Związek

Moja droga, jeśli czegoś chcesz, mów o tym wprost i nie czekaj, aż on się domyśli. No chyba, że już nie kochasz

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
28 listopada 2021
Fot. iStock/oneinchpunch
 

Kiedy związek zaczyna przechodzić z etapu „spijania sobie z dzióbków”, ciągłego sprawdzania SMS-ów (a może coś napisał) i spędzania ze sobą każdej wolnej chwili, w etap poszukiwania własnej przestrzeni, powoli zatracamy zdolność czytania sobie w myślach. No dobra, tak naprawdę nigdy nie czytaliśmy sobie w myślach, ale przynajmniej, patrzyliśmy się na siebie z o wiele większą życzliwością, starając odgadywać wzajemnie swoje potrzeby i interpretując wszelkie sytuacje na obopólną korzyść. Dlaczego nie potrafimy być na tyle mądrzy, by akurat tę umiejętność zachować jak najdłużej, dla dobra relacji z naszym partnerem?

Między parą moich bliskich znajomych znów ciche dni. Ona dzwoni do mnie „ze skargą”, jaki to on jest beznadziejny, bo znowu ją zawiódł. Mógł spędzić z nią wieczór, ale wybrał spotkanie z dawno niewidzianym przyjacielem ze studiów. A znaczy to na pewno, że:

  1.  Już mu na niej nie zależy.
  2.  Uważa ją za nieciekawą i nudną.
  3.  Tylko czeka na okazję, żeby się wyrwać z domu i nie spędzać z nią wieczoru.
  4.  Ich związek się rozpada

Powiedziała mu wprawdzie na odchodnym, że nie ma sprawy, jak tak bardzo chce, to niech sobie idzie, ale zrobiła przy tym tak żałosną minę, że to naprawdę dziwne, że się nie domyślił, że ona na ten wieczór zaplanowała wspólne oglądanie premiery ich ukochanego serialu, plus jakieś dobre jedzenie (ostatnio ciągle eksperymentuje w kuchni – i to z sukcesem) i premierę nowej bielizny (tej, której bardziej nie ma, niż jest).

Fajnie – powiedział, głupek jeden i do głowy mu nie przyszło, że wcale nie. Nie „fajnie”, bo ona nie chce, żeby on akurat dzisiaj szedł, bo już nawet zrobiła na tę kolację zakupy, choć nic mu nie powiedziała. Trzeba być kretynem, żeby się nie domyślić. I ona mu teraz pokaże, bo to przecież nie jest pierwszy raz, kiedy on się wykazuje takim lekceważącym stosunkiem dla jej uczuć i planów.

Więc pokazała, zaciętą minę męczennicy, która miała mu dać do myślenia nad tym, jak samolubnie i okrutnie postąpił, wracając do domu po 21- wszej, bo zagadał się z owym przyjacielem („o ile to w ogóle facet jest”).

I teraz on zwierza się mojemu mężowi, że za Chiny Ludowe nie ma pojęcia o co jej chodzi, bo przecież: Powiedziała, że jeśli on ma ochotę, to niech idzie.

„To wariatka” – mówi mój nietolerujący niedomówień mąż – „nie potrafi powiedzieć, że jej się coś nie podoba, a potem ma do biedaka pretensję, że nie postąpił tak, jak ona myślała, że postąpi.”

O ile za pierwszą część wypowiedzi rzucam mu karcące spojrzenie, z tą drugą nie mogę się nie zgodzić. Znam Magdę od wielu lat, poznałam jej trzech życiowych partnerów i dobrze wiem, że każdy z nich miał ogromny problem z odgadywaniem tego, co Magda miała na myśli, kiedy mówiła: „Zrób, jak uważasz”. Oni po prostu robili tak, jak uważali.

Magda daje sprzeczne komunikaty. Dla jej chłopaka to o wiele za dużo. Bo co masz zrobić, jeśli słyszysz: „Nie ma sprawy, idź”, ale widzisz wydęte  w podkówkę usta, rozczarowany wyraz twarzy i minę mówiącą wyraźnie : Spróbuj tylko wyjść, to zobaczysz.

Słucham mojej znajomej i zaczynam myśleć, że to nie jego niedomyślność jest powodem piętrzących się między nimi nieporozumień, ale jej zła wola. Bo przecież, zamiast grać rolę zranionej i „olanej”, dlaczego mu na spokojnie nie wytłumaczy, że oczekiwała wspólnego wieczoru, że może spotkanie z przyjacielem przełożyć, bo potrzebuje dziś spędzić trochę czasu razem z ukochanym. Albo po prostu, zrozumieć, że czasem dobrze dać sobie więcej luzu, więcej przestrzeni i przestać interpretować jego chęć spędzenia czasu z kimś innym, jako rychły koniec miłości?

Droga znajomo, przestań być typem egocentryka. Chcesz czegoś, albo czegoś nie chcesz – powiedz o tym głośno. Bo naprawdę mam już dosyć słuchania o tym, że nigdy nie dostałaś od niego na urodziny prezentu, który trafiłby w tój gust, że nigdy nie zabrał cię do tej kafejki, w której tak bardzo chciałabyś wypić z nim romantyczną kawę. I że ty wcale nie chciałaś pójść wtedy z nim na ten obiad do jego siostry i spędzać popołudnia z gromadką jej dzieci.

A może ty go już nie kochasz i szukasz pretekstu, by udowodnić sobie, jak bardzo do siebie nie pasujecie?


Związek

„Kochajcie się mamo i tato” to hasło, które robi więcej krzywdy niż dobra

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
21 marca 2021
Fot. Instagram

Jest pierwszy cieplejszy dzień. W powietrzu czuć wiosnę. Otwieram oczy i myślę sobie: to będziemy miły poranek, dobre popołudnie. Słyszę, że w pokoju obok mój siedmioletni syn już wstał. Dziś nie ma szkoły online, jest sobota, więc i budzenie się przychodzi łatwiej, z większą przyjemnością. Razem przygotowujemy jajecznicę, razem myjemy zęby. Szkoda tracić czasu, wybiegamy na dwór. I tak, spacerując ręką w rękę, nucimy sobie pod nosem ”Bohemian Rapsody”. Oboje kochamy Queen. ”Kochajcie się mamo i tato ”- czyta nagle, sylabizując, mój syn. I natychmiast zerka na mnie z uśmiechem, który ma odcień cichego smutku.

Odpowiadam mu tym samym uśmiechem. Znów czuję jego dłoń, która chwyta mnie mocno, mocniej niż zwykle. Już nie śpiewamy. Zalega cisza. Wiem, że to nie jest moment na rozmowę, że trzeba mu dać chwilę na przetrawienie tego, co zobaczył. Wielki, prostokątny plakat z hasłem wypisanym szkolnym, dziecięcym pismem, na czerwono. Pod spodem symbol: dwie głowy, między nimi krzyż. Postacie tworzą serce. Spoglądam na syna, widzę jego spuszczoną głowę i zaciśnięte wargi. Chce mi się wyć. Jestem wściekła. Jakim prawem te plakaty pojawiły się w moim mieście?

Jak bardzo trzeba nie mieć wyobrazni, taktu, zrozumienia, by wpaść na taki bezduszny pomysł? Pomysł równy mentalnie tym, które pokazywały zdjęcia fragmentów ludzkich płodów. Nie sądzę, by tamte billboardy w jakikolwiek sposób przyczyniły się do spadku liczny aborcji. Czyżby autorzy plakatu o kochających się rodzicach chcieli wpłynąć na liczbę rozwodów? Stało się coś zupełnie innego. Uderzyliście w dzieci, a nie w sumienie rodziców.

Ja również jestem po rozwodzie, mój były mąż ma nową rodzinę. Ja również układam sobie życie. Ale nasze rozstanie nie było łatwe, dla żadnego z nas, z naszej trójki: dla naszego syna, dla jego ojca i dla mnie. Bo czujemy, bo mamy emocje. Jednak zdecydowaliśmy o tym, co okazało się dla KAŻDEGO z nas najlepszym rozwiązaniem. I długo pracowaliśmy nad tym, by na nowo ułożyć sobie jak najlepsze relacje. Ale dziecięca psychika jest delikatna, wrażliwa. Ile dzieci, tak jak mój syn, widząc plakat, poczuje się zawiedzionych, smutnych? Ile zabliźnionych ran się otworzy?

Co z dziećmi, których rodzice już się nie kochają, ale starają się mimo wszystko, by dzieci cierpiały jak najmniej, by miały dobre i jasne dzieciństwo, by czuły się kochane przez rodziców? Znam dużo takich rodzin, rodzin patchworkowych, które choć startowały z ogromnymi trudnościami, dziś funkcjonują naprawdę świetnie. Nie trzeba się kochać, by wspólnie jak najlepiej dbać o dziecko.

Jak można pominąć fakt, że choć rozwód rodziców jest dla dziecka wydarzeniem bardzo trudnym, to tkwienie w związku, który każdego dnia przynosi systematyczne cierpienie emocjonalne, a czasem również fizycznie jest o wiele gorszym piętnem, które odbije się na całym życiu? Jak można nawoływać do miłości na siłę, albo do jej udawania, gdy już wygasła?

Czasem rodzice przestają się kochać. Rozstają się i jest to najlepsza możliwa decyzja. Bywa, że po rozstaniu ich relacje układają się o niebo lepiej, niż wtedy, gdy byli w związku. I dzieci to widzą, doceniają to. A przede wszystkim, wychowują się w końcu w zdrowej, szczerej atmosferze. Jeśli ich rodzice są w nowych związkach, są szczęśliwi, kochani, szanowani przez nowych partnerów, to dzieje się to również z korzyścią dla dziecka, które wreszcie ma stabilne warunki rozwoju. I spokój.

Nieludzka, okrutna akcja. Wchodzenie z butami w ludzkie serca, grzebanie w poczuciu winy, w życiach i umysłach dzieci, które z pewnością cierpiały z powodu rozstania rodziców. Ale wiele z nich przebyło długą drogę, by sobie z tym rozstaniem poradzić.

Wracamy do domu, przygotowujemy obiad. Trochę grymasimy przy marchewce z groszkiem, ale poza tym, nam smakuje. Po obiedzie wracamy do swoich zajęć – on buduje stację kosmiczną z LEGO, a ja siadam z kawą do komputera i zaczynam poszukiwania. Hasło „Kochajcie się mamo i tato” nie jest trudne do odnalezienia. Okazuje się, że olbrzymie billboardy wykupiła Wspólnota Trudnych Małżeństw. Piszę długiego maila, w nadziei, że ktoś potraktuje mnie ze zrozumieniem. Ale w głębi serca w to wątpię.

Mamo i tato, nie musicie się kochać. Kochajcie wasze dzieci. Trzymam za Was wszystkich kciuki.