5 szklanych gadżetów, które nigdy się nudzą. Czyli proste triki na niesamowite świąteczne dekoracje

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
7 grudnia 2015
Fot. iStock /  SolStock
Fot. iStock / SolStock

Święta za pasem, a  jak święta to i świąteczny stół.  Bo to właśnie wokół niego wiele się dzieje. Nic więc dziwnego, że zależy nam na tym, by nasz stół błyszczał, wyróżniał się, był po prostu wyjątkowy.

Na szczęście by „odpicować” stół jak z katalogu, wcale nie trzeba sygnowanej porcelany za kilkanaście tysięcy złotych. Diabeł tkwi w szczegółach i pomyśle. Sprawdźcie, jak prosto, ale niepowtarzalnie udekorować swoje świąteczne stoły za pomocą klasycznego szkła. Zobaczcie, jak za pomocą kilku prostych szklanych naczyń, można urządzić święta praktycznie w każdym stylu.

Dziś stawiamy na klasyczne bezbarwne szkło i bierzemy pod lupę rodzimego producenta KROSNO – naprawdę dostępnego na każdą kieszeń.

Bola Servo Line

A cóż to takiego? Zaokrąglona duża miska (sprzedawana w zestawie z łyżką), koszt ok. 59,99 zł. Idealna na świąteczny poncz, który dobrze znamy z hollywoodzkich filmów i na polski kompocik z suszonych owoców. Ale oprócz tego… niezastąpiona królowa dekoracji.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

Co można z niej wyczarować?

Praktycznie wszystko. To szczególnie dobry pomysł na aranżację stołu, gdy mamy małe dzieci (które to maja wyjątkowo chciwe rączki). Genralnie dekoracje umieszczamy wewnątrz misy, a nasze propozycje to:

– klasycznie – kolorowe lub stonowane bombki. Pasują do klasycznych świątecznych wystroi, można dodać ozdobny łańcuch choinkowy, można na dnie położyć żwirek akwariowy lub wysypać brokat.

1488695_593731310679893_814331325_n

– naturalnie – szyszki lub orzechy. Niezastąpione symbole zimowych świąt. W połączeniu z białą zastawą i gdzieniegdzie położonymi gałązkami świerku czy ostrokrzewu, zrobią cały klimat. Biały obrus i gotowe. Stół będzie świeży i naturalny, sprawi wrażenie przestronnego. Taki eko-minimalizm.

– jeśli kochasz klasyczne stroiki, umieść taki wewnątrz boli. Będzie wyglądał bardzo majestatycznie (i ochroni talerze gości od sypiących się igieł).

– dla miłośników robótek, tez mamy dobra wiadomość. Wykonaj (kolorowe lub w wybranych odcieniach włóczki) pompony i wsyp je do boli. Efekt powalający. Dodatkowo pompony możesz wykorzystać do przewiązania serwetek, czy przypisać biesiadnikom indywidualny kolor pompona (to pomoże im zidentyfikować np. swoją szklankę).

– piórka! Tak są cudowne, szczególnie białe (można je kupić prze internet, koszt dosłownie parę złotych plus znaczek pocztowy).

– oczywiście możesz w boli umieścić co tylko chcesz, np. pomarańcze ozdobione goździkami, lub owoce na deser czy słodycze. Jeden przedmiot i nieograniczone możliwości – możesz się nią bawić przez cały rok.

Bolę z łyżką Servo, kupisz tutaj.

Klosz

Kochamy takie naczynia. Są bardzo gustowne i mogą się przydać o każdej porze roku.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

A na święta? Kilka naszych propozycji:

– tradycyjnie i zgodnie z przeznaczeniem, czyli jako „rama” dla pachnących ciast i ciasteczek lub owoców.

– nowatorsko, dla odważnych, którzy zrezygnują z obrusów. Jeśli masz piękny stół, obrus wcale nie jest konieczny – pięknym stołem trzeba się chwalić. A dekoracja? Rozsyp cukier puder na blacie w centralnej części stołu (tak, to będzie śnieg), postaw na nim małą (lub dużą) chatkę z piernika i przykryj kloszem. Możesz również wyciąć z papieru szablony i ułożyć je przed posypywaniem – otrzymasz wzory np. gwiazdki. Pamiętaj, żeby cukier przetrzeć przez sitko, żeby nie miał grudek.

– kloszem możesz przykryć małą szopkę lub mini choinkę, to naprawdę świetnie eksponuje takie dekoracje i dodaje im niepowtarzalnego uroku.

Podobnie możesz wykorzystać szklaną paterę, ma niższy klosz, ale dzięki temu, że stoi na nóżce nie zajmuje wiele miejsca na zastawionym stole – nie da się jej nie kochać!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

Klosz Servo Line, kupisz tutaj, cena 68 zł, Patera z kloszem Servo Line, cena ok. 79 zł.

Boskie pojemniki

Są genialne, trochę oldskulowe, ale zawsze na czasie. Szklane cylindryczne pojemniki można kupić w kilku wersjach i rozmiarach. Zakup jak zawsze w przypadku takich gadżetów jest opłacalny, bo posłużą bardzo długo, a nie tylko na święta.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

Jak pięknie się prezentują z łakociami w środku – nie musimy was przekonywać. A jeśli szukacie pomysłu na dekorację, zapraszamy do skorzystania z naszych:

– duży pojemnik z jedną komora – ułóż na dnie kilka gałązek jakiegoś iglaka, postaw grubą świece – i stroik gotowy. Może dodać szyszki. Cudownie wyglądają napełnione orzechami.

– podobnie jak w przypadku boli można nasypać do środka wszystko, co sobie wymarzymy – czekoladę, małe bombki, jabłka i orzechy, szyszki, łańcuch choinkowy (a może zamiast niego włożycie sznur pereł?). Oczywiście świetnie będą wyglądały w nim lizaki – ręcznie robione tradycyjne zawijane lizaki to koszt ok 3-4 zł/szt; albo na amerykańską nutę – biało-czerwone świąteczne lizaki w kształcie lasek.

– trzykomorowy pojemnik, to jeszcze więcej radochy, ponieważ można w nim jednocześnie podać łakocie, a w jednej z części umieścić dekoracje.

Pojemnik Servo Line (cena ok. 45 zł) i Komplet pojemników Servo Line (cena ok. 79 zł) kupcie w sklepie internetowym KROSNO.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Miski, miseczki i salaterki

Macie już swoje pomysły? A może pływające świeczki, które będą czekały przy każdym nakryciu? Już widzicie, jak wiele można zdziałać. Zobaczcie koniecznie, najfajniejsze ze szklanych cudeniek, które wpadły nam w oko.

Salaterka Servo Line (ok. 33 zł)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Patera prosta na nodze Servo Line(ok. 42 zł)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Salaterka trójdzielna Servo Line (ok. 49 zł)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Patera na tort Servo Line (ok. 59 zł)

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Magia klasycznej elegancji 

Nie bez powodu najlepsze restauracje i hotele stawiają na prostotę. Stół ma być oazą spokoju, ma być wykwinty – tak by detale i potrawy mogły godnie się prezentować. Podobnie jest z naszymi stołami, bez względu na to, czy marzycie o stylizacji rodem z Titanica czy ekstrawaganckiej i krzykliwej kompozycji – klasyczne szkło będzie pasowało. Jest ponadczasowe. Tylko do was zależy jak zechcecie je wykorzystać na te święta.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

PS: Nawet zwykłe kieliszki można świątecznie zaczarować. Dajcie się ponieść wyobraźni i bawcie się dobrze!


Artykuł powstał we współpracy z marką KROSNO

 


Zakochanie? Eee tam. Miłość dojrzała jest piękna

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
7 grudnia 2015
Fot. Unsplash/Wilson Sánchez /
Fot. Unsplash/Wilson Sánchez / CC0 Public Domain

Ludzie marzą o tym, by się zakochać. Epatować energią, która przypisana jest tylko miłości w jej pierwszej fazie, temu rodzajowi omnipotencji, który pozwala ci wierzyć, że absolutnie wszystko jest do pokonania, być wypełnionym po brzegi zapachem, kolorami, smakiem; czuć cokolwiek, zapomnieć o pustce, mieć nadzieję.

Ten jedyny stan w życiu, który jak heroina uzależnia tych, którzy mają problem w spokojnym kochaniu, wędrowców od zakochania do zakochania, nałogowców, którzy wybierają dwa dni w Paryżu ponad lata spędzone z jedną osobą, bo tylko wtedy czują, że żyją. Motyle w brzuchu, przyjemny rozgardiasz w życiu, napęd na czterysta kół – taki dopalacz w najczystszej formie. Uwielbiam podczepiać się pod cudze zakochanie, bo chociaż kapka tego cudownego eliksiru przypomina mi, jak jest, było lub będzie, ale jeszcze bardziej lubię podczepiać się do… miłości dojrzałej.

Tych dwojga, którzy mają już za sobą kumulację endorfin, przeszli kilka kryzysów, a jeden poważny, którzy zastępują idealizm – realizmem, mając za sobą niejedno wzajemne rozczarowanie, którzy nie patrzą na siebie tylko z czystym uwielbieniem, ale z czułą kpiną na kogoś, kogo doskonale znają i wiedzą, jak potrafi być powierzchowny, jak wyuczony wierszyk na konkurs recytatorski, jak wiele pod spodem lęku i niepewności, jak te spinki do mankietów spadną obok łóżka, w którym on pochrapuje w fazie rem, jak kochane są te stare nawyki denerwujące i nie do zniesienia, ale już właściwie nie tylko jego, ale wspólne, usankcjonowane tysiącami wspólnych momentów dobrych i złych, tego, że wystarczy jedno jej spojrzenie, by on wiedział i by ona złapała, że on złapał i że to jest ten moment, gdy powinni wyjść, bo ona już nie daje rady, a on wie, że jak nie złapie tego momentu, to ona zacznie być złośliwa i może powie coś za dużo, a potem będzie to roztrząsać w domu, jak to możliwe, że powiedziała to komuś, kogo lubi, że zmęczenie jej nie tłumaczy, a on będzie miał wieczór z głowy, a może nawet dwa, więc lepiej ją wyprowadzić i spokojnie zasnąć.

Gdy położy mu na ramieniu głowę, bo tak lubi zasypiać, upewniając się, że on nie zaśnie pierwszy. Śpisz? Nie – odpowie, mimo iż to będzie już we śnie, wie, że ona wtedy czuje się bezpieczna, bo pamięta, jak opowiadała o ojcu, który pijany wracał nad ranem i stawiał cały dom na nogi i jak się wtedy bała o matkę i o młodszą siostrę. I może to dla niej zrobić prawie każdej nocy, żeby czuła się spokojna i wie, że jak wyjeżdża, to pamięta, aby zadzwonić przed 22-gą, aby mogła zasypiać z jego głosem i choć są już trochę starzy i to wydaje się śmieszne, to ona w środku jest nadal małą dziewczynką i to jego ramię już nie tak silne, pomarszczone trochę jest jej morfiną.

Gdy ona wie, że on nie lubi pietruszki, dlatego nalewa mu zupę do osobnego garnka, a resztę doprawia zielonym, wie też, że jak jest chory to tylko rosół ich uratuje, bo on im tak zatruje życie, że ma już ten przepis od teściowej, który wcale nie jest najlepszy, ale jest jego matki ukochanej i że on jest wtedy dzieckiem tej matki i ona staje się dla niego matką, choć czasami się temu przeciwstawia i mówi, żeby dorósł, ale też wie, że oni nie dorastają nigdy i godzi się na to i wie, że nie można na nim polegać, jeśli chodzi o pakowanie, bo zawsze czegoś zapomni i że lepiej nie prosić go o załatwienie spraw urzędowych, bo się do tego kompletnie nie nadaje. A on już wie, że ona bierze na siebie za dużo, że nie potrafi odmawiać, więc czasami mówi za nią „nie”, o co ona się wścieka, ale potem jest mu wdzięczna i idą do kina, a ona prawie zawsze płacze na filmach i w sumie nie lubią tych samych filmów, ale oglądanie osobnych seansów nie sprawdziło się, bo jednak lubią razem jeść popcorn i siedzieć obok siebie, a on wie, że jak ona zje za dużo nachosów to boli ją potem brzuch, więc zabiera jej pudełko, a ona mówi, żeby nie mówił jej, co ma robić, i że będzie jadła te nachosy, bo nie jest obecnie na diecie i chce mieć dużo polane serem.

Gdy jadą autem i nie muszą siłować się z milczeniem, gdy znają swoje burczenie w brzuchu, czkawkę. Gdy nie muszą puszczać wody w kranie, by uciszyć dźwięki płynące z toalety, bo już dawno odkryli, że nie są postaciami z bajki, ale żywymi ludźmi, których ciała nie mają czasami posłuchu, bo chorowali razem, rodzili dziecko, bo ich dziecko było żywiołem i bawiło się puszczaniem własnych bąków, bo zatykali nosy i się śmiali, bo krępujące jest tylko to, co jest nieprawdziwe, kłamstwa między nimi, które szybko wychodziły na jaw, bo znają się jak łyse konie, a on, jak kłamie, to marszczy nos i choć widzi to tylko ona, to wystarcza, by go podpuścić aby się przyznał. I mają może jedno duże kłamstwo na koncie, które kogoś poraniło, ale też wiedzą, że czasami warto wybaczyć, że człowiek bywa słaby, tchórzliwy, niedoskonały i to jest ta deziluzja, z którą każdy musi się zmierzyć, a której zakochany nie widzi, bo jedzie na biały koniu na oślep do swojego raju, który z rajem niewiele ma wspólnego.

Bo już wiedzą, że prawdopodobnie, ktoś nie odejdzie. I mają świadomość, że nie mają tej pewności, ale w nawet w tej niepewności istnieje pewność wielka.

Ludzie marzą, by się zakochać. A ja marzę o tej pewności.


„Jeśli wybierasz trudną miłość, twoja sprawa, nie mieszaj w to dziecka”. List córki do matki

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 grudnia 2015
Fot. iStock / muratseyit
Fot. iStock / muratseyit

Droga Mamo,

Cóż, chciałabym napisać, że dziękuję Ci za wszystko. Ależ nie, to nie ironia.

No może tylko kapeczkę, minimum, ale bez teatru zbytniego. Obiecuję.

Siedzę mocno w moim szczęśliwym życiu, który latami sobie wypracowywałam. Jestem często dla innych wzorem. Fajny mąż jest? Jest. Uroda jest? Raczej. Dziecko? Oczywiście. Praca, pasje, siła.

Trochę czasem drżą mi ręce, czasem nie mogę oddychać – to podobno nerwicowe. Koleżanki biorą na to magiczne białe, różowe i fioletowe pigułki. Ono ponoć odcinają lęk. Ja wolę niepokój popić winem. Nie, nie za często. Zbyt dobrze pamiętam, co alkohol robi z człowiekiem, mamo i sama rozumiesz nie chciałabym leżeć w przechodzonej już pościeli, nie chciałabym bełkotać, rozrzucać rzeczy i sprawiać, że moje dziecko się boi. No wiesz, tłumaczyłam Ci milion razy – dziecko potrzebuje przede wszystkim spokoju, stałych reguł, przewidywalności. I ja daję ten spokój mojemu dziecku.

I jednak kocham bardziej ją, moją córkę niż alkohol, choć rozumiem, że wybór mógł być trudny. I ty zdecydowałaś inaczej, ale życie to wybory, prawda?

Sama też rozumiesz, mamo, że każdego dnia wybieram właściwego mężczyznę, choć serce nieraz bolało mnie od tego wyboru, bo moja chora dusza popędziłaby tam gdzie Wy zabieraliście mnie każdego dnia: do bólu, przemocy, chwiejności. To Ty uczyłaś mnie zresztą nazywać to miłością. „Ale ja go kocham, córeczko” mówiłaś o tacie. „Kocham cię, córeczko. Po prostu musiałem cię zbić. Zasłużyłaś” mówił on.

Za to jednak czasem nienawidzę Cię najbardziej, bo przecież naprawdę mogłabym być szczęśliwa w normalności, a nie bardzo umiem. Trudno mi odróżnić dobrą miłość od złej, wciąż szukam napięcia. Dlatego uwierzyłam M. że mnie kocha, uwierzyłam P. Śmieszne, bo co miłość ma wspólnego z niszczeniem.

Kochasz – szanujesz. Troszczysz się – nie niszczysz.

Dziś koleżanka opowiedziała mi, że mąż miał zabrać ją na obiad. Ją i dzieci. Wsiedli do auta, było ciepło, miło. Nagle jedno z dzieci zwymiotowało. Mąż (przed chwilą cudowny) dostał szału, darł się, dzieci się zesztywniały ze strachu, potem się skuliły. On cedził, że nici z obiadu, a ona ma sprzątnąć samochód i w ogóle jest beznadziejną matką.  Bardzo, bardzo się zdziwiłam, że ona opowiada o tym tak jakby chodziło o przegotowaną zupę, spóźnienie, małe niedogadanie.

Ale ofiary przemocy to chyba nigdy nie wiedzą, że są ofiarami przemocy, a ich życie to zapominanie, prawda? Czy będę potworem jeśli powiem, że dzieci nie wybierają sobie takiego życia, a obowiązkiem matki jest chronić dziecko?

No cóż, próbuje nie zamykać już oczu i nie przypominać sobie jego szałów. Szału mężczyzny, twojej miłości, mojego ojca, z którym poranek był inny niż wieczór, wieczór niż noc i nigdy nie było wiadomo o co i dlaczego wybuchnie. Kiedyś, pamiętasz, zdenerwował się. Rzucił obiadem przez okno, zwymyślał sąsiadkę. Chodziłaś i przepraszałaś za niego. „Przepraszam, bardzo przepraszam, bardzo. Nie wiem jak to się stało, mąż jest taki zdenerwowany”.

A przecież po prostu powinnaś wziąć mnie, psa, parę rzeczy i uciec. Niezależnie od tego, że on pisał, że Cię zabije. No cóż, zabijał nas każdego dnia. Dziś już temu nie zaprzeczasz, często mnie przepraszasz, mówisz: „gdybym mogła zmienić przeszłość”, każesz mi szanować mojego męża i doprawdy jesteś taka poukładana, że nikt by nie uwierzył, że stworzyłaś piekło nie tylko sobie.

Nie, nawet nie mam do Ciebie już pretensji, że sporo piłaś, migrowałaś do łóżka, zostawiałaś mnie i musiałam walczyć o nasze bezpieczeństwo, Twoje bezpieczeństwo, bo przecież gdyby nie ja być może już by Cię zabił. No wiesz, wtedy, gdy spadłaś ze schodu, on rzucił w Ciebie kubkiem, rozciął Ci skroń, a ja wzywałam lekarza i mówiłam mu: „Basta, przestań”. Ile to ja miałam lat? A, chyba dziesięć. Tyle ile moja córka teraz. A jej największą życiową trudnością jest klasówka z matematyki, basen i pobudki co rano.

Ale tak, wiem. To była miłość. Miałaś z nim namiętność, emocje, szaleństwo, a gdy byłaś w ciąży przeżyłaś najpiękniejsze chwile życie. On Ci mówił słowa tak piękne i zabierał w takie rejony seksu, że nawet nie przypuszczałaś, że one istnieją.

Tak, wiem. On  miał trudne dzieciństwo, naprawdę nas kochał. Po prostu nie umiał.

Tylko dlaczego mam ochotę zabić każdą kobietę, która wciska mi te farmazony, a na jakąkolwiek formę przemocy („spier**laj” to też przemoc) patrzy jej dziecko? Że mam ochotę pozbawić ją praw rodzicielskich, bo po prostu uważam , że w dupie z tym, co my nazywamy miłością, nasze dzieci na to patrzą. I się uczą. I cierpią.

Każdej kobiety, która godzi się na przemoc spytałabym

– chcesz, żeby twoja córka spokoju szukała w winie wypijanym duszkiem w samochodzie?

– chcesz, żeby wciąż się niszczyła – jedzeniem, nieodpowiednimi ludźmi, poczuciem winy

– chcesz, żeby cierpiała z miłości, ból za miłość uważała

– żeby niszczyła dobrych ludzi, których być może spotka?

– żeby dużo się śmiała, a w środku miała popiół i pustkę?

Chcesz? Weźmiesz za to odpowiedzialność? Czy może zrobisz coś ze sobą zamiast mówić, że go kochasz?

Bo kochać to powinnaś tylko swoje dziecko. I je chronić. Przed sobą. I tą, pożal się Boże, miłością.

Córka ofiara przemocy, córka bardzo kochających się rodziców.


Zobacz także

Fot. iStock / martin-dm

Mówiłeś, że nie pozwolisz mi odejść. Ale ja tobie pozwoliłam

iStock/adl21

Ofiara przemocy ma twarz kobiety. A teraz wyobraź sobie, że drzwi są zamknięte, a ty musisz TAM wrócić…

Fot. iStock /  Yulia Popkova

Kiedy mnie już nie będzie… „Na zmartwienia dobra jest też miłość. Nie czekaj z tym długo, po co czekać na szczęście?”