Lifestyle Seks Związek

Przygoda z Panem Znikającym… W słowach i seksie jesteś doprawdy mocny. W życiu już gorzej

Seksualnie
Seksualnie
14 stycznia 2016
Fot. Tookapic / Paweł Kadysz / CC0 Public Domain
 

Hej Panie Znikający,

Na pewno wiesz, że do ciebie piszę. Albo, niestety nie wiesz, bo z autorefleksją u ciebie słabiutko.

Że też ja tego nie słuchałam uważniej. Zamroczona chemią bardziej uszy zatykałam niż je otwierałam. A szkoda. Nie miałabym tak zmarnowanego lata. Nie przepłakałabym tych paru nocy nie wiedząc o co chodzi. Ups. Słabiutko z moją bystrością.

Poza tym do tej pory spotykałam facetów stabilnych. Nawet jeśli pogubionych, to jednak myślących to samo wieczorem i rano. Dla których: „jesteś jedyna” coś znaczyło.  I nawet jeśli się rozstawaliśmy, to mieliśmy poczucie, że rozstanie jest efektem rozpadu, kryzysu, niezrozumienia. Ty jednak dzień przed tym, jak uznałeś, że nie powinniśmy się spotykać, pisałeś: myślę, tęsknię, tylko ty.

Ale potem szukałam jakiegoś znaku. Myślałam: gdzie popełniłam błąd? Jak osłabiona została moja czujność? I nic, no prawie nic,  bo jednak czasem zajęty sobą nie słuchałeś. I nie piałeś z zachwytu nad byłymi dziewczynami.

Co tam z nimi było? Hmm. Już wiem. Jedna piła za dużo piwa. Ty, biedaku, zorientowałeś się zaraz po tym, jak chciałeś ją porzucić, bo wcześniej nic nie podejrzewałeś  (na początku nie piła tego piwa, prawda?). Druga była wariatką (wstydziłeś się za nią w samochodzie, wśród znajomych), trzecia, czwarta. Zapomniałam. Wszystkie były złe. Poza A. która kiedyś cię zostawiła i M, która cię nie chciała. Jakoś nie udało mi się tego połączyć. Najbardziej kochasz te, których nie masz.

I generalnie nie lubisz kobiet. K. jest za głupia i za głośno się śmiała, M. szuka facetów dla kasy. I tak dalej.

Wtedy jednak nie było to takie proste do zrozumienia. Myślałam: jak taki fajny facet może nie mieć kobiety? Dlaczego spotykał same złe?

Do tej pory mam SMS–y od ciebie. I wiadomości na Facebooku. Zarchiwizowałam je tak na dowód mojego oszołomienia, ostatnio do nich wróciłam. Poczekaj, jak to brzmiało: jesteś wyjątkowa, wspaniała, podziwiam cię, ostatni raz czułem to dziesięć lat temu, seks z tobą jest naj.  A i jeszcze mój hit: sprawiasz, że czuję się lepszym człowiekiem. Czuję się za kogoś odpowiedzialny. Tak, wiem, że zieję jadem. Ale gdybyś tak to poczytał?

Hahahahaha, dobre. Najbardziej jednak dobre jest to, że w to uwierzyłam. W uroczym miasteczku K., spacerując nad Wisłą, gdzie po nocy mocnej, pełnej wina, wyznań i przełamywania twoich barier, bo przecież kiedyś tam jeździłeś tylko z nią. „Przy tobie o niej zapomniałem” wyznawałeś. No wiesz, w tym żółtym pokoju, w pensjonacie, gdzie myśleli, że od lat jesteśmy małżeństwem. Zaraz po tym, jak ten facet w sklepie powiedział, że tyle radości z nas bije. Bo biło, prawda?

A rano poszedłeś robić zdjęcia, zaraz potem wróciłeś do pokoju, bo nie możesz się skupić na niczym poza mną.

Poczekaj, jak to było. Całowaliśmy się na jakiejś imprezie, pijani. Nad ranem uciekłam. Pisałeś do mnie na Facebooku. „Hej, jak się czujesz?”, potem robiłeś wszystko, żeby ze mną się spotykać.

Wiem, kiedy miałeś pierwszy seks, jak bardzo skrzywdził cię ojciec i jak nienawidziłeś nauczycielki z podstawówki.  Tak, tej w której szyby waliłeś w złości.

Wiem o tobie wszystko, ty o mnie niewiele.

Nie wiedziałam tylko jednego. A może kilku rzeczy

– twoje słowa niewiele znaczą

– twoje emocje przychodzą i odchodzą. Są szybsze niż wiatr

– dajesz full, a potem zjadasz (jeśli ona zjeść ci się da) i znikasz.

O rany, do S. też mówiłeś, że jest wyjątkowa. Dlatego była taka zaskoczona jak ją porzuciłeś. Nic nie rozumiała. Tej nieczułości przy kawie, chociaż jeszcze niedawno….

No nic. W każdym razie dziękuję. Wielkich słów od lata unikam jak ognia. Nie wierzę nikomu, jestem sceptyczna. Pozdrów swoją Nową.

Tak, wiem co jej mówisz: No wiesz, spotykałem się z nią, ale ona była taka niezrównoważona/ niestabilna/ rozczarowała mnie/ za mało piła, za dużo/ za bardzo rozrywkowa, za mało. Ona w to wierzy i tak cię rozumie. Te złe kobiety w twoim życiu. A ty taki wspaniały.

My, twoje byłe, ogarniamy się.

Twoje panny „pół roku”, „kilka nocy”, „na dłużej”. Którym obiecywałeś miłość, przyjaźń, no i że będziesz. Zawsze.

Finał ten sam. Wielkie słowa z których zostaje wielkie G.

Jeśli tylko któraś odważy się kochać cię naprawdę.

Pozdrawiam, Panie Narcyzie, Twoją Nową.

I od razu złóż jej kondolencję.

Tak, też myślałam, że jestem wyjątkowa. Wiadomo. Tak jak ona myśli.

W słowach i seksie jesteś doprawdy mocny.

W życiu już gorzej.


Lifestyle Seks Związek

„Zostanę u ciebie na noc”. Jak wolna kobieta bierze sobie seks

Seksualnie
Seksualnie
5 lutego 2016
Fot. iStock / Zhenikeyev
 

Przeczytałam dziś przypadkowo wpis jednego z blogerów. Znany. Prawie oplułam ze śmiechu klawiaturę. Nigdy nie usłyszał od kobiety: „Zostanę u ciebie na noc”. Marzy, żeby usłyszeć to od dziewczyny, to kręci i podnieca. Hmm, w innych wpisach chwalił się, że miał kilkaset kobiet. Mówił, że kazały się ze sobą flirtować i się zdobywać. Żadna, naprawdę żadna nie powiedziała: „zostaję?”. Trochę mnie to bawi, bo od swoich rówieśników słyszę zarzut, że kobiety są dziś łatwe. Kiedyś znany muzyk hip hopowy wyznał,  że laski chcą, żeby dawał im autografy na piersiach. Podchodzi dziewczyna do niego, odpina bluzkę i mówi: proszęęęę, daj.

Takie oto historie o dwudziestolatkach (niektórych).

Daleko mi do dwudziestolatek, ale też daleko do mojej mamy, która do łóżka poszła na randce którejś tam, ale przy okazji pozwoliła zjeść sobie duszę. I miała jednego mężczyznę przez całe życie. Dla której ciało to świętość i przespanie się z mężczyzną równa się długotrwały związek (i zjedzenie duszy). Aaaaa, mamo, to tylko seks. Całowanie, dotykanie, penetrowanie. Na miłość boską.

Śmieszą mnie też teorie o seksie na trzeciej randce. I w ogóle wszystkie teorie mnie śmieszą, bo godności i klasy kobiety nie mierzy się tym, kiedy pójdzie z kimś do łóżka. Niech sobie idzie nawet po pięciu minutach. Pod warunkiem, że to nie jest seks, który ma być żebraniem o miłość i uwagę, próbą zaciekawienia kogoś na dłużej czy demonstracją jakie jesteśmy wspaniałe.

Jeśli robisz teatr w łóżku – nie jesteś dojrzała, nawet jeśli jesteś dawno po trzydziestce.

Jeśli manipulujesz przez to mężczyzną – nie jesteś dojrzała, nawet jeśli jesteś grubo po trzydziestce.

Jeśli to narzędzie – też nie jesteś dojrzała nawet jeśli dawno skończyłaś czterdziestkę.

Seks po prostu jest. Jest mocą i siłą, energią. Czymś co mam, kiedy chcę, jak chcę i za co  ponoszę pełną odpowiedzialność.

Nie oszukuję się, że zbuduję po nim związek.

Nie oszukuję się, że nic nie poczuję.

Droga do pełnej świadomości jest, oczywiście, długa i trudno, żeby miała ją 17-latka. Jeśli takie są – to są darem tego świata, mocą swoich matek i ojców, ale to się zdarza rzadko.

Zostanę u ciebie na noc – świadoma kobieta mówi to mu po prostu. Jeśli chce, bo jak nie chce to nie mówi nic.  W „zostaję u ciebie na noc” kryje się właściwie wszystko o kobiecie. Jej moc, jej siła i jej pewność. I jej wybór.

Mądra kobieta mówi to, gdy…

– spotkała faceta, o którym wie, że chce spędzić z nim noc (wspaniale)

  gdy wie, że ten mężczyzna też chce spędzić z nią noc

– skąd to wie? Ze wszystkiego. Z jego spojrzenia, słów, które mówi, uwagi. Jeśli ma jakiekolwiek wątpliwości to on nie chce z nią spędzić nocy. I ona to wie, więc nic nie mówi. Bo świadomość nie równa się PAKOWANIE komuś do łóżka.

– jest pewna siebie. Nie zadufana w sobie, nie głupia, po prostu świadoma.

„Współczuję Ci, łatwa panno” pomyśli jakiś zadufany w sobie facet. Albo dziewczyna nie tak świadoma. A ja powiem tylko jedno.

Bzykaj się kiedy chcesz i z kim chcesz, ale nie zapominaj o kilku rzeczach:

– to może potem boleć, bo np. się zakochasz.  Albo pomyślisz, że on po tym seksie to ON musi chcieć czegoś więcej– nie, nie musi. Jeśli masz takie podejście– lepiej z seksu zrezygnuj

– zabezpiecz się

– nie rób tego z zemsty na kimś innym ( to może pomóc, ale nie musi). Okropne jest obudzić się w środku nocy, obok obcego faceta, z kacem często i pomyśleć: „Co ja tutaj, k…, robię”.

– skończ z tym jeśli widzisz, że relacja jest nie równa.

Poza tym jesteś wolna i naprawdę olej wszystkie teorie.

„Chcę zostać u ciebie na noc” powiedziałam do mojego aktualnego faceta.

I zostałam.

A on potem powiedział, że właśnie w tym się zakochał. W bezpośredniości, braku flirtu i przymusu.

Rano wstałam, wypiłam kawę i …. wyszłam, nie zostawiając telefonu. Naprawdę można być Kopciuszkiem jednocześnie mając wcześniej fajny seks.

Przestańcie wmawiać niezależnym kobietom co wypada, a czego nie wypada w łóżku. To jest śmieszne:)

Dziękuję.

Szczęśliwa trzydziestolatka


Lifestyle Seks Związek

Po co kobiecie młodszy kochanek? To ja wam powiem…

Seksualnie
Seksualnie
12 stycznia 2016
Fot. iStock / BraunS

To było parę lat temu, stałam w firmowej kuchni, a moja koleżanka,  tuż przed czterdziestką powiedziała: „Kobieta chociaż raz w życiu powinna mieć młodszego kochanka, tak o dziesięć lat młodszego minimum”. Dziesięć lat, jęknęłam? Miałam wtedy 32 i kochałam się tylko w starszych mężczyznach.

Ze zgrozą myślę, że ci starsi dziś z prędkością światła zbliżają się tam, gdzie nikt z nas dotrzeć nie chce.

Tego nie zrozumie żadna dwudziestolatka, kobieta blisko trzydziestki być może też jeszcze nie, ale ta trochę dalej już prawie na pewno.

Pamiętam K., mojego eks. To była piękna i fajna miłość, dobry seks. Ja tuż po rozstaniu, on dziesięć lat starszy. Kochałam jego uważność w łóżku i to, że zawsze kochał mnie bez pośpiechu. Miał wcześniej tyle kobiet, na ich ciałach poznawał sam siebie, do mnie dotarł doświadczony i obyty. Mógł się skupić na tym, co przeżywam, a ja nie musiałam udawać innej niż jestem.  Ale to na jego ciele zobaczyłam pierwsze oznaki starzenia, pomyślałam:„Też tam będę”. I jakoś mnie to zasmuciło, choć wiem, że to naturalna kolej rzeczy.

Tyle się mówi o tym, że mężczyźni szukają młodszych, że to dla nich przedłużenie życia, nadziei i mocy. O drugiej stronie sza. Jakby kobiety po 35-tym roku życia i dalej przechodziły na drugą stronę mocy. Nie miały prawa do szaleństwa. Bo czy to nie jest szaleństwo, że dojrzały mąż porzuca żonę dla dwadzieścia lat młodszej? A może to najgorsze okrucieństwo. Jego wobec niej, kobiety, która dała mu dzieci i przez ileś lat tworzyła z nim dom – tak  powiedział kiedyś prof. Osiatyński.

No więc ja, jako kobieta, chciałam znów poczuć się dziewczyną. Zresztą to nie o młodość nawet chodzi, ale o to, że czasem spotykasz człowieka i dzieje się coś między wami, a potem okazuje się, że on jest dużo młodszy.

I zupełnie przypadkiem znów wracasz do czasów wynajmowanego mieszania, materaca, tańszego wina i wanny, którą się myć powinno jednak częściej. I cieszy cię ta zmiana, i ten powrót, bo już zupełnie miałaś dość tych mężczyzn zoranych przez życie, z byłą żona w tle, dziećmi i całym tym bagażem. Z jego: „nie chce mi się”, „nie widzę sensu”, „nie zmienię się, już jedna próbowała”. Z lękiem i wątpliwościami. Młodość jest piękna, bo tych wątpliwości nie ma.

Opowiem ci o P. Miał taką wiarę, że jeszcze tyle może zmienić, na tak wiele rzeczy miał wpływ. Naprawdę kochał raz, w liceum. Opowiedział tę historię ze szczegółami, toczyliśmy o niej rozmowy, był też gniewny w taki młodzieńczy sposób, w ogóle niezatruty. Wtedy zrozumiałam, że kobieta przy młodszym kochanku odzyskuje dawną siebie.

Tymczasowość

Och, ona nie zawsze jest zła, bywa zapowiedzią lepszego. Lądujesz w jego niedużym mieszkaniu, które wynajmuje z kumplem. Ups, nie ma kubków, kieliszków do wina. Pijecie w szklance. Przypominasz sobie, że kiedyś też myślałaś, że to jakiś obciach pić w kieliszku, nie przeszkadzał ci stary czajnik i garnki jak z poprzedniej epoki. Kabina od prysznica nie musiała być sterylnie wyczyszczona, żebyś do niej weszła, a w umywalce, Boże, tam też były jakieś włosy.

Wiedziałaś, że wszystko na chwilę, że będzie lepsze. Tak jak on wie – u szczytu swojej młodości. Nie powie sobie w tej tymczasowości, że do niczego nie doszedł, bo wie, że jeszcze może dojść do wszystkiego.

Lekkość

W traktowaniu życia i spraw. Dlaczegóż ty musisz tyle rzeczy załatwić zanim wyjedziesz? Dlaczego w walizce masz milion rzeczy na wszelki wypadek, tak życie cię nauczyło. U niego wypadki są jeszcze tylko pechem, a nie normą i naturalną częścią ludzkiej egzystencji. Kochasz jego: „jakoś to będzie”. Rozpływasz się w tym. I znajdujesz dawną siebie. Halo, dla ciebie jakoś to będzie, też kiedyś było codziennością.

Radość

Nie masz wreszcie koło siebie faceta, który musi mieć najlepszy stolik w restauracji albo, który wie wszystko najlepiej i codziennie załatwiać milion ważnych spraw, bo życie to odpowiedzialność. W piątek decydujecie, że pojedziecie nad Zegrze, on nie wymyśla, że pokój w ośrodku jest nieodpowiedni tylko jest szczęśliwy, że w ogóle jest jakieś łóżko. I może przy tobie być, dotykać cię. Co tam, że bez śniadania, wystarczy bułka.

Ambicja

On je ma, więc cię napędza, jednocześnie nie jest przez nie zjedzony, nie jest też sfrustrowany, że niczego nie osiągnął.

Namiętność

Trochę taką jak przeżywałaś z pierwszym chłopakiem, bo jednak on może tyle razy, że wszystko cię boli i rano znów chce, i potem kilka razy w ciągu dnia. Jest tak w tym namiętny i czuły. I tak pełen wiary. Nic mu nie przeszkadza w tej waszej miłości. Ani różnica wieku, ani pieniądze, ani twoje dziecko, ani ludzie. Jest przekonany, że pokonacie wszystko, że nie ma kryzysów, romansów, zdrad, pustki. Jest tylko cudowne i piękne flow, które będzie trwać. I trwać, oczywiście.

Kochana, możesz w tym zostać i próbować, próbować budować związek…

… a możesz też wrócić do swojego świata, w którym jednak już jesteś. Świata planów, większej rozwagi, nie – tymczasowości. Możesz rozsiąść się na kanapie szczęśliwa, że to przeżyłaś, a jednocześnie bez lęku, że on kiedyś odejdzie do młodszej. Albo ty nie wytrwasz z jego młodzieńczością.

Możesz mu podziękować za przygodę życia, uwielbiać tę waszą radość nad Zegrzem i długie rozmowy, kiedy stawaliście się dla siebie przepustką do innych światów. On dla ciebie – do świata zachwytów. Ty dla niego – do świata mądrości. Podziękować za seks do obłędu i radość do potęgi entej. Hej, to przecież dzięki niemu wróciłaś – prawie – do czasów studenckich. No wiesz, tuż przed dzieckiem. I tym wszystkim „muszę” i „powinnam”.

A potem, wzmocniona i pewniejsza, odnaleźć się u boku mężczyzny, który jest dokładnie w tym miejscu życia, w którym ty jesteś. I też już lubi słowa takie jak: „pewność”, „bezpieczeństwo”, „odpowiedzialność” i „stabilizacja”. I może nie zabierze cię w środku tygodnia nad Zegrze, ale odrobi z twoją córką czy synem lekcje.