Zdrowie

Jestem lekarką, a z ręką na sercu nie potrafiłam polecić koleżance, czy mamie dobrych suplementów. Nie było takich na rynku

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
28 czerwca 2022
 

Nina Nicheska przyjechała do Warszawy z Macedonii w 2013 roku.  Była wtedy  dyplomowanym lekarzem medycyny, ale mówiła tylko dwa słowa po polsku: „Będzie świetnie”. Dziś jest współwłaścicielką nowej firmy z suplementami diety nikalab. „Z wykształcenia jestem lekarką, a z ręką na sercu nie potrafiłam polecić koleżance, mamie, czy siostrze dobrych suplementów. Dlatego pojawił się pomysł na własne suplementy. Takie, które będą zawierały tylko substancje o udowodnionym działaniu klinicznym” – mówi.

Czy zdrowa dieta nam nie wystarczy?

W środowisku lekarskim często można spotkać się z niechęcią do suplementów diety. Kiedy pytam Ninę, czy naprawdę powinniśmy się suplementować, odpowiada: „Tak! Ale trzeba robić to z głową! Nawet sensowne odżywianie się, regularny ruch, dbałość o sen, mniej stresu, dziś nam nie wystarcza. Badania populacyjne mówią, że niedobory wciąż pojawiają się u nas, nawet jeśli odżywiamy się zdrowo”.

Nina podkreśla, że suplementy samoistnie nie rozwiążą wszystkich problemów i dolegliwości, jak to obiecuje wiele firm w agresywnych reklamach. Jednak właściwe odżywienie organizmu to naprawdę kluczowa rzecz. Jeśli jakiegoś składnika nam brakuje, niezbędne procesy w organizmie przestają zachodzić prawidłowo. Możemy odczuć to na przykład w postaci problemów ze skórą, ze snem, z energią w ciągu dnia …

“A potem idziemy do drogerii po nowy szampon lub energetyk. Albo kupujemy produkt typowo na gęste włosy, choć nasz problem leży zupełnie gdzie indziej – w środku organizmu. Dlatego my tworzymy suplementy w duchu holistycznego podejścia. Chcemy wesprzeć organizm jako całość, działać na przyczynę, a nie na objawy” – tłumaczy Nina.

A czego nam najbardziej brakuje? Jedne z najpowszechniejszych niedoborów w Polsce to witamina D oraz kwasy Omega-3! Badania wykazują, że ok. 80-90% Polaków nie otrzymuje tych składników w wystarczających ilościach. Nie wystarczy jeść ryby i wychodzić na słońce. „Dziś przecież wszyscy stosujemy protekcję UVA i UVB, a do tego większość czasu przebywamy w pomieszczeniach zamkniętych. Nawet w Macedonii, w której większą część roku świeci słońce, ludzie mają niedobór witaminy D”, mówi Nina. Podobnie jest z B12 i kwasem foliowym, którego człowiek nie jest w stanie sam wytworzyć i zachować. „Coraz więcej kobiet nie je świadomie czerwonego mięsa. WHO zaleca jego ograniczenie w diecie – sama jestem fleksitarianką. Dlatego też wymienione składniki znalazły się w Bazach na co dzień od nikalab”, twierdzi lekarka.

 

Czy suplementy działają?

Polacy kochają suplementację. Razem z takimi krajami jak Francja, Włochy czy Hiszpania znajdujemy się w ścisłej europejskiej czołówce pod względem spożycia leków bez recepty i suplementów. Rocznie łykamy ich ponad 2 mld opakowań, a 90 proc. z nich to specyfiki bez recepty, w tym 240 mln opakowań to… suplementy diety.

„Niestety większość suplementów dostępnych na rynku, nawet tych na półkach aptek, nie zostało poddane żadnej kontroli”, mówi Nina. „Tak naprawdę nie wiemy, co jest w środku. Prawo wymaga od producentów zrobienia tylko 2 badań – na czystość mikrobiologiczną oraz pod kątem metali ciężkich. I można sprzedawać. Musimy więc polegać na uczciwości producenta i mieć nadzieję, że jego produkt zadziała”, zaznacza.

W wielu popularnych produktach znajdziemy składniki bez udowodnionej skuteczności klinicznej (np. egzotyczne roślinne ekstrakty), za małe lub za duże dawki składników lub formy chemiczne, które nie możemy przyswoić. “Na przykład w przypadku kwasu foliowego jest taki problem, że wiele producentów używa substancji, których 60% procent ludzi kompletnie nie przyswaja ze względu na genetykę. Wiele osób suplementuje go codziennie bez tej wiedzy, wyrzucając swoje pieniądze w błoto, a przy okazji sobie szkodzi. Dlatego my w nikalab robimy wszystko na najwyższym poziomie i używamy tylko dobrze przyswajalnych i skutecznych składników w optymalnych dawkach”, mówi Nina.

Suplementy, które faktycznie pomogą

nikalab tworzy suplementy dla kobiet w różnym wieku i na różnych etapach życia: Baza na co dzień dla kobiet 18-49 lat, Baza na co dzień dla kobiet 50+ lat i Baza na co dzień dla kobiet w ciąży. Wystarczy łyknąć dwie kapsułki raz dziennie. Dodatkowym plusem jest to, że przyjmować te suplementy można o dowolnej porze dnia, z jedzeniem lub bez. „Wszystko dzięki innowacyjnym technologiom. Nie tylko łączymy w jednej kapsułce kwasy Omega-3 z witaminami, minerałami i przeciwutleniaczami, ale też zapewniamy, że mogą odpowiednio się wchłonąć. Nasza kapsułka chroni swoją zawartość przed kwasami żołądkowymi i rozpuszcza się tam, gdzie powinna, czyli dopiero w jelicie cienkim, zapewniając składnikom odpowiednią wchłanialność”, mówi Nina.

 

Bez sztucznych dodatków

Nina twierdzi, że bardzo zależało jej, by kapsułki nikalab nie miały w sobie sztucznych dodatków – wypełniaczy, konserwantów, alergenów, barwników. Dlaczego to jest tak ważne? Nina podaje przykład barwnika E171 (dwutlenek tytanu), który przez lata, aż do maja 2021 roku był oficjalnie dopuszczony do stosowania, gdy nagle uznano go za rakotwórczy i go zabroniono.

„Oczywiście, nowe linie produkcyjne już tego barwnika nie stosują, ale przecież z półek sklepowych tych produktów nie wycofano, nadal się sprzedają”. Substancje dopuszczone dziś do użytku i całkowicie legalne, w przyszłości mogą okazać się szkodliwe. Oprócz chemicznych dodatków w środku kapsułki, wystrzegamy się także plastiku, ale i szkła, którego produkcja i recykling generuje wysoki ślad węglowy. Nasz słoiczek, koperta i etykieta są kompostowalne. To oznacza, że można je spokojnie wyrzucić razem z obierkami warzywnymi do odpadów bio” – mówi Nina.

Kobieta niesamowita

Nina to Macedonka z charyzmą. Uśmiechnięta, kompetentna i kontaktowa. Lata temu rozpoczynała swoją pracę w Polsce na wysokim menedżerskim stanowisku w branży farmaceutycznej. Po dziesięciu latach pracy w polskich korporacjach postanowiła odejść. Jedna rzecz męczyła ją okropnie – długi proces decyzyjny i wałkowanie tematów na zebraniach po raz setny. Dziś współtworzy firmę nikalab, oferującą suplementy diety. Od samego początku czuła, że musi być wiarygodna, więc uczyła się polskiego i teraz mówi świetnie. Choć twierdzi, że jej siedmioletnia córka, która urodziła się już w Warszawie, bez przerwy poprawia jej końcówki wyrazów.  Nina mówi z uśmiechem: „Polski to zdecydowanie najtrudniejszy język, który poznałam”.

 


Zdrowie

W jakich dolegliwościach olej konopny przynosi ulgę?

Redakcja
Redakcja
30 czerwca 2022
 

Olej konopny cieszy się rosnącą popularnością. Substancja pozyskiwania z kopni siewnej wyróżnia się wysoką zawartością substancji czynnych o szerokim spektrum działania. CBD wykorzystuje się m.in. do leczenia padaczki, miażdżycy, choroby Alzheimera. Czy kannabidiol może stanowić skuteczną formę terapii? Kiedy warto zdecydować się na takie rozwiązanie?

Kiedy warto skorzystać z olejku konopnego CBD?

Olejek konopny stanowi źródło kannaboidów, kwasów Omega, terpenów, flawonoidów, witamin. Substancję wykorzystuje się wspomagająco w leczeniu różnych chorób, w tym:

  • Miażdżycy,
  • Nowotworów,
  • Padaczki,
  • Depresji,
  • Choroby Alzheimera,
  • Choroby Parkinsona,
  • Zespołu Stresu Pourazowego,
  • Zespołu Lęku Uogólnionego,
  • Choroby Afektywnej Dwubiegunowej.

Z badań naukowych wynika, że olejek konopny łagodzi drgawki, uspokaja, wpływa na jakość snu. Ponadto posiada właściwości przeciwzapalne, przeciwutleniające. Choć w wielu przypadkach mechanizmy działania substancji aktywnych zawartych w konopiach nie są w pełni znane, zauważono, że poprawiają stan kliniczny pacjentów. Jak można wyczytać w czasopiśmie „Frontiers in Neurology” podawanie CBD osobom chorym na padaczkę wykazało polepszenie stanu zdrowia u 60% badanych [1].

Czy decyzję o przyjmowaniu oleju konopnego CBD należy skonsultować z lekarzem?

Wprawdzie olejek konopny CBD jest stosunkowo bezpieczny i rzadko wywołuje niepożądane objawy, jednak w przypadku pacjentów z przewlekłymi schorzeniami należy zachować ostrożność. CBD może wpływać na działanie niektórych leków. Decyzję o wprowadzeniu tego produktu należy podejmować indywidualnie. Pod uwagę bierze się m.in.:

  • Stan kliniczny pacjenta,
  • Wiek,
  • Cel terapeutyczny.

Każdorazowo należy również obserwować, jak zachowuje się organizm. Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia [2] kuracja olejem konopnymi nie może zastępować tradycyjnych metod leczenia. Terapię stosuje się wspomagająco. Stężenie substancji czynnych zwiększa się stopniowo. Na początek warto zacząć od niewielkich dawek.

Postaw na olejek konopny wysokiej jakości!

Decydując się na kurację olejkiem konopnym CBD, zaleca się sięgnąć po produkty posiadające certyfikaty. Sprawdzone wyroby można kupić m.in. na stronie biokonopia.pl. Wybierając towar, należy dowiedzieć się:

  • Jaką formę ma surowiec – najlepiej sprawdzają się olejki Full Spectrum o pełnym spektrum substancji aktywnych,
  • Czy składniki aktywne pozyskuje się z kontrolowanych upraw – w ten sposób zyskuje się pewność, że olejek konopny nie zawiera metali ciężkich,
  • Jaką metodą produkuje się olejek konopny – do najbezpieczniejszych i jednocześnie najmniej toksycznych zalicza się ekstrakcja CO2.

Źródła:

1. Potential Clinical Benefits of CBD-Rich Cannabis Extracts Over Purified CBD in Treatment-Resistant; Epilepsy: Observational Data Meta-analysis, Frontiers in Neurology 9/  2018, https://www.frontiersin.org/articles/10.3389/fneur.2018.00759/full

2. Raport WHO, https://purehemp.pl/wp-content/uploads/2019/11/Raport-WHO-na-temat-CBD.pdf

 


Zdrowie

„Była najpiękniejszą osobą, jaką kochał. Gdy dziś dotyka mnie, na pewno tęskni za jej skórą”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 czerwca 2022
fot. iStock/ g-stockstudio

Czy kiedykolwiek czułyście coś takiego? Czy kiedykolwiek zalewała was gorączka myśli? Serce waliło, jak młotem, gdy przez przypadek… spojrzałyście na telefon swojego ukochanego, a tam właśnie wyświetliła się ikonka, że ma wiadomość od swojej eks. Ja kompletnie na punkcie tej dziewczyny oszalałam. Dostałam absolutnej obsesji.

Początkowo jeszcze próbowałam panować nad swoimi emocjami. Udałam, że kompletnie nie zwracam uwagi na to, że mój chłopak koresponduje ze swoją byłą.  Ale musiałam wyjść z pokoju. Poszłam na balkon zapalić papierosa. Patrzyłam na przejeżdżające tramwaje i czułam, jak huczy mi w głowie. Przed oczami wciąż miałam piękny kadr zdjęcia i nonszalancki uśmiech, który dosłownie rozświetlał twarz tej dziewczyny. Wcześniej miałam o niej tylko kilka zdawkowych informacji. Wiedziałam, że poznali się przez Internet, zakochali się w sobie do tego stopnia, że ona dla niego postanowiła rzucić pracę w Irlandii.  Mieszkali razem pół roku, ale w końcu to ona go zostawiła, mówiąc, że nie czuje się z nim naprawdę blisko. On wtedy podciął sobie żyły i wylądował w szpitalu psychiatrycznym.

Kogo on kocha bez pamięci?

Czy z miłości do mnie byłby zdolny do takich szalonych emocji –  pytałam sama siebie.  I przychodziła mi do głowy tylko jedna odpowiedź: „Nie sądzę!”. Artur wydawał się taki stonowany, spokojny, zrównoważony, a jednocześnie dość chłodny.  Może więc kochał ją bez pamięci? Kiedy uspokoiłam się trochę, opanowałam tę szaloną gonitwę myśli i pulsujące skronie, jak gdyby nigdy nic wywróciłam do pokoju i usiadłam obok mojego chłopaka. Powiedziałam: „Nie wiedziałam, że macie ze sobą kontakt”. A on na to: „Tak, czasem sobie piszemy” i wstał z kanapy przeciągając się, jakby w ogóle nie stanowiło to dla niego stresującego tematu do rozmowy.

Jednak kiedy zasnął w nocy, postanowiłam przeszukać Internet, by dowiedzieć się więcej o tej dziewczynie. Niestety jej konto na Facebooku było zablokowane. Ale to nie szkodzi, pomyślałam. W dzisiejszych czasach o wszystkich można się dowiedzieć wszystkiego.  Instagram już miała otwarty. Po godzinie znałam więc wszystkich jej najbliższych przyjaciół. Po dwóch miałam z ich kont pozbierane dziesiątki zdjęć, z których zrobiłam sobie powiększenia i zrzuty ekranowe. Na tych fotografiach Wiktoria nie wyglądała już tak perfekcyjnie, jak na tych wszystkich upozowanych, które sama sobie wstawiała na Instagram.

Wkurzała mnie dosłownie wszystkim

Tym, że miała bardzo zamożnych rodziców, a jeździła starym Renault 21 sprzed ponad dwudziestu lat bez klimatyzacji. Wkurzały mnie nawet kadry jej zdjęć, takie niby robione po światło na starą nutę lat 80-tych. Podkolorowane, przemielone przez filtry, by wydawały się starsze. Do tego knajpy, w których lubiła się pokazywać. Znowu tylko modne i pretensjonalne z kawą za ponad 20 złotych, bo tu przychodzą tylko tacy w wintydżowych ubraniach niby z second handu, a tak naprawdę szyte u niszowych polskich projektantów za grubą kasę. Pewnie laska słucha jeszcze winyli, zaśmiałam się do swoich myśli.

Kolejnej nocy, gdy Artur spał, znowu oglądałam jej zdjęcia na swojej komórce. Tym razem jednak udało mi się wejść na konto matki Wiktorii i to już była absolutna uczta, ponieważ znalazłam tam  jej starsze fotki, takie sprzed pięciu lat. Czyżby ta dziewczynka powiększała sobie usta? I piersi chyba też, zaczęłam się zastanawiać.  Porównywałam foty, różne ich ujęcia, zbliżałam, powiększałam, wpatrywałam się. Boże, co ja robię?, pomyślałam w pewnej chwili. Jest przecież godzina czwarta nad ranem, muszę z tym skończyć, jakoś przestać.

Czas awantur i scen zazdrości

Rano jednak dopadły mnie czarne myśli. Brakowało mi tchu, łzy nagle zaczęły się cisnąć do oczu. Nie potrafiłam już nad sobą zapanować. Czułam się z jak jakieś zero, jak z braku laku wybrana na szybko dziewczyna zastępcza, jak wymiennik tej pięknej i wspaniałej Wiktorii. Szara mysz, byle co. Więc nagle z czerwonymi palącymi mnie policzkami powiedziałam Arturowi: „Czy ty ją nadal kochasz?”
A on na to: „Kogo? Wiktorię? Oszalałaś”, miał szeroko otwarte oczy. „Jeśli masz ochotę, to idź do niej! Po co z nią piszesz? Chcesz, to ją sobie zerżnij!”, krzyczałam i trzasnęłam drzwiami wychodząc do pracy.

Wieczorem jednak natychmiast dopadły mnie okropne wyrzuty sumienia. Czułam się, jak wariatka, która nie potrafi nad sobą zapanować. Artur w domu był milczący. Zaczęłam wiec go przepraszać i obiecywać, że to się nie powtórzy. On tylko spytał, czy mu ufam. Ja na to, że oczywiście tak. Wydawało mi się, że jakoś się pogodzimy.

Do momentu aż znowu usłyszałam serię brzęczących dźwięków z telefonu Artura. Czyżby to tej lasce znowu na wieczór zebrało się na rozmowy? Nawet nie sprawdzałam, czy to znowu ona. Po prostu wybuchłam. „Powiedz jej, że nie jest twoją dziewczyną. Że ma spadać i zabrać z piwnicy rower, który mi przeszkadza”, krzyczałam jak opętana. Tym razem Artur się wkurzył i powiedział: „Nie możesz mnie tak kontrolować. Mogę się kumplować i pisać z kim tylko mam ochotę!” Na to ja: „Serio? Nie potrafisz z tego zrezygnować, wiedząc jak bardzo mnie to rani. Przestań. To jest jakaś dziwka, bo  zakładam, że jednak wie, że jesteś już kimś innym związany!”

Nie mów tak o niej!

„Nie mów tak o niej! Zabraniam ci ją tak obrażać”, usłyszałam.

Tego było dla mnie za wiele. Wzięłam kilka rzeczy i  pojechałam zanocować do przyjaciółki. Milczeliśmy trzy dni.  W końcu Artur postanowił wyciągnąć do nie rękę.  Zadzwonił i umówiliśmy się na kawę. Wtedy powiedział, że muszę przestać mieć obsesje z powodu Wiktorii. Ponieważ nie przeprosił, spytałam, czy już powiedział jej, że nie chce z nią korespondować. Artur zbył to pytanie i postawił swoje: „Czy byłoby ci łatwiej, gdybyśmy umówili się w trójkę w kawiarni? Zobaczysz, że to jest normalna dziewczyna, a nie jakaś wyidealizowano laska.”

Ja też nie odpowiedziałam, tylko wpatrywałam się w niego jak w głupka.  Jak mógł w ogóle wpaść na taki głupi pomysł? Kiedy wyszedł do toalety, natychmiast sięgnęłam po jego komórkę w nadziei, że jest odblokowana i będę mogą się dowiedzieć, czy mają ze sobą kontakt. Nic z tego.

Ta obsesja trwała jeszcze kilka długich miesięcy, a ja traciłam na szpiegowanie długie godziny. Dzień w dzień przeglądałam portale społecznościowe Wiktorii, jej rodziców i jej znajomych. Właściwie żyłam w dużej mierze jej życiem, bo mogłam odtworzyć niemal w każdej chwili, co ta dziewczyna robi. Do momentu aż któregoś dnia po prostu zlikwidowała wszystkie swoje konta. Byłam w szoku, jakby nagle ktoś odciął mnie od źródła uzależnienia, od jedynego hobby, które przyniosło mi ukojenie i masochistyczną przyjemność.

Skąd ta zazdrość?

Oczywiście, że wiem, że sama siebie krzywdziłam oglądaniem tych zdjęć i samobiczowaniem się, że nie dorastam Wiktorii do pięt. Ale nie potrafiłam przestać. Bo ona była najpiękniejsza osobą, jaką dotykał i kochał mój Artur. Bo na pewno, gdy dziś mnie dotyka, to nadal tęskni za delikatnością jej skóry i zapachem włosów. Czułyście kiedyś taką zazdrość, której nic nie potrafi powstrzymać? Ani poczucie godności, ani wstyd? Ani ….?

Czy ta zazdrość to tylko moja wina? A może to intuicja podszeptywała mi prawdę, że Artur kochał tylko piękną Wiktorię? A może sama wszystko wymyśliłam? A może to on subtelnie popychał mnie do tej zazdrości? Nadal jesteśmy razem, ale do dziś nie znam odpowiedzi!

Martyna

 


Zobacz także

Co twoja twarz mówi o twoim zdrowiu, czyli co wyczytasz ze swojej cery i zmarszczek

Kasza bulgur - właściwości dla zdrowia, gotowanie, kcal, przepisy

Kasza bulgur – jakie ma właściwości dla zdrowia i jak przygotować ją smacznie?

Detoks przed odchudzaniem. Jak go skutecznie przeprowadzić?

Detoks przed odchudzaniem. Jak go skutecznie przeprowadzić?