Psychologia Związek

Ratunku, mój związek przeżywa kryzys i nie wiem dlaczego. 7 pytań, które warto sobie zadać w razie związkowej „awarii”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 czerwca 2016
Ratunku, mój związek przeżywa kryzys i nie wiem dlaczego. 7 pytań, które warto sobie zadać w razie związkowej „awarii”
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Kiedy w związku dzieje się źle, a ty nie potrafisz do końca zidentyfikować problemu, wpadasz w panikę. Nie umiesz zadziałać w konstruktywny sposób, bo nie wiesz, co właściwie się z wami dzieje. Czekasz więc, aż „samo się naprawi”. Albo pogorszy. A przecież można, za pomocą kilku pytań, spróbować ocenić sytuację w relacji dwojga ludzi.  Może nie zawsze pomogą nam one ustalić dokąd zmierzamy, ale przynajmniej podpowiedzą nam na jakim etapie znajdujemy się obecnie.

7 pytań, które warto sobie zadać w razie związkowej „awarii”

1. Czy jestem sobą?

Czy jesteś w stanie zaakcentować siebie jak osobę niedoskonała, ale za to postępującą zgodnie z własnym sumieniem, a nie oczekiwaniami partnera?

Czasami czujemy w związku presję, żeby dorównać swojej drugiej połówce. Razem stanowilibyśmy wówczas prawdziwy ideał (jak to świadczy o naszym poczuciu własnej wartości?). Uważamy, że jeżeli nie będziemy w stanie dorównać partnerowi, to pociągniemy go w dół, a związek zacznie się rozpadać. Jeśli tak właśnie czujesz, być może nadszedł czas, aby troszkę odpocząć od relacji i zadać sobie pytanie: „Kim naprawdę jestem?”. Przecież nie da się udawać całe życie.

2. Czy mówię partnerowi wprost o swoich uczuciach i spostrzeżeniach?

Bywa, że mimo irytacji wywołanej postawą drugiej osoby, nie jesteśmy w stanie przekazać jej klarownego komunikatu, albo wysyłamy komunikat zwierający sprzeczne informacje. Myślimy co innego, mówimy co innego. To sprawia, że nasz partner staje się nieufny (wyczuwa brak szczerości), ale przede wszystkim nie jest świadomy przyczyny problemów, które się pojawiają. Pewnie każdy z nas doświadczył tego w związku: coś jest nie tak, ale nie chcemy o tym mówić wprost, z obawy przed zranieniem ukochanego. A przecież w poważnej relacji najważniejsze jest budowanie kompromisów. Więc może nadszedł czas, aby zadać sobie pytanie „Czego naprawdę chcę?”.

3. Czy jestem na tyle silna, by radzić sobie w życiu bez niego?

Nie chodzi o to, co się z tobą stanie w razie rozstania. Chodzi o to, czy umiesz się różnić, mieć inne zdanie, inne odczucia i uważać, że to też jest OK. Czy jesteś wystarczająco silna we własnej „odrębności”? Odpowiedz sobie też szczerze na pytania, czy nie trawi cię JEGO depresja, nie straszny ci JEGO lęk, nie pochłaniają cię jego uzależnienia? …

Jeśli obie strony uzależnią się całkowicie od siebie, porzucając własne pasje i sens życia, wówczas związek popadnie w stagnację, stanie się słaby i pusty. To właśnie z powodu miłości musimy być niezależni i silni, by wspierać się wzajemnie.

4. Czy w pełni akceptuję swojego partnera takim, jakim jest?

Jeśli kochasz bezwarunkowo, twoja miłość jest świadomą akceptacją wszelkich niedoskonałości partnera. Jeśli jednak podświadomie nie tolerujesz pewnych aspektów jego osobowości, skrywasz problem, który może być źródłem konfliktów.

5. Czy mogę wejść do jego intymnego świata tak głęboko, by naprawdę zrozumieć mojego partnera i odrzucić potrzebę oceniania czy osądzania go?

Rozumieć partnera tak, by przewidywać jego reakcje i emocje to już zaawansowany etap związku, świadczący o prawdziwym zaangażowaniu i miłości. Pomyśl, czy nie hamuje cię lęk przed tym, co mogłabyś odkryć próbując lepiej poznać ukochanego.

6. Czy mój związek tkwi w martwym punkcie? Czy obawiam się zmiany?

Prawdziwe, szczere relacje zmieniają się, a nie pozostają w bezruchu. Zmiany są potrzebne, bo i my nabywamy doświadczenia, przeżywamy wydarzenia, które kształtują nas i nasze poglądy na nowo. Przyjmuj je jako coś naturalnego.

7. Czy potrafię spojrzeć na mojego partnera, jak na osobę, która się zmienia, czy ogranicza mnie myśl o naszej (wspólnej i odrębnej) przeszłości?

To częste źródło problemów: wydaje ci się, że przeszłe wydarzenia masz już dawno za sobą, ale w głębi serca ciągle brak wybaczenia, ciągle pewne etapy niezamknięte. Zapewne nie jesteś tego świadoma, dopóki nie poruszysz tego wierzchołka góry lodowej.

Jesteśmy niedoskonali. Miłość jest uczuciem dwojga niedoskonałych ludzi. Tu nie zawsze znajdziesz prostą, jednoznaczną odpowiedź. Ale pytać zawsze wolno. Więc odetchnij, „mentalnie wyjdź” z tej relacji na chwilę, spędź czas z samą sobą. Przyszłości nie musisz znać już teraz.


Źródło: Livehack.org


Psychologia Związek

Wiecznie w biegu: obtarte pięty, złamany obcas, zgubione klucze i rozładowany telefon. Jak temu zaradzić?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
1 czerwca 2016
Fot. i Stock / Justin Horrocks
 

Współczesne kobiety doskonale radzą sobie z wychowywaniem dzieci, prowadzeniem domu, realizacją pasji oraz życiem zawodowym. Dzięki doskonałej organizacji i odrobinie szczęścia, jesteśmy w stanie przenosić na własnych barkach góry. Niekiedy jednak, dzieją się rzeczy jak z koszmaru. Nie możemy w czeluści torebki odnaleźć kluczy, do domu wracamy utykając z powodu bólu zdartych w nowych butach stóp lub łamiemy obcas w dramatycznym pościgu za autobusem miejskim.

Spokojnie, to tylko awaria!

A raczej splot okoliczności, które w pierwszym odruchu niesamowicie mogą nas zestresować. Niełatwo jest czasem wybrnąć z kłopotów, jeśli jesteśmy zdane same na siebie. Jak sobie wtedy radzić? I co zrobić na zaś, by podobne sytuacje nigdy więcej nie przyprawiały nas o palpitacje serca?

1. Gdzie są te cholerne klucze?!

Znasz to? Chyba każdej z nas choć raz zdarzyło się stać długą chwilę pod drzwiami, z uporem maniaka wygrzebując wszelkie skarby z torebki w poszukiwaniu kluczy. Pół biedy, gdy jesteśmy same, wtedy można machnąć ręką i iść do osiedlowej kawiarenki na słodki deser, oczekując na powrót męża z pracy. Gorzej, jak pod nogami kręcą się głodne dzieci lub czeka na ciebie pilnie potrzebujący spaceru pies! Poziom irytacji rośnie, nerwy sięgają sufitu i mimo wywrócenia torebki do góry nogami, nic znajomo nie zabrzęczało. Łap za telefon i dzwoń do osób które mają zapasowe klucze – mąż, siostra, zaprzyjaźniona sąsiadka, która podlewa kwiaty podczas twojej nieobecności. Ktokolwiek, kto może zakończyć koszmar. Zadzwoń do pracy, może zostały na biurku i jakaś dobra, zmotoryzowana dusza podrzuci twoją zgubę? Jeśli wyczerpiesz wszelkie możliwości a ratunku dalej znikąd, nie ma wyjścia, szukaj numeru do ślusarza, on sobie poradzi z problemem. A na przyszłość, oszczędź sobie stresu, przyczep do kluczy dźwięczący lub jaskrawy/wyróżniający się brelok lub przypnij je do smyczy przyczepionej do wewnętrznej strony torebki. I koniecznie komuś zaufanemu zostaw zapasowy komplet, wdzięczność za ich podrzucenie będzie mniej kosztowna niż stres i wizyta ślusarza.

2. Złamany obcas kontra powrót do domu

Kochamy buty na wysokim obcasie. Kobiece nogi fantastycznie prezentują się w szpilkach, a my do tego stopnia opanowałyśmy poruszanie się w nich, że w razie konieczności potrafimy gonić ile sił za tramwajem czy autobusem. Niestety, bywa, że uskrzydlone kobiece nogi jak długie padają na ziemię. Przyczyna? Obcas, który niefortunnie złamał się, klinując np. w studzience kanalizacyjnej, lub kratce przy sklepie. Jeden fałszywy krok i kuśtykanie na jednym bucie lub bosy spacer staje się naszym udziałem. Co dalej? Albo dzielnie kuśtykaj do domu, albo bierz przykład z reklamy pewnych miętowych pastylek i oderwij drugi obcas niszcząc oba buty, ale idąc z godnością, lub potraktuj obcas super mocnym klejem. Możesz też podążyć w kierunku obuwniczego lub szewca, który poradzi sobie z problemem, szczególnie jeśli szpilki są warte zachodu. A co możesz zrobić na zaś? Chyba tylko patrzeć pod nogi.

3. Zatrzaśnięty kluczyk w aucie

Wystarczy pośpiech, chwila nieuwagi i nieszczęście gotowe. Ty stoisz przy zamkniętym aucie, a kluczyki bezpiecznie czekają w stacyjce. Pół biedy, gdy zostawiłaś uchyloną szybę. Masz możliwość włożenia ręki, uchylenia szyby zupełnie i otwarcia drzwi od wewnątrz. Nawet przy minimalnie uchylonej szybie, sztywny drut pozwoli na naciśnięcie odpowiedniego przycisku w aucie. Jeśli to się uda, będziesz miała wiele szczęścia. Ale jeśli posiadasz nowoczesne auto, sprawa nie jest taka łatwa. Zapomnij o scyzorykach, śrubokrętach i innych prowizorycznych narzędziach. Prędzej doczekasz się uszkodzenia zamka niż otwarcia drzwi. Zadzwoń do serwisu, to chyba jedyne sensowne – choć kosztowne- wyjście. Wybicie szyby to ostateczność, gdy specjalisty nie można ściągnąć, a ruszyć się z miejsca trzeba.

4. Rozładowany telefon

Mówi się, że bez telefonu to jak bez ręki. Jesteśmy do niego przywiązane niczym do smyczy, ale nie można się temu dziwić. Kontakt z bliskimi to podstawa i bezpieczeństwo, dzięki łączności ze światem załatwiamy wiele pilnych spraw i uzyskujemy potrzebne informacje. Jeśli po raz kolejny jesteś poza domem, a twój telefon odmówił posłuszeństwa zupełnie rozładowany, na przyszłość kup zapasową baterię i trzymaj naładowaną w domu, torebce lub miejscu pracy. Miej pod ręką też zapasową ładowarkę, lub najprościej, sprawdzaj wieczorem ile procent baterii zostanie do dyspozycji na rano.

5. Zdarte pięty i pęcherze na palcach

To zna każda z nas, szczególnie przy okazji biegania cały dzień w nowych butach, których nie zdążyłyśmy jeszcze rozchodzić. Po kilku godzinach chodzenia w uwierającym, niewygodnym obuwiu efekt jest mało radosny – odciski, otarcia pęcherze i ból, który temu towarzyszy. I jeszcze ta myśl, że jutro też przecież musimy ubrać buty na wiele godzin w pracy. W tym przypadku natychmiast uratujecie sytuację mając pod ręką wytrzymałe i dobrze przylegające plastry. Zwróćcie uwagę na ich jakość, ponieważ plaster który będzie się odklejał i rolował na uszkodzonej skórze, spowoduje jeszcze większy ból i obrażenia.

Godne polecenia są hipoalergiczne plastry, które zmieszczą się do każdej torebki. Dzięki temu w każdej chwili zabezpieczycie się przed otarciami stóp, ochronicie stopy i ułatwicie gojenie się pęcherzy i odcisków.

1.Plastry Viscoplast z masą hydrokoloidową wspomagające gojenie pęcherzy. Sprawdzą się one u każdej aktywnej kobiety, ponieważ:

  • ułatwiają gojenie pęcherzy
  • przynoszą ulgę i długotrwałą ochronę
  • wodoodporne
  • miękkie, przezroczyste, niewidoczne na skórze
  • mogą być stosowane profilaktycznie w celu zapobiegania powstawaniu pęcherzy
  • dostępne w 4 wersjach – plastry małe na pęcherze na palcach stóp, średnie i duże na śródstopie i piętę oraz mix 3 rozmiarów

Masa hydrokoloidowa absorbuje wydzielinę powstającą w pęcherzu, tworząc żelową poduszeczkę ochronną. Żel amortyzuje i chroni oraz zapobiega przywieraniu opatrunku do rany, dzięki czemu plaster można wymienić bez bólu (najlepiej poczekać aż sam się odklei).

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

2. Zestaw plastrów z opatrunkiem na miękkiej piance – na otarcia stóp, skutecznie zabezpieczy bolesne miejsce. Zestaw zawiera:

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

  • bardzo miękkie, wygodne plastry zabezpieczające bolesne obtarcia i rany stopy
  • dzięki perforacji są one przepuszczalne dla pary wodnej i powietrza (pozwalają skórze oddychać)
  • idealnie nadają się do opatrywania ran, obtarć, pęcherzy na stopie
  • zestaw zawiera 6 szt. plastrów o rozmiarze 72 x 25 mm.

3. Plaster z kwasem salicylowym 40% na odciski na stopach.

  • pomaga w usuwaniu odcisków i nagniotków
  • zabezpiecza przed bolesnym uciskiem, dzięki ochronnemu pierścieniowi
  • zawarta w pierścieniu masa z kwasem salicylowym ma działanie keratolityczne – zmiękcza naskórek i powoduje złuszczenie zrogowaciałej skóry
  • pozwala uniknąć dokuczliwych otarć
  • zestaw zawiera 6 szt. plastrów w rozmiarze 70 x 12,5 mm

    Fot. Materiały prasowe

    Fot. Materiały prasowe

Nie wszystkim wypadkom można zapobiec, ale najważniejsze jest wyciąganie wniosków z odebranych lekcji od życia i podjęcie kolejnego wyzwania z uśmiechem na ustach.


Wpis powstał we współpracy z Viscoplast


Psychologia Związek

Nim obudzę moje dzieci, pomyślę o tych, którym dzisiaj rodzice nie złożą życzeń…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 czerwca 2016
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain

Mój syn odrabiał wczoraj zadanie domowe. Miał napisać, które z praw dziecka uważa za najważniejsze. Wybrał trzy:

„Każde dziecko ma prawo mieć mamę i tatę”

„Każde dziecko ma prawo do opieki medycznej”

„Każde dziecko ma prawo, by mieć własne miejsce w domu”

Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Dziecka i myślę sobie – jaki banał. Rodzice, lekarz, dom. Tak oczywiste rzeczy, że aż trudno nazwać je prawem, a co więcej przywilejem. Masz dziecko, więc jesteś rodzicem, dajesz mu schronienie i dbasz o jego zdrowie…

Gdyby tak było zawsze? Myślę dzisiaj o tych wszystkich dzieciach, którym odmówiono tych praw. O tych dzieciach, których dzisiaj nie obudzi z uśmiechem rodzic składając życzenia, wzruszając się i wręczając choćby najmniejszy podarunek. Bo przecież nie o prezent tu chodzi, ale o czas. Ten wspólny. O to wyjście na pizzę, na basen, na rower. O to, żeby nasze dziecko czuło się bezpieczne. Bo przecież to jest dla niego najważniejsze. Świadomość, że ma gdzie wrócić po szkole, że ktoś na nie czeka, że w domu zawsze jest co zjeść, z kim pogadać, komu wyżalić się na ramieniu.

Myślę sobie dzisiaj o tych wszystkich dzieciach, o których na jakiś czas zapomnieli rodzice. Dzieciach w szpitalach psychiatrycznych, dzieciach w placówkach opiekuńczo-wychowawczych, dzieciach przewlekle chorych, porzuconych, zostawionych w domach dziecka. O nich przypomnieli sobie ostatnio rodzice. Co jakiś czas słyszę historie, jak to nagle w placówce dla trudnych dzieci rozdźwięczały się telefony zatroskanych rodziców, którzy pytają o swoje dziecko. Słyszę o rodzicach, którzy po kilku latach nieobecności w pewną niedzielę pojawiają się w domu dziecka z torebką cukierków… Słyszę o rodzicach, którzy nie kontaktując się z dzieckiem występują do sądu o odzyskanie praw rodzicielskich, bo przecież kochają, bo przecież na uczucia rodzicielskie musieli zaczekać, bo wcześniej utopili je w butelce taniego wina, a teraz  jest szansa, że od czasu do czasu utopią w butelce lepszej wódki. Dla nich dziecko równa się 500 złotych więcej w domowym budżecie. Każde dziecko. Więc nagle o nie walczą. Chcą je z powrotem w domu, zapewniają, że tak, że będzie miało prawo do lekarza, do własnego kąta, w którym spokojnie odrobi lekcje.

Tylko tyle dla nich znaczy dziecko. Dla nich pewnie aż tyle, bo 500 złotych to szansa na ciut lepsze pijackie życie, bo bez musu szukania puszek po śmietnikach i wysyłania dziecka do MOPS-u o zapomogę, bo sami nie są w stanie iść.

I myślę o tych dzieciach, które kochają i tęsknią. Jest w nich tyle miłości, tyle potrzeby dzielenia się nią. Znałam chłopaka, którego matka porzuciła, a on z domu dziecka uciekał do niej. Znałam dziewczynkę, która czekała na swoją matkę co weekend, ona obiecywała, że tak odwiedzi, że przyjdzie i nigdy nie dotrzymywała obietnicy. Znałam chłopca, który szczęśliwy siedział z papierową torbą czekoladowych cukierków, które przywiozła mu babcia. „Będę jadł po jednym dziennie, żeby starczyło do następnego spotkania”.

Jak to się dzieje, że brutalnie odzieramy dzieci z ich dzieciństwa? Z miłości i bezpieczeństwa? Jak to jest, że takie maleństwo można uczynić nieszczęśliwym? Sprawić, by nie miało wspomnień z dzieciństwa pełnych radości, uśmiechu, beztroski? Jak można tak bardzo skrzywdzić bezbronnego człowieka, który tylko ma nas, który tylko na naszą miłość czeka, który kocha całym sobą, bez względu na to jak złymi ludźmi jesteśmy, jak bardzo potrafimy zranić, jak mocno uderzyć, jak skrzywdzić, poniżyć, upokorzyć?

Nie znajduję w ogóle odpowiedzi na te pytania, nie jestem w stanie sobie wyobrazić, kim trzeba być, by tak bardzo skrzywdzić swoje własne dziecko.

A kiedy ono trafia do miejsce, w którym czuje się bezpiecznie, w którym odnajduje względny spokój, w którym wychowawcy i opiekunowie nie zastąpią rodziców, ale wkładają całe serce w swoją pracę, to ten, kogo dziecko kocha, wyrywa mu spokój po raz kolejny. Daje nadzieję na normalne życie.

Przypomniałam sobie historię rodzeństwa, jest ich trójka. Czekali w Wigilię Bożego Narodzenia na mamę, która miała zabrać ich na święta do domu. Trójka dzieci, każde odświętnie ubrane, z tak ogromną nadzieją w sercu, z tak wielką radością, z taką niepewnością i oczekiwaniem, bo wszyscy już pojechali, a oni czekają. I mogliby tak czekać całe święta, tak stać w tych wyjątkowych sukienkach i koszuli. Mogliby przyspieszonym biciem serca reagować na każde dotknięcie klamki drzwi wejściowych domu dziecka. A mama nie przyjechała. One jak wiele innych dzieci nie dostały prawa do tego by mieć mamę i tatę. Co więcej, to ich rodzice im to prawo odebrali.

Za chwilę obudzę moich synów, wyściskam. Dam im koszulki z podobizną Lewandowskiego, bo takie sobie wymarzyli, a popołudniu zabiorę ich na pizzę. Będziemy śmiać się i dyskutować, oni z przejęciem gestykulując będą mi coś opowiadać. Przytulą się. Powiedzą: „Ale fajnie mama”.

Ale nim ich obudzę pomyślę o tych dzieciach, którym dzisiaj rodzice nie złożą życzeń… I to im najpierw z całego serca, krzycząc bardzo głośno w myślach życzę prawa do szczęścia. Do tego by kiedyś poczuli, że ktoś naprawdę ich kocha i że już nigdy ich nie zawiedzie.


Zobacz także

Dwa miesiące z życia kobiety. To nie takie proste

4 typy facetów, z którymi nigdy nie powinniśmy się wiązać. Jak ich rozpoznać?

Pruderia, tabu? Ależ zapraszam, tu poczujesz się bezpiecznie. Obowiązuje zakaz niewygodnych pytań