Lifestyle

Co robicie z przeczytanymi książkami? Mam dla was propozycję, może się wam spodoba

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
20 października 2017
Fot. iStock/vladans
 

Podobno jeśli chcesz zmienić świat – musisz zacząć od siebie. Ja od jakiegoś czasu zastanawiam się co zrobić, żeby świat był… lepszy, żeby żyło nam się milej, przyjemniej. Naprzekór politykom, którzy próbują nas poróżnić staram się by ludzie byli do siebie nastawieni przyjaźnie, by więcej się uśmiechali.

Przygotowałem sobie listę rzeczy, które mogę zrobić dla świata. Pogodziłem się już jakiś czas temu z tym, że nie wynajdę leku na raka, nie zapanuję nad epidemią głodu, czy nie przyczynię się do zaprzestania wojen. Trudno… Niemniej coś tam zawsze mogę zrobić. 🙂 Choćby dla ludzi wokół mnie.

Jednym z moich pomysłów jest… „wysyłanie w świat” książek. Nie potrzeba do tego znaczka, nie trzeba stać w kolejce na poczcie, zamawiać kuriera. Nie! Nie o takie wysyłanie mi chodzi. 🙂 Zostawiam interesujące – moim zdaniem – książki w przypadkowych miejscach. Głównie upodobałem sobie dworce – mając nadzieję, że ktoś spędzi miło podróż z przypadkowo znalezioną książką. Nagle godziny spędzone w pociągu nie będą monotonne i nużące, bo „porwie go” akcja powieści, którą mu podarowałem 🙂

W każdej z książek pisałem… (Tak, tak, wiem… nie wolno niszczyć książek. Bazgranie po nich to zło! Ale.. skoro sam je kupiłem, skoro to.. chyba mogę z nimi zrobić co zechcę?) Otóż pisałem:

Cześć,
Cieszę się, że ta książka trafiła w Twoje ręce. Mam nadzieję, że jej lektura sprawi Ci przyjemność. Kiedy skończysz – przekaż ją proszę dalej. Zostaw w dowolnym miejscu. A może zechcesz podzielić się ze mną wrażeniami z lektury? Będzie mi bardzo miło. Znajdziesz mnie na FB. Pozdrawiam serdecznie – Maciej Rębisz

Robię tak od pół roku. Zacząłem w marcu i od tamtej pory wysłałem w świat około 30 książek. Miałem nadzieję, że przez ten czas przeczyta je kilkaset osób, a chociaż kilka z nich… odezwie się do mnie na FB. Powiecie pewnie, że to naiwne myślenie, bo przecież mógł je znaleźć ktoś, kto nie ma FB, ale… przecież nie miał po przeczytaniu zatrzymywać tej książki dla siebie, tylko posłać ją dalej. Jestem przekonany, że ktoś z kolejnych osób… jednak miał Facebooka. No chyba, że przeceniam popularność tego portalu. Z drugiej strony… jego siła nie raz już mnie zdumiewała.

W każdym razie… dotychczas nie odezwał się nikt. I trochę mi z tego powodu smutno. Nie poddaję się jednak. Obiecałem sobie, że będę wysyłał kolejne książki do końca roku. Pięć miesięcznie. Dalej będę zostawiał je w przychodni, w galerii handlowej, na dworcu, w kawiarni z nadzieją, że ktoś się jeszcze odezwie.

A nawet jeśli nie – pozostaje mi mieć nadzieję, że przynajmniej przeczytał tę książkę ktoś, kto normalnie by po nią nie sięgnął. A tak… sama wpadła mu w ręce.

A może i Wy chcecie spróbować? Zostawcie książkę z facebookowym namiarem na siebie. Zobaczmy czy ktoś się odezwie. Ciekaw jestem historii tych książek. Jeśli tak się zdarzy – napiszcie koniecznie. Przywróćcie wiarę, że jednak można…

Dopisek do redakcji za zgodą autora

Kochani, to świetna akcja, co wy na to, żeby zostawiać książki w różnych miejscach? Zróbcie zdjęcia, wyślijcie do nas, a może wy znajdziecie jedną z takich pozostawionych książek?


Lifestyle

„W pierwszym momencie pomyślałem, że mnie ta akcja nie dotyczy”. Męski głos #metoo

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
21 października 2017
Fot. iStock/BERKO85
 

Od kilku dni Facebookiem rządzi tag #metoo. Wszystko zaczęło się od aktorek molestowanych seksualnie przez Weinsteina. Kobiety zjednoczyły się w akcji społecznej #Metoo, czyli #Jateż byłam ofiarą przemocy seksualnej. Tagom towarzyszy tekst: „O co chodzi w akcji? Gdyby wszystkie kobiety, które kiedykolwiek były molestowane seksualnie napisały „ja też” w statusie, być może pokazałoby to ludziom, jaką skalę ma to zjawisko. Więc – jeśli to było też twoje doświadczenie, możesz skopiować i wkleić #metoo, #jateż.”

Za tym tagiem poszły wyznania… wstrząsające. Poraża nie tylko treść, ale przede wszystkim ilość osób, których problem dotyczy. Rzecz jasna zaraz za tym poszły wstrętne, obraźliwe odpowiedzi mężczyzn, którzy wytykali, że to mało prawdopodobne by część z pań była molestowana, nie są bowiem wystarczająco atrakcyjne. A nawet jeśli to prawda to powinny być wdzięczne, że ktokolwiek zechciał…

Ale ja nie o tym chciałem… Zmilczmy temat, spuśćmy na idiotów zasłonę milczenia…

W pierwszym momencie pomyślałem, że mnie ta akcja nie dotyczy. Sam molestowany nigdy nie byłem, a skoro jestem fair, skoro jestem przyzwoitym człowiekiem to i pewnie nie molestowałem nikogo. Niemniej… przez cały ten tydzień nie dawała mi ta akcja spokoju.

Zacząłem w głowie przeczesywać wspomnienia, szukając jakichś „momentów”. Okazało się, że to moje „jestem fair” pękło niczym bańka mydlana. I tym bardziej zrobiło mi się przykro… Wstyd i przykro. Pora przyznać się przed samym sobą i bijąc się w pierś stwierdzić, że nie, nie jestem fair.

Już pod koniec szkoły podstawowej „strzelałem” koleżankom z biustonoszy i w dosadny sposób komentowałem ich budzącą się kobiecość, kiełkujące piersi. W liceum moje dłonie wędrowały tam, gdzie nie życzyły sobie moje partnerki. Wielokrotnie też rzucałem seksistowskie uwagi na temat wyglądu koleżanek. Kilkukrotnie w klubach, pod wpływem alkoholu (choć nie jest to żadne usprawiedliwienie i kompletnie mnie to nie tłumaczy) zdarzało mi się wkładać język w usta kobiet, które delikatnie powiedziawszy nie były tym faktem zachwycone. Takich „akcji” z pewnością było więcej. O części pewnie nie chcę pamiętać i skutecznie wyparłem je ze świadomości. To prawda, nigdy nikogo nie zgwałciłem… ale molestowanie to nie gwałt! A przynajmniej nie tylko gwałt!

Teraz po latach, wielokrotnie reagowałem na przemoc wobec kobiet. Za pobicie mężczyzny, który na moich oczach znęcał się nad swoją partnerką miałem sprawę w sądzie. Protestowałem będąc świadkiem naprzykrzania się paniom w klubach. Tym bardziej… jest mi przykro, że i ja… byłem jednym z nich.

Rozmiar akcji #jatez #metoo przeraża. Wydaje mi się, że chyba nikt się tego nie spodziewał. Taki ogrom postów. Opowieści. Tyle okrutnej prawdy. Szczerze powiedziawszy nie sądzę, że uda się coś zmienić. Może jednak da nam to do myślenia. Może to będzie rodzaj przebudzenia i zdamy sobie sprawę w jakim świecie tak naprawdę żyjemy. A może ta akcja da coś tym wszystkim kobietom? Nie od dziś wiadomo, że zjednoczenie daje siłę… A tutaj okazuje się, że ogrom kobiet jest częścią ogólnoświatowej wspólnoty. Kobiet, które ktoś zbrukał. Kobiet, które teraz przestają milczeć. Nie, to nie Wasza wina. Nie, to nie Wam powinno być wstyd.

Pozostaje mi mieć nadzieję, że mimo wszystko nikt nie napisał przeze mnie posta otagowanego #metoo. Niemniej… przepraszam. I to nie tylko tutaj… to przepraszam nie jest pustym słowem rzuconym w przestrzeń, które nie dotrze do zainteresowanych. Postaram się bowiem dotrzeć bezpośrednio do kobiet z odmętów mojej pamięci i je też przeprosić. Nawet jeśli tego po latach nie pamiętają… Mam nadzieję.


Lifestyle

Rozwodzą się, a wydawali mi się niesamowicie zgodnym i kochającym się małżeństwem

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
7 października 2017
Fot. iStock/mammuth

Spotkałem się wczoraj wieczorem z moim przyjacielem. Przez lata przyjaźniłem się z nim i jego żoną. Podczas naszego spotkania poinformował mnie, że się rozwodzą. Moje zaskoczenie było tym większe, że zawsze wydawali mi się niesamowicie zgodnym, kochającym się małżeństwem.

Nagle zburzył mi ten misternie zbudowany wizerunek idylli w ich małżeństwie niczym domek z kart.

Karolina zawsze wydawała mi się nieco bardziej charakterna, żeby nie powiedzieć… apodyktyczna. Marek był zachowawczy, spolegliwy, ale… wydawali się szczęśliwi.

– Kocham ją bardzo. Kocham nadal… ale ona odebrała mi wszystko. Odebrała mi rodzinę – twierdząc, że za bardzo ingerują w nasze życie. Wyprowadziliśmy się na drugi koniec Polski, by być z dala od mojej rodziny. To było za mało… Przeszkadzały jej moje kontakty z mamą. Skłóciła nas… Kazała wybierać, wybrałem ją i tak… nie pogodziłem się z mamą aż do jej śmierci. Odebrała mi kolegów, bo nie podobało jej się, że raz w tygodniu spotykamy się, by pograć razem w piłkę. Zrezygnowałem z piłki, ze spotykania się z chłopakami. Odebrała mi pracę, którą uwielbiałem. Cały czas narzekała, że jako nauczyciel zarabiam za mało. A ja naprawdę się w tym spełniałem. Praca w szkole, uczenie chemii to było moje powołanie, moja pasja. Karolina uparła się na ten koncern farmaceutyczny i tak, teraz zarabiam niemal cztery razy tyle, ale nienawidzę tego. Nie znoszę tej pracy, mdli mnie przed kolejnym spotkaniem z lekarzami. Już nie wstaję do pracy z taką radością. Teraz kompletnie nie chce mi się wstawać. Zostawiłem dla niej karierę na uczelni. Chciałem się doktoryzować, ale ona miała inną wizję mnie. Cały czas powtarzała mi, że to bez sensu, że będę miał dla niej za mało czasu. Teraz został jej już tylko jeden przeciwnik, jedna konkurentka – wędka! Moja pasja i miłość od wczesnego dzieciństwa – wędkowaniem zaraził mnie jeszcze mój dziadek. Wyobrażasz sobie, że ona jest o to wędkowanie zazdrosna? Po prostu zazdrosna!

Kiedyś, dawno temu – chciałem się z nią tym podzielić. Zabrałem ją na ryby… Byłem taki szczęśliwy, starałem się łowić specjalnie dla niej. Pęczniałem z dumy kiedy udało mi się złowić wielkiego szczupaka. Na niej to nie zrobiło wrażenia. Ja stałem na pomoście, ona siedziała na brzegu popijając kanapki herbatą z termosu i…łzami.

To wtedy poprzysięgła wędce zemstę i nienawiść do końca życia… dotychczas jej się to nie udało. Przez wszystkie lata naszego związku udawało mi się, mimo wszystko, od czasu do czasu wyskoczyć na ryby. Aż do zeszłego tygodnia… powiedziałem, że w weekend jadę do naszego domku letniskowego, że zamierzam wędkować. Karolina oświadczyła mi, że pora skończyć z tą dziecinadą, że Bartek jest teraz w czwartej klasie, że powinienem pomagać mu w nauce, a nie moczyć kija w jeziorze. W związku z czym wyrzuciła cały mój sprzęt wędkarski. Rozumiesz? Wyrzuciła… sprzęt wart kilka tysięcy złotych… ot tak… wyrzuciła. Myślałem, że żartuje, ale ona mówiła śmiertelnie poważnie. Wiedziała, że wędkuję, wiedziała od lat…

– Może chciała być jedyna? Najważniejsza? Może to miał być taki dowód miłości? – próbowałem zgadywać…
– I taka była. Kochałem ją nad życie. Była dla mnie najważniejsza, ale mam już dość. Tego już nie dam sobie odebrać. Liczyła na „absolut”, na bezwzględność miłości, a tymczasem… mam wrażenie, że ją zabiła. Dla niej ja się nie liczę. Nie liczyłem się nigdy. Nigdy nie zapytała mnie czy jestem szczęśliwy. Ona nawet nie pyta mnie o zdanie. Zawsze było tak jak Karolina chciała, ale to koniec. Rozwodzimy się. Powiedziałem jej o tym wczoraj.
– I jak to przyjęła?
– Stwierdziła, że się nie zgadza, ale nie wie, że teraz już liczy się moje zdanie…

Ciekaw jestem, jak potoczą się ich losy. Czy uda im się jeszcze porozumieć? Wydaje mi się to mało prawdopodobne. Marek jest złamany. Namawiałem go, żeby próbowali jeszcze rozmawiać. Dziesiątki związków zarówno moich jak i osób z mojego otoczenia kończyło się dlatego, że tych rozmów zabrakło. Najgorsze jest to, że teraz on rozmawiać już nie chce. Zobaczymy…