Związek

Mój mąż i jego koleżanki. Gdzie zaczyna się nielojalność?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
5 kwietnia 2022
nielojalność
fot. CentralITAlliance/iStock
 

Dziś w nocy odkryłam korespondencje męża z innymi kobietami. To nie są erotyczne rozmowy, bardziej towarzyskie. One cztery i on– jego psiapsiółki, jak je nazywa. Tyle, że to nie są koleżanki ze studiów, liceum, z dawnej pracy. To są jego koleżanki z Instagrama. Gdzie zaczyna się nielojalność?

Pisze z nimi już od prawie trzech lat. Pierwszy raz odkryłam tę grupę dwa lata temu, byliśmy na wakacjach, jego telefon leżał na stole– o drugiej w nocy rozświetlił się nadchodzącymi wiadomościami. Dziewczyny wysyłają swoje zdjęcia, on wysyła im swoje, gadają.

Dwa lata temu zrobiłam o to awanturę…

…mieliśmy wtedy kryzys, zabolało mnie, że daje im atencję, szczególnie, że mi jej wtedy nie dawał. Przegadaliśmy to. Nie zabroniłam mu z nimi pisać, bo nie czuję się upoważniona do ograniczania komuś wolności, szczególnie, że sama bardzo cenię wolność, mam znajomych.

Moje przyjaciółki łapały się za głowę: tak, masz znajomych, ale jednak nie piszesz z facetami poznanymi w necie. A nawet, jak piszesz z kumplem z liceum, z pracy, czy ze studiów to oni wiedzą, że masz męża. Trudno odmówić im racji.

Nie wiem, dlaczego przejrzałam teraz jego telefon i czuję, że naruszyłam granice, źle mi z tym.
Nigdy wcześniej nie dawał mi powodu do zazdrości, nie odkryłam żadnego romansu. Mąż jest dobrym partnerem, człowiekiem, ojcem.

Wrócę jeszcze do tej korespondencji, którą zobaczyłam dziś w nocy. To, co mnie szczególnie rusza, to, że tam nie ma nic o mnie. Jakby żył sam. Pisze np. „Oglądałem serial”, „byłem na zakupach”, „przyjechałem”. A ja przecież wiem, że serial oglądał ze mną, na zakupach był ze mną i przyjechał gdzieś ze mną.

Jeszcze mu nie powiedziałam, że znów przeczytałam te wiadomości. Szczerze mówiąc to po prostu nie wiem, czy to ma sens. Ostatnim razem, jak z nim o tym rozmawiałam, tłumaczył, że to znajome, że nic nie robi, że… czyli z jednej strony męska klasyka, z drugiej strony, czy my mamy prawo odmawiać drugiej osobie relacji z innymi?

Gdzie jest granica? Czy to, że czuję się z tym źle jest wystarczającą granicą? Moim zdaniem niekoniecznie.
Pochodzę z rodziny, gdzie ojciec zdradzał matkę, w końcu zostawił ją dla innej kobiety. Byłam wdzięczna mężowi, że nie adorował innych kobiet, jak niektórzy mężczyźni, nie komplementował ich przy mnie, nie flirtował.

Ale właściwie teraz to robi.

Czuję się winna, czy czegoś mu nie daję?

Seks mamy fajny. Może rzeczywiście dużo pracuję, jestem skoncentrowana na celach, zdarzają się wyjazdy służbowe. Ale on nie pisze wtedy do mnie codziennie: dzień dobry i dobranoc, nie wysyła mi swoich zdjęć. Gadamy raz dziennie, jak para znajomych. Dlatego, kiedy widzę jego „czułość” wobec koleżanek mega słabo się czuję.

I tak, w zasadzie oczekuję rady. Od kobiet, ale też od mężczyzn, bo chciałabym poznać męski punkt widzenia.

Gdzie zaczyna się nielojalność?

 

 


Związek

ŁYS.OLA: Walczyłam o każdy włosek na głowie i czułam strach, że ktoś odkryje, że noszę perukę. Kiedy przestałam – jestem szczęśliwa

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
5 kwietnia 2022
łysienie plackowate
 

Podczas 94. gali wręczenia Oskarów Will Smith wszedł na scenę  i uderzył Chrisa Rocka otwartą dłonią w twarz. Reakcja spowodowana była „dowcipem” komika, który zażartował z fryzury żony aktora Jady Pinkett-Smith. Rock powiedział prześmiewczo, że czeka na kontynuację filmu G.I. Jane Ridleya Scotta, w którym zagrała zgolona na łyso Demi Moore. Czy wiedział, że Pinkett-Smith nie ma włosów, ponieważ choruje na łysienie plackowate? W Internecie zawrzało – większość sprzeciwiła się przemocowemu rozwiązaniu konfliktu, ale byli też tacy, którzy w Willu widzieli bohatera, bo stanął w obronie żony. Rozmawiamy na ten temat z Aleksandrą Przybylską – łys.Olą (27), która ma wykształcenie pedagogiczne i od dziesięciu lat choruje właśnie na łysienie plackowate.

W dzień ceremonii rozdania Oskarów Ola napisała na Instagramie:

„Nie chcę się wypowiadać czy dobrze, czy niedobrze, bo nie jestem zwolenniczką przemocy fizycznej. Natomiast wiem, co czuję osoba chora na łysienie plackowate. Wiem, z czym musi się zmagać i co przeżywa. Uważam, że ogromnym świństwem jest żartowanie z czyjejś choroby. Will doskonale wie, co przeżywa jego żona i jak się czuję. Stanął w jej obronie, bo najzwyczajniej czasem osoby chore nie potrafią same się bronić. W takiej sytuacji wsparcie rodziny i bliskich jest bezcenne”.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by łysOla (@lys.ola)

 

Dziś Ola mówi:

Jeszcze kilka lat temu, gdyby ktoś zażartował ze mnie w ten sposób, nie potrafiłabym stanąć we własnej obronie. Teraz już, po dziesięciu latach chorowania, powiedziałabym: Nie życzę sobie! Ale ja przeszłam już długi proces godzenia się z tą chorobą, a dla kobiety to naprawdę jest trudna droga. Ta choroba przede wszystkim na początku rozjeżdża jak walec poczucie własnej wartości.

Łysienie plackowate – jak się zaczyna

Ola o chorobie dowiedziała się przypadkiem. Była wtedy licealistką. Miała 17 lat. Właśnie wiązała włosy w kucyk i któraś z koleżanek powiedziała jej: Ola widzę, że zaczęłaś golić sobie włosy za uszami, fajna fryzura. Ale ona niczego nie goliła, po prostu w tych miejscach zaczęła łysieć. „Na początku nawet tak bardzo nie byłam przerażona. Faktycznie niektórzy nosili wtedy takie fryzury. Liczyłam, że pomogą mi jakieś lekarstwa i że szybko wszystko wróci do normy”, opowiada.

Ola do dziś nie wie, co jest faktyczną przyczyną jej choroby. Naukowcy twierdzą, że odpowiedzialna może być genetyka, ale w jej rodzinie nikt nie chorował na schorzenia autoimmunologiczne. Inna z koncepcji głosi, że łysienie plackowate wywołać może trauma lub silny stres – tyle, że Ola nigdy nie martwiła się ani szkołą, ani nauką, była wyluzowaną nastolatką.

Czy trudno jej było pogodzić się ze stopniową utratą włosów? Na to pytanie odpowiada bez zastanowienia: „Tak. Ciągle zadawałam sobie pytanie: dlaczego akurat mnie to spotkało? Zamartwiałam się i robiłam wszystko, by ukryć łysienie. Na okrągło myślałam tylko o tym, żeby nikt nie zauważył placka gołej skóry albo żeby nie zorientował się, że noszę perukę”, opowiada. Dlatego na początku o wszystkim wiedzieli tylko jej najbliżsi: mama, tata, dwie starsze siostry, rodzina, przyjaciele. „Na studiach w Warszawie powiedziałam dziewczynom, że noszę perukę, dopiero po trzech latach. To był stopniowy i bardzo powolny proces akceptacji”, mówi.

Weź maszynkę i golimy

Przełom pamięta tak, jakby wydarzył się wczoraj. Miała wtedy 24 lata. „Zanim wróciłam do domu w przerwie świątecznej, uprzedziłam mamę i poprosiłam ją, by mi pomogła. Ona ze trzy razy potem jeszcze pytała mnie, czy jestem przekonana, że chcę to zrobić. W końcu powiedziałam: Już czas, weź maszynkę i golmy! Akurat tego dnia w moim rodzinnym domu było pełno ludzi. Gdy mama skończyła, wszyscy stanęliśmy przed lustrem i oni chórem powiedzieli: No Ola, ładnie wyglądasz! Ale ja poszłam do swojego pokoju, zamknęłam drzwi i tam popłakałam się”.

Płakała, bo czuła zbyt wiele emocji naraz i po prostu szok! Jeśli ktoś tego nie rozumie, to Ola poleca, by obejrzeć filmik fundacji Rak&Roll, na którym widać, jak sławne aktorki zakładają czepki, by pokazać się światu z łysymi głowami. Wiele z nich płacze, gdy widzi swoją głowę bez włosów. „Pamiętam, że po ogoleniu głowy przez wiele tygodni rano płakałam, kiedy robiłam makijaż. Nie mogłam pogodzić się z odbiciem swojej twarzy w lustrze”, mówi Ola.

ŁYS.OLA na Instagramie

Ale z czasem znalazła kolorowe chustki, skorzystała z permanentnego makijażu, nauczyła się odpowiednio malować i dziś już znacznie lepiej czuje się z łysą głową. Trzy lata przyszła do niej myśl, że przecież nie może być sama. Sprawdziła, że w populacji jest 2% takich osób chorych na łysienie plackowate. Niektórzy tracą tylko część włosów, inni wszystkie włosy na całym ciele i na razie medycyna nie zna na to prostego leczenia. Poza tym każdy, z kim zaczynała o tym rozmawiać, mówił jej, że w swoim otoczeniu ma osobę, która cierpi z powodu tej choroby. Dlatego ośmieliła się i zaczęła otwarcie działać na Instagramie, gdzie fotografuje się bez chustki, kapelusza i peruki.

Natychmiast dostała ogrom wiadomości. Dziewczyny pisały: Kurczę, myślałam, że jestem sama. Nie daję już rady, więc dzięki, że jesteś. Zaczęły też opowiadać swoje historie, bo zależało im, by ktoś je naprawdę poczuł i zrozumiał. „Ludzie mówią nam, że rozumieją. Ale mimo szczerych chęci, wiem, że to nieprawda. Nikt, kto sam tego nie przeżył, nie wie, jaki to dramat. Na początku totalny upadek poczucia wartości, potem walka o utrzymanie na głowie każdego włoska. W moim wypadku trwało to sześć, może nawet siedem lat. Były sterydy, silne lekarstwa, cyklosporyna, naświetlania i ostrzykiwania. Ale dziewczyny opowiadają mi o tym, że łapią każdą możliwość, o której słyszą. Niektóre wierzą w diety eliminacyjne, a inne wcierają mocz w skórę głowy. Dlatego ja w pewnym momencie postanowiłam przestać walczyć. Leki mi już nie pomagały, od sterydów twarz robiła się okrągła, puchłam, niszczyłam swoje zdrowie, więc po co miałam truć się dalej. Nie chciałam żyć dłużej w lęku. To tylko włosy – pomyślałam, opowiada.

***

Od kiedy tydzień temu Will Smith spoliczkował komika, telefon Oli nie cichnie. Udzieliła już wywiadów w DD TVN”, „Pytaniu na śniadanie”, „Faktach po Faktach”, „Medonecie”, „Gazecie.pl”. Nagle wszyscy chcą rozmawiać o łysieniu plackowatym.

„Myślę, że gdyby nie tegoroczne Oscary, nic takiego by się nie wydarzyło. Więc po cichu cieszę się i myślę sobie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”, mówi Ola.


Związek

Dlaczego przed okresem puchniesz jak balon?

Redakcja
Redakcja
5 kwietnia 2022
dlaczego przed okresem puchniesz jak balon
Fot. iStock / Annemarie Gorissen

Przed okresem zaczynamy puchnąć jak nadmuchana żaba, twarz staje się nalana, brzuch swoim wyglądem przypomina małą ciążę, a kostki u rąk i nóg już wcale nie prezentują się dobrze spod krótszych nogawek spodni. Znacie to?  Zaczynamy czuć się jak ołowiane słonie, do tego dochodzą często jeszcze inne objawy PMS-u. Słowem comiesięczna tragedia. I bynajmniej nie jest to problem tzw. pierwszego świata, bo dolegliwości występujące podczas cyklu miesiączkowego potrafią skutecznie zatruć życie.

Czy wiedziałyście, że przed okresem zatrzymanie wody w organizmie może nam przysporzyć dodatkowych kilogramów? I to całkiem nie mało, bo średnio, jak za pstryknięciem palców przybywa nam 2-3 kilogramów! Dlaczego tak się dzieje?

Dlaczego przed okresem puchniesz jak balon?

Przyczyną obrzęków w drugiej połowie cyklu miesiączkowego jest podwyższony poziom progesteronu we krwi. Jego działanie ma przygotować kobietę do ewentualnej ciąży – rozszerza naczynia krwionośne. Niestety ma to swoje działanie uboczne, naczynia stają się mniej szczelne, przez co przepuszczają do tkanek sporo płynów, które gromadzą się i nadymają nas na potęgę.

Poziom hormonu spada, gdy rozpoczyna się miesiączka, wtedy też zazwyczaj obrzęki stopniowo zaczynają się zmniejszać.

Niestety na taki mechanizm nie możemy nic poradzić, ale już ze skutkami jego działania – czyli obrzękami – możemy dzielnie walczyć na własną rękę.

„Spuszczamy powietrze”, czyli jak walczyć z obrzękami przed okresem

1. Staraj się nie przebywać za długo w pozycji siedzącej, jeśli musisz siedzieć, rób przerwy, przejdź się (choćby po pokoju).

2. Napij się kawy lub herbaty. Kofeina działa moczopędnie, pozwoli usunąć nadmiar wody z organizmu.

3. Jeśli obrzęki bardzo ci doskwierają, zapytaj w aptece o preparat, który pomoże usunąć nadmiar wody.

4. Unikaj soli! Ta sprzyja dodatkowo gromadzeniu płynów w organizmie.

5. Usiądź wieczorem z nogami „do góry”.

6. Pij więcej wody! Tak, odwodniony organizm będzie chciał ją zgromadzić na zapas i, o ironio, sytuacja się pogorszy.

7. Unikaj fast foodów i półproduktów zawierających glutaminian sodu – ten, przez zawartość sodu (halo, halo sól), znów pogłębi obrzęki.

8. Dużo się ruszaj. Wiemy, że trudno się zmusić, ale poczujesz ulgę.

PMS, czyli Premenstrual syndrome, a po polsku zespół napięcia przedmiesiączkowego to taki stan w cyklu miesiączkowym kobiety, kiedy mało co jest tak, jak być powinno. Towarzyszy mu cała masa fizycznych i emocjonalnych objawów, a jasnych, naukowych dowodów potwierdzających bezpośredni związek między nimi a zmianami w gospodarce hormonalnej ciągle brak (podejrzewa się, że PMS jest konsekwencją nadmiernej produkcji estrogenów przy niedoborze progestagenów.)
PMS „atakuje” nas z reguły 5 do 11 dni przed spodziewaną miesiączką. Niektóre z nas reagują irytacją, inne ospałością, jeszcze inne nadmierną wrażliwością. Objawy z reguły ustępują gdy zaczyna się miesiączka, lub dwa, trzy dni później… (czytaj dalej)


 

Na podstawie: kobieta.wp.plstyl.pl


Zobacz także

Nie kocham go, ale boję się odejść

Nie kocham go, ale boję się odejść

„Daj, niech ja pomielę, a ty odpoczywaj” – powiedział mąż do żony. Tak brzmi najstarsze, zapisane, polskie zdanie

7 bardzo złych powodów, by skończyć związek