Związek

Pamiętajcie, istnieje życie po zdradzie. Wiem, bo sama tam byłam. Byłam kobietą zdradzoną

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 stycznia 2019
Fot. iStock / ljubaphoto
 

Drogie zdradzone i zdradzane,

tak – jestem jedną z was. Jestem kobietą, która dowiedziała się o zdradzie swojego męża po 14 latach małżeństwa. Czy to była pierwsza zdrada? Nie wiem i nie chcę wiedzieć, bo i po co. To był cios, złożenie faktów, szczegółów naszej codzienności, kłamstw i kłamstewek, których nie chciałam widzieć. Ale wiecie, co było najgorsze – świadomość, że ja to czułam, że wiedziałam na kilka tygodni wcześniej, że coś nie gra, że gdzieś za rogiem czai się coś złego. Nie słuchałam jednak swojej intuicji. Wolałam żyć w iluzji dobrego związku, cudownej rodziny i fantastycznych relacji ze światem. Przecież głupie podpowiedzi intuicji nie mogły zniszczyć ot tak mojego status quo.

Dlaczego do was piszę? Bo byłam w tym samym miejscu, co wy. Byłam w tej rozpaczy, w tym niedowierzaniu, w zaprzeczeniu. Też krzyczałam: „Jak mogłeś”, też bez końca analizowałam, co ja zrobiłam źle? Czy naprawdę jestem tak beznadziejna, że on poszedł do innej? Gdzie to ja popełniłam błąd, że nie byłam w stanie go przy sobie zatrzymać? Myślałam źle o sobie, a później źle o tej drugiej. Chciałam wiedzieć, kim jest, jak wygląda, jaki ma głos, co robi, co lubi. Dlaczego? To odwieczne przy zdradzie pytanie: „co ona ma, czego ja nie mam” huczało w mojej głowie i niczym nie mogłam go uciszyć. Byłam jak w potrzasku. Odejść? Wyrzucić go? A może wybaczyć?

Zdrada dla kobiety, która kocha, jest druzgocąca. Jak tsunami jedną ogromną falą niszczy wszystko. Wiarę w miłość, w związek. Zmywa poczucie bezpieczeństwa, pewność siebie. Zostawia ból tak ogromny, że chciałoby się wyrwać sobie serce.

Najpierw jest ból. Po nim przychodzi wściekłość. Na siebie i swoją naiwność, na tę drugą, że jak ta ku*wa mogła pójść do łóżka i romansować z żonatym facetem. Przecież kobieta, kobiecie nie może robić takich rzeczy, zwłaszcza, gdy on ma rodzinę. To są święte zasady, których powinniśmy się trzymać. Niestety… rzadko się tak dzieje.

A później jest bezradność, bo nie wiadomo, co zrobić. Kiedyś przysięgałam, że nigdy bym zdrady nie wybaczyła. Kiedy jednak stajesz w obliczu takiej sytuacji, a za sobą masz wspólnie spędzone lata, dom, dzieci, wakacje, wspomnienia, to już niczego nie jesteś pewna. Chyba, że on pakuje walizki i odchodzi. Wtedy czujesz się jak ostatnia szmata, jak nic nie warte coś, jak ktoś, który nie wart był nawet chwili szczerości…

Dzisiaj jestem już daleko od tamtych emocji. Upłynęło trochę czasu, a ja spotykając inne zdradzone kobiety zrozumiałam, jakie prawdy wyciągnęłam dla siebie z mojej historii. I te chciałabym wam przekazać, żeby było wam łatwiej, że może uda się wam być mądrzejszą ode mnie.

Zrozumiałam, że:

– nie ja ponoszę odpowiedzialność za jego zdradę i nie ja jestem jej winna

To był jego świadomy wybór, jego decyzja. Nawet jeśli między nami byłoby źle, powinien przyjść i porozmawiać, a nie po najłatwiejszej linii oporu rozwiązywać w końcu nasze, nie jego problemy. ON jest odpowiedzialny za to, że zdradził, nikt inny.

– ta druga nie ma znaczenia

Naprawdę. Nieważne czy jest wysoką blondynką, czy krępą brunetką, czy jest młodsza, czy starsza, czy wiedziała, że on ma rodzinę czy nie. Ta druga dla nas – zdradzonych jest nieistotna. Nie przerzucajcie jego winy na tę kobietę, nie szukajcie usprawiedliwienia dla tego, co zrobił w niej. Zdradził. Tylko to się liczy. A z kim, gdzie, przy jakiej okazji… To jest najmniej istotne.

– słuchaj swojej intuicji

Zawsze na niej polegaj, zawsze. Nawet jeśli podpowiada ci złe rzeczy, nawet jeśli podsuwa bolesne prawdy, ona nigdy nie zwiedzie cię na manowce. Jest ostrzeżeniem, żebyś nie cierpiała jeszcze bardziej. Gdy kłuje cię niepewnością, wątpliwościami, wsłuchaj się w nie, drąż temat, nie pozwól, by to, z czym w końcu przyjdzie ci się zmierzyć, odkładać w nieskończoność na tył głowy. Być może, jeśli zareagujesz, nie będzie za późno.

– wybacz sobie

To najważniejsza rzecz, jaką możesz zrobić – wybaczyć sobie jego zdradę. Wiem, że może dla ciebie brzmi to jak jakaś bzdura, ale jeszcze nie zdajesz sobie sprawy, ile właśnie uraz do samej siebie w sobie zakorzeniasz. Będę powtarzać do znudzenia – nie ty jesteś winna jego zdrady. Nie ty ponosisz za nią odpowiedzialność. Wybacz sobie, bo tylko tak będziesz mogła pójść dalej.

– wybacz jemu

Tak wiem, to jest cholernie trudne. Ale stało się. Bez względu na to, jak potoczy się wasze wspólne życie – wybacz mu. Każdy człowiek jest ułomny, każdy popełnia błędy – i to nie jest jego tłumaczenie, tylko uświadomienie tobie, że tak się dzieje, tak się zdarza. Wybaczenie jest krokiem, który musisz zrobić, jeśli chcesz żyć szczęśliwie dalej i nie oglądać się za siebie. To, że wybaczasz, nie znaczy, że akceptujesz, co zrobił. Wybaczasz dla siebie, wybaczasz, ale nie zapominasz.

– nie podejmuj decyzji pod wpływem silnych emocji

Daj sobie czas. Daj wam tego czasu. Nie musisz od razu o niczym decydować – czy odejść, czy zostać. Porozmawiaj z nim, być może tak szczerze jak nigdy wcześniej. To nie będzie miła rozmowa dla żadnego z was, ale ważne, byście siebie naprawdę słuchali. Jeśli czujesz, że zasługujecie na drugą szansę – daj ją wam. Znam związki, które zdrada wzmocniła, które zbudowała na nowo, które dziś są o wiele silniejsze i szczęśliwsze. Wiem, że można, ale to wymaga ogromu pracy. Jeśli jednak czujesz, że nic z tego, że nie dasz rady, że nie jesteś w stanie żyć z człowiekiem, który tak się zawiódł – zrób ten krok, żyj bez niego lepiej.

Za każdą z was i za wasze wybory trzymam ogromne kciuki. Pamiętajcie, istnieje życie po zdradzie.


Związek

Trzy proste (ale skuteczne) sposoby na wysłuchanie siebie nawzajem. To podstawa każdej rozmowy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 stycznia 2019
Fot. iStock/iTref
 

Zakochujesz się. Znasz ten stan – jesteś oszołomiona, policzki bolą od ciągłego uśmiechania się, a życie wydaje się po prostu lepsze. Wszystko cię w nim intryguje. Gadasz z nim godzinami. O wszystkim.

Aż pewnego dnia budzisz się z poczuciem, że zapomnieliście wspólnego słownika. Znam parę, która otwarcie mówi, że wylądowała na terapii, bo łatwo założyli, że zakochanie wystarczy do wspólnego życia i utrzymania związku w dobrej kondycji. Założenie okazało się boleśnie błędne.

Ze związkiem jest jak z ogrodem. Gdy chcesz, żeby przez cały rok był piękny, musisz włożyć w niego dużo pracy. Praca w związku zaczyna się i kończy na właściwej komunikacji. Tak, jesteśmy świetni w mówieni, za to bardzo słabo w słuchaniu.

Między wami dzieje się coś złego? Zacznijcie się słuchać nawzajem. Jak? Jest kilka prostych, ale skutecznych sposobów. Spróbujcie, nim będzie za późno, by się porozumieć.

Naucz się słuchać responsywnie

Większość z nas chciałaby wierzyć, że jesteśmy świetnymi słuchaczami, ale często jesteśmy zbyt zajęci formułowaniem naszej następnej myśli, by naprawdę usłyszeć, co mówi druga osoba. Kiedy uczymy się słuchać w sposób responsywny, nasza uwaga skupia się całkowicie na tym, co mówi nasz partner, a nie na argumencie, z którego za chwilę użyjemy.

Słuchanie wymaga odwagi i wysiłku, ale ono buduje intymność, która jest klejem nas zespalającym.

Jak słuchasz w sposób responsywny? Po pierwsze, odłóż telefon, zamknij laptopa, wyłącz telewizor. Już tak zachęcasz do rozmowy. Staraj się zrozumieć, co on chce ci powiedzieć, jeśli nie jesteś pewna – zapytaj.

Mówcie: „Ja czułam się tak”, „Rozumiem, dlaczego tak się czujesz”. Nie podważajcie swoich uczuć, nie umniejszajcie ich.

Nie przerywaj

Jeśli chcesz usłyszeć, co partner ma ci naprawdę do powiedzenia – słuchaj i nie przerywaj. Jego poproś o to samo. Wysłuchanie siebie nawzajem do końca, może być dla was bardzo zaskakujące, bo słuchanie bez przerywania pozwala naprawdę się usłyszeć i zrozumieć, co co wami chodzi.

Upewnij się, że zrozumiałaś dobrze to, co usłyszałaś

Byliście kiedyś zaskoczeni tym, jak ktoś z kim rozmawialiście, relacjonuje, co powiedzieliście? Czasami jest to przejaskrawione, czasami niesprawiedliwe, a nawet krzywdzące dla was. Dziwicie się, bo przecież wcale tak nie mówiliście, nie to mieliście na myśli. Tak samo jest w związku. On mówi, ale tak naprawdę ty możesz usłyszeć coś zupełnie innego – i odwrotnie. Dlatego zawsze warto się upewnić, czy dobrze się zrozumieliście. Gdy on skończy mówić, ty zacznij: „Czy z tego co mówisz, zrozumiałam, że…”. Rozmawiajcie i słuchajcie się tak długo, aż będziecie pewni, że żadne z waszych słów nie zostało źle usłyszane.


Związek

„Jest takie miejsce, gdzie zatrzymał się czas, a przed wyjazdem nie trzeba sprawdzać prognozy pogody”

Agnieszka Żukowska
Agnieszka Żukowska
14 stycznia 2019
Talaria SPA
Fot. Archiwum prywatne – Talaria SPA

Jest takie miejsce, gdzie zatrzymał się czas, a przed wyjazdem nie trzeba sprawdzać prognozy pogody. To Talaria. Zaryzykuję stwierdzenie, że to jedno z najmilszych miejsc, jakie ostatnio odwiedziła nasza redakcja i postaramy się to solidnie uargumentować.

A w rejony Trojanowa ( 100 km od Warszawy) zawiodła nas obietnica gospodarza, który twierdzi, że w tym miejscu „śni się więcej, niż zazwyczaj i dzieje więcej, niż na co dzień”.      I się nie pomylił.

Talaria

Fot.. Materiały prasowe

Sercem tego wyjątkowego miejsca jest przepiękny XIX wieczny pałac, otoczony stawami i unikalną przyrodą 25 hektarowego parku. Już sam widok na park z hotelowego pokoju wprowadza w błogi stan i tylko dzieci przypominają, że przyjechaliśmy tutaj po coś jeszcze, oprócz relaksu…

Talaria SPA

Fot.. Materiały prasowe

„Talaria”  nawiązuje do starogreckigo określenia „skrzydlatych sandałów” – symbolu boga – posłańca – Hermesa. „TALARIAE” były synonimem komfortu i wygody oraz lekkości w chodzeniu po pełnych „wybojów” drogach i ścieżkach życia. Która z nas nie marzy, żeby oderwać się od laptopa i zawodowych deadlainów, a godzinę później być w miejscu, które jest do tego idealnie stworzone.

Talaria SPA

Fot.. Materiały prasowe

Bardzo proszę – w Talarii jest to jak najbardziej możliwe, a nawet konieczne! Napiszemy więcej. Tu odbywają się jakieś czary, ponieważ zaraz po naszym przyjeździe dzieci zabłądziły do pokoju pełnego artystycznych propozycji i zginęły bez wieści. A potem razem zaginęliśmy w podziemiach pałacu, gdzie usytuowany był cudowny basen z jeszcze cudowniejszymi saunami: młyńską, błotną i infrared. Nasze serca skradł jednak ziołowy domek,  coś w rodzaju bio sauny, gdzie wypoczynkowi na sianie towarzyszy element aromaterapii uwalniający się dzięki wywarowi z ziół. Tak, też sobie zazdrościłyśmy.

Fot. Archiwum prywatne

Najprzyjemniejszy jednak pozostawał fakt, że spędzaliśmy czas zgodnie z naszymi potrzebami, nieśpiesznie, bez fochów, refleksyjnie, nostalgicznie, zupełnie na opak… Dzieci ukochały strefę basenową i czekoladowy masaż, mamusie wszechogarniający spokój i sałatkę z kozim serem, z truskawkowym dressingiem. Oj tak, szef kuchni w Talarii zasługuje na osobną pochwałę.

Podobno padał deszcz i była bardzo brzydka pogoda… Podobno, ponieważ nie zdążyliśmy wyjść z pałacowych przyjemności przez całe trzy dni…

Talaria SPA

Fot. Archiwum prywatne


Artykuł powstał we współpracy zTalaria. 


Zobacz także

Podarujcie swoim najbliższym najlepszy prezent – siebie nawzajem. Wykorzystajcie jak najlepiej ten wolny czas

4 przejawy mikroszowinizmu. Sygnały przemocy wobec kobiet, tak delikatne, że wręcz niezauważane

Trzy proste (ale skuteczne) sposoby na wysłuchanie siebie nawzajem. To podstawa każdej rozmowy