Psychologia Związek

Poskromienie złośnika. Jak żyć z wybuchową osobą?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
28 stycznia 2016
Fot. iStock / kieferpix
 

Bycie blisko z awanturnikiem to jak spacer po zaminowanym terenie. Nigdy nie wiesz, kiedy dojdzie do eksplozji. Kochasz go, bo potrafi być też wspaniały, ale męczy cię jego nieprzewidywalność i emocjonalność.

MIT: Możesz go zmienić, wpłynąć na jego zachowanie

PRAWDA: Możesz zmienić siebie i swój sposób reagowania na to, co robi on. A to pierwszy krok do tego, żeby zmieniać zaczął się też on.

Scenariusz

  1. Pierwszy:na pozór stabilny facet, co jakiś czas wybucha agresją. W ogóle nie rozumiesz o co chodzi. Przecież on lubi twoje koleżanki. Dlaczego więc nagle reaguje agresywnie?
  2. Drugi: żyjesz z cholerykiem. Wszystko jest nie tak: opieszała kelnerka, korki, niemiły sąsiad. Wszystko jest powodem do afery. Cierpisz ty i dzieci. Słabo, co?

Rozpoznaj problem

To powinnaś wiedzieć

– gniew nie ma za wiele wspólnego z osobą, na której jest wyładowywany. Cudze postępowanie jest tylko wyzwalaczem. Tak naprawdę to osoba, która dostaje ataku złości ma problem. Nie czuj się więc winna.

– wielu „nerwusów” chce tylko być zrozumianym i wysłuchanym. Zanim więc zaatakujesz go, pomyśl co możesz zrobić, żeby go zrozumieć.

Nie bądź ofiarą

Złość na ogół wyładowujemy na osobach, przy których czujemy się bezpiecznie. Ktoś to robi, bo czuje, że się na to zgadzamy. Często robimy z siebie ofiarę i siłą rzeczy zgadzamy się na takie zachowanie. Problem eskaluje. Dziś zrobi ci awanturę o wyjazd dzieci, jutro o źle zasłane łóżko. Kiedyś wkurzał się czasem, teraz coraz częściej. Ty przepraszasz, czujesz się winna. Tak naprawdę sprawiasz, że czuje się bezkarny.

Jak wyjść z tej roli?

Otocz się ludźmi, którym nie będziesz się bała powiedzieć, co naprawdę przeżywasz. „Jestem słaba, nie wiem jak postąpić” możesz im powiedzieć. Ważne, żeby ktoś wiedział, że czasem wchodzisz w rolę ofiary i potrzebujesz pomocy.

Ważne też, żebyś wiedziała, że nie musisz przepraszać. Przeciwnie, powinnaś przestać przepraszać. Gdy instynktownie będziesz chciała postąpić, jak zawsze, odrocz to. Powiedz sobie: spokojnie, zajmę się tym jutro. Owo „jutro” jest bardziej łaskawe dla naszych emocji, siłą rzeczy nabierzesz dystansu. Za każdym razem w takim momencie pomyś: wchodząc w rolę ofiary, robię sobie krzywdę. On czuje się bezkarny, ja sobą podświadomie gardzę- chcę to przerwać. Możesz zapisać się na boks, albo inną sztukę walki– te sporty bardzo uczą, jak radzić sobie z agresją i jak wydobyć w sobie siłę do tego, by przestać być samemu ofiarą.

Nie reaguj jak on– złość jest twoim wrogiem. 

Wyobraź sobie, że twój partner jest jak tajfun. Trudno zapanować nad tajfunem. Zresztą do czego to doprowadzi? Odsuń się. Nie bądź taka sama jak on.

Ważne też, żebyś nie reagowała agresją bierną: nie dogryzała, nie raniła słowami: „Jesteś niezrównoważony, psychiczny”, „Potrafisz sprawić, że wszyscy czujemy się koszmarnie”- w ten sposób grasz w tę samą grę co on.

Gdy poddasz się impulsowi i zaczniesz sama rzucasz oskarżenia, tracisz szans na poprawę sytuacji, bo oskarżanie kogoś zawsze wywołuje negatywną, obronną reakcję.

Jak wyjść z tej roli?

Jeśli też jesteś osobą, która też nie panuje nad emocjami, po prostu oddal się od złośnika natychmiast. Powiedz wprost: porozmawiam z tobą, gdy się uspokoję. Jeśli partner- a tak się czasem zdarza, próbuje zatrzymać cię w pokoju siłą, usiądź na fotelu i spokojnie, jak mantrę powtarzaj: nie będę z tobą teraz rozmawiać, nie dlatego, że nie chcę porozumienia, ale dlatego, że muszę przemyśleć pewne rzeczy.

Bądź życzliwa i radosna

Jednym z najlepszych sposobów rozładowania czyjejś złości jest po prostu dobry humor i radość życia.  On na przykład krzyczy w samochodzie, trąbi na inne samochody, klnie, przy okazji obrywa się tobie. Powiedz: „Kochanie, a pamiętasz jaki seks mieliśmy wczoraj”. Nawet jak on burknie: „A co to ma wspólnego z dzisiaj, wpuścisz do samochodu inną energię”.

Wyjście ostatecznie: odetnij się

Otwarcie powiedz: „Próbowałam wszystkiego, ale nic nie działa. To, że się złościsz to twoja sprawa, ale na mnie to źle działa. Od jutra nie rozmawiam z tobą, kiedy jesteś wściekły, nie wychodzę z tobą jeśli masz zamiar obrażać ludzi.

Jak to zrobić?

On znów krzyczy, nie panuje nad emocjami. Bez słowa wychodzisz z domu, albo zamykasz się w drugim pokoju. Odcinasz się emocjonalnie, niczego nie tłumaczysz, bo już wcześniej wiele razy tłumaczyłaś. Jeśli on się obraża, nie poddawaj się. Każde twoje ustępstwo sprawia, że dyktatura złośnika trwa. Możesz spytać: co mogę zrobić, żeby ci pomóc? Ale to wszystko co możesz zrobić– nie graj w jego grę.

P.S Tekst dotyczy partnera, ale tak naprawdę podobnie powinno postępować się z agresywną mamą, przyjaciółką, czy inną bliską osobą.


Psychologia Związek

Nie kocham go, ale nie umiem odejść. Może jego miłości starczy za nas dwoje?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 stycznia 2016
Fot. Unsplash / Iván S. Pasarín / CC0 Public Domain
 

Pustka. To słowo określa mnie najlepiej. Nie, nie zawsze. Czasami. Kiedy na przykład siedzimy przy stole i jemy obiad. Dzieci śmieją się, on podaje mi sztućce. Normalny dzień. Wspólny. A ja mam wrażenie, że oddziela mnie od nich gruba szyba. – O czym myślisz? – wyrywa mnie pytanie. Uśmiecham się łagodnie. – A chyba o niczym, tak jakoś się zamyśliłam.

Czasami dłużej zostaję w łazience. Zamykam się. Cisza i ta pustka. Mogę odetchnąć głęboko. Nie chcę patrzeć w lustro. Chcę by ta chwila trwała jak najdłużej. – Mamo, wychodzisz już? – Tak kochanie, momencik. Wychodzę z uśmiechem. Targam syna po włosach. Idę do kuchni, zbieram naczynia po całym dniu. Klucz w zamku. Napinają się mięśnie. Wokół karku czuję nieprzyjemne zimno. – Cześć kochanie, jak było dzisiaj w pracy – rzucam lekko, ale nie słyszę już odpowiedzi. Wstawiam wodę na herbatę, jemu robię kawę. Znam doskonale te nasze codzienne rytuały. Słyszę jak z córką rozmawia w pokoju: –  I jak sprawdzian? Żadnego błędu nie zrobiłaś? Brawo. Dumny jestem z ciebie. Widzę ich, jak ona się uśmiecha, a on puszcza jej oko – obietnicę nagrody – to ich tajny język. Wiedzą, że zaraz bym zrzędziła, że nie uczymy się dla nagród, lodów, czy nowej gry. Lubię to ich porozumienie. On jest dla niej ideałem mężczyzny. – Mamo jak będę duża też chcę takiego męża, jak tata. Ile razy to słyszałam. – Oj to się naszukasz, trudno znaleźć pewnie takiego samego faceta – śmieję się.

Sama wiem najlepiej, jak trudno. Bo on jest wyjątkowym facetem. Poznaliśmy się na wspólnej imprezie u znajomych. W moim typie. Wysoki brunet. Grał w koszykówkę. Zabierał mnie do kina na niszowe filmy. Lubiany przez wszystkich, choć nigdy nie był duszą towarzystwa, gwiazdą. Zwykły chłopak z dobrym sercem. Świetny kumpel z super poczuciem humoru. I chyba tym dowcipem mnie zaczarował. Nigdy przy nikim tyle się nie śmiałam.

I niby wszystko było ok. Seks nigdy nie porywał. Mieścił się w kategoriach poprawny. Myślałam, że z czasem to się zmieni. Ale urodziła się Maja. Więc skupiliśmy się na dziecku. Wieczorem na kanapie zasypiałam na filmie. Wspólne wakacje. Dzisiaj myślę, że nie wiem, w którym momencie stałam się zupełnie bierna. Przyjmowałam wszystkie jego propozycje. Wyjazd, impreza, spotkanie ze znajomymi. „Tak, świetnie, super. Oczywiście, cieszę się” i wszystko z tym łagodnym uśmiechem. A on szczęśliwy.

My nawet kryzysu żadnego nie mieliśmy. Kłótnie? Ale o co? Kiedy teraz sobie o tym myślę, to nawet nie było powodów do kłótni. Mogłam się przyczepić, że nie zamknął klapy w toalecie, że Majce ubrał za cienka kurtkę na spacer.

Staraliśmy się długo o drugie dziecko. Patryk jest młodszy od siostry o cztery lata. Lekarz pytał: „Pani chce tego drugiego dziecka?”. „Oczywiście”, odpowiadałam zdumiona. Bo chciałam tak bardzo. Chciałam, by coś drgnęło, by ruszyło. A może nie chciałam. Może wtedy już myślałam, że odejdę. Może to wtedy już poczułam tę pustkę? Dziecko mogło ją wypełnić?

– Głowa cię boli? – pyta. – Chyba tak, to ciśnienie – kłamię. – To może połóż się, odpocznij. Ogarnę dzieciaki. Zamykam się w sypialni. Patrzę w sufit. Ja nawet nic nie czuję. Nie chce mi się płakać. Krzyczeć. Oddycham tylko głęboko, jakby jego obecność mi na to nie pozwalała. Myślę, co zrobię dzieciom na kolację. Ale tak bardzo nie chce mi się wstawać.

I znowu siedzimy przy stole. Smaruję naleśniki dżemem. Śmiejemy się z Patryka, bo obciął sobie sam grzywkę. Maja próbuje zwrócić na siebie uwagę. On uśmiecha się do mnie. Odpowiadam tym samym.

Jeszcze jakiś czas temu wyrzucałam sobie: „Ogarnij się, co ci jest? Zwariowałaś!”. Bo jak można nie kochać takiego faceta. To jak zdradzić własną rodzinę. „Jak to nie kochasz?” – pytała przyjaciółka. „No nie wiem, Anka, jestem taka k**wa pusta. Ja wiem, że on jest cudowny, jest świetnym ojcem. Ale mam wrażenie, że uległam jakiejś iluzji. Może ja tak bardzo chciałam kochać…”. „P**lisz. Przyjdzie wiosna, zobaczysz wszystko w innych kolorach”.

Czekam na taką wiosnę trzeci rok z rzędu. I nic. Miłość nie wybucha. „Co jest ze mną nie tak”, pytam siebie. Bo przecież to ze mną musi być nie tak. Cudowna rodzina. Świetne i zdrowe dzieci. Mąż, który odsunął się trochę ostatnio. Woli stwierdzić, że boli mnie głowa, niż pytać o czym myślę, albo jak się czuję. Odpowiada mi to, nie muszę przyklejać sobie uśmiechu.  Czasami po cichu życzę mu, by sobie kogoś znalazł. By się zakochał. Bo jakaś kobieta pokochała go tak, jak on na to zasługuje. Bo ja nie potrafię. A później się boję, że odejdzie, co dzieci by czuły. Choć ja na samą myśl, czuję ulgę.

Może naprawdę nie potrafię kochać. Tak wiem – może sobie sztucznie wymyślam problem. Ale ta pustka… Taka czarna dziura we mnie. Takie nic. Wyzute z emocji. Aż wyrachowane. Brrrrr.

Kilka razy próbowałam. Stałam przed lustrem: „Wiesz, nie kocham cię, nie umiem sobie z tym poradzić”. Źle. „Kochanie, muszę ci coś powiedzieć: Nie kocham cię”. „Jesteś mi bliski bardzo, jesteś cudownym ojcem, przyjacielem, ale ja cię nie kocham”. Zasłużył na taką szczerość, ale nie potrafię się nawet na nią zdobyć.

Znowu pojedziemy razem na wakacje. Będziemy zjeżdżać z dzieciakami na basenowych zjeżdżalniach. Grać w piłkę na plaży. Pewnie odwiedzimy w następny weekend jego mamę. Zrobi pyszny obiad. Przyjrzy mi się trochę dłużej, ale już się przyzwyczaiłam. Pójdę w poniedziałek do pracy, bo Patryk już wyzdrowiał. Będę miała mniej czasu na myślenie. Praca, dom, lekcje z Majką, obiad. Spotkanie ze znajomymi, może jakaś bajka rodzinna w kinie. Nie będę miała czasu pobyć ze sobą. Zapcham tę pustkę wspólnym czasem. Zbyt zajętym. Może wypijemy razem butelkę wina i nie zasnę tym razem na kanapie, nie będę udawać, że boli mnie głowa.

Może tej jego miłości starczy za nas dwoje?

B.


Psychologia Związek

Kiedy życie cię zaskakuje. 6 wyjątkowych momentów w naszym życiu. Co ty byś dodała do tej listy?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 stycznia 2016
Sprytne rady i przedświąteczne szaleństwo. 🎅Bierzemy TK Maxx na celownik
Fot. iStock/InnerVisionPRO

Co nas najbardziej zaskakuje w życiu? Ale tak pozytywnie albo motywująco, a nie na smutno. Co wprawiło was w największe zdumienie, przeszło wasze najśmielsze oczekiwania? Potrafcie stworzyć krótką listę najbardziej zaskakujących momentów? Dziś nasze propozycje. Przeczytajcie, może uda nam się wywołać uśmiech na waszych twarzach, przywołać kilka miłych wspomnień?

Dwie kreski na teście ciążowym

Nie, nie chodzi o zaskoczenie wynikające z faktu, że oczekujecie dziecka. Chociaż podobno to jest taka chwila, na którą nawet mimo długich oczekiwań nigdy nie jesteśmy do końca przygotowani. Chodzi o uczucia, które temu momentowi, kiedy się dowiadujecie o ciąży, towarzyszą. Z pewnością nie zawsze jest jak na filmie: pięknie i wzruszająco. W głowie szumi, serce bije mocno, jest i strach i poczucie, że wszystko teraz będzie inaczej, że skończyły się szaleństwa, a zaczną nieprzespane noce. Ale skoro znajomi mówią, że warto… Spokojnie, przed wami dobre 8 miesięcy, żeby się z tymi emocjami oswoić.

Ślub

No dobrze, wiem. Zła kolejnośćJ. Najpierw ślub, potem dziecko :D. Ale do rzeczy. Wyobrażacie sobie ten moment przysięgi, czy to w kościele, czy w urzędzie. Piękny strój, uroczysta chwila ale emocje na takim poziomie, że na przykład wybuchacie śmiechem. Albo zalewacie śmiechem. Albo przysięgacie Piotrkowi, chociaż przed wami stoi Zbyszek. Z jakiegoś powodu mózg odmawia posłuszeństwa. To jak on ma właściwie na imię…? Jeden z najbardziej nieprzewidywalnych momentów w życiu. Nawet jeśli wszystko dopięte na ostatni guzik…

Pełnoletniość

Czekacie na to całe liceum. Robicie najlepsze zdjęcie, żeby potem pokazać znajomym z dumą ten mały, plastikowy dokument. Urządzacie 18-tki, wyobrażacie sobie Bóg wie co i ile to będziecie teraz mogli. A w ogóle to powiecie zaraz rodzicom, że już guzik mogą. W końcu jesteście dorośli. A potem nagle przychodzi moment refleksji i dochodzicie do wniosku, że tak naprawdę… niewiele się zmieniło. Jesteście tak samo niedojrzali jak dzień przed urodzinami. Albo tak samo dojrzali. A pokazywanie w sklepie dowodu „na żądanie” ma w sobie więcej z obciachu niż dumy. A dom jest rodziców i zasady w domu też.

Siła przyjaźni

Moment, w którym odczuwasz mocno, namacalnie, jak wiele znaczysz dla innych i jak wiele inni są w stanie dla ciebie zrobić jest bezcenny. Dowody sympatii, wsparcia, akceptacji tego kim jesteś są dla nas zawsze wyjątkowe. Są czymś, co stanowi nasz kapitał na całe życie. Pielęgnuj przyjaźnie. Oddawajcie z nawiązką to, co dostajecie.

Odkochanie

Cierpisz, jęczysz, płaczesz, mścisz się w myślach i kasujesz zdjęcia. Rozpamiętujesz, porównujesz, śledzisz w Internecie, czy może on już ma kogoś „nowego”. Aż nagle pewnego dnia budzisz się z poczuciem, że oto ten obiekt wczorajszego, płomiennego uczucia obchodzi cię tyle, co zeszłoroczny śnieg. Zaskakujące, że to może tak po prostu minąć.

Uczucie towarzyszące ci tuż po narodzinach dziecka

Bolało? Nie pamiętam. Jak to możliwe, jeszcze przed chwilą byłaś gotowa wymordować pół oddziału położniczego? Nie wiem. Pojawiło się ono – dziecko i jakoś wszystko inne przestało być ważne. Może to efekt buzujących teraz w tobie hormonów szczęścia, może jesteś zbyt zmęczona by czuć. A może wszystko inne nie jest już ważne…

Życie jest zaskakujące, może to banał. A jednak dzięki tej nieprzewidywalności, ryzyku, kochamy żyć, brać się z codziennością za bary. Zastanawiamy się często, co jeszcze przyniesie nam los i jak sobie z tym poradzimy. Pielęgnujmy wspomnienia życiowych niespodzianek. Czerpmy z nich garściami.

A może dodalibyście zaskakujące momenty w waszym życiu?


Zobacz także

Jak to jest być matką w Polsce? – Kobiety o kobietach

Pusta szufladka. To takie proste… Od dwudziestu lat On jest moją miłością

Królowe dramatu. Co się dzieje w głowie twojej córki, kiedy dorasta