Psychologia

5 zmian, jakie zachodzą w ciele mężczyzny, gdy brak w jego życiu seksu

Redakcja
Redakcja
13 grudnia 2021
fot. kbeis/iStock
 

Co się dzieje z ciałem mężczyzny, kiedy przestaje uprawiać seks? 

Obniża się poziomu testosteronu

Uprawianie seksu zwiększa produkcję testosteronu. Hormon ten wzmacnia kości i mięśnie. Zbyt niski poziom testosteronu może powodować zmęczenie i depresję. Obniżenie poziomu testosteronu daje objawy jak przemęczenie. Mężczyzna ma kiepski nastrój, nie chce mu się nic robić, staje się nerwowy, może mieć problemy ze snem. Obniżony poziom testosteronu sprzyja też tyciu oraz spadkowi odporności. Mężczyzna staje bardziej podatny na zachorowanie np. na choroby sezonowe.

Zwiększa się podatność na stres

Zdaniem naukowców, regularne uprawianie seksu minimalizuje ryzyko zachorowania na depresję. Mężczyźni, którzy nie uprawiają seksu są wyraźnie mniej szczęśliwi niż ci aktywni seksualnie. Brak seksu może prowadzić do obniżenia nastroju, zdenerwowania, rozdrażnienia, a nawet złości. Seks to świetny sposób na rozładowanie napięcia fizycznego i emocjonalnego. W trakcie stosunku rośnie poziom endorfin, które odpowiadają za niwelowanie niepokoju i poprawę samopoczucia.

Pojawiają się problemy z erekcją

Przy dłuższej abstynencji wśród mężczyzn dochodzi do problemów z utrzymaniem wzwodu. Panowie często tak bardzo koncentrują się na tym, że musi dojść do erekcji (i jaki będzie wstyd, kiedy tak się nie stanie), że skupiają się na swoim penisie bardziej niż na doznaniach erotycznych z partnerką. Przy nieregularnych kontaktach seksualnych może również pojawić się problem z przedwczesnym wytryskiem. To niezwykle frustrująca panów dolegliwość, która może powodować, że mężczyzna będzie unikał zbliżeń. mężczyźni, którzy osiągają orgazm zbyt wcześnie, zniechęcają się do współżycia, uprawiają seks rzadziej i tym samym pogłębiają tylko problem. Młodszym panom, którzy mają możliwość współżyć z partnerką raz na tydzień (kiedy rodzice wychodzą do kina) zalecana jest częstsza masturbacja – np. rano, kiedy odbycie stosunku planuje się na wieczór.

Obniża się poczucie własnej wartości

Kiedy (nie tylko) mężczyzna nie uprawia regularnie seksu może się w nim rodzić przekonanie, że jest nieatrakcyjny, niegodny miłości, nieakceptowany. Nietrudno wtedy o nagły spadek poczucia własnej wartości i pewności siebie.

Wzrasta ryzyko zachorowania na raka i choroby sercowe

Liczne badania wskazują, że ryzyko zachorowania na raka prostaty jest o 30 proc. mniejsze u mężczyzn, którzy regularnie współżyją. Badanie przeprowadzone przez Anglia Ruskin University (jeden z najlepszych uniwersytetów w Wielkiej Brytanii), obejmowało 5700 mężczyzn i kobiet zbliżających się do złotego wieku (w wieku od 65 do 80 lat) i wykazało, że u mężczyzn, którzy mają mniej seksu po ukończeniu 50 lat, ryzyko poważnej choroby wzrasta o ponad dwie trzecie. Badanie wykazało również, że kobiety stają się o 64% bardziej skłonne do zgłaszania złego samopoczucia, jeśli rzadziej uprawiają seks. To samo badanie wykazało, że mężczyźni, u których rozwija się impotencja, mogą mieć problemy naczyniowe, które są czynnikami ryzyka chorób serca. Seks chroni przed zawałem mięśnia sercowego. Częste uprawianie seksu prowadzi do obniżenia ciśnienia krwi, co dodatnio wpływa na układ sercowo-naczyniowy

 

 


Psychologia

Co fiskusowi do prezentów ślubnych, czyli o podatku od darowizn

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
13 grudnia 2021
 

Okazuje się, że zwykle tam, gdzie w grę wchodzi jakiś rodzaj darowizny, a za taką są uważane ślubne podarunki, należy upewnić się, czy aby na pewno ich beneficjentem nie powinien stać się także fiskus. O to, kiedy i ile powinniśmy przekazać do Urzędu Skarbowego po ślubie oraz jakie przepisy to określają, zapytaliśmy Karolinę Dokić-Pietuszko z portalu ślubnego PlanujemyWesele.

W Polsce przepisy od darowizn mówią jasno, że podatek – także od prezentów ślubnych – uzależniony jest od stopnia pokrewieństwa między obdarowującym i obdarowanym oraz od
wartości samej darowizny. – Urząd Skarbowy ma uprawnienia, aby dopatrzeć się darowizny nawet jeśli państwo młodzi jej nie zgłoszą – mówi Karolina Dokić-Pietuszko z portalu ślubnego PlanujemyWesele. – Oczywiście nie chodzi o sprawdzanie zawartości kopert. Urzędnicy skarbowi mają inne sposoby, opisane precyzyjnie w polskim prawodawstwie, dlatego warto mieć świadomość ich uprawnień – dodaje nasza ekspertka.

Rodzice, dzieci, dziadkowie prezenty niosą

Najbliższa rodzina to grupa darczyńców, w przypadku której limit darowizn zwolnionych od podatku jest najwyższy. Najbliższa rodzina obdarowanego w rozumieniu fiskusa to rodzice, dzieci, rodzeństwo, dziadkowie, wnuki, pradziadkowie, prawnuki, pasierbowie, macocha oraz ojczym. Jeżeli w ciągu ostatnich 5 lat od jednej z tych osób nie otrzymaliśmy więcej niż 9637,00 złotych, nie musimy rozliczać się z Urzędem Skarbowym.

– Nawet jeśli wartość darowizny jest wyższa niż 9637,00 złotych, istnieje możliwość zwolnienia od podatku. Należy w ciągu 6 miesięcy od jej otrzymania złożyć odpowiednią deklarację we właściwym Urzędzie Skarbowym – podpowiada nasza ekspertka. Dobrą radą jest więc, aby – w miarę możliwości – zadbać o to, by wszelkie darowizny pieniężne zostały przekazane w formie przelewu bankowego lub przekazu pocztowego.

Zaskakująca hojność dalszej rodziny i znajomych

Jeżeli dalsi krewni zaskoczą młodych wartościowym prezentem, również powinni oszacować jego wartość. Druga grupa podatkowa obejmuje bowiem tych członków rodziny, z którymi nie jesteśmy najbliżej spokrewnieni, czyli zstępnych rodzeństwa (np. wnuków siostry lub dzieci brata), rodzeństwa rodziców, zstępnych i małżonków pasierbów, małżonków rodzeństwa oraz rodzeństwa małżonków, małżonków rodzeństwa małżonków oraz małżonków innych zstępnych, czyli np. żonę wnuka.

– W przypadku obdarowania cennym podarunkiem przez którąś z tych osób limit wartości darowizny, który nie będzie podlegał opłacie podatkowej, wynosi 7276,00 złotych. Podobnie jak w przypadku limitów darowizn od najbliższej rodziny, i tu chodzi o darowizny otrzymane od jednej osoby w ciągu 5 lat – informuje ekspertka z portalu PlanujemyWesele.

Urząd Skarbowy wyróżnia też trzecią grupę darczyńców: do niej zalicza wszystkie pozostałe, niespokrewnione z obdarowanymi osoby. Jeśli więc w ciągu 5 lat państwo młodzi przyjmą
darowiznę od znajomego, prezent o wartości wyższej niż 4902,00 złotych, zostanie on objęty obowiązkiem podatkowym (podobnie jak w innych przypadkach chodzi o darowiznę pochodzącą od jednej osoby). Po przekroczeniu ww. limitów podatek naliczany jest od powstałej nadwyżki.

Konsekwencje dla spóźnialskich

Jeśli Urząd Skarbowy zorientuje się, że np. zakupy poślubne nowożeńców lub kosztowne wesele były finansowane z darowizn niezgłoszonych do podatku, wówczas może nałożyć na małżonków karny podatek o wartości 20%.

– Wiele par, których przyjęcie jest finansowane przez rodziców, właśnie nazwiska rodziców wpisuje na umowach z usługodawcami weselnymi. Dlaczego? Bo wtedy Urząd Skarbowy nie będzie kwestionował tych transakcji, ani uważał, że to darowizna – tłumaczy Karolina Dokić-Pietuszko. Nasza ekspertka zwraca uwagę, że jeśli prezenty nie podpadają pod obowiązek podatkowy, mamy obowiązek zgłoszenia darowizny w ciągu 6 miesięcy. Jeżeli zobowiązani jesteśmy do uiszczenia podatku, mamy jeden miesiąc na zgłoszenie odpowiednich deklaracji w odpowiednim dla miejsca zamieszkania Urzędzie Skarbowym. Na podstawie złożonych  deklaracji fiskus naliczy należny podatek.

———————
PlanujemyWesele.pl to portal ślubny i katalog posiadający w swojej bazie ponad 17 tysięcy usługodawców z branży ślubno-weselnej z każdego regionu Polski. Portal to także porady
ekspertów, inspiracje, reportaże ze ślubów czytelników i piękne sesje plenerowe. Każdego miesiąca PlanujemyWesele.pl inspiruje i łączy z usługodawcami ponad 140 tysięcy par młodych. W tym roku firma obchodzi swoje 13. urodziny, osiągając oglądalność serwisu na poziomie 1,5 mln odsłon.


Psychologia

Maia Sobczak: kiedyś walczyłam z krągłością i miękkością, aż doszłam do wniosku, że to strata czasu i energii

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
13 grudnia 2021

– „Jedzenie i inne namiętności” to skrzyżowanie powieści z książką kulinarną, choć oczywiście pisarką nie śmiałabym się nazwać – mówi Maia Sobczak autorka bloga Qmam Kaszę. – Chciałam po prostu pokazać, że z naszej codzienności trudno wyekstrahować jedzenie od życia. One płynnie się ze sobą przeplatają. Nawet kiedy gościsz u siebie w domu znajomych, częstujesz ich sobą – swoją przestrzenią, energią i w końcu też posiłkiem, który przygotowujesz. Z jedzeniem tworzymy bardzo intymną relację. Tak naprawdę jesteśmy zbudowani z tego wszystkiego, czego w życiu posmakowaliśmy. Wierzę też, że jesteśmy sumą drobiazgów, które nam się po drodze przytrafiają”, dodaje Maia, która o jedzeniu mogłaby mówić bez końca. Namiętnie!

Twoje opisy jedzenia brzmią jak poezja.

„Do rozchylonych niepewnie ust wsunęła kawałek słodkiego, soczystego arbuza. Popchnęła go leciutko palcem, bo ociekający sokiem miąższ przykleił się do spragnionych, delikatnie wyschniętych warg. Tak bywa, pomyślała, kiedy człowiek sobie zbyt długo odmawia, zbyt rygorystycznie podchodzi do życia… I przymykając oczy, poddała się tej słodkiej, ociekającej rozkoszy bez wyrzutów sumienia”.

Maja, co powiesz kobietom, które przywykły jeść w pośpiechu, które traktują posiłek jak niezbędne paliwo, które połykają w międzyczasie.

– Swojej nowej książce dałam tytuł „Namiętności”, bo wszystko można robić albo po łebkach, albo z uwagą i namiętnie. Nawet prostą kanapką, którą zabrałaś ze sobą do pracy, możesz cieszyć się bezgranicznie, pożerając ją wszystkimi zmysłami, niesamowicie się nią nasycać. Ale możesz też na szybko i bez refleksji ją zwyczajnie połknąć. Ja jestem wąchaczem, więc najpierw czuję cudowny aromat, potem przeglądam się, czy mi się podoba ta kanapka. W ustach już czuję napływającą ślinę. Słyszę chrupanie i ciepło na języku, a potem rozpływające się po podniebieniu smaki. Lubieżnie oblizuję tłuste palce, bo szczerze mówiąc, najfajniej jeść rękoma. (śmiech) Wiem, że namiętność kojarzy się raczej z relacją międzyludzką, z konsumowaniem drugiego człowieka, ale to mi bardzo pasowało, bo namiętność i cielesność są bardzo blisko smakowania życia i jedzenia – wiadomo!

Rozmarzyłam się. A jednocześnie muszę ci podziękować, bo wiele twoich przepisów jest zaskakująca, ale bardzo prosta do wykonania. Jestem fanką twojego makaronu ze startym na tarce podsmażanym czerstwym chlebem na maśle.


– Uważam, że gotować można szybko, z uwagą i smacznie. Tak samo jest z życiem. Możesz go doświadczać i cieszyć się nim albo kompletnie nie zauważać mijających dni. To zależy tylko od ciebie, a nie od pieniędzy ani statusu. Wracając do przyjemności jedzenia… najpierw czujesz, jak ciepły makaron ślizga się po twoich ustach, a do tego jest bezwstydnie tłusty i pyszny chleb, który delikatnie chrupie między zębami. Już sama przyjemność z dźwięku, który wydajesz w trakcie jedzenia jest fantastyczna i potrafi być prawdziwą rozkoszą. Choć przepis zawiera w sobie tylko kilka i to powszednich składników.

Czy jest jakiś przepis w twojej nowej książce, który zawsze działa na gości?


– Tak, banalny. Zawsze i wszędzie furorę robi zapiekana feta, tu akurat, w książce jest wersja z owocami sezonowymi z odrobiną pieprzu marynowanego. Czasem dodaję tam też słodkich pomidorków i serwuję z chałką lub chlebem. Jak stawiam to danie na stole i odwracam się, by przynieść jeszcze coś z kuchni, to po chwili talerz jest pusty albo wylizywany z sosu kawałeczkami chałki. Ten sos, który powstaje między wytrawnym a słodkim smakiem, jest sztosem, że tak nieskromnie podkreślę. Uwielbiam też burattę z owocami skropioną oliwą z białej trufli. Wygląda i smakuje przewyśmienicie. Mam taką zasadę w kuchni, by do tłustej fety czy buratty dodawać coś kwaskowego, bo to podkręca smak jak ogień i ułatwia człowiekowi trawienie.

Pierwszy raz jadłam zapiekaną fetę w Grecji, chyba ze 20 lat temu, podawana była tradycyjnie, ze świeżymi pomidorami, czosnkiem i garścią tymianku. To była miłość od pierwszego wejrzenia i chyba stąd też, przez lata pojawiały się u mnie wszelkie modyfikacje, uzależnione od sezonu i tego, że jestem łakomczuchem!

’

Czym przyjmujesz gości, jeśli masz tzw. pustą lodówkę?


– Zawsze można coś wyczarować. Kiedyś przez przypadek w takiej sytuacji powstał mój przepis na grzanki z surówką z wczorajszego obiadu. Każdy ją zna – jabłko, por, marchew i majonez zmieszany z jogurtem. Ja do tego dodałam wyfiletowaną pomarańcz i fenkuł, a całość podałam na podsmażanych i karmelizowanych sokiem z pomarańczy kromkach chleba. Nawet teraz, jak ci o tym opowiadam, przełykam zdziczałą z rozkoszy ślinę. To jest coś niesamowitego, bo niby wszyscy znamy ten przepis, a jak dodamy jeden lub dwa pozornie niepasujące składniki, to nagle wszystko się zmienia. Uwierz mi, że słodycz pomarańczy z ostrzejszym porem to bajka.

Kiedy myślę o tobie, widzę nie tylko przepyszne potrawy, ale też kobietę zmysłową i ciałopozytywną. Uwielbiam w tobie to, że tak prawdziwie i optymistycznie eksponujesz swoją seksualność.


– Napisałam o tym sporo w pierwszym rozdziale mojej książki. Tak naprawdę nie ma ciała lepszego albo gorszego. Kiedyś, jak byłam młodą i jędrną brzoskwinką (śmiech), miałam do siebie pretensje, bo wydawało mi się, że powinnam być „inna”, mieć mniejsze biodra i sportowy biust, a od zawsze biodra i biust miałam obfity. Walczyłam więc w swojej głowie z tą kobiecością, krągłością i miękkością, aż w pewnym momencie doszłam do wniosku, że to jest walka z wiatrakami i że ona się nigdy nie skończy. To jest moje ciało. Nigdy nie będę miała innego. Pomyślałam sobie, że to straszliwa strata czasu i energii, próbując zmienić coś czego się zmienić nie da. Ja zawsze chciałam być długowłosą szczupłą mulatką, a jestem dziewczyną o piegowatej skórze, która opala się na czerwono i ma dzikie rudawe włosy. Ja tego nie zmienię, choćbym nie wiem, co robiła. Może akceptacja przyszłą wraz z dojrzałością? Pewnie tak, bo każdy etap ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne. Przez pierwszą połowę życia próbowałam zmienić wszystko to, czego zmienić się nie da, tak przez drugą połowę postanowiłam ukochać i oswoić to wszystko, co w sobie mam.

 

Nie śnisz już o tym, że pewnego dnia obudzisz się długonogą mulatką?

– To by oznaczało, że rano skazywałabym siebie na porażkę. Ja chciałam zacząć odnosić w życiu sukcesy, ale nie takie przez wielkie S. Ja po prostu uznałam, że chcę się poczuć w swojej skórze dobrze. Dotykając ud, nie chcę zastanawiać się, czy one są za duże, zbyt miękkie czy za mało brązowe. Jako młoda dziewczyna, faktycznie łudziłam się, że któregoś dnia, jakby za pomocą cudownej różdżki, stanę się inną kobietą.

Dziś myślę, że fajnie jest rozsiąść się jak najwygodniej na kanapie i przyjąć to, że wyglądam, jak wyglądam i… rozsmakować się w tym zwyczajnie. Nie chcę powiedzieć, że ja nic już nie robię, tylko leżę, jem i tyję.

Uważam, że miłość do siebie to też dbanie o ciało – żeby mu było wygodnie i ciepło oraz żeby zachowywało sprężystość jak najdłużej. Jednak dziś stawiam sobie bardziej realne wyzwania. To jest TEN mój osobisty sukces i bardzo mi z nim wygodnie!

Co ci pomogło dojść do takich konkluzji?

Obserwowanie świata zwierząt. Mam klacz imieniem Mirabel, to jest taki Kopciuszek wśród koni. Kupowałam ją siedemnaście lat temu na kilogramy, bo była „opasana” na mięso, czyli jej droga miała się zakończyć we włoskiej rzeźni. Mirabel nie jest za wysoka, jest pogrubianym, końskim kundelkiem z rozłupanym zadem. Właśnie takim obfitym i mięciutkim jak mój! I tak sobie ją obserwowałam, że jak Mirabel wchodzi na pastwisko do swojego stada, w którym są przepiękne długonogie, zwiewne i zapierające dech w piersiach konie, to ona nie ma najmniejszych kompleksów. Wchodzi i woła inne konie, które od razu ją witają.

Jakby od wejścia im mówiła: „Hej dziewczyny i chłopaki, jestem!”. Pomyślałam więc sobie: „Kurwa mać, dlaczego ja nie mogę po prostu być!? Dlaczego ja w swojej głowie muszę spełnić jakieś warunki, żeby czuć się ze sobą dobrze?

Czemu ja nie mogę, tak jak Mirabel wejść na pastwisko i powiedzieć innym: „Oto jestem!”. To zwierzę nawet przez ułamek sekundy nie pomyślało, że z nim jest coś nie tak, że może jego szyja jest za krótka albo zad za gruby. Ta klacz uwielbia się pokazywać i jest dumna z siebie. I ja też tak postanowiłam żyć.


Zobacz także

Mówią, że nie dasz rady? Wątpią w twoje cele? Pamiętaj wtedy o tych kilku rzeczach

Badania potwierdzają: pizza pomoże ci schudnąć. To jaka dzisiaj, hawajska czy pepperoni?

Silnej kobiecie się nie wybacza, nie pyta się jej czy jest zmęczona, czy cierpi…