8 cech charakteru, które zatruwają życie rodzinne i związek

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 stycznia 2018
Fot. iStock / Xsandra
 

No oczywiście, że takie są i potrafią nieźle namieszać w życiu rodzinnym. Każdy z nas ma własną, wyjątkową osobowość i wiedzę na temat radzenia sobie z trudnościami. Każdy z nas inaczej rozwiązuje konflikty, ale niektórzy posiadają pewne brzydkie cechy, które porozumienie znacznie utrudniają.

Nawyk podejmowania decyzji za partnera

Chociaż czasami może być naprawdę miło mieć przy swoim boku kogoś, kto rozwiązuje wszystkie problemy i dzięki komu nie musisz się o nic martwić, to nie zawsze jest oznaką miłości. Jeśli ktoś podejmuje za ciebie wszystkie decyzje przez cały czas i nie bierze pod uwagę twojej opinii, warto zadać sobie pytanie, czy ta osoba naprawdę troszczy się o ciebie, czy też po prostu czuje potrzebę dominacji.

Chęć kontrolowania wszystkiego

Niektórzy ludzie są „planistami”; czują się spokojni i bezpieczni, kiedy sobie wszystko „ułożą” i kiedy wszystko idzie zgodnie z ich planem. Jeśli jednak potrzeba kontrolowania wymyka się spod kontroli i przeszkadza ci osiągnąć spokój i bezpieczeństwo, to może warto porozmawiać ze swoim partnerem.

Nawyk „wymigiwania się”

Wzajemny szacunek jest podstawą zdrowego związku. Jeśli 2 osoby czują się ze sobą dobrze, zaczynają żyć niemal jak zsynchronizowane. Jeśli jeden z partnerów ciągle znajduje wymówki, by czegoś nie zrobić, harmonia pryska.

Zależność

Nie warto budować relacji, w których jeden z partnerów jest zależny od drugiego. Finansowa zależność w związku jest dość powszechna, ale może prowadzić do wielu problemów. Na początku obaj partnerzy nie zwracają uwagi na różnice, ponieważ koncentrują się bardziej na swoich uczuciach względem siebie. Ale gdy uczucia się ustabilizują, partner zależny finansowo może poczuć się niekomfortowo.

Nawyk nauczania i krytyki

Jeśli twój partner krytykuje cię i ma skłonność do pouczania, będzie ci dość ciężko we wspólnym życiu rodzinnym.

Chowanie urazy

Łatwo i radośnie żyć z osobą, która szybko zapomina o kłótniach i jako pierwsza oferuje rozejm. Ale jeśli twój partner przypomina ci o twoich błędach kilka razy dziennie, to jest dobry powód, aby z nim o tym porozmawiać.

Nawyk sprawdzania osoby za jej plecami

Długotrwałe relacje oparte są na wzajemnym szacunku, a związek nie może przetrwać bez zaufania. Nie ma potrzeby dramatyzowania ani robienia sobie scen zazdrości z byle powodu.

Niecierpliwość

Wszelkie relacje buduje czas. Cierpliwość to klucz do zrozumienia drugiej strony i do nauczenia się jak funkcjonować razem.


Na podstawie: brightside.me

 


Czerwone wino nieschłodzone? Czy wiesz, w jakiej temperaturze prawidłowo podawać wino?

Redakcja
Redakcja
26 stycznia 2018
Fot. iStock/gilaxia
 

Pijemy coraz więcej wina, coraz też lepiej się na nim znamy. Tylko czy faktycznie podajemy je i pijemy w prawidłowy sposób?

Uhonorowana nagrodami somalier Caitlyn Ress wyjaśnia w jakiem temperaturze powinniśmy serwować wino w cieplejszych miesiącach roku – a te przecież za chwilę. Najczęściej podajemy czerwone wino w temperaturze pokojowej, a białe schłodzone. Tymczasem według australijskiej somalier, jest to błąd. Dlaczego? Ponieważ ciepło znacząco wpływają na smak wina. „Wina czerwone są zwykle podawane z piwnicy, gdzie zawsze jest chłodniej niż na zewnątrz” – tłumaczy ekspertka.

Wino powinno osiągać nie więcej niż 19 stopni, a idealna temperatura dla czerwonych to 15 stopni.  Jeśli czerwone wino jest zbyt ciepłe, jego smak zdecydowanie traci na jakości, a zamiast cudownego zapachu pojawia się jedynie zapach alkoholu.

Kiedy robi się cieplej powinniśmy jednak zadbać o niższą temperaturę podawania wina. Ress podpowiada, że czerwone wino przed podaniem warto schłodzić w lodzie przez 10 minut. Powinniśmy dbać o to, by czerwone wino, zwłaszcza jaśniejsze nie miało więcej niż 15 stopni, wtedy jesteśmy w stanie docenić jego walory smakowe.

Poniżej ściąga – w jakiej temperaturze powinniśmy serwować wina:
• Ciemno czerwone (Bordeaux, Napa Cabs, Shiraz, Zinfandel): 17-19 stopni

• Jaśniejsze czerwone (Burgundies, Pinot Noir, Chianti): 14-16 stopni

• Czerwone – lekkie, młode i owocowe (Beaujolais, Merlot): 12-14 stopni

• Białe (Grand Cru Burgundies, Chardonnays): 12-13 stopni

• Różowe, Semillon, Viognier, Sauternes: 10-12 stopni

• Riesling, Verdelho, Vintage Champagnes: 8-10 stopni

• Wina deserowe: 7-8 stopni

• Sauvignon Blanc, Pinot Gris, Non Vintage Champagnes, Ice Wines: 6-8 stopni

Skoro już pijemy wina, warto wiedzieć trochę wiecej o sposobie ich podawania.


 

źródło: dailymail.co.uk


Ani odejść ani normalnie żyć. Chce odegrać się już, teraz, zaraz… A myślała, że to ona jest temu winna

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
25 stycznia 2018
Fot. istock/Eva-Katalin

Sylwia. Nie było urodzin. Radek zrobił jej taki prezent, że nie miała ochoty świętować. Mogłaby jedynie ból i cierpienie tej gówniary, ale na to za wcześnie. Była Marta i długi spacer z dziećmi. Poszły razem. Sylwię w pionie jeszcze trzymała złość. Miała tysiące pomysłów. I chciała natychmiast je zrealizować. Oczernić gówniarę na fejsie. Wysłać post, jakieś zdjęcia kompromitujące, screeny rozmów. Zrobić z niej szmatę pierwszej klasy.

Wysłać list polecony do rodziców przez znajomego kuriera, by dokładnie do ich rąk dostarczył kopertę z listami i SMS-ami córeczki, która bez skrupułów rozpieprzała czyjeś małżeństwo. Narobić jej bigosu w pracy. Napisać na nią kilkadziesiąt skarg. Trudno nie będzie. Jak jej nie zwolnią to przynajmniej życia nie będzie miała. Spotkać się z nią, uderzyć w twarz, opluć koniecznie w miejscu publicznym, by widzieli. Możliwości jest mnóstwo, by ją upokorzyć, zranić, zniszczyć i Sylwia najchętniej każdą z tych opcji wcieliłaby w życie. Kobieta pragnąca zemsty zdolna jest do wielu rzeczy. Marta doskonale to rozumie.

Była zdradzona boleśnie. Zna to uczucie, kiedy serce bije tak szybko, jakby chciało wyskoczyć z piersi. Kiedy miliony myśli tańczą po głowie i nie dają racjonalnie funkcjonować. Kiedy złość jest tak ogromna, że chce się zniszczyć wszystko dookoła i zadać niewiernemu jak największy ból. Kiedy nie można spać, jeść, bo głowa ciągle analizuje. Każde zdanie kochanków wysłane do siebie, zdjęcie, piosenkę, kupiony prezent. Kiedy jest się o ten każdy gest tak zazdrosnym, że odczuwa się to niemal fizycznie. Kiedy wszyscy mówią „olej gnoja”, a nie umie się tego zrobić. Ani odejść ani normalnie żyć. Marta przerabiała to, pamięta świetnie, dlatego tu jest. Pamięta jak knuła, by kochance męża zatruć życie, jak w głowie układała plan, jak łatwo było zdobyć wszystkie informacje, jak szybko mogła to zrobić. Zniszczyć życie tamtej kobiecie, jej mężowi i dzieciom. Jak rozwalić swoje, wygnać męża i pewnie jeszcze utrudniać mu kontakty z synem, by nie miał za łatwo.

Sylwia jest roztrzęsiona, mówi jak w amoku. Wymienia po kolei, jak z karabinu, co zrobią. Jest nakręcona emocjami. Planuje pieczołowicie, nawet sensownie. Zawsze umiała opanować stres. Tyle razy w szpitalu musiała. Wyuczona jest. Lata praktyki. Umie poradzić sobie z ciężką chorobą, kalectwem i śmiercią pacjenta, ale nikt nie uczył jej jak radzić sobie ze zdradą męża. I w dupie ma co mówi Marta, że ma ochłonąć, odczekać, działać na zimno, a nie w emocjach. Chce odegrać się już, teraz, zaraz. Wybucha śmiechem, za chwilę płaczem.

A ona myślała, że Radek jest zmęczony, że to ona jest temu winna, bo pracuje w szpitalu, że on tak sobie pięknie radzi, a ona tego nie docenia. No radził sobie, jak cholera. Odskocznię sobie znalazł, fruwał nad ziemią. Niech frunie, daleko. Nie dotknie ani jej ani dzieci. Niech się bawi niegrzecznie z tą siksą skoro dzieci mu nie wystarczą. Ani ona, żona wzorowa. A miała takie wyrzuty, gdy doktor Piotr powiedział jej komplement i na nocnym dyżurze pili kawę. Nic nie było. Nawet flirtu. Może tylko on tak ciepło na nią spoglądał, a ona opowiadała o wspaniałym mężu, który się dziećmi zajmuje. No zajmował się. Zajebiście mu to wychodziło. A raczej wchodziło albo przynajmniej chciało wejść.
Sylwia coraz bardziej wulgarnym tonem wyrzuca z siebie słowa. Marta ją ucisza, to nie miejsce na tego typu rozmowy. Dzieci słyszą. Może nie rozumieją do końca, ale odczytują emocje bezbłędnie. Szybko zorientują się, że coś nie tak. Że mama płacze, jest smutna, że taty nie ma. A jeśli będzie to raczej na chwilę spakować resztę rzeczy. Dzieciaki jak barometr mierzą ciśnienie w domu. I reagują. Marta pamięta jak nocami płakała tak bardzo, że kończyło się to wymiotami. A synek, który do tej pory spał jak suseł, przybiegał do łazienki i błagał, by go wpuściła, bo wiedział, że mamusia jest chora. Skąd 6-latek miał taką intuicję, empatię?

Zdawał się funkcjonować normalnie, bawił się, był radosny, miał apetyt, ale nocami, gdy Marta zostawała sama ze swoim bólem, mały dzielił go z nią. I zasypiał z nią dopiero wtedy, gdy był pewien, że mama naprawdę usnęła. Trwało to tygodniami. Za dnia był wesołym rozrabiaką, nocami nad wiek dojrzałym dzieckiem, roztaczającym opiekę nad zrozpaczoną mamą. Marta tylko nocami pozwalała sobie na słabość. Za dnia twarda, zorganizowana, działała jak w zegarku. Tylko serce biło dziwnie, szybko jak szalone i było jej ciągle zimno. Chudła w zastraszającym tempie i choć mąż zerwał z kochanką, opuścił sypialnię, ale nie dom, dawał jej czas, to ona i tak długo nie odzyskiwała spokoju.

Chciała uchronić Sylwię. Pomóc jej przez to przejść, bo bez względu na to, czy wybaczy Radkowi czy nie, musi normalnie żyć. To nie takie proste odejść, zostawić szmat życia za sobą. Tylko kobieta po zdradzie zrozumie, jakie to trudne. Jak bardzo spada samoocena, jak strach paraliżuje przed samotnym mieszkaniem, reakcją dzieci i rodziny. Najłatwiej powiedzieć, odejdź, zapomnij, zemścij się na gnoju, znajdź innego albo i nie, i żyj pełną piersią. Każda wie, że czas po zdradzie to trauma, że można popełnić tyle błędów. Marta ma ich sporo na koncie. A Sylwia jest bliska temu, by mieć ich jeszcze więcej. Dlatego musi ochłonąć. Zastanowić się co dalej, przejść ten smutek i zdecydować, czy ratować małżeństwo, jeśli Radek będzie walczył, czy godnie się rozstać, bez prania brudów, kłótni i walki o dzieci. Tu najwięcej ludzi ponosi sromotną klęskę.

Marta czuje się wygrana, choć brzmi to irracjonalnie. Nie walczyła. Walczył mąż, o nią, jej zaufanie, uwagę. Najpierw rozłożona na łopatki, słaba, przerażona pracowała nad pewnością siebie. Powoli się podnosiła, skupiła się na sobie i swoich potrzebach. W pracy sukcesy. Matka wzorowa. Stała się silna. Odkładała pieniądze, by być niezależną. Skonsultowała się z prawnikiem, by wiedzieć jak postępować. Chciała rozegrać sprawę bezboleśnie dla dziecka. Mąż widział tę pewność siebie, musiał się zmobilizować i walczył, udowadniał, że mu zależy. Przyznał się do winy, do tego że był dupkiem i na nią nie zasługuje. Znosił zmiany humorów, kontrole telefonu. Nie zawsze miała klasę. Nie raz dała mu w twarz. Dziś oboje pracują nad związkiem. Czy będą razem to jeszcze nie jest pewne. Marta udowodniła sobie, że sama też da radę. Może uratują to małżeństwo. Jeśli nie to przynajmniej rozstaną się kulturalnie. Bez emocji, które teraz targają Sylwią.

Wrzucić wszystko na fejsa? Po co? Skompromitować siebie, czekać na hejt ze strony gówniary, upubliczniać własne cierpienie? Nie ma sensu. Marta przekonuje ją, by co najwyżej porozmawiać. Za kilka dni. Trzeba zobaczyć czy Paula będzie się dobijać. Jeśli tak to mają ją w szachu. Mogą pojechać razem. Wiedzą, że mieszka z rodzicami. Rodzicom pokażą rozmowy, zdjęcia, smsy z wyzwiskami i groźbami. To powinno podziałać. Jeśli tak bardzo pragnie ją ukarać to po cichu. W miasteczku na pewno będą i tak gadać, jeśli związku z Radkiem nie ukrywała.

Sylwia siada na pniu. Ma taką ochotę zmiażdżyć tę gówniarę. Jeszcze walczy. Nie chce się zgodzić. Po chwili znów wybucha płaczem. I wciąż pyta dlaczego. Marta wymyśla dzieciakom zabawę, a sama przytula Sylwię. I obiecuje, że się tym zajmą. Ale z klasą. Bo ona dziś przynajmniej spogląda sobie w twarz. Gdy odkryła zdradę męża chciała od razu narobić mu wstydu w pracy. Skoro w pracy romansował, to niech ponosi konsekwencje. Była gotowa nie raz. Wpaść do biura tamtej, dać jej w twarz, ubliżyć publicznie. Pytanie w jakim świetle postawiłaby siebie samą. Rozmowa z tamtą kobietą była, a i owszem. Po pracy ale na terenie budynku. Kto widział, że żąda od niej rozmowy, mógł się domyślić o co chodzi. Powiedziała jej krótko, ostro. Dziś, gdy wchodzi do budynku inni pracownicy ją witają. Tamta znika, usuwa się. To jej małe zwycięstwo. Ma klasę, jest szanowana, nie zrobiła z siebie histeryczki. Kilka razy coś dwuznacznie skomentowała tak, żeby dać innym do myślenia. Tamta może się nadal boi. To jej wiktoria.


Autorka: Poli-Ann


Zobacz także

Te historie wydarzyły się naprawdę – 10 filmów inspirowanych życiem

Kolekcja Natty Looker jesień-zima 2018, koszule inspirowane zimowymi historiami

15 banalnie prostych rzeczy, które sprawią, że poczujesz szczęście