Seks Związek

Latami nie uprawialiśmy seksu. Czułam złość i wyrzuty sumienia, że on nie może utrzymać wzwodu

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 marca 2022
bez seksu
fot. South_agency/iStock
 

Jak sobie wyobrażasz białe małżeństwo? Czy w ogóle wyobrażasz sobie życie z mężczyzną przez wiele lat bez seksu? Opowiem, ci jak to się zaczęło.


Spotkaliśmy się jako młodzi rozwodnicy. On miał córkę, ja dwóch synów. Oboje tuż po trzydziestce, po bardzo traumatycznych związkach i rozwodach. Wydał mi się zupełnie inni niż wszyscy mężczyźni, których do tej pory spotkałam. Był szalenie inteligenty, rozumiejący i czuły. Szybko udało nam się zbudować bliską emocjonalnie relację. Ale nie seks!

Pamiętam moment, kiedy pierwszy raz poszliśmy do łóżka. On naprawdę się do tego przygotował. Był szampan w wysokich kieliszkach, truskawki, posprzątane mieszkanie i zmieniona pościel. Córka oczywiście u byłej żony. Ja tego wieczora sporo wypiłam i naprawdę miałam ochotę namiętny, gorący seks. Tym bardziej że od rozwodu z mężem minął już grubo ponad rok. Liczyłam więc na fajerwerki. Niestety! Było przytulanie, miłe słowa i wzwód, który trwał bardzo krótko. Nie zdążyliśmy, a ja nie mogłam uwierzyć, że nam się nie udało. Jednak on jeszcze wtedy nie tracił rezonu. Powiedział mi, że nie chce tak od razu i na szybko. Chciałby, by to była wyjątkowa noc. Uwierzyłam mu, przytuliliśmy się i tak zasnęliśmy.

Nigdy wcześniej nic podobnego mi się nie przydarzyło.

Nie bardzo wiedziałam, jak sobie poradzić z tymi wszystkimi uczuciami, które wtedy we mnie rosły. A to były głównie: wściekłość, złość, napięcie. Próbowałam jednak ze wszystkich sił zdusić je w sobie! Takie noce bez seksu, tylko z dotykaniem zaczęły się powtarzać. A w mojej głowie huragan, w lędźwiach poczucie totalnego niezadowolenia. To była męczarnia, bo on ciągle próbował. Raz czy dwa się udało i trwało to ze trzydzieści sekund. Ale zazwyczaj nie wychodziło i kończyło się na tym, że oboje leżeliśmy w łóżku w jakiejś podłej atmosferze. Miałam poczucie winy, że może jest coś, co jako kobieta powinnam zrobić, by to się udawało. Ale głównie czułam złość i on pewnie musiał ode mnie obierać te przykre sygnały. Potem dla odmiany były wyrzuty sumienia, bo jak można być tak bardzo nieprzyjemną w łóżku dla faceta, który ma kłopoty ze wzwodem. Zachowywałam się jak okropna baba.

Mijały tygodnie, miesiące, a w końcu i lata. Na początku liczyłam, że to minie, że coś się zmieni i poprawi. A potem zaczęłam unikać chodzenia z nim do łóżka, bo zwyczajnie nie chciałam czuć tego okropnego napięcia i złości. Zaczęłam jednak kombinować, że może przyczyną jest to, że pali za dużo papierosów, że powinien iść do seksuologa, wziąć viagrę, coś z tym zrobić, odstawić zupełnie alkohol, trochę o siebie zadbać. Skupiłam się na tym, by choć zrobił podstawowe badania: krew i mocz itp. Był cholernie oporny w tym zaganianiu go do lekarza. Próbowałam, gadałam, gderałam: w końcu poszedł, badania mu wyszły kiepsko, nie chciał już się z tym konfrontować, nie leczył się, gdzieś pogubił papierki. Pomyślałam, cóż w końcu jest dorosłym mężczyzną. Niech robi, co chce. Nigdy jednak nie zaproponowałam mu czule (pewnie jak powinnam), że ten kłopot rozwiążemy razem. Nie spytałam go, czy pójdziemy razem do psychologa, czy seksuologa.

Jak myślicie, czy można żyć bez seksu?

Okazuje się, że można. W końcu się z tym pogodziłam, bo mój facet miał wiele innych przymiotów. Był bardzo dobry dla dzieci, świetnie zajmował się moimi synami. Nieźle zarabiał. Potrafił słuchać, doradzać, imponował mi swoją inteligencją.  Jednak nie było idealnie. Fakt, że nie łączył nam dobry seks i wspólne przeżywanie orgazmu, powodował, że go nie szanowałam. Bardzo trudno mi przychodzą te słowa… nie szanowałam go i potrafiłam być dokuczliwa jak nigdy dotąd. A może robiłam i mówiłam takie podłe rzeczy, ponieważ wiedziałam, że on mnie kocha i wszystko wytrzyma?

Wiedziałam, że on bardzo chciał mieć jeszcze jedno dziecko. Ciągle wracał do tego tematu, więc w końcu wspólnie zdecydowaliśmy się na in vitro. To był moment przełomowy w naszym życiu! Najpierw trafiliśmy do bardzo mądrej lekarki, która powiedziała, że na in vitro mamy jeszcze kilka lat i skierowała nas do seksuologa, a ten w końcu do terapeutki, która zajmowała się takimi parami jak my, czyli białymi małżeństwami.

Terapia była trudna dla obojga.

Zaczęło się od tego, że oczywiście mam rację i mój partner musiał odstawić papierosy i alkohol. Usłyszeliśmy podczas terapii bardzo trudne rzeczy. Oboje! Okazało się, że mój partner traktuje mnie bardziej jakbym była jego matką. Faktycznie przez lata stałam się gderliwa i apodyktyczna zupełnie jak moja teściowa. To dziwne, bo w poprzednich moich związkach grałam role bardzo uległej partnerki. Mój facet musiał więc przerobić swoje bardzo trudne emocje związane z matką i dzieciństwem. Był jedynakiem, wychowywanym bez ojca. Nie miałam pojęcia, że to mogło mieć silny wpływ… na naszą sypialnię. Masakra!

Psycholożka podczas sesji zwracała baczną uwagę, bym nie dominowała rozmów. Cały czas z szacunkiem prosiła mojego partnera, by otwarcie mówił, co o tym myśli. On najpierw robił to niechętnie, ale po kilku sesjach zaczął mówić otwarcie i silniejszym głosem. Na pewnym etapie mojemu facetowi potrzebna mu była osobna terapia. Miał masturbować się podczas oglądania filmów pornograficznych. Takie było zalecenie, a mnie trudno było zaakceptować ten fakt. Co jeszcze? Pamiętam też, że przez kilka tygodni mieliśmy tylko dotykać swoich ciał i chodzić spać bez próby penetracji. To znowu było dla mnie bardzo trudne. Nie potrafię tu pisać o wszystkim. Ale moja rola w tej układance też była ważna. Okazało się, że nie umiem być blisko i nie lubie okazywać czułości, że karzę mężczyzn za to, jak zachowywał się w mojej rodzinie mój ojciec. To, co przez kilka lat działo się w naszej sypialni, było więc rodzajem wspólnego sadomasochistycznego tańca dwojga poturbowanych przez życie ludzi.

Czy terapia przyniosła efekty?

Na pewno! Pamiętam, kiedy pierwszy raz udało nam się kochać. To było coś niesamowitego. Taka bliskość i czyta radość. Zupełnie nie do opisania. Następnego dnia zadzwoniłam do terapeutki i dosłownie krzyczałam do słuchawki: To działa! Jestem szczęśliwa!

Dziś myślę sobie, że gdyby nie ta jedna wizyta w sprawie in vitro i kilku mądrych lekarzy na naszej drodze, do końca życia żylibyśmy jako białe małżeństwo. Podobno nie jesteśmy odosobnieni. Podobno bardzo wiele par (z różnych powodów) tak żyje. Niektórzy szacują, że nawet 10-20% wszystkich małżeństw. Czy to możliwe? Jeśli tak jest, proszę szukajcie pomocy. Ten list napisałam właśnie dlatego, byście nie tracili nadziei.


Seks Związek

Łysienie plackowate – przyczyny, objawy i leczenie

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
30 marca 2022
łysienie plackowate, łysa kobieta
fot. Kyryl Gorlov/iStock
 

Łysienie plackowate to jedna z częstszych przyczyn wypadania włosów. Choć dotyka osoby w każdym wieku, to najczęściej zmagają się z nim młode osoby – poniżej 30. roku życia. Czym dokładnie jest łysienie plackowate i jakie są jego objawy?

Łysienie plackowate – przyczyny

Gęste, zdrowe i bujne włosy są marzeniem każdego. Niestety, szacuje się, że najczęstszą przyczyną wypadania włosów u osób przed 30. rokiem życia jest łysienie plackowate. To przewlekła choroba skórna, której przyczyny do końca nie zostały poznane. Najprawdopodobniej ma ona podłoże autoimmunologiczne – nieprawidłowości prowadzą do autoregresji błędnie funkcjonującego układu odpornościowego, który meszki włosowe uznaje za „obce”, a w konsekwencji atakuje je. Meszki włosowe zostają uszkodzone, włosy przerzedzają się i zaczynają wypadać. Nadmierne wypadanie włosów może być również dziedziczone, choć nie jest to regułą. Łysienie plackowate, będące wynikiem stanu zapalnego w organizmie, towarzyszy różnego rodzaju chorobom np. zapaleniu tarczycy, atopowemu zapaleniu skóry czy cukrzycy typu 1. Z chorobą zmagają się również niektóre osoby z zespołem Downa (około 10 proc. osób).

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Jada Pinkett Smith (@jadapinkettsmith)

Łysienie plackowate – objawy

Objawy łysienia plackowatego są dość charakterystyczne. Pierwsze sygnały zwiastujące chorobę najczęściej pojawiają się w dzieciństwie lub młodym wieku. Włosy na głowie, zaroście na twarzy lub innych owłosionych miejscach na ciele, zaczynają wypadać. Pierwsze ogniska łysienia plackowatego kształtem przypominają monetę. Z czasem pojawiają się kolejne, większe ogniska przypominające plamy o średnicy od 5 do 10 cm. Obserwujemy je nie na całej głowie, ale na ograniczonej powierzchni. Choć łysienie plackowate zazwyczaj pojawia się w wyniku stanu zapalnego, to nie towarzyszą mu objawy dla niego typowe np. rumień na skórze głowy. Niekiedy pojawia się swędzenie skóry łysiejącego miejsca. Szacuje się, że około 15-25 proc. chorych traci wszystkie włosy na głowie.

Zobacz również: Łysienie to nie tylko męski problem. Wszystko, co musisz wiedzieć o wypadaniu włosów

Rodzaje łysienia plackowatego

Łysienie plackowate może przybierać różne formy, dlatego też dzielimy je na:

  • Całkowite – utrata wszystkich włosów na głowie,
  • Uogólnione – utrata wszystkich włosów na całym ciele,
  • Wieloogniskowe – wyraźne odgraniczenie łysiny w więcej niż jednym miejscu,
  • Ogniskowe – ognisko łysienia występuje w obrębie jednej partii ciała,
  • Złośliwe – utrata włosów i brak tendencji do ich odrastania,
  • Pasmowate – utrata włosów charakterystycznymi pasmami wokół głowy – okolice skroniowe, potyliczne i czołowe,
  • Rozlane – równomierna, niebliznowaciejąca utrata owłosienia skóry głowy. Wyodrębnienie poszczególnych ognisk jest niemożliwe.

Łysienie plackowate może mieć charakter:

  • nawrotowy – włosy wypadają, przestają wypadać, odrastają, a po pewnym czasie ponownie zaczynają wypadać,
  • przewlekły – włosy wypadają cały czas, bez żadnej przerwy.

Łysienie plackowate – typy

Łysienie plackowate może charakteryzować się wieloletnim okresem trwania choroby. Jeśli schorzenie trwa dłużej niż dwa lata i wykazuje przewlekłą postać, to rokowania są gorsze. Ze względy na aspekt prognostyczny wyróżnia się cztery typy łysienia:

  • typ pospolity – wyróżnia się szybkim pojawieniem i samoistnym ustępowaniem zmian,
  • typ atopowy – występuje u osób z wywiadem atopowym, u których  łysienie najczęściej jest rozległe,
  • typ kombinowany – odnosi się do osób ze współistniejącymi zaburzeniami narządów wewnątrzwydzielniczych np. tarczycy,
  • typ hipertoniczny – ogniska zlewają się w większą całość.

Jak przebiega leczenie?

Leczenie łysienia plackowatego nie ma jednego, konkretnego i dającego sto procent gwarancji schematu. Leczenie jest trudne, długotrwałe, zależne od wieku i nasilenia choroby. W sporadycznych przypadkach włosy samoistnie przestają wypadać i zaczynają odrastać. By umożliwić włosom jak najszybszy odrost trycholog może zalecić:

  • Mezoterapię igłową – systematyczne wstrzykiwanie substancji odżywczych do komórek włosa.
  • Mezoterapie mikroigłową – systematyczny zabieg nakłuwania skóry głowy specjalnym wałeczkiem. Pacjent wykonuje go samodzielnie w domu.
  • Krioterapię – miejscowe schładzanie tkanek skóry głowy zalecane jest sporadycznie. Nadmierne obniżanie temperatury może uszkodzić meszki włosowe.
  • Stosowanie silnych preparatów na porost włosów – np. minoksydyl (płyn do skóry głowy pobudzający porost włosów, oparty na 5 proc. minoksydylu).
  • Systematyczne naświetlanie skóry głowy wyselekcjowanymi promieniami UVA.

źródło: poradnik zdrowie, medonet 

Seks Związek

Żona alkoholika: Czuję się jakby za ścianą, bez powietrza. Niech ktoś mi pomoże, bo nie mam już siły tak żyć

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 marca 2022
fot. filadendron/istock

Życie z alkoholikiem jest jak wegetowanie w Matrixie. Właściwie przestajesz żyć. Jesteś w świecie, w którym zajmujesz się rzeczami, którymi nie chcesz się zajmować. Sprawdzasz, czy w domu poupychane są po kątach i w szafkach puste butelki. Sprawdzasz, czy nie za długo zajmuje mu droga od samochodu do domu. Widzisz przez okno, że zaparkował, a klucze w zamku słyszysz dopiero po 10 minutach. Na pewno w tym czasie na klatce schodowej coś wypił.

32 godziny z życia współuzależnionej

Więc w nocy, gdy śpi, bierzesz psa i idziesz otworzyć bagażnik samochodu. Cała napięta. Modlisz się w duchu, byś tym razem niczego nie znalazła. Otwierasz. Na szczęście niczego tam nie ma: ani butelek pustych ani tych pełnych. Ufff. Jesteś paranoiczką – myślisz sobie. Znów go podejrzewasz bez sensu. Więc wracasz do domu cała szczęśliwa, że to tylko twoja chora fantazja. I wtedy na półpiętrze widzisz niedopite piwo. W dodatku takie jakie on uwielbia. Ale jaki to dowód na to, że to twój maż pił w pośpiechu przed powrotem do domu? – próbujesz znów przekonać samą siebie. Niepokój znów jednak rośnie, by po chwili rozgościć się w twojej głowie na dobre.

Rano przy śniadaniu, pytasz go, czy pił. Dlaczego tak wcześnie poszedł spać? Czy był już znieczulony? On jest wściekły! Nie odzywa się do ciebie. Coś tylko mruczy pod nosem. Wychodzi do pracy, trzaskając drzwiami i krzycząc, że takim domu nie da się żyć! Wrzeszczy: Odejdę, jeśli nie przestaniesz mnie obsesyjnie szpiegować!

I znów to czujesz, patrząc na małe dzieci. Tylko wyrzuty sumienia. Nie uśmiechasz się do synów. Jesteś nieobecna. Masz niewidzący wzrok. Czujesz się wykończona. Odprowadzasz więc bez słowa dzieci do przedszkola. Całujesz je w szatni, byleby szybciej się pozbyć tych trajkoczących nad uchem maluchów. Ty masz ważniejsze rzeczy na głowie. Musisz ich jakoś ustrzec przed alkoholizmem ich ojca. Musisz stać na straży tej rodziny. Tylko ile jeszcze dasz radę? Jesteś smutna. Czujesz, że masz sztywne mięśnie i twarz cała w napięciu.

Tej nocy czekasz na niego bezskutecznie. Nie wraca. Nie odbiera telefonu. Najpierw myślisz, że się obraził. Przecież przyrzekał, że nie będzie już pił alkoholu. Obiecał ci to na życie swojej matki i waszych wspólnych dzieci. Jak możesz mu nie wierzyć? Ale kiedy mijają kolejne godziny, dociera do ciebie, że to nie jest jakaś urojona wobec ciebie kara. On po prostu znowu poszedł w tango!

Ale może jednak nie? Może coś się stało? Wysyłasz do niego już dziesiętnego SMS-a. Nie sposób policzyć, ile razy już do niego dzwoniłaś. Zaglądasz do telefonu, przecież historię połączeń można jakoś odtworzyć. Ale jednak nie po dwunastym razie, który naliczyłaś, coś ci się miesza. Powinnaś zasnąć jak najszybciej, bo jutro w pracy będziesz bez sił i w końcu ktoś domyśli się, w jakim koszmarze żyjesz. Zwolnią cię, nikt cię nie będzie takiej szanował. A przecież codziennie wymagają od ciebie kreatywności.

Rano sama zajmujesz się dziećmi. Odprowadzasz je znowu bez grama uśmiechu na twarzy do przedszkola. Potem biegniesz spóźniona do pracy. Bez makijażu, bez wyprasowanych pod linijkę ubrań. Trudno, myślisz sobie! Byle by tylko udało się jakoś przebrnąć ten dzień. W pracy koleżanki robią sobie przerwę i zapraszają cię do kuchni na kawę. Idziesz z nimi, bo przecież starasz się robić dobre wrażeni i udawać, ze żyjesz normalnie. Tam ze zdziwieniem obserwujesz, jak toczy się rozmowa. One śmieją się z takich głupot. Mają problemy, które cię kompletnie nie dotyczą. Właśnie spierają się na temat laminacji rzęs, czy oby to jest zdrowe i bezpieczne. Potem przechodzą do kolejnego… wyższość hybrydy nad zwykłym lakierem. Po twoich ustach wędruje jakiś wymuszony nienaturalny uśmiech. Maskujesz, że masz te rozmowy głęboko w dupie. Czujesz się jakby za ścianą, jakby ktoś zamknął cię pod kloszem, bez powietrza. Chcesz krzyczeć – Ratunku! Niech ktoś mi pomoże, już dłużej tak nie potrafię żyć! To koszmar.

I wtedy słyszysz samą siebie: „Marzę o zielonych paznokciach, widziałam takie na Instagramie. I jeszcze mówisz, że nie potrafisz znaleźć takiego lakieru. Niby wszyscy tak malują teraz paznokcie, a zielonego lakieru w Rossmanie brak. Więc, uff, znowu ci się udało wybrnąć z kłopotliwej towarzysko sytuacji. Pewnie wszyscy myślą, że u ciebie – tak jak u innych – wszystko gra.

Po pracy idziesz do sklepu. Kupujesz do jedzenia byle co. Tyle, ile tylko zdołasz unieść. Potem jeszcze zabierasz dzieci z przedszkola. Znowu odebrałaś je jako ostatnia z matek. Trudno! Zajdziesz z nimi jeszcze na plac zabaw. To dla ciebie jedyna chwila, którą masz tylko dla siebie. Próbujesz wyciągnąć twarz do ostatnich wieczornych promieni słońca. Bierzesz do ręki telefon, wysyłasz do męża kolejne SMS-y i przez chwilę zastanawiasz się, czy nie zadzwonić do jego rodziców. Ale po co znów wciągać w to jego matkę. I tak wiadomo, że o jego pijaństwo ona wini ciebie. Nie jesteś dobrą żoną, taką , jaką on i ona sobie wymarzyli, więc pije. Masz świadomość, że nie masz w niej sprzymierzeńca. Dzwonisz więc do jego kolegi z pracy, który mówi, że go tam dziś nie było. Serce znów galopuje ci w piersiach. Co masz robić? Jesteś w tym sama! Może powinnaś o zacząć obdzwaniać szpitale? Może naprawdę coś się stało?

W domu robisz kolację i czujesz, że łzy napływają ci do oczu. Nie, do przyjaciółki po pocieszenie już nie zadzwonisz. Przecież pomyśli, że jesteś kompletną idiotką. Nie można bez przerwy zamęczać takimi sprawami innych ludzi. Zdajesz sobie sprawę, że oni nie mają już siły, by ci pomagać i słuchać twoich żalów. Postanawiasz, że jak dzieci pójdą spać zaczniesz dzwonić do szpitali. Przy synach nie chcesz robić afery. Mówisz im, że tata wyjechał i wróci jutro. Byleby się tylko nie martwili, byleby się nie zorientowali, co tu jest grane.

Epilog z domu pijaka

Ale kiedy zasypiają, słyszysz klucz przekręcany w zamku. Więc jednak żyje, więc jednak wrócił. Patrzy na ciebie niemrawo, idzie do łazienki. I co ty masz zrobić? Może jeszcze raz spróbuję – myślisz sobie. – Spróbuję go namówić, żeby nie pił. Tym razem każę mu przyrzec na Matkę Przenajświętszą, zaprowadzę do kościoła, może to pomoże – oszukujesz samą siebie. I to pytanie, które kołacze ci się z tyłu głowy: ile jeszcze wytrzymasz, kobieto!? W tym życiu bez życia, w tym cierpieniu i Matrixie. Ile? Bo na odejście od tego człowieka zwyczajnie brakuje ci sił.


Zobacz także

11 rzeczy, które musisz wiedzieć, jeśli wpadł ci w oko ktoś spod znaku Wodnika

„Jak odejść od mężczyzny? Bardzo trudno. Jeśli jesteś na początku tej drogi, posłuchaj mojej historii”

Wybaczyłam mu, ale nigdy nie zapomnę tego, co mi zrobił. Piętno ofiary przemocy zawsze będę nosić w sobie

Wybaczyłam mu, ale nigdy nie zapomnę tego, co mi zrobił. Piętno ofiary przemocy zawsze będę nosić w sobie