Choroby Zdrowie

Łysienie plackowate – przyczyny, objawy i leczenie

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
30 marca 2022
łysienie plackowate, łysa kobieta
fot. Kyryl Gorlov/iStock
 

Łysienie plackowate to jedna z częstszych przyczyn wypadania włosów. Choć dotyka osoby w każdym wieku, to najczęściej zmagają się z nim młode osoby – poniżej 30. roku życia. Czym dokładnie jest łysienie plackowate i jakie są jego objawy?

Łysienie plackowate – przyczyny

Gęste, zdrowe i bujne włosy są marzeniem każdego. Niestety, szacuje się, że najczęstszą przyczyną wypadania włosów u osób przed 30. rokiem życia jest łysienie plackowate. To przewlekła choroba skórna, której przyczyny do końca nie zostały poznane. Najprawdopodobniej ma ona podłoże autoimmunologiczne – nieprawidłowości prowadzą do autoregresji błędnie funkcjonującego układu odpornościowego, który meszki włosowe uznaje za „obce”, a w konsekwencji atakuje je. Meszki włosowe zostają uszkodzone, włosy przerzedzają się i zaczynają wypadać. Nadmierne wypadanie włosów może być również dziedziczone, choć nie jest to regułą. Łysienie plackowate, będące wynikiem stanu zapalnego w organizmie, towarzyszy różnego rodzaju chorobom np. zapaleniu tarczycy, atopowemu zapaleniu skóry czy cukrzycy typu 1. Z chorobą zmagają się również niektóre osoby z zespołem Downa (około 10 proc. osób).

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Jada Pinkett Smith (@jadapinkettsmith)

Łysienie plackowate – objawy

Objawy łysienia plackowatego są dość charakterystyczne. Pierwsze sygnały zwiastujące chorobę najczęściej pojawiają się w dzieciństwie lub młodym wieku. Włosy na głowie, zaroście na twarzy lub innych owłosionych miejscach na ciele, zaczynają wypadać. Pierwsze ogniska łysienia plackowatego kształtem przypominają monetę. Z czasem pojawiają się kolejne, większe ogniska przypominające plamy o średnicy od 5 do 10 cm. Obserwujemy je nie na całej głowie, ale na ograniczonej powierzchni. Choć łysienie plackowate zazwyczaj pojawia się w wyniku stanu zapalnego, to nie towarzyszą mu objawy dla niego typowe np. rumień na skórze głowy. Niekiedy pojawia się swędzenie skóry łysiejącego miejsca. Szacuje się, że około 15-25 proc. chorych traci wszystkie włosy na głowie.

Zobacz również: Łysienie to nie tylko męski problem. Wszystko, co musisz wiedzieć o wypadaniu włosów

Rodzaje łysienia plackowatego

Łysienie plackowate może przybierać różne formy, dlatego też dzielimy je na:

  • Całkowite – utrata wszystkich włosów na głowie,
  • Uogólnione – utrata wszystkich włosów na całym ciele,
  • Wieloogniskowe – wyraźne odgraniczenie łysiny w więcej niż jednym miejscu,
  • Ogniskowe – ognisko łysienia występuje w obrębie jednej partii ciała,
  • Złośliwe – utrata włosów i brak tendencji do ich odrastania,
  • Pasmowate – utrata włosów charakterystycznymi pasmami wokół głowy – okolice skroniowe, potyliczne i czołowe,
  • Rozlane – równomierna, niebliznowaciejąca utrata owłosienia skóry głowy. Wyodrębnienie poszczególnych ognisk jest niemożliwe.

Łysienie plackowate może mieć charakter:

  • nawrotowy – włosy wypadają, przestają wypadać, odrastają, a po pewnym czasie ponownie zaczynają wypadać,
  • przewlekły – włosy wypadają cały czas, bez żadnej przerwy.

Łysienie plackowate – typy

Łysienie plackowate może charakteryzować się wieloletnim okresem trwania choroby. Jeśli schorzenie trwa dłużej niż dwa lata i wykazuje przewlekłą postać, to rokowania są gorsze. Ze względy na aspekt prognostyczny wyróżnia się cztery typy łysienia:

  • typ pospolity – wyróżnia się szybkim pojawieniem i samoistnym ustępowaniem zmian,
  • typ atopowy – występuje u osób z wywiadem atopowym, u których  łysienie najczęściej jest rozległe,
  • typ kombinowany – odnosi się do osób ze współistniejącymi zaburzeniami narządów wewnątrzwydzielniczych np. tarczycy,
  • typ hipertoniczny – ogniska zlewają się w większą całość.

Jak przebiega leczenie?

Leczenie łysienia plackowatego nie ma jednego, konkretnego i dającego sto procent gwarancji schematu. Leczenie jest trudne, długotrwałe, zależne od wieku i nasilenia choroby. W sporadycznych przypadkach włosy samoistnie przestają wypadać i zaczynają odrastać. By umożliwić włosom jak najszybszy odrost trycholog może zalecić:

  • Mezoterapię igłową – systematyczne wstrzykiwanie substancji odżywczych do komórek włosa.
  • Mezoterapie mikroigłową – systematyczny zabieg nakłuwania skóry głowy specjalnym wałeczkiem. Pacjent wykonuje go samodzielnie w domu.
  • Krioterapię – miejscowe schładzanie tkanek skóry głowy zalecane jest sporadycznie. Nadmierne obniżanie temperatury może uszkodzić meszki włosowe.
  • Stosowanie silnych preparatów na porost włosów – np. minoksydyl (płyn do skóry głowy pobudzający porost włosów, oparty na 5 proc. minoksydylu).
  • Systematyczne naświetlanie skóry głowy wyselekcjowanymi promieniami UVA.

źródło: poradnik zdrowie, medonet 

Choroby Zdrowie

Mąż marzy o seksownej damskiej bieliźnie. Co z tego? Tylko że on chce mieć ją na sobie!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
30 marca 2022
bielizna, ubrania
Fot. iStock/Maciej Bledowski
 

Damska bielizna – on chce ją nosić i się w niej kochać! Nie powiedział mi o tym od razu. Dowiedziałam się kompletnie przez przypadek. A raczej dowiadywałam się po kawałku przez 16 lat naszego małżeństwa.

Scena pierwsza: Przeglądanie się w lustrze

To było jeszcze, kiedy oboje studiowaliśmy. Obudziłam się w środku nocy i z zamkniętymi oczami poszłam do łazienki zrobić siku. Kiedy otworzyłam drzwi, nagle zobaczyłam, że on stoi przed lustrem w mojej najbardziej seksownej koszulce. Rozumiecie? To była moja bielizna. Czarna z cekinami i siateczką na dekolcie. Parsknęłam śmiechem, on też zaczął się śmiać. I tyle. Nie wracaliśmy do tematu. Mieliśmy wtedy pewnie po 23 lata i byliśmy bardzo zakochani. Pomyślałam sobie… No właśnie, co ja wtedy sobie pomyślałam? Chyba, że go zainteresowała ta koszulka, bo była jedyną seksowną rzeczą, jaką posiadałam w tamtych czasach. A mój facet miał naturę człowieka jednak bardzo zwariowanego. Więc, czemu nie!

Scena druga: Gdzie on, do cholery, jest

Po trzech latach bycia razem wzięliśmy ślub. Fajne z nas było małżeństwo, przynajmniej tak na tamtym etapie mi się wydawało. Ale mniej więcej wtedy, czyli po ślubie z moim mężem zaczęło się dziać coś dziwnego. Znikał na noce. Nie często, najpierw tak raz na dwa, trzy miesiące. Potem tłumaczył się, że pił z kolegami i już nie miał ochoty wracać zawiany do domu. Ponieważ nie była to na początku sytuacja nagminna, nie niepokoiłam się. Byliśmy młodzi, wyluzowani, nie mieliśmy jeszcze dzieci.

Ale kiedy zaszłam w ciążę, mój ukochany zaczął znikać na noce przynajmniej dwa razy w miesiącu. I nie mogłam się do niego kompletnie dodzwonić. Potem opowiadał mi jakieś brednie, że wypił trzy piwa i zasnął na ławce w parku, skąd ściągnęła go policja na izbę wytrzeźwień i zabrali mu telefon. Za każdym razem miał jakąś kretyńską wymówkę, a to ukradli mu na imprezie telefon, a to został na noc u mamy i nie miał ładowarki.

Zaczęłam się naprawdę martwić, co się z nim dzieje. Nie wydawało mi się, że ma jakiś problem alkoholowy, bo w domu nie pił wcale. Robiłam więc drakońskie awantury, że po urodzeniu synka wszystko musi się zmienić. Jest mi potrzebny, nie może żyć jak student. Musi natychmiast wydorośleć. Wtedy na kilka lat naprawdę opanował się i wydawało się, ze wszystko zmierza ku dobremu.

Scena trzecia: Odkrycie w piwnicy

Nasz syn miał wtedy kilka lat. Pamiętam ten dzień jak dziś! Zeszłam do piwnicy, by poszukać starych słoików na konfitury. Ponieważ mieszkaliśmy w starej kamienicy, nigdy nie schodziłam tam sama. Bałam się tej atmosfery, a przede wszystkim tego, że przez przypadek natknę się na szczura. Poza tym to było królestwo mojego męża. Tam spędzał wieczory, by skręcać rowery na sprzedaż. Jednak tym razem bardzo potrzebowałam słoików i nie chciało mi się czekać aż on wróci z pracy, więc zeszłam sama.

Zaczęłam szperać po kartonach i nagle… odkryłam, że w jednym jest pełno bielizny, kobiecych fatałaszków: koszulek z koronkami, majtek, stringów, body. Wszystko używane jakby z lumpeksu. W kolejnym to samo – bielizna. W trzecim jakieś boa i buty na gigantycznej szpilce. Co to, do k…y nędzy, jest? – pytałam siebie. Oczywiście, że potem była awantura i rozmowa z mężem. Ale on, patrząc mi prosto w oczy, powiedział, że przechowuje znajomemu jakieś pudła po przeprowadzce. Nawet nie wie, co w nich jest. A co to za ludzie? Po co im taka masa badziewnej bielizny? – pytałam. Przyrzekam jednak, że przez głowę na tamtym etapie nie przebiegła myśl, że to wszystko jest arsenał do przebierania dla mojego męża. Nawet przez sekundę o tym nie pomyślałam. Do czasu!

Scena czwarta: Ukryte porno

Wszystko ułożyło się w całość, gdy nasz syn miał jakieś 12 lat. Wstałam w środku nocy i zobaczyłam, że mąż usnął przy biurku. Podeszłam, by go zbudzić, ale to, co zobaczyłam na ekranie, po prostu ścięło mnie z nóg. To było mega dziwne. Kobieta kochała się z facetem ubranym w damskie fatałaszki. Nagle, w jednej sekundzie zaczęłam łączyć fakty. Mąż na długie godziny znika w piwnicy, niby reperować stare rowery, a tak naprawdę przebiera się za kobietę. Matko, czy ja związałam się z gejem? – to było moje pierwsze pytanie. Kolejne to już tylko złość, że tyle lat mnie oszukiwał. Następnie wątpliwości, czy ja jestem normalna, że wcześniej tego nie odkryłam. W łóżku wszystko było między nami normalnie. Przynajmniej tak mi się wydawało. Zero kłopotów ze wzwodem. Seks raz lub dwa razy w tygodniu. O co w tym wszystkim chodzi?

Mąż, pytany o powody oglądania takich scen, zbywał mnie. Mówił, że zrobił to raz i z ciekawości i nie wszystkie fantazje trzeba realizować i że wszyscy mężczyźni oglądają porno. Pokazywał mi nawet statystyki w Internecie, które świadczyły o tym, że ma rację, bo tylko jakiś niewielki promil panów twierdzi, że nie ogląda filmów erotycznych. Jednak to wszystko mnie nie uspokajało. Myśl, że on latami przebierał się w piwnicy w damską bieliznę, spowodowała, że nie byłam w stanie mu już ufać, a tym bardziej chodzić z nim do łóżka. A może robił coś jeszcze gorszego? Zalewałam się łzami i nie potrafiłam się do tego przyznać nawet najlepszej przyjaciółce. Myślałam tylko o tym: „Jaki to jest cholerny wstyd!”

Scena piąta: Wizyta u seksuologa

Postawiałam mu więc ultimatum – idziemy do specjalisty. To byłą istna pielgrzymka po seksuologach, psychologach i psychiatrach. Aż w końcu trafiliśmy na osobę, która naprawdę się na tym temacie znała. O dziwo, terapeutka bardzo mnie uspokajała. Po kilku sesjach terapeutycznych zrozumiałam, że taka jest po prostu tożsamość seksualna mojego partnera. Nie oznacza to, że on chce mnie zdradzać z mężczyznami. Nie oznacza, że on w ogóle chce mnie zaradzać. On twierdzi, że nie jest transwestytą ani drag queen. Oznacza tylko tyle, że on chce uprawiać ze mną seks jak byśmy były dwiema lesbijkami i on podczas tych aktów marzy, by mieć na sobie seksowną kobiecą bieliznę. Mąż jest, jak to się fachowo mówi, coross-dresserem i niestety nic tego nie zmieni!

Po rozmowie z terapeutką okazało się, że mam kilka wyjść z sytuacji. Mogę spróbować takiego seksu i dowiedzieć się, czy dla mnie jest to coś nowego i ciekawego. Mogę powiedzieć mężowi, że potrzebuję czasu, bo w tym momencie nie potrafię mu odpowiedzieć: „tak”. Poczytać na ten temat, oswoić się, uspokoić i być może kiedyś zechcę spróbować. Kolejna opcja to zaakceptowanie sytuacji, co oznacza, że pozwalam mężowi na oglądanie porno i jego wycieczki do piwnicy, a raz na jakieś czas – jak to było do tej pory – uprawiamy „zwyczajny seks”. No i rozwiązanie ostateczne: rozstanie. Jak myślicie, co wybrałam?

Zdecydowałam się na opcję drugą. Nie uprawiamy więc z mężem seksu już od ośmiu miesięcy. A ja ciągle zastanawiam się, co robić dalej. Czy spróbować? Nie, to chyba mnie przerasta! Jestem bardzo tradycyjną osobą. Z drugiej strony, kocham tego człowieka. Ale nie potrafię mu wybaczyć, że tyle lat mnie oszukiwał. Nie ufam mu już i nie wiem, czy kiedyś to zaufanie wróci. Rozstać się? Po tylu latach wspólnego życia? Nie wiem, czy mam siłę, by zaczynać wszystko od początku.

Ciągle płaczę po cichu. Nie zwierzyłam się z tej tajemnicy nikomu. Dalego piszę ten list. Jestem ciekawa, co myślą na ten temat zwykli ludzie. Tacy jak ja. Proszę, doradźcie, co mam zrobić. Co byście zrobili na moim miejscu?


Choroby Zdrowie

Latami nie uprawialiśmy seksu. Czułam złość i wyrzuty sumienia, że on nie może utrzymać wzwodu

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 marca 2022
bez seksu
fot. South_agency/iStock

Jak sobie wyobrażasz białe małżeństwo? Czy w ogóle wyobrażasz sobie życie z mężczyzną przez wiele lat bez seksu? Opowiem, ci jak to się zaczęło.


Spotkaliśmy się jako młodzi rozwodnicy. On miał córkę, ja dwóch synów. Oboje tuż po trzydziestce, po bardzo traumatycznych związkach i rozwodach. Wydał mi się zupełnie inni niż wszyscy mężczyźni, których do tej pory spotkałam. Był szalenie inteligenty, rozumiejący i czuły. Szybko udało nam się zbudować bliską emocjonalnie relację. Ale nie seks!

Pamiętam moment, kiedy pierwszy raz poszliśmy do łóżka. On naprawdę się do tego przygotował. Był szampan w wysokich kieliszkach, truskawki, posprzątane mieszkanie i zmieniona pościel. Córka oczywiście u byłej żony. Ja tego wieczora sporo wypiłam i naprawdę miałam ochotę namiętny, gorący seks. Tym bardziej że od rozwodu z mężem minął już grubo ponad rok. Liczyłam więc na fajerwerki. Niestety! Było przytulanie, miłe słowa i wzwód, który trwał bardzo krótko. Nie zdążyliśmy, a ja nie mogłam uwierzyć, że nam się nie udało. Jednak on jeszcze wtedy nie tracił rezonu. Powiedział mi, że nie chce tak od razu i na szybko. Chciałby, by to była wyjątkowa noc. Uwierzyłam mu, przytuliliśmy się i tak zasnęliśmy.

Nigdy wcześniej nic podobnego mi się nie przydarzyło.

Nie bardzo wiedziałam, jak sobie poradzić z tymi wszystkimi uczuciami, które wtedy we mnie rosły. A to były głównie: wściekłość, złość, napięcie. Próbowałam jednak ze wszystkich sił zdusić je w sobie! Takie noce bez seksu, tylko z dotykaniem zaczęły się powtarzać. A w mojej głowie huragan, w lędźwiach poczucie totalnego niezadowolenia. To była męczarnia, bo on ciągle próbował. Raz czy dwa się udało i trwało to ze trzydzieści sekund. Ale zazwyczaj nie wychodziło i kończyło się na tym, że oboje leżeliśmy w łóżku w jakiejś podłej atmosferze. Miałam poczucie winy, że może jest coś, co jako kobieta powinnam zrobić, by to się udawało. Ale głównie czułam złość i on pewnie musiał ode mnie obierać te przykre sygnały. Potem dla odmiany były wyrzuty sumienia, bo jak można być tak bardzo nieprzyjemną w łóżku dla faceta, który ma kłopoty ze wzwodem. Zachowywałam się jak okropna baba.

Mijały tygodnie, miesiące, a w końcu i lata. Na początku liczyłam, że to minie, że coś się zmieni i poprawi. A potem zaczęłam unikać chodzenia z nim do łóżka, bo zwyczajnie nie chciałam czuć tego okropnego napięcia i złości. Zaczęłam jednak kombinować, że może przyczyną jest to, że pali za dużo papierosów, że powinien iść do seksuologa, wziąć viagrę, coś z tym zrobić, odstawić zupełnie alkohol, trochę o siebie zadbać. Skupiłam się na tym, by choć zrobił podstawowe badania: krew i mocz itp. Był cholernie oporny w tym zaganianiu go do lekarza. Próbowałam, gadałam, gderałam: w końcu poszedł, badania mu wyszły kiepsko, nie chciał już się z tym konfrontować, nie leczył się, gdzieś pogubił papierki. Pomyślałam, cóż w końcu jest dorosłym mężczyzną. Niech robi, co chce. Nigdy jednak nie zaproponowałam mu czule (pewnie jak powinnam), że ten kłopot rozwiążemy razem. Nie spytałam go, czy pójdziemy razem do psychologa, czy seksuologa.

Jak myślicie, czy można żyć bez seksu?

Okazuje się, że można. W końcu się z tym pogodziłam, bo mój facet miał wiele innych przymiotów. Był bardzo dobry dla dzieci, świetnie zajmował się moimi synami. Nieźle zarabiał. Potrafił słuchać, doradzać, imponował mi swoją inteligencją.  Jednak nie było idealnie. Fakt, że nie łączył nam dobry seks i wspólne przeżywanie orgazmu, powodował, że go nie szanowałam. Bardzo trudno mi przychodzą te słowa… nie szanowałam go i potrafiłam być dokuczliwa jak nigdy dotąd. A może robiłam i mówiłam takie podłe rzeczy, ponieważ wiedziałam, że on mnie kocha i wszystko wytrzyma?

Wiedziałam, że on bardzo chciał mieć jeszcze jedno dziecko. Ciągle wracał do tego tematu, więc w końcu wspólnie zdecydowaliśmy się na in vitro. To był moment przełomowy w naszym życiu! Najpierw trafiliśmy do bardzo mądrej lekarki, która powiedziała, że na in vitro mamy jeszcze kilka lat i skierowała nas do seksuologa, a ten w końcu do terapeutki, która zajmowała się takimi parami jak my, czyli białymi małżeństwami.

Terapia była trudna dla obojga.

Zaczęło się od tego, że oczywiście mam rację i mój partner musiał odstawić papierosy i alkohol. Usłyszeliśmy podczas terapii bardzo trudne rzeczy. Oboje! Okazało się, że mój partner traktuje mnie bardziej jakbym była jego matką. Faktycznie przez lata stałam się gderliwa i apodyktyczna zupełnie jak moja teściowa. To dziwne, bo w poprzednich moich związkach grałam role bardzo uległej partnerki. Mój facet musiał więc przerobić swoje bardzo trudne emocje związane z matką i dzieciństwem. Był jedynakiem, wychowywanym bez ojca. Nie miałam pojęcia, że to mogło mieć silny wpływ… na naszą sypialnię. Masakra!

Psycholożka podczas sesji zwracała baczną uwagę, bym nie dominowała rozmów. Cały czas z szacunkiem prosiła mojego partnera, by otwarcie mówił, co o tym myśli. On najpierw robił to niechętnie, ale po kilku sesjach zaczął mówić otwarcie i silniejszym głosem. Na pewnym etapie mojemu facetowi potrzebna mu była osobna terapia. Miał masturbować się podczas oglądania filmów pornograficznych. Takie było zalecenie, a mnie trudno było zaakceptować ten fakt. Co jeszcze? Pamiętam też, że przez kilka tygodni mieliśmy tylko dotykać swoich ciał i chodzić spać bez próby penetracji. To znowu było dla mnie bardzo trudne. Nie potrafię tu pisać o wszystkim. Ale moja rola w tej układance też była ważna. Okazało się, że nie umiem być blisko i nie lubie okazywać czułości, że karzę mężczyzn za to, jak zachowywał się w mojej rodzinie mój ojciec. To, co przez kilka lat działo się w naszej sypialni, było więc rodzajem wspólnego sadomasochistycznego tańca dwojga poturbowanych przez życie ludzi.

Czy terapia przyniosła efekty?

Na pewno! Pamiętam, kiedy pierwszy raz udało nam się kochać. To było coś niesamowitego. Taka bliskość i czyta radość. Zupełnie nie do opisania. Następnego dnia zadzwoniłam do terapeutki i dosłownie krzyczałam do słuchawki: To działa! Jestem szczęśliwa!

Dziś myślę sobie, że gdyby nie ta jedna wizyta w sprawie in vitro i kilku mądrych lekarzy na naszej drodze, do końca życia żylibyśmy jako białe małżeństwo. Podobno nie jesteśmy odosobnieni. Podobno bardzo wiele par (z różnych powodów) tak żyje. Niektórzy szacują, że nawet 10-20% wszystkich małżeństw. Czy to możliwe? Jeśli tak jest, proszę szukajcie pomocy. Ten list napisałam właśnie dlatego, byście nie tracili nadziei.


Zobacz także

Lubisz prosecco? Oto dlaczego powinnaś z niego zrezygnować

Nasze nawyki

Zobacz, w jakich momentach w swoim życiu powinnaś uprawiać seks, aby poczuć się jeszcze lepiej. Nie szukaj już więcej wymówek! ;)

Gdy seks zamiast przyjemności sprawia ból… Wszystko, co powinnaś wiedzieć o jego przyczynach