Związek

Usta kobiety są tylko dla jednego mężczyzny. Usta są wierne

Agnieszka W Sioła
Agnieszka W Sioła
11 lutego 2022
fot. CoffeeAndMilk/iStock
 

Zadzwoniła do mnie przed chwilą koleżanka. Chyba dziesięć lat się nie widziałyśmy, więc nagadać się też nie mogłyśmy. Nie wiedziałam ile ma lat, bo głos zawsze taki młody, radosny jak u dziewczynki i taka sama spontaniczność. Uwielbiam. Powiedziała, że zbliża się do pięćdziesiątki i mąż ten sam. I dużo było o tym mężu. Widać, że ze sobą są bardzo szczęśliwi i nadal sobą zafascynowani, mimo że małżeństwo już z konkretnym stażem. Zapytałam, czy nadal uprawiają seks. „Tak. No wiesz jest inny niż kiedyś, ale jak najbardziej”. Zobaczcie, ile daje radości związek, w którym nadal jest płomień, wzajemne połączenie serc, dusz, umysłów i ciał. Jak można to pięknie prowadzić i być ze sobą jako przyjaciele, partnerzy i kochankowie. Da się? Tak.

Czytałam post na FB, gdzie kobieta prosi o radę co ma zrobić, kiedy mężczyzna po kilku randkach proponuje jej seks, aby zobaczyć czy będzie im dobrze w łóżku, zanim bardziej się zaangażuje uczuciowo i emocjonalnie.

Rozmawiałam potem ze znajomym. Przystojny, postawny mężczyzna, typowy samiec alfa, który bierze, co chce. Pytałam, dlaczego nie sypia z żoną? Dlaczego siedzi na portalach randkowych, na stronach porno i szuka przygód? Wcześniej poprosiłam o zdjęcie żony. Fajna, atrakcyjna, inteligentna kobieta. Wszystko gra. Tylko nie ma seksu. Dlaczego? „A bo wiesz, ile się można bzykać z tą samą kobietą, poza tym nam w łóżku nie styka. Uważam, że ludzie najpierw powinni się bzykać, aby zobaczyć, czy jest ogień, a dopiero później lepiej się poznawać”. Powiedział samiec alfa.

Coś w tym jest. Wiem, że zaraz się posypie grom z jasnego nieba, że przecież seks nie jest najważniejszy, są inne wartości, jak zaufanie i miłość, bezpieczeństwo itd. Ale zobaczcie, od czego najczęściej rozpada się związek? Od braku seksu, ognia, intymności. Co to znaczy dla kobiety? Zaczynamy się czuć mniej atrakcyjne i niepożądane. Popadamy we frustrację, że coś z nami nie tak. Pojawia się też zazdrość i niskie poczucie własnej wartości. Toksyczny facet od razu zwęszy nasze
fobie i będzie to wykorzystywał przeciwko nam. Czasem jest tak, że to my nie mamy driva na  partnera. Wtedy w głowie i nie tylko, spychamy seks na dziesiąty plan, bo dziecko, praca i dom ważniejsze. Albo tak nas męczy, bo nie satysfakcjonuje nas bzykanie z naszym partnerem, robi się nudno i na jedno kopyto, że unikamy i znajdziemy sobie każdą wymówkę, aby do niczego nie doszło.

Ciała nie oszukasz. Potrzebuje bliskości, pieszczoty, przytulenia, poczucia orgazmu i miłego odprężenia, produkcji endorfin, akceptacji takim, jakie jest. I mówimy tu o dobrym seksie, gdzie partner koncentruje się na potrzebach drugiej osoby, a nie na młockarni zwanej przelotem. To jest fajne raz na jakiś czas, a nie jako standard życia w parze. Tak! Miłość w łóżku, to sztuka i trzeba się wysilić i zadbać o to.

Gdyby znieść wstyd obyczajowy i uznać, że seks jest tak samo ważny na początku żeby się lepiej poznać i poczuć, jak dobra wspólna kolacja, to co by to było? Słucham na grupach kobiet, że jaką to zbrodnią jest pójść do łóżka na pierwszej randce, bo czy potem on to uszanuje, a czy się odezwie?  Z tym różnie bywa. Poznajemy się i jest flow. Oboje zgadzamy się na pójście do łóżka. Kobieta szczęśliwa, a mężczyzna albo kontynuuje z nią relację i wchodzimy wspólnie na wyższy poziom, albo  się rozchodzimy. Okazuje się, że sporo panów uważa, że jeśli poszła kobieta z nimi do łóżka na pierwszej randce to jest rozwiązła. Wtedy urywają kontakt. Tyle, że przecież to on ją namawia. Facet nie leży pod nią jak kłoda, a ona po nim skacze wbrew jego woli, bo to nawet jest wbrew męskiej  fizjologii. Może przecież zaproponować, „słuchaj poznajmy się bliżej, na wszystko przyjdzie czas”.

Zaliczył i przestaje się kontaktować, bo… ladacznica! Nie uważacie, że to jest forma zakłamania? Skorzystał i teraz nas obarcza winą. To po co żyć z takim mężczyzną i tworzyć relację z kimś, kto nas oszukuje oraz jest zakłamany w swoich intencjach? Szczerość jest ponad wszystko. Jeśli laska ma ochotę na seks z gościem, to idą i się kochają, bez oczekiwań. Po prostu, po ludzku miała na to ochotę. Odezwał się potem? Znaczy, że też i jemu było dobrze, i chciałby ją lepiej poznać lub po prostu kontynuować znajomość. Nie zadzwonił? Też spoko. Może doszedł do wniosku, że to nie było dla niego.

Wymyślił, że w każdą niedzielę o konkretnej godzinie będziemy się kochać. To było straszne

I tutaj znajdzie się milion usprawiedliwień, których my, kobiety, nie powinnyśmy brać do siebie. Od stwierdzenia „ladacznica”, po „czasoumilacz” na jeden raz. Mężczyźni oceniają ciało kobiety. Nawet długość palców u nóg, zapach cipki i jej smak, układając w głowie, czy tego chce na dłużej. Wiem, powiecie że kto kocha to akceptuje nas takimi jakimi jesteśmy. To powiem tak, my kobiety kochamy bezwarunkowo, akceptujemy, opiekujemy się, a mężczyźni są wzrokowcami: makijaż, fryzura, bielizna, doskonałość zapachu, głosu, myśli i chwili ulotnej. I zawsze było tak, że to  kobiety musiały być doskonałe i udoskonalone. Kokietować i uwodzić, a on przychodził i albo zabił woła i przyniósł do chaty, albo uciekł do innej. Niesprawiedliwe? Tak, ale tak jest. Przecież my możemy robić to samo, a nie czekać na przysłowiowego Godota i nie zadowalać się pierwszym lepszym, tylko zrobić casting. Który będzie najlepszy?!

Kobieta daje w seksie moc i energię mężczyźnie. My Was zasilamy. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o  kobiecej mocy, jaką mamy w sobie i jak potrafimy wzmocnić i co dać mężczyźnie w trakcie aktu seksualnego, to polecam wpisy na FB Justyny Jeska. Wtedy zrozumiecie co to znaczy seks. Że nie jest to bezmyślne stukanie do ulżenia sobie, a akt miłości, czułości, połączenia ciał, energii, emocji i zmysłów. To sztuka kochania istoty, ciała, poświęcenia mu uwagi, ciepła, troski. Orgazm jest jak kumulacja energii. Umiejętność jej wykorzystania jako zasilenie siebie i partnera. To magazyn energii i wiedza, jak czerpać z niego dla związku. To też emocje i intencje, które zostawia mężczyzna w naszym łonie.

Widzieliście twarz kobiety po orgazmie? Jej roziskrzone oczy, skóra, świecące i błyszczące włosy, głos rozćwierkany i uśmiech nieschodzący z ust. To jest właśnie to. Kobieta kwitnie kiedy jest właściwie i systematycznie podlewana jak kwiat. Nie ma co sobie oszczędzać. Jeśli jesteście razem i gdzieś magia przygasa, to porozmawiajcie jak ją rozpalić. Co się przez te lata stało, że zdechło? Gdzie się silnik zatarł? Czy wasze ciała nadają na tych samych falach? I tu nie chodzi o ekwilibrystykę gimnastyczną i kręcenie porno, a połączenie siebie na wszystkich poziomach. Podejrzewam, że wiele z was tego nie  doświadczyło.

Świece, kadzidła, piesek na kolankach i magiczne karty. I właśnie wtedy pokazał się w kartach ON

Ciało jest genialnie skonstruowane i gra się na nim najpiękniejsze utwory, symfonie. Jeśli się umie. Jeśli się szanuje swoją cielesność i łono, które jest generatorem energii, tej najlepszej. Jeśli się wie, co znaczy akt z kobietą i ceni chwilę wzajemnego połączenia. Z taką świadomością mogą dwie osoby zrobić wszystko, też wspólnie przekraczać granice, bo nikt nie będzie się czuł wykorzystywany, ani lepszy ani gorszy. To będzie wspólna podróż w nieznane. Jeśli Panowie uważacie, że kobieta jest „rozwiązła” to zwróćcie uwagę komu oddaje swoje usta. Jak się całuje. Usta kobiety są tylko dla jednego mężczyzny. To nie jest tak, że możemy z każdym. Usta są wierne. To tak jak prostytutki, lub jak pięknie mówią w serialu „After life” – pracownice seksualne, że możesz kupić ich ciało, ale nie usta. Usta są zawsze zarezerwowane dla ukochanej osoby. Wyrażają nasze emocje, są drogą do naszego serca, umysłu i ciała. Całowanie się z partnerem to wyraz miłości, przywiązania, a przede wszystkim czystych intencji. Pocałunek nie kłamie, a jak kłamie to od razu to czujesz.

Zadzwoniła do mnie przed chwilą koleżanka. Chyba dziesięć lat się nie widziałyśmy, więc nagadać się też nie mogłyśmy. Nie wiedziałam ile ma lat, bo głos zawsze taki młody, radosny jak u dziewczynki i taka sama spontaniczność. Uwielbiam. Powiedziała, że zbliża się do pięćdziesiątki i mąż ten sam. I dużo było o tym mężu. Widać, że ze sobą są bardzo szczęśliwi i nadal sobą zafascynowani, mimo że małżeństwo już z konkretnym stażem. Zapytałam, czy nadal uprawiają seks. „Tak. No wiesz jest inny niż kiedyś, ale jak najbardziej”. Zobaczcie, ile daje radości związek, w którym nadal jest płomień, wzajemne połączenie serc, dusz, umysłów i ciał. Jak można to pięknie prowadzić i być ze sobą i jako przyjaciele, partnerzy i kochankowie. Da się ? Tak.


Związek

Córeczka tatusia? To, że mnie wyrzucił ze swojego życia bolało najbardziej. Nie chciałam żyć

Agnieszka W Sioła
Agnieszka W Sioła
18 lutego 2022
fot. Choreograph/iStock
 

Córeczki tatusiów. Przez wiele lat to określenie budziło u mnie grymas na twarzy i niesmak. Dlaczego? Córeczka jest mamusi, a nie tatusia. I dopiero jak na jednej z sesji terapeutycznych wyszło, że jestem typową córeczką tatusia, która w dodatku traktuje własną matkę jak rywalkę, to wówczas zaliczyłam nokaut od życia i to w wieku czterdziestu paru lat.


Tato. Pierwszy mężczyzna w życiu. Ten, co pokazuje, co znaczy bezpieczeństwo, odwaga, atrakcyjność, mądrość wyborów, odporność na stresy i sytuacje życiowe. Ten, do którego możemy przyjść się poskarżyć, a tata pójdzie i „nakopie” komu trzeba. Będzie trzymać nas na kolanach, a my będziemy jego oczkiem w głowie. Nauczy miłości i niezachwianej wiary w siebie. Stworzy nam silny kręgosłup, aby nie wybierać pierwszego lepszego co nam wpadnie w ręce, ale to, co najlepsze i to ze świadomego wyboru. Mężczyzna, za którym możemy się schować, gdy się boimy, bo ochroni nas przed całym światem. Będzie pilnować naszych wyborów i ambicji, rozwijać je, pokazywać, jak być przebojową. Nauczy nas, jaki ma być mężczyzna w naszym życiu i jak okazywać mu miłość. Przegoni pierwszych absztyfikantów, ale i poprowadzi do ołtarza. Oszaleje z radości gdy dowie się, że będzie dziadkiem. Jak go nie kochać?

Ale też może być i tak, że będzie mieć w naszym życiu rolę ojca jako kata, lub obojętnego sukinsyna. A mimo wszystko będzie w sercu córki ciągłą tęsknotą za miłością. I będzie się go kochać i utożsamiać się z nim, mimo bólu, który nam zadaje. Tak bardzo może kochać tylko córeczka tatusia, którą każda z nas jest, choć nie chce się do tego przyznać.

Byłam kiedyś w związku, gdzie była dziewczynka, córka mojego partnera. Śliczna i słodka. Miałyśmy ze sobą i te dobre i gorsze chwile, ale nawet po tak długim czasie od zerwania związku, wiem że bardzo mile mnie wspomina. Wiele mi w niej przeszkadzało jak reagowała na moje relacje z jej tatą. Na początku było spoko, ale potem już miała „obczajony” mój teren i mnie. Przeszła do ataku. Nie mogła znieść wpatrzonych oczu „jej mężczyzny” we mnie, naszych przytulanek, pocałunków, a czasem może i też odgłosu naszego seksu. Postanowiła „wygryźć” mnie z tego związku. Prostymi, jak to nastolatka, sposobami: zrzucenie na mnie za coś winy, podburzanie ojca na mnie, wymyślanie problemów na poczekaniu i fochów. Znała jego słabe punkty i wiedziała, co go wkurza, gdzie ma miękkie podbrzusze. On też nie był święty. Jak miał dobry humor, to nosił ją na rękach, dawał gwiazdkę z nieba, gdy ten humor nie był wystarczający, to dochodziło do bicia i wyzwisk. Płakała, błagała, nic. Jeszcze wpuszczał ją w większe poczucie winy, że sama to prowokuje i to jest jej wina. Ale ona nadal go kochała, o wszystkim zapominała, bo był nowy dzień i skrupulatnie pracowała na kolejna dawkę miłości od tatusia.

„Pieprz*na córunia mamuni” – usłyszała od męża. Gdy toksyczna relacja z matką niszczy związek

Wyrzekła się nawet matki, bo on jej nienawidził za to, że nie wytrzymała jego agresji i uciekła. Wykradła matce komórkę i dane po to, aby ojciec nie miał problemów w sądzie i nie było na niego haka. Wszystko z miłości silniejszej niż ból. Wkurzała mnie. Byłam jej rywalką. Nie wiedziałam dlaczego.

Moja relacja z moim ojcem była żadna. Rodzice się szybko rozwiedli, jedno zachowywało się gorzej od drugiego. Ojciec mnie nigdy nie uderzył, ale powiedział, że nie chce mnie znać, bo w czasie bójki i awantury między rodzicami, stanęłam jako mała dziewczynka przeciwko ojcu i podniosłam na niego rączkę. Nie pamiętam tego. Mimo, że miałam parę latek, wiedziałam, że bez matki bym nie przeżyła. Próbował mnie już raz oddać do domu dziecka, a matki się pozbyć. To wiem. Kolejne lata to były sporadyczne spotkania, zawsze w jakimś interesie. Sprawa o alimenty? Aby załagodzić sytuację, to jakiś obiad, spotkanie. By na drugi dzień, kiedy po ludzku chciałam porozmawiać, jak córka z tatą, mówił „czego chcesz?” I rzucał słuchawką. To przypominało prowadzenie cielęcia na rzeź. Miłe podprowadzenie pod ścianę i cios. Ale jakoś mój instynkt przetrwania był silniejszy i robiłam skuteczny unik. Studia? „Ty się nadajesz tylko do szmaty i  sprzątania w restauracjach”. Dach nad głową? „Dla mnie możesz mieszkać pod mostem”. Gdzieś to upychałam w sobie, aby nie bolało. Jednak jego pogrzeb był dobiciem. Nie zaproponowano mi nawet, abym się podpisała na klepsydrze. Córki nie ma. Rodzina w kondukcie żałobnym nie znała mnie, oprócz jego rodzeństwa. Ciotki i wujkowie od razu mnie poznali i przytulili. Ale już młode pokolenie było zaskoczone, że wujek miał córkę. Dlaczego nic nie powiedział? Córka uznana i o tym samym nazwisku. Nawet kiedy moje ciotki, a jego siostry, widziały mnie w telewizji przy okazji jakiś wywiadów i mu je pokazywały, mówił, że to nie ja. W testamencie mnie wydziedziczył, winiąc za wszystko mnie i matkę. To, że mnie wyrzucił ze swojego życia bolało najbardziej. Nie chciałam żyć.

Potem nastąpiła moja przeprowadzka do innego miasta. Ciągle tata mi się śnił, gdzieś mnie prowadził i… dobrze prowadził. Pilnował. Przyśnił mi się kiedyś na Dzień Ojca. Powiedział, abym zadzwoniła do jego brata i dowiem się całej prawdy o nim. Tak poznałam bliżej jego rodzinę i moje korzenie. Poznałam jego takim, jakim był człowiekiem, a nie z opowiadań mamy. Poznałam siebie. Jak jestem do niego podobna fizycznie i psychicznie. Ile mamy wspólnych cech i że po nim mam ten pęd do życia, zadaniowość i niepoddawanie się. Zrozumiałam, że kochałam go najbardziej i że byłam mu w stanie wszystko wybaczyć, byle tylko był przy mnie. Że w swoich myślach traktowałam go jako kogoś więcej niż tatę, a jako mężczyznę, który daje poczucie bezpieczeństwa, mądrość, prowadzi i strzeże. Ale to jest tylko tata. Dał mi życie i na tym jego rola się skończyła. Przynajmniej w tym życiu.

Znaczenie relacji ojciec – córka. Kilka prostych zasad tej miłości

Rozkminienie tego procesu zajęło mi sześć lat, a w sumie ponad czterdzieści. Z ciągłym pytaniem „dlaczego?”. Dzisiaj już nie mam w sobie złości i pretensji do tej dziewczynki, z mojego poprzedniego związku, bo doskonale ją teraz rozumiem. Ile energii wkładała w miłość, która ją raniła, ale nie umiała inaczej. Jak wielkie ma serduszko, zapominając o każdej krzywdzie. Ale to tak jest. Dzieci, nawet jeśli są źle traktowane, nie przestają kochać rodziców, tylko przestają kochać siebie. Uważają, że coś z nimi jest nie tak, że to w nich tkwi błąd. Że one są złe. Tak było i ze mną. Całą winę wzięłam na siebie.

Stąd nasze popsute związki. Nienawiść do kobiet i mężczyzn. Brak wiary w siebie. Potrzeba ciągłego chwalenia i dostrzegania tego, co robimy i kim jesteśmy. Toksyczność relacji. Niewidzenie siebie i swojej atrakcyjności. Szarpanie partnera i wymaganie od niego miłości bezwarunkowej, zamiast od siebie. Ciągle uważamy, że jesteśmy zjebane, nie umiemy sobie i innym wybaczyć. Całość bólu chowamy pod pancerzem albo pod przykrywką świetnego, sztucznego humoru, albo obojętności i izolacji od ludzi. Szukamy cech naszych ojców i rekompensacji potrzeb jako córeczek u naszych partnerów. I powiem wam, że ciężko sobie tę pustkę zrekompensować. Bez względu czy to jest partner starszy, młodszy, odpowiedzialny czy też nie. Nie ma to znaczenia, jaki jest. Nie da się, bo to jest zupełnie inna osoba, z innym losem i potrzebami. Przyciągamy partnerów takich, na jakich jesteśmy gotowe w danej chwili naszego życia. Miłość i zapełnienie pustki po tacie możemy dać sobie same, próbować, ale to jest proces. Nie na jedną sesję. Możemy nawet przez całe życie tego nie przepracować i uciekać od tematu, możemy też się z tym zmierzyć i odkryć w sobie słońce.

Najważniejsze jest wybaczyć. Sobie i jemu. Podziękować, że dzięki niemu jesteśmy na tym świecie.


Związek

„Leż i płacz. Aż się wypłaczesz. To jest jedyny czas poświęcony samej sobie. Wtedy pojawiają się pytania, odpowiedzi”

Agnieszka W Sioła
Agnieszka W Sioła
3 lutego 2022
fot. nikkimeel/iStock

– Osobiście odsyłam do lekarzy, psychiatrów itd., a dopiero potem zapraszam do wróżek. Najpierw trzeba się leczyć, a potem iść po poradę do nas. My, gdy jesteśmy w dołku, idziemy najpierw do wróżek, a trzeba iść najpierw do lekarza, czy czasem nie mamy depresji lub jakiejś choroby, a może do prawnika, gdy jest problem z uregulowaniem swoich praw. Wszystko trzeba robić w odpowiedniej kolejności i odpowiedzialnie. A przede wszystkim zadbać o zdrowie i swój komfort psychiczny, zrobić wszystko, aby wznosić się w górę, a nie lecieć w dół – mówi Łucja Horbaty, astrolog, numerolog, tarocistka, wizjonerka, terapeutka.


– Łucja, zawsze mnie to interesowało, a Ty pięknie o tym opowiadasz – rodzina i nasze korzenie rodzinne, rodowe. Nie zdajemy sobie sprawy, jak są bardzo ważne i wpływają na to, kim jesteśmy i jaką drogę w życiu obieramy. Kształtują nasze wzorce, wybory, sposoby myślenia. Skąd jest nasza rodzina? Dlaczego mamy takich członków rodziny i choć nie raz te związki są traumatyczne, to dlaczego jednak są tak bardzo ważne?

– Każda rodzina, z której się wywodzimy i jesteśmy z nią połączeni, wywodzi się z innych czasów i innych wcieleń. W Biblii jest powiedziane, że żyjemy nie raz. Nikt jeszcze nie doszedł, ile tych wcieleń mamy. Od wieków zastanawiamy się, dlaczego jesteśmy mądrzy, a dlaczego głupi, czy bogaci, czy biedni? Sama pracowałam nad tym, dlaczego mam takiego tatę, dlaczego taką mamę? Robiłam regres czasowy do poprzednich wcieleń i okazało się, że mój tato był moim mężem, innym razem moim wnuczkiem itd. Ale zawsze była to najbliższa rodzina. Umawiamy się między sobą, kto ma pełnić jaką rolę, jak mamy sobie wzajemnie pomóc, po to aby kolejne życie wznieść na wyższy poziom. Też widać po znakach zodiaku, że mamy w rodzinie połowę wag lub lwów, lub same znaki wiosenne. Dziedziczymy po rodzicach znaki zodiaku, bo jesteśmy ze sobą powiązani, ale rodzinnie.

Jak wyjść z tego kręgu? To dobre pytanie, bo przecież co życie to odgrywamy jakieś role, jak w teatrze. Tu rola kochanka, a potem jako córka lub żona. O co tu chodzi? Można z tego kręgu wyjść, ale będąc świętym, czyli absolutnie czystym w uczynkach i w myślach. Ale jak to zrobić, skoro nie pamiętamy poprzedniego życia? Dwoje ludzi jedzie tramwajem i wychodzą z niego razem, lądują w łóżku. Powstaje nowe życie. Para się rozchodzi, ale to, co było ich zadaniem, to stworzenie nowego życia, które się nie udało w poprzednim. Mówi się, że każdy jest kowalem własnego losu, to dlaczego spotykają nas różne mniej lub bardziej dotkliwe zdarzenia, z którymi musimy się zmierzyć? To jest właśnie pole reinkarnacyjne, pole naszej informacji.

– Czy naszym powołaniem jest udoskonalać kolejne życie, przerabiać swoją karmę?

– Z każdym życiem ewoluujemy. Oglądałam swoje życie i mogę powiedzieć o moich doświadczeniach. Były życia, że ciągle się bawiłam. Balety i strojenie się. To, co można wynieść z takiego życia? Nic. W innym życiu byłam bardzo bita i katowana przez człowieka, którego spotkałam także w tym życiu. Ale  w tym życiu bardzo mi pomagał. Spłacał swoją karmę.

Kiedyś prowadziłam warsztaty i podszedł do mnie pewien mężczyzna, profesor z Poznania, którego nigdy wcześniej nie widziałam i powiedział „Łucja, wybacz mi”. Nie wiedziałam na początku, o co chodzi. Chciał mnie przytulić i zażegnać sprawę. Zobaczyłam wtedy, że w jednym z żyć okradł mnie z mojego majątku. Podczas tego spotkania odsunęłam go od siebie i powiedziałam, że wybaczę pod  warunkiem, że mi wszystko spłaci co do grosza. Są ludzie świadomi, którzy widzą, co zrobili w  poprzednich życiach i jak to wpływa na to ich obecne. Są i tacy, którzy pewnie gdy to czytają pukają  nam w czoło. Ale to już mnie przestało dziwić.

– W jaki sposób można zobaczyć, sprawdzić nasze poprzednie jestestwo? Jak Ty to widzisz i jak pomagasz ludziom, którzy się do Ciebie zgłaszają?

– Mam własny program. Część można wyczytać z kart, część z astrologii, ja jeszcze dodatkowo widzę obrazy. Widzę i opowiadam. Może sobie ktoś powiedzieć, że to są bajki, ale w którymś momencie złapie się na tym, że coś mu to przypomina i na przykład nawiązuje do jego związku. Na początku, kiedy dwoje ludzi się spotyka, może być euforia, ale z czasem widzimy że związek nam się nie układa, że jest w nim przemoc i nieczyste intencje. Czujemy, że coś jest nie tak i przestajemy się spotykać.

Robimy to intuicyjnie, emocjonalnie. Na przykład tobie coś nie pasuje w drugiej osobie, którą spotykasz i na dzień dobry jest coś nie tak. Ludzie mogą mówić, że świetny człowiek itd., a tobie to nie siedzi. To dlatego, że w innym życiu była negatywna relacja. Z czasem zaczynasz czuć pewne rzeczy i przychodzą pewne obrazy. Najlepszym przykładem są zwierzęta, które niefajnego człowieka od razu poznają, warczą, prychają. Czasem też przynosimy negatywną energię na sobie i to też jest wyczuwalne i przez nas, i przez domowych pupili. Domownik przychodzi do domu i od razu jest dym. Trzeba to wtedy oczyścić.

– No właśnie. Coraz częściej słyszymy o negatywnych energiach, bytach, które się do nas podczepiają, przez co jesteśmy osłabieni i chorujemy. Pomocy szukamy już nie tylko u lekarzy, ale też u terapeutów energetycznych i u wróżek. Jak mądrze wybrać taką osobę? Rynek ezoteryczny kwitnie jak nigdy dotąd i w formie wizyt, i online. Powiedz, na co zwrócić uwagę, jeśli już się zdecydujemy na taką pomoc? Przecież to jest jak wybór lekarza, przed którym się otwieramy, lub jak do księdza w konfesjonale ?

– Mamy serce i umysł. Oczywiście jest potrzeba kiedy mamy podjąć jakąś decyzję i idziemy wtedy do wróżki. Ale trzeba o tej osobie posprawdzać informacje. Poczytać opinie w internecie, posprawdzać pocztą pantoflową. Kto to jest i jak się czują oraz co piszą klienci po wizycie. To nie może być przypadek. Trzeba patrzeć pod kątem wiedzy i to nie tylko z kart, ale i z astrologii, numerologii.

Czasem z kart są opowiadane takie głupoty i to jeszcze z zegarkiem w ręku, że człowiek wychodzi po tej „przysłowiowej” godzinie skołowany, niedoinformowany, z głową nabitą czarnymi myślami. Tego nie można robić osobie, która przychodzi po pomoc.

Często jest tak, że my nie słuchamy samych siebie. Mamy sytuację, wobec której musimy podjąć decyzję i intuicja nam podpowiada, ale potrzebujemy potwierdzenia. Idziemy do wróżki i ta powie coś innego, potem ludzie trafiają na przykład do mnie. I słyszę … „(…) ale ja wiedziałam, że mi Pani tak powie, ale tamta osoba powiedziała mi co innego”. Trzeba słuchać zawsze siebie, bo prawda jest w nas tylko my zagłuszamy swój głos. Wszyscy mamy swoje czucie i w ogóle siebie nie słuchamy. Chodzimy od wróżki do wróżki i słuchamy głupot. Na przykład dostajemy informację o śmierci, o tym, kiedy umrzemy. Nie wolno tego nigdy mówić i programować człowieka. Nie wolno się bawić w Boga i rządzić ludzkim życiem i czasem. Takich ludzi należy omijać z daleka.

Mam klientkę, wiecznie chorą na wszystkie choroby świata, a jednak mającą się bardzo dobrze, która mnie się ciągle pyta, kiedy umrze? Odpowiadam „jak przyjdzie czas to pani umrze”. Tak samo jak ktoś mówi, że tego i tego dnia będzie miał wypadek. To jest bzdura. My sami mamy wpływ na nasze życie i to od nas zależy. Każdemu to mówię. Karty, astrologia to są tylko narzędzia. W astrologii możemy wyczytać wszystkie nasze talenty, ale to są puzzelki z których układamy nasz obraz. Ale wyrocznią jesteśmy MY sami dla siebie, a nie karty, czy inne wróżby. Czasem trzeba połączyć kilka wątków w jedno. Jeśli jest choroba to wróżka nie rozwiąże sprawy.

Osobiście odsyłam do lekarzy, psychiatrów itd., a dopiero potem zapraszam do wróżek. Najpierw trzeba się leczyć, a potem iść po poradę do nas.

My, gdy jesteśmy w dołku to idziemy najpierw do wróżek, a trzeba iść najpierw do lekarza, sprawdzć, czy czasem nie mamy depresji lub jakiejś choroby, a może do prawnika, gdy jest problem z uregulowaniem swoich praw, a potem do mnie. Wszystko trzeba robić w odpowiedniej kolejności i odpowiedzialnie. A przede wszystkim zadbać o zdrowie i swój komfort psychiczny, zrobić wszystko aby wznosić się w górę, a nie lecieć w dół.

Znalazłam się w punkcie ZERO. Wszystko trzeba było rozpocząć od nowa, przede wszystkim posklejać siebie

– Ludzie wydają bardzo dużo pieniędzy na porady wróżbiarskie. Mamy wizyty, telelinie, teleporady, Fb, online etc. niektórzy już bez tego nie umieją żyć. Sami się ściągamy w nasz dół emocjonalny i robimy z siebie kaleki „co to będzie dalej?”. Idziemy po poradę. Czas start. Czas stop. I przyjdź innym, następnym razem. Wróże i wróżki działają trochę jak prawnicy, sprawa się nie kończy i trzeba przyjść lub zadzwonić jeszcze raz. Zainwestować kolejne pieniądze. Jak się odniesiesz do tego rynku?

– Teleporady są świetne. Ale co można powiedzieć o człowieku przez trzy minuty? To jak u lekarza. Wypisze ci w tym czasie receptę przez telefon, ale nie zbada cię co ci jest. Trzeba mieć całego człowieka, widzieć jego obraz, wczuć się w niego. Posprawdzać aż do wyczerpania tematu. To jest odpowiedzialność za słowa. Też podziwiam ludzi, którzy na forum publicznym, kiedy słucha pół Polski, opowiadają o swoich problemach i proszą o pomoc. To trzeba być naprawdę w wielkiej desperacji. Chociaż to teraz w modzie.

– Czy takie wizyty i pomoc ludziom, wyczerpują was energetycznie?

– Przychodzenie po porady działa w obie strony. My radzimy, opowiadamy, a klienci „ciągną” z nas energię. Moje koleżanki i koledzy po fachu nie raz mamy tak, że po wizycie klienta mamy obniżoną energię. Nawet jak się na swój sposób zabezpieczamy. Bo i tak musimy. Oczywiście oczyszczamy się i to kąpiel w soli i inne rytuały. Dla nas jest bardzo ważne, aby utrzymywać swoje białe pole, ale często jest tak, że mając swoją wysoką aurę, która świeci i siedzimy sobie w tej naszej energii i jest nam dobrze, po takiej wizycie ledwo dychamy. To dotyczy nie tylko nas, ale każdego. Jedni mają wysokie wibracje, a inni bardzo niskie.

To jest łatwe do zauważenia. Na przykład jesteśmy na weselu i obok nas siedzi osoba w depresji i ta nasza aura od razu zaczyna nam spadać. Czasem nie rozumiemy co się z nami dzieje, było fajnie a nagle mamy wisielczy humor. To popatrzmy kto jest obok nas. Przesiądźmy się i od razu lepiej się poczujemy. Aura jest sprawnym urządzeniem. Jak mamy braki to ciągnie od innych. Balansujemy sobie deficyt kimś innym. Trzeba dbać o swoją energię.

– To jakie jest BHP wróżbiarstwa? Obalmy mity o pracy z energią zmarłych i o czarnych kotach!

– Ale bzdury. Trzeba to odwracać. Jak powiemy, że czarny kot to szczęście, to tak będzie. Wszystko jest w naszej głowie. Sami się programujemy. Jeśli jesteśmy u wróżki i powie nam rzeczy, które są dla nas nieprzyjemne i bolesne, to powinniśmy od razu to kontrować. Możemy wyjść i powiedzieć, że tego nie przyjmujemy. Idźmy do parku lub tam, gdzie jest przestrzeń. Usiądźmy sobie na przykład na ziemi lub dotknijmy jej i powiedzmy „wszystko co złe niech idzie do ziemi, wszystko co złe niech się w dobro zmieni”. A matka ziemia jest tak mądra, że będzie najlepiej wiedziała jak to przetransformować. Wracamy po takim spacerze do domu i bierzemy sobie kąpiel w soli. Kilogram soli kamiennej do wanny. Wykąpać się.
Spłukać wszystko i nie przyjmować żadnych takich negatywnych informacji do swojego biopola. Mamy włączyć myślenie. Jeśli słyszymy coś nie po naszej myśli, to nie mamy tego przyjmować tylko odciąć to od siebie. To nie jest automat, aby nam wrzucać co ktoś chce. Od nas zależy, czy to się zadzieje. Od razu reagujmy.

Druga metoda. To trzeba sobie wyobrazić, że mamy wewnętrzne słońce na poziomie splotu słonecznego i się łączymy z tym, które świeci na nas. Łączymy się z nim i wtedy nie ma prawa aby cokolwiek się negatywnego zadziało. Zawsze mówię aby sprawdzać do kogo idziesz. To tak, jak ktoś robi ustawienia Hellingera i wypowiada się na temat rodziny, a jest samotny i rodziny nigdy nie miał. To jakim on może być doradcą? Co może nam przekazać? Jak przychodzimy do wróżki, a tam jest bałagan, zaduch, bród to co może powiedzieć dobrego? Na ile jest wiarygodna i z dobrą energią? Przestrzeń musi być czysta, transparentna, harmonijna. Przestrzeń mówi o człowieku jakim jest. Też jak dba o siebie. Możemy sami sobie wróżyć, skupić się, wyciszyć i zapytać swojego serca, duszy i umysłu na przykład ile mamy energii? I od razu dostaniemy odpowiedź. Wtedy umysł odpowie. Dusza odpowie na inny temat. Przecież i tak zadajemy sobie milion pytań. I jeszcze jedno. Jak mamy depresje to posiedźmy sobie w niej. Zobaczmy co nam się pokaże i jakie pytania. To najlepszy czas.

Nie można być wiecznie na haju. Leżenie i płacz jest ok. Leż i płacz. Aż się wypłaczesz. To jest jedyny czas poświęcony samemu sobie. Wtedy pojawiają się pytania, odpowiedzi.
Na co dzień i we wszystkich mediach ciągle się trenujemy jak być szczęśliwym, wiecznie zadowolonym. Ludzie nie da się tak. Raz jest tak, a raz inaczej. Podobnie teraz z falą życzeń, bo jest początek roku kalendarzowego i chińskiego, a ci co znają astrologię to wiedzą, że każdy z nas ma swój rok astrologiczny i to w innym czasie. No i składamy sobie życzenia, i przyrzeczenia jak ma być i tak dalej. Zadaniujemy się na siłę i robimy sobie krzywdę. Ludzie przestańcie. Cieszcie się tym co macie i z każdej najmniejszej sytuacji w waszym życiu. Gdy będziecie wdzięczni za każdy dzień i to co się wydarza wtedy będziecie szczęśliwi i spełnieni.

 

Świece, kadzidła, piesek na kolankach i magiczne karty. I właśnie wtedy pokazał się w kartach ON