Lifestyle Psychologia Związek

Z cyklu : Podpatrzone – „MIŁOŚĆ Z KOMUNIKATORA”

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
9 lipca 2016
Fot. iStock / gremlin
 

Nuda. Siedziała przed komputerem wpatrzona w ekran. Facebook.
Poznali się przez przypadek. W serii skolekcjonowanych znajomych ktoś polubił jej post, zalajkował zdjęcie.

Wiadomość.

Skądś Cię znam… Znamy się?
– Ja Cię tez gdzieś widziałam…
– Wolna?
– Acha…Wolny?
– Wolny i samotny….

Słowa. Zdawkowe. Krótkie treści.
Miły, czarujący, słodki. Pisał „fotki masz takie trochę słabe…w rzeczywistości jak Cię pamiętam jest zdecydowanie lepiej!”.. „Piękności” Do tego zachwycał się jej trzyletnią córeczką… Mężczyzna idealny? Chyba tak. Taki.. zainteresowany, zaabsorbowany Nią.

Słowa. Próżne. Łechcące.

Spotkajmy się!
– Ok .
– Kolacja?…knajpa?. Dwie przecznice, po lewej stronie…

Poczuła bicie serca…… Pobiegła….. Zakochała…..

Odważyła się i wyznała, nieśmiało…w wiadomości:

Poczułam coś…..
– Kochanie, no co Ty…chodziło tylko o seks! Myślałem że wiesz. Nie rozumiesz?!?!

Zniknął. Nie odpowiadał. Czekała..

Nie był wolny. Miał poukładane życie. Żona. Dzieci.

Przecież byli z tego samego miasta. Znali się. Z widzenia. Z Fb…..

Ona – z silna potrzebą bycia kochana, On –z silną potrzebą kryzysu wieku średniego.


Lifestyle Psychologia Związek

„Przyszedłeś za wcześnie” – kiedy nowa miłość przychodzi nie w porę…

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
20 lipca 2016
Fot. iStock / Archv
 

My kobiety, jako istoty emocjonalne przeżywamy wszystko podwójnie. I radości i smutki. Dwa razy mocniej czujemy radość z narodzin dziecka, dwa razy więcej obawy, troski, dwa razy mocniej odczuwamy uczucia – i miłość, rozstanie, stratę. Pewnie pierwsze dodają euforii, skrzydeł, te niechciane zwalają nas z nóg. Niemniej dajemy radę… Oswajamy Potwora. Z czasem okazuje się, że to nie Potwór a zwykły Pokemon.

W życiu jest tak, że ludzie spotykają się, są ze sobą, rozchodzą. No tak jest. Czasami a nawet często myślimy że coś jest, będzie na zawsze a okazuje się że rozstania są nieuchronne…. niestety. Przy rozstaniu- bez względu jak ono wyglądało nie da się przejść ot tak sobie do porządku dziennego, nie ma siły – zawsze targają nami uczucia, emocje, czasami właśnie wtedy zbyt idealizujemy byłego partnera. Albo staramy się wspominać rzeczy i zdarzenia te najmilsze- wtedy jeszcze bardziej boli, albo intensywnie przypominamy wszystko co „złe” w związku – wtedy środkowy palec u ręki sam się podnosi do góry. Wszystkie fazy trzeba przebrnąć. Są emocje których nie oszukamy – po prostu potrzeba nam czasu…

A co kiedy zaraz po rozstaniu, ku przewrotności losu- nowa miłość puka do Twoich drzwi…?

Ona – zaraz po rozstaniu, On – z przeszłością, ale wolny. Wpadają na siebie zupełnie przypadkiem. Tak jakby rzeczy niemożliwe miały swoje światło w realu. Ona – zupełnie nie potrzebująca żadnej relacji damsko – męskiej, bez potrzeby męskiego wsparcia po ”porażce”,  nie epatująca emocjami goryczy do życia , On – zrezygnowany, że może jeszcze spotkać kobietę z która mógłby przemierzać świat, rozmawiać, śmiać się, czytać książki… podróżować…

Trach. Spotkanie. Obydwoje poczuli niesamowita nic porozumienia. Ona – dostrzegła w nim mężczyznę z którym mogła przegadać wszystko, który słuchał i rozumiał co do niego mówi, mężczyznę,  który czytał „miedzy wierszami”. On- kobietę „z głębią”, nie powierzchowną. Mówił – Chryste, z nikim nie miałem takiej relacji intelektualnej, takiego porozumienia.

Ona – mogła z nim wisieć na telefonie 4 godz dziennie..i cały czas było mało, On- Z niecierpliwością czekał każdego spotkania…zaczynał tęsknić, z każdym dniem coraz bardziej

Relacja miała być przyjacielsko-koleżeńska – nic więcej. Powtarzała, że nie chce z nikim się wiązać, że nie potrafi – przecież dopiero przed chwilą rozstała się z kimś kto w jej życiu odegrał tak ważna rolę- człowieka już nie było, ale jego Rola nadal trwała, w jej sercu. Oczywiście –  powiedział, OK rozumiem – jesteśmy kumplami. I chociaż jesteś dla mnie wyjątkowa, postaram się…

Spędzali ze sobą czas… pisali… rozgrzewali telefony do czerwoności – Ona z kolegą, On- oszukiwał się że z koleżanką.. Zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że On z każdą chwilą oczekuje od niej czegoś więcej.

Robił niespodzianki – potrafił przemierzyć kilkadziesiąt kilometrów tylko po to, żeby rano  wręczyć jej 50 róż i odjechać.. bo chciał żeby dzień był miły. Śmiał się kiedy Ją wkręcał  – a ona bezwiednie zjadała mule których nigdy nie wzięłaby do ust, a potem jej oczy robiły się wielkie ze zdziwienia… Budował atmosferę – świece, lampka wina, które lubiła – tylko po to, żeby przegadać pół nocy, nic więcej.

Zaczął mówić- zależy mi na Tobie, Chcę z Tobą być, nie potrafię być tylko kolegą, jesteś za ważna. Wiedziała, czuła to już wcześniej. Czuła już wtedy,  na schodach – „Powiedziała nie nie, nie trzeba, dam rade.” A on- „Boże , dlaczego taka jesteś – chciałem ci tylko podać rękę żeby Ci było łatwiej…”. Nie potrafiła, uciekała od dotyku, nie chciała, wiedziała ze ta ręka jest jak symbol- bo tak naprawdę chciał ją poczuć, potrzymać, poczuć ciepło dłoni.

Kiedy, po kolejnej trudnej rozmowie powiedział – „Wiem, jest nas troje – ale powiedz ze coś dla ciebie znaczę”, nie potrafiła wykrzesać z siebie odrobiny uczuć, bo przeszłość gniotła ja z każdej strony. Powiedział – „…nie mogę tak . Nie potrafię tak dłużej …”.. Przestraszyła się . Powiedziała – Zostań.

Tak, powiedział że zachowuje się jak egoistka. Nie czuła się obrażona – miał rację. Chciała go zatrzymać, ale w niezdolności do uczuć wyższych zwyczajnie go raniła. Powiedziała –„ pojawiłeś się w złym czasie…. Ja potrzebuje jeszcze czasu”. Zapytał…” Ile?, powiedz ile czasu potrzebujesz?”   Nie potrafiła odpowiedzieć. Bo czy można określić ramę czasową żeby uporać się z przeszłością, żeby pozbyć się potarganych uczuć…. kto z nas wie ile czasu potrzebuje… Co miała powiedzieć – daj mi tydzień, miesiąc rok….?!?!  Powiedziała „Nie wiem”.

Rozstali się. Jak kumple. Nie chciał już być z nią w kontakcie. Nie potrafił.

Minął czas. Czasami z nią rozmawiam, pytam: „ I co, nie żałujesz?”

Odpowiada- „Nie, nie żałuje. Wiem, że nie byłabym sobą udając że się w nim zakochałam w końcu. Ale wiesz, bardzo mi go brakuje. W chwili takiego ..zasranego życia dał mi kawałek bajki…ale tez jestem już dojrzałą kobietą i nie mam ochoty bawić się czyimiś uczuciami. Tak jak nie chce, żeby ktoś bawił się moimi. Teraz….? Teraz też chyba nie potrafię kochać, jeszcze nie potrafię. Zwyczajnie …za wcześnie zapukał do moich drzwi…nie byłam gotowa…. żeby je otworzyć..”


Lifestyle Psychologia Związek

”No to kryzys Ci służy! Oby tak dalej, zazdroszczę!”

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
8 lipca 2016
Fot. iStock / m-gucci

Dzisiaj  spotkałam znajomą, sprzed lat, nie przyjaciółkę… dobra koleżankę. Spojrzała na mnie swoim dziwnym wzrokiem, zmierzyła… powiedziała: ”No kochana, dawno cię takiej nie widziałam! Zaje* wyglądasz! Chyba strasznie się kochasz! ha ha… No nie pamiętam cię takiej, klasa”. Odpowiedziałam: „..wprost przeciwnie, nie kocham… rozstaliśmy się”, a Ona: ” No to kryzys Ci służy! Oby tak dalej, zazdroszczę!”.

Acha, rzeczywiście. Od kiedy to Kryzys komukolwiek służy?!… no i faktycznie… jest czego zazdrościć, o ironio! Kryzys może się tylko przysłużyć… Tylko. Ale jak wykorzystasz ten czas zależy od ciebie samej, pomyślałam. No i żebyś droga koleżanko nie zazdrościła, nie ma czego…

Tego, że Kryzys to twój życiowy partner… nowi przyjaciele –  to Przygnębienie i Smutek, a Pustka jest nową koleżanką?! Partnera nie chcesz, przyjaźnić się też nie, a nowej koleżanki masz dosyć, bo cię wnerwia. Jeżeli już nie masz wyjścia i jest jak jest, to postaraj się aby Kryzys ci się przysłużył, a nowe znajomości otworzyły ci oczy.. Na sama siebie, na twoje potrzeby. Zajrzyj w głąb siebie rozmawiając z Pustką.

Kryzysy

Jeden już miałam . Totalny. Kiedy moje małżeństwo okazało się katastrofą. Uwolnić się od katastrofy! No tak, ale jeszcze o tym nie wiedziałam, wiec przypłaciłam to stresem, nerwami i dachowaniem … Pełna lęku, jak to będzie, z długami po eks-ie… i małym dzieckiem nie wiedziałam co ze sobą zrobić, jak dam radę.

Dałam

Siedząc po wypadku w domu, obolała patrzyłam przez okno. Ludzie spacerowali, drzewa zaczynały mieć zielone paki…po prostu życie się toczyło jak gdyby nigdy nic… I wtedy zdałam sobie sprawę- trzeba żyć, popatrz…nikt ci nie pomoże –sama sobie musisz. Ogarnij się dziewczyno, dasz rade. Byłam młodziutka i sama nie wierzyłam w to, co sobie pomyślałam, ale wierzyć chciałam.

Wykorzystałam kryzys

Tak, wykorzystałam ten czas. Wiecznie stłamszona, zagłuszona i przesadnie oddana wszystkim nie sobie zaczęłam myśleć… co lubię (wierzcie mi, miałam z tym problem), bo oprócz gotowania, pieluch i sprzątania nie wiedziałam… co lubiłam. No i stało się rozpoczęłam nową prace, zaczęłam studia podyplomowe, zaczęłam jeździć konno… Potem jakoś poszło. Nowa praca dała dochód na przeżycie, a skończone studia podyplomowe- nowe kwalifikacje i możliwość dodatkowej pracy. Powoli, ale wychodziłam z długów…poznałam nowych ludzi, nawiązały się przyjaźnie, takie po dzisiaj. Bezcenne!

I wcale nie był mi potrzebny Nikt . Owszem zawsze ktoś się „kręcił” …ktoś „chciał” – Ja nie chciałam. Nie sztuką jest być z kimś tylko dlatego, żeby wszyscy w koło byli zadowoleni. Musiałam być kogoś Pewna. Mijały lata… a ja dzielnie „rozwijałam się”… kolejne studia i ścieżka zawodowa zaczęła iść w górę. Powoli, wypracowana, przyszły awanse i satysfakcja! Wypracowana, nie fartem zdobyta.

Kryzys

Minęło prawie 10 lat i znowu spróbowałam Zaufać. Wszystko się zgadzało. Ale po kilku latach (chyba) udanego związku Kryzys znowu powiedział:

”Hej kochana, dzień dobry Jestem, stęskniłaś się?”. Powiedziałam: ”…nosszszsz kur* a ty tu po co?! Dawno Cię nie było! Po coś przylazł”?

„Stęskniłem się, no i… zapomniałaś znowu o sobie! , wiesz?”

Zza winkla szyderczym śmiechem i mrugając do mnie wrednymi oczkami spoglądały Smutek i Przygnębienie. Zdałam sobie sprawę że spotkanie z Pustką to tylko kwestia czasu. Nie myliłam się! Znalazła mnie, flądra!

Wykorzystam Cię znowu!!

Przyjaciele…pseudo przyjaciele już nie byli tacy straszni. Polubiliśmy się! Ho ho! No nie na zawsze, na chwilę! Byli przy mnie w najmniej oczekiwanych momentach, o zgrozo! Aż w końcu powiedziałam: „…dobra… możecie już iść!”.

Poszli sobie… ale nadal czasami pukają do moich drzwi, przypominając o sobie, tylko że ja mówię „Sorry – nie dzisiaj – nie mam czasu!”

Zrobiłam bilans – nie był najlepszy. Nagromadzona zła energia rozwalała od środka. Coś trzeba było z nią zrobić… bo to przecież energia. Jak ją rozładować, cholera?

No i zaczęło się zumba? Czemu nie… kondycja słabiutka, potem fitness …uuu za mało!, czemu nie crossfit? Z każdym dniem miałam więcej siły, więcej energii, więcej uśmiechu na twarzy.

Znowu polubiłam jazdę autem – tak przed siebie, w dalekie trasy. Znowu zaczęłam jadąc głośno słuchać muzyki… i głośno śpiewać. Nawet kiedyś w przypływie wokalnego jazgotu nie zauważyłam wyjącej syreny za mną… policja! :).

No cóż po rutynowej kontroli panowie zapytali: „.a Pani tak zawsze?”

„Nie nie!”-  powiedziałam – ”dopiero zaczynam! Haha. Wiem wiem, Panowie, przesadziłam. Ale wiem że żyję… dawno tak się nie czułam . No wiem, nie powinnam, …prędkość i hałas, ale nie mogłam się powstrzymać… nie żałuje, chociaż drogo to mnie będzie kosztować!… Drogo?!?!”

A oni – „No dobra – upomnienie!” No kochani po prostu ;).

I wiecie co? Ta moja koleżanka miała rację – kocham SIĘ! No może przesadziłam  – Lubię!