Psychologia Związek

On rozlicza się z Bogiem od rozrywki, a ja ze sobą. Odchodzę

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
20 marca 2016
On rozlicza się z Bogiem od rozrywki, a ja ze sobą. Odchodzę
Fot. iStock / grinvalds
 

Powiem pani, że boję się bardzo. To taki strach przed tym, by się nie pomylić, a przecież wiem, że tu nie ma pomyłki. Jest brak. Taki solidny długotrwały brak wszystkiego.

Jesteśmy ze sobą od 15 lat, od ośmiu właściwie nie żyjemy razem. Jest Zośka, jest Antek, pies i kot, poza tym nie ma nic. Wstajemy rano, mijamy się w kuchni, dzień dobry, dzień dobry, zjesz jajko? Każde w swoją stronę jak tramwaje na rozjeździe na Placu Zbawiciela.

Mam prawie cztery dychy i jestem chuda, widzi pani. Koleżanki zazdroszczą „laska z ciebie. Co ty robisz, że masz taką figurę”. „Mam tasiemca” – odpowiadam niby żartem, bo przecież nie wiedzą, że tasiemiec to moje posrane życie, ten brak na wszystkich frontach, który wyżera mnie od środka, zjada własne wnętrzności.

Że był egoistą, wiedziałam od początku, ale pani wie, takie naiwne myślenie, że miłość zmienia człowieka. Gotowałam mu zupy, karmiłam łyżką gdy miał zapalenie płuc, zajmowałam się jego dokumentami i relacją z trudną matką. „Niech pani zrozumie, że on ma za dużo na głowie”- tłumaczyłam jej. – Jest wybitny. Tacy ludzie mają inne umysły”. O raju, ale ja się tym zasłaniałam. Bo rzeczywiście był niezwykły, umysł jak brzytwa. Jeden fakultet za drugim, cztery języki, stypendia. Pękałam z dumy. No i ten splendor takim światłem odbitym spadał na mnie, bo on oczywiście pilnował, abym nie istniała. „Ja mam dziewczynę? Nie, przyjaźnimy się” – to przed ślubem. „Tak, to moja żona, ale jesteśmy w kryzysie”- to wiem od byłej kochanki. Właściwie formalnie nie byłam nigdy. Żona zwyczajna nie jest atrakcyjna w „wielkim świecie”.

Potem zrozumiałam, że to chodziło także o możliwości. On chciał mieć ciepłą zupę, ale i fajną d… na wyjeździe. Nienawidził ograniczeń, zawsze powtarzał, że życie jest jedno i będziemy musieli się rozliczyć z Panem Bogiem od rozrywki. Miał teorię kilku Bogów (jak w mitologii): od rodziny, pracy, talentu, zabawy, srele morele. Taki żart, który śmieszył tylko jego i jemu podobnych.

Był i jest beznadziejnym ojcem. Zośka traktuje go jak kumpla, ma już 16 lat, a więc nie odczuwa tego deficytu tak jak wcześniej. Tylko ja pamiętam pytania, kiedy tata wróci, dlaczego tata nie dotrzymuje obietnic. Najbardziej boli mnie ten obraz, gdy stoi w granatowej sukience w oknie, ma czarne lakierki, które założyła specjalnie dla niego, warkocza, opaskę w kratkę, bo mają iść razem na wesołe miasteczko. On się nie spóźnia jak zwykle, ale tym razem nie przyjeżdża w ogóle. Dzwoni wieczorem, że coś go zatrzymało, coś to ktoś, ale to wiemy tylko ja i on, Zośka zamyka się w swoim pokoju i rozcina piękną sukienkę. Dostaję szału, na nią i na sukienkę, ale właściwie na niego, moja córka nie rozumie, dlaczego matka krzyczy, gdy ojciec zawiódł. Nienawidzę go wtedy z całego serca i chyba wtedy właśnie pojawia się myśl, że ja kiedyś odejdę.

Zosia jak każde dziecko przestaje w końcu czekać, Antek czeka bardzo. Bo to ojciec, facet, a on syn, też facet. Czasami zagra z nim w piłkę, pogra na komputerze, wraca jak wygrany bonus na loterii, nadzwyczajny, bo niecodzienny, pełen entuzjazmu bo rzadko. A nie jak ja, która tylko wymagam, sprawdzam, krzyczę. Jestem krzyczącą sfrustrowaną matką, którą wyżera od środka brak. Jestem tak naprawdę samotną matką. Kiedyś koleżanka mówi mi „przestań, on przynajmniej gdzieś tam jest. Ja żyję sama z małym”. Nie zgadzam się. Powiem pani, że taka samotność przypruszona pozorami jest najgorsza. Bo nikt pani nie współczuje, nie dostaje pani zasiłku społecznego ani emocjonalnego od nikogo. Bo przecież on gdzieś tam jest.

Nie śpimy ze sobą od ciąży z Antkiem czyli ponad 6 lat. Zresztą Antek to wpadka, którą zafundowaliśmy sobie po jakiejś imprezie. Ktoś powie „to nie jest tak źle, skoro impreza, seks, dziecko”. Otóż nie. Pamiętam doskonale ten wieczór. Piję wino, które dostaję od swojego szefa (zaczynam wtedy pracować po latach przerwy), szef mnie chyba wyrywa, a on to czuje. Podłącza się i jest miły. To takie dziwne uczucie, gdy ktoś jest nagle uważny i czuły, a przedtem tylko odrzucał. Kręci mi się w głowie, a on odgarnia włosy z mojej twarzy. To wszystko ściśnięte w żołądku jak ciężka zbita kula rozpływa się po moim ciele. Puszczam to. A miesiąc później orientuje się, że będziemy mieli dziecko.

Nie wiem dlaczego pozwalam by przyszło na świat. Może jednak się łudzę, że to syn, kolejne dziecko, zacementuje go na amen. Śmieszne, że tak myślałam, bo przecież on nigdy nie miał zamiaru odejść. Gdzie byłoby mu lepiej? Nie ma takich miejsc na świecie ani ludzi wobec których nie trzeba nic, by dostać tak dużo. Ja po prostu jestem chora, byłam chora, a więc stworzyłam mu rzeczywistość nieprawdziwą i nie do podrobienia.

A więc jednak ja. Ja stworzyłam, wiem. Nie jego zła podstępna natura, nie jego gen zdradziecki, ani nawet nie jego patologiczne dzieciństwo. Rozumiem dziś, że to ja. Wobec siebie tylko ja się muszę rozliczyć. Tak jak on przed swoim Bogiem rozrywki. Wybrałam go. Zgodziłam się na to. Przyjęłam tę rolę i godnie ją wypełniałam. Dlaczego? No właśnie dlaczego?

Z taki pytaniem odchodzę od niego. Nikt mi już nie wierzy, bo od 3 lat odchodziłam chyba pięciokrotnie. Telefon do mamy, teściowej, siostry „mam dość, to koniec”. I nic. Wpadałam znów w jego intelektualny bełkot, perswazję mistrzowską, manipulacje. „Jesteś taka sama jak twoja matka a masz szansę być kimś lepszym”- kończy zawsze. Hahaha. Zawsze ta moja zła matka.

Dziwne, bo teraz milczy. Może widzi, że i ja jestem spokojna? Wiem już, że nie zniosę ani dnia dłużej tego życia. Że albo strzelę sobie w łeb albo zaryzykuję. Jest miły dla mnie i przygotował kurczaka z nadzieniem. Bawi się z Antkiem i planuje wakacje. Moja przyjaciółka pisze „Nie bój się jego dobroci. Wszystko jest w stanie podważyć twoją decyzję”. Jak ona mnie zna! Bo pani wie, że jest mi łatwiej odchodzić pamiętając go jako najgorszego, egoistycznego pasożyta. „Zrób sobie listę deficytów – pisze – noś w portfelu”.

Więc noszę dwie kartki, jedna jest taka:

2190 nocy bez seksu (6 lat)

2 róże, 4 wiązanki tulipanów, bazie, storczyk (urodziny, imieniny, święta w ciągu ostatnich 10 lat)

1 zapomniane urodziny i 2 rocznice ślubu

1 wizyta w kinie i 1 w teatrze (od 6 lat)

2 kochanki (o których wiem)

1 tydzień w Zakopanem razem z dziećmi (od 6 lat)

Około 5 zup ugotowanych przez niego (od 6 lat)

Około 10 posiłków razem (od 6 lat)

Kilka pocałunków, kilka muśnięć w policzek, kilka dotknięć w ramię

Nie do zliczenia rozczarowania

Tyle samo chamstwa,

Setki obietnic bez pokrycia

Jedno kocham cię (gdy odchodziłam po raz pierwszy)

Jest nas więcej, wiem. Kobiet, które żyją z takimi deficytami. Noszą tasiemca w środku, które je wyżera. Kobiet samotnych, sfrustrowanych, pełnych żalu jak ja. Kobiet, które potrzebują tylko kropki nad i, by odejść.

Moja kropka była taka. W sumie banał. Jechałam pociągiem do mamy i siedziałam w przedziale z mężczyzną. Był sporo starszy ode mnie i czytał gazetę. Jechaliśmy tylko ja i on. W pewnym momencie odebrałam telefon, który był przykry, bo jak zwykle mąż miał pretensje, że jadę do matki. Rozpłakałam się, a on przestał czytać. Usiadł koło mnie i zapytał, czy może mi pomóc jakoś. „Jakby pan ze mną porozmawiał…”. Wysłuchał (długo mówiłam), a na koniec zanim wysiadł wygrzebał z portfela małą białą kartkę (po drugiej stronie były jakieś zapiski). Narysował na niej małego śmiesznego słonia i podał mi.  „Nie mam nic innego, ale wierzę, że przyniesie pani szczęście”. To moja druga kartka.

To było w styczniu tego roku na linii Warszawa-Rzeszów, miałam jasne włosy związane w kucyka i koszulę dżinsową. Co ja będę panu mówić, pan wie. Chcę panu bardzo podziękować (jeśli pan jakimś cudem to przeczyta).

Wyprowadzam się pod koniec kwietnia.

Wysłuchała: Małgorzata Ohme


Psychologia Związek

Zadbaj o swoje usta, niech będą piękne i kuszące o każdej porze roku…

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
21 marca 2016
Fot. iStock / martinedoucet
 

Usta to niewątpliwie jeden z najbardziej kuszących atrybutów urody, zarówno u kobiet jak i mężczyzn. Szczególnie panie zwracają na nie dużo uwagi, troszcząc się, by zdobił je kolor a także zwracała uwagę ich dobra kondycja. Jędrne wargi i zadbana, nawilżona skóra ozdobią i dodadzą pewności siebie każdemu.

Co najbardziej szkodzi delikatnej skórze ust?

Szczególnie podczas zimnych miesięcy, wrażliwa skóra ust narażona jest na podrażnienia i uszkodzenia. Ujemna temperatura wpływa na pierzchnięcie ust, a jeśli w dodatku oblizujemy je na wietrze bądź mrozie, mogą one w sposób bolesny pękać.  Zimno, suche powietrze oraz przygryzanie warg źle wpływa na ich wygląd. Bądź łagodna dla siebie i nie skub delikatnej skóry warg, nie obrywaj również zadartych skórek, lub gojących się pęknięć czy ran. Będą goiły się dłużej i na pewno nie będą wyglądały pięknie. Jeśli twoją słabością jest palenie papierosów, pamiętaj że wpływa na szybszy postęp procesu starzenia i powstawania nieestetycznych zmarszczek wokół ust. Dla zdrowia i urody zrezygnuj z palenia.

Zapewne masz także świadomość negatywnego wpływu promieni słonecznych na kondycję skóry, włosów i zdrowie oczu. Na plaży często popełniamy błąd nie chroniąc ust ani przez palącym słońcem, ani przez słoną wodą morską, która wysusza intensywnie skórę całego ciała. Delikatna skóra warg wymaga równie intensywnej ochrony przez szkodliwym promieniowaniem. Zimą promienie słoneczne nie są straszne, ale dla odmiany, bardzo szkodzi mróz więc pielęgnacja powinna stać się codzienną rutyną.

Usta wymagają niekłopotliwej, codziennej pielęgnacji

Jeśli na co dzień popełniasz drobne grzeszki względem swoich ust, czas zmienić swoje przyzwyczajenia. Szkody można szybko naprawić, przestrzegając kilku prostych założeń.

Pij wodę. Nawadnianie organizmu ważne jest nie tylko latem. Brak odpowiedniego nawilżenia od wewnątrz, szybko uwidacznia się na skórze całego ciała. Cierpi jednocześnie skóra ust, która wymaga nawilżania od środka i z zewnątrz. Jeśli nie jesteś fanką zwykłej wody mineralnej, sięgaj po naturalne soki owocowe lub warzywne, pij zieloną herbatę. Postaraj się ograniczyć ilość wypijanej kawy oraz rezygnuj z alkoholu, który wyjątkowo wysusza skórę.

Wygładzaj skórę ust. Zafunduj jej delikatny peeling, który nie pokaleczy, ale delikatnie usunie martwy naskórek, szczególnie gdy przeszkadzają ci suche usta i zadziorki na nich. Wypróbuj domowy sposób na natychmiastową gładkość i dwoma ruchami zrób własny peeling – odrobinę drobnego cukru wymieszaj z miodem, po czym delikatnie wymasuj tym specyfikiem wargi. Złuszczysz i odżywisz skórę, a stosowanie tego zabiegu 1-2 razy w tygodniu pozwoli ci zapomnieć o szorstkich ustach. Miód jest cudownym kosmetykiem, zawierającym w swoim składzie cenne minerały i witaminy, doskonale wpływające na regenerację uszkodzonego naskórka. 

Masuj. Wystarczy przeznaczona do tego szczoteczka do zębów z miękkim włosiem oraz oliwa z oliwek, miód lub wazelina. Delikatny, codzienny masaż pobudzi krążenie krwi oraz ujędrni i odżywi skórę. Jeśli nie masz pod ręką tych produktów, masaż kolistymi ruchami wykonaj zwilżoną wodą szczoteczką, a następnie natłuść odpowiednim kremem.

Nawilżaj i natłuszczaj od zewnątrz. Samo picie wody i masaże nie dadzą zbyt wiele, jeśli od zewnątrz skóra nie zostanie odpowiednio “nakarmiona” składnikami i nawilżona. Szczególnie warto to praktykować, gdy przez nawyk oblizujemy lub przygryzamy wargi, narażając je na uszkodzenia. Jeśli jesteś pasjonatką naturalnych sposobów, obetnij kawałek mięsistej łodygi aloesu lub plasterek ogórka i zrób z nich okład na wargi. Pomogą one nawilżyć ich skórę, a ogórek dodatkowo rozjaśni koloryt warg.

Chroń przed słońcem. Pamiętaj zawsze o kosmetykach z wysokim filtrem, które ochronią usta przez oparzeniem, oraz procesem starzenia.

Uważaj na kosmetyki do makijażu. Jeśli jesteś fanką makijażu, staraj się dobierać kosmetyki łagodne, które nie uczulą i nie podrażnią ust. Stosuj również łagodne kosmetyki do demakijażu, pozwalając skórze odpocząć, zregenerować się przez noc. Nigdy nie kładź się w makijażu!

Czy dzieci także potrzebują pielęgnacji ust?

Mylne przeświadczenie, że dzieci nie potrzebują intensywniejszej pielęgnacji od mydełka dziecięcego i oliwki, już dawno odeszła do lamusa. Tak, o dziecięce usta należy dbać każdego dnia, niezależnie od pory roku. Maluchom również pierzchną usta, może dokuczać uczucie pieczenia i bólu podczas mrozu czy wiatru. Aby uczyć dobrych nawyków i dbać o zdrową skórę dziecka, należy pamiętać nie tylko o kremie na słońce czy mróz, ale i dobranej do potrzeb balsamu do ust. Ich skład powinien być jak najbardziej naturalny, a działanie łagodne. Im mniej chemicznych dodatków typu parabeny, barwniki i sztuczne kompozycje zapachowe, tym lepiej dla dziecka.

Co lepsze? Balsam czy pomadka?

Oba rodzaje kosmetyków pielęgnacyjnych do ust, profesjonalnie odżywia i ochronią skórę warg. To, w jakiej formie wybierzemy dany produkt, wynika z naszych preferencji. Ważniejsze jest, by dobrać do potrzeb taki kosmetyk, który idealnie sprawdzi się na ustach. Szukając pomadki czy balsamu warto zwrócić uwagę na składniki znajdujące się w recepturze kosmetyku, ponieważ one wpływają na skuteczność jego działania. Doskonałą kompozycję odżywczych składników i ochronnej receptury odkryjesz w kosmetykach pielęgnacyjnych do ust, marki Tisane.

Balsam to podstawa codziennej pielęgnacji 

Balsam do ust Tisane zawiera cenne składniki takie jak wosk pszczeli, miód, olej rycynowy, oliwa, ekstrakt z melisy, jeżówki purpurowej, ostropestu oraz witaminę E. Dzięki nim balsam działa intensywnie, wygładzając spierzchnięte, szorstkie usta, odżywiając skórę, nawilżając ją i chroniąc przez wysychaniem. Co więcej, ochroni również przez czynnikami atmosferycznymi jak słońce,  wiatr, mróz czy deszcz. Z balsamu skorzystaj także wtedy, gdy odczuwasz przykre skutki przeziębienia i bolesnego pierzchnięcia ust, a także przy nadmiernym wysuszeniu podczas opryszczki. Przyniesie on natychmiastową i długotrwałą ulgę. W zależności od twoich preferencji, możesz wybrać pomadkę lub słoiczek kuszący zapachami wanilii i smakiem miodu. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Coś dla uśmiechu dziecka

Dzieci mają wyjątkowo delikatną skórę i również wymagają pielęgnacji dedykowanymi im kosmetykami. W tym przypadku wybierz balsamik Tisane, który najlepiej zadba o ich uśmiech, przeciwdziałając stanom zapalnym skóry warg i przyspieszając regenerację naskórka. Doskonale radzi sobie ze spierzchniętymi, obtartymi i obgryzionymi ustami. Jest niezwykle delikatny, ponieważ w jego składzie nie ma parafiny, silikonów, parabenów, sztucznych aromatów, barwników, pochodnych PEG, alkoholu. Moc dobroczynnego działania natomiast płynie z zawartości ekstraktu z rumianku, miodu, prowitaminy B5, witaminy E, olejku ze słodkich migdałów, olejku rycynowego masło kakaowego, wosku pszczelego, lanoliny. To połączenie najdelikatniejszej naturalnej ochrony i skuteczności działania dla najmłodszych. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Uśmiechnij się do słońca 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Nie martw się na zapas negatywnym wpływem promieni słonecznych na skórę ust. Aby chronić ją, szczególnie latem przed intensywnym słońcem, zastosuj pomadkę ochronną Tisane Suntime. Wysoki filtr SPF 30 skutecznie ochroni przed promieniowaniem UVA i UVB, oraz innymi czynnikami atmosferycznymi. Jej działanie szczególnie potrzebne jest podczas opalania, uprawiania sportów wodnych, turystyki pieszej i rowerowej, górskich wspinaczek, i zawsze wtedy, gdy towarzyszyć będzie ci intensywne słońce. Tisane Suntime zawiera w składzie także naturalne, aktywne składniki, jak ekstrakty ziołowe, miód, olej z oliwek, olej rycynowy, masło karite, masło kakaowe, wosk pszczeli, witamina E.

Warto poświęcić każdego dnia minutę na pielęgnację ust i uczynić z niej naturalny rytuał. Troska o stan skóry ust zaprocentuje ich doskonałą kondycją i wyglądem, przez cały rok.

 


Wpis powstał we współpracy z firmą Farmapol


Psychologia Związek

„Chciałam żyć jak kolorowy motyl w słońcu”. Jak uwodzi Mata Hari?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 marca 2016
"Chciałam żyć jak kolorowy motyl w słońcu". Jak uwodzi Mata Hari?
Fot. iStock / RetroAtelier

Choć w społecznej świadomości funkcjonuje głównie jako kobieta-szpieg, można o niej powiedzieć o wiele więcej. Nowoczesna, egzotyczna i intrygująca, stała się symbolem seksu i istną „femme fatale” ówczesnego świata. Skazano ją za podwójne szpiegostwo. Kiedyś uwodziła oficerów i wysoko przywódców. Dziś uwodzi naszą wyobraźnię. Gdyby mogła jeszcze przemówić…

Tajemnica

W mojej historii jest mnóstwo niejasności i brakujących faktów, dążyłam do tego świadomie. Sama tego chciałam, pławiłam się w tej atmosferze tajemniczości i  kochałam luksus. To prawda, moich kochanków doprowadzało to do szaleństwa, a pierwszego męża prawie do bankructwa.  Naprawdę nazywam się Margareta Gertruda Zelle i tak, wyszłam za mąż z wyrachowania, chyba nie ma  w tym nic zaskakującego, prawda?

Z resztą, nie miałam innego wyjścia. Powód był prosty. W wieku 17 lat,wdałam się w naiwny romansu z moim nauczycielem. Ot, głupia chwila zapomnienia, ale kosztowała mnie bardzo dużo. Wydalono mnie ze szkoły. Jedyną szansą na życie na poziomie, o jakim marzyłam, stało się zdobycie bogatego męża. Całymi dniami przeszukiwałam ogłoszenia matrymonialne, aż w końcu znalazłam jego. Starszego o ponad 20 lat oficera. Niewiele myśląc, wysłałam mu swoje zdjęcie, instynktownie wiedziałam, że go zaintryguję. Nie myliłam się, wkrótce był mój. Małżeństwo zawarliśmy po  czterech miesiącach znajomości i doczekaliśmy się dwójki dzieci. Owszem, zdradzałam. Ale czy kiedykolwiek mówiłam, że będę wierna?

Zawsze ten sam schemat. On – rozwalony, nagi, wielki, ze sterczącym buhajskim bindasem i ja – jęcząca, zagryzająca wargi, z rozstawionymi nogami, nadstawiająca się na wszystkie sposoby. A mąż: pan i władca; pan – żąda! Utrzymuje, płaci, więc żąda!

To nie było ani życie, ani miłość dla mnie. Zdradzałam  z młodszymi oficerami. Skończyło się tak, jak powinno się skończyć. Wzięliśmy rozwód, on zatrzymał naszą córkę przy sobie. Wyjechałam do Paryża, miasta obietnic.  Tam mogłam być wreszcie naprawdę wolna.  Nie sądziłam, że za tę wolność, będę musiała zapłacić tak wysoką cenę.

W każdym razie, udało mi się stworzyć siebie na nowo, stać się intrygującą kobietą o wielu twarzach. Czy któraś  z nich była prawdziwa? Każdemu z  moich kochanków opowiadam inną historię. Dla każdego jestem spełnieniem marzeń. Ale kim jestem naprawdę? Chyba wszystkim po trochu. Lub niczym z tych rzeczy.

Kiedy już jako tancerka stałam się sławna,  wymyśliłam sobie swoją legendę.  Przybrałam pseudonim, który miał intrygować. Cóż znaczy Mata Hari? Oko słońca. A że fantazjowałam w wywiadach, koloryzowałam? Paryż kochał egzotykę, a ja chciałam wziąć go szturmem. Udało się.

Taniec

O, nie, skąd! Nigdy nie umiałam dobrze tańczyć. Ludzie przychodzili mnie oglądać, bo byłam pierwszą, która ośmieliła się publicznie występować zupełnie nago. Artyzm? Nie sądzę. Chyba, że kobiece, nagie ciało uznać za sztukę.

Cóż, nagość była dla mnie wówczas jedyną szansą, by wybić się z tego nieznośnego światka paryskich prostytutek, by zaistnieć i opuścić te żałosne knajpki i tanie hotele. By stać się kimś więcej. Marzyłam, że pewnego dnia stanę  się dobrze opłacaną, luksusową kurtyzaną, a bogaci mężczyźni będą spełniać moje zachcianki. Miałam pomysł, zaczęłam tańczyć.

To prawda, sama wymyślałam układy do moich występów.  Wyobraż sobie ten wieczór: na sali światła są przygaszone do momentu kiedy wstępuję na scenę ozdobioną girlandami z kwiatów. Rozlegają się okrzyki zachwytu.  Woń wschodnich kadzideł, łagodne dźwięki nastrojowej wschodniej muzyki i ja: gwiazda.  Nikt nie umiał tak budować erotycznego napięcia. Uwodzę moim tańcem, powoli rozgrzewam atmosferę.  Na koniec zdzieram z siebie spowijające mnie woale. Staję przed publicznością  w samej biżuterii.

Giętka niczym liana, pręży się jak wąż zahipnotyzowany dźwiękami fletu zaklinacza. Czasem jej elastyczne ciało jakby bucha strzelistym płomieniem, by nagle zastygnąć w środku swawoli w jakimś brutalnym geście. Mata zrywa klejnoty okrywające jej piersi, a jej nagie ciało rzuca ekstatycznie drżący cień. Uderza powietrze rozrzuconymi ramionami, jej długie, ciężkie włosy chłoszczą nieustępliwą noc. Tak napisał  o mnie  krytyk teatralny, Edouard Lepage i przyniósł mi do garderoby białe róże. A Paryżanie dali się uwieść.

Uroda

Niebanalna. Szczupła i wysoka, elastyczna i zgrabna jak dzikie zwierzę, o włosach w kolorze granatowej czerni. Taka byłam. Udało mi się sprawić, żeby uwierzono, że w moich żyłach  płynie krew hinduskiej księżniczki. Moje ruchy, miękkie, kocie i szalenie kobiece fascynowały swoją zwinnością zarówno mężczyzn jak i kobiety. U tych pierwszych wzbudzały zachwyt, u drugich zawiść. Obu uczuć doświadczyłam. Był czas, że traktowano mnie jak zjawisko, noszono na rękach. Te moje dziwne, „nieeuropejskie” rysy  były magiczne. Na krótką chwilę stała się kobietą pożądaną  i rozpalającą wyobraźnię najważniejszych figur na europejskich salonach. A potem…

Mogłam w dostatku dożyć późnych lat starości. Być może czekało mnie jeszcze szczęście w miłości. Ale pragnęłam więcej. Zaplatałam się w tę grę wywiadów. Chciałam dostatniego życia, a szpiegostwo miało mi zapewnić ku temu odpowiednie środki. Przyznaję,  zlekceważyłam ryzyko. Zaoferowano mi kwoty, o których wcześniej mogłam marzyć. Potem sprawy potoczyły się szybko. Uznano mnie za agentkę wywiadu niemieckiego i francuskiego. Wyrok przyjęłam z godnością. Kiedy stanęłam przed plutonem egzekucyjnym, poprosiłam, by nie zawiązywano mi oczu.  Patrzyłam na tych 12 chłopców, którzy mierzyli w moim kierunku. Spośród 12 żołnierzy, którzy do mnie strzelali, tylko jeden strzał trafił w serce. Pozostali woleli spudłować.Handtekening_Mata_Hari


Zobacz także

Ścieżka do szczerego przebaczenia wcale nie jest prosta… i trzeba ją przejść krok po kroku

Dlaczego nie powinnaś śledzić byłego partnera na portalach społecznościowych, czyli kim do cholery jest ten facet?

zwiazki na odleglosc

Związki na odległość – fazy emocjonalne związane z separacją