Zdrowie

Kiedy dietetyk może pomóc? Odchudzanie pod okiem specjalisty

Redakcja
Redakcja
12 maja 2021
Dieta Dukana - fazy, zasady i efekty diety proteinowej
Fot. iStock
 

Jeśli cudowna dieta nie działa, a ćwiczenia nie dają efektu, idealnym rozwiązaniem problemu zbędnych kilogramów może okazać się dietetyk. Kiedy warto się do niego udać? Przede wszystkim, gdy zależy nam na tym, by chudnąć zdrowo, a do tego nie chcemy, by dieta była męczarnią i pragniemy, by przyniosła długotrwałe efekty

Jak schudnąć? Skuteczne metody odchudzania się

Dietetycy wiedzą, jak chudnąć, aby robić to skutecznie i bezpiecznie. Można oczywiście próbować gubić kilogramy samodzielnie. Różnego rodzaju diety są najbardziej powszechnym sposobem na to, by zmniejszyć wagę. Niestety, często okazują się mało efektywne. Nie motywują też do rezygnacji ze starych nawyków żywieniowych, co może prowadzić do powrotu do nadwagi.

Dobrą metodą na pozbycie się zbędnych kilogramów są także ćwiczenia. Ich popularność doskonale pokazuje liczba poradników i filmów w internecie, jak spalić kalorie i wymodelować sylwetkę. Co warto podkreślić, aktywność fizyczna świetnie sprawdza się w połączeniu z odpowiednio opracowaną dietą – w czym może pomóc dietetyk. Ćwiczenia muszą jednak być regularne. Mogą też być męczące, zwłaszcza na początku, a na efekty trzeba poczekać.

Proces chudnięcia można przyspieszyć, stosując także różnego rodzaju zioła, herbaty, suplementy i tabletki na odchudzanie. Mogą one jednak być tylko elementem wspierającym kompleksowy plan odchudzania. Podobne działanie mają również masaże, które pomagają pobudzić organizm do spalania tkanki tłuszczowej.

W jej pozbyciu pomocne mogą być również zabiegi medycyny estetycznej takie jak choćby kriolipoliza czy lipoliza iniekcyjna. Pozwalają na szybką redukcję nadmiaru tłuszczu, często ograniczając się do wybranych obszarów ciała, a ich charakter jest małoinwazyjny. W przypadkach bardzo poważnej otyłości konieczna może okazać się ingerencja chirurgiczna, na przykład jako zabieg liposukcji czy operacja zmniejszenia żołądka.

Warto przy tym zaznaczyć, że nagły wzrost wagi oraz nadwaga mogą być objawami stanów chorobowych, efektem zaburzeń hormonalnych lub symptomem poważnych schorzeń. W takich wypadkach współpraca z dietetykiem bywa koniecznością, a odpowiednia dieta pozwala na poprawę jakości życia oraz samopoczucia pacjenta. Dzięki niej można także zapobiec pogłębianiu się problemów zdrowotnych.

Mądre i bezpieczne odchudzanie się

Odchudzanie się to proces czasochłonny i bardziej skomplikowany niż się to wydaje. Nie można zdrowo schudnąć kilkanaście kilogramów w tydzień. Nawet jeśli się to uda, powrót do starych nawyków żywieniowych sprawi, że wraz z nimi wróci nadwaga i pojawi się tzw. efekt jojo. Skuteczne odchudzanie wiąże się ze zmianą stylu życia, w tym także zmianą sposobu odżywiania się. Wymaga to determinacji i konsekwencji, a także sporej samodyscypliny. Trzeba być gotowym na pewne poświęcenia. Tylko w ten sposób można osiągnąć pożądany efekt i utrzymać go.

Nie oznacza to oczywiście, że trzeba całkowicie rezygnować z przyjemności takich jak słodycze czy jedzenie typu fast food. Czasem można sobie pozwolić na tego rodzaju nagrodę, np. lody czy kawałek ciasta, o ile pamięta się o konsekwencjach oraz o ile uwzględni się to w planie żywieniowym. Im gorzej jednak z przestrzeganiem dyscypliny, tym trudniej będzie schudnąć i znaleźć odpowiednią motywację. Właśnie dlatego odpowiednie nastawienie jest tak istotne w procesie chudnięcia.

Warto podkreślić, że dieta nie powinna być męczarnią. Im trudniejsza, im bardziej nudna, tym trudniej jej przestrzegać i tym łatwiej się zniechęcić. Samodzielne przygotowanie odpowiedniego jadłospisu, który będzie zarazem zbilansowany, różnorodny i smaczny, nie jest łatwe. Dobry dietetyk może w tym pomóc.

Dlaczego warto korzystać z usług dietetyka?

Przygotowanie indywidualnej diety, zdrowej, dostosowanej do potrzeb i preferencji, to jedna z największych zalet współpracy z dietetykiem. Na prawidłowy dobór posiłków wpływa mnóstwo czynników. Trzeba uwzględnić stan zdrowia, BMI, przemianę materii, wiek, płeć, rodzaj wykonywanej pracy, a także aktywność fizyczną. Dietetyk wszystko to weźmie pod uwagę i przygotuje zdrowy i smaczny jadłospis. Co więcej, będzie on dostosowany do założonych celów, np. zmniejszenia wagi.

Kolejną ważną zaletą jest pomoc w uniknięciu błędów żywieniowych. Dietetyk wskaże złe nawyki, podpowie jak uzupełnić braki oraz co robić, by codzienne menu było optymalne. Istotna jest także pomoc w regulacji metabolizmu poprzez dobór zbilansowanej diety. Duże znaczenie ma również wsparcie psychiczne, jakie odchudzającemu się może zapewnić specjalista. Pod okiem dietetyka niektórym osobom łatwiej się zmotywować i wytrzymać w dążeniu do celu.

Jak znaleźć dobrego dietetyka?

Dietetycy pracują w ośrodkach takich jak Centrum Medyczne Plus Med, z którego usługami można się zapoznać na stronie: www.plusmed.info.pl/dietetyka/. Inni prowadzą gabinety we własnych poradniach. Wizyta u dietetyka nie jest kosztowna, ale warto się nastawić na dłuższą współpracę, co pozwoli osiągnąć lepsze efekty i je utrzymać.

Pierwsza wizyta trwa zazwyczaj od 30 do 60 minut. Warto się do niej przygotować, spisując dotychczasowy jadłospis, by szczegółowo móc przedstawić typowy dzień żywieniowy. Przydatne mogą być także badania kontrolne, np. morfologia krwi, TSH, itp. Na początku dietetyk przeprowadza rozmowę, w trakcie której poznaje potrzeby, stan zdrowia i nawyki żywieniowe pacjenta. Po niej dokonuje pomiarów masy ciała, wzrostu i innych parametrów. Dzięki temu może przygotować indywidualny plan żywieniowy.

Odchudzanie z dietetykiem jest nie tylko zdrowe i bezpieczne, ale i szybsze niż samodzielne próby zrzucenia zbędnych kilogramów. Skuteczność oraz długotrwałe efekty są ważnym argumentem na rzecz współpracy z takim specjalistą. Pacjent powinien się przy tym wykazać pewną otwartością i zaufaniem do eksperta. Musi też poświęcić dotychczasowe przyzwyczajenia żywieniowe. Przede wszystkim potrzebna mu jest jednak chęć do zmiany. Dzięki temu będzie można osiągnąć upragnioną sylwetkę, ciesząc się przy tym zdrowiem.

Artykuł partnera


Zdrowie

Ataki paniki to nie fanaberia. A teraz, w pandemii, jest ich więcej

Redakcja
Redakcja
12 maja 2021
Photo by Carolina Heza on Unsplash
 
Kobieta idzie ulicą, czuje się dobrze. Nie dzieje się nic szczególnego, mija ludzi, samochody… Nagle zaczyna się pocić, drżą jej ręce, czuje ostry ból w klatce piersiowej i ma wrażenie, jakby miała umrzeć. Tak może objawiać się atak paniki, bardzo niepokojąca i utrudniająca życie przypadłość. Zdarza się obu płciom, choć częściej kobietom. Czasami to jednorazowy incydent, ale niekiedy rozwija się w zespół z nawracającymi napadami. Nie warto ich lekceważyć. Zaburzenie można leczyć i zmniejszyć ryzyko jego pojawienia się.

W ostatnim czasie Google zanotowało rekordową liczbę wyszukań na temat ataków paniki – donoszą naukowcy z University of California, San Diego. Najczęściej użytkownicy wyszukiwarki pytali o nie między 16 marca a 14 kwietnia, czyli na początku pandemii. Wyraźne skoki naukowcy zauważyli w momencie wprowadzenia dystansu społecznego, kolejnych zaleceń oraz w czasie oraz gdy USA prześcignęły Chiny pod względem zachorowań.

Tłumacząc to praktycznym językiem, w trakcie pierwszych 58 dni COVID-19 w USA wysłano 3,4 mln zapytań związanych z silnym napadem lęku” – zwraca uwagę dr Benjamin Althouse, autor badania opisanego na łamach „JAMA Internal Medicine”. – Poziom zapytań o lęki i ataki paniki były wtedy na najwyższym poziomie od 16 lat – dodaje.

Lęk odbiera rozum

A dr John W. Ayers, jeden z naukowców podkreśla, że atak paniki nie powinien być lekceważony, ponieważ może doprowadzić do wizyty na oddziale ratunkowym z powodu płytkiego oddechu, kołatania serca, bólu w klatce piersiowej i silnego uczucia lęku.

Atak lęku napadowego: objawy

Napad panicznego lęku może dopaść ofiarę w przeróżnych sytuacjach i u różnych osób. Przychodzący nie wiadomo skąd silny lęk prowadzi do wyraźnych, niepokojących reakcji somatycznych organizmu.  Kiedy do takiego epizodu dojdzie, może pojawić się niewyjaśnione poczucie silnego zagrożenia, obawa przed utratą kontroli, zawałem serca a nawet śmiercią. Serce zaczyna szybko bić, człowiek się silnie poci, czasami dygocze, może m.in. mieć trudności z oddychaniem, bóle w klatce piersiowej, mdłości, czy poczucie odrealnienia.

Wiele osób ma jeden lub dwa tego typu ataki w życiu, ale bywa, że pojawiają się nagminnie. Można wtedy mówić o zespole lęku napadowego. Oprócz samych utrudniających życie ataków, w międzyczasie ich ofiara zwykle cierpi wtedy dodatkowo na lęk przed samymi napadami.

Atak paniki a zażywania marihuany

Nie wiadomo, co takie ataki wywołuje. Specjaliści mówią jednak o czynnikach, które mogą sprzyjać zaburzeniu. Wymieniają ich dosyć dużo – m.in. uwarunkowania genetyczne, predyspozycje psychologiczne, zmiany w działaniu mózgu, silny stres np. związany ze stratą bliskiej osoby, duże zmiany w życiu, traumy przeżyte w dzieciństwie, a także nadużywanie alkoholu, kawy, tytoniu i innych substancji.

Kancerofobia = lęk

Naukowcy z Uniwersytetu w Heidelbergu i innych niemieckich uczelni zwracają uwagę na marihuanę, której używanie, według przeanalizowanej przez badaczy literatury zwiększa ryzyko zespołu lęku napadowego.

Jak z kolei pokazali naukowcy z hiszpańskiego Uniwersytetu Pompeu Fabry, marihuana może działać z opóźnieniem. Otóż według ich badań stres oraz aktywne składniki narkotyku działając razem w okresie dorastania mogą zwiększać ryzyko napadowych lęków w dorosłości. Zdaniem naukowców psychoaktywny składnik marihuany zaburza bowiem naturalne wygaszanie lęku towarzyszące stresogennym sytuacjom. Do swoich wniosków naukowcy doszli po serii eksperymentów na myszach.

Zauważyliśmy, że dorastające myszy traktowane THC i wystawiane na działanie stresu mają zaburzone wyciszanie lęku w dorosłości. Jednakże tego efektu nie zauważyliśmy u zwierząt wystawionych na działanie każdego z tych czynników z osobna – opowiada autor odkrycia Fernando Berrendero. Dalsze testy pokazały, że zaburzonym reakcjom na stres towarzyszyły zmiany w pracy regulujących odczuwanie lęku ośrodków w mózgach gryzoni.

Układ hormonalny też może mieć znaczenie

Naukowcy wskazują też inne możliwe przyczyny. Badania sugerują na przykład, że różne zaburzenia lękowe mogą wynikać m.in. z wadliwego działania tarczycy. W tym roku naukowcy z Klinicznego Szpitala w Kijowie w niewielkiej, liczącej 56 osób grupie pacjentów z atakami paniki zauważyli stany zapalne w tarczycy, mimo że ich gruczoły pracowały mniej więcej w normie i poziom produkowanych przez niego hormonów był tylko nieco podniesiony. To nie wszystko. 14-dniowa kuracja zmniejszającym zapalenia ibuprofenem unormowała poziom hormonów i zmniejszyła lęki.

Fobie i koszmary – jak je zrozumieć i sobie z nimi poradzić?

Wyniki te wskazują, że system endokrynny może pełnić ważną rolę w powstawaniu lęków. Lekarze powinni wziąć pod uwagę także zaburzenia tarczycy, reszty układu endokrynnego, a także system nerwowy, kiedy będą badali pacjentów z lękami – twierdzą autorzy badania przedstawionego w trakcie konferencji European Society of Endocrinology e-ECE 2020.

Jasne światło – nowe odkrycie

Z kolei na inny potencjalny sposób ograniczenia ataków wskazał zespół z włoskiego Uniwersytetu w Sienie. W badaniu z udziałem 24 pacjentów z atakami paniki i 33 zdrowymi osobami badacze odkryli, że zdrowi ochotnicy należeli raczej do grupy lubiącej jasne światło, natomiast osoby z lękowym zaburzeniem wykazywały umiarkowaną lub silną awersję do jasnego światła.

Zdarzały się już wskazówki mówiące o fotofobii związanej z zaburzeniem lęku napadowego. Na przykład u niektórych ludzi fluorescencyjne lampy mogą spowodować atak paniki. Zauważono już także, że osoby cierpiące na ataki paniki często chronią się przed światłem, na przykład z pomocą okularów słonecznych – mówi kierująca pracami dr Giulia Campinoti.

Zdaniem naukowców fotofobia to zatem jeden z elementów, które mogą zwiększyć ryzyko ataków paniki, choć zaznaczają, że badanie było niewielkie i wymaga potwierdzenia. Zwracają też uwagę, że pokazało ono korelację, a nie związek przyczynowo-skutkowy. Niemniej z pewnością warto wziąć pod uwagę jego rezultaty.
Atak paniki: co robić

Co ważne, w przypadku objawów ataku paniki, należy jak najszybciej szukać pomocy lekarskiej. Sam atak jest raczej niegroźny, ale może być ciężko sobie z nim samemu poradzić. Po drugie, objawy napadu paniki przypominają symptomy innych, groźnych zdarzeń, na przykład ataku serca. Może więc komuś się wydawać, że doświadcza tylko ataku paniki, a tak na prawdę ma na przykład zawał.

Eksperci radzą też zastosowanie pewnych technik, które pomogą opanować strach. Pomóc może przekonanie siebie, że to tylko lęk i minie, a także skonfrontowanie się ze strachem. Można też skoncentrować się na jednej czynności, np. na oddechu. Kiedy lęk zacznie ustępować, warto zająć się tym, co robiło się wcześniej.

Pierwsza pomoc w pandemii bez metody usta-usta

Pomocna może być też obecność drugiej, wspierającej osoby. Jednocześnie nieleczone, nawracające ataki paniki zaburzą praktycznie całe życie. Cierpi sfera osobista, zawodowa, czy edukacja. Pogorszyć się może zdrowie fizyczne i psychicznie. Wzrasta na przykład ryzyko rozwoju różnych fobii, w których chory unika budzących lęk sytuacji, rośnie zagrożenie depresją i innymi zaburzeniami. Dlatego w razie doświadczania napadowego lęku, trzeba skonsultować się z psychiatrą.

W terapii stosuje się głównie dwa rodzaje pomocy – leki, w tym selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny oraz psychoterapię, m.in. terapię poznawczo-behawioralną. W unikaniu ataków pomaga też umożliwiająca odreagowanie stres aktywność fizyczna, unikanie alkoholu, nadmiaru, kawy, papierosów i szkodliwych substancji psychoaktywnych, wysypianie się oraz nauka radzenia sobie ze stresem.

Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl


Zdrowie

„Mamo, ja nie chcę żyć. Po co?” Jak pandemia krzywdzi nasze dzieci

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
11 maja 2021

Marlena Kazoń, psychoterapeutka, każdego dnia słyszy od nastolatków, z którymi pracuje w pandemii, takie zdania:

– Nic dobrego już się w moim życiu nie wydarzy

– Mam wrażenie, że ta pandemia już się nie skończy

– Nigdy nie wyrwę się z domu

– Nigdy nie będę miał przyjaciół

– Nigdy nie poznam kogoś nowego

– Boję się, że moi rodzice i dziadkowie umrą

– Czuję się nosicielem. Nawet babcia rozmawia ze mną przez płot.

Ostatnio uczennica jednego z najlepszych warszawskich liceów wyznała jej, że zastanawia się już, jak to jest wypić ze znajomymi kawę na ławce w parku. Akurat ona nie może wychodzić, bo jej mama– kobieta koło pięćdziesiątki – panicznie boi się covida.

Dzieciom towarzyszą bezradni dorośli.

– Proszę mi pomóc, mój syn nie ma motywacji do nauki

– Dlaczego on jest taki leniwy? Przecież ja pracuję przed laptopem od rana do nocy. Walczę o nasze przetrwanie. Proszę o zakupy. Słyszę: „A dlaczego ja?”.

– On nie chce nigdzie wychodzić, nie chce wracać do szkoły

– Ona chce ciągle wychodzić. Czy tak trudno pojąć, że mieszkamy z babcią?

W jak Wiktor

Już w podstawówce był introwertykiem, na szczęście miał kolegów. Wyciągali go do kina, na rower, na spotkania. Przez osiem lat przyzwyczaili się do jego charakteru, doceniali, że dobrze się uczy, fajnie się z nim gada. Już wiedzieli, że Wiktor zyskuje przy bliższym spotkaniu. Ale te znajomości się rozluźniły, każdy poszedł do innego liceum. W nowej szkole Wiktor nikogo dobrze nie zdążył poznać. Owszem, ludzie z nowej klasy mają na messengerze swoją grupę. Ale tam wysyłają sobie głównie informacje dotyczące szkoły, czasem memy.

Wiktor przestał wychodzić z domu. Rano ma zdalne lekcje, potem umawia się na wspólne granie. Gdy rodzice próbują go gdzieś wyciągnąć, nie chce. Cieszy się z samotności, brak spotkań mu nie przeszkadza. Wieść o tym, że mają wrócić do szkoły go załamała.

– Może nawet fajnie byłoby się spotkać, ale nauczyciele zapowiadają głównie sprawdziany. Mam ich kilka w przyszłym tygodniu. „Bierzemy się za was” grożą.

Wiktora od kilku dni boli głowa. „Nie chcę tam iść” – denerwuje się. „Nie będę” – powtarza. „Szkoła to zło”.

Piotr, ojciec Wiktora: – My, jako rodzice, nie możemy się do niczego przyczepić. Wiktor się uczy. Poproszony, pójdzie do sklepu, posprząta. Odrabia lekcje, nie ma jedynek. Ale żyje w świecie wirtualnym. Czuję się trochę, jak ojciec z filmu Jana Komasy „Sala samobójców”. I nie potrafię złapać momentu, kiedy to się stało. Ale na pewno stało się przez pandemię. Bo wcześniej szkoła wymuszała na nim sporty. Chodził na basen i na boks. Wspólnie graliśmy w tenisa i chodziliśmy na karate. Teraz nie jestem w stanie wyciągnąć syna z domu. Ostatni weekend? Godzina roweru i do domu. Z drugiej strony– rodzice przecież nie powinni być towarzyszami nastolatka.

N jak Natalia

Magda, jej mama: – O siódmej rano wychodzę na taras, piję kawę, czuję wiosnę. To moje jedyne minuty optymizmu w ciągu dnia. Zerkam na drzwi pokoju córki. O której wstanie, jakie będzie jej pierwsze zdanie, gdy miniemy się w kuchni. Opcje są dwie: „Mamo, chcę umrzeć” – powie. Albo: „Dziś nie jest jeszcze tak źle”.

Natalia ma 15 lat, od 13 roku życia cierpi na depresję. Do śniadania łyka białe tabletki zawierające fluoksetynę – pobudzają, dają napęd. Nie wiem, czy bez nich wstałaby z łóżka. Po kolacji, ale tylko, gdy jest bardzo źle i lęki się nasilają – madazepam. Codziennie też trazodon, działa antydepresyjne, jak ten poranny, ale usypia, wycisza. Dzięki niemu moja córka jest w stanie przespać kilka godzin bez wybudzania.

B jak brzuch. Albo ból.

Któregoś dnia Natalia zaczęła przychodzić do domu i narzekać na ból brzucha. Była w piątej klasie, kiedy to się zaczęło. Magda zorientowała się, gdy córka powiedziała o tym któryś raz. „Coś za często ją boli”, pomyślała. Zaczęły się wizyty u lekarzy: internista, gastrolog, ginekolog. Ich zdaniem wszystko było dobrze. Tyle, że do brzucha doszła głowa. Natalia dostała skierowanie do neurologa, on z kolei wysłał ją na tomografię – badanie nic nie wykazało.

Koleżanka poleciła Magdzie świetną lekarkę rodzinną. To ona jako pierwsza powiedziała: „Warto sprawdzić jeszcze u psychologa”.

Magda chciała popukać się w czoło.

Jedenastolatka do psychologa? Dziewczynka zawsze uśmiechnięta, wesoła, miła, do rany przyłóż. Dlaczego ona miałaby potrzebować psychologa?

To był koniec roku szkolnego, Natalia wyjechała na wakacje. Magda postanowiła, że koniec z lekarzami.

Bóle wróciły w listopadzie. – Wchodziłam do pokoju córki rano, a ona chowała głowę w ramionach. „Zaraz umrę, nie wytrzymam” – płakała.

Pierwsza prywatna wizyta u psycholożki. Natalia zostaje sama w gabinecie i w końcu się otwiera. Ma problem z rówieśnikami, dokuczają jej. „To takie końskie zaloty” – Natalia powtarza za mamą.

Psycholożka tłumaczy, że to nie są końskie zaloty, a Natalia ma prawo czuć się źle z tymi zaczepkami.

Podczas terapii wychodzi też „problem ojca”. Nie akceptuje córki. Mówi jej, że jest za gruba, źle wygląda w tej sukience, powinna inaczej się uczesać. Nie akceptuje pasji Natalii, tańca towarzyskiego: „Po co masz się mizdrzyć”.

Natalia ma spotykać się z terapeutką raz w miesiącu. Na więcej prywatnych wizyt Magdy nie stać. W terapii nie chce też uczestniczyć tata Natalii. „W dupach wam się poprzewracało” – mówi.

Wtedy też idą pierwszy raz do psychiatry. Z NFZ. W całym mieście tylko czterech psychiatrów dziecięcych przyjmuje z NFZ. Trzech z nich ma miejsce dopiero za pół roku.

Jedyne wolne miejsce u starszej psychiatry. Ma conajmniej osiemdziesiąt lat, jest przygłucha.

– Po co przyszłaś z misiem? – wypala lekarka, gdy widzi Natalię. – Nie rozumiesz, że jesteś nastolatką?

„Podejrzewam parafilię” – mówi później Magdzie. Gdy Magda próbuje o coś spytać, słyszy: „Co to są teraz za rodzice, że akceptują anomalie”.

Już w domu wpisuje hasło w wyszukiwarkę. „Rodzaj zaburzenia na tle seksualnym, w którym wystąpienie podniecenia seksualnego i pełnej satysfakcji seksualnej uzależnione jest od pojawienia się określonego bodźca, osób, rytuałów, które nie są powszechne, a czasem wręcz niedopuszczalnej.

– Pani psychiatra uznała, że wzięcie misia świadczy o zaburzeniach seksualnych mojej córki– wspomina Magda.

„Nigdy więcej nie pójdę do psychiatry” – płakała Natalia.

Pandemia. Zabrała Natalii ukochany taniec

 Skazała ją na ojca, jego obecność od rana do wieczora. Źle odłożyłaś łyżkę, nie wrzeszcz tak.

Pierwszy raz okaleczyła się w łazience. Magda przez pół nocy szukała szpitala psychiatrycznego, gdzie przyjmą Natalię. Nigdzie nie było miejsc. „Dzieci robią sobie teraz krzywdę na potęgę” – słyszała.

W końcu gdzieś znalazło się miejsce. Na początku Natalia spała na korytarzu. Magda straciła z córką kontakt. Rzeczy mogła zostawiać jej tylko w workach. Pod czujnym okiem pielęgniarki wyciągała sznurki z bluzy, zwracała dezodorant, pilnik czy obcinacz do paznokci. Kilka dni wcześniej jedna dziewczynka chciała się zatruć tynkiem do parapetu, inna wyciągnęła jakąś linkę, którą przypadkiem zostawili robotnicy– próbowała się na niej powiesić.

– Ale to szpital postawił Natalię na nogi. Opresyjny, naruszający wolność, z twardymi zasadami.

Wróciła do domu po miesiącu. Przez kilka tygodni było dobrze, potem znów zaczęła popadać w złe stany.

– Z jednej strony zdalne nauczanie było dobre, bo nie musiała chodzić do szkoły, kontaktować się z rówieśnikami, z drugiej zapadała się w sobie.

N jak nowa normalność

Natalia do niedawna nie rozmawiała o tym z koleżankami, które zna już od dawna. Jeszcze z podstawówki. Ale ostatnio przyszła do niej Lena. Pokazała cięcia na rękach. Julia, druga koleżanka, wyznała, że nie lubi żyć. Miesiąc temu ich koleżanka popełniła samobójstwo.

– Pandemia nasila stres i nasila lęki– uważa Marlena Kazoń. – Relacje społeczne odgrywają ważną rolę w życiu młodych ludzi– są źródłem wsparcia, zrozumienia i dobrego samopoczucia. Ograniczenie kontaktów i izolacja epidemiologiczna wpływają negatywnie na samopoczucie psychofizyczne dzieci. Zwiększa się ryzyko depresji i zaburzeń lękowych. Konsekwencje izolacji nasze dzieci będą ponosić też za ileś lat.

Marta, mama Wiktora: – Ostatnio koleżanka mi powiedziała, że to dobrze, że nie ma szkoły. Że dzieci z ADHD, albo z cechami Aspergera lepiej się czują. Nikt ich nie zmusza do konfrontacji. A ja mam pytanie: jeśli mój syn jest introwertykiem, gdzie ma ćwiczyć kontakty społeczne? Gdzie ma się przełamywać? Uczyć budować relacje? Za dziesięć, dwadzieścia lat też będzie samotną planetą? Nad komputerem? Przeraża mnie to. Naprawdę się boję.

 


Zobacz także

Oddychaj pełną piersią – jak dbać o jakość powietrza, którym oddychamy

Drodzy Politycy! Adoptujecie moje niepełnosprawne dziecko? #CzarnyProtest

Lubisz dopasowane do ciała ubrania? 6 dowodów na to, że zbyt ciasne ciuchy szkodzą zdrowiu