Związek

Nie sypiamy z mężem. Seks nigdy nie był dla mnie czymś „wow”. W sumie to jest nawet odrażający

Poli Ann
Poli Ann
29 kwietnia 2022
fot. eliz19/iStock
 

Magda jest moją koleżanką z pracy. Nigdy dużo nie rozmawiałyśmy, bo jest nowa i chyba nie lubi robić wokół siebie szumu. Ładna, trakcyjna, zgrabna. Chyba za skromna, pracowita, nieco po trzydziestce, ambitna, bo widzę jak bardzo się stara. Zależy jej na posadzie w firmie, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie obgaduje, nie plotkuje, nie wychodzi na papieroska dwadzieścia razy. Jest miła, rozmowna, gdy czuje, że do konwersacji jest zaproszona. W pracy ma opinię myszki, ale nie szarej, bo zahukana nie jest. Powiedziałabym raczej, że ostrożna. To typ obserwatora. Woli słuchać niż gadać.


Rozmawiać zaczęłyśmy, gdy moja córka, która właśnie poszła do żłobka po raz setny miała katar, a ja miałam dość tych ciągłych infekcji. Zastanawiałam się, co tu zrobić. Brać zwolnienie, ściągać mamę czy kombinować sąsiadkę? Ona podzielała moje obawy i tak przegadałyśmy cały dzień.

– Fajna dziewczyna – pomyślałam i gdy za jakiś czas w firmie gruchnęła wiadomość, że mamy trzydniowy wyjazd na konferencję, uznałam, że w pokoju zamieszkam z nią. Moja stała współlokatorka jechać nie mogła, więc nadarzała się świetna okazja, by poznać Magdę. Ta bardzo się ucieszyła, gdy jej to zaproponowałam. Mi natomiast było miło, że się otwiera.

W hotelu spędzić mieliśmy dwie noce. Za dnia szkolenia i konferencje, wieczorem basen, sauna i drinki w barze. Nasza ekipa, dość zgrana dała Magdzie szansę. Ona
czuła się mniej skrępowana, śmiała się, żartowała. Wszyscy wygłupialiśmy się na saunie i w basenie. Firmowy podrywacz już smolił cholewki do nowej, a gdy chciał ją
wziąć na ręce i wrzucić do wody, Magda zesztywniała, a potem odepchnęła go z całej siły. Towarzystwo oczywiście ryknęło śmiechem i tylko ja zauważyłam, że Magdzie do śmiechu nie było. Po chwili jednak otrząsnęła się i żartowała dalej.

Na kolacji, gdzie alkohol lał się strumieniami, ona ograniczyła się do dwóch kieliszków wina. Trzy czwarte ekipy piło ostro, niektórzy kleili się do siebie, a my z
Magdą obserwowałyśmy to małe show, robiąc zakłady, kto dziś nie będzie spał w swoim łóżku.

Gdy wróciłyśmy do pokoju, komentowałyśmy poczynania kolegów z firmy i całkiem swobodnie przeszłyśmy na tematy osobiste. Ja narzekałam, że bywam tak
zmęczona, że wolę się wyspać, niż szarżować w łóżku, a kiedyś to mogłam całe noce szaleć i chyba się starzeję.

– To zrezygnuj z seksu. Jak ja – rzuciła lekko, jakby mówiła o obieraniu ziemniaków.

Mnie zatkało.

– Wiem, wiem. Dziwne dla ogółu, ale dla nas nie. Nie sypiamy z mężem. Seks jakoś nigdy nie był dla mnie czymś „wow” – kontynuowała. – W sumie to jest nawet odrażający. Bardzo niehigieniczny. Dlatego wiedziałam, że mój mąż będzie musiał to zaakceptować, że w łóżku spać będę sama.

Ja siedziałam nadal z rozdziawioną gębą.

– Nie patrz się tak. Są specjalne grupy na fejsbuku dla tzw. białych małżeństw, są portale. Swój swego znajdzie, nawet w podziemiu.
– Żartujesz? – wydusiłam z siebie w końcu.
– Nie! Tam poznałam mojego męża. Cudowny facet.
– Ale macie Lenkę…

– Mamy, kilka imprez zakrapianych i poszliśmy do łóżka w pełnym tego słowa znaczeniu. Na szczęście szybko zaciążyłam.
– I nie podobało Ci się?
– Nic. Zero.
– To może mąż cię nie pociąga?
– Tomek to mój ideał. Kocham go. On mnie. Jesteśmy świetną parą, przyjaźnimy się, możemy na sobie polegać. To facet mojego życia. Po prostu obydwoje nie potrzebujemy seksu, by być razem. Oboje wiedzieliśmy, że pasujemy do siebie, byliśmy szczerzy od samego początku, dlatego to wypaliło.
– A potrzeby seksualne?
– Poziom zero.
– U ciebie, a u niego? Przecież to facet.
– Kochana mnóstwo jest mężczyzn, których te klocki nie kręcą. Mój Tomek miał odwagę się przyznać i tyle. Ja też.
– I serio nic?
– Nie lubię czyjegoś dotyku. Tomka akceptuję, bo go kocham, innych mężczyzn absolutnie nie.

– Tak jak dziś Radka?
– No właśnie. Aż tak było widać?
– Nie wiem, ja zauważyłam, że było ci nieswojo.
– Mało powiedziane.
– A jesteś pewna, że twój mąż nic a nic, że kogoś nie ma?
– Jestem, a jeśli nawet jak mogę być zazdrosna, że on lubi ryż, a ja wolę makaron? – uśmiechnęła się.
– Cholera, racja – odparłam.

– Mamy sporo znajomych, którzy nie współżyją. Poznaliśmy się na tej grupie. Marlena np. jest po mastektomii i nie chce. Jej mąż to szanuje. Wyżywa się w sporcie. Inny znajomy – Bartek ma depresję, żona go wspiera i dostosowała się do jego potrzeb. Marysia natomiast jest bardzo wierząca. Mówię Ci powodów jest mnóstwo.
– Myślałam, że to raczej zaburzenie jakieś.
– Słuchaj jak obydwojgu to pasuje to jest ok, nie?
– Tak, tak.
– Gorzej jak ktoś ukrywa niechęć. Mamy takie małżeństwa w grupie, są super kumplami, ona śpi z kochankiem, a on też tylko z innym. Jego rodzice nigdy nie zaakceptowaliby tego, że jest gejem. A tak wszyscy szczęśliwi.
– No w sumie…A ty?
– Bardzo i uwierz, że żal mi tych ludzi jak na przykład jak Paweł z Anitą. Nie chodzi mi o sumienie tylko o to, że są nieszczęśliwi i oszukują przede wszystkim siebie.
Oboje w związkach.
– No tak. Racja.
– Po co się okłamywać? Szkoda życia.
– Magda kobito, racja. Serio!
– Wiem – uśmiechnęła się i zniknęła w łazience, a ja nadal choć trudno było mi to pojąć, że ktoś  seksu po prostu nie lubi jak ja brukselki, to uznałam, że w życiu
przecież chodzi o to by być szczęśliwym. I jeśli Magdzie i Tomkowi to odpowiada  to ja ani nikt inny nie ma prawa się wtrącać ani tego kwestionować.


Związek

Tą trzecią już nie chce być. Upadek zawsze jest zbyt bolesny

Poli Ann
Poli Ann
14 maja 2022
fot. kupicoo/iStock
 

Gdy Marcin napisał do niej, uśmiechnęła się. Nie spodziewała się, że znów będą w kontakcie. Tyle lat milczenia, a byli przecież nierozłączni.

W podstawówce pierwsza para, wzór dla wszystkich. W liceum niczym stare, dobre małżeństwo, szalejący za sobą i próbujący dorosłości razem pierwszy raz. Wszystko tak dobrze im smakowało. Kochała go. On zresztą też dałby się za nią pokroić. Gdy dostali się na studia do innych miast, nie widzieli w tym problemu. Przecież będą się widywać co weekend. Dadzą radę.

Nie dali. Nie zawsze byli w rodzinnym mieście w tym samym czasie, poznawali nowych ludzi, wszystko smakowało tak nowo, inaczej. Nigdy ze sobą oficjalnie kie zerwali. Po prostu kontakt się urwał i nikt nie był w stanie powiedzieć, kto nie odpisał. Oboje wsiąkli w swoje uczelniane klimaty. Kalina zaczęła się z kimś spotykać, Marcin ponoć zmieniał panny jak rękawiczki. Plotkom nie było końca, a dwadzieścia lat temu nie każdy miał komórkę, o internecie nie wspominając.

Gdy kilka lat temu założyła w końcu konto na fejsie, nie spodziewając się, jaki social media mają zasięg. W ciągu tygodnia odnowiła znajomości z ludźmi ze starego życia. Na profil Marcina nie miała odwagi wejść. Nie musiała. Sam napisał. Zwykła gadka szmatka, co słychać. I znów okazało się, że mają ze sobą o czym rozmawiać, że pisać mogą całymi dniami. Marcin niczego nie ukrywał. Żonaty, jedno dziecko, niezła praca w korporacji, nowy dom. Stwierdził, że bywa szczęśliwy. Kalina, aktywna zawodowo, na własnej działalności, właśnie po rozstaniu. Spełniona zawodowo,  prywatnie niekoniecznie. Pisanie z Marcinem działało jak balsam. Było przyjemnie, chwilowo mogła oderwać się od rzeczywistości. O to jej chodziło.

Nie od razu zorientowała się, że na wiadomości od niego po prostu czeka, że zaczyna podglądać jego życie na fejsie, że porównuje się z jego żoną i zastanawia się, jaka ona jest. Był moment, że chciała uciąć ten kontakt, ale Marcin akurat napisał, że ma w jej mieście nowy kontrakt, że będzie tu cztery, pięć dni w tygodniu i że może uda im się wyskoczyć czasem na kawę. Kalinie nie starczyło odwagi, by zamilknąć. Była cholernie ciekawa, jaki jest na żywo. Na kawę wyskoczyli szybko i już wtedy wszystko odżyło. Tamte szczenięce uczucia, ukryte pożądanie, może i ciekawość. Kawę zakończyli w jego wynajmowanym mieszkaniu, przypominając sobie smak swojego ciała.

Kalina odleciała. Nie potrafiła zrozumieć, czemu tak na niego reaguje. Fakt, był bardziej męski, z lekkim zarostem, idealnie prostymi zębami i tymi brązowymi oczami, w których utonęła tyle lat temu. On chwalił jej nową krótką fryzurę i spory tatuaż na udzie i nadal zachwycał się tym pieprzykiem na jej brzuchu. W tygodniu należał do niej, w weekend wracał do żony i córeczki, jak przykładny mąż i tatuś. Małą kochał ponad wszystko, zawsze to podkreślał. O żonie nigdy nie mówił źle, ale w jego oczach nie było widać tego żaru, kiedy o niej wspominał, a jaki Kalina widziała, gdy był obok niej, spędzając z nią popołudnia, wieczory i ranki.

Kalinie żona Marcina, Joasia, przestała przeszkadzać, bo w domu bywał przecież tylko na weekendy, a prawdziwe życie prowadził z nią. Nawet się nie kryli. Nikt go nie znał w jej mieście, ich wspólni znajomi byli gdzie indziej. Oni sami nie afiszowali się na fejsie, cieszyli się sobą. Kalinie trudno jednak było na święta, w urodziny czy na imprezach u jej rodziny, na których pojawiała się sama i musiała odpędzać się od wścibskich pytań wrednych ciotek. Póki Marcin miał obrączkę, nie mogła go ze sobą nigdzie zabierać. To bolało  najbardziej.

Tłumaczyła sobie, że nie można mieć wszystkiego, że on ma córkę, że nie powinien zostawiać żony. Najważniejsze, że to ją kochał. Mówił jej to tyle razy. To z nią przeżywał, smakował, czuł. Z Joasią po prostu wegetował, był od tatą i mężem, dla Kaliny był mężczyzną.

Ten kontrakt to były piękne, intensywne, szalone dwa lata. Byli nierozłączni, nawet pojawiła się myśl, że on odejdzie od żony, że na weekendy będzie zabierał Marysię i to z Kaliną ułoży sobie życie. Gdy zaszła w ciążę, ten plan zdawał się być bardzo realny. Gdy ją straciła Marcin był obok, pocieszał, wspierał, nawet został na weekend, by nie zostawiać jej samej. Kalina zrozumiała, że on zawsze był mężczyzną jej życia, że to z nim chce być przez wielkie „B”. Pasowali do siebie, dojrzeli, było im dobrze.

Jednak po zakończeniu kontraktu Marcin wrócił do rodziny jak gdyby nigdy nic. Kalina spalała się, tęskniła, nie wykonywała projektów na czas, traciła klientów. Czuła, że umyka jej grunt pod nogami. Wydawało się jej, że bez Marcina nie jest w stanie oddychać. Ileż razy chciała jechać do jego miasta, do tej Joasi, przy której on ponoć tak się męczył i nudził.

Walczyła ze sobą każdego dnia, tęskniła, wyła, a on nie odbierał telefonów. Raz tylko napisał, że to już koniec, że ma rodzinę i że nie może dłużej zdradzać żony, bo ona na to nie zasługuje. Kalinę zatkało, wbiło w przysłowiowy fotel i gdyby nie sąsiadka, która od jakiegoś czasu jej się bacznie przyglądała pewnie leżałaby w łóżku jeszcze wiele tygodni.

Agnieszka przyniosła jakiś list, który u niej dla Kaliny zostawił listonosz. Kalina otworzyła jej ostatkiem sił. Nie jadła, tylko piła niewielkie ilości, tak aby przetrwać, ale nie żyć. Blada, szczuplejsza, z sińcami pod oczami, z oczami tak smutnymi, że chciało się ją od razu przytulić wyciągnęła rękę do Agnieszki po list. Już miała znikać w swoim mieszkaniu, gdy ta zapytała o sól i nie wiedzieć czemu Kalina odpowiedziała twierdząco, cofnęła się po tę sól, a Agnieszka stojąc w przedpokoju zdążyła zauważyć rozłożone łóżko w salonie, zaciągnięte rolety i kilka pustych butelek po winie. Gdy zapytała „może w czymś pomóc” Kalina tylko spojrzała na nią, nie mając nawet siły powiedzi, w czym potrzebuje pomocy. A ta konieczna była wszędzie. Kalina nie odpisywała na maile, nie odbierała telefonów, nie płaciła rachunków. Zamknęła się w swojej jaskini i cierpiała. Katowała się zdjęciami Joasi na fejsie chcąc milion razy do niej napisać.

Agnieszka zaproponowała, że zrobi herbaty. O dziwo Kalina miała jeszcze jej kilka torebek i nie wyprosiła sąsiadki. Siedziały w milczeniu. Agnieszka zapowiedziała się na kolejny dzień. Przyszła w południe z naleśnikami. Kalina wcisnęła w siebie jeden. Aga opowiadała o pracy, ogarnęła Kalinie kuchnię. Kalina odzywała się mało, ale najważniejsze, że otwierała Agnieszce drzwi. A ta przychodziła codziennie. Dopiero za którymś razem przyznała, że widziała tu Marcina, że domyśla się co mogło się stać. Wtedy Kalina pękła.

Agnieszka całą noc słuchała jej historii, nie wierząc, że można być w tak złym stanie po rozstaniu. Kalina stała nad przepaścią zdrowotnie, finansowo, emocjonalnie. Gdyby nie Aga pewnie jej depresja by się pogłębiła, dziewczyna mogłaby wpaść w długi, stracić dobre imię w branży. Sąsiadka ją zmobilizowała, po prostu będąc obok. Przyniosła coś do jedzenia, pomogła posprzątać, wyciągnęła na spacer. Razem z Kaliną pisała maile do firm pełne przeprosin. Na szczęście część z nich nie zrezygnowało i ponowiło współpracę z dziewczyną. Ta mając dużo zaległych zleceń i jasny cel przed sobą, skupiła się na pracy. Powoli wracała do siebie.

Gdy  Agnieszka złamała nogę, mogła się odwdzięczyć. Czuła lekki podmuch wiatru żaglach, zablokowała konto na fejsie, zajęła się tym, co tu i teraz, adoptowała psa ze schroniska. Z Agnieszką się zaprzyjaźniła, a gdy Marcin odezwał się smsem po kilku miesiącach kajając, miała siłę by nie odpisać na wiadomość i zablokować jego numer. Na razie zamknęła się na jakiekolwiek relacje, na przytyki ciotek nie zwraca uwagi, przyjaźni się z Agnieszką, rozwija swoją firmę i już wie, że tą trzecią nigdy nie będzie chciała by być. Nawet za te wszystkie uniesienia i fruwanie kilka centymetrów nad ziemią. Upadek po tym zawsze jest zbyt bolesny, a wyrzuty sumienia przygniatają tak, że nie ma się siły wstać. A na ponowne leżenie Kalina już nie ma ochoty.

 


Związek

Co taka kobieta, jak ona, mogła mu dać? Traktowano ją jak harpię, która poluje na młodszych

Poli Ann
Poli Ann
19 kwietnia 2022
fot. lowk/iStock

Wpadła na trening spóźniona. Dziewczyny już były po rozgrzewce, a Aśka dopiero się przebierała. Wszystko przez Lenę, która strasznie się guzdrała przed wyjściem na angielski. Te dziewczyny dojrzewają teraz jakoś wcześniej. – Żeby czternastolatka chciała pudrować nos i stroiła się jak nie wiem? Zwariować można! – pomyślała Asia wiążąc buty. Wypadła z szatni jak burza prosto w ramiona jakiegoś młokosa.


– Komuś tu się bardzo spieszy! – skomentował uśmiechając się mile.
– I tak jestem spóźniona. Przepraszam pana – powiedziała szybko. Jeszcze jej wypadek potrzebny. Psia kość!
– Pana? Ja Maciek jestem- znów wyszczerzył uzębienie i patrzył się jej prosto w oczy.
– Pewny siebie – pomyślała.
– Aśka – rzuciła i pobiegła na zajęcia.

Chłopak przyjrzał się jej uważnie. Drobna, średniego wzrostu, włosy związane w niedbały warkocz. Na pewno starsza od niego, ale jakaś taka dziewczęca, krucha, że chciałoby się ją przytulić. Aśka nie wiedziała, że obserwował ją przez całe zajęcia, kiedy to w rytmie muzyki spalała kalorie i wyrzucała z siebie wszystkie złe emocje, jakie zgromadziła w ciągu dnia. A trochę tego było. Zbliżający się audyt, dojrzewanie córki, choroba mamy i jeszcze ten mail od Piotra – ojca Leny, który w związku z pandemią wnioskuje o zmniejszenie alimentów. Koszmar, żeby tak się p każdą złotówkę wykłócać?! Żeby Asia faktycznie z tych pieniędzy korzystała dla własnych korzyści, to jeszcze, ale duma i przyzwoitość nie pozwalały jej na to.

Wsparcie było jej potrzebne. Kredyt, alergia Leny, leki, ubrania, buty, dodatkowy angielski- to wszystko kosztowało. A Piotrowi tak źle nie było skoro budował się za miastem i co i rusz miał nową narzeczoną.  Nawet Lena się z tego śmiała.

Aśka wyżyła się na treningu, potem tak na dobicie poszła jeszcze na bieżnię. Lena miała nocować u Zuzi, więc nie trzeba było się spieszyć.  Maciek znów obserwował
kobietę kątem oka i nie potrafił wyjaśnić, dlaczego go tak zainteresowała. Zawsze gustował w brunetkach, wysokich, smukłych. Lubił się chwalić dziewczynami, wybierał te najładniejsze. Koledzy mu zazdrościli tych modelek u jego boku, jak to mawiali. Aśka natomiast, niebieskooka blondynka z warkoczykiem, bez sztucznych
rzęs i z resztką makijażu, drobnej budowy totalnie niepasująca do jego typu, miała w sobie to coś, czego on nie potrafił zdefiniować. Na siłowni mnóstwo dziewcząt
wzdychało do niego, on zawsze uśmiechnięty i miły, wysoki, dobrze zbudowany, zadbany blondyn o takim spojrzeniu, że mógłby roztopić nim pół Antarktydy. Na
powodzenie zatem nie narzekał.

– Ta bieżnia się zacina- wyjaśnił widząc jak Asia walczy ze sprzętem.
– Albo mnie nie lubi – odparła lekko.
– Chyba nie ma powodu.
– Coś by się znalazło – dodała i zarumieniła się lekko, bo zdała sobie sprawę z tego, chyba nie tak powinna wyglądać ta konwersacja, przecież ten chłopak może mieć nie więcej niż dwadzieścia pięć lat podczas gdy ona nieuchronnie zbliża się do czterdziestki.
– Widocznie czas na trening już się skończył. Proszę jest twoja – dodała i zeszła z bieżni kierując się do szatni. Maciek podziękował i skorzystał z zaproszenia.

Asia nie musząc się spieszyć, wzięła prysznic, wysuszyła włosy, w torebce znalazła o dziwo tusz do rzęs i błyszczyk. Poprawiła więc lekko urodę i wyszła z klubu. Szła
zamyślona, analizując w głowie dzisiejszy dzień. Dotarła do auta, otworzyła bagażnik, wrzuciła torbę sportową i usłyszała pisk opon. Odskoczyła prędko. Auto zatrzymało się tuż przed nią.

– O Jezu, przepraszam. Nie widziałem pani! – kierowca wyskoczył z auta. – Zadzwonił telefon, a ja głupi odebrałem. Jest ciemno,  pani ma ciemne ubrania, auto też ciemne. Wszystko się zlało – w głosie mężczyzny słychać było zdenerwowanie. – Wszystko w porządku? – i dopiero teraz się zorientował w czyj samochód o mały włos by nie wjechał.

– Asia…
– Tak Asia, imię wciąż to samo. Ja na szczęście też ta sama, w jednym kawałku, ale mało brakowało. Jeden jeden – skwitowała.
– Jeden jeden? Aaa, no tak. Rachunki wyrównane, a szkoda, bo chciałem się zrehabilitować – uśmiechnął się.
– Nie trzeba – odparła nieco zdenerwowana.
– Ja nalegam. Szybka kawa, ok?
– Maćku posłuchaj…
– Czuję już delikatne „spadaj”, ja po prostu chcę zachować się jak wypada. Mało cię nie staranowałem. Proponuję kawę, tu na dole w klubie, żeby milo zakończyć dzień. To chyba nie jest karalne?
– No nie wiem…
– Jestem pełnoletni, stanu wolnego, sam stanowiący o sobie, niekarany, zdrowy na umyśle, chorób brak, przyjazny – i znów ten uśmiech. – Aśka co cię zbawi? A ja będę spał spokojnie.

To jak wypowiedział to „Aśka” zupełnie ją rozbroiło.

– Dobra chłopaku, dowód pokażesz w kawiarni – odwzajemniła uśmiech. I poszli. Siedzieli do północy, bo tak długo kawiarnia przy siłowni była otwarta, oferując fitciasta i napoje dla najbardziej zapracowanych. Było zwyczajnie bez nadęcia, wesoło. I rozmawiało im się zdecydowanie za dobrze, choć dzieliło ich równe
piętnaście lat. Może dlatego Aśka była tak swobodna, bo nie traktowała tej kawy w ramach relacji damsko-męskiej. Ot, kawa z kumplem z klubu.

– Fajny dzieciak – pomyślała, wsiadając do auta i machając mu na pożegnanie.

Maciek wróciwszy do domu, znalazł ją w mediach społecznościowych. Nie była zbyt aktywna. Kilka krajobrazów, zdjęcia jej sylwetki gdzieś z dala. Żadnych informacji o życiu prywatnym. Nie napisał następnego dnia. Nie chciał się narzucać. Taką kobietę należało zdobywać powoli. Odezwał się w dniu jej treningu. Zwykła gadka, trochę o pogodzie, o ćwiczeniach. Zaproponował kawę. Odmówiła.

„Chłopaku, mam dziecko, cztery dychy zaraz na karku i kredy” – napisała konkretnie. Dziś był dzień audytu, była poddenerwowana, nie miała ochoty na amory z jakimś gówniarzem, który pewnie założył się z kumplami z siłowni, że się z nią umówi.

„Dziewczyno, mam ćwierć wieku, kota, dwóch chrześniaków i kredyt studencki” – nie dawał za wygraną. Nie odpisała, choć ją rozbawił. Za dużo jednak miała teraz na
głowie. W klubie w kolejnym tygodniu minęła go bez słowa. Bała się tych emocji jakie w niej wywoływał. Po treningu podszedł do niej:

– Zawsze tak olewasz ludzi? – zapytał prosto z mostu.
– Zawsze podrywasz starsze? – odpaliła.
– Co wiek ma tu do rzeczy? Miło spędziłem z tobą czas, dawno mi się z nikim tak dobrze nie rozmawiało. Chciałbym to powtórzyć po prostu, czy to zbrodnia?
– Słuchaj ja… – zaczęła, ale jej przerwał.
– Co ty? Bo masz więcej lat? I co z tego? Pesel definiuje? Serio? Bo jestem młodszy, to kawa zakazana? Kurczę Aśka… – spojrzał na nią z wyrzutem.
– Nie lubię, kiedy ktoś mi przerywa. Za kawę dziękuję – powiedziała hardo, nie podając powodu. Musiała dziś być w domu punktualnie. Lena nie zawsze spała u przyjaciółki.
– Ok – odparł już nie naciskając i wrócił do ćwiczeń.

Aśka zaś szybko udała do auta. Nie myślała o nim za dużo. Tata dzwonił i donosił, że mama gorzej się czuje, więc Asia swoją uwagę skierowała w stronę rodziny. Maciek zaś myślał o niej intensywnie. Była inna, poważna, twardo stąpająca po ziemi, jako matka zapewne odpowiedzialna, przy czym bystra, zabawna i momentami taka… delikatna. Starsza owszem, piękna, zadbana, pociągająca, choć nie do końca chyba tego świadoma, zamknięta szczelnie w przeciwieństwie do jego koleżanek z roku. Nie wytrzymał, napisał po kilku dniach. Ona odpisała też nie od razu, wyznała jednak, że musi odpuścić treningi, że ma sprawy rodzinne i te pe. Poszukał więc trochę w sieci  znalazł firmę w której pracuje i pewnego dnia, gdy wychodziła z biura on po prostu na nią czekał z kubkiem kawy w ręku.

– Żartujesz sobie  – zrobiła wielkie oczy.
– Bynajmniej – i podał jej kawę. Padała z nóg, a musiała jeszcze jechać po zakupy dla mamy, ta kawa to był dar od niebios.
– Dziękuję – szepnęła i uśmiechnęła się tak, że chciałby ją przytulić.
– Gdzie masz auto? – zapytał trzymając emocje na wodzy.
– U mechanika – odparła upijając łyk.
– Co się stało?
– Zgubiłam tłumik. Banał, ale do końca tygodnia jestem zdana na komunikację miejską.
– To zapraszam – i wskazał na swoje auto.
– Maciek nie trzeba. Korki są, a tramwajem dojadę w dwadzieścia minut – broniła się.
– Owszem, ale dziś był wypadek i tramwaje też mają opóźnienia, bo któryś się wykoleił, więc chyba droga ci się przedłuży.
– Serio? – znów upiła łyk kawy.
– To jak? – spojrzał jej w oczy  nieco za długo. Już miała odmówić, ale wizja godzinnej drogi nie bardzo odpowiadała tym bardziej, że chciała jeszcze zajrzeć do mamy.
– Dziękuję, bardzo dziś mi to rękę – powiedziała szczerze.
– No i taką Aśkę lubię – znów uśmiechnął się tak, że zrobiło się jej gorąco.

Zawiózł ją do domu. Po drodze rozmowa o życiu, pracy, jego obronie magisterki, jej chorej mamie i audycie w pracy. Nie spodziewała się, że gdy po godzinie wyjdzie z
domu, by odwiedzić rodzicielkę Maciej będzie nadal czekał pod blokiem, by znów ją podwieźć. Każdego dnia rano czekał tak na nią twierdząc, że i tak jedzie na uczelnię i może ją podrzucać. Dziwnym trafem zawsze pasowało mu, by ją odwieźć do domu.

Asia najpierw się krygowała, potem zdała sobie sprawę z tego, że na niego czeka, że lubi jego towarzystwo, że ma z nim o czym rozmawiać i że po prostu się jej podoba. Pisali do siebie codziennie, pomagał jej przetrwać trudne chwile w pracy. Ona jemu doradzała w pisaniu pracy magisterskiej, bo akurat jego temat to był jej konik. Po jej treningu zawsze szli jeszcze na bieżnię. Lena świetnie radziła sobie sama, a gdy wyjechała wiosną na szkolną wycieczkę, a babcia poczuła się lepiej,  Asia w końcu miała kilka dni dla siebie. Spędzili je razem i wtedy dopiero pozwoliła sobie na coś więcej – na namiętny pocałunek, którego szalenie się bała. Wiedziała bowiem, że gdy da dostęp do swojego ciała, Maciej nie będzie już tylko kumplem. On kumplem być zresztą nie zamierzał i gdy kolejnego dnia zjawił się u niej w domu wieczorem niezapowiedziany, wyszedł dopiero rano.

Aśka pijana szczęściem ledwo wytrwała do szesnastej, by znów wpaść w ramiona Maćka. Wtedy wyznał jej, że ją kocha, że to nie jest przelotny romans, że chciałby z nią być. Lena go zna i lubi, mogliby więc spróbować. Aśka od dawna tak się nie czuła, fruwała wręcz, co zresztą zauważyła jej bystra matka:

– Asiu, dziecko, to nie przystoi.
– Nie rozumiem mamo.
– On jest za młody. Lena was obserwuje, nie wstyd ci?
– Mamo nie – Aśka się zaperzyła. – Nie robię nikomu nic złego. Nie rozbijam rodziny. Dobrze mi z nim, a Lena go lubi i widuje go częściej niż rodzonego ojca, który co i rusz ma nową panienkę.
– A ten Maciek ożeni się z tobą ? – kobieta wypaliła.
– Oby nie! Jeden ślub już miałam – Aśka śmiała się w głos. – I starczy.
– To może przyprowadź go na obiad.
– Mamo pogadam z nim. Mi jest dobrze jak jest. Nie jestem panną na wydaniu.
– Halinko, Asia ma rację  niech żyje jak chce – dodał tata.
– Zobaczysz on cię rzuci. Pozna młodszą i zostaniesz na lodzie- dodała matka.
– Mamo i tak byłam sama na lodzie. Potrafisz mnie pocieszyć, jak zawsze…

Aśka nie znosiła nadopiekuńczości matki. Zawsze słyszała od niej, że sobie nie poradzi, że chłopak ją rzuci, że jest za mało lub za bardzo przebojowa, że nikogo sobie
w życiu nie znajdzie albo że jest za stara (jak już ktoś się znalazł), a teraz na dodatek, że demoralizuje nastoletnią córkę.

Starała się o tym nie myśleć, ale patrząc na powodzenie Maćka faktycznie trudno było być spokojną. Te młode dziewczyny same do niego pisały, zaczepiały na siłowni, nawet gdy obok była ona. Aśka zaś nie wisiała mu na szyi, nie sprawdzała go, była taka normalna i za to ją kochał. Kochał to, że jest dla niej wsparciem, że ona mu ufa, że pozwala mu odebrać Lenę z zajęć. Kochał jej delikatne zmarszczki wokół oczu i radosny śmiech, którym wybuchała coraz częściej. Kochał jej spokój i dojrzałość, jej zawstydzenie i to, że przy nim się otwierała. Matka nadal wbijała jej szpile, a gdy w końcu wylądowali u niej na kolacji atakowała Maćka pytaniami typu „kiedy ślub?”.

Nawet wtedy się nie pokłócili, tylko śmiali. Pierwszy zgrzyt pojawił się, gdy siostra Maćka skomentowała dobitnie wiek Asi, a ten myśląc, że to niewinne żarty nawet nie pomyślał, że jego partnerce jest po prostu przykro. Niefajnie też było na weselu kumpla Maćka, który najpierw Asi nie chciał zaprosić, a gdy w końcu to zrobił to
grono znajomych dało jej wyraźnie odczuć, że nie jest „ich”. Dziewczyny z przekąsem odpowiadały o podbojach Maćka sugerując, że Asia jest tylko jedną z panienek do zaliczenia. Maciek starał się ratować sytuację, ale nie bardzo mu to się udawało. Aśka poza tym nie miała wspólnych tematów z dwudziestolatkami. Bo o czym miała rozmawiać z dziewczętami, które jeszcze nie wiedzą czym jest życie a i tak uważają, że wiedzą o nim wszystko?

Wtedy Aśka poprosiła Maćka o zwolnienie tempa, zrezygnowała też ze wspólnego wypadu w góry, absolutnie nie oczekując, że on z nią zostanie. Nie został. Przecież to tylko zwykły wypad, nie mógł wiedzieć, że uprzejme koleżanki wyślą Asi jego zdjęcia, gdy pijany w sztok leżał w objęciach jakiejś rudej dziewczyny. Aśka nie zrobiła mu awantury. Wiedziała, że zrobiły to specjalnie, poczuła jednak, że ten związek dużo ją kosztuje, że ciągle musi się komuś tłumaczyć z tego, że jest starsza.

Co taka kobieta, jak ona, mogła mu dać? Mogła jedynie mu zaoferować zwyczajne życie, z jej córką u boku, byłym mężem i nadopiekuńczą matką. I podporządkowanym ojcem. Maciek był młody, powinien próbować życia,  zbierać doświadczenia, a nie wieść nudne życie u boku czterdziestki , która zaraz będzie przewrażliwiona na punkcie swojego wyglądu. A tego bała się najbardziej.

Nie zerwała z nim przez SMS. To była długa rozmowa  podczas której oboje płakali. Asia była rzeczowa  trudno. Było podważyć jej argumenty.

– Sama miłość to za mało – powiedziała w końcu czując, że brakuje jej tchu.

Maciek wyszedł, zamilkł, nie dzwonił. Tymi słowami pokroiła mu serce na milion kawałków.

– Dobrze zrobiłaś córeczko – skwitowała pewnego dnia matka, a Asia choć się lekko wtedy uśmiechnęła wcale nie podzielała jej zdania, poczuła nagły skurcz w żołądku i zrozumiała, że popełniła jeden z większych  jak nie największy błąd w swoim życiu.