Zdrowie

Czy można jednak tęsknić za chorobą? Okazuje się, że tak

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
27 września 2022
Fot. iStock
 

Zazwyczaj, gdy jesteśmy chorzy, chcemy jak najszybciej wyzdrowieć i zapomnieć o tym trudnym czasie. Czy można jednak tęsknić za chorobą? Okazuje się, że tak. Chociaż wielu osobom wydaje się to absurdalne, jest to dość powszechne zjawisko. Skąd wynika i jak poradzić sobie z uczuciem pustki po chorobie?

Dlaczego tęsknimy?

Osoby, które są na dobrej drodze do wyjścia z choroby, często ku własnemu zdziwieniu, zaczynają odczuwać jej brak. Ale czy na pewno tęsknota dotyczy samej choroby?

– W rozmowach z moimi pacjentami, którzy wychodzą z zaburzeń odżywiania, często spotykam się z tęsknotą za chorobą. Słyszę wtedy, że brakuje im na przykład tego, jak wyglądali – byli wtedy mniejsi, drobniejsi. Kiedy jednak dopytuję, okazuje się, że wygląd ten wiązał się z realizacją konkretnych potrzeb, osobami drobnymi ludzie bowiem częściej się opiekują. W stanie zagrożenia życia chorzy mają więcej uwagi i troski, tak jest również w przypadku depresji, kiedy pojawia się tęsknota za hospitalizacją. Wcale nie tęsknią więc za samą chorobą, ale za tym, co się z nią wiązało – mówi Aleksandra Dejewska, psycholog, terapeutka zaburzeń odżywiania. Dodaje: Tęsknią za potrzebami emocjonalnymi, które były spełniane, gdy byli chorzy.

Tęsknota nie oznacza więc, że brakuje nam samych dolegliwości. Po wyzdrowieniu nasza rzeczywistość wraca do „normalności”, przez co możemy czuć się mniej widziani i ważni. Nasi bliscy wracają do swoich obowiązków i nie poświęcają nam tyle czasu. Nierzadko wracają też do schematów, które wręcz przyczyniły się do powstania choroby. Podczas trudnych chwil mamy natomiast znacznie więcej uwagi, bliskości i
troski. Bywa, że relacje w rodzinie się poprawiają – zaczynamy się wzajemnie słyszeć i dostrzegać, zmienia się jakość wspólnie spędzanego czasu. Nie tylko przebywamy razem, ale nawiązujemy szczere i bliskie relacje. To niestety może się zmniejszyć, kiedy stan pacjenta się polepsza.

Odnaleźć źródło problemu

Pierwszym krokiem w poradzeniu sobie z tym stanem jest zdefiniowanie, za czym dokładnie tęsknimy, czyli które z naszych potrzeb były realizowane w trakcie choroby. Kiedy określimy, czego nam brakuje lub co realizujemy w niewystarczającym dla nas stopniu w codziennym życiu, łatwiej będzie znaleźć sposób, by zatroszczyć się o te obszary po zakończonej chorobie.

– Pojawienie się zaburzeń psychicznych, na przykład zaburzeń odżywiania, może być nieświadomym sposobem na ucieczkę od większych problemów, a nawet jedynym znanym sposobem na radzenie sobie w trudnej sytuacji. Toksyczny związek, trudne relacje z rodziną, frustracja w pracy – to wszystko może sprawić, że nie chcąc konfrontować się z tymi wyzwaniami, skupiamy się na przykład na własnym ciele. Łatwiej jest bowiem kontrolować siebie, niż otoczenie. Należy dodać, że wszystko to nie jest celowe, a wynika z podświadomości – dodaje Aleksandra Dejewska.

Dokładna analiza może pomóc nam w ustaleniu, co jest źródłem naszych problemów. Jeśli są to kwestie związane z bliskimi i relacjami, jakie budujemy w życiu, najlepszym rozwiązaniem będzie szczera rozmowa i jasne zakomunikowanie swoich potrzeb. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że osoby z otoczenia potrzebują ich troski, bliskości i zainteresowania na co dzień. Warto dokładnie określić, czego oczekujemy,
możemy bowiem zostać źle zrozumiani. Komunikaty w stylu „nie słuchasz mnie”, „nie zwracasz na mnie uwagi” są zbyt ogólne, dlatego lepiej powiedzieć konkretnie – „potrzebuję spędzenia tej godziny z tobą, na wspólnych aktywnościach”.

Relacje z samym sobą

Nie zawsze możemy jednak wpłynąć na to, jak wyglądają nasze relacje z otoczeniem. Możemy natomiast zbudować zdrową i silną relację z samym sobą. Opartą na miłości, zaufaniu i trosce. Niestety często nie lubimy siebie i ignorujemy swoje potrzeby, co sprawia, że przenosimy odpowiedzialność za ich realizację na inne osoby.

– Podstawowa relacja to ta, którą budujemy wewnętrznie. Jeśli czujemy do siebie niechęć, a czasem wręcz nienawiść, znacznie trudniej będzie nam tworzyć zdrowe relacje z innymi. Swoim pacjentom zalecam, by nauczyli się wybaczać sobie, traktować siebie na równi, szanować swoje granice i stawiać je innym, a także, by przyjrzeli się źródłom stresu. Stresem mogą być dla nas też nierealizowane potrzeby emocjonalne. Warto zaopiekować się sobą, stworzyć wewnętrzną narrację, która oparta jest na bliskości i zrozumieniu – tak, jakbyśmy rozmawiali z najbliższym przyjacielem – mówi Aleksandra Dejewska.

Dodaje: Zamiast myśleć „jestem beznadziejna”, pomyśl: „tak, popełniłaś błąd, dlatego też dalej pracujesz nad rozwiązaniem. Rozumiem, że Ci ciężko, ale dasz radę, wiele już osiągnęłaś…” – to naprawdę pomaga! Tak jak w każdej sytuacji, gdy czujemy, że problem nas przerasta – nie wahajmy się i zaczerpnijmy porady specjalisty.


Zdrowie

Spersonalizowana edukacja – mrzonka czy teraźniejszość naszych dzieci?

Redakcja
Redakcja
27 września 2022
 

W polskiej szkole od wielu lat funkcjonuje możliwość przyznania uczniowi nauczania indywidualnego – są nim obejmowane np. dzieci z zaburzeniami emocjonalnymi czy po zabiegach operacyjnych. Jednak coraz częściej mówi się również o potrzebie nauczania spersonalizowanego – bo tak naprawdę każdy uczeń ma określone potrzeby, jeśli chodzi o naukę dowolnego przedmiotu.

W obecnych czasach personalizacja jest podstawą zapewniania wysokiej jakości obsługi zorientowanej na użytkownika – jest wyraźnie zauważalna nawet podczas przeglądania tablicy w mediach społecznościowych, stosowana jest również w coraz szerszym kręgu branż, np. w finansowej. Co w praktyce kryje się pod tym pojęciem? Personalizacja to przetwarzanie danych oparte na określonych algorytmach sztucznej inteligencji, które pomagają zoptymalizować duże ilości danych w celu opracowania indywidualnego rozwiązania dla osoby korzystającej z danej platformy, aplikacji itp.

Rodzice wracają do szkoły! Zadbaj o swój dobrostan i weź udział w akcji z nagrodami

Jeśli chodzi o branżę edukacyjną, przykładem firmy, która jest jednym z pionierów we wdrażaniu technologii służącej personalizacji kształcenia jest Novakid – platforma do nauki języka angielskiego online. Nauka języka obcego to złożony proces, na który składa się 5 podstawowych obszarów: gramatyka, pisanie, mówienie, rozumienie wypowiedzi ustnych i pisemnych. Podczas przyswajania wiedzy z tego zakresu nie można pominąć żadnego z nich.

Jednak każdy z uczniów ma swoją indywidualną ścieżkę nauki. Na przykład niektórzy są lepsi w czytaniu, dzięki czemu mogą natychmiast pojąć główną ideę dużych tekstów, ale gdy muszą wypowiedzieć tylko kilka słów, nagle “widzą ciemność”. Z drugiej strony inni mogą uznać, że mówienie jest właśnie ich mocną stroną, ale mają trudności ze słuchaniem. To absolutnie normalne, że istnieją pewne słabe punkty – można je łatwo wyeliminować za pomocą powtórek i praktyki, a tutaj personalizacja jest kluczem do sukcesu.

W jaki sposób personalizacja pomaga usprawnić proces uczenia się?

Personalizacja pomaga lepiej dostosować plan edukacji dokładnie do potrzeb ucznia. Teza ta ma bezpośrednie przełożenie w wynikach badań.

Trzech kalifornijskich naukowców – Elizabeth M. McCarthy, Ying Liu i Karen L. Schauer – przeprowadziło badanie na 1911 uczniach w ciągu 4 lat. W okresie 3 lat stopniowo wdrażano spersonalizowane podejście oparte na mocnych stronach uczniów, a w ciągu ostatniego roku zastosowano pełną implementację tej metody.

Wyniki pokazały, że uczniowie z grupy eksperymentalnej znacznie przewyższali wynikami w nauce swoich rówieśników z grupy, w której personalizacja nie miała miejsca, w zakresie wszystkich przedmiotów.

W jaki sposób można wykorzystać personalizację w nauczaniu języka angielskiego?

Aby osiągnąć maksymalny rezultat z zajęć językowych, należy wziąć pod uwagę trzy podstawowe aspekty: treść powinna być odpowiednia dla grupy wiekowej, a także poziomu przygotowania i specyfiki każdego ucznia.

W Novakid algorytmy uczenia maszynowego w połączeniu z informacją zwrotną od nauczyciela pomagają osiągnąć dokładnie te cele.

– Wszystkie ćwiczenia, które są przydzielone uczniowi, mieszczą się w szerokich kategoriach związanych z naszymi podstawowymi aspektami językowymi. Każda z tych kategorii obejmuje również różne podtematy, które są oceniane: na przykład czytanie nie oznacza po prostu czytania tekstu i poprawnej odpowiedzi na pytania, ale zwraca się również uwagę na brzmienie liter i na to, w jaki sposób nazwy liter są rozpoznawane lub w jakim stopniu zrozumiałe jest słownictwo – skomentowała Adrienne Laundry, starszy programista treści, ekspert ESL i nauczyciel w Novakid.

W oparciu o analizę danego przypadku, algorytm wybiera, nad którymi aspektami uczeń musi popracować i przypisuje ćwiczenia doskonalące określone potrzeby. Dzięki temu dziecko nie musi powtarzać wszystkiego, a skupia się tylko na niezbędnych aspektach.

W przypadku większych problemów z konkretną kategorią, tj. gdy ponad 30% zadań na platformie jest niezrealizowanych poprawnie, uczeń otrzymuje większe wsparcie zarówno w postaci dodatkowej lekcji, jak i ćwiczeń w zakresie wymagającym poprawy.

Dla Novakid niezwykle ważne jest rozwijanie umiejętności mówienia, dlatego w tej kategorii, jeśli nawet jeden podtemat został niezaliczony, dodatkowa lekcja jest automatycznie przypisywana.

Mimo że personalizacja już okazała się bardzo skuteczna w zapewnianiu wyników na bardzo dobrym poziomie, Novakid pracuje obecnie nad wdrożeniem rozwiązań zamiany mowy na tekst i oprogramowania do rozpoznawania emocji, aby analiza lekcji była jeszcze bardziej zaawansowana. Proces personalizacji jest całkowicie niewidoczny dla dziecka, dzięki czemu pozwala stworzyć komfortowe środowisko, co przekłada się na płynny proces uczenia się i lepsze wyniki w nauce.

TUTAJ można zapisać się na bezpłatną, próbną lekcję.

 


Zdrowie

„Martwe dziecko. Niebieski kombinezon, kocyk. Sina, maleńka buzia. Potrafisz słuchać więcej takich historii? Wiem, że nie”

Redakcja
Redakcja
27 września 2022

„Początek marca. Pierwszy tydzień wojny. Zmierzch. Oglądam serwis za serwisem. Nie mogę się oderwać od informacji. Już nie ma łez. Mały chłopczyk nagrany w pociągu powtarza: „Mój tata to bohater, on teraz pomaga żołnierzom w Kijowie walczyć z naszymi wrogami. Ja z mamą wyjeżdżamy.” Serce pęka. 

Dzwonek telefonu. Joasia Ziędalska – Komosińska, bliska mi bardzo, cudowna dziewczyna, agentka Agi Chylińskiej: „Joasiu, potrzebny ktoś, kto pojechałby na granicę. Znasz kogoś? Nie wiem – może dziennikarz, który zobaczy, co się tam dzieje i opisze. Powie o tym światu. Ilona błaga o pomoc. Mówi, że to armagedon”. Ilona – pedagożka, wolontariuszka, koordynatorka pomocy. Hrubieszów… Boże, moje strony. Rodzinny dom przy Zamojskiej…. Myśli pędzą z szybkością światła. Igor… praca… dom… pies… Asia coś jeszcze tłumaczy. Głos dobiega, jak zza szyby. „Ja pojadę – słowa mówią się same – jestem stamtąd. Moje miejsce jest przy granicy.” Odkładam słuchawkę. Dzwonię do Ilony. Nie znamy się jeszcze, a rozumiemy się, jakbyśmy się znały sto lat.
– Co potrzeba?
– Wszystkiego. Przyjedź, zobaczysz. Tu jest tłum ludzi, małe dzieci. Malutkie. Trzeba pieluch, jedzenia, leków, środków czystości. I przywieź też jakiegoś psychologa. Nie radzimy sobie. Opadamy z sił, Joasiu. Nie pamiętam, kiedy spałam. Pomóż.

Wiem, jacy to ludzie. Znam tych urodzonych przy granicy. Są, jak armia pospolitego ruszenia. Jeśli trzeba – nie do zdarcia. Ale wojna – to nawet dla nich zbyt wiele. Ogłaszam zbiórkę – jedną, drugą – w social mediach, wśród znajomych. Na recepcji bloku, w którym mieszkam
rośnie góra darów. Muszę mieć większy samochód. Nie zmieszczę wszystkiego. Wystarczy jeden telefon. Wielki SUV pełen po dach. Zawieszenie trochę „siada”, ale – to przecież misja. Wiozę górę dobra. Damy radę! Jesteśmy stamtąd.”

Joanna Racewicz 

***

Tak zaczyna się książka Joanny Racewicz. To zbiór historii i relacji zebranych na granicy polsko-ukraińskiej, w szczytowym okresie kryzysu humanitarnego, gdy do punktów recepcyjnych i domów prywatnych trafiały tysiące uchodźców. Joanna Racewicz rejestruje obraz wojny widzianej oczyma uchodźców, wolontariuszy i mieszkańców obu stron granicy. Opisuje sceny wzruszające i przerażająco brutalne, z którymi każdego dnia mierzyli się i zapewne będą mierzyć zarówno uchodźcy jak i wolontariusze. Pisze o koszmarze ucieczki przed bombardowaniem, strachu, rozstaniach, śmierci i nowym życiu – które rodzi się już pod bezpiecznym, polskim niebem.  Opowieści uzupełniają zdjęcia dokumentujące ten szczególny czas w historii pogranicza.

Prezentujemy fragment książki „To nie kraj, to ludzie”

1.

”Była jak cień człowieka, jak duch, zjawa z innego wymiaru. Musiała iść bardzo długo. Blada i drżąca z zimna. Miała przezroczyste, nieobecne oczy. Próbowała się uśmiechnąć, zapytać – czy może się ogrzać. Nie miała żadnego bagażu. Myślałam, że zostawiła walizki przed wejściem. Zapytałam – czy jej pomóc. Ledwie pokręciła głową. Widziałam, że ma coś pod kurtką. Jakieś zawiniątko. Ludzie zrobili jej
miejsce. Usiadła ciężko na brzegu siennika. Miałam wrażenie, że zwleka z wyjęciem tego czegoś. Jakby się bała, jakby nie była pewna. I… Kiedy do niej podeszłam z kubkiem zupy – zrobiła to. Rozsunęła ubranie i zwaliła się na ziemię, jak kłoda. Zza pazuchy wypadło na ziemię dziecko. Maleńkie, martwe dziecko. Sztywne z zimna. Niebieski, niemowlęcy kombinezon, kocyk w kratkę. Sina, maleńka buzia. Mniejsza, niż zaciśnięta pięść. Potrafisz słuchać więcej takich historii? Wiem, że nie.”

2.

„Paweł przekracza granicę co dwa, trzy dni. W jego paszporcie brakuje miejsca na pieczątki. Strażnicy świetnie go znają. Tak samo jak pracownicy banku, w którym jak lew walczył o pożyczkę. Dostał 11 386 złotych i kupił w internecie dwie kamizelki kuloodporne. Tylko na tyle wystarczyło, tylko na tyle obliczono jego zdolność kredytową. Dla Pawła to majątek. Teraz ma u siebie tymczasowy dom dla uratowanych z wojny kotów. Nieustannie zbiera lekarstwa i jedzenie dla potrzebujących. Był spakowany, żeby pojechać pod Sumy, po dziewięćdziesięciokilkuletnią kobietą. Nie zdążył.

– Umarła. Nie mogę sobie z tym poradzić – mówi. – Ta pani przeżyła dwie wojny. Kiedy pierwszą rozpętał Hitler, była dzieckiem, nastolatką. Kiedy kolejną Putin, stała nad grobem. Życie rozpięte między dwóch chorych na władzę dyktatorów.
– Chciałem zapłacić za ten i każdy następny wyjazd Pawła. – Mężczyzna w dżinsach i idealnie marynarce mocno ściska rękę Pawła. Piotr Rosanka mieszka w Szwajcarii, pracuje w Liechtensteinie.
Ojciec trzech synów: Mateusz ma trzydzieści dwa lata, Janusz – dziesięć lat, Miłosz – cztery. Piotr wyjechał z Polski w 1992 roku. Zaczynał od obozów dla uchodźców. Materac z papieru, zbiorowa łazienka dla setki ludzi, dojmująca bieda. Czy to był argument, żeby przyjechać ponad 1600 kilometrów? Nie.

Jest w Hrubieszowie od kilku dni i ma opinię Świętego Mikołaja. „Strach mówić przy Piotrze, że czegoś brakuje, bo on natychmiast idzie do sklepu albo daje na to pieniądze”. Tak było, gdy jedna z mam, Oksana, miała jechać z córeczką do Wrocławia do rodziny. Kierowca, który miał je zabrać, nie miał fotelika dla dziecka, więc Piotr oddał ten swojego syna z własnego samochodu. Kiedy jedna z tłumaczek zauważyła, że kończą się zapasy jedzenia i ręczników papierowych, problem znikał bez śladu.

– To wszystko tylko pomoc doraźna, gaszenie pożaru – powtarza Piotr – a tu chodzi o to, żeby pomóc tak, żeby pomoc została. Przyjechałem, żeby badać teren i zrobić listę pomysłów, projektów, celów i kosztów. Może trzeba będzie zbudować centrum edukacji albo połączenia kultur? Może ośrodek wsparcia przedsiębiorczości, może szkołę językową? Dobrze wiem, co to znaczy być człowiekiem drugiej kategorii, człowiekiem wykluczonym. Nie chciałbym, żeby ktokolwiek przeżywał koszmar upokorzenia. Nie chciałbym też, żeby ta pomoc się wypaliła. Polskę czeka maraton pomagania, to nie będzie krótki dystans. Wojna potrwa, a Ukraińcy zostaną tutaj na dłużej.

– Dziś jestem dumny, że jestem Polakiem, że jestem stąd. Pochodzę z kraju, w którym ludzie są gotowi oddać ostatnią koszulę, byle pomóc potrzebującemu. Ja mam ich spory zapas. Nie mogło mnie tu nie być.”


Zobacz także

Tętno spoczynkowe - normy, tętno za wysokie i za niskie

Tętno spoczynkowe u dorosłych i dzieci. Jakie są normy?

„Bardzo kochają tych swoich pijaków. Szukają im terapii, grożą, proszą. Kochają, to nie ich wina”

Ból mięśni - przyczyny. Kiedy udać się do lekarza?

Ból mięśni – 8 przyczyn dolegliwości. Kiedy udać się do lekarza?