Psychologia Związek

Jak uniknąć rozwodu? Rady od czterech par z długim stażem

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
24 października 2017
Fot. iStock/Jacob Ammentorp Lund
 

Moje małżeństwo trwało pięć lat. Rozpadło się z różnych powodów, choć bez żadnego większego dramatu w tle. Ot, proza życia, niedopasowanie, inna wizja rodzicielstwa po urodzeniu się dziecka, uciekanie w pracę i rozmowę z innymi. Były próby ratowania, jak widać – bezskuteczne. Ponieważ jeszcze za mało czasu upłynęło, bym sama mogła ocenić, czy dało się ten związek naprawić i w jaki sposób, postanowiłam zapytać cztery pary z długim stażem, jak przez te wszystkie lata radzili sobie z kryzysami. 

Trudno się dzisiaj nie pogubić. Z jednej strony słyszymy: „Myśl o swoim szczęściu, masz jedno życie” albo „Szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko”. Inni dla odmiany mówią: „Walcz o swój związek, każda para musi się dotrzeć” czy „Idźcie na terapię, walczcie dla dzieci”. Patrzymy na pokolenie naszych rodziców, dziadków i przecieramy oczy ze zdumienia, że potrafili tyle lat ze sobą wytrzymać. To prawdziwa miłość? A może ciężka praca i masa wyrzeczeń?

Małgosia i Mirek – 26 lat stażu małżeńskiego

Poznali się jeszcze w szkole średniej. On, rok starszy, chodził do klasy o profilu matematycznym, ona, humanistka, długo nie zwracała na niego uwagi. Dopiero gdy zaprosił ją na bal maturalny, spojrzała na niego nieco inaczej. Od tamtej pory są nierozłączni. Ślub wzięli na ostatnim roku studiów, gdy Małgosia była w 6. miesiącu ciąży. – Na ten ślub bardzo naciskali nasi rodzice. My też go chcieliśmy, ale wówczas miałam wrażenie, że ktoś nas do tego zmusza i ingeruje w nasz życie – wspomina Gosia. Dziś nie żałuje, że 26 lat temu wyszła za Mirka. – Oczywiście, że nie było nam łatwo. Mirek chciał robić karierę naukową, a ja musiałam zajmować się dzieckiem. Kilka lat po naszym ślubie moi rodzice zginęli w wypadku, a że jestem jedynaczką, miałam tylko jego – opowiada.

On rzadko mówił o uczuciach. Ona natomiast trajkotała non stop. Miała jedną zasadę – w związku trzeba rozmawiać. To powtarzała jej matka. – Mirka kiedyś doprowadzało to do szału, ponieważ nie uznawałam kładzenia się spać bez wcześniejszego pogodzenia. Żadne zasypianie na kanapie czy w drugim pokoju nie wchodziło w grę. Strasznie go do denerwowało, ale widział, jakie to dla mnie ważne – mówi. Po latach przyznał, że miała rację. I to on, a nie Gośka, powiedział o tym ich wspólnej córce podczas błogosławieństwa przed ślubem. – „Kaśka, nigdy mu nie odpuszczaj. Nawet jak będzie uciekał przed tobą do garażu, nie daj kumulować tej złości” o tak jej powiedział – wspomina Gosia.

Jej rada dla nowożeńców? Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. – Ważne, żebyście rozmawiali o wszystkim i o niczym. Dzielili się obserwacjami, mówili o emocjach i uczuciach. A przede wszystkim nigdy nie chodźcie spać pokłóceni – radzi.

Baśka i Adam – 31 lat stażu małżeńskiego

– Mój ojciec był alkoholikiem, często na naszych oczach bił matkę. Gdy byłam nastolatką, doskonale wiedziałam, jaki będzie mój przyszły mąż. Przede wszystkim nie mógł być taki jak ojciec – opowiada Baśka. Stwierdziła wtedy, że zasługuje na coś lepszego i nigdy nie popełni błędów swojej matki. Wiedziała, że zasługuje na chodzący ideał. Wybranek jej serca miał mieć dobrą pracę, być czułym i kochającym mężem, a także dobrym ojcem. Oczywiście musiał też być przystojny. Adam na pierwszy rzut oka wydawał się być takim właśnie człowiekiem. Pobrali się, gdy mieli po 24 lata. – Był dobrym mężem, nie miałam do niego zastrzeżeń. Wiele zmieniło się, gdy pojawiły się dzieci. Uciekał w pracę, nie potrafił się nimi zajmować – opowiada. Nie ukrywa, że miała do niego mnóstwo żalu.

Kryzysów mięli sporo. Baśka ciągle miała poczucie, że zasługuje na kogoś lepszego, że gdzieś tam jest jej rycerz z bajki. Często porównywała go z mężami koleżanek i zawsze na ich tle wypadał w jej oczach słabo. – Długo zajęło mi zrozumienie, że nie powinnam oczekiwać perfekcji – mówi.

Jej rada dla nowożeńców? Szanujcie swoje różnice i nie oczekujcie, że partner będzie dokładnie taki, jak sobie wymarzyłyście. – Może zmienić się na przestrzeni lat, tak jak i wy. Doświadczenia życiowe nas kształtują. Pozwólcie sobie być sobą. Po prostu – radzi.

Ilona i Krzysiek – 28 lat stażu małżeńskiego

– Dzisiaj, po 28 latach razem, mogę śmiało powiedzieć, że przeciwieństwa się przyciągają – mówi Ilona. Kiedyś nikt nie dawał im szans. Ona była domatorką, skupioną na mężu u dzieciach, on grał w kapeli rockowej i chciał podróżować po całym świecie. On był rozrzutny (ale prezenty to jej kupował, oj kupował!), ona przeliczała każdy grosz. On porywczy, ona rozsądna. Nawet w kwestii wychowywania dzieci długo nie potrafili się dogadać. – Krzysiek rzadko bywał w domu z powodu pracy. Gdy już się pojawił, rozpieszczał dzieci. Ja zawsze byłam tym złym policjantem – mówi.

Przez te wszystkie lata udało im się jednak wypracować wspólny system działania. Po prostu zaczęli się uzupełniać. Czasem musieli oczywiście iść na kompromisy, ale koniec końców zawsze oboje byli zadowoleni. – Pamiętam jak kiedyś wydał nasze wszystkie oszczędności na domek w Jastarni. Byłam wściekła. Powiedziałam, że to koniec i wnoszę o rozwód. Miałam dość tych jego różnych genialnych pomysłów – wspomina. Ale ostatecznie pojechali na wczasy, bo wykupił je z myślą o niej. Bo była zmęczona, bo rzadko razem spędzali czas.

Jej rada dla nowożeńców? Nie próbujcie się do siebie upodobnić. Szanujcie różnice i uzupełniajcie się. – Ważne, żebyśmy na zewnątrz zawsze trzymali wspólny front. Żeby jedno za drugim stanęło murem. A w domu? W domu sobie możecie dyskutować do woli – radzi Ilona.

Iza i Mariusz – 25 lat stażu małżeńskiego

Mariusz wyprowadzał się z domu dwa razy. Jeśli ten pierwszy można było liczyć, bo poza domem spał raptem tydzień. Za drugim razem wyniósł się na pół roku. – Boże, jaka ja kiedyś byłam zaborcza! Aż chce mi się śmiać z samej siebie – opowiada Iza. Pobrali się przed 30-tką. On szalenie przystojny, ona śliczna, ale z traumą z dzieciństwa. Zawsze czuła się gorsza. Nic więc dziwnego, że Mariusza oplotła jak bluszcz. Po kilku latach wspólnego życia nie miał już żadnych znajomych, bo Izka na nic mu nie pozwalała. Miał się w pełni poświęcać rodzinie. Gdy pierwszy raz się wyprowadził, obiecała się zmienić. Za drugim razem już tak łatwo nie było, ponieważ jednocześnie poznał inną kobietę.

– Tak, zdradził mnie. To był dla mnie moment przełomowy. Zawsze sądziłam, że skoku w bok nie wybaczę, ale właśnie ta zdrada otworzyła mi oczy. Namówiła go na terapię. Wtedy to jeszcze nie było takie modne jak dzisiaj. Ukrywaliśmy to przed rodziną i znajomymi – wspomina. Kilka lat upłynęło, zanim udało im się wszystko wyprostować.

Jej rada dla nowożeńców? W małżeństwie nie chodzi o to, by uzależnić drugą osobę od siebie. Chodzi o partnerstwo oparte na pewnej zależności. – Trzeba zauważać swoje błędy i umieć się do nich przyznawać. No i trzeba też szanować odrębność swojego partnera jako niezależnego człowieka. Na siłę nikogo się przy sobie nie zatrzyma – radzi.

Trzeba przyznać, że brzmi to całkiem logicznie, prawda?

 


Psychologia Związek

Kilka mniej lub bardziej subtelnych zmian w jego zachowaniu, które mogą świadczyć o tym, że kogoś ma

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
24 października 2017
fot. iStock/ stevanovicigor
 

Nie znalazłaś na jego kołnierzyku szminki. Nie przyłapałaś go w łóżku z inną. I raczej nie przyłapiesz, bo takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. Czujesz jednak, że coś nie gra, ale uspokajasz samą siebie, bo przecież mówi, że kocha. Nawet dziś to powtarzał. To zabawne, ile godzin, dni i miesięcy potrafimy spędzić na analizowaniu drobnych sygnałów, zamiast po prostu porozmawiać. Oto kilka sytuacji, w których należy usiąść z facetem przy stole i powiedzieć: „Stary, coś mi tu nie pasuje. Czas o tym pogadać”. 

Zmieniły się jego nawyki higieniczne

Kiedy jesteśmy z kimś bardzo długo, doskonale wiemy, co lubi, ale także znamy jego rytuały. Potrafimy nawet przewidzieć, jak długo facet będzie zajmował łazienkę. Jeżeli od jakiegoś czasu jego nawyki zaczęły się zmieniać, warto im się przyjrzeć. Nagle przeszkadzają mu włosy na klacie i zaczął je depilować? Przecież tobie zawsze się podobały. Za to zapuszcza brodę, chociaż wie, jak bardzo jej nie znosisz. A może tuż po powrocie do domu biegnie pod prysznic, żeby zmyć z siebie obce zapachy?

Stracił zainteresowanie seksem z tobą

Być może ma w pracy mnóstwo stresu. Albo ostatnio gorzej się czuje, ale nie chce cię martwić i siedzi cicho. Jeżeli jednak wykazuje ogólne zainteresowanie seksem, bo opowiada o swoich fantazjach, widziałaś, jak się masturbuje lub ogląda filmy pornograficzne, a tylko seksem z tobą gardzi, warto zapytać, o co chodzi. Szczególnie, gdy dodatkowo stał się dla ciebie szorstki i chłodny.

Stał się bardzo zazdrośny

To technika, którą stosują niektórzy mężczyźni, by odwrócić uwagę od własnych kłamstw. Nagle stają się bardzo podejrzliwi, zadają mnóstwo pytań i mają na ciebie oko. Nie kryją się ze swoją zazdrością i ciagle rzucają różne oskarżenia. Tymczasem gdzieś na boku mają swoją kochankę. Przyszłoby ci do głowy, że on może kogoś mieć, skoro nocami zastanawia się, czy aby przypadkiem ktoś nie skradł twojego serca?

Łatwo się wkurza

I w dodatku często bez powodu. Denerwuje go wszystko, co mówisz i robisz. Wciąż cię krytykuje i wylicza twoje wady. Trochę tak, jakby chciał sam przed sobą usprawiedliwić swoje zachowanie. Przecież nie ma się co dziwić, że uciekł w ramiona innej, skoro jego partnerka jest taka beznadziejna. Jeżeli te huśtawki nastrojów pojawiają się coraz częściej, masz prawo oczekiwać poważnej rozmowy.

Udziela wymijających odpowiedzi

Masz wrażenie, że twój facet nagle zmienić się w nastolatka. Pytasz go, co robił wieczorem. Odpowiada, że był w knajpie. Z kim? Z ludźmi. Jakimi? Znam ich? Nie wiem, skąd mam wiedzieć, czy ich znasz. Hmmm… Nieco to dziwne, prawda? Ty czujesz się głupio, bo musisz ciągnąć go za język i odpytywać. Podejrzliwość wzrasta. On natomiast coraz bardziej się od ciebie oddala i zamyka się w sobie… lub zaczyna cię atakować (patrz – punkt wyżej). Jasne, każdy ma prawo mieć jakieś swoje sekrety, ale żeby robić wielką tajemnicę z tak prozaicznych spraw, jak spotkanie z kumplami?

Ciągle gapi się w telefon

Wszyscy znamy te początki różnych znajomości, kiedy wciąż i wciąż chcemy ze sobą rozmawiać. Telefony, wiadomości, rozmowy przez komunikator… Wszyscy dzisiaj jesteśmy trochę uzależnieni od mediów społecznościowych i internetu, ale jeśli zauważyłaś np. że ciągle z kimś pisze, ale ma wyłączone powiadomienia o przychodzących wiadomościach (tylko w przypadku niektórych kontaktów), masz prawo zapytać, o co chodzi. To jest tak samo niepokojące, jak zabieranie telefonu ze sobą nawet do łazienki.

Spędza z tobą coraz mniej czasu

Po jakimś nie łakniecie każdej, wspólnej chwili równie mocno, jednak wciąż czas spędzony razem sprawia wam radość. Bywa jednak, że on unika bycia z tobą sam na sam. Nie reaguje entuzjastycznie na wieczorne wyjście tobą, ale szybko zakłada buty, gdy dzwoni ktoś inny. Być może jeszcze nie ma romansu. Być może póki co to wy macie jakiś kryzys i problem w związku. Warto się nad tym pochylić.

Znajdujesz u niego prezerwatywy

A przecież wy ich wcale nie używacie. Cóż, każdy rozsądny mężczyzna będzie próbował zabezpieczyć się, gdy chodzi do łóżka z kochanką. Rzadko który wierzy, że ta przyjmuje antykoncepcję doustną. W związku to jedno, z doskoku drugie.  Jeżeli znajdziesz prezerwatywy, istnieje duże prawdopodobieństwo, że twój luby jest aktywny seksualnie także poza waszą sypialnią.

Ostatni punkt nie powinien budzić twoich wątpliwości.


Źródło: Your Tango


Psychologia Związek

S.O.S. dla opiekunów rodzinnych

Redakcja
Redakcja
24 października 2017
Fot. iStock / anyaberkut

Zwykle nie słychać o nich w mediach, bo są za mało spektakularni. Chyba, że w desperacji protestują przed Sejmem. Ale później zapada cisza. Za zamkniętymi drzwiami swoich mieszkań, czasami przez wiele lat, opiekują się chorymi lub niepełnosprawnymi bliskimi. Heroicznie, ponad siły, nierzadko w pojedynkę. W gdańskiej Fundacji Hospicyjnej o opiekunach rodzinnych mówi się „Bohaterowie”.

Jola od 8 lat opiekuje się tatą, który cierpi na postępującą demencję. Tak bardzo brakowało jej już sił, że traciła chęć do życia, pojawiały się myśli samobójcze. Przy życiu trzymał jedynie lęk o tatę.

Władek jest kawalerem i mieszka z rodzicami. Do niedawna bardzo aktywny zawodowo, ambitny, z pięknie zapowiadającą się karierą. Wprawdzie tata chorował od lat, ale opiekowała się nim mama. Władek angażował się w opiekę na tyle, na ile to było konieczne, to znaczy niezbyt często. W zeszłym roku u mamy rozpoznano nowotwór. Złośliwy, czwarty stopień zaawansowania. Praktycznie z dnia na dzień stała się pacjentką wymagającą całodobowej opieki. Życie Władka obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Musiał przejąć rolę opiekuna, i to nad obojgiem rodziców!

Córeczka Marii ma 5 lat i od urodzenia choruje na nieuleczalną chorobę genetyczną. Mąż po roku stwierdził, że sytuacja go przerasta i poszedł w siną dal. Maria czasami też czuje, że życie ją przerasta, ale przerosnąć przecież nie może. Dziecko jeszcze długo będzie jej potrzebować.

Za dnia dokonują logistycznej ekwilibrystyki, próbując zgrać fizyczną obecność przy chorym z obowiązkiem zrobienia zakupów, wyjściem do lekarza, załatwieniem najbardziej naglących urzędowych spraw. W nocy śpią jak „zając pod miedzą”, by usłyszeć najdrobniejszy szelest. Może trzeba poprawić poduszkę, podać wodę, pomóc zmienić pozycję, zaprowadzić do łazienki? Opiekunowie rodzinni to rehabilitanci, dietetycy, wykwalifikowany personel medyczny, osoby do towarzystwa, do prania, do sprzątania, z masą codziennych wyzwań na okrągło.

Właśnie ruszyła XIV kampania Fundacji Hospicyjnej „Hospicjum to też Życie” pod znaczącym hasłem „Opiekun rodzinny – nie musi być sam”. To już druga kampania Fundacji poświęcona temu tematowi. W jej ramach m.in. zorganizowane zostaną warsztaty dla opiekunów rodzinnych oraz kontynuowany będzie projekt rozwoju lokalnego wolontariatu, który mógłby wesprzeć ich w codziennym życiu. Dobre wzorce już są, stworzone przez wolontariuszy pracujących przy hospicjach. Teraz trzeba je rozpowszechnić.

– Budowanie sieci wsparcia, zarówno tych systemowych, opartych na rozwiązaniach formalnych, jak i tych nieformalnych, działających w ramach lokalnych wspólnot, to projekt na lata – wyjaśnia Anna Janowicz, prezes Fundacji Hospicyjnej i zarazem główny koordynator kampanijnych przedsięwzięć. – Dlatego organizacja kolejnej wielkiej akcji na ten temat jest wciąż początkiem drogi. Opiekunów rodzinnych borykających się ze swoim losem czasami nie dostrzegamy, nawet tych mieszkających blisko nas. Może dlatego, że nie zawsze choroba jest widoczna, nie zawsze wiąże z niepełnosprawnością fizyczną i przykuwa do łóżka. Za to często przewraca życie zarówno chorego, jak i jego bliskich.

Jola, Władek, Maria…, opiekunowie rodzinni nie powinni zostać sami, bo zadania, które wykonują, są często ponad możliwości jednego człowieka. Mają też prawo do odpoczynku, jak każdy z nas. Także do samorozwoju, realizacji swoich marzeń, posiadania hobby, czasu tylko dla siebie. Pomóżmy im go znaleźć!


Zobacz także

Wiem, że bez ciebie jestem nikim. Wolno mi kochać tylko ciebie

Kiedy kobiece kształty przestają mieć znaczenie

8 ważnych życiowych lekcji, które dostałam od innych ludzi