ile razy łapaliśmy się na niedźwiedzich przysługach, hmm?

Dobre chęci są bardzo ważne, ale same chęci  (jak wiemy) jeszcze nigdy niczego nie zmieniły. Żeby żyć szczęśliwie z drugim człowiekiem wystarczy tylko i aż – o tym nie zapominać. A gdy zapominamy, to warto zadać te kilka pytań.

Co mogę dla ciebie teraz zrobić?

Teraz. Nie wygrać w totka, schudnąć 20 kilo, kupić pierścionek z brylantem. Co mogę zrobić teraz? Herbatę, wymasować kark, siedzieć przez 10 minut cicho – bo robisz coś ważnego… Małe proste rzeczy. Małe – jednak o ogromnym znaczeniu, bo siedzę przy stolę, patrzę na ciebie i myślę o tobie. Po prostu.

Czy to odpowiedni moment na…?

Mieliśmy marzenia o romantycznym geście, albo czymkolwiek, co w naszym mniemaniu jest bardzo pomocne, a spotykamy się z niechęcią, złością czy awanturą. A wystarczyło zapytać, czy to odpowiedni moment. Bo przy tej naszej niewątpliwie dobrej chęci bierzemy pod uwagę tylko jedną stronę – naszą. Więc pomimo tego, że z całym uświęceniem robimy coś dla niej/niego – tak naprawdę w ogóle nie bierzemy pod uwagę jej/jego opinii, chęci czy możliwości, a nawet czasu. To krótkie pytanie to antidotum na co najmniej połowę niepotrzebnych sprzeczek czy rozczarowań.

Czy możesz mi pomóc zrozumieć…?

Nie rozumiem cię, twoje zachowanie czy myślenie  jest dla mnie nielogiczne i abstrakcyjne – a więc z założenia nie może być słuszne. To zazwyczaj zamyka dyskusję, no bo jak dyskutować, gdy nie ma chęci ani możliwości zrozumienia drugiej strony?

A czy poprosiliście kiedyś, żeby ona/on pomogli wam zrozumieć? Nie – wyjaśnili czy wytłumaczyli – bo wtedy zwyczajnie po raz kolejny przedstawią wam dokładnie tę samą – dla nich oczywistą argumentację. Ale pomogli zrozumieć, dlaczego mają takie a nie inne zdanie. Polecam spróbować.

Czy podoba ci się to, co robię?

Mi się podoba – to oczywiste. Wymyśliłem, zrobiłem i oczekuję efektów – ale takich, jakie są w mojej wizji. Hmm, a ty?

W punkt. Robimy wiele rzeczy „dla kogoś” i „po coś” mając za jedyny punkt odniesienia tylko własne stanowisko. Gdy spotykamy się z negatywnym odbiorem – czeka na nas żal, bo przecież to wszystko dla niej/niego. A gdyby na wstępie założyć, że druga osoba może to odbierać zupełnie inaczej? No więc skarbie – czy podoba ci się to? Nie? Teraz już wiadomo, dlaczego mimo usilnych starań reakcja jest wciąż zupełnie inna niż oczekiwałam…

Czy masz marzenia, które chcesz spełnić?

Tak, to równie dobre pytanie. I nie zawsze wymaga górnolotnej odpowiedzi, bo czasem i te marzenia, po które biegniemy są bardzo przyziemne.

– Marzę o tym, żeby wreszcie odpocząć
– Marzę o tym, żeby wyjść na spacer, bo jest piękna pogoda
– Marzę o tym, żeby coś zmienić w naszym życiu

Dlaczego TERAZ w zwykły czwartek, sobotę czy poniedziałek nie miałabym o tym rozmawiać, przecież nie umawiamy się na rozmowy o przyszłości według harmonogramu. To miłe i nawet pomocne, gdy ktoś się nami zainteresuje i wysłucha naszych potrzeb.

Jak mogę ci w tym pomóc?

No właśnie, jak? Skoro marzysz o spacerze, co mogę zrobić, żebyś mogła na niego pójść; o zmianie – czy mogę jakoś cię do niej przybliżyć? Czego oczekujesz?

Sami widzicie, jaka moc kryje się za tymi pytaniami i z pewnością jeszcze kilka podobnych można by do tej listy dodać. Macie własne propozycje?


Niechęć i nienawiść najbardziej skrzywdzą ciebie samego. Dlaczego nie warto nienawidzić

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 marca 2016
Fot. Gratisography/RYAN MCGUIRE / /  CC0 Public Domain
Fot. Gratisography/RYAN MCGUIRE / / CC0 Public Domain

Ludzie zranią cię nie raz, takie jest życie. Zaczynając nową relację, zawsze  w jakimś stopniu ryzykujesz. Zawód, ból zostają w tobie jako część doświadczenia, które daje ci jakąś wiedzę, uczy (lub powinno nauczyć) ostrożności na przyszłość. Rozpamiętujesz i cierpisz. Początkowe uczucie sympatii przeradza się w niechęć, czy nawet nienawiść.  A te uczucia są ci zupełnie niepotrzebne.

Negatywne emocje bardzo często obracają się przeciwko nam samym i w końcu sama zorientujesz się, że:

1. Nienawidząc innych przestajesz kochać siebie

Myślisz o tym co złego cię spotkało i zaczynasz myśleć, że być może na to zasłużyłaś, lub nie jesteś warta lepszego potraktowania. Sytuacja analizowana przez ciebie tyle razy nabiera o wiele większego znaczenia niż na samym początku, wyolbrzymiasz też swoją krzywdę.

2. Jeszcze trudniej ci zaufać

Nienawiść idzie w parze z nieufnością. Jeśli szczerze nienawidzisz bardzo często wydaje ci się, że większość ludzi to twoi wrogowie, że inni chcą twojej porażki. Przestajesz wierzyć w dobre intencje, masz poczucie osamotnienia i przekonanie, że nie możesz na nikogo liczyć.

3. Koncentrujesz się tylko na tym, co złe

Większość relacji, w które wchodzisz ma swoje dobre i złe strony, rzadko kiedy jest tak, że nie można znaleźć w nich nic pozytywnego. Nienawidząc przekreślasz wszystko, co było w danym związku udane, co cię wzbogaciło, uszczęśliwiło. To niedobrze, trzeba nauczyć się doceniać wszystkie dobre momenty w naszym życiu, nawet jeśli związane są z kimś na kogo teraz nie możesz patrzeć.

Inaczej niejednokrotnie obierasz swoje życie jako pasmo spotkań z niewłaściwymi ludźmi.

4. Sama ze sobą zaczynasz czuć się źle

Nienawiść jest uczuciem niszczącym przede wszystkim tego, kto nienawidzi. Powoli staje się osobistym problemem, który może doprowadzić do większego kryzysu. Mając w sobie takie pokłady negatywnej energii trudno pozostać obiektywnym, jeszcze trudniej cieszyć się życiem i być szczęśliwym.

W miarę możliwości powinniśmy więc starać się mieć do stosunek neutralny. Jak to zrobić? Wszystko rozbija się o życiowa filozofię ujętą w trzy, proste zasady:

Z każdego doświadczenia wyciągaj wnioski, traktuj je jako naukę, która w ostatecznym rozrachunku przynosi ci dobro.

Kochaj siebie bardziej niż potrafisz nienawidzić. Wtedy zawsze odpuścisz, ze względu na własne dobro: po co ci te nerwy? Szanuj siebie i swoje zdrowie.

Wybaczaj i bądź wdzięczna – pozbędziesz się niepotrzebnego ciężaru i nauczysz doceniać to, co dają ci relacje z innymi.

„Odpuszczanie”, zdolność do koncentrowania się na tym co teraz, a nie na złej przeszłości, to prawdopodobnie jedna z najtrudniejszych rzeczy w życiu. Skoro jednak taka wolność to prosta droga do szczęśliwszego życia, warto próbować!


Zobacz także

Fot. Materiały prasowe

Filozofia swobody, czyli dlaczego warto spędzić wakacje „bez ciśnienia”? Akcja „Kocham podróże, kocham swobodę”. Dzień #2 [17.05]

Rozstać się

Przecież rodzisz się i umierasz sam. Czy potrzebny nam dziś drugi człowiek?

Fot. Unsplash /

To nie będzie zły dzień, o nie! Kilka recept na boski humor