Związek

Czy spotkałaś na swojej drodze kolekcjonera? Mężczyznę, który unika zobowiązań, jak ognia

ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
17 marca 2021
Fot. iStock
 

„Wydają się nie-do-zatrzymania, dlatego tak wiele kobiet próbuje ich złowić, sądząc, że właśnie im się to uda. Na tym żerują, te rekiny żarłoczne krótkich relacji. To wyjątkowo inteligentni goście, zaradni zawodowcy w swoich dziedzinach, pasjonaci, naukowcy, aktorzy, sportowcy – dbający o siebie, którzy często mimo deficytu moralności są bardzo mądrymi ludźmi („kawa nie wyklucza herbaty”, jak powiada jedna z bohaterek mojej powieści).” – zapraszamy na #RozmówkiNieobyczajne – o seksie i nie tylko, damsko-męskie pogaduchy. Odcinek 13

Marcin Michał Wysocki:  Meli, czy spotkałaś na swojej drodze kolekcjonera? Mężczyznę, którego ekscytuje samo polowanie i unika jak ognia zobowiązań? Uważa je za nudną codzienność? Jak myślisz, kim jest taki facet?

Melisandra: Kolekcjonerzy, fajnie brzmi. Wiedzą, co dobre i wybierają najlepsze, najpiękniejsze. Są nieraz bardzo wytrwali w szukaniu swojego ideału – wymarzonej, która uzupełni kolekcję. Zdobywają. Zaliczają. I tyle. Tak, znam. Fajna znajomość, czasem na krótki przelot i bez zobowiązań.  Ale czasem jest i tak, że wieczny kawaler i kolorowy ptak, stwierdza że to jest to. I chce zostać na dłużej. Takie związki na dłużej, to dla nich prawdziwe wyzwanie. Skonfrontowanie się ze swoimi piekłami i demonami. Trzeba dać im przestrzeń i zaufanie, aby zaczęli odkrywać głębiej. Nie dociskać, nie wywierać presji. Nie oczekiwać. Cieszyć się chwilą. Najczęściej są to bardzo atrakcyjni mężczyźni. Kolekcjoner czyli Casanova😉…

MMW: Wydaje mi się, że to, co opisujesz, to ich obraz zewnętrzny, ten na pokaz. Kolekcjoner, czyli ten, który ciągłymi podbojami buduje swoją estymę i podziw w oczach niezbyt ogarniętych kolegów, co dodaje mu animuszu i podnosi własną wartość przed samym sobą. Musi w takim razie być niezbyt wysoka, nie sądzisz?

Moim zdaniem, tylko niewielka część z nich, to zatwardziali cynicy. Natomiast większość stanowią właśnie ci, którzy – albo mają deficyty i chcą sobie udowodnić, że nikczemny wzrost, niepofałdowany mózg czy przykrótki penis, to nie problem; albo to faceci skrzywdzeni, którzy po odrzuceniu, zdradzie czy z powodu jakichś traum z dzieciństwa, boją się głębokiej relacji z drugą osobą. Przyznam, że sam z nieukrywanym rozczarowaniem odkryłem w sobie taką dysfunkcję i to 3 lata po rozwodzie. Po prostu bałem się znowu komuś powierzyć swoje ledwo poskładane serce…

M: Wielu osobom po zawirowaniach w życiu ciężko jest ponownie zaufać i otworzyć się na drugą osobę. Nie potrafią wybaczyć sobie i partnerowi tego, co się stało. W efekcie wychodzą coraz większe dysfunkcje, tak jak zaliczanie, kolekcjonowanie, strach przed głębokim i trwałym uczuciem. Strach przed otwarciem serca na drugą osobę. O tym wszystkim będzie na warsztatach Projekt Szczęście, które już chcemy jak najszybciej uruchomić.

Tak mogą mieć mężczyźni, a i też takie zachowania są u kobiet – zalicza partnera na zasadzie potwierdzenia swojej atrakcyjności, a nie chce odkrywać, poznawać go głębiej, warstwa po warstwie. Kręci ich chwilowe napięcie, czas polowania. Gdy cel jest osiągnięty… Pac i po znajomości. I nic nie ma to wspólnego z wolnością. Szczególnie, gdy druga osoba zaczyna już tworzyć sobie z „kolekcjonerem” życie, a on nie jest gotowy. Moim odkryciem jest to, że „kolekcjonerzy” jeśli mówimy o mężczyznach, nie lubią i nie tolerują innych mężczyzn. Czują się przy nich zagrożeni. Więc może „kolekcjonowanie” to deficyt uznania swojej męskości?

MMW: Och, nie zgadzam się z Tobą do końca. To by było zbyt proste. Pomijając już teraz powody, dla których to robią, to umiałbym wydzielić, co najmniej kilka grup pośród żigolaków.

Ci z pierwszej, najbardziej prymitywni i powszedni – o których mówisz, że nie tolerują konkurencji i czują się zagrożeni przez innych – to, moim zdaniem, najgorszy typ zakompleksionych bałwanów. W dodatku najniebezpieczniejszych. Bo cynik z grupy drugiej może przynajmniej inteligentnie zagadać, być naprawdę miły, szarmancki, wesoły i niemal ciepły; może zaoferować kobiecie chociaż… dobrą zabawę – cóż, że zapewne zbyt krótką. Natomiast ten prymityw, będzie dążył do jej zdominowania, zawładnięcia i zamknięcia obiektu swych zabiegów przed światem w czterech ścianach (najchętniej w jakiejś burce). Jest naprawdę wrogiem kobiet, a nie ich przyjacielem czy koneserem.

Druga grupa kolekcjonerów, którą bym wyłonił na rzecz naszej rozmowy, to ci bardziej cyniczni i wyrachowani. Oni właśnie się nie boją innych mężczyzn, a wręcz ich potrzebują, by chełpić się przed nimi swoimi wyczynami. Wymagają teatrum, gdyż robią to dla patologicznego poklasku – patologicznego, gdyż chodzi tu o „zabawę” czyimś kosztem, uczuciami innego, żywego, czującego i myślącego człowieka… Takim zwyczajnie życzę wzajemności od Losu w postaci odpowiedniej karmy.

Wydaje mi się, że można wyróżnić jeszcze jedną, najwyższą kastę – nazwijmy ich właśnie Casanovami. Nie zwyczajnych podrywaczy, tylko – nazwałbym ich – „rozbudzaczy miłości”. Takich z klasą, niewymuszonym sznytem, dobrze pachnących, szarmanckich, którzy nie potrzebują taniego poklasku, a ich dyskretny urok zbija płeć przeciwną z nóg i zniewala. Nie szuka miłości, Boże broń, choć czasem tak o sobie lubi myśleć i mówić, gdyż to usprawiedliwia ich rozwiązłość – a co za tym idzie, mnogość partnerek. Zapewne bywają też takie kobiety…

Mam wrażenie, droga Meli, że w pierwszym odruchu to właśnie o nich napisałaś z rodzajem podziwu – dla ich błyskotek, piórek, w które się stroją, że mają taki doskonały gust, i że są tacy atrakcyjni. Więc Cię jednak pociągają i skutecznie kuszą, nieprawdaż?

M: Jestem przeciwniczką takiego podziału, że błyskotki to wtedy, a jak na dłużej, to co? Nudny facet? Błagam Cię. Uwielbiam ludzi, zawsze mam wokół siebie kolorowe ptaki i takim też ja jestem. Kolorowymi ptakami byli także moi partnerzy. Czasem jest tak, a czasem jest inaczej. Nie lubię sztywnych zasad. Bo to życie pisze fajne scenariusze. Czasem nic się nie planuje i chce się, aby było miło. A czasem jest coś, co zahaczy i już jest w Tobie. Życie to też zabawa, świetna muzyka, dobre towarzystwo, ta chwila zawirowania i zapomnienia się. To jest cudowne i nie zamierzam mieć wyrzutów sumienia z tego powodu. Kolorowe ptaki, kolekcjonerzy są cudowni i ubarwiają życie. I nie ma w tym nic złego. Najważniejsze, aby nikogo nie krzywdzić, nie poniżać i nie wykorzystywać. Cieszyć się chwilą, napawać się smakami i zapachami. Nie oczekiwać, że to ma być ten jeden do końca życia. Korzystać z życia i cieszyć się swoim życiem. Jeśli się pojawi poważny związek, to się pojawi. Przy jednej kobiecie kolekcjoner będzie zawsze kolekcjonerem, a przy innej kolekcjoner chce już tej tylko jednej i nie interesują go pozostałe kobiety. Że co? Że ona go zmieni? Nieeee! To on chce. On tego chce i to jest jego decyzja i wybór.

MMW: Okej, mam Cię! Jesteś wyjątkowo wrażliwą osobą, bez względu na to, jaki wciskasz nam tutaj kit😉. Z obawy przed odrzuceniem, rozczarowaniem i zranieniem, postanawiasz traktować towarzystwo niebieskich, rajskich ptaków, na luzie, jako wyśmienitą zabawę. Ciągnie Cię do nich jak diabli. Są dla Ciebie intrygujący, bo to nie ciapciaki bijane w domach kapciami przez żony, tylko zwykle najsmaczniejsze kąski, które wysoko się cenią. Wydają się nie-do-zatrzymania, dlatego tak wiele kobiet próbuje ich złowić, sądząc, że właśnie im się to uda. Na tym żerują, te rekiny żarłoczne krótkich relacji.To wyjątkowo inteligentni goście, zaradni zawodowcy w swoich dziedzinach, pasjonaci, naukowcy, aktorzy, sportowcy – dbający o siebie, którzy często mimo deficytu moralności są bardzo mądrymi ludźmi („kawa nie wyklucza herbaty”, jak powiada jedna z bohaterek mojej powieści). Ech, kapuję, Meli, że jednak w skrytości serca Ty także marzysz, że któregoś dnia, okażesz się dla któregoś z tych gwiazdorów przystanią. Że dla Ciebie porzuci cały świat, bo Ty staniesz się jego całym światem. Przyznaj się…

M: Nie Marcinie😊 projektujesz na mnie to, jak postrzegasz kobiety, jakie są w Twoich oczach. Ale czekaj, bo tu o mnie, a przecież przyznałeś się że odkryłeś w sobie kolekcjonera. A drugi wątek, uważasz, że osoba która może być na dłuższy związek jest nudna i nieatrakcyjna? Opowiesz coś więcej?

MMW: Nie, kochanie. Przyznałem się do nieuświadomionego zamknięcia na miłość; do obawy przed zbudowaniem prawdziwej relacji. Nie rozumiałem, że uciekam gdzie pieprz rośnie, gdy zaczyna się robić poważnie, dostrzegając w potencjalnie ważnej relacji milion prawdziwych i urojonych problemów, które kiedyś mogą doprowadzić do katastrofy. A tej, na bank bym ponownie nie przeżył. Uznałem wtedy, że interesuje mnie tylko i wyłącznie miłość, bo każdy kompromis, typu „jakoś to będzie”, to zalażek śmiertelnej choroby, która będzie toczyła związek, doprowadzając go wcześniej niż później do śmierci.

Nadal uważam jedno: żadnych eksperymentów na żywym człowieku, tym bardziej zabaw czyimś kosztem (jak mówiłaś wyżej), tylko dążenie do poznania, aby się przekonać, czy to jest ta właściwa osoba. Bo jeśli to nie jest miłość, która pozwoli kiedyś przetrwać wszystkie burze, pokonać najcięższe próby, to – przynajmniej dla mnie – taki związek nie ma sensu. Mnie już to nie interesuje. Szkoda nie tylko krzywdzić innych, ale i siebie samego. Tyle w temacie…

O autorach:

 

Fot. iStock

Melisandra, Projekt Szczęście, to autorski pomysł fundatorki Fundacji, która występuje pod pseudonimem Melissandra, czyli ta mityczna która służy światłu i wyprowadza innych z cienia. Fundacja jest szczególnym miejscem dla ludzi, którzy po różnych związkach pragną ponownie doświadczyć szczęścia i znaleźć ukochanego i jedynego partnera. Ludzi, którzy, w czasie organizowanych przez Fundację warsztatów, chcą zrozumieć do czego były im potrzebne poprzednie związki, a potrzeba miłości i zrozumienia staje się ich drogą do światła. Warsztaty są miejscem tak dla singli, jak i dla par, które chcą jeszcze zobaczyć czy coś zostało jeszcze z ich miłości i jak tę miłość odnaleźć.

Archiwum prywatne

Marcin Michał Wysocki

Urodzony w 1965 roku w Warszawie, absolwent kilku fakultetów na uczelniach krajowych i zagranicznych, doktor nauk humanistycznych UŁ. Był m.in. asystentem oraz tłumaczem Jeffa Goffa i Jacka Wrighta w musicalu Narzeczona rozbójnika (Teatr Popularny). W Teatrze Ateneum asystował takim osobowościom teatru polskiego, jak: Laco Adamik, Krzysztof Zaleski, Wojciech Młynarski czy Janusz Warmiński. Współpracował z TVP w programach: LUZ, Sportowa apteka, Kawa czy herbata?. Był autorem muzyki do programów Mur, Sportowa Apteka oraz nagrał autorską płytę Head. Próbował swych sił w roli speakera w Radio Zet u Andrzeja Wojciechowskiego. Dotąd wydano sześć pozycji jego autorstwa: pracę naukową Wyznaczniki tożsamości etnicznej […]; wyróżnioną monografię żołnierza AK, Michał Wysocki. Wspomnienia z lat 1921–1955; impresję historyczną Remedium na śmierć – historie prawdziwe; relacje kombatantów z okresu Powstania Warszawskiego, A jednak przeżyliśmy. Niezwykłe wspomnienia, powieść obyczajową Baku, Moskwa, Warszawa oraz zbiór historii o poznawaniu się przez internet #Portal randkowy.


Związek

Kiedy kolejny raz wchodzisz do tej samej rzeki. Dlaczego powtarzamy te same schematy w związkach

Redakcja
Redakcja
17 marca 2021
Fot. iStock/PeopleImages
 

Wracasz do domu, bierzesz głęboki oddech i…znów masz to uczucie, że tkwisz w pułapce, z której musisz się jak najszybciej wydostać. Jeśli właśnie zdałaś sobie sprawę z tego, że w już w kolejnym związku powtarzasz te same dysfunkcyjne wzorce, mimo że to sprawia, że jesteś sfrustrowana i zraniona, pora zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad tym, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego niektórzy ludzie mają skłonność do zaczynania kolejnej toksycznej relacji niemal natychmiast po zakończeniu poprzedniej?Dlaczego kobieta, której rodzice trzymali ją na emocjonalny dystans, powiela ten rodzaj relacji w stosunku do własnych dzieci? Dlaczego tak wiele dorosłych dzieci alkoholików poślubia… alkoholików? I dlaczego ludzie, którzy dorastali w rodzinach, w których występuje przemoc, są bardziej skłonni do powtarzania tych wzorców jako sprawcy lub ofiary?

Schematy, które powtarzamy w relacjach z najbliższymi są swego rodzaju więzieniem, klatką, kadrem, z którego nie wyjdziemy, dopóki nie zrozumiemy jakie mechanizmy nami kierują. I dopóki nie zrozumiemy, dlaczego tak się dzieje.

Dlaczego powtarzamy te same schematy w związkach

Powtarzamy to, co znane

Chociaż wiemy, że partner jest dysfunkcyjny i nie działa na nas dobrze, powtarzamy zachowania z poprzedniego związku, ponieważ wydają się znajome i wiemy, czego się możemy spodziewać. Zbyt często wybieramy coś, co już znamy zamiast nieznanego tylko dlatego, że daje nam to złudne poczucie bezpieczeństwa. Wydaje nam się, że zostajemy w strefie komfortu.

Powtarzamy to, czego nauczyliśmy się jako dzieci

Przekonania, umiejętności radzenia sobie i wzorce zachowań, których nauczyliśmy się w dzieciństwie, są głęboko zakorzenione, pierwotne. Po latach ich używania, trudno je zmienić.

Powtarzamy to, co przysparzało nam cierpienie, w nadziei, że tym razem uda nam się sprostać temu wyzwaniu

Jeśli jako dziecko czułaś się odrzucona, niekochana lub bezsilna, możesz odtwarzać doświadczenia i relacje, w których czujesz się podobnie w nieświadomym przeświadczeniu, że teraz będzie inaczej. Chcesz uleczyć samą siebie poprzez uzyskanie akceptacji lub miłości kogoś, kto w końcu naprawdę cię doceni. A może pragniesz odzyskać poczucie kontroli nad swoim życiem. Niestety, zamiast tego zwykle wybieramy partnerów i przyjaciół, którzy traktują nas tak, jak nasi rodzice, i nadal odgrywamy swoją rolę, z takim samym skutkiem jak w dzieciństwie.

Uważamy, że zasługujemy na cierpienie

Dzieciom, które w dorosłym życiu wybierają patologicznych partnerów, w dzieciństwie mówi się, że są złe i zasługują na zło, które je spotkało.  Słyszą, że są powodem, dla którego tata pije lub rodzina ma tak wiele problemów. I nawet jeśli nie jesteśmy bezpośrednio winni, internalizujemy wstyd naszej rodziny i obwiniamy siebie. Nasza samoocena uległa rozpadowi lub nigdy nie mała okazji się pozytywnie rozwinąć, więc wierzymy, że jako dorośli zasługujemy na emocjonalny ból, znęcanie się, nieudane relacje i wstyd.


Związek

Co czuje mężczyzna, gdy się zakocha?

ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
17 marca 2021
Fot. iStock

” Każdy czuje się zagubiony, gdy nie wie na czym stoi – i facet, i babka. Wyprawia wtedy głupoty…” – zapraszamy na #RozmówkiNieobyczajne – o seksie i nie tylko, damsko-męskie pogaduchy. Odcinek 12

Melisandra: Tyle  się mówi o uczuciach kobiet: złamanych sercach, złości, rozpaczy, depresji  lub wręcz przeciwnie: szczęściu, zakochaniu, motylach w brzuchu, zachwyceniu, radości, podnieceniu, rozkoszy, ufności. A co czuje mężczyzna, gdy się zakocha? Co myśli? Jakie jest jego serce? Co czuje, gdy jest zawiedziony, porzucony? Czy rozpacza? Jaki jest Wasz świat uczuć i emocji? Czy tylko dopamina, adrenalina?

Do tej rozmowy, a może bardziej wywiadu, zaprosiłam Marcina Michała Wysockiego, który pisze w swoich książkach („Baku, Moskwa, Warszawa” oraz „# Portal randkowy”), o świecie uczuć nie tylko kobiet.

Marcin, co czuje mężczyzna, gdy się zakocha?

Marcin Michał Wysocki: Uważam, że jeśli nie myli miłości z zauroczeniem, to generalnie to samo, co kobieta: zawirowanie całego świata (wszystko jest temu uczuciu podporządkowane, i praca, i dzieci, i rodzina, i sen, cały czas…), ekstremalną ekscytację; nieogarnione szczęście, którego nie da się wyrazić ani zmieścić w sobie, dlatego trzeba je wykrzyczeć na całe gardło; drżenie, które nie ugasi nic, nawet wyczynowy sport; radość tak wielką, że bliską rozpaczy; miłość do całego wszechświata i wszystkich istot – żywych i martwych. Dosłownie. Ja pamiętam niezapomniane uczucie, gdy współczułem… popękanym płytom chodnikowym, że są chore. Wiem jak to brzmi😊.

M: Piękne i widzę Cię rozmodlonego z miłością nad tymi płytami😊. Jakie jest serce mężczyzny, na co jest wrażliwe czy potrafi się w pełni oddać?

MMW: Nie każdy CZŁOWIEK, nie tylko mężczyzna, potrafi się w pełni oddać czy choćby otworzyć. Jak wiesz, nie rozróżniam w ten sposób płci, co Ty. Wszystko tu, uważam, zależy od genów, wychowania i doświadczeń. Od tego, ile przeszliśmy.

Ja, na przykład, sądziłem, że jestem gotów na miłość, już po roku od rozwodu, lecz doprawdy nie byłem. Wszyscy mi powtarzali, że to zbyt krótko, lecz nie docierało to do mnie. Nie wiedziałem, że głową nadal jestem w środku tamtej przestrzeni, no bo nie relacji, która już faktycznie nie istniała. Ale przestrzeni – to dobre słowo. Nadal tkwiłem w ukrytym bólu, w podświadomym przetwarzaniu danych, mieleniu na okrągło przyczyn i opłakanych skutków. Z czasem może tego nie było widać we mnie na pierwszy ani na drugi rzut oka, bo się uśmiechałem i na pozór normalnie żyłem. Jednak to krążyło w moich żyłach, niczym czarne, zgniłe, martwe krwinki. Po trzech latach odkryłem, że dotąd pierwsze słowo, które cisnęło mi się na usta zamiast „rozwód”, to było: „pogrzeb”. Czy, Twoim zdaniem, taki człowiek może się komuś w pełni oddać, skoro nadal sam nie należy do siebie ani do nikogo innego? Niby dusza w czyśćcu? Mimo że pragnie bliskości z kimś innym najbardziej na świecie? Myślę, że lepiej, gdy Ci zilustrowałem na swoim przykładzie, jak potrafimy odczuwać, niż bym Ci o tym opowiadał słowno-muzycznie.

Jak mówiłem, uważam, że generalnie jesteśmy – kobiety i mężczyźni – do siebie bardzo podobni – szczególnie w tych metroseksualnych czasach coraz bardziej, choć dysponujemy nieco odmiennymi narzędziami psychofizycznymi. Stąd my, faceci, mamy mimo wszystko większą trudność w wyrażaniu uczuć od Was. Statystycznie mówię, bo ja – jak wiesz – mogę gadać bez brania oddechu😊.

M: Fakt, czasem trudno zrozumieć, o co Wam chodzi. A jak jest wysoki poziom frustracji, to wybuchacie albo gdzieś idziecie sobie. Powiedz, jaki jest Wasz świat uczuć? Czy istnieje empatia, delikatność, strach przed zranieniem ? Bo nie wierzę w „zimnych drani”, czujecie? Prawda?

MMW: Oczywiście, tylko często nasze reakcje są mniej otwarte, więc dla Was nieczytelne. Wydają się zamknięte, pozornie chłodne albo odwrotnie: wybuchowe i agresywne. Jesteśmy – of kors moim zdaniem i statystycznie – od Was prostsi, mniej komunikatywni, a przez to słabiej radzimy sobie z nagłymi, wielkimi emocjami. Nie umiemy znaleźć dla nich ujścia. Wyobrażasz sobie faceta, który po rozstaniu, gada o tym całymi godzinami, a nawet dniami, płacząc kolegom do telefonu? Okej, ja też sobie wyobrażam, droga Meli, jednak nie jest to ani statystyczny facet, ani statystyczny Polak. Chyba się zgodzisz?

M:  A to różnie😊. Czasem obdzwonicie pół Polski, żeby powiedzieć, jaka to wredna suka i wszystko jej wina. Jednak tu powiedzmy, że my też to robimy😊.

A czym jest dla Was poczucie bezpieczeństwa? Czy oprócz tego, że sami dajecie to, czy też pragniecie tego od nas kobiet?

MMW: Absolutnie tak. Uważam, że obok kompleksów, czy inaczej: niedowartościowania, właśnie brak poczucia bezpieczeństwa, to przyczyna największej liczby dramatów. Każdy czuje się zagubiony, gdy nie wie na czym stoi – i facet, i babka. Wyprawia wtedy głupoty…

M:  A co, gdy jest ten moment rozstania? Czy to tylko złość czy też żal? Odcinanie uczuć?

MMW: To wszystko zależy od tylu czynników, że trudno odpowiedzieć na Twoje pytanie w nawet 10 zdaniach… Najkrócej ujmując, jak mówiłem: zależy od genów, wychowania i doświadczeń.

M: Kiedy mężczyzna płacze ?

MMW: Gdy jest prawdziwym facetem bez kompleksów, bez źle rozumianej dumy, który nie wstydzi się łez (pomijam mazgai😊) i swoich prawdziwych uczuć. Gorzej, gdy tego nie potrafi, tłumi emocje, a potem, to już kto wie jak je i na kim rozładuje. Może na sobie? Albo na kimś niewinnym?

M: Co dla Was jest ważne w związku, jakie emocje, uczucia?

MMW: Znów bardzo trudna sprawa. Mogę tylko powiedzieć, co dla mnie jest ważne, ale czy tak mają inni i ilu ich jest – nie wiem. Oddanie, lojalność, bliskość, prawda, nieudawane partnerstwo, wzajemny szacunek i wynikające z niego tysiąc spraw – od drobiazgów, typu nie spóźnianie się, po rzeczy ważne, jak słuchanie siebie nawzajem. To taka nieprzekombinowana i krótka lista, ale chyba najlepiej oddająca, co myślę.

M: Jakich uczuć oczekujecie od wymarzonej partnerki ?

MMW: Pewnie takich samych jak powyżej, skoro te są dla mnie ważne… Zgadzasz się z moją listą?

M: To, że jesteśmy z zupełnie dwóch różnych światów, to już wiem od kilku wspólnych artykułów😉. Dlatego, no właśnie nie, nie zgadzam się, że takich samych. Dla mnie, to nie uczucia, a lista nawyków i zachowań, bo tak należy. Może być wielka miłość i namiętność, przy braku bliskości, bo miłość pojawia się wtedy, kiedy jest się na odległość. Bo jest tęsknota. To też jest miłość.

Uczucie rodzi się w człowieku, jest wszechobecne. To nasza odpowiedź na zaspokojenie lub niedobór potrzeb akceptacji, miłości i poczucia własnej wartości.

Nie jestem psychologiem i już się nie wymądrzam, ale jestem uparta i… Marcinie… jakie uczucia budzi w Tobie wymarzona wybranka? Gdy jest przy Tobie, jakie uruchamia emocje? Jak reaguje Twoje ciało – i nie mówię tu o jednym organie😊.

MMW: Po pierwsze, fizycznie, gdy ją spotykam, to najpierw widzę oczy. W nich się odbija ludzka dusza. Wie o tym główny bohater mojej powieści „Baku, Moskwa, Warszawa”. Jako artysta przykłada wielką wagę do ich uważnego odwzorowywania w swoich pracach, gdyż za ich pomocą oddaje się wszelkie niuanse psychologiczne postaci, jej stany, uczucia i nastroje. Można też nimi wszystkiego dokonać w realnym świecie z drugą osobą – choćby przyciągnąć albo brutalnie odepchnąć. A nawet zmrozić… Potem chcę poczuć jej zapach, dlatego przyciągam ją do siebie i przytulam. Jest w tym odruchu ciepło, kilka szalejących zmysłów i dotyk – zakładam, że znanego mi – i oddanego ciała.

Psychicznie zaś, widok najbliższej mi sercu dziewczyny, wywołuje przede wszystkim potrzebę bliskości, wypełnienia sobą każdej wolnej przestrzeni między nami. Czasem więc chodzi o tkliwość, a czasem dziki żar, każący uwięzić jej dłonie w swoich, odwrócić tyłem i…  mniejsza o szczegóły.

M: Mrrrrrrr…

O autorach:

 

Fot. iStock

Melisandra, Projekt Szczęście, to autorski pomysł fundatorki Fundacji, która występuje pod pseudonimem Melissandra, czyli ta mityczna która służy światłu i wyprowadza innych z cienia. Fundacja jest szczególnym miejscem dla ludzi, którzy po różnych związkach pragną ponownie doświadczyć szczęścia i znaleźć ukochanego i jedynego partnera. Ludzi, którzy, w czasie organizowanych przez Fundację warsztatów, chcą zrozumieć do czego były im potrzebne poprzednie związki, a potrzeba miłości i zrozumienia staje się ich drogą do światła. Warsztaty są miejscem tak dla singli, jak i dla par, które chcą jeszcze zobaczyć czy coś zostało jeszcze z ich miłości i jak tę miłość odnaleźć.

Archiwum prywatne

Marcin Michał Wysocki

Urodzony w 1965 roku w Warszawie, absolwent kilku fakultetów na uczelniach krajowych i zagranicznych, doktor nauk humanistycznych UŁ. Był m.in. asystentem oraz tłumaczem Jeffa Goffa i Jacka Wrighta w musicalu Narzeczona rozbójnika (Teatr Popularny). W Teatrze Ateneum asystował takim osobowościom teatru polskiego, jak: Laco Adamik, Krzysztof Zaleski, Wojciech Młynarski czy Janusz Warmiński. Współpracował z TVP w programach: LUZ, Sportowa apteka, Kawa czy herbata?. Był autorem muzyki do programów Mur, Sportowa Apteka oraz nagrał autorską płytę Head. Próbował swych sił w roli speakera w Radio Zet u Andrzeja Wojciechowskiego. Dotąd wydano sześć pozycji jego autorstwa: pracę naukową Wyznaczniki tożsamości etnicznej […]; wyróżnioną monografię żołnierza AK, Michał Wysocki. Wspomnienia z lat 1921–1955; impresję historyczną Remedium na śmierć – historie prawdziwe; relacje kombatantów z okresu Powstania Warszawskiego, A jednak przeżyliśmy. Niezwykłe wspomnienia, powieść obyczajową Baku, Moskwa, Warszawa oraz zbiór historii o poznawaniu się przez internet #Portal randkowy.


Zobacz także

Kryzys w związku

„Małżeństwo nauczyło mnie pokory wobec zmian”. Lekcje, które dało mi moje małżeństwo

Kilka zwykłych pytań, dzięki którym twój związek będzie szczęśliwy

Dlaczego związki się rozpadają? Zdaniem terapeutów par, przyczyny ukrywają się za trzema słowami…