Zdrowie

Lubisz dopasowane do ciała ubrania? 6 dowodów na to, że zbyt ciasne ciuchy szkodzą zdrowiu

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
27 maja 2016
Fot. Pixabay / JESHOOTS / CC0 Public Domain
 

Kobiety kochają dopasowane ubrania, które podkreślają sylwetkę. Niestety czasem można zaobserwować dziewczyny wręcz wbite w zbyt ciasne ubranie. Bardziej już nie da się podkreślić sylwetki, jednak noszenie zbyt małych ubrań nie tylko krępuje ruchy i szczególnie w przypadku spodni biodrówek tworzy nieestetyczne fałdy skóry, ale także zagraża zdrowiu.

Źle dopasowane ubrania szkodzą ciału

1. Jeansy

Jeansowe spodnie, szczególnie typu rurki które kocha rzesza kobiet, absolutnie nie powinny być ekstremalnie dopasowane do sylwetki. Zbyt ciasne obleczenie całych nóg może skutkować przykrymi objawami zaburzeń czucia na bocznej powierzchni uda oraz intensywnym świądem. Powodem jest zbyt mocny ucisk nerwu skórnego bocznego uda. Ponadto nosząc za ciasne, sztywne spodnie utrudniamy przepływ krwi, a tego skutkami są obrzęki i zastoje. Uciskanie żołądka i jelit, jeśli nosimy spodnie ledwie dopinające się w pasie, spowoduje kłopoty trawienne, a nacisk na pęcherz, kłopoty z utrzymaniem moczu.

Fot. Pixabay / kaboompics / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / kaboompics / CC0 Public Domain

2. Biodrówki

Noszenie spodni które kończą się wysokością na biodrach, może kończyć się wychłodzeniem dolnej partii pleców, sprzyjać kłopotom z pęcherzem oraz nasilać stany zapalne jajników. Zbyt ciasne biodrówki uciskają nerwy czuciowe pod kością ogonową, a w efekcie pojawia się mrowienie i drętwienie. Z biodrówkami pojawia się także kłopot natury estetycznej, ponieważ ciasno okalający biodra pas podkreśla nadmiar skóry i tkanki tłuszczowej, formując brzydko wyglądające oponki wokół bioder. A tego żadna z nas nie lubi.

 Fot. Pixabay / SplitShire / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / SplitShire / CC0 Public Domain

3. Stringi

Mężczyźni bardzo lubią ten rodzaj bielizny, a kobiety chcąc czuć się sexy, chętnie ją zakładają. Trzeba jednak wiedzieć, ze tak ciasno przylegający, wręcz wrzynający się w intymne miejsca materiał to pierwszy krok do intymnej katastrofy. Przylegający do skóry materiał sprawia, że zbiera się wilgoć, a w połączeniu z ciepłem ciała stanowi to idealną pożywkę dla chorobotwórczych grzybów i drobnoustrojów. Podczas poruszania się, cienki pasek materiału może powodować otarcia oraz przenosić bakterie z okolic odbytu do pochwy, co powoduje zakażenia grzybicze i stany zapalne.

 Fot. Pixabay / gadost0 / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / gadost0 / CC0 Public Domain

4.Biustonosz

Kobiety często kupują staniki „na oko” i nawet jeśli miseczki są ciut za małe, to według wielu z nas, wcale nie szkodzi, bo ściśnięte piersi to większe piersi! Niestety, to tylko pozory, bo biust ściskany do granic możliwości narażony jest na deformację. A gdy jeszcze obwód w klatce piersiowej jest większy niż możliwości stanika, fundujemy sobie wrzynający się materiał, otarcia skóry, bóle ramion, barków, pleców. Co gorsze, za ciasne biustonosze oddziałują na zaburzenia układu limfatycznego oraz krążenia. Z powodu utrudnionego odprowadzania limfy, mogą powstawać torbiele i guzki, wymagające interwencji chirurga.

Fot. Pixabay / Foundry / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / Foundry / CC0 Public Domain

5.Buty

Zbyt małe deformują stopę, zbyt wąskie doprowadzają do powstawania halluksów, problemy z wrastającymi paznokciami u stóp. Te, nie mające właściwej amortyzacji oraz nie gwarantujące odpowiedniego podparcia wysklepieniu, mogą powodować stany zapalne rozcięgna podeszwowego. o negatywnym wpływie butów na stopy i ciało, przeczytasz tutaj.

 Fot. Pixabay / Espressolia / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / Espressolia / CC0 Public Domain

6.Koszula z kołnierzykiem

O dziwo, nawet zamiłowanie do zapinania eleganckich kołnierzyków po ostatni guzik, może przynieść pewną szkodę. Ucisk na tętnicę szyjną, spowodowany ciasnym kołnierzykiem, może powodować utrudnienia w transporcie dotlenionej krwi do mózgu. W związku z tym, jeśli pracujecie np. w biurze, możecie zauważyć spadek koncentracji czy szybkiego reagowania.

 Fot. Pixabay / Republica / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / Republica / CC0 Public Domain

 


Zdrowie

Chcesz poczuć się jak w bajce? Spędź wakacje w zamku. Akcja „Kocham podróże, kocham swobodę”. Dzień #12 [27.05]

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 maja 2016
Mat. prasowe
 

Myśleliście kiedyś o tym, żeby przenieść się w czasie i poczuć się choć przez chwilę jak książę i księżniczka? W otoczeniu pięknej architektury, mieszkając w pałacu z wielkim ogrodem?

Chyba każdy chciałby choć przez chwilę dotknąć takiej pałacowej atmosfery? A jeśli jeszcze jesteście fanami zwiedzania zamków, z którym zrobiono muzea, jeśli bliska waszemu sercu jest historia regonu, w którym spędzacie wakacje, to mamy dla was niepowtarzalną propozycję. Otóż dzięki firmie NOVASOL Polska możecie w wakacje wynająć zamek. To jedno, a drugie – możecie do tego zamku zaprosić swoich znajomych i wspólnie zaplanować czas wolny.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Gdzie taki zamek można znaleźć? Oczywiście Francja słynie z tego, że na jej terenie znajduje się wiele zamków i dworków. W ofercie NOVASOL znajdziemy domy wakacyjne dla grup lub dużych rodzin, gdzie poczujemy się naprawdę wyjątkowo, gdyż wiele z tych zamków ma na swym wyposażeniu baseny lub wellnes. Można tu spędzić prawdziwie królewski wypoczynek.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Wyobraźcie sobie, że przez tydzień lub dwa zostajecie panami takiego dworku. Do swojej dyspozycji macie kuchnię, przestronne pokoje, pełne wyposażenie zamku. Można przygotować wspólny posiłek, usiąść przy dużym stole i przenieść się o co najmniej sto lat wstecz.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

A gdyby w takim zamku zorganizować ślub? Albo wykorzystać możliwość wynajmu dworku na jakąś wyjątkową okazję? Przecież życie mamy jedno, czemu nie pozwolić sobie na szalony pomysł spędzenia wakacji w zamku?

zamki baner

powinnam tam pojchac bo

Ponadto trzeba pamiętać, że Francja to doskonały cel naszej wakacyjnej podróży. To kraj, który zachwyca swoją różnorodnością. Możemy zwiedzić Paryż, Normandię, Bretanię, a ponadto spędzić czas na cudownych francuskich plażach. Oczywiście nie można zapominać o francuskim jedzeniu, które trzeba skosztować i zaplanować swój wakacyjny czas poznawaniem nowych smaków, a także kosztowaniem francuskiego wina.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Piękne francuskie zamki i dworki mogą pomieścić nawet 20 dorosłych osób, z których każdy za siedem noclegów w tej wyjątkowej atmosferze zapłaci około 650 złotych. I jak tu nie skusić się na taką ofertę?

Mat. prasowe

Mat. prasowe

A kto oglądał „Wakacje z duchami?”. Przecież zamieszkać w zamku, to trochę dotknąć tej wyjątkowej atmosfery białych dam, zaklętych rycerzy. Warto wiedzieć, że zamki i dworki można wynająć już w Niemczech, rzadko doceniamy ten kierunek naszych wakacyjnych eskapad. A przecież Niemcy to kraj, w którym jest wiele miejsc do zwiedzenia. Bawaria, tereny nad rzekami Ren czy Mozel, które słyną z najlepszych niemieckich win, nadmorskie miejscowości, i w końcu Alpy, które zachwycają swoją dostojnością.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Do naszych sąsiadów również można zabrać grupę przyjaciół lub cała swoją rodzinę i zamieszkać w jednym z niemieckich zamków. Przykładowo niedaleko Świnoujścia znajduje się zamek, w którym zamieszkać może ponad 30 osób, a koszt pobytu każdej z nich to zaledwie 350 złotych za siedem noclegów. W zamku? Za taką kwotę? Jak widać jest to możliwe, a wrażenia z pewnością pozostaną niezapomniane.

Warto ponadto pamiętać, że zamki i dworki zarówno w Niemczech jak i we Francji można wynająć na konferencje, szkolenia, czy integracyjne służbowe wyjazdy.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe


W komentarzu do tego artykułu dokończ zdanie: „Powinnam tam pojechać, bo…” i weź udział w naszej zabawy. Najfajniejszy komentarz zostanie nagrodzony voucherem wakacyjnym o wartości 2.000 zł od Novasol. Regulamin akcji znajduje się tutaj.

Zobacz wszystkie wpisy biorące udział w akcji


Zdrowie

Miałam raka, nie mam cycków. Chcę kochać i żyć, pozwólcie mi na to

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
26 maja 2016
Arch. prywatne

Mam na imię Joanna, mam 43 lat, miałam raka w trzecim stadium, jestem po mastektomii. Zachorowałam w wieku 37 lat. Kochałam swoją pracę, byłam mężatką, matką dwóch dorastających synów. Mogło nic się nie zmienić. Ale mogłam też umrzeć. Nie umarłam.

Żyję i mówię głośno: to, że jestem bez jednej piersi, nie znaczy, że przestałam być kobietą. Tak, mam partnera, uprawiam seks. Ja to wiem, ale czy inni wiedzą?

O raku mówi się coraz więcej, wiem. Najwięcej o badaniach profilaktycznych, samym leczeniu, męczącej i uciążliwej chemioterapii, walce. Ale my nie jesteśmy żadnymi męczennicami. Brałam sześć cykli chemii, najgorszej, tej czerwonej. Wpadałam do szpitala w szpilkach i letniej sukience. Przyjaciołom pisałam: „zaczynamy tankowanie”. Tyle.

Albo się poddajesz. Albo uczysz życia od nowa. Tak przecież powinni postępować ludzie w kryzysie. Nie ma znaczenia czy kryzys to utrata pracy, odejście partnera, czy cholerny nowotwór. Robisz co możesz, nie możesz nic zrobić? Nie analizuj. Nie jestem typem męczennicy, wiem, że najgorsze rzeczy nas nie złamię. Jeśli tylko powiemy sobie: „To mnie nie złamie”.

Świat do góry nogami

Oczywiście, są takie zdarzenia w życiu, które zmieniają wszystko. Oczywiście, dzieją się nagle, oczywiście, w najmniej spodziewanym momencie.

Byłam matką dwóch nastoletnich synów, piętnastolatka i siedemnastolatka. To nie był najłatwiejszy okres w ich życiu. Pracowałam jako kierownik administracji w dużej firmie. Co się dla mnie liczyło? Zadania, dyscyplina, cele. Można więcej, trzeba więcej, dalej, mocniej, wyżej. Pewnie nie byłam łatwym współpracownikiem. Poświęcałam się tej pracy. Szkolenia, wyjazdy, rozwój. Planowanie było moją obsesją.

Badania okresowe wykonywałam regularnie– nic niepokojącego. Na szczęście czasem czuwa nad nami los. Któregoś dnia wjechałam w drugi samochód, otworzyła się poduszka powietrzna, pas wbił mi się w pierś. Zrobił mi się krwiak. Poszłam do lekarza, najpierw – USG, nic. Ale krwiak się nie wchłaniał, zlecono mi więc biopsję. Nie przeżywałam dramatu kolejek, czekania. Pracowała w końcu w korporacji, byliśmy wszyscy ubezpieczeni prywatnie.Jechałam akurat na szkolenie, gdy zadzwonił miły pan z placówki medycznej.

Dzień dobry, to rak

„Ma pani nowotwór, proszę jak najszybciej przyjechać” usłyszałam.  „Aha” odpowiedziałam.

Ludzie bardzo różnie reagują na takie wiadomości. Jedni zakopują się pod łóżko i wyją, inni wpadają w otępienie, trzeci wydzwaniają po rodzinie, przyjaciołach. Ja nie zrobiłam nic. Po szkoleniu odebrałam wyniki, włożyłam do torby. To był rak trzeciego stopnia, z przerzutami do węzłów chłonnych. Następnego dnia poszłam do pracy, miałam zebranie. Żyłam tak przez kolejne dwa miesiące. No dobrze, zadzwoniłam do kilku szpitali, orientowałam się, jak może wyglądać leczenie. Porządkowałam sprawy prawne, dałam siostrze wszystkie hasła dostępu do konta. Byłam przecież taka zapobiegawcza.

Po dwóch miesiącach mój mąż znalazł wyniki, popłakał się. „Czy ty wiesz co ja teraz czuję?” wyrzucał. Patrzyłam na niego trochę jak na wariata. „Co ty czujesz?! A co ja, k…. czuję”.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

To mnie jednak zmobilizowało, pojechałam do Centrum Onkologii i… uciekłam. Ten kłębiący się tłum chorych w poczekalni, ci ludzie z całej Polski, te zawalone parkingi pełne samochodów. Te herbaty, kawy w termosie, koce. „To jakiś koszmar” pomyślałam. To się nie mieściło w moim planie. Ale guz rósł w zastraszającym tempie, widziałam go już nawet pod skórą. Nie mogłam więc znów wyników schować do torby. Trafiłam do szpitala onkologicznego na Wawelskiej w Warszawie. Ciepło, kameralnie. „Tu mogę się leczyć” stwierdziłam. W październiku 2009 dowiedziałam się o chorobie, w grudniu trafiłam do szpitala, gdzie ustawili mi leczenie. Decyzja; najpierw chemia, bo guz jest za duży, by go usuwać.

Hej, jeszcze nie umieram

Chemię miałam zaplanowaną na 2 stycznia: „W życiu!!!!” stwierdziłam. Nie będę tego przekładać na Nowy Rok. Pierwszą chemię podali mi więc… w Sylwestra. Dostawałam wtedy sterydy, długo byłam jak nakręcona. One dodawały mi sił, łagodziły objawy. Wypadały mi włosy, brwi, rzęsy. „Dobrze, że mi wypadają te cholerne włosy, zniszczone były przez to ciągłe farbowanie” mówiłam sobie. Nikt w mojej pracy nie wiedział, że mam raka.Tylko szef. Znajomi mówili: „o, jak ładnie wyglądasz, o, zaczęłaś sobie wreszcie włosy prostować”. Nie brałam już tylu nadgodzin, zdarzało mi się zostawać w domu, ale każdego dnia próbowałam wstać i mówiłam sobie: „nie, nie poddam się, nie zobaczą mnie w złym stanie”.

Rok przed chorobą kupiłam sobie perukę. Kosztowała 50 zł, zakładałam ją czasem i wychodziłam na ulicę. Byłam ciekawa czy poznają mnie znajomi. Nie poznawali, a synowie śmiali się: „Bożeee, zdejmij to natychmiast”. Potem się już nie śmiali.

Ale jak mówiłam, nie demonizujmy chemioterapii, to nie jest świat podziemnego Hadesu. Normalne rozmowy, śmiech, życie.  Wiele z nas ma takie podejście. Trzeba to przejść, zapomnieć, nie rozczulać się za mocno.

Tak samo miałam z usunięciem piersi. Zawsze myślałam: moje piersi są naprawdę fajne. Przed samą operacją zrobiłam zdjęcia, a potem? Trudno. Jest jak jest. Najtrudniejsze było to, że usunęli mi węzły chłonne. Każda czynność była trudna. Ukrojenie chleba– masakra. Jazda samochodem– masakra. Powieszenie prania– niemożliwe. Godziny godziny rehabilitacji, ćwiczeń, automasaże. Ja dojeżdżałam na rehabilitację do Centrum Onkologii z drugiego końca miasta. Bezradność była trudna. Nie wniesiesz sama zakupów, dźwiganie zgrzewki wody mineralnej– poza twoim zasięgiem.

Nie litujcie się, pomagajcie

Wszyscy, w jakimś sensie wiemy, jak ludzie reagują na cierpienie. Nie radzą sobie, nie ogarniają. Oczywiście na początku pytają: „jak się czujesz?”, pytają drugi raz. Ale nie daj Boże powiesz, co ci jest. Że boli, że ciężko, źle. Trzeci raz już się nie zapytają. Bo to straaaaszne. Jakby cierpienie było zaraźliwe. Jedna z moich koleżanek: „Dobrze, że to ciebie spotkało, a nie mnie, jesteś silna, dasz radę. Ja bym nie dała”.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Ale przecież nie chodzi o raka. Ludzie boją się cierpienia, to słabość. Co innego, gdy ich samych to spotyka.

Zresztą chory nie chce litości. Ja nienawidziłam pytań. Chciałam konkretnej pomocy. Dawali mi ją synowie, siostra, niektórzy znajomi.

Rozstańmy się, Miła, Miły

Rozstania są częścią takich przełomów w życiu. Rozstania z przyjaciółmi, partnerami. Widzisz wyraźnie kto z tobą jest, kto wspiera, znosi ból, fochy. Jeśli ktoś kochał twoja siłą, nie zawsze wytrwa w cierpieniu. Nie ma co tego żałować. Jest różnie.

Moje małżeństwo nie wytrzymało tej próby. Zresztą nie jestem wyjątkiem. Ale nie róbcie z nas ofiar, biedne, bez piersi, porzucone. Często to my mówimy: „koniec”. Ja kalkulowałam: ile mi jeszcze zostało miesięcy, jak chcę to przeżyć. Gdy chorujesz, przestajesz żyć na pół gwizdka.

Hej, jestem kobietą

Najgorsze jest wracanie do życia, do normalności. Chcesz kupić stanik, nie ma gdzie. Chcesz kupić sukienkę, to wyższy poziom ekwilibrystyki. Większość sukienek ma za ciasne rękawy. „Na kogo to jest?! Chyba na ręce patyki” złorzeczyłam. Dekolt? Boże, za głęboki. Rękawy? Za bardzo wykrojone, widać szwy. No i sklep z biustonoszami, mój hit.  Już sama nazwa masakryczna. Czy nie można by normalnie?  Jakoś kobieco. Kłębi się tłum, panie dyskutują o chorobach. „ A mi to jest to”. „Ale za to mnie”. Co to jest?!!! Czekam w gigantycznej kolejce, przymierzam stanik, obok proteza nogi. Halo, czy ja umarłam? Nie, nie umarłam. Dlaczego kupuję bieliznę, a obok leży proteza?!!Wychodzę upokorzona. Mam stanik sportowy, jeden czarny i jeden cielisty– ortopedyczne. Szał po prostu.

A przecież wciąż jestem kobietą. Ktoś mi powiedział: „Teraz po chorobie nikogo nie znajdziesz”. Słucham?! Ja nie znajdę? Znalazłam, od roku mam faceta, żyjemy normalnie, jak każda para. Kobiecość to stan umysłu, a stan posiadanych organów.

Ale wtedy, gdy wyszłam z tego cholernego sklepu, wiedziałam, że będę to zmieniać.

Najpierw sama zapisałam się na basen. Zdziwienie kobiet, gdy się przebierałam jednak mnie krępowało. Zapisałam się więc na zumbę. Potem sama zrobiłam kurs instruktora zumby, zaczęłam prowadzić zajęcia. W centrach handlowych, w fundacjach. Poznawałam kobiety takie jak ja– w trakcie raka, po raku. Mówiłam: dacie radę, a im więcej rzeczy będziecie robić, tym bardziej dacie radę. Podawałam im tylko rękę, i to było niesamowite patrzeć, jak niektóre z nich z milczących, zdołowanych stawały się wulkanami energii, dziś biegają maratony, występują na scenie, działają. „Bo kobiecość to nie są organy”.

fota j

Od 1 lipca otwieram salon w jednym z Centrów Handlowych w Warszawie. Będę sprzedawać biustonosze dla kobiet po mastektomii. Ale nie tylko. Nawiązałam współpracę z innymi kobietami. Zatrudniamy kosmetyczkę ( brak brwi, rzęs naprawdę jest problemem), manicurzystkę ( po chemioterapii płytka paznokcia już nigdy nie jest taka sama). Jedna chce stworzyć kolekcję ciuchów, druga szyć kostiumy kąpielowe. To będzie wielkie przedsięwzięcie pod krótkim hasłem: żyjesz, wciąż jesteś atrakcyjna, możesz, chodź, pomożemy ci. Wybrałyśmy nazwę nie kojarzącą się z nowotworami. YOKOTOKO.

Co daje choroba? Nie, nie mam żadnej misji, żadnego: badajcie się, dbajcie. Przecież się badałam. Misja może jest tylko jedna– to od nas zależy to, co zrobimy ze swoim życiem. Nawet w takiej sytuacji. Wstań, nie poddawaj się. Jestem delikatniejsza, bardziej uważna, słuchająca, ale wciąż, jak kiedyś myślę: ja jestem najważniejsza. I to, sądzę, jest mój największy życiowy sukces. Myślę, że jestem najważniejsza, bo dzięki temu mogę dbać i wspierać innych.

Ale lepszy ze mnie człowiek po chorobie. I już nie pędzę. Bo po co?:)


Zobacz także

A jak nazywałby się twój ulubiony smakołyk?

Całe życie na diecie? Krzątam się, gotuje i TYJĘ… i tak mi dobrze. Dieta 80/20, na czym to polega?

Małe zmiany w diecie, powodują wielką różnicę. Naprawdę. Wprowadź je do swojego życia

Nie możesz schudnąć? Poznaj 8 faktów o tkance tłuszczowej i pozbądź się jej świadomie