Związek

Rozwód? Rzadko bywa łatwy i przyjemny. Ale jak już się zdecydujesz, musisz wiedzieć, co robić

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 kwietnia 2016
Fot. iStock / stephanie phillips
 

„Rozwodzę się” – podejmujesz decyzję i… nie masz pojęcia co robić dalej. Bo pozew, bo prawnik, bo opieka nad dziećmi, alimenty, majątek. A co, jak jeszcze chcę orzekania o winie? Kiedyś rozmawiałam z kobietą, która powiedziała, że po dwóch latach walki z mężem podczas rozwodu, chciała do niego wrócić. Nie miała już siły…

Ewa Raczyńska: Co mówisz kobietom, które chcą się rozwieść?

Dorota Wollenszleger: Mówię: „Obojętnie jak dobrze nie wyglądałoby twoje małżeństwo, do jakich porozumień byście nie doszli przed rozwodem, to zawsze wyobraź sobie twojego męża w wydaniu najgorszym z możliwych. Tylko tak przygotujesz się na wszystkie możliwe przykrości, które cię spotkają”. Niestety w 90% przypadków to się sprawdza.

W twoim się sprawdziło?

Mój rozwód ciągnął się przez pięć lat. Byliśmy dobrym małżeństwem. Pamiętam, jak dostałam od męża teleskop, wiedział, ze interesowałam się gwiazdami, przy teleskopie karteczka: „Nie mogę tobie podarować gwiazdki z nieba, to chociaż popatrz sobie na nie z bliska”, kiedy dostałam biżuterię z granatem, mówił, że ma nadzieję, ze będę nosić, bo pasuje do mojego wybuchowego temperamentu. Gdy byłam w ciąży biegał do sklepu, masował stopy, przykrywał kocem. Przy rozwodzie – okazało się, że nie znam tego człowieka zupełnie, nie wiedziałam, czego się po nim spodziewać. Okradł mnie z ostatniej namiastki luksusu – ukradł mi spod mojej pracy samochód, choć jemu zostało duże wypasione auto. Nawet na to się połasił wiedząc, że nie będę miała jak dojechać do pracy, jak odwieźć dzieci do szkoły. Jeszcze w tym dniu doznałam kontuzji kolana… To tak, jak wszystko ci się wali, to naprawdę wszystko. W trakcie rozwodu spotkało mnie także porwanie rodzicielskie. Przez trzy tygodnie nie wiedziałam starszej córki, miałam z nią ograniczony, bo kontrolowany przez byłego męża kontakt, który mówił jej: „Powiedz mamie, jak to jest mieszkać z jednym rodzicem”, a to przecież nie ja odeszłam…

Dlaczego się rozwiedliście?

Zachorowałam na nieuleczalną chorobę – stwardnienie rozsiane. Na szczęście mnie ta choroba oszczędza, poza jednym incydentem w szpitalu kilka lat temu nic się nie dzieje. Ale mój mąż się przestraszył, zmienił się o 180 stopni. Kompletnie sobie z tą sytuacją nie radził, chyba szukał powodu, by odejść.  W pewnym momencie sama tę atmosferę podsycałam, bo chciałam, by w końcu wybuchło to, co się nazbierało między nami. I tak on podjął decyzję, że odchodzi. Byłam zaskoczona, bo myślałam, że jednak będzie chciał zawalczyć pójść na terapię… Teraz wiem, że pewnie po roku półtora sama bym odeszła. Przestałam lubić siebie, a przecież tylko siebie mamy i kto miałby mnie lubić, jeśli nie ja sama.

Dzisiaj pomagasz innym kobietom przy rozwodach.

To był przypadek. W telewizji śniadaniowej usłyszałam rozmowę o firmie „Kobieta i Rozwód”, o tym, jak kobiety potrzebują wsparcia przy rozwodach i pomyślałam sobie, że chciałabym pomóc innym kobietom, podzielić się swoim doświadczeniem. Napisałam do warszawskiej siedziby firmy z propozycją utworzenia filii w Gdańsku. Pomysł został przyjęty i dlatego dzisiaj rozmawiamy.

Pracujemy zespołowo, zajmujemy się klientkami kompleksowo, mamy prawników, psychologów, mediatorów, detektywów. Sama wiem, kiedy był mi potrzebny psycholog, to szukałam, dowiadywałam się, do którego najlepiej trafić, a to jest zawsze trudne. A przecież dowody w sądzie to podstawa, a gdy zetkniemy się z niekompetentną osobę, to odbiera nam jeszcze bardziej siły i energię do walki w sądzie. Zebrałam zespół ludzi, z którymi sama chciałabym współpracować przy swoim rozwodzie. Prawników, którzy nie tylko są profesjonalistami, ale też są bardzo empatyczni. Bo tego mi osobiście podczas mojego rozwodu bardzo brakowało. Miałam swojego pełnomocnika, ale z jego strony żadnego zrozumienia. Czułam się w trakcie rozwodu bardzo osamotniona. Tego osamotnienia kobiety bardzo często doświadczają.

Chciałabym jednak podkreślić, że podejmujemy się tylko i wyłącznie takich spraw, kiedy kobieta jest pewna swojej decyzji, jeśli ma jakikolwiek cień wątpliwości, dajemy jej czas. Możemy podpisać umowę, ale nie działamy, czekamy aż do nas wróci upewniona w swojej decyzji. Jest bardzo wiele warunków, które trzeba wziąć pod uwagę – majątek, dzieci. My pokazujemy drogi, które kobieta może wybrać, opowiadamy jak wygląda proces przy rozwodzie z orzekaniem o winie, z podziałem majątku z ustalaniem opieki nad dziećmi. Ale decyzja ostateczna należy do niej

Jakie błędy najczęściej popełniają kobiety?

Po pierwsze myślą tak, jak ja na początku. Mój rozwód był rozwodem o pietruszkę. Miałam ambicję na rozwód o orzekaniu o winie, a skończyło się tak, jak zazwyczaj się kończy, bo chciałam łagodnie, szybko to wszystko zakończyć. Okazało się jednak, że mój były mąż miał zupełnie inną od mojej wizję naszego rozstania. Czułam się nieustannie atakowana, on był w ciągłym natarciu i przez swoją postawę ciągał mnie po wszystkich sądach.

Dzieje się tak, bo nam kobietom wydaje się, że jeśli pójdziemy na więcej ustępstw, im mniej będziemy wymagały od tego byłego męża, tym szybciej ten cały rozwód się skończy. Nie ma nic bardziej mylnego. Wiem to na własnym przykładzie, im bardziej ja byłam spolegliwa, tym on bardziej atakował. Były mąż myślał, że to moje wycofanie nie wynika z chęci osiągnięcia porozumienia, tylko, z mojej słabości. Dla niego to był sygnał, by mnie atakować.

I my pokazujemy, jak nie zaostrzać sytuacji od początku, ale też jak się najlepiej przygotować, by w razie trudności (które prędzej czy później przyjdą) móc się spokojnie wybronić i postawić swoje warunki.

Mówimy kobietom, kiedy należy powiedzieć dość, nie iść już na więcej ustępstw, bo te zaczynają być dla niej lub dla dzieci szkodliwe. I w momencie, gdy pokazujemy brak zgody na kolejne kompromisy i zebrane asy w rękawie, to mężczyzna nagle pokornieje i chce rozmawiać. A my przestajemy być tą szarą myszką, której można wcisnąć każdy kit i szybko się z nią rozwieść. Kiedy zaczynamy stawiać konkretne warunki, oni zaczynają się z nami liczyć, zauważać nas. Już nie ma „musisz to podpisać”, tylko jest „przemyślmy to”.

Dlaczego się rozwodzimy?

Z różnych powodów, choć mianownik bywa podobny. Trafiają do mnie kobiety tkwiące w związkach przemocowych. Im jest bardzo trudno w ogóle podjąć decyzję, a co dopiero zacząć działać. Piszą do mnie maila, rozmawiamy na Facebooku, a gdy nabierają do mnie zaufania – przychodzą. Czasami mówią: „A lepiej nie, dam jakoś radę” – wtedy mówię, że owszem, da radę, bo my kobiety jesteśmy twarde. Tylko co z dziećmi? W takim przypadku to dzieci są główną motywacją.

Miałam klientkę, której wszyscy wokół mówili, że wymyśla, że rozwód to jej widzimisię, bo przecież jest w dobrym związku – on nie bije, pije. Ale kiedy wyjechała z parą znajomych o podobnym małżeńskim stażu i zobaczyła, jaka jest między nimi jest czułość, jak dbają o siebie nawzajem –  przyniosą sobie herbatę, przykryją kocem, zrozumiała, że ona nie chce takiego zimnego związku, w którym tkwi. Nie chce, by dzieci powieliły jej schemat nieszczęśliwego małżeństwa, w którym zabrakło miłości.

Miałam też taką sytuację – para nie rozwiodła się ze względu na dzieci, bo to społecznie nie byłoby dobrze widziane. On nie mieszkał z nimi, a ona była wiecznie czekają, czy ten mąż przyjdzie, czy nie.  Kiedy doszło do rozwodu, który dla kobiety najczęściej jest porażką, ta kobieta usłyszała jeszcze od swojego syna: „Mamo zobacz, co ty mi z życia zrobiłaś, ja nawet nie wiem, jak powinien wyglądać normalny związek”… Dla dobra dzieci nie warto ciągnąć takich małżeństw. Szczęśliwa mama, to szczęśliwe dzieci, a my jesteśmy szczęśliwie w dobrych związkach. Z tego co ja obserwuję, to małżeństwa najczęściej działają dobrze logistycznie, może nie być już tam jakiegoś wielkiego uczucia, wielkich emocji, te relacje są już bardziej oziębłe, a oni spełniają się dobrze jako partnerzy. Ale to też przestaje wystarczać kobietom, to też jedna z przyczyn, dla których decydują się na odejście, nie wystarcza im życie w codziennej rutynie. Chcą miłości i czułości.

Mówisz, że rozwód to porażka. Często kobiety tak myślą?

Przychodzą do mnie panie, które mają niesamowity potencjał, są piękne i mądre, a doświadczyły od swojego męża tyle przykrości… I taka kobieta zawsze winę za rozpad małżeństwa bierze na siebie. Tłumaczy, że być może ona popełniła jakiś błąd, być może coś zrobiła, nawet wtedy gdy są ofiarami przemocy.

Bardzo często na samo wspomnienie małżeństwa reagują bardzo emocjonalnie, jest w nich żal, mają poczucie porażki, wielkiej straty. Ale w momencie, kiedy zaczynamy działać, przygotowywać się do rozwodu, to widać, że związek, nad utratą którego tak ubolewają, był tylko ich wyobrażeniem, że już od dawna nic dobrego się w nim nie działo.

Dla mnie sukcesem jest, kiedy taka kobieta wychodzi od mnie choć trochę uśmiechnięta, podniesiona na duchu. Moje klientki wiedzą że mogą do mnie zadzwonić o każdej porze dnia. Najczęściej noszą w sobie zwyczajną ludzką potrzebę wygadania się i wsparcie. Czują, że nie są same.

Kiedy muszą iść do ośrodka diagnostyczno-psychologicznego, dzwonią, a ja mówię im, że to badanie polega na przeniesieniu relacji domowych w miejsce, w którym będą wraz z dziećmi badane. Ważne, by zachowywały się w naturalny dla siebie sposób. I kiedy one to wiedzą, są spokojniejsze, bo bywa, że choć relacja matka-dziecko jest świetna, to w sytuacji stresowej, jaką często jest to badanie, naprawdę różne rzeczy mogą się zdarzyć.  A im bardziej świadoma badania kobieta, tym bardziej pewna siebie i naturalna.

Często masz do czynienia z trudnymi sprawami?

Rozwód rzadko kiedy bywa rzeczą przyjemną i łatwą. Nawet gdy po podjęciu decyzji małżonkowie dochodzą do porozumienia, wszystko między sobą ustalają, wysłany zostaje pozew o rozwód, a na rozprawę czeka się pół roku. Przez te sześć miesięcy może się naprawdę wiele wydarzyć i zmienić. I nagle stajemy przed sądem i już nic nie wygląda tak jak było na początku. Zgadzam się z poglądem, że to wszystkie trudności i problemy, które pojawiają się w trakcie rozwodu, z których do siebie strzelamy, to są niezałatwione emocjonalne sprawy związkowe: „Jeśli już nie mogę cię dotknąć na poziomie żona – mąż, to uderzę cię przez dzieci, czy finansowo”. W mojej sprawie były nawet pisane donosy na mnie do pracy.

Inna sprawa, że to, co się dzieje w sądach woła nierzadko o pomstę do nieba. Bez dowodów, oprawki, polegniemy – wystarczy, że druga strona jest zdeterminowana i pewna siebie. A my mamy tak, że inwestujemy w różne rzeczy, ale nie w dobrych prawników, bo wydaje się nam, że sobie same poradzimy. A to duży błąd. Rozwód to jedna z najważniejszych decyzji w naszym życiu, wszystko co zostanie na papierze spisane, będzie skutkować na naszym dalszym życiu.

Przykładowo czytałam akta sprawy rozwodowej, gdzie orzeczenie o winie wydawało mi się oczywiste  – mąż żonę poniewierał, znęcał się nad nią psychicznie, tymczasem są orzekł winę obojga, bo mężczyzna mówił że żona była zazdrosna i to jej zachowanie wymuszało jego stosunek wobec niej. Dlatego powtarzam, że do rozwodu trzeba się dobrze przygotować.

Kobiety są zaskoczone, kiedy mówię im, by od jutra z ołówkiem w ręce pisały, ile wydają na dziecko. Nie dostaniemy alimentów na obiecanki w stylu: moje dziecko potrzebuje, moje dziecko powinno mieć, wcześniej miało teraz też powinno. Uczulam kobiety, by notowały ile wydają na telefon, na gaz, prąd, śniadanie, każdy jogurcik. Mamy specjalne kalkulatory, które obejmują wszystkie wydatki, nawet te jednoroczne, jak kolonia, obóz, ale też kupno pościeli, wymiana wykładziny w pokoju dziecka.

Taki rozwód to trochę biznes plan.

Dokładnie, należy się do niego bardzo dobrze przygotować. Nie działać pochopnie i na emocjach, bo zostaniemy z niczym. Miałam klientkę, gdzie mąż raptem po kilku latach zdrad chciał już teraz się rozwieść, mówił jej, że on już ma wszystko przygotowane. Przyszła do nas, że tłumacząc, że musimy szybko wszystko załatwić. Ale my nic na szybko nie zrobimy. Trzeba pomyśleć o wszystkich obszarach dotychczas wspólnego życia, nie tylko spisać porozumienie rodzicielskie, ale też podział majątku, alimenty. Bo gdy wcześniej czy później dojdzie do spięć – nie będziemy mieć podparcia żadnym prawnym dokumentem.

Ważny też jest taki biznes plan po rozwodzie. By nie zamknąć się w czterech ścianach.

Ja osobiście nie mogłam sobie poradzić po rozstaniu. Było we mnie mnóstwo pytań, wątpliwości, nie wiedziałam, jak rozmawiać z córkami, które zadawały mnóstwo pytań. Nie chciałam im wypaczyć obrazu ojca. Wszystkie trzy poszłyśmy każda na swoją terapię. Bardzo wiele nam to dało. Pewnie także to, że kilka miesięcy później poznałam mężczyznę, którego postanowiłam po jakimś czasie wprowadzić do mojego domu. Dzisiaj jestem w szczęśliwym związku, moje dziewczyny są szczęśliwe.

Każdej kobiecie mówię, żeby korzystała z czasu wolnego, kiedy dzieci na weekend są u ojca. Żeby wracały do swoich pasji. Pewnie też pod wpływem takich rozmów powstało odnóże „Kobieta i rozwój” – początkowo była to grupa wsparcia – spotykałyśmy się, biadoliłyśmy i gdy okazywało się, że ktoś też ma tak źle jak ja, robiło się lżej na duszy, przychodziła chęć pomocy.

Teraz chcę, by były to regularne warsztaty pomagające kobietom w budowaniu pewności siebie. Chciałabym też zapraszać kobiety, którym się udało, które też myślały, że będą mieszkać pod mostem i miały 5 zł na życie, ale udało im się. Otworzyły swoje firmy, rozwinęły się i dziś mówią, że rozwód, to najlepsze co w życiu mogło je spotkać, bo u boku byłego męża nigdy nie byłyby w tym miejscu, w którym są obecnie.


Dorota Wollenszleger

Dorota Wollenszleger

Dorota Wollenszleger – jest prezesems spółki All4Her działającej w sieci Kobieta i Rozwód jako „Kobieta i Rozwód. Trójmiasto”. Jest to miejsce, które skupia wszystkich specjalistów niezbędnych do przeprowadzenia sprawnie, szybko i jak najmniej boleśnie dla kobiety rozwodu. Współpracuje m.in. z adwokatami, psychologami, terapeutami, psychologiem sądowym, doradcą podatkowym, mediatorem, trenerami osobistymi, doradcą personalnym, detektywami. Dorota prywatnie jest mamą dwóch cudownych córek.


Związek

Szukasz alternatywy dla filiżanki porannej kawy? Wypróbuj sposoby na skuteczne rozbudzenie

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
7 kwietnia 2016
Fot. iStock / RossHelen
 

Jeśli potrzebujesz szybko wskoczyć w rytm codziennych obowiązków, a na kawę nie możesz już patrzeć, wypróbuj inne, równie skuteczne sposoby na pobudzenie umysłu i ciała do działania na pełnych obrotach. Przy okazji zrobisz coś dla zdrowia, ponieważ nadmiar kofeiny pozbawia organizm magnezu i wody, co dodatkowo obniża ciśnienie i wzmaga senność.

Zielona herbata

Znana i lubiana nad Wisłą od wielu lat. Listki tej rośliny odtruwają organizm, i podnoszą odporność. Zielona herbata zawiera mniej kofeiny niż kawa, jednak obecność teiny i garbników sprawia, że działa ona łagodniej,ale pobudzający efekt utrzymuje się znacznie dłużej. Picie zielonej herbaty poprawia możliwości umysłu, wspomaga zapamiętywanie, ułatwia proces uczenia się oraz poprawia zdolność koncentracji.

Fot. Pixabay / Bonbonga / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / Bonbonga / CC0 Public Domain

Yerba mate 

Tajemnicza nazwa, coraz popularniejszego napoju w naszym kraju odnosi się do suszonych liści drzewa z rodziny ostrokrzewów. Yerba zawiera w swoim składzie minerały, jak wapń, magnez, fosfor i potas, witaminy C i E, działające niczym przeciwutleniacze oraz witaminy z grupy B czyli naturalne antydepresanty. Yerba poprawia krążenie krwi wspomagając układ krwionośny a zawarta w niej kofeina teobromina i teofilina sprawia, że mamy więcej energii i pobudza organizm dłużej niż kawa. Aby otrzymać napar należy wsypać aż 2/3 kubka suszu,  przesypać cały susz na jedną stronę, włożyć bombillę (czyli rurkę), a w puste miejsce wlać wodę. Trzeba poczekać aż liście „wypiją” wodę. Yerbę zalewa się temperaturą ok 70 – 80 °C. poczujemy się w pełni sił, poprawi się koncentracja oraz zwiększy wydajność pracy umysłowej. 

Uwaga! Wiele badań dowodzi, że picie GORĄCEJ  yerba mate może powodować nowotwór górnych dróg pokarmowych, głównie przełyku. Również picie tego napoju nie jest wskazane dla kobiet w ciąży oraz osób z chorobą wrzodową.

Guarana

To roślina rosnąca na terenie dorzecza Amazonii. Jej nasiona zawierają dwa razy więcej kofeiny od kawy, co w połączeniu z teobrominą i teofiliną, cechuje się wzmocnionym działaniem. Guaranę można spożywać w postaci tabletek (proszku) które lepiej rozpuścić w soku, jogurcie ze względu na specyficzny, gorzki smak. Można też nabyć ją w formie herbatki do picia. Guarana zwiększa wydolność fizyczną i psychiczną, redukuje zmęczenie podczas wysiłku fizycznego. Poza właściwościami pobudzającymi wykazano jej antybakteryjne, przeciwbiegunkowe i antydepresyjne właściwości.

Uwaga! Ze względu na wysoką zawartość kofeiny nie mogą jej przyjmować kobiety ciężarne, matki karmiące i osoby cierpiące na nadciśnienie.

Imbir

Ten znany z ostrego smaku naturalny antybiotyk, wspomagający leczenie przeziębień, wzmacnia system odpornościowy i działa rozgrzewająco na cały organizm. Dzięki temu że imbir poprawiają krążenie krwi, wspiera naszą pamięć i koncentrację, zwiększając ukrwienie mózgu. Zatem jeśli czujesz się zmęczona pracą czy nauką, herbatka z imbirem lub  szczypta imbiru dodana do kawy (zniweluje jej szkodliwe działanie), wzmocni koncentrację i polepszy procesy myślenia.

Fot. Pixabay / Ajale / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / Ajale / CC0 Public Domain

Rozmaryn 

Fot. Pixabay / Ajale / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / Ajale / CC0 Public Domain

To wiecznie zielone zioło z bardzo aromatycznymi liśćmi pochodzi z regionów Morza Śródziemnego. Jeśli dopada cię znużenie, kąpiel z rozmarynem lekarskim  tak silnie pobudza, że nie jest zalecana wieczorem. Rozmaryn wykazuje również właściwości pobudzające, stosowany jako przyprawa do potraw, jako napar z liści (nie więcej niż 200 ml dziennie), oraz stosowany do masażu głowy w postaci olejku eterycznego.

Uważać powinny na rozmaryn kobiety w ciąży lub te z problemami miesiączkowymi, ponieważ zioło to stosowane było jako środek poronny i stosowany w nadmiarze wpływa na cykl miesiączkowy. 

Zielone koktajle

To prawdziwa bomba witaminowa, która postawi na nogi każdego. Wspaniale wspierają organizm zawartością witamin i minerałów, a jeśli dorzucimy do koktajlu zboża czy orzechy, doskonale nasyci i doda energii.

Przykładowy przepis na koktajl:

  • 0,5 banana
  • duża garść świeżych liści szpinaku
  • 50g truskawek
  • łyżeczka nasion chia

Owoce i szpinak składniki zmiksuj w blenderze, przelej do szklanki a całość posyp nasionami chia. Na zdrowie!

Więcej zdrowych przepisów i informacji znajdziecie we wpisie Zielone koktajle? TAK! Sprawdź przepisy. 

Jeśli pod ręką masz gotowe produkty, skonstruuj naturalny energetyk – połącz sok z jabłka, cytryny i imbiru. Voila!

Alternatywnie lub w połączeniu z powyższym wypróbuj:

Gimnastykę – wystarczy 20  min energetycznych ćwiczeń, by otrzymać zdrową dawkę endorfin, adrenaliny i dopaminy.

Szybki prysznic – najlepiej  połączony z rozbudzającym peeligiem czy żelami o zapachu cytrusów

Produkty pełnoziarniste – uwzględniaj węglowodany złożone we wszystkich posiłkach, razem z owocami i warzywami, co 2-3 godziny – wtedy utrzymasz cukier we krwi na stałym poziomie. Pilnuj, by między posiłkami przerwy nie trwały dłużej niż 4 godziny – inaczej spadnie poziom glukozy we krwi i zmoże cię senność.

Pij dużo wody! – odwodniony organizm będzie stale zmęczony, najlepiej do wody mineralnej dorzuć plaster cytryny.

Multiwitamina – musująca tabletka zawierająca witaminy może być niezłym sposobem na odżywienie organizmu i pobudzenie do działania. Pamiętaj tylko, ze syntetyczne witaminy nie wchłaniają się tak jak naturalne, więc nic nie zastąpi warzyw i owoców.

 


Związek

Stał tam, przy różanym krzewie, delikatnie głaszcząc jej twarz… Love story w powojennej, poranionej kulami Warszawie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 kwietnia 2016
Stał tam, przy różanym krzewie, delikatnie głaszcząc jej twarz... Love story w powojennej Warszawie
Fot. iStock / HultonArchive

Dwoje w związku to rozwiązanie idealne. To sytuacja wręcz pożądana i dość oczywista. Kiedy pojawia się ta trzecia lub ten trzeci (i nie jest owocem wspólnej miłości, tylko zjawia się „na doczepkę”), sprawy zaczynają się komplikować. A jeśli TĄ TRZECIĄ jest twoja własna matka, słowo komplikacja jest już raczej eufemizmem.

Więc najpierw było ich dwoje, jak trzeba. Poznali się na jakiejś potańcówce, w powojennej, poranionej kulami Warszawie. Połączyła ich radość z tego, że przetrwali ten bardzo trudny czas, a młodość, piękna, radosna zaszumiała im w głowie miłością. Cudni i szczęśliwi biegli na spotkanie ze sobą i spacerowali za rękę wśród ruin miasta. Snuli marzenia o wspólnym domu, o rodzinie i spokoju, o czasie jak ten, który pamiętali z wczesnego dzieciństwa, kiedy jeszcze widmo wojny nie położyło się cieniem na ich codzienności.

– Mogłabyś mi go w końcu przedstawić – mówiła matka Hanki, elegancka w swojej przedwojennej fryzurze i niepokojąco piękna jak gwiazda filmowa z lat trzydziestych. A Hania obiecywała, że już, że niedługo i szła na spotkanie ze swoim Januszem, lekka i uśmiechnięta do tej miłości. Kochała pierwszy raz. On za to powtarzał tylko, że kocha ją tak, jak kocha się pierwszy raz i to jej wystarczało. – Chcę poznać twoją mamę – oznajmił któregoś dnia i Hania uznała, że to kolejny dowód na to, że ukochany traktuje ją z należytym szacunkiem.

Przyszedł do nich po południu, pachnący i piękny z dwoma bukietami kwiatów. Poważnie ucałował dłoń mamy Hanki i spojrzał jej głęboko w oczy. Brązowe, stanowcze oczy kobiety, której miłość zabrała wojna. Przepadło. Ten młody, świetny chłopak tak bardzo przypominał jej ukochanego z wczesnych lat młodości. Przysięgłaby, że to podobieństwo było ogromne – mógłby być jego synem. Zapomniała o Hani, zapomniała może, że jest matką, na chwilę była znowu młodą, zauroczoną chłopcem dziewczyną. Popołudnie upłynęło jej  miło i szybko, a kiedy Janusz wyszedł, zasypała córkę pytaniami o niego. I chociaż słyszała już te odpowiedzi wiele razy, ciągle jej było mało.

Hania cieszyła się z tego, że ukochany zyskał aprobatę jej mamy, cieszyła się tym zainteresowaniem i nie podejrzewała, że coraz częstsze spotkania we troje trzeba przypisać fascynacji matki jej narzeczonym. Ufności dziewczyny nie zburzył nawet fakt, że matka na spotkania z ukochanym córki zaczęła zakładać swoje najlepsze jedwabne bluzki i porzuciła dawny styl czesania się na rzecz nowoczesnej, modnej fryzury. W jego serdecznym zachowaniu, a nawet jawnym zachwycie jej matką też nie zobaczyła nic niepokojącego. Może to jej natura, a może naiwność jeszcze wciąż dziecka, a nie kobiety sprawiły, że nie dostrzegła jak traci tę miłość.

Dzień w którym zobaczyła ich razem, przy furtce w ogrodzie, okazał się najtrudniejszym doświadczeniem w jej młodym, dwudziestoletnim życiu. Wracała do domu, stąpając lekko i tanecznie, z głową w chmurach i dziewczęcą pewnością, że świat jest dobry. Janusz stał tam, przy różanym krzewie, delikatnie głaszcząc twarz jej matki. Jego gesty, jej czułe spojrzenie, pocałunki i  słowa, które padły, a których część jedynie zdołała usłyszeć, nie pozostawiały wątpliwości. Świat Hani zawalił się w jednej, letniej chwili. Odarł ją ze złudzeń.

Wycofała się po cichu, tłumiąc łzy, by za chwilę pobiec daleko przed siebie i wypłakać swój ból, żal, zawód jaki ją spotkał gdzieś na ławce w parku. Do domu wróciła wieczorem, przyznając od razu, że wie o uczuciu łączącym matkę i jej Janusza. Nie zaprzeczyli, nie kryli się dłużej ze swoją miłością.

A Hania? Spakowała się w jedną, starą walizkę i uciekła do krewnych, nad morze, byle dalej od tej dwójki tak bliskich jej ludzi. Po kilku miesiącach zaczęła przesyłać kartki. Kilka niezobowiązujących słów: że wszystko w porządku, że pracuje, że kiedyś nabierze odwagi by wrócić i spojrzeć na nich ze spokojnym sercem. Przesyłała je tak latami.

A oni? Ich związek trwał jeszcze do następnego lata, ale potem skończył się gwałtownie i nie pozostawiając złudzeń o powrotach. Matka Hani nie wybaczyła sobie krzywdy wyrządzonej córce. Janusz zapomniał łatwiej, ale jego miłość okazała się ulotna i nietrwała. Porzucił ukochaną i wyjechał, by już nigdy się nie odezwać.

Wiele lat później Hania wróciła, już z rodziną: mężem i córką. Zapukała do drzwi domu swojej matki, otworzyła jej schorowana, ale ciągle elegancka starsza pani. Łzy popłynęły z obu par oczu: niebieskich i brązowych. Nie padło zbyt wiele słów. – Tęskniłam, mamo. –  Myślałam o tobie każdego dnia, córeczko.

Nic o dawnej sprawie, nic o zranionym sercu zakochanej, młodej dziewczyny, ani o poczuciu winy matki, która chwilą szaleństwa to serce złamała. Czas zaleczył rany, miłość córki przezwyciężyła ból niespełnionej miłości do mężczyzny.

Dziękuję H. za opowiedzenie historii, która wydarzyła się prawie 70 lat temu.


Zobacz także

Co trzeba powiedzieć sobie na początku związku, by uniknąć przykrych niespodzianek

Damsko-męskie rozmowy: „Nie musisz mi nic tłumaczyć, ja już doskonale wiem, co miałeś na myśli!”. I bądź tu mądry…

Gdzie ci prawdziwi mężczyźni? O Wandzie, co Polaka nie chciała