Seks

Mężczyźni lubią zjeść ciastko i mieć ciastko. Dlaczego tak nie może kobieta? Rozmówki nieobyczajne o wolnej miłości

ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
25 grudnia 2020
Fot. iStock
 

Rozmówki nieobyczajne – o seksie i nie tylko, damsko-męskie pogaduchy. Odcinek 1

Fot. iStock

Melisandra, Fundacja Projekt Szczęście

Miałam rozmowę z Marcinem Michałem Wysockim, autorem książki #Portal randkowy, dlaczego kobiety unikają seksrandek? Nie powiem, żeby Marcin parę razy mnie nie podpuszczał 😉, no ale na tym polega urok flirtu. Niemniej jednak zaczęłam się zastanawiać i zgłębiać temat.

10% kobiet może traktować seks jako coś przelotnego i niezobowiązującego. Jako świetną zabawę. Lubią flirt i są otwarte, wiedzą też kiedy postawić granicę. Wiedzą co lubią i czego nie lubią i preferują tinder  – randki. Seks jest dla nich jak energia, jak wybierane najlepsze danie, które można jeść jak się lubi: palcami, ciałem, zachłannie, jak tylko wyobraźnia zagra i podpowie.

Inne kobiety, traktują seks jak oddanie siebie, niemal uświęcenie i rozpoczęcie związku. Zamiast radości i fanu jest aktem oddania siebie, a przecież to jest nasze ciało i robimy to dla siebie. Dlaczego traktujemy seks jak poświęcenie lub uświęcenie rozpoczynającego się związku kiedy seks może być nadal tylko relacją?

Mężczyźni lubią zjeść ciastko i mieć ciastko. Dlaczego tak nie może kobieta? też się nacieszyć pieszczotami, orgazmami, pozwolić sobie na wypieszczenie ciała i siebie. Widzieć uwodzicielski wzrok mężczyzny na sobie, na swoim ciele. Co w tym złego? Co jest złego w oglądaniu porno przez kobiety?  Seks daje mega dobrą wibrę i dobrą energię. Dlaczego patrzymy przez pryzmat czy coś wypada czy nie wypada, czy ktoś nas za to skrytykuje, oceni. No i co z tego? Dajmy przyjemność sobie, a nie myślmy schematami naszych matek i babek, że trzeba poczekać …, a w dodatku mężczyzna musi na nas zasłużyć, no i czy ten mężczyzna jest tego wart … ?

Mogłybyśmy potraktować seks jak najlepsze zakupy u Tiffanego i wybranie każdej biżuterii jaką tylko chcemy i do tego popijać najlepszego szampana. Realizować swoje fantazje intymne i mówić o nich. To jest energia kobieca. Czego pragniemy 😊 Miałam koleżanki dla których seks był jak dobre śniadanie i rozpoczęcie dnia, bzykały się w każdym miejscu i przy każdej nadarzającej się okazji. Nie przeszkadzało im to w zarządzaniu wielkimi korporacjami i bycia świetnymi matkami i menadżerkami. Nie traktowały seksu jako nagrodę w związku czy relacji, ani też jako narzędzie do karania „nie byłeś dla mnie miły, to z bzykania nic nie będzie. Boli mnie głowa 😊”.  Brały seks jako napełnienie siebie radością, pozytywnymi hormonami szczęścia. Bo przecież nasza seksualność to jest część nas. Mamy tak piękne ciała i kształty, za którymi mężczyźni szaleją. Czy jest coś piękniejszego niż ciało kobiety, opiewane w literaturze, sztuce, muzyce?  To strefa do której tylko my dopuszczamy i wybieramy partnera. Nie ma być rytuałem poświęcenia i oddania, cierpienia, a czerpaniem radości z samego aktu. Dlaczego nie pozwalamy sobie doświadczać i bawić się? Kompleksy są w naszej głowie, jeżeli mężczyzna nas wybrał to dla niego jesteśmy tym ideałem. To nas pragnie. Nie wkręcajmy sobie innych scenariuszy. Bądźmy sobą i autentyczne na maksa. Nie brońmy się kiedy przychodzi do nas coś dobrego😉, chyba że nie pasuje to my najlepiej wiemy jak elegancko się ulotnić;)

Kochane, nie ważne co mówią inni, czujcie się sobą i pozwólcie sobie doświadczać i cieszyć się życiem. A teraz oddaję pióro Marcinowi, jak widzi randkowanie i nasze zachowania na Tinderku 😉

Melisandra, Fundacja Projekt Szczęście

Archiwum prywatne

Marcin Michał Wysocki

Witam Ciebie, witam Was. Zacznę od kilku dementi.

Po pierwsze, to nie jest tak, że wszyscy faceci idą do łóżka na pierwszej randce. Z różnych powodów zresztą: takie zachowanie może zwyczajnie nie być w ich typie (naprawdę); albo nie chcą czegoś złapać od kogoś zbyt wyzwolonego na to, aby się porządnie zabezpieczać. A może po prostu pragną kogoś bliżej poznać zanim przejdą do intymności – czy to takie dziwne u faceta?

Jest co najmniej jeszcze jeden poważny argument: dla wielu kobiet, seks zobowiązuje mężczyznę do kontynuacji znajomości, jest swoistym przyrzeczeniem – towar macany należy do macanta – a przecież po kilku godzinach znajomości jeszcze nie wiem, czy to jest właściwa osoba. Dlatego wielu z nas już woli się powstrzymać, niż pozbawiać się wolności wyboru lub narażać na wymówki i wyrzuty sumienia.

To nie jest wydumana lista. Możecie się nie zgadzać, jednak to mój męski punkt widzenia. Nie każdy facet jest ladacem, tak jak nie każda kobieta unika seks randek. No właśnie:

Po drugie: kobiety nie unikają seks randek :). Te, które są nimi zainteresowane, świetnie sobie radzą, Droga Meli. Inne, często nie czynią tego, nie dlatego, że nie mają ochoty, szwungu:), odwagi czy okazji, lecz zwyczajnie się o siebie boją. My faceci czujemy się silniejsi, dlatego nie martwi nas, że nam coś może z Waszej strony grozić. To raczej my bywamy niebezpieczni. Pamiętacie to słynne pytanie i równie słynną odpowiedź? Jaki byłby świat bez mężczyzn…? Bezpieczny.

Dlatego chciałbym skupić się na tym aspekcie. Zgoda. Należy Wam się wszystko w tym samym stopniu, co nam – także swoboda i korzystanie z życia, o których piszesz z takim entuzjazmem, jednak zadbajcie o własne bezpieczeństwo.

Znam kobiety, które korzystają ze swojej wolności, czerpią z życia pełnymi garściami, jednak stosują rozmaite strategie w tym względzie. Niekiedy zdumiewające przebiegłością, inteligencją i mądrością. Bo Wy jesteście naprawdę mądrzejsze od nas :). A to wszystko po to, aby obniżyć ryzyko, którego oczywiście nie da się w pełni wyeliminować :).

Te najprzezorniejsze, z największą wyobraźnią tego, co mogłoby im grozić w przypadku spotkania z facetem nietaktownym, głupim i nieinteligentnym – o groźnym czy bez wyobraźni seksualnej nawet nie wspominam 🙂 – wybierają partnera niezwykle starannie. Usiłują poznać mężczyznę w miarę możliwości najlepiej – na tyle, ile pozwala sytuacja i gorączka, jaka je trawi :). Piszą z nim wiadomości, potem rozmawiają przez komunikatory zachowując anonimowość, następnie spotykają się z wybrankiem na neutralnym gruncie i przyjmują jedną z najważniejszych zasad, które opisałem w mojej książce #Portal randkowy. Pozwolisz Meli, że zacytuję:

Jak powiedziała dyrektor Žanna S.: „Ēriks, jest tak, jak ci się wydaje, że jest. I nie kombinuj, że jest inaczej, niż widzisz”.

Dlatego, jeśli cokolwiek na pierwszy rzut oka im się nie spodoba, to dają nogę. I tyle.

Ale może dość o strategii postępowania :). Mądre podejście znacząco obniża ryzyko, pozostawiając już tyko otwarte bramy do rozkoszy.

Hmm, co też nie jest takie proste, hahaha, ale brzmi nieźle, przyznasz.

Jakieś pytania jeszcze? 🙂

M&M


O autorach:

Projekt Szczęście, to autorski pomysł fundatorki Fundacji, która występuje pod pseudonimem Melissandra, czyli ta mityczna która służy światłu i wyprowadza innych z cienia. Fundacja jest szczególnym miejscem dla ludzi, którzy po różnych związkach pragną ponownie doświadczyć szczęścia i znaleźć ukochanego i jedynego partnera. Ludzi, którzy, w czasie organizowanych przez Fundację warsztatów, chcą zrozumieć do czego były im potrzebne poprzednie związki, a potrzeba miłości i zrozumienia staje się ich drogą do światła. Warsztaty są miejscem tak dla singli, jak i dla par, które chcą jeszcze zobaczyć czy coś zostało jeszcze z ich miłości i jak tę miłość odnaleźć.

Marcin Michał Wysocki

Urodzony w 1965 roku w Warszawie, absolwent kilku fakultetów na uczelniach krajowych i zagranicznych, doktor nauk humanistycznych UŁ. Był m.in. asystentem oraz tłumaczem Jeffa Goffa i Jacka Wrighta w musicalu Narzeczona rozbójnika (Teatr Popularny). W Teatrze Ateneum asystował takim osobowościom teatru polskiego, jak: Laco Adamik, Krzysztof Zaleski, Wojciech Młynarski czy Janusz Warmiński. Współpracował z TVP w programach: LUZ, Sportowa apteka, Kawa czy herbata?. Był autorem muzyki do programów Mur, Sportowa Apteka oraz nagrał autorską płytę Head. Próbował swych sił w roli speakera w Radio Zet u Andrzeja Wojciechowskiego. Dotąd wydano sześć pozycji jego autorstwa: pracę naukową Wyznaczniki tożsamości etnicznej […]; wyróżnioną monografię żołnierza AK, Michał Wysocki. Wspomnienia z lat 1921–1955; impresję historyczną Remedium na śmierć – historie prawdziwe; relacje kombatantów z okresu Powstania Warszawskiego, A jednak przeżyliśmy. Niezwykłe wspomnienia, powieść obyczajową Baku, Moskwa, Warszawa oraz zbiór historii o poznawaniu się przez internet #Portal randkowy.


Seks

Kochanki spędzają święta same. Nie, nie jest mi z tym dobrze, obejrzę „Listy do M i zrobi mi się niedobrze

Listy do redakcji
Listy do redakcji
26 grudnia 2020
Fot. iStock/lechatnoir
 

Popijam łyk kawy, za chwilę ukroję sobie kawałek makowca. Powoli, ziarnko po ziarnku strzepnę jego okruszki z piżamy. Co dziś w telewizji? „To właśnie miłość?” „Listy do M”? Święta są chyba dla tych, którzy życie uczuciowe mają ułożone. A  z całą pewnością nie są dla kochanek. Pomijając całą moralną stronę sprawy, samotność w Boże Narodzenia uwiera mocno z innego powodu. Bo chociaż teoretycznie nie jestem sama, nie mam prawa spędzić tego czasu z tym, kogo kocham.

Wiem, to żałosne. Rozbijanie rodziny, kłamstwa, oszustwa, ukrywanie się, wyrzuty sumienia. 5 lat to wystarczająco, by przywyknąć do całej gamy emocji i uczuć, które towarzyszą mi od początku związku. Jednak to ty prowadzisz podwójne życie, to ty okłamujesz swoją żonę i dzieci, ja jedynie utrzymuję cię w przekonaniu, że jesteś wyjątkowy i staram się być niewidoczna, przezroczysta. Staram się nie przeszkadzać.

Kochasz mnie, tak twierdzisz. Jednak kiedy nadchodzą święta, urodziny dzieci, urodziny żony, rocznica ślubu twoich teściów, twoja rocznica ślubu, urlopy, wakacje, wywiadówki, szkolne przedstawienia, ważne zakupy, spotkania z żoną i przyjaciółmi ferie – znikasz. Mówisz, że musisz być z dziećmi, z rodziną, że nie możesz ich zawieść. Że żona bardzo dba o tradycję, więc wspólne wybieranie choinki, zakupy przed wigilią. Że nie wybaczyłbyś sobie, gdybyś z nimi nie spędzał tych świąt tak, jak zawsze. Że dla nich nic nie może się zmienić.

To nic nowego, nic niezwykłego. Tak jest od samego początku. Jesteś tam, nie tu. Tutaj bywasz, bywasz moim kochankiem, przyjacielem, chłopakiem na kilka godzin. Twoje życie jest tam. To, co mamy to seks, kradzione chwile szczęścia i lęk że ktoś cię zobaczy, kiedy wchodzisz do mojego mieszkania.

Nigdy nie zrobiliśmy razem zakupów, wiesz? Nigdy nie byliśmy razem w kinie, ani w teatrze. Nie wyjechaliśmy na weekend, nie pojechaliśmy na urlop. Jestem gdzieś na marginesie twojego życia, zawsze będę.

W Wigilię byłam u rodziców. W tym roku był tam jeszcze tylko mój brat z żoną i córką. Ja, jak zwykle przyszłam sama. Nie, nikt nie pytał o moje życie uczuciowe i dlaczego nikogo nie przyprowadziłam. Myślę, że jedynie moja mama czuje, że cierpię. Dyskretnie nie dopytuje o co chodzi. Twoje imię zna z moich opowiadań o świetnym koledze z pracy. Wie, że jesteś żonaty, że masz dzieci. Nie stawia pytań, ale martwi się o mnie. Pewnie czuję, że już dawno przekroczyliśmy granice koleżeństwa. Nie tego chce mama dla swojej córki, prawda? Ty też masz córkę. Pewnie nie chciałbyś, żeby była tą drugą…

To już piąte takie święta, wiesz? Samotne, pełne goryczy i wyrzutów sumienia. Ale chyba dopiero teraz zrozumiałam, że jestem wykorzystywana. Przychodzisz wtedy, kiedy ci wygodnie. Bierzesz tyle, ile chcesz, nic nie dając w zamian, poza iluzją, że może kiedyś coś się zmieni. Oboje wiemy, że nic się nie zmieni. Że od żony nie odejdziesz, bo może nawet w głębi, nadal ją kochasz. Na pewno jesteś do niej przywiązany. Dzieci  – wiadomo, nie chcesz niszczyć ich dobrego, spokojnego świata. W tym wszystkim nie ma dla mnie miejsca.

Przyszłą Wigilię spędzę inaczej, właśnie to sobie obiecałam. Żadnego ukrywania się, żadnej tęsknoty. U moim boku pojawi się ktoś, dla kogo będę priorytetem. Wierzę w to.

 

 


Seks

Ukrainki. Co myślą o Polakach, u których pracują?

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
25 grudnia 2020
Fot. iStock

„O życiu w Polsce, które ma wiele aspektów, Ukrainki myślą pozytywnie, ale o samych Polakach różnie. Niestety często dochodzi do przykrych sytuacji. Niektóre Ukrainki, które dzieliły się ze mną swoimi historiami były wykorzystywane i poniżane.” Monika Sobień-Górska wiele godzin spędziła na szczerych rozmowach z Ukrainkami pracującymi w Polsce by dowiedzieć się, co tak naprawdę myślą o Polakach. Jak jesteśmy odbierani i jak traktujemy „obcego”?

Klaudia Kierzkowska: Niedawno miała miejsce premiera książki „Ukrainki”. Jak zrodził się pomysł na jej napisanie?

Monika Sobień-Górska: Pomysł należał do wydawnictwa Czerwone i Czarne, które zaproponowało mi napisanie takiej książki. Nie ukrywam, czekałam na taką propozycję. Wcześniej pisałam książki z literatury faktu, ale były to wywiady-rzeki ze znanymi osobowościami kultury, a ta pozycja jest typowo reporterska. Oparta na badaniach w terenie i rozmowach z tak zwanym zwykłym człowiekiem. Ponadto do tej pory na rynku nigdy nie pojawiła się książka o takiej tematyce. Jeśli przeprowadzane były badania dotyczące Ukraińców to raczej dotyczyły one zadowolenia z pracy w Polsce albo skupiały się na aspektach demograficznych i gospodarczych. Teraz po raz pierwszy powstał książka, nie reportaż prasowy, tylko duża pozycja, która dała Ukrainkom głos. Ciekawe dla mnie było też to, że z tych rozmów powstał obraz nie tylko Ukraińców, ale przede wszystkim Polaków. Ukrainki opisują nasze zachowania, nawyki, a także to, jak teraz wygląda nasza relacja z „obcym”- czy na przestrzeni lat coś się zmieniło. Powstał obraz polskiej klasy średniej, bo to właśnie ona w głównej mierze zatrudnia Ukrainki.

Czułam, że to ciekawy temat. Wiedziałam, że wiele się dowiem i miałam nadzieję, że społeczeństwo się tym zainteresuje. Miałam nadzieję, że obraz który powstanie pomoże nam z Ukraińcami żyć w jeszcze lepszych relacjach.

W książce pojawia się 21 rozmów z Ukrainkami mieszkającymi w Polsce. Jak je pani znalazła? 

Rozmów przeprowadziłam zdecydowanie więcej. Te 21 historii to efekt pogłębionych, wielogodzinnych wywiadów. Pozostałe to badania bardziej ilościowe. Jeżeli dowiadywałam się od moich bohaterek, że Polacy w jakiś określony sposób się do nich odnoszą, jakoś zachowują to musiałam to sprawdzić. Nie chciałam opisywać zarzutów do Polaków, które usłyszałam tylko od jednej osoby. W związku z tym rozmawiałam z wieloma kobietami i jeśli jakieś zachowanie Polaków potwierdziło się, to dopiero wtedy wątek ten decydowałam się opisać w książce.

A jak znajdowałam te kobiety? Nie było tu żadnego klucza, żadnej reguły. Zależało mi na opisaniu historii kobiet, które mogę w swoim życiu spotkać tak po prostu, bez castingu. Jako pierwsza swoją historię opowiedziała mi moja fryzjerka Ukrainka. Poprosiłam, aby dała znać swoim koleżankom Ukrainkom mieszkającym w Polsce. Ponadto pomogły mi social media, na których poinformowałam, że przygotowuję książkę i aktualnie jestem w trakcie badań terenowych. Zainteresowane prosiłam o kontakt.

Ukrainki chętnie opowiadały o swoich historiach?

Odzew był bardzo duży. Kobiety naprawdę chętnie dzieliły się swoimi historiami. Co ciekawe, one wcale nie chciały i nie potrzebowały abym spisane wywiady przesłała im do autoryzacji. Ufały mi, co było dla mnie niezwykle ważne.

Która historia najbardziej zapadła pani w pamięć?

Takich historii było naprawdę wiele. Jedne dotyczyły pracy, z kolei inne – życia osobistego. Niezwykła była historia Ukrainki, która przyjechała do Polski w wieku 18 lat na studia. Nie miała wówczas nic – jedynie jakieś drobne, które dostała od mamy. Po przyjeździe oczywiście zaczęła szukać pracy, choć ze łzami w oczach wyznała, że na początku głodowała. Było jej naprawdę ciężko. Ostatecznie, dzięki ogromnej pracy, odwadze, ale też odrobinie szczęścia, udało się jej skończyć w Polsce dwa prestiżowe kierunki studiów. Przez 15 lat pracowała w consultingu w korporacjach, jednak pedał docisnęła tak mocno, że zarobiła takie pieniądze, które pozwalają jej na to, by w wieku niespełna 40 lat już nie musieć pracować. Tylko spełniać swoje marzenia. Dodajmy, nie wyszła bogato za mąż, poślubiła Białorusina, chłopaka wykształconego, ale nie milionera.

Druga historia, która zapadła mi w pamięć dotyczy młodej, dwudziestokilkuletniej kobiety, która na Ukrainie uczyła dzieci gry na pianinie. Niestety pensja, którą dostawała za pełnowymiarowy etat pracy nie wystarczała jej na życie. Rzuciła swój zawód, pozostawiła swoje pasje i przyjechała do Polski. Wszystko po to, by zarobić pieniądze na utrzymanie. Niestety przez długi czas pracowała w Warszawie na zmywaku. Zdecydowała się też na drugą pracę – również fizyczną, zależało jej by jak najwięcej obcować z Polakami, by jak najszybciej nauczyć się języka. Wiedziała, że to jedyna droga do znalezienia lepszej, nie fizycznej pracy. I tak też się stało – teraz jest managerką sieci restauracji, i co ciekawe tych, w których zaczynała pracę na zmywaku. Ma pod sobą kilkadziesiąt osób, głównie Polaków, więc jak widać historia zatoczyła koło. Przyjeżdżając do Polski rozpoczęła życie na nowo – porzuciła swoje artystyczne pasje, zamiłowania, by zacząć wszystko od początku, by móc godnie żyć. I jak widać udało się, osiągnęła sukces. Wiele kobiet z którymi rozmawiałam Polskę traktuje jako zawodowy raj.

Wszystkie miały tyle szczęścia?

Niestety nie. Niektóre Ukrainki, które dzieliły się ze mną swoimi historiami były wykorzystywane i poniżane. Nierzadkim przypadkiem jest historia z okradaniem Ukraińców, zwłaszcza tych pracujących przy sprzątaniu. Jedna z moich bohaterek nie dostała wynagrodzenia za kilkugodzinną pracę u naprawdę bogatych Polaków. Pod koniec sprzątania właścicielka zarzuciła jej zniszczenie bardzo drogiego swetra, którego moja bohaterka tak naprawdę nawet na oczy nie widziała. Jednak tak jej to zostało przedstawione, takie zarzuty usłyszała i co miała zrobić? Przecież większość Ukrainek pracuje albo na czarno albo zatrudniana jest przez agencje, więc dojście do prawdy było niemożliwe.

Najgorsze historie spotykają kobiety, które dopiero przyjechały do naszego kraju – nie znają języka, obyczajów, są niezwykle zagubione. Przykładowo, podczas jazdy komunikacją miejską, podchodzą do nich pracownicy lub osoby podające się za pracowników ZTM i proszą o okazanie biletu. Ten, który im pokazują uznają za niewłaściwy i żądają zapłacenia mandatu – na miejscu w gotówce. Jeśli nie chcą zapłacić straszą, że zabiorą im paszport, a wiadomo dokument ten jest dla tych kobiet wszystkim – to być albo nie być w Polsce. I chcąc nie chcąc Ukrainki płacą.

Jednak w większości przypadków historie są pozytywne. Kobiety są bardzo zadowolone, że mieszkają w Polsce. Mają tutaj szansę na rozwój, bardzo często to właśnie tutaj układają swoje życie prywatne. Skłaniałabym się do tego, że obraz Polaków jest raczej pozytywny, chociaż zdaję sobie sprawę, że jeżeli czyta się taką książkę to bardziej zapamiętuje się te pesymistyczne historie.

To co tak naprawdę Ukrainki myślą o Polakach, u których pracują?

O życiu w Polsce, które ma wiele aspektów, Ukrainki myślą pozytywnie, ale o samych Polakach różnie. Niestety bardzo często dochodzi także do przykrych sytuacji. Przykładowo, jedna z Ukrainek została poproszona by dom sprzątała ekologicznymi produktami, bowiem państwo mieli bardzo ekologiczne podejście do życia. Do sprzątania wykorzystywała cytrynę czy ocet. Podczas sprzątania małej łazienki została w niej po prostu zamknięta. Pan stwierdził, że jemu śmierdzi ocet, a ją przecież sam zmuszał do takiego sprzątania. Łazienka była tak malutka, że moja bohaterka mało się tam nie udusiła. I wtedy usłyszała od właściciela domu, że gdyby się uczyła to by teraz nie musiała sprzątać. Oczywiście wyszła stamtąd i nie przyjęła od nich żadnych pieniędzy. A co najciekawsze jest to wykształcona kobieta, która ukończyła studia ekonomiczne. Jednak sytuacja rodziny i miejsca na Ukrainie, z którego pochodzi, zmusiły ją do wyjazdu z kraju i podjęcia takiej a nie innej pracy.

Polacy nawet nie zdają sobie sprawy, że wielu Ukraińców, których zatrudniamy to wykształcone osoby. Większość uważa, że osoby te wykonywały taką samą pracę na Ukrainie tylko za mniejsze pieniądze. Co jest nieprawdą! Osoby te urodziły się w takim, a nie innym kraju i w Polsce często zaczynają swoje życie od zera.

Niestety Polacy wciąż nie myślą o Ukrainkach zbyt serdecznie, nie jesteśmy im zbyt przychylni. Czy książka ta może zmienić nasze nastawienie?

Wiedziałam, że Polacy nie pałają sympatią do Ukraińców jednak nie wiedziałam, że aż tak wielką. Dopiero po premierze książki dowiedziałam się jak silna jest ta antypatia. Fragmenty książki można było znaleźć w różnych serwisach internetowych. Pojawiały się pod nimi ogromne ilości negatywnych komentarzy dotyczących Ukraińców. Była to wręcz fala. Ludzie wypowiadali się o Ukraińcach jak najgorzej, pojawiały się wulgarne słowa. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ludzie którzy piszą na forach nie są obrazem przeciętnego Polaka.

Jakiś czas temu zostały przeprowadzone badania, które dowodzą, że dla większości Polaków praca z Ukraińcami nie jest żadnym problemem, pod warunkiem, że Ukrainiec nie jest ich szefem. Większość Polaków, którzy za sąsiadów mają Ukraińców, wypowiada się o nich pozytywnie. Choć ta antypatia widoczna w internecie jest duża, to nie popadałabym w pesymizm. Pamiętajmy, nie każdy wylewa swoje żale i wyraża swoją opinię na internetowym forum czy w komentarzach pod tekstem.

A czy miałam nadzieję, że książka może zmienić nasze nastawienie? Kiedy przeprowadziłam wiele rozmów z Ukrainkami zobaczyłam, że w większości przypadków pozytywnie wypowiadają się one o Polakach. Byłam podbudowana i czułam, że może to coś zmieni na lepsze. Niestety sama dostałam wiele wiadomości i zapytań po co ja w ogóle piszę o Ukraińcach, przecież ich życie nikogo nie interesuje, dlaczego nie piszę książki o Polakach pracujących na Zachodzie. Odpowiadam, że po pierwsze takie książki już powstały i warto zrobić research zanim się zdecydujemy na publiczną wypowiedź, a po drugie nie lubię jak ktoś mi mówi czym mam się zajmować. Rynek wydawniczy jest pojemny – jeśli ktoś ma ochotę, niech pisze taką książkę. A wracając do reakcji czytelników, to na szczęście tych pozytywnych jest zdecydowanie więcej, co mam nadzieję w dłuższej perspektywie zmieni nasze nastawienie do Ukraińców. Warto trochę poczytać, zgłębić temat, by zdać sobie sprawę z tego jak ogromną rolę pełnią oni w rozwoju naszego rynku pracy i gospodarki. Wiadomo w każdym środowisku mogą znaleźć się patologie, jednak dla mnie najważniejsze jest to, że zdecydowana większość Ukrainek, które poznałam wypowiada się o nas pozytywnie. Życzę nam żebyśmy i my o Ukraińcach myśleli tak samo.

Fot. Materiały prasowe

10.09.2019; Warszawa. Monika Sobień.
Fot. Adam Tuchlinski dla Wydawnictwa Czerwone i Czarne

Monika Sobień-Górska


Zobacz także

„Mam HIV i nie chcę o tym mówić każdemu mężczyźnie, który chciałby ze mną pójść do łóżka”

Gdy bańka pęka…

Życzę każdej kobiecie, żeby choć raz poszła do łóżka z dużo starszym facetem