10 naturalnych sposobów na piękny i świeży zapach w domu

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
16 maja 2017
Fot. iStock / pixelfit
Fot. iStock / pixelfit
 

Dom to nie tylko ściany, meble i członkowie rodziny. To także zapach, który unosi się w powietrzu. Po wejściu do środka to on wita cię jako pierwszy – przed psem, dziećmi, mężem, w zależności od tego, co masz:). Dlatego warto zadbać, żeby był to twój ulubiony zapach, który będzie sprawiał, że będziesz czuć się bezpiecznie i tak prawdziwie domowo. Takiego efektu nie uzyskasz używając kupnych środków zapachowych, dlatego mamy dla ciebie kilka naturalnych metod. Wybierz swoją ulubioną i ciesz się pięknym zapachem.

Skórki cytrusów

Zapach cytrusów działa orzeźwiająco i pobudzająco. Nie wyrzucaj skórek po owocach. Skórki z cytryn i pomarańczy możesz ułożyć na ozdobnym talerzyku, układając obok np. ozdobne kamyczki bądź zebrane nad morzem muszelki. Stwórz swoją kompozycję, która będzie dekoracją na parapecie lub w innym ustronnym miejscu. To, gdzie umieścisz swoje dzieło zależy od wystroju wnętrza i twojego upodobania. Zapach powinien unosić się przez 2-3 dni.

Kawa w ziarnach

Zapach kawy działa na ciebie odprężająco, a jednocześnie pobudzająco? Możesz czuć go przez cały dzień, a nie tylko wtedy, kiedy parzysz ulubiony napój. Ziarna możesz wysypać na ozdobny spodek. Ładnie prezentują się także filiżanki wypełnione ziarnami, które mogą być uroczą dekoracją w pokoju.

Pachnące mydełka

To niezawodny sposób na uzyskanie pięknego zapachu w domu. Wybierz kilka ulubionych mydełek i umieść je w kilku miejscach. Jeśli nie chcesz położyć całej kostki, bo uważasz, że nie wygląda za ładnie, możesz zetrzeć ją na tarce. Rozłóż na talerzyku bądź posyp mydełkiem płatki sztucznych kwiatów. Dzięki temu zyskasz nie tylko piękny zapach, lecz także dekorację.

Wywietrz pościel

Jeśli chcesz zachować zapach świeżości, jak najczęściej wietrz pościel. Jeśli nie masz balkonu możesz na 1-2 h przed snem otworzyć szeroko okno, by do środka wpadło powietrze. Ułóż swoją pościel w nieładzie, żeby jak najwięcej miejsc przesiąkło zapachem. Cudownie się zasypia w takiej pościeli:)

Woreczek z ziołami

Zioła nie tylko mają walory smakowe, lecz także przyjemnie pachną. Dlatego warto wykorzystać ich cenne właściwości i za ich pomocą zadbać o piękny zapach w domu. Wybierz ulubione zioło np. lawendę, miętę. Możesz je także włożyć do woreczka i umieścić w szafie. Jednak pamiętaj, że on się kurzy i trzeba go regularnie prać.

Fot. iStock / foodandstyle

Fot. iStock / foodandstyle

Soda z kroplami olejku eterycznego

To sposób na to, aby na długo unosił się w domu ulubiony zapach. Wysyp na talerzyk sodę i skrop ją kilkoma kroplami ulubionego olejku eterycznego. Zapach będzie unosił się w całym mieszkaniu.

Słoiczek wypełniony płatkami róż

Do przygotowania słoiczka, który będzie także ozdobą pomieszczenia, potrzebujesz płatków róż i soli. Układaj je warstwowo, aż do wypełnienia naczynia. Kiedy już skończysz, szczelnie zakręć. Możesz go otworzyć po kilku dniach. Dzięki takiemu sposobowi, zapach będzie intensywny i szybko rozniesie się po mieszkaniu.

Wywieszenie upranych firanek

Wiele pań domu podaje ten sposób jako jeden z ulubionych i taki, który przywołuje im wspomnienia rodzinnego domu. Polecają, aby wywiesić wyprane firanki w dobrym proszku i z dodatkiem płynu do płukania. W miarę jak firanki schną, po domu roznosi się przyjemny zapach.

Kwiaty

Pachnące kwiaty to niezawodny sposób na piękny zapach w domu. Możesz wybrać zarówno doniczkowe, jak i cięte. Oprócz pięknego zapachu, zapanuje także prawdziwie domowa atmosfera. Rośliny sprawiają, że w domu jest przyjemnie, zielono i przytulnie.

Potpourri

To specjalnie przygotowane mieszanki suszonych kwiatów i ziół. Można wymieszać ze sobą zasuszone płatki kwiatów, łyżeczkę przypraw (mogą być te dodawane do piernika) oraz kilka kropel olejku eterycznego. Taką kompozycję można umieścić w koszyczku lub na spodeczku.

 

Piękny zapach w domu sprawia, że chętniej w nim przebywamy i przy okazji odpoczywamy. Twój ulubiony zapach będzie sprawiał, że będzie ci po prostu dobrze i będziesz miała lepszy nastrój.


„Mam prawo zawalczyć o siebie. Ile razy można dawać szansę?”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
16 maja 2017
Fot. Unsplash /
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Kolejny raz za ogromny bukiet czerwonych róż. Naprawdę był ogromny, nie tam jakieś byle co z marketu. Kwiaty najbardziej podobały się mojej mamie: – Widzisz? Już tydzień stoją, na pewno szczerze chce wrócić. Gdzie ty masz sumienie dziewczyno, tak się nad dzieckiem znęcać…

No tak, pomyślałam. Może trzeba zacisnąć zęby, schować dumę, pragnienia o czułości, głowie na jego kolanach pochować wraz z marzeniami o wielkiej miłości. Bo nie spotkałam jej. Jeszcze nie. Co tam wielka miłość, przynajmniej Staś będzie szczęśliwy.

Na pierwszą jatkę po kolejnej szansie nie musiałam długo czekać. Bo kiedy odmówiłam wspólnej wizyty u jego siostry, usłyszałam ten niekończący się ciąg w stylu: „staram się a Tobie trudno dogodzić”, „czego ty właściwie chcesz”, o co ci wiecznie chodzi”… Jak to możliwe, że kiedy proszę, żeby dał mi trochę czasu, bo nie potrafię tak na pokaz, na zawołanie, pozamiatać pod dywan, on wpada w furię. „Imbecyl emocjonalny” – tak nazywa go moja przyjaciółka. Ma rację. Nie rozumie, że po latach zdrad, powrotów, traktowania mnie jak gówno, mam prawo zawalczyć o siebie. Ile razy można dawać szansę? Ile można obiecywać sobie, że będę konsekwentna, że tym razem się nie złamię.

Proszę, żeby poszedł sam i powiedział jak jest. „A jak jest” – pyta? „Źle. Jesteśmy w separacji, mam cię dosyć, bo jesteś gnojem i zwyczajnie nasza rodzina się rozpadła”. Trzaska drzwiami i wychodzi. Wraca na drugi dzień. Nawet mnie nie obchodzi, gdzie był i z kim. Uśmiecham się pod nosem na tę okoliczność, bo to dobry znak. Naprawdę dobry. To właśnie z chwilą, kiedy zdałam sobie sprawę, że przestały dotykać mnie jego kłamstwa, zaczęłam czuć twardy pancerz na swojej skórze. Kolejne noce poza domem, telefon ciągle w spodniach, głupie docinki.  Na początku było ciężko i kiedy kazałam mu się wynosić, to nawet ja przestraszyłam się tego, co powiedziałam na głos. Nie podejrzewałabym u siebie tyle zdecydowania.

„Co ty beze mnie zrobisz?” – to pytanie lubię najbardziej. Jakbym robiła jakieś wzniosłe rzeczy z nim, jakbym sama była nikim, jakbym miała rozpaść się bez niego… „Niech ta twoja przyjaciółka nauczy cię chociaż dobrze laskę robić!”. Pewnie, że nauczy.

Mija trzeci tydzień przeprosin. Kwiaty wyleciały przez okno. Nie, nie mam sumienia, dziecka mi nie żal. Jeszcze jest dla nas szansa, szansa, że ten mały człowiek, jak będzie dorosły, nigdy nie powie tak do swojej kobiety.


Dzieci czytają inaczej – całym sercem, każdym zmysłem. Nie zepsujmy tego

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
16 maja 2017
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Ktoś nauczył nas alfabetu, potem pokazał jak litery składają się w sylaby, słowa… i mogłoby się wydawać, że od momentu, gdy stawaliśmy się coraz bardziej dorośli, coraz mniej potrafimy czytać. Bo czyta się zupełnie inaczej, gdy zamiast liter, czeka na nas inny  świat.

Zastanawialiście się kiedyś nad wyborem tzw. pierwszych książeczek dla dziecka? Z pewnością, robicie to, gdy wybieracie lekturę dla starszych dzieci, a dla malucha? Jest kilka rzeczy, z których warto zdać sobie z sprawę, zanim kupimy „jakąś książeczkę”.  Bo książka w rękach małego dziecka, to znacznie więcej, niż podejrzewamy!

Fot. iStock

Fot. iStock

Książka, to sztuka

To jedno z pierwszych spotkań z plastyką. Z kształtem, kolorem, fakturą. Tak, to bardzo ważne, jakie „książeczki” wybieramy dla dzieci.

Książka, to odkrycia

To jeden z pierwszych sposobów na poznawanie świata, na nazywanie go. Odkrywanie, naukę i marzenia.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Książka, to opowieść

Ta, którą ktoś opowiedział słowem i obrazem i ta, którą snuje dziecko podczas jej oglądania/czytania.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Książka, może stać się wszystkim

Bo jeśli zamiast infantylnej książeczki zobaczymy w niej bardzo ważną część dzieciństwa, zrozumiemy, że dla dziecka książka to obraz, dźwięk, wyobrażenia. To słownik i cegiełka do zbudowania toru dla samochodów. To trener i kumpel. Dla dziecka książka może zamienić się we wszystko, na co pozwoli mu wyobraźnia.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Książka  obrazkowa czy picturebook?

Picturebooki zdążyły wywołać już niejedną burzę, niektórzy oburzają się, że to zwykły chwyt marketingowy, że to taki sam ‚kolorowy kawałek papieru’, jak każda inna książka obrazkowa. Cóż, może właśnie w tym tkwi problem? Zamiast książek, kupujemy kolorowy papier i tekturę? Sami pomyślcie, jak wiele zyskały by nasze dzieci, gdybyśmy za każdym razem dokonywali wyboru książki – bez względu na to, jak ja nazwano…

Cała nasza nieuwaga wobec dziecięcej literatury i tzw. picturebooków wynika często z bagatelizowania ich wagi. Dziecko ma być dzieckiem i trudno zaakceptować nam, że choć jego postrzeganie świata, tak bardzo różni się od naszego, jest tak samo ważne.

„Problem polega na tym, że w naszej kulturze, wszelkiej twórczości dla dzieci odejmuje się znaczenie ważności poprzez taką, choćby słowną tylko infantylizację. W moim przekonaniu wynika to głównie z charakteru obowiązkowej niemal obecności dorosłego pośrednika pomiędzy produktem kultury a dzieckiem. To znaczące, że dorośli infantylizują warunki rozwoju dziecka i jego świat przeżyć”.*

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Termin książka obrazkowa, wydaje się być błahy, niewarty uwagi. Kupujemy je w marketach, wrzucając do koszyka jak ziemniaki i kilogram cukru – na swoje usprawiedliwienie powtarzając: „przecież on/ona i tak będzie to tylko obgryzać”, „jest jeszcze za mała/y, co to za różnica”. Olbrzymia. Jeśli słowo picturebook sprawi, że sprawdzimy, co kupujemy dzieciom, niech zagości w naszych słownikach na stałe.

Jak się czyta sercem? Czyli jak „działają” picutrebooki

Całe piękno książek opierających swoje treści o obraz, polega na ich multifunkcyjności. Bo mając w rękach jeden picturebook, możecie opowiedzieć mnóstwo historii. Wystarczy wyzbyć się czytelniczych sztywnych zasad lub skorzystać  z kilku podpowiedzi. Ja pokochałam tego typu książki miłością wielką i od kilku lat, każda z nich udawania swoją wartość – bez względu na to, czy trzyma je w ręku roczne dziecko czy sześcioletnia pierwszoklasistka.

  1. Pierwsza zasada – wyzbądź się zasad. Czytanie to zabawa.
  2. Czytaj i wskazuj na ilustracjach. To najprostszy sposób na zwykłe czytanie, szczególnie przydatny, gdy czytasz bardzo małemu dziecku.
  3. Korzystaj tylko z ilustracji. Wskazuj i nazywaj przedmioty, postaci, miejsca, kolory. Wszystko, co jest dla dziecka interesujące.
  4. Pobudź wyobraźnię. A gdyby ta książka miała zupełnie inną fabułę? W dodatku ta zmieniała się za każdym razem, gdy ją oglądacie? Wykorzystaj ilustracje, żeby samemu opowiedzieć bajkę, zmień szczegóły lub wymyśl zupełnie nową historię, posiłkując się obrazem. Wymyślaj dialogi. Jeśli dziecko jest już starsze, niech o no opowiada ci wymyślone przez siebie bajki. Zerówkowicz i pierwszoklasista z szerokim uśmiechem podejmie jeszcze trudniejsze zadanie: ustalcie wspólnie jakiś szczegół, „warunek”: takiej bajki, niech spróbuje wymyślić fabułę tak, by sprostać wymyślonym zasadom. Gratulacje, twoja książka właśnie stała się grą.
  5. Eksploruj szczegóły. Jeśli starannie będziesz wybierać książki i postawisz na te, których ilustracje mają naprawdę wiele do zaoferowania, książkę może się stać inspiracją i nauczycielem plastyki. „Zobacz mamo, jak patrzysz z daleka wygląda jakby było pokolorowane na niebiesko, ale z bliska widać, że to bardzo dużo kropek…”.
  6. Jeśli twoje dziecko uczy się czytać, picturebook znów wróci do jego łask – zazwyczaj ilość tekstu jest na tyle mała, że nie przytłacza dziecka. Często pojawiają się w nich kolorowe wytłuszczenia, czy komiksowe chmurki – dla dziecka, któremu trudno wyjść poza krój elementarzowej czcionki, to okazja do oswajania różniących się liter. Jeden „dziwny” wyraz, to prawdziwe wyzwanie, a nie powód do zmartwień.
  7. Każdy picutrebook to genialny nauczyciel matematyki, geometrii, kolorów – możesz trzymać w ręku książkę o rybach lub krasnalach, to nieważne, przecież możecie w niej policzyć wszystko, zobaczyć z jakich figur narysowane są przedmioty czy krajobraz.

Sposobów na korzystanie z picturebooków, jest tyle, ile dzieci i rodziców. Czy warto kupić wartościową „książkę obrazkową” – zdecydowanie tak! Te najbardziej ukochane, piękne i kolorowe, to przyjaźnie na wiele lat.

Cztery pozycje „must have” do dziecięcej biblioteczki

Czyli kilka nowości, które (na szczęście) zagościły na regale moich dzieci.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

KREDKOWA KSIĘGA LICZB I KREDKOWA KSIĘGA KOLORÓW

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Dwie genialne pozycje dla najmłodszych. Nauka kolorów i liczenia w bardzo przystępnej dla dzieci formie, czyli ilustracje utrzymane w konwencji dziecięcych rysunków. Co jest w tych książkach magicznego? Przede wszystkim to, że łamią stereotypy.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Czarna kredka głośno manifestuje swoje zamiłowanie do rysowanie piłek, tęczy i wszystkiego na co ma ochotę; różowa wyznaje, że marzy o tym, by rysować nią dinozaury (a nie tylko księżniczki). To naprawdę prosty sposób na zabawę i naukę, całość ubrana w piękną, przyjazną dzieciom grafikę (dzieci mocno identyfikują oglądane kredkowe obrazki z własnymi dziełami) i szczypta humoru.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

TAJEMNICE OCEANU

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

To jedna z tych książek, które łącza realną wiedzę (w tym wypadku przyrodniczą) z bajkową opowieścią i dopieszczoną grafiką. Przygody małego żółwia w prosty sposób, odpowiadają na kilka biologicznych zagadek.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Oprócz pięknych ilustracji czeka na was mini-atlasik morskich zwierząt, umieszczony na wewnętrznej stronie okładki.

IMG_3645

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

TAPPI I AWANTURA  Z OLBRZYMEM

IMG_3642

Nie wiem jak można by nie pokochać tego olbrzyma. Ilustracje są tak piękne i nasycone kolorami, że trudno odmówić sobie czytania książki. Pewne jest natomiast to, że po lekturze usłyszycie: „Jeszcze raz”. To już kolejna książka w serii i przygodach Tappiego. Nie będę zdradzać wam fabuły, zdradzę, że książka jest genialna, a fabuła ukazuje dzieciom, co można zrobić, gdy narasta konflikt (w dodatku z kimś większym i silniejszym).

Ilustracje są, zresztą zobaczcie sami!

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Wiecie jaką jeszcze moc mają piękne książki? CHCE SIĘ CZYTAĆ!


Źródła: *RYMS,Małgorzata Cackowska

Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Zielona Sowa


Zobacz także

Facebook/ Andrzej Mleczko

Andrzej Mleczko – zbiorowa histeria, czy kompletne niezrozumienie satyry? Nie jesteśmy przypadkiem „lekko” przewrażliwieni?

Fot. iStock / ArtMarie

Wszystkie dzieci piszą list do św. Mikołaja. A ty wiesz o co być go poprosiła? Weź udział w naszej grudniowej akcji!

Błagając o miłość

Błagając o miłość. Kiedy uzależniamy się od innych ludzi