Książki Kultura Związek

Kto jest winny zdradzie? Tylko zdradzający. Ale to się wie po czterdziestce

Oh!Books
Oh!Books
14 lutego 2019
Fot. iStock / tixti
 

„Co to jest za suka” denerwowała się Agata. Siedziałyśmy u niej w mieszkaniu z dwoma innymi koleżankami i i planowałyśmy zemstę. Tak, ZEMSTĘ na Na Tamtej Kobiecie. Tej Innej, która miała romans z mężem Agaty. „Porysujmy jej samochód”, „Przebijmy opony”, „Napiszemy maila do jej pracy i powiemy, że to „rozbijaczka małżeństw”. Kobieta SAMO ZŁO. Przecież inni mają prawo wiedzieć, z kim mają do czynienia. Tak, padały z naszych ust takie słowa. Nie miałyśmy jeszcze trzydziestu lat, małżeństwo uważałyśmy za świętość. Byłyśmy gotowe zniszczyć Złą, która tego nie rozumiała i wtryniła się pomiędzy parę.

Agata funkcjonowała w tamtym czasie tylko dzięki naszej złości. Furia jej przyjaciółek pozwalała wstawać rano, robić kawę, iść do pracy. Zrobić to wszystko, co jest trudne, gdy dowiadujesz się, że ktoś cię zdradził, zawiódł twoje zaufanie. Dyżurowałyśmy przy niej na przemian. Ona sama na złość nie miała siły.

Nie spełniłyśmy naszych gróźb. Ale wieczorem (był styczeń!) pojechałyśmy i stałyśmy pod domem Tamtej. Ustalenie adresu zamieszkania? To była pestka dla zdesperowanych kobiet, w tym jednej policjantki i dziennikarki. Czekałyśmy aż Wojtek (mąż Agaty) wyjdzie z klatki. A Agata będzie miała dowód, że naprawdę jest zdradzana. Światło w oknach TAMTEJ się paliło. Widziałyśmy parę. Całą resztę sobie wyobraziłyśmy, ale było to sielankowe wyobrażenie. Są szczęśliwi, śmieją się, robią kolacje, piją wino. On do drugiej w nocy od niej nie wyszedł. Zrezygnowane wróciłyśmy do domów. Agata do pustego, bo oficjalnie Wojtek był na służbowy spotkaniu. Wrócił o czwartej rano.

– Przeciągnęło się – powiedział.

Agata udawała, że wierzy.

Następnego dnia popołudniu pojechałyśmy  pod jego pracę. Właściwie też pod pracę TAMTEJ, bo poznali się w firmie. Tego dnia mieli mieć, z kolei, firmową imprezę. Znów kryłyśmy się za samochodami. Znów było zimno.

W końcu TAMTA wyszła. Jaka była? Dla nas, wtedy, oszałamiająca. Długowłosa, w czerwonej sukience, szpilkach, długim płaszczu.

– Cholera, ładna jest– jęknęłam i zaraz ugryzłam się w język.

– Gruba, nie uważasz– Agata patrzyła na nią urzeczona.

– Bardzo gruba– przytaknęłam,

Za chwilę wyszedł za nią Wojtek, podpalał jej papierosa, śmiał się. Nie było wątpliwości, że łączy ich coś więcej. Do samochodu poszli wtuleni w siebie. A my stałyśmy dalej jak te wariatki. Agata nie mogła złapać tchu.

Jedynym naszym wytłumaczeniem było to, że byłyśmy młode. Dlatego szukałyśmy dowodów, choć Agata miała je przecież przed sobą.

– Wojtek mówi, że to nic – gorączkowała się na początku Agata.

Wojtek rzeczywiście zaprzeczał. Nic ich nie łączy. To koleżanka. A Agata to wariatka, ma paranoje. Ta zazdrość jest toksyczna. Odbija jej od siedzenia w domu z półrocznym dzieckiem. Że wraca późno? Dziewczyno, ja pracuję. Jak AKURAT PRACUJĘ. Te czułe maile? One nic nie znaczą! Dobra, był flirt. Przecież ludzie czasem flirtują, to niegroźne. Ale seks? Matko święta, żadnego seksu nie było. Nigdy bym cię nie zdradził, kocham cię, wciąż, ale tak się zmieniłaś”.  Tylko pisali. Potem Agata znalazła SMSy: „Cudownie całujesz”. Wojtek zmienił więc wersje wydarzeń. „To było jedno całowanie, ty jesteś wciąż zajęta. Ale PRZYSIĘGAM, nie było żadnego seksu”. I tak dalej.

Obiecywał, że skończy to „pisanie” z koleżanką z pracy, Agata czekała.

W końcu było jak w filmach. Tamta któregoś dnia zadzwoniła.

– Czy mogłabyś nie utrudniać Wojtkowi rozwodu?

–  Jakiego rozwodu?– zdziwiła się Agata. – Przecież między wami nic nie ma.

–  Nami? Jesteśmy parą od pół roku!  Wojtek mówi, że to Was nic już nie łączy, nie uprawiacie seksu, w ogóle to nie był związek z miłości, połączyło was dziecko. Jeden raz, przypadek, nalegałaś.

– Ja nalegałam? Staraliśmy się o dziecko dwa lata.

– Teraz podobno masz depresję i nie jesteś w stanie zajmować się dzieckiem! Nie może cię zostawić.

– Ja mam depresję!?

Tamtego dnia Agata wyrzuciła Wojtka z domu. Ale wciąż powtarzała: „Jak ta suka mogła zniszczyć mi małżeństwo!”. Ona, nie on.

Minęło 10 lat. Córka Agaty skończyła 11 lat, relacje z Wojtkiem, po rozwodzie jakoś się ułożyły.

I druga część tej historii. Rok temu Agata poznała faceta. Żonatego.

„Oszalałaś, serio?” – pytały ją przyjaciółki.

– On z tamtą nie jest na serio. Nie uprawiają seksu, to małżeństwo nie istnieje, łączą ich tylko dzieci. Ona zresztą sama ma romans, też chce rozstania.

– On ci tak mówi?

– Tak! I ja mu wierzę.

Minęło kilka miesięcy wielkiej miłości. „Żonaty” Agaty już miał się wyprowadzić. Ale ciągle coś. A to dzieci, a to nagły wyjazd, a to choroba teściowej. Same dramaty. Agata prosiła: „Powiedz, jeśli kochasz żonę, to się wycofam. Sama przez to przeszłam”. On protestował: „Ja kocham żonę? Oszalałaś. To wariatka, nic nas nie łączy, nie uprawiamy seksu. Mówiłem, mówiłem. Masz paranoję”.

Któregoś dnia Agata odebrała telefon.

– Cześć, jestem żoną Mariusza. Dlaczego niszczysz mi małżeństwo. Znalazłam wasze SMS-y, on mówi, że ciągle piszesz. Nie odpuszczasz.

– Ja nie odpuszczam?!- zezłościła się Agata. – Nie jesteśmy razem, bo twoja mama choruje!

– Moja mama choruje?!!!- żona kompletnie nie rozumiała. – Moja mama to okaz zdrowia.

Spotkały się na kawie. Każda z nich miała do opowiedzenia inną wersję wydarzeń.

– Dziękuję- powiedziała na koniec Żona. – Gdyby nie ty, nigdy nie dowiedziałabym się, kim naprawdę jest mój mąż. I jakie jest to małżeństwo.

Agata zerwała związek z tamtym żonatym. Co więcej, wróciła do swojej przeszłości i nagle pomyślała, że to nie kochanka była winna rozpadu jej małżeństwa. Kto był winien? Wojtek, bo ją oszukiwał.  Ona, bo nie potrafiła tego zobaczyć. Zaszwankowało też coś między nimi, że w ogóle do czegoś takiego doszło.

Dziś Wojtek ma ponad 40 lat, nowy związek, nowe dziecko. Znów jest w kryzysie, rozmawia z Agatą i przeprasza : – Wiem, że wtedy uciekłem, byłem kłamczuchem, żenadą. Teraz jestem doroślejszy, rozumiem, że z każdym dochodzimy w końcu do tego samego etapu. Rutyny, przewidywalności. Gdy nie umiesz radzić sobie z kryzysami, chcesz natychmiast załatać dziurę nowymi emocjami. Wierzysz, że druga osoba zaspokoi twoje potrzeby.

Kto jest winny zdrady? Na pewno nie kochanka. Bo, gdy ludzie się kochają i- przede wszystkim– rozmawiają ze sobą, nikt nie jest w stanie wejść między nich. Na pewno nie jest winna osoba zdradzana (czy to kobieta czy mężczyzna), bo ona nie ma szans zdecydować o związku, wybrać. Jest oszukiwana, więc jej decyzyjność jest ograniczona.

Chyba jednak najbardziej winny jest zdradzający/ zdradzająca. Bo nie ma odwagi wybrać, bo kłamie, bo manipuluje, chce zjeść ciastko i mieć ciastko. Zaspokoić wszystkie swoje potrzeby. Nie wybrać, bo wybory z reguły są trudne i trzeba za nie płacić.

Ale to już wnioski kobiety po czterdziestce.

A co wy myślicie?


Imię bohaterki zostało zmienione. Historii wysłuchała Katarzyna Troszczyńska – dziennikarka i współautorka, obok Karoliny Głogowskiej książki pt. „Inna kobieta”, opowiadającej o romansie widzianym z dwóch stron: żony i kochanki.

„Inna kobieta” 

Dwie kobiety. Żona i kochanka. Różni je wiele. Poglądy, charakter, styl życia. Inaczej widzą też mężczyznę, którego kochają. Po czyjej stanąć stronie? Żony, z którą on ma przeszłość i dzieci? Czy może kochanki, która daje mu to, czego dawno nie miał? Można wybaczyć? A może nie tylko on jest winny? Poznajcie dwie wersje tej samej historii, w której w końcu każdy musi zadać sobie pytanie:  odejść czy zostać? Poddać się czy walczyć? Ważniejszy jest namiętny seks czy przywiązanie i bezpieczeństwo? Tutaj każdy uważa się za niewinnego, ale czy tak jest naprawdę?


Książki Kultura Związek

„Kobiety z bloku 10” to książka, po którą każdy z nas powinien sięgnąć… by nie zapomnieć

Oh!Books
Oh!Books
21 lutego 2019
Fot. iStock/yurii_zym
 

Jedziesz pociągiem. Kilkanaście, a może i więcej godzin. Tracisz poczucie czasu. Drętwieją ci nogi, właściwie całe ciało, bo wagony są przepełnione. Ludzie jadą w ciszy, czasami ktoś jęknie, gdzieś zapłacze dziecko. Pociąg staje, po raz kolejny, ale teraz już na końcowej stacji. Otwierają się drzwi, ogromne, bo przewożą cię w wagonie dla zwierząt. Jest noc. Pada deszcze. Widzisz tylko rampę i lampy, które rażą w oczy. Obok matki tulą do siebie swoje dzieci. Jesteś głodna, ale bardziej niż głód, czujesz przerażenie. Strach. Bo nie wiesz, co cię czeka, bo nie wiesz, czy przeżyjesz, bo choć to miejsce istnieje od niedawna, już o nim krążą legendy. „Praca cię wyzwoli” – czytasz napis po niemiecku umieszczony na bramie. Witamy w Auschwitz.

„Kobiety prowadzone są do budynku, który w obozie nazywany jest „sauną”. Nie mieści on jednak sauny, lecz prysznice. Tam tatuują im na przedramionach numery – Katharina otrzymuje numer 3263 – i golą głowy. Włosy usuwane są nie tylko z głowy, ale i z całego ciała. Elektryczne maszynki nie zawsze działają sprawnie, nożyczki są często tępe, boli; nie tylko skóra”*.

W Auschwitz powstał specjalny blok dla kobiet, blok numer 10. Był jak wyrocznia, jak miejsce najgorszych koszmarów, jakie przyszło nam śnić. To na kobietach z tego bloku profesor – rzeźnik, bo trudno nazwać go lekarzem, dokonywał medycznych eksperymentów. Uznany ze specjalistę od sterylizacji Carl Clauberg traktował kobiety jak króliki doświadczalne. „Clauberg nie postrzega kobiet jako osób, co najwyżej jako czynnik zakłócający, jeśli eksperyment nie przebiega zgodnie z planem” – czytamy w książce „Kobiety z bloku 10” Hansa Joachima Langa. To on postanowił pokazać, co spotkało kobiety w Auschwitz. Przez blok nr 10 przewinęło się około 900 kobiet, przeżyło zaledwie 300. Książka jest zapisem ich cierpienia, przerażających medycznych eksperymentów, które na nich wykonywano. Strachu, przerażenia, a w końcu ogromnej chęci życia, pomimo że doświadczyło je tak okrutnie.

„Wbrew wszelkim twierdzeniom Clauberga jego doświadczenia były dla kobiet torturą. „To, że te doświadczenia ze sterylizacją musiały powodować straszne bóle”, mówi Alina Brewda, „można było poznać już choćby po głośnych krzykach kobiet leżących na stole rentgenowskim. Niekiedy przychodziły do mnie nadzorczynie SS i pytały, co doktor Clauberg robi tym kobietom, że tak krzyczą”*.

To nie jest łatwa książka, nie jest też przyjemna. Jeśli czyta się ją z zapartym tchem to tylko dlatego, że w głowie krąży natrętna myśli: „To zdarzyło się naprawdę. To nie fikcja literacka” i człowiek nawet nie wie, kiedy łzy zaczynają płynąć mu po policzkach czytając o okrucieństwie, które spotkało kobiety z bloku 10, a których historie spisał Lang. Sięgnijcie po tę książkę właśnie dla nich, dla tych kobiet, które tam były, które doświadczyły medycznych eksperymentów chorych lekarzy. Świat nie może zapomnieć o tym, co się tam działo. Musimy pamiętać, by już nigdy nas ani naszych dzieci to nie spotkało. „Ludzie ludziom zgotowali ten los…”

*Cytaty pochodzą z książki „Kobiety z bloku 10. Eksperymenty medyczne w Auschwitz” Hansa Joachima Langa, wyd. Marginesy


Artykuł powstał przy współpracy z wydawnictwem Marginesy


Książki Kultura Związek

Czy miłość może aż tak zaskoczyć? „Randka z Hugo Bosym” – fantastyczna książka, od której nie będziecie mogły się oderwać

Oh!Books
Oh!Books
11 lutego 2019
Fot. iStock/wundervisuals

Mogę się mylić, ale myślę, że zdecydowana większość z nas – kobiet, choć przez chwilę w swoim życiu marzyła o wielkie romantycznej miłości. O tym jedynym, który przybędzie na białym koniu i nas do siebie porwie. Oczywiście mamy świadomość, że taka miłość idealna nie istnieje, że wymaga pracy, cierpliwości, bla bla bla. Ale może jednak? Może na każdą z nas, gdzieś za rogiem czeka taka miłość albo już ją spotkaliśmy i postanowiliśmy nie wypuścić nigdy z ramion, choć wiadomo, że nie zawsze bywa łatwo?

Jagoda jest po 30-tce, ma za sobą nieudany związek. Nieudany, bo rozum jej podpowiadał, że to może się udać, że czas się ustatkować, że on nie jest wcale taki zły i na życie może okazać się dobrym wyborem. Serce jednak trudno było przekonać do tej miłości. A ona sama? Jasne, że zastanawiała się, czy może jednak nie podjęła błędnej decyzji, że może on był do zniesienia, tylko ona jest tą trudną? Na szczęście ma cudowne grono wiernych od lat przyjaciół, którzy w jej rozterkach szybko stawiają ją do pionu i wspierają w każdej chwili. Także w tej, gdy wybiera sukienkę na ślub swojej przyjaciółki z lat dzieciństwa, na który – a jakże, idzie sama.

To mogłaby być historia wielu z nas. Sama, czasami samotna, z której ucieka nadzieja, że w jej życiu uczuciowym wydarzy się jeszcze coś spektakularnego. Tymczasem Jagoda to bohaterka książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej „Randka z Hugo Bosym”, której temperament, charakter pakują ją w przeróżne – dla nas czytelników zabawne – sytuacje. Ona sama może nie jest zachwycona, gdy pół jej sukienki zostaje w taksówce, bo przytrzasnęła ją sobie drzwiami albo gdy ląduje z hukiem na podłodze, bo obcas zawinął się jej w hotelową wykładzinę. Ma jednak spory dystans do siebie i ogromne poczucie humoru, co sprawia, że trudno jej nie polubić i nie chcieć poznać jej historii, zwłaszcza, gdy zupełnie przypadkiem bardzo przystojny mężczyzna kłóci się z nią o taksówkę. Tego samego faceta spotyka kilka godzin później w hotelu i z nim bawi się na ślubie swojej przyjaciółki z dzieciństwa. Zabawa kończy się kąpielą – nagą, w morzu… Ona jednak ucieka z jego sypialni przestraszona tym, co tak szybko się zadziało. I kiedy okazuje się, że dokładnie ten sam facet, na którego widok zapierało jej dech, zostaje niejako jej szefem… robi się bardzo gęsto.

Co się może wydarzyć? Czy chodzi tylko o seks? Czy może jednak o coś więcej? I kim on jest? Skąd się wziął? Pełen sprzeczności facet, który chciałby się zaangażować, a za chwilę zachowujący chłodny dystans.

„Randka z Hugo Bosym” to wybuchowa mieszanka emocji, przeróżnych sytuacji – tych bardziej, ale też mniej zabawnych, bo kto wychodzi wyrzucić śmieci w samych pończochach i krótkiej koszulce zatrzaskując klucze w mieszkaniu?

Jedno jest pewne – to książka, przy której nie będziecie się nudzić. Autorka raczy nas bardzo dynamiczną akcją, w której wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Uważajcie – jak sięgnięcie po nią wieczorem, możecie pójść spać dopiero, gdy skończycie czytać.

Książkę kupicie w przedsprzedaży przez internet.

Artykuł powstał we współpracy z Burda Media Polska