Macierzyństwo Zdrowie

W jaki sposób narażamy nasze dzieci na alergie?

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
9 października 2016
 

Nie jest tajemnicą, że liczba alergików z każdym rokiem regularnie wzrasta. Niestety alergia coraz częściej dotyka młodsze dzieci.

Przyczyn alergii jest bardzo wiele, najczęściej odpowiedzialny za to jest czynnik genetyczny (jeśli jeden z rodziców choruje ryzyko wynosi 20-40% a gdy oboje 50-80%) natomiast ogromne znaczenie ma również czynnik środowiskowy. W wielu przypadkach u dzieci obciążonych genetycznie, zadbanie o odpowiednie otoczenie może zapobiec rozwojowi alergii.

Według badań częściej na alergie chorują dzieci wychowujące się w miastach niż na wsiach, co jest dosyć logiczne: duże natężenie spalin, zanieczyszczeń oraz chemikaliów, które mocno nadwyrężają układ odpornościowy. Nic więc dziwnego, że słabsze organizmy nie dają sobie z tym rady.

Co jeszcze może osłabić lub zaburzyć pracę układu odpornościowego dziecka zwiększając przy tym ryzyko wystąpienia alergii?

– Nadmierna czystość
Częste sprzątanie, mycie, dezynfekowanie, kąpiele kilka razy dziennie, nadmierne używanie kosmetyków antybakteryjnych czy detergentów. Alergolodzy informują, że częściej wśród ich pacjentów są dzieci z domów w których rodzice za bardzo przestrzegają higieny (nie znaczy to, żeby całkowicie z tego rezygnować!).

– Nadmierny bałagan
W niektórych domach nie ma czasu na regularne porządki i przechodzimy w drugą skrajność – nadmiar kurzu, brudu, pleśni, grzybów, roztoczy – to również zwiększa ryzyko wystąpienia alergii.

– Dym tytoniowy
Jeden z najczęstszych winowajców alergii. Dzieci, które przebywają w towarzystwie osób palących (nawet jeśli nie są przy samym paleniu, ale wdychają dym z ubrań czy rąk) są narażone na alergie, w tym niebezpieczną astmę oskrzelową. Dlatego kobiety w ciąży i dzieci powinny jak najrzadziej przebywać wśród palaczy a na pewno nie wolno palić w ich towarzystwie.

– Zwierzęta w domu
Koty, psy, papugi, chomiki czy kanarki. Nasze pupile mogą wywołać alergie u maluszków. Warto zatem zadbać o właściwą higienę: często sprzątać po zwierzakach (klatki, kuwety, posłania do spania itp), kąpać zwierzęta, wietrzyć mieszkanie.

– Dieta
Zarówno dieta matki karmiącej jak i dieta dziecka po wprowadzeniu pokarmów stałych może wywołać reakcje alergiczne. Złe odżywianie – przeładowane sztucznymi, przetworzonymi składnikami i barwnikami jest tego częstą przyczyną.

– Leki i antybiotyki
Pomagają ale i szkodzą. U wielu dzieci częste leczenie antybiotykami i lekami może wywołać alergie nie tylko na składniki leków ale również osłabić układ odpornościowy i wywołać alergie wziewne, pokarmowe czy skórne na inne alergeny.

– Choroby wirusowe, bakteryjne i infekcje
Również przyczyniają się do osłabienia układu odpornościowego i narażają go na nieprawidłową pracę co może wywołać alergie. Dlatego warto robić wszystko, żeby zadbać o zdrowie swojego dziecka (unikanie ludzi chorych, mycie rąk przed kontaktem z dzieckiem, regularne odwiedzanie pediatry itp a gdy dziecko zachoruje – starać się jak najbardziej wzmacniać jego układ odpornościowy prawidłową witaminową dietą, ruchem, nie przegrzewaniem, unikaniem nadmiernego stresu u dziecka).

Unikanie perfum w kontakcie z niemowlętami
Perfumy i kosmetyki perfumowane mogą również zwiększyć ryzyko rozwoju alergii u maluchów. Zbyt intensywne zapachy drażnią delikatny układ oddechowy niemowląt i nie tylko mogą być przyczyną rozdrażnienia i płaczu dziecka ale również mogą mieć wpływ na rozwój alergii.

Te wszystkie czynniki wynikają z rozwoju cywilizacyjnego. Mówi się, że co trzeci noworodek znajduje się w grupie wysokiego ryzyka rozwoju alergii.

„W okresie niemowlęcym najczęściej występują wyprysk oraz alergie pokarmowe, astma często rozwija się w wieku przedszkolnym, a katar sienny w wieku szkolnym.
Takie przejście od jednego typu alergii do następnego zwane jest „marszem alergicznym”. U niemowląt z historią występowania tej choroby w rodzinie wyprysk jest często jej pierwszą manifestacją, która w późniejszych okresach życia ewoluuje w kierunku innych schorzeń o podłożu alergicznym.”

Analizując literaturę i własne doświadczenie (niestety mam przyjemność mieć alergie wziewną i pokarmową) wychodzi na to, że przyczyna leży głównie w zanieczyszczonym środowisku, paleniu papierosów i nadmiernym natężeniu chemii w najbliższym otoczeniu (środki czystości, kosmetyki, jedzenie).

Więc jaki styl życia warto wprowadzić u siebie i swojego dziecka, żeby zmniejszyć ryzyko wystąpienia alergii?

Wybierać jak najmniej chemicznych kosmetyków i środków czystości (teraz jest duży wybór kosmetyków hipoalergicznych, ekologicznych i naturalnych. Tylko polecam czytać etykiety, bo łatwo się złapać na marketingowe ściemy),

Nie przesadzać z nadmierną czystością, ale też nie wychowywać dziecka w nadmiernym bałaganie – warto zachować zdrowy rozsądek,

Unikać palaczy a na pewno nie palić w domu ani nie pozwalać na palenie gościom. Nie pozwalać też wdychać dziecku dymu z ubrać czy rąk palaczy,

Pilnować zdrowej, nieprzetworzonej diety zarówno u siebie jak i dziecka,

Karmić piersią (u maluchów),

Dzieci wychowywane w mieście zabierać na wycieczki do lasu czy na wieś.

Jeśli rodzice mają inne choroby o podłożu autoimmunologicznym, dziecko nie tylko jest obciążone genetycznie tymi chorobami, ale również alergią – nawet jeśli rodzice jej nie mają. Oczywiście na alergie mogą chorować również dzieci, których rodzice są w pełni zdrowi (ok 15%), więc wszelkie środki ostrożności warto zachować u każdego dziecka.

Więcej o alergiach możecie przeczytać tu:
– http://www.poradnikmamy.pl/dzieci-z-alergia/zagadnienia/wszystko-o-alergii-czyli-definicja-objawy-i-przyczyny.html
– http://www.zdrowystartwprzyszlosc.pl/zywienie-dzieci/alergie/zmniejsz-ryzyko-alergii
– Polecam też książkę dr Danuty Myłek „Alergie”.


Macierzyństwo Zdrowie

Pierwszy trymestr życia dziecka – czemu jest taki ważny?

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
12 października 2016
 

Pierwsze trzy miesiące po porodzie to trudny okres zarówno dla matki jak i dziecka. Zawsze się mówi: „najgorsze pierwsze trzy miesiące”, „najtrudniejsze pierwsze trzy miesiące”. Dlaczego? Powodów jest wiele. Wielu psychologów i pediatrów uważa, że ciąża homo sapiens powinna trwać 12 miesięcy, ale ze względu na szybko rozwijający się mózg i rozmiar głowy, nie możliwe byłoby urodzenie dziecka w 12 miesiącu ciąży (zobaczcie sobie jakiej wielkości jest trzymiesięczne dziecko – moja córka jest na tym etapie ma 70 cm i waży 7 kg ;)). Ale idąc tą myślą to pierwszy trymestr życia dziecka to tak naprawdę czwarty trymestr ciąży. Nawet jeżeli ta teoria jest na wyrost, to warto w ten sposób traktować dziecko. Dlatego powinno być pod szczególną ochroną w pierwszych miesiącach życia.

Co to znaczy „pod szczególną ochroną”?
Dziecko dopiero przyszło na świat. Wcześniej żyło sobie w przyjemnej, cieplutkiej, ciasnej macicy. Czuło się tam bezpiecznie, było przyjemnie, a nagle nie wiadomo czemu ten bezpieczny domek zaczyna się „psuć”. Coś je pcha, uciska, przeciska, aż nagle jakieś ręce wyciągają je na zewnątrz do wielkiego, przerażającego, głośnego i zimnego świata! Nie wiadomo co się dzieje i dlaczego! Poród dla malucha to trauma (dobrze, że tego nie pamiętamy!), ale na szczęście natura tak nas zaprogramowała, że po chwili gdy trafimy na kojące ręce mamy, pewne rzeczy stają się dla nas znajome: głos, zapach, bicie serca. Jest przyjemniej i bezpieczniej. Przez chwilę. Potem znowu ktoś nas przekłada, bada, rozbiera, ubiera, myje. Każdy silniejszy dotyk sprawia ból, pierwsze oddechy też nie są przyjemne i wywołują lęk – bo maluszek tego nie zna. Światła, hałasy, mnóstwo głosów… CO SIĘ WŁAŚCIWIE DZIEJE?! GDZIE JA JESTEM?! WŁÓŻCIE MNIE Z POWROTEM!

Kolejne dni dla noworodka to dni pełne wyzwań, stresu, ale też radości. Często my – dorośli, oczekujemy od takiego maluszka, żeby „poczekało”, „zrozumiało”, „nie płakało”, „nie wisiało cały dzień na cycku” itd. Ale gdybyśmy spróbowali wczuć się w jego psychikę i zrozumieć jak ogromnym wysiłkiem zarówno psychicznym jak i fizycznym jest życie w pierwszych tygodniach po porodzie, to łatwiej by było przez to wspólnie przejść.

Wyobraźcie sobie, że nagle budzicie się na drugim końcu świata, w jakiejś dżungli, gdzie mieszkańcy mówią obcym językiem, nie noszą butów i ubrań, jedzą to co zbiorą czy upolują, śpią w namiotach albo pod gołym niebem, jest potworny upał. Musicie tam przeżyć kolejne kilka miesięcy. Nie czulilibyście lęku, strachu, obaw? Nie szukalibyście kogoś kto się Wami zaopiekuje, kto poprowadzi w tej obcej kulturze, przy kim czulibyście się bezpiecznie? Nie byłoby miło przytulić się do kogoś w nocy wiedząc, że wokół Was grasuje dzika zwierzyna?

Podobnie czuje się noworodek. Dlatego przez te pierwsze miesiące życia powinniśmy być szczególnie wyrozumiali dla naszego dziecka i nie narażać go na nadmierny stres. Powinniśmy odcinać niepotrzebne bodźce, nie spraszać do domu tłumów gości, nie przemęczać dziecka wypadami w głośne i hałaśliwe miejsca, po prostu zapewnić mu ciepłe schronienie, spokój, zapewnić bezpieczeństwo i zaspokoić potrzebę bliskości.

Pierwszy trymestr życia dziecka jest ważny, ponieważ dopiero kształtuje się jego układ odpornościowy, jego ciało adaptuje się do życia pozapłodowego. Dlatego u noworodków często pojawiają się problemy skórne, które mijają zamoistnie po kilku tygodniach, powoli rozprostowują się stawy, wzmacniają mięśnie, wyostrza się wzrok, słuch, węch, dotyk, smak, dojrzewa przewód pokarmowy – stąd kolki, które mijają zwykle po trzecim miesiącu czy częste czkawki i ulewanie. Nie bez powodu przez pierwsze trzy miesiące należy też podawać witaminę K. Ogólnie dziecko przystosowuje się do życia w naszym świecie i my – rodzice mamy za zadanie jak najbardziej mu w tym pomóc, ale powinniśmy pozwolić mu to robić w swoim tempie.

W pierwszym trymestrze życia dziecka jest też największe zagrożenie nagłą śmiercią łóżeczkową. Po czwartym miesiącu ryzyko spada aż o 80%.

A co najważniejsze dla tego okresu – to jest to czas w którym dziecko poznaje się z rodzicami, a my – rodzice poznajemy dziecko i jego temperament. Obserwujemy jego potrzeby, zachowania, nastroje, upodobania. To jest czas kiedy stabilizujemy jego tryb życia, uczymy pierwszych najważniejszych rzeczy, które zapoczątkują kolejne ważne etapy w jego życiu.

Od tego jak nasze dziecko zacznie swoje życie w naszym świecie, zależy jak ono będzie się wyglądało w przyszłości. Dlatego dajmy dziecku czas, spokój i siłę. Na gości, imprezy, wyjazdy i masę atrakcji przyjdzie czas jak podrośnie. A tym czasem rozkoszujmy się pierwszymi chwilami z naszym maluchem w ciszy i spokoju.


Macierzyństwo Zdrowie

Zrozum Matkę nie śpiącą, całą dobę czuwającą!

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
5 października 2016

Każda matka musi przez to przejść. Zarwane noce, ciągłe zmęczenie, dosypianie na stojąco podczas gotowania obiadu… Pojawia się dziecko i poza oczywistym wstawaniem co chwilę na karmienie, przewijanie, kolki czy płacz z tęsknoty za mamą, pojawia się przewlekły niedobór snu, który wpływa nie tylko na zdrowie i samopoczucie, ale również zachowanie i stan psychiczny.

Niedawno czytałam o kobiecie, która 2 lata leczyła depresje na którą nie działały żadne leki i terapie, a minęła samoistnie gdy jej dziecko w wieku 2 lat zaczęło w końcu przesypiać całe noce! 2 lata bez ciągłego snu!

Moja córka ma skończone 3 miesiące i przez pierwszy miesiąc wstawałam do niej co 2-3 godziny. Zdarzało się, że co godzinę. Później udawało jej się przespać ciągiem koło 4 godzin, a teraz potrafi usnąć po 22.00 i obudzić się dopiero o 5.00 rano na karmienie i dospać jeszcze do 8.00. Wydawałoby się „miodzio”, ale podczas tego przesypiania od 22.00 do 5.00 po drodze budzę się na odciąganie pokarmu, bo jest go za dużo i oczywiście budzi mnie jej stękanie przez sen czy wiercenie się, ponieważ „na wszelki wypadek” muszę sprawdzić czy się przypadkiem nie obudziła.

Znam jednak mnóstwo matek, które od miesięcy czy lat nie miały okazji przypomnieć sobie czym jest ciągły 8-godzinny sen (ba, nie wiedzą co to znaczy przespać chociaż 3-4 godziny!), który jest tak koszmarnie ważny dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Do tego te mordercze instynkty, które zapalają się w nas gdy słyszymy „ale super! Twój maluch przesypia całą noc z przerwą na dwa karmienia w nocy! Rewelacja! Czyli możesz się już wyspać!”. Jasne… tylko, mimo, że Matka śpi w sumie 7-8 godzin, nie oznacza, że śpi CIĄGIEM 7-8 godzin. Więc paradoksalnie budząc się co 2-3 czy nawet 5 godzin a potem dosypiając na kolejne 2 godziny w żadnym wypadku nie jest wypoczęta czy wyspana jak osoby, które przesypiają ten sam czas jednym tchem.

Co nam daje sen?
„- Sen pomaga w odzyskaniu energii, wspomaga procesy myślowe, organizuje wspomnienia, wzmacnia odporność, pomaga nam schudnąć itp.
– Niedobór snu sprawia, że mamy gorszy nastrój i trudności z oceną sytuacji, może także skłaniać nas do podejmowania złych decyzji, może prowadzić do wypadków samochodowych, chorób serca… a nawet raka. (…)
– Dzieci częściej się budzą, ponieważ mają krótsze cykle snu od osób dorosłych (sześćdziesiąt minut wobec dziewięćdziesięciu).”

„Jeśli masz małe dziecko, to już pewnie wiesz, jak szybko narasta twoje zmęczenie, gdy jesteś zmuszona wstawać kilka razy w trakcie nocy. Częste pobudki sprawiają, że w czasie płytkiego snu często się wiercimy, a także skracamy liczbę godzin spędzonych w głębokim, regenerującym śnie, niezbędnym do przygotowania naszych ciał i mózgów na wyzwania dnia następnego.

Chroniczny niedobór snu powoduje:
– Spadek nastroju. Narzekamy, czujemy się nieszczęśliwi i jesteśmy pełni pretensji.
– Pogorszenie koordynacji ruchowej. Stajemy się niezdarni, tracimy równowagę i jesteśmy podatni na wypadki.
– Trudności intelektualne. Stajemy się zapominalscy i zdezorientowani.
– Spadek odporności. Przybieramy na wadze i cierpimy na problemy zdrowotne, od kiepskiej cery po nowotowy.”

„Uwaga: Jeśli budzisz się co dwie godziny, bo twoje dziecko płacze, po siedmiu godzinach snu możesz czuć się tak zmęczona, jak gdybyś spała przez jedyne cztery godziny. Dzieje się tak dlatego, że twój mózg nie ma szansy wydostać się z fazy płytkiego snu. On po prostu nie ma kiedy wkroczyć w błęboką, regenerującą 3.fazę snu NREM”.

/powyższe cytaty pochodzą z książki „Najszczęśliwszy śpioch w okolicy” Harvey Karp/

Jak widzicie zarówno niedobór snu jak i regularnie przerywany sen powoduje koszmarne skutki. Nic dziwnego, że jesteśmy rozdrażnione, zirytowane, nie mamy na nic ochoty i wszystko nas wkurza, a najbardziej komentarze wyspanych mężów: „super, że dziecko nam tyle godzin ciągiem przesypia!”. Tylko do tych naszych nocek dochodzi jeszcze zmęczenie w ciągu dnia, płacz dziecka, setki przewijań, karmień, godziny noszenia tych klocków na rękach czy w chuście, zabawa i pilnowanie by sobie nic nie zrobiły. Usypianie w ciągu dnia też nie zalicza się do najłatwiejszych, a po całym dniu wrażeń przychodzi wieczór gdzie dziecko wcale tak chętnie nie chce usypiać. Nie wiem jak starsze dzieci, ale nasz maluch finalnie usypia dopiero o 22.30. Kąpiemy ją po 19.00, więc od tego czasu do 22.30 mamy maraton marudzeń, płaczu, wiszenia na cycku, przysypiania i budzenia się (tak, nasz Aniołek marudzi. Głównie wieczorem).

Harvey Karp opisał to w ten sposób: „(…) Kontrola stanów emocjonalnych wyjaśnia jeszcze jedną tajemnice: dlaczego wiele niemowlaków często płacze w porze kolacji (w tzw. godzinie duchów). Pod koniec dnia dzieci ze słabą kontrolą stanów emocjonalnych po prostu „mają już dość” – po całym dniu wypełnionym ekscytującymi sprawami (i ze zdecydowanym niedoborem uspokajającego przytulania, kołysania i ssania). Ich zdolność do spokojnego prowadzenia łodzi po morzu temperamentu zostaje podważona i zamieniają się w zapłakane, wymachujące rękami wściekłe stworzonka. Nie martw się, jeśli twoje maleństwo ma słabą kontrolę stanów emocjonalnych – wyrośnie z tego. Ale to oznacza, że będziesz musiała włożyć więcej wysiłku w uspokajanie i usypianie go”.

Idealnie opisuje to naszą córkę. W dzień świetnie się bawi, śmieje, współpracuje, ale też wymaga sporo uwagi, natomiast wieczorem przychodzi pora murudzenia i męczących prób usypiania, które finalnie i tak kończą się uśnięciem na cycku o 22.30 mimo prób wcześniejszego usypiania na milion sposobów. Nawet jak przyśnie, to i tak się wybudza i uśnie sama o 22.30.

Pamiętam pierwsze tygodnie po porodzie, gdzie zmęczenie + brak snu wywoływało u mnie myśli, których nigdy nie chciałabym nikomu powiedzieć. Od zawsze mój organizm był w stanie funkcjonować jedynie przy odpowiednim wyspaniu się – czyli 8 godzin snu, bez wczesnego zrywania się z łóżka. Do tego jestem migrenowcem – więc tylko inni migrenowcy są w stanie zrozumieć co oznacza przewlekły niedobór snu dla osoby z migreną, zwłaszcza przy karmieniu piersią gdzie nie wolno brać leków. (Dziś jest u mnie ten cudowny migrenowy dzień po kilku męczących i stresujących dniach – badania u dziecka – oraz gorzej przespanych nocach).

Dlatego drogie Matki, pamiętajcie, że nie jesteście w tym same! Każda z nas przechodzi przez niedospaną mękę. Niech do tego dojdzie wspomniany wyżej ból głowy albo grypa to przestajemy pamiętać swoje imie a do sklepu potrafi wyjść w spodniach od piżamy i puchatych kapciach a jak ktokolwiek spróbuje nam powiedzieć: „dasz radę! super sobie radzisz przy dziecku!’ to mamy ochotę go zabić. Tak już jest i tak będzie.

Niektóre mamy mają to szczęście, że udaje się ustalić dyżury nocne z tatusiami, którzy wstają zmieniać pieluchy, przystawiają dziecko do maminego cyca (lub karmią butelką nie budząc przy tym mamy) i później usypiają pozwalając tym sposobem mamie się wyspać, ale niestety jednak z racji, że tatusuowie wstają do pracy to większość z nas odpuszcza takie układy i nocne dyżury zostawia tylko sobie.

Staramy się w ciągu dnia drzemać kiedy dziecko śpi, ale kto pozmywa, posprząta, ugotuje, upierze, zrobi zakupy, zapłaci rachunki? Za dużo spraw mamy, żeby te jedyne 2 godziny drzemki wykorzystać na spanie. Chociaż warto czasami rzucić do wszystko w cholerę i faktycznie położyć się obok dziecka i iść spać. Bo prędzej czy później nasz organizm sam się o odpoczynek upomni i „odwdzięczy” – spadkiem odporności i infekcjami, bólami głowy, histerią i ciągłymi konfliktami z całym światem.