Związek

„Nie rozumiem. Gdzie się gubi taką miłość?”. A czy to w ogóle była miłość?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 września 2017
Cztery słowa, które potrafią zrujnować każdy związek
Fot. Flickr / Matteo Paciotti / CC BY
 

A jeśli miłość nie istnieje? Została wymyślona tylko po to, żebyśmy żyli w stałych związkach i wystrzegali się rozwiązłości? Może to zbiór chemicznych reakcji naszego ciała, który każe nam wierzyć, że tak – właśnie dotknęliśmy miłości, to ona pojawiła się w naszym życiu i z tą osobą każe się (no dobra – sugeruje) się związać…

Jak długo jesteście małżeństwem?

14 lat.

Miłość od pierwszego wejrzenia?

Raczej od drugiego. Najpierw spotykaliśmy się, później rozstaliśmy, bo ja znalazłam miłość swojego życia – tak mi się wtedy wydawało. Tyle, że on mnie zdradzał, a ja w końcu dojrzałam, żeby go zostawić. To była najlepsza decyzja w moim życiu.

Myślałam, że to jednak ta o małżeństwie…

Nie wiem… Dzisiaj nie wiem. Na pewno nie żałuję, w końcu mamy czwórkę fantastycznych dzieciaków, w tym kontekście ciężko byłoby czegokolwiek żałować. Ale dzisiaj, gdy słyszę, że ludzie pobierają się pod wpływem chwili, że nie znają się wcale, że kieruje nimi jedynie popęd seksualny, namiętność i pożądanie, to wiem, że dużo w tym prawdy i że to zbyt mało, by myśleć, że na tym można budować mocny i dobry związek.

Co chcesz przez to powiedzieć?

O jeny, no że idziemy ze sobą do łóżka i wydaje nam się, że trzy orgazmy jednej nocy to już miłość do grobowej deski. Że to właśnie z tym facetem powinniśmy spędzić resztę życia. A nawet, gdy od razu tak nie myślimy, to za chwilę widzisz dwie kreski na teście i już musisz wierzyć, że to do miłości wystarczy, że tym jest właśnie miłość.

A nie jest?

Nie wiem. A ty wiesz, czym jest miłość? Dzisiaj myślę, że dla każdego znaczy coś innego. Dla jednych to huśtawka emocjonalna, przyciąganie i odpychanie, dla innych seks, dla kogoś bezpieczeństwo, partnerstwo.

Dla ciebie?

Bliskość. Miłość to bliskość.

Znalazłaś ją?

Raczej zgubiłam. Oboje zgubiliśmy. A może nigdy jej nie było. To są właśnie te pozory, w które chcemy wierzyć na początku. Że jesteśmy blisko, że jest fajnie, że on dba, troszczy się, że czujesz się kochana i piękna. Bo kto tak się nie czuje? Każdy, komu zależy, by ktoś go pokochał i kto chce kogoś pokochać. Ja chciałam kochać, a on odezwał się, kiedy mój świat się zawalił, kiedy ktoś, komu bezgranicznie ufałam, napluł mi w twarz. Zadzwonił, zaprosił banalnie na kawę. Po takim czasie się odezwał w momencie, kiedy zraniłam się w palec krojąc u mojej mamy w kuchni pomidory. Stałam i myślałam, co jeszcze złego może mi się przytrafić… Chciałam umrzeć. I ten telefon, przecież nie mógł zdarzyć się przypadkiem właśnie wtedy. Wiele rzeczy jesteśmy w stanie sobie wytłumaczyć, by dostosować fakty do kreowanej przez nas rzeczywistości.

Reszta potoczyła się bardzo szybko. Ciąża, ślub. Pół roku później czekaliśmy we wspólnym mieszkaniu na naszą córkę. On głaskał mnie po brzuchu, mówił, że jestem całym jego światem, że my jesteśmy i zawsze będziemy. Dlaczego miałam mu nie wierzyć? Przecież była biała suknia, obrączka na palcu. I że teraz to już na zawsze razem.

Cynicznie…

Wiesz, patrzę na te pary obchodzące 25 lat ślubu, 30, a nawet 50 i zastanawiam się, czy oni byli przez te wszystkie lata ze sobą szczęśliwi. Ile przykrych tajemnic kryją ich związki, jak bardzo udają przed sobą, a raczej przed innymi, że jest pięknie i szczęśliwie, a tymczasem od dawna śpią już w osobnych łóżkach, oglądają inne programy i jedynie piją co rano przy wspólnym stole herbatę. Tylko ten stół ich łączy, nic więcej. Dzieci żyją swoim życiem próbując sklecić własne związki w całość, a oni zostają sami i… dupa. Okazuje się, że nic ich tak naprawdę nie łączy, poza tym cholernym stołem w kuchni. I obiadami, kiedy dzieci z wnukami wpadają. A gdyby przyjrzeć się bliżej, to oni nawet siebie nie lubią. Ona nie wie, jaki jest jego ulubiony kolor, a on jaki smak lodów ona lubi najbardziej.

Boisz się, że tak będziecie wyglądać.

Tak. Boję się, że życie ucieka mi przez palce, a ja tkwię w układzie, bo trudno to nazwać związkiem. Mamy dzieci. Dwie cudowne córki i dwóch chłopaków – bliźniaków. Czasami zastanawiam się, co będzie, jak oni przestaną nas potrzebować, bo nasze życie od dawna kręci się wokół nich. Pieluchy, mleko w nocy, pierwszy dzień w przedszkolu, pasowanie na ucznia, występ w chórze, szkoła muzyczna, mecze piłki nożnej, basen, balet. Moja praca, jego praca. Pranie, prasowanie, sprzątanie. Telefon, gdy on jest w delegacji albo ja, czy wszystko okej, czy dzieci odebrane od teściowej, czy Emilka zjadła obiad, a Tomek nie zapomniał o lekach na alergię. Czy pokój posprzątały, jak obiecały i żeby on nie zapomniał zadzwonić do mojej mamy z życzeniami na urodziny, a ja żebym pamiętała o mszy za jego ojca.

Wiele ludzi tak żyje.

Pewnie tak. Ale może oni mają coś więcej, coś poza tym. U nas nie ma nic. Jest płytko. Jest pogłaskane po powierzchni.

Nie szukasz dziury w całym? Macie fajny dom, dzieciaki, pracę, nie można mieć non stop motyli w brzuchu.

Wiesz, że mam gdzieś te motyle. Ja bym chciała, żeby on usiadł obok, przytulił mnie, pogłaskał, tak jak kiedyś, po głowie, a nie, że teraz non stop ma coś do zrobienia. Sobota rano wstaje wcześnie, bo idzie biegać, niedziela – basen dziećmi, żeby nadrobić czas za cały tydzień, Wie, że nienawidzę basenu. Po południu rowery, wypad wspólny do kina. Kiedy nie wytrzymuję i krzyczę, że go nie ma, że mam dosyć, że okej, żyjmy sobie w układzie, ale niech się nie zdziwi, kiedy okaże się, że mam kogoś na boku, skoro on nawet na mnie nie patrzy…

A seks?

Jaki seks. Ja już nie wiem co to seks, bo dla mnie nie ma seksu bez bliskości, nigdy nie potrafiłam traktować go mechanicznie, jak zaspokojenie potrzeb czysto fizjologicznych. Dla mnie bez bliskości to żadna przyjemność. Nie potrafię tak.

Może on kogoś ma?

Może? Nie wiem i chyba dzisiaj wiedzieć nie chcę. Moja mama zawsze mi powtarzała: „jeśli nie znasz rozwiązania, nie ruszaj”. A ja nie mam rozwiązania, a co jak spytam i on powie, że tak? Odejdę? A dzieci? Dzieci nie są niczemu winne, kochają go, on je też. Życie by za nie oddał. Jest cudownym ojcem, który cały swój wolny czas poświęca im. Wtedy ja nie jestem potrzebna. Wtedy wyjeżdżam na weekend, na jakiś kolejny kurs, szkolenie, studia. Wracam, gdy on rzuca się po weekendzie w wir w pracy. I tak współegzystujemy – ja – mama tygodniowo, on – ojciec weekendowy.

A gdyby powiedział, że nikogo nie ma?

Nie wiem, co gorsze. Bo jeśli nikogo nie ma, to kim ja jestem. Dodatkiem do jego życia, matką jego dzieci? To mnie upokarza chyba bardziej. Wolałabym być odrzucona, bo jest inna kobieta, niż pominięta, bo wykonałam już swoje zadanie, bo nie jestem dla niego atrakcyjna, bo zasługuję na jego szacunek i to wszystko. Tu nie ma dobrej odpowiedzi. Wiesz, ile razy o tym myślałam, ile scenariuszy próbowałam przewidzieć. Myślałam: odejdę, to zawalczy. Ale mamy dzieci, przecież wiem, że nie odejdę, a straszyć go groźbą nie do spełnienia, jaki to ma sens?

Może jak dzieci będą większe, w końcu to jakieś pięć, sześć lat. Może tyle wytrzymam.

Nie rozumiem. Gdzie się gubi taką miłość?

A czy to była miłość? Nie wiem tego. Wiem jedno, że gdybym go dzisiaj spotkała na ulicy na pewno bym się za nim obróciła, na bank by mnie zainteresował. Może to mnie przy nim trzyma, ta świadomość? Tylko dzisiaj bym się nie spieszyła. Dałabym nam czas, żeby się rozeznać, czy w ogóle do siebie pasujemy, czy chcemy tego samego, czy mamy podobny plan na życie, na związek, na rodzinę. On od początku wiedział, że chce podróżować, że nie usiedzi na miejscu. Nie wiedziałam tego, bo wtedy nie wydawało się to ważne, a przecież ja chciałam bliskości, wspólnych wieczorów, spacerów. On też tego nie wiedział. Był on – ja, seks, kilka randek, motyle w brzuchu i wydawało się, że to już wystarczy, że to fundament i na nim zbudujemy coś mocnego. Tymczasem, gdzie nie dotknę, to kruszy mi się w palcach. Ty pytasz o miłość, a ja, gdybym miała być ze sobą szczera, musiałabym spytać siebie, czy go kocham i czy czuję, że on kocha mnie. A chyba nie jestem gotowa, żeby sobie na to odpowiadać, żeby w ogóle o tym myśleć.

Znam parę staruszków, którzy do dzisiaj chodzą trzymając się za ręce…

Piękna miłość.

Możliwa?

Pewnie tak, na pewno. To nie jest tak, że ja dzisiaj nie wierzę w miłość, ale wiem, że nic samo nie przychodzi, że nic samo się nie stanie, że do każdej rzeczy, jakiej pragniemy, musimy przyłożyć rękę, a nie czekać, że wszystko za nas załatwi przypadek, los, przeznaczenie – każdy nazywa to, jak chce. Chciałabym kiedyś porozmawiać z takimi ludźmi, spytać, jaka jest ich recepta na to, że po tylu latach oni dalej tak blisko siebie… Dużo bym dała, żeby to usłyszeć.

A jeśli to zupełnie proste? Powiedzą ci: „wystarczy szacunek, rozmowa, i troska”?

To muszę się przyjrzeć, czego brakuje w moim małżeństwie i czy nadal jest to do odzyskania… Czasami czuję się, jak w przemocowym związku… Bo nieustannie czekam, że w końcu coś się odwróci, że będzie lepiej, szczęśliwie. Że będziemy razem, wspólnie, a nie jakoś tak zupełnie obok. Nieustannie mam nadzieję, że coś się odmieni. Ta nadzieja to jedyny pewnik jaki dzisiaj mam. I nic nie mogę z tym zrobić.


Związek

Dlaczego warto pojechać na urlop na Wyspy Kanaryjskie?

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
5 września 2017
Fot. iStock/astra490
 

Wyspy Kanaryjskie to jeden z najpopularniejszych kierunków wybieranych przez Polaków, którzy chcą spędzić wyjątkowe wakacje. I nic dziwnego. Każda z sześciu wysp to raj dla turystów. Niepowtarzalne plaże o różnych kolorach, nieustająca fiesta i wakacyjny klimat przez cały rok – tak w skrócie można wyliczyć to, co szczególnie zachwyca wczasowiczów. Każdy, kto udał się tam na urlop wraca zadowolony i pod wrażeniem naturalnego piękna wysp.

Sześć niezwykłych wysp

Wyspy Kanaryjskie to kilka wyjątkowych wysp. Do najbardziej popularnych należą: Fuerteventura, Gran Canaria, La Gomera, La Palma, Lanzarote i Teneryfa. Każda z nich jest niepowtarzalna i idealna zarówno na samotne wakacje, jak i na urlop z rodziną bądź przyjaciółmi.

Dlaczego warto je odwiedzić?

Fuerteventura

Piaszczyste plaże ciągnące się kilometrami, największy park tematyczny na Wyspach Kanaryjskich, w którym można zobaczyć ponad 3000 zwierząt z 250 gatunków, a także największy w Europie rezerwat wielbłądów i wspaniały ogród kaktusów, to tylko niektóre z atrakcji, jakie można znaleźć na wyspie. W Oasis Park można nakarmić zabawne lemury oraz małe wielbłądziątka. Nie tylko najmłodsi będą zachwyceni możliwością popływania z lwami morskimi lub przejażdżką na wielbłądzie. Każdy znajdzie dla siebie to, co sprawi mu mnóstwo radości.

 

Fot. iStock/A-D-F

Fot. iStock/A-D-F

 

Osoby, które chcą jak najwięcej zwiedzić, powinny odwiedzić skansen, który znajduje się w miejscowości Tefia. Muzeum składa się z kilku budynków prezentujących życie i zwyczaje mieszkańców w dawnych czasach. Można tu znaleźć wyroby z palmy – popularne kosze, koszyki, sakwy, obrusy tkane ręcznie, torebki, koce czy dywany wyrabiane na krosnach, a także gliniane dekoracje.

Oprócz tego będąc na Fuerteventurze warto zobaczyć wydmy w Corralejo, które powstały w sposób naturalny oraz piękną jaskinię Cueva del Liano, w której – uwaga – żyją pająki albinosy. Fantastyczne przeżycia gwarantowane.

Gran Canaria

To chyba najbardziej znana w Polsce wyspa wchodząca w skład Kanarów. Nadmorski krajobraz to 360 kilometrów wspaniałych piaszczystych plaż, spadziste klify, kratery wulkaniczne, lasy piniowe i łańcuchy górskie, a także potężne wydmy Maspalomas, jaskinie Guanczów i słynny ogród kaktusów.

Jest tutaj także wiele miejsc, które warto zwiedzić. W Las Palmas, stolicy Gran Canarii, znajduje się przepiękna katedra św. Anny. Warto udać się także do Casa de Colon – muzeum Kolumba oraz na ulicę Calle Mayor de Triana, która zachwyca ciekawą architekturą kanaryjską, głównie w stylu hiszpańskiego modernizmu – odpowiednika secesji.

Fot. iStock/Bareta

Fot. iStock/Bareta

Obowiązkowym punktem powinien być pełen uroku magiczny zakątek wyspy Puerto de Mogan. Bielone domki Małej Wenecji delikatnie kołyszą się na falach, tworząc niepowtarzalny klimat. Za to Playa de Mogán zachęca do odpoczynku na złotym piasku. Z Mirador de Mogán można zobaczyć panoramę miasta. Widoki zapierają dech w piersiach.

La Gomera

To idealne miejsce dla tych, którzy kochają dziewicze krajobrazy. Wyjątkowe widoki można spotkać szczególnie w San Sebastian, stolicy La Gomery. To urokliwe, położone na wulkanicznym zboczu miasto z przepięknym widokiem na Teneryfę i górujący nad nią wulkan Teide. Wąskie uliczki, niewysokie kolorowe domki, wspinające się w górę stoków doliny, kilka ciekawych zabytków oraz dwie plaże sprawiają, że żyje się tu jakby wolniej.

Ponad 10 proc. obszaru wyspy stanowi Park Narodowy Garajonay. Rezerwat słynie z największego na świecie lasu wawrzynowego, który tworzy niepowtarzalną mozaikę. Znajdując się w takich okolicznościach przyrody nietrudno zachwycić się nad pięknem świata.

Fot. iStock/JohanSjolander

Fot. iStock/JohanSjolander

La Palma

Nazywana Zieloną Wyspą, tu swoje najpiękniejsze wakacje mogą spędzić miłośnicy natury. Na La Palma nie dotarła jeszcze masowa turystyka, dlatego kameralna atmosfera gwarantowana. Niezliczona ilość tras trekkingowych i rowerowych nie jest zatłoczona i sprzyja zwiedzaniu wszystkich zakątków wyspy w spokoju.

La Palma pełna jest miejsc, z których rozpościerają się przepiękne widoki. Jednym z nich jest bez wątpienia punkt widokowy Mirador de la Conception, który znajduje się na szczycie wulkanu (położony na południe od stolicy) oraz obserwatorium Roque de los Muchachos, położone na najwyższym szczycie wyspy.

Fot. iStock/Flavio Vallenari

Fot. iStock/Flavio Vallenari

Lanzarote

Lanzarote jest idealnym miejscem, kiedy planujesz wakacje z całą rodziną. Na pewno świetnie będziecie się bawić zwiedzając Rancho Teksas Park, czyli park rozrywki, w którym można zobaczyć drapieżne ptaki, występy fok oraz popisy papug. Na jego terenie można przenieść się do wioski indiańskiej, popływać canoe, pojeździć na kucyku, pobawić się w poszukiwaczy złota i zajrzeć do groty szamana.

Ta wyspa to raj dla miłośników zwierząt i wyjątkowych ptaków. W Parku Tropikalnym w Guinate, znajduje się ok. 300 gatunków różnych stworzeń. Oprócz ptaków można tu zobaczyć kilku przedstawicieli egzotycznych zwierząt takich jak surykatki, kangury parma czy zające patagońskie.

Fot. iStock/Flavio Vallenari

Fot. iStock/Flavio Vallenari

Niezwykłą atrakcją będzie także wizyta w Ogrodzie Kaktusów. Rośnie tu ok. 10 000 kaktusów, reprezentujących ponad 1400 gatunków. Zajmuje powierzchnię ok. 5 tys. m2 i przypomina kształtem amfiteatr. Usytuowany został w ogromnym dole, z którego przez lata wydobywano popiół wulkaniczny, którym następnie pokrywano pola uprawne, aby zatrzymywał na nich wilgoć z atmosfery.

Teneryfa

Piękna pogoda panuje tu przez cały rok, dzięki czemu można tu przyjechać w każdym miesiącu podziwiać tropikalne gatunki roślin. A naprawdę warto, bo nadmorski krajobraz robi prawdziwe wrażenie! 9 km na północ od stolicy u podnóża gór Anaga, znajduje się jasna plaża usypana z piasku przywiezionego z Sahary. Płytkie, bezpieczne kąpielisko, otoczone jest stromymi górami, które tworzą malownicze tło dla pięknej plaży.

Jedna z najważniejszych atrakcji Teneryfy przeznaczona dla całej rodziny to tropikalne zoo Loro Park, łączące ochronę przyrody, edukację, rozrywkę i zabawę. Znajduje się tutaj także Mariposario – motylarnia, gdzie zgromadzono wiele gatunków motyli z różnych stron świata.

Fot. iStock/arsty

Fot. iStock/arsty

Będąc na Teneryfie warto także odwiedzić park wodny w Playa de Las Americas. Został otwarty we wrześniu 2008 roku i jest największym oraz najbardziej nowoczesnym ośrodkiem na Wyspach Kanaryjskich. Zaprojektowany w stylu tajskim jest niewątpliwą atrakcją dla osób chcących poczuć przypływ adrenaliny.

A może by tak popłynąć w rejs?

Jeśli nie wiesz, którą z wysp wybrać na odpoczynek, możesz zwiedzić je wszystkie. Przy okazji zobaczysz piękne krajobrazy z innej perspektywy. Rejs statkiem wycieczkowym dostarczy ci niezapomnianych wrażeń. W każdym porcie przewidziane jest zwiedzanie, dzięki czemu poznasz kulturę i architekturę każdej wyspy. A przy okazji będziesz się świetnie bawić.

Na statku czekają na ciebie liczne atrakcje – animacje po polsku, gry towarzyskie, muzyka na żywo i pokazy tańca. Dlatego nie musisz bać się samotnych wakacji, bo podczas rejsu na pewno nawiążesz nowe znajomości. A jeśli wybierasz się z rodziną, wszyscy będziecie się świetnie bawić i wrócicie z pięknymi wspomnieniami i nowymi znajomościami.

Więcej na temat rejsów przeczytasz tutaj.


 

Artykuł powstał przy współpracy z biurem podróży ITAKA


Związek

„Dlaczego miałabym nie realizować swoich potrzeb?”. Seks samotnych matek

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
4 września 2017
Fot. iStock/domoyega

Aneta, Karolina i Kaśka nigdy nie sądziły, że przyjdzie im samotnie wychowywać dzieci. Że będą musiały zmagać się nie tylko z prozą życia, rosnącymi długami, katarami i naprawą cieknącego kranu, ale także z własnymi potrzebami i oceną społeczeństwa, które bacznie obserwuje i szybko szufladkuje. “Chyba by mnie zeżarły wyrzuty sumienia, gdybym w piątek wieczorem poszła na randkę, zamiast usypiać Antosia” – opowiada 23-letnia Aneta. Jej rolą od dwóch lat jest wychowywanie dziecka.  

Co ludzie powiedzą

Aneta jest pilną studentką. Chce skończyć administrację, by w przyszłości załapać się do jakiegoś urzędu. Tak poradzili jej rodzice, którzy doskonale znają jej sytuację. Póki co, Aneta musi zadowolić się pracą w sklepie z farbami swojego wujka. Nie zarabia dużo, ale zawsze może wyjść, gdy będzie taka potrzeba. A wychodzić musi często – jej dwuletni syn jest bardzo chorowity. Ojciec zrzekł się praw, choć płaci niewielkie alimenty. Nie utrzymują żadnych kontaktów, ona o niczym go nie informuje, o nic nie prosi. Najchętniej w ogóle nie przyjmowałaby od niego pieniędzy, ale musi – nie potrafi sama utrzymać siebie i dziecka.

Jest sama odkąd zaszła w ciążę. Ojciec dziecka natychmiast porzucił wspólne plany, gdy tylko dowiedział się o wpadce. “Gdy urodził się Antoś zrozumiałam, że mamy tylko siebie. Od tamtej pory robię wszystko tylko z myślą o nim” – opowiada. Aneta pracuje, podczas gdy syn jest w klubie malucha, a w weekendy studiuje. Nie szuka partnera, seks ostatni raz uprawiała z ojcem swojego dziecka. Jak twierdzi, nie chodzi tylko brak czasu, którego faktycznie nie ma. “Panicznie boję się, że znów przydarzy mi się wpadka i zostanę sama z kolejnym dzieckiem. Bo niby dlaczego nie, skoro raz los ze mnie zakpił?” – mówi.

Choć ma zaledwie 23 lata, uważa, że jej życie kręci się wyłącznie wokół dziecka. To jemu powinna poświęcać każdą wolną chwilę. Nie spotkała też na swojej drodze innego mężczyzny, który wzbudziłby w niej pożądanie. Flirt, randki, seks? To już nie dla niej. Poza tym, co ludzie powiedzą? Już i tak wystarczający wstyd przyniosła rodzinie. “Nie chcę wyjść na puszczalską, szczególnie gdy mam już jedno dziecko” – mówi ze smutkiem. “Czy jestem szczęśliwa? Tak, bo mam cudownego syna”.

Nie potrafimy zbudować relacji

Karolina rozwiodła się już 6 lat temu. Odeszła od męża z dwójką malutkich dzieci. Okazało się, że nie była jedyną kobietą w jego życiu. Miał ich naprawdę wiele. Musiała więc szybko stanąć na nogi, znaleźć pracę, opracować całą logistykę. Średnio pamięta pierwsze 4 lata samotności, bo brała dodatkowe zlecenia, a dzieciaki wciąż chorowały… Dopiero 2 lata temu pomyślała o sobie. Poczuła, że potrzebuje bliskości. Nie chciała partnera do życia, bo świetnie dawała sobie sama radę. Właściwie nie wyobrażała sobie, że ktoś mógłby wejść do jej rodziny. Do domu, który tak skrupulatnie budowała. Mówi, że jest samodzielną, a nie samotną matką.

Mimo to, od roku spotyka się z Wojtkiem. Poznali się w pracy, mają podobne doświadczenia życiowe. Rozwodnik. Ma trójkę dzieci, z którymi widuje się co dwa tygodnie. Dobrze zarabia, ma pasje i zainteresowania. Połączyła ich potrzeba bliskości i zaspokojenia potrzeb fizjologicznych. Spotykają się na seks wtedy, gdy Karolina oddaje dzieci mężowi. Wojtek nie ma z nimi kontaktu, tak jak i ona nie poznała nigdy jego dzieci. Właściwie niewiele o dzieciach rozmawiają, nie snują planów, nie chcą razem zamieszkać. “Ja nie szukam ojca dla swoich dzieci. Nie szukam też partnera, bo nie ufam mężczyznom” – wyznaje. “Ale swoje potrzeby mam, jak każda kobieta przecież”.

Dopiero po dłuższej rozmowie przyznaje, że nie jest do końca szczęśliwa. Że rozważa terapię. Że nie przepracowała jeszcze swojego małżeństwa. “Bardzo długo odkładałam wszystkie swoje potrzeby na dalszy plan. Na pierwszym miejscu zawsze były dzieci i ich dobro. Wojtek pozwolił mi na nowo poczuć się piękną, atrakcyjną kobietą. Ale gdyby mnie kochał, raczej dążyłby do zmiany zasad, na jakich się spotykamy”.

Moja seksualność nie umarła

Kaśka ma 32 lata, 7-letnie dziecko i całą masę romansów i romansików na koncie. Odkąd 5 lat temu porzuciła męża, postanowiła zupełnie zmienić swoje życie i czerpać z niego garściami. A okazji ku temu ma wiele, bo choć ona sama z ojcem dziecka nie żyje dobrze, to jednak zgodziła się na opiekę naprzemienną. Otwarcie opowiada o swoim życiu seksualnym i kolekcji wibratorów. Od rozwodu miała już kilku partnerów, ale tylko jeden przez chwilę z nią mieszkał. Córce w sumie przedstawiła tylko dwóch. W tym aspekcie jest ostrożna, nie chce mieszać dziecku w głowie i sprowadzać do domu nowych wujków.

W porównaniu do Anety nie boi się wpadki. Skoro dała radę wychować jedno dziecko, to da radę i drugie. Ale zabezpiecza się. Na pytanie, czy samotne matki mają problem ze swoją seksualnością, odpowiada szybko: “Tak, to duży problem. Mam koleżanki, które żyją w normalnych związkach i czasem patrzą na mnie z przerażeniem. Myślą chyba, że mam swoje dziecko gdzieś i nie poświęcam mu czasu. Tak jakby samotne wychowywanie dziecka oznaczało, że od tej pory to moja jedyna słuszna rola. Trzeba też myśleć o sobie. Znam kilka dziewczyn, które po rozwodzie zostały same z dziećmi i powiem ci, że wszystkie łączy jedno – potworne wyrzuty sumienia. Ja nie chcę taka być”.

Aneta nie czuje się wolną kobietą. Karolina skrycie marzy o szczęśliwej rodzinie, ale nie ma odwagi, by przed kimś się otworzyć i woli traktować mężczyzn przedmiotowo. Kaśka wyznaje zasadę, że “szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko” i kieruje się nią w każdej sferze. Każda z nich, na swój sposób uciekła od problemu, który trawi ją od środka. Od stereotypu, który narzuca społeczeństwo i od potrzeb, które wciąż gdzieś się kumulują i nie zostają zaspokojone.

Zdaniem Karoliny, strefa seksualna samotnych matek to prawdziwy temat tabu. “Tyle nam, kobietom mówi się, żebyśmy były pewne siebie, świadome swojej seksualności i wyzwolone. Problem w tym, że hasła te skierowane są do singielek, ewentualnie szczęśliwych mężatek. Kobieta po rozwodzie czy po odejściu od partnera nigdy już nie będzie singielką, jeśli ma dziecko”. Samotna Matka Polka musi więc uprawiać seks w sekrecie, by nikt się nie dowiedział. No chyba, że jest to kawaler na resztę życia, który i o rękę poprosi i dziecko przysposobi. Inaczej łatka się znajdzie. „Puszczalska” – zazwyczaj.


Zobacz także

Cztery supermoce, które daje ci toksyczny związek. Dobrze je wykorzystaj

5 sygnałów świadczących o tym, że powoli odrzucasz miłość. Potrafisz je zauważyć?

Jak znaleźć wystarczająco dobrego mężczyznę? Krótki poradnik mężatki