Zdrowie

Ból żołądka? Nigdy więcej! Sprawdź 15 prostych sposobów na przykre dolegliwości

Dominika Bagińska
Dominika Bagińska
19 listopada 2015
Jak pokonać ból żołądka?
Fot. iStock / Piotr Marcinski
 

Pędzisz przez życie jak struś. Szkoda tylko, że nie masz strusiego żołądka. Skurcze, ból, zgaga to cena, jaką płaci twój układ pokarmowy za ciągłe napięcie. Trzeba mu pomóc.

Dlaczego boli cię brzuch, kiedy się denerwujesz? Bo skutki stresu, jako pierwszy, odczuwa właśnie żołądek. Pod wpływem adrenaliny kwasy trawienne wydzielają się w większej ilości. Wyściełająca żołądek błona śluzowa staje się bardzo wrażliwa. Dlatego czujesz pieczenie w przełyku, zgagę. Dochodzi też do bolesnych skurczów. To nie wszystko. Gdy jesteś zrelaksowana, jedzenie pozostaje w twoim żołądku przez około pół godziny. Następnie przesuwa się do jelit. Stres zaburza trawienie i sprawia, że pokarm zalega w żołądku nawet do 48 godzin, a to może powodować niestrawność i wzdęcia. Długotrwałe zaburzenia pracy żołądka mogą wywołać wrzody (uszkodzenia błony śluzowej żołądka), a także refluks, czyli cofanie się treści żołądkowej do przełyku. Wówczas objawy stają się jeszcze silniejsze. Szczególnie w nocy – ze względu na leżącą pozycję. Co robić? Oczywiście najlepiej byłoby przestać się denerwować. Na razie możesz ogłosić czas dobroci dla swojego żołądka i zastosować kilka trików dla poprawienia jego kondycji.

15 prostych sposobów na ból żołądka

  1. Gryź dokładnie, żuj i jedz wolniej. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że połyka ogromne kęsy. A przecież np. białka zaczynamy trawić już w ustach (takie właściwości ma ślina). Jeśli nie gryziesz dokładnie, do żołądka trafia prawdziwy głaz, który wymaga produkcji dodatkowej ilości kwasu do strawienia. Stąd już krok do nadkwaśności i uczucia zgagi. Pośpieszne jedzenie skutkuje też połykaniem powietrza, które może nasilać refluks i wzdęcia. Staraj się jeść w spokoju. Nigdy w negatywnych emocjach. Najlepiej nie rób w tym czasie nic innego – świadomie przeżuwaj pokarm, delektując się jego smakiem. Taka mała medytacja.
  2. Zjadaj mniejsze posiłki, ale częściej, na przykład podzielone na 5-6 małych porcji. Najlepiej trawimy, kiedy zjadamy nieduże posiłki podobnej wielkości. Sprzyja to też zobojętnianiu kwasów. Nie powinno się obciążać nadmiernie żołądka ze względu na jego budowę. Ten organ jest workiem zbudowanym z mięśni. Gdy coś zjesz, worek rozpoczyna falowanie, by wymieszać treść z sokami trawiennymi, rozdrobnić pokarm i przesunąć go dalej do jelit. Wyobraź sobie, że jest całkowicie wypełniony. Falowanie jest utrudnione. Trawienie się przedłuża, a ty masz uczucie pełności, niestrawność. To wyzwanie, ale spróbuj wstać od stołu z uczuciem leciutkiego niedosytu. Masz gwarancję, że nie zjesz za dużo.
  3. Staraj się jadać o regularnych porach. Układ trawienny jest jak małe dziecko – lubi rytuały codzienności. Działa bezbłędnie, gdy zapewnisz mu stałe pory posiłków. Udowodniono, że z czasem zaczyna wydzielanie soków trawiennych o tych właśnie umówionych porach.
  4. Jeśli już musisz jeść słodycze – to raczej nie wieczorem, bo pobudzają wydzielanie kwasów żołądkowych. Na pewno spowodują nadkwaśność i zgagę, kiedy położysz się do łóżka. To dotyczy szczególnie osób ze skłonnością do refluksu żołądkowego.
  5. Ogranicz ostre przyprawy. Powodują podrażnienie i przekrwienie ścianek żołądka, co może wzmagać zgagę i uczucie palenia (i ból żołądka gotowy). Ostrożnie z imbirem. Wprawdzie poleca się go jako środek przeciwwymiotny, ale nie wszyscy jednakowo dobrze na niego reagują.
  6. Wybieraj soczyste pokarmy, unikaj suchych. Na przykład ogranicz kanapki, zastąp je zupą, potrawami z kasz czy ryżu, z dodatkiem warzyw, orzechów, pestek lub chudego mięsa. Jeśli masz możliwość wziąć ze sobą do pracy takie danie i podgrzać je – twój żołądek będzie ci wdzięczny. Miękkie, ciepłe, gotowane potrawy działają rozkurczowo, są łatwiej trawione.
  7. Sprawdź, jak reagujesz na pokarmy kwaśne, np. pomidory, ogórki kiszone czy pikle. Wiele osób skarży się, że po ich zjedzeniu czują kwaśny posmak w ustach, pojawia się zgaga, wzdęcia. Dlatego lepiej ograniczyć je, kiedy nadchodzą problemy żołądkowe. Powinny się za to sprawdzić wszelkie inne warzywa, które w przeciwieństwie do pieczywa, mięsa czy serów są neutralne dla żołądka. Ale, uwaga! Patrz punkt niżej.
  8. Unikaj surowych warzyw i owoców, jedz gotowane lub chociaż zblanszowane. Nie zawsze, lecz wtedy, gdy dłuży czas dokucza ci silny ból żołądka czy zgaga, bo w takiej postaci są lżej strawne.
  9. Jadaj jak przedszkolaki. Nie za ciepłe, nie za zimne. Twój posiłek powinien mieć temperaturę pokojową. Zbyt gorący zaszkodzi ci tak samo jak lodowaty.
  10. Pij wodę przez cały dzień, małymi łykami. Potrzebujesz 1,5 – 2 litry dziennie napojów nawadniających (poza kawą, herbatą, energetykami). Wiele osób chorujących na dolegliwości żołądkowe odczuwa ulgę, kiedy pije właśnie dużo wody. Inne napoje neutralne to herbaty ziołowe, np. rumianek, koper, rooibos, ale też maślanka, kefir – o ile dobrze się po nich czujesz. (Patrz rady specjalistki). Dobrze tolerowane są także słabe napary zielonej i białej herbaty albo te z 3-4 parzenia. A czasem, gdy masz ochotę na rozgrzewający napój, możesz zrobić sobie kubek podgrzanej wody z plasterkiem cytryny. To znany sposób na lepsze trawienie i przy okazji ładną cerę.
  11. Nie popijaj obficie posiłków, bo to nie sprzyja trawieniu, ale też nie rezygnuj całkowicie z popijania. Dobrze powinna ci zrobić jedna trzecia szklanki płynu przed jedzeniem. To rozcieńczy kwas żołądkowy do optymalnego stężenia. A po jedzeniu wypij 2-3 łyki, żeby się dopełnić.
  12. Z rozwagą sięgaj po alkohol, kawę i czarną herbatę. Najczęściej, niestety, powodują nasilenie objawów żołądkowych. Im mocniejsze – tym bardziej. Możesz sobie pomóc i pić alkohol tylko do jedzenia, dodatkowo popijać każdy drink wodą, kawę pić tylko z mlekiem (krowim lub roślinnym), a herbatę parzyć słabszą. Ta ostatnia jest zresztą najbardziej drażniąca ze względu na zawartość dużej ilości garbników. Mocna wypita na czczo może spowodować nawet wymioty. Dodatek cukru niczego nie zmienia. Zawsze pozostaje jeszcze łagodniejsza bawarka.
  13. Kolację zjedz na 2-3 godziny przed snem, by nie obciążać żołądka na noc.
  14. Zaczynaj i kończ każdy dzień siemieniem lnianym. Najlepiej sprawdzi się mielone, bo jest łatwiejsze w użyciu. Siemię powleka warstwą ochronną przełyk i żołądek. Działa kojąco. Jedną lub dwie łyżeczki trzeba wsypać do szklanki i zalać gorącą wodą. Po kilku minutach powstaje delikatny napar, który należy dobrze wymieszać i powoli wypić. Ma lekko orzechowy, łagodny smak.
  15. Zamiast leków zobojętniających kwas żołądkowy można stosować migdały. Mają właściwości alkalizujące, a jak przy tym smakują. Najlepiej zjadać kilka po każdym posiłku. Można też zrobić sobie w domu mleczko migdałowe. Namoczone przez noc migdały (szklanka) miksuje się, cedzi przez gazę, dodaje 2-3 szklanki wody, ponownie miksuje i gotowe.

Specjalistka radzi, jak pokonać ból żołądka

Nie ma jednej diety dobrej dla żołądka. By ustalić, co nam służy, a co nie, zawsze trzeba kierować się własnym doświadczeniem. To kwestia indywidualna.

Mam pacjentów, którzy chwalą sobie mleko jako neutralizator nadkwasoty, i słusznie, bo ma właściwości alkalizujące. Jednak innym pacjentom wręcz szkodzi. Na pewno żołądkowców przestrzegam przed piciem naparów mięty. Wbrew pozorom mogą wywołać podrażnienie, bo pobudzają wydzielanie soków trawiennych.

Pozornie bezpieczny hibiskus (składnik wielu herbatek owocowych) także należy stosować ostrożnie. Jego napar działa jak aspiryna, czyli powoduje przekrwienie żołądka, co może spotęgować ból i dyskomfort.

Również migdały, które redukują nadkwasotę i do tego regulują wchłanianie cukrów, muszą być spożywane z umiarem. Traktujemy je jak zdrową, niewinną przekąskę i najczęściej pochłaniamy garściami, byle jak pogryzione. A one dobrze działają tylko wtedy, gdy są dokładnie przeżute. W przeciwnym razie będą ciężkostrawne.

Moim pacjentom na dolegliwości żołądkowe polecam aloes w formie przetworzonego żelu. Aloes ma silne pokrewieństwo z naszymi błonami śluzowymi. Regeneruje śluzówkę, pomaga goić nadżerki (czyli wrzody), uszczelnia jelita, sprzyja namnażaniu się dobrych bakterii jelitowych. Ale bezpieczny jest tylko aloes z wyfiletowanego liścia, bo wiele osób ma alergię na zielone części tej rośliny.


Konsultacja: Alicja Kalińska, Dyrektor Centrów Dietetycznych SetPoint, dietetyk, doradca żywieniowy.


Zdrowie

A może by tak seksfilm? „Wiedziałem, że zupełnie nie mam kontroli, ale nie umiałem tego pokonać. Było mi wstyd”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 listopada 2015
A może by tak seksfilm?
Fot. iStock / fabioderby
 

Gdy Kasia przyłapała swojego męża na oglądaniu stron pornograficznych, była wściekła. Poczuła się zdradzona, oszukana i „niekompletna”. – Nie wystarczam mu – zwierzyła się koleżance. – Daj spokój, jeden seksfilm o niczym nie świadczy. Mężczyźni są wzrokowcami. To nic takiego – pocieszała ją znajoma. Więc po kilku dniach ciszy i nerwowego popłakiwania w łazience, Kasia „odpuściła”.

Przez dwa czy trzy miesiące żyła w przeświadczeniu, że wszystko jest w porządku, a niezbyt udane ostatnio życie intymne, to wynik przepracowania, stresu i ogólnego zmęczenia. Jednak gdy przeglądając zdjęcia w wakacji odkryła na komputerze swojego męża kolekcję ponad 100 filmów porno, zrozumiała, że problem jest dużo poważniejszy. Podczas długiej i bardzo emocjonalnej rozmowy Marcin przyznał, że jest od internetowej pornografii uzależniony. Od dziesięciu lat.

To „tylko” seksfilm!

Dla Kasi wyznanie męża było emocjonalnie tak trudne, że porównuje je dziś do tego, co mogłaby potencjalnie czuć odkrywając romans Marcina. Nie mogła też zrozumieć, jak to możliwe, że żyjąc z kimś tak blisko od prawie 7 lat, niczego nie zauważyła. Dopiero z czasem pewne fakty dotyczące różnych zachowań męża i jego wieczornych rytuałów zaczęły jej się układać w całość. Kiedy ostatecznie dotarło do niej, z jak trudnym problemem będą się musieli zmierzyć, by uratować swoje małżeństwo, załamała się.

– Najtrudniejsze było uświadomienie sobie, że to jest takie samo uzależnienie jak każde inne. Zajęło mi bardzo wiele czasu, zanim przestałam myśleć o tym jak o zdradzie, zanim przestałam podchodzić do tego „osobiście”. Pierwsze dni, tygodnie były koszmarem. Żyłam w przeświadczeniu, że to ze mną musi być coś nie tak. Mój mąż najpierw co wieczór wspomaga się oglądaniem porno, żeby pójść ze mną do łóżka, a potem po prostu wybiera seks w internecie zamiast bliskości ze mną. Nie jestem wystarczająco kobieca, atrakcyjna… – nawet dziś głos Kasi łamie się. – Podczas tej rozmowy po odkryciu filmów płakaliśmy oboje. Potem przez długi czas nie mogłam pozbyć się tego głosu w mojej głowie: „Gdybyś była lepsza, nie wolałby patrzeć na inne kobiety.” To bardzo bolało. I jeszcze to poczucie, że przez tyle lat byłam oszukiwana.

Po dwóch miesiącach Kasia nie wytrzymała napięcia i wyprowadziła się ze wspólnego mieszkania do wynajętej kawalerki. Bezpośrednią przyczyną rozstania było to, że Marcin nie przejawiał chęci leczenia.

Ofiary gwiazdek porno

Jak każde uzależnienie, także to od pornografii ma olbrzymi, destrukcyjny wpływ na związek. W tym wypadku jest to jednak o tyle bardziej skomplikowane, że życie erotyczne już z samej swej natury angażuje więcej niż jedną osobę. Partner lub partnerka osoby uzależnionej zmaga się z poczuciem osamotnienia, z przeświadczeniem, że dla swojego ukochanego, czy ukochanej nie jest atrakcyjny fizycznie. Że jej/jego konkurentem jest seksfilm. Życie intymne tej pary rozpada się, a to oczywiście wpływa na wszystkie pozostałe sfery ich związku. Zanika poczucie stabilizacji ustępując pola uczuciu ciągłej obawy o związek i jego przyszłość. Jedyną drogą ratunku jest terapia, nie tylko osoby uzależnionej, ale także jej partnera.

Marcin nie od razu zdał sobie z tego sprawę, a gdy już się udało, nie potrafił przełamać wstydu. – Kasię kocham nad życie, ale długo nie byłem w stanie zrobić dla niej tego kroku. Dopóki nie odeszła. To było dla mnie impulsem, szokiem. Na moich oczach, z mojego powodu rozpadał się związek z kimś, kogo nigdy nie chciałbym stracić. Zacząłem szukać wiadomości na temat uzależnienia od erotyki  w internecie. Wiedziałem, że zupełnie nie mam nad tym kontroli, ale żeby pójść do specjalisty, powiedzieć: „Nie mogę bez tego żyć, pomóżcie mi”, do tego było mi bardzo daleko. Nie umiałem tego pokonać, było mi wstyd. Więc Kasia odeszła i stanąłem przed wyborem: zostawić wszystko tak jak jest i stracić ją, albo zawalczyć o siebie i o nią, o nasz związek.

Droga do domu

Już pierwsza rozmowa z terapeutą uświadomiła Marcinowi, że nie jest sam, że uzależnienie od cyberpornografii to problem, który dotyczy bardzo wielu osób, w różnym wieku i różnej płci. No i jeszcze, że jego uzależnienie ma faktyczny, destrukcyjny wpływ na jego relację z żoną. – Najcięższym wyzwaniem był dla mnie moment, kiedymusiałem otworzyć się przed innymi, żeby porozmawiać „bez ściemy” o swoim problemie – mówi – Do tej chwili chyba naprawdę nie zdawałem sobie sprawy z tego, że również moje poprzednie związki rozpadły się z powodu uzależnienia. Jeśli przez miesiące, lata patrzysz na pornografię i to jest twoje główne źródło spełnienia w sferze seksu, podczas konfrontacji z realną osobą przestajesz odczuwać podniecenie. Doświadczenie „autentycznej” seksualności jest czymś, co cię przerasta. Uciekasz w to, co znasz  lepiej: jest przecież seksfilm. On nie ma oczekiwań, zawsze jest „dobry”.

Kasia wróciła, chce wspierać męża. Jest niepewna, boi się. – Niepokój i brak zaufania pozostał. Walczę z tym. Ale bywa ciężko: wystarczy, że Marcin musi dłużej popracować wieczorem na komputerze, albo wraca później z pracy. Potrafię zadawać tysiące pytań, dzwonić, sprawdzać komputer, telefon. Potem przychodzi opamiętanie: tak niczego nie naprawimy. Kasia zagryza wargi. W przyszłym tygodniu planują wspólny udział w sesji Marcina. Będzie mówiła o swoich uczuciach, o lękach. Liczy na przełom.

W Polsce stale rośnie liczba osób uzależnionych od pornografii w sieci. Coraz częściej są to również kobiety. Zaburzenie to silnie uderza w podstawy związku: burzy intymność i zaufanie oraz godzi w poczucie bezpieczeństwa i bliskości. Przy zastosowaniu odpowiedniej terapii, zarówno indywidualnej jak i grupowej, uzależnienie od internetowej pornografii jest całkowicie uleczalne.


Zdrowie

Jeśli twój tata żyje, zadzwoń do niego. Dziś

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
19 listopada 2015
Fot. Archiwum prywatne

Gdy ostatni raz Go widziałam, był zmęczony. Siedliśmy na kanapie, a ja przytuliłam głowę do jego ramienia. Zwykły gest, który dziś w moim wspomnieniu nabiera ogromnego znaczenia. Taki gest, który staje się dowodem w moim własnym sądzie, że nie wymyśliłam sobie tej miłości, tego Taty, tej córki.  Że prawdopodobnie to było nasze miłosne pożegnanie.

Żegnać się i nie wiedzieć o tym, to prawda najprawdziwsza. Nie być gonionym lękiem, przeczuciem utraty, winą, tęsknotą, żegnać się jak co dzień, jaka ta relacja jest – nie tylko w ten nadzwyczajny dzień, gdy uświadamiasz sobie wszystko. Żegnać się, jak wypowiadane słowa każdego dnia, jak zwierciadło tego, co między nami, wami, złości i żalu, miłości lub jej braku. Przytulić się w takiej chwili to bardzo dużo.

Wiemy to i zapominamy, taki banał a jednak – że każde spotkanie może być ostatnim. Śpieszmy się kochać ludzi – jak w wierszu Ks. Jana Twardowskiego- tak szybko odchodzą. Jesteśmy mądrzy, czytamy poezję i cóż z tego? Żyjemy w pośpiechu, mało w skupieniu. Nasze relacje, nawet te najbliższe, są coraz mniej intymne. Nie starcza nam czasu na miłość. Nie starcza nam cierpliwości na starzejących się rodziców.  Zaglądam we własne sumienie, czy zrobiłam wszystko. Nie, nie zrobiłam. Jak pewnie wiele innych niedoskonałych dzieci. „Wszystko” to wyzwanie dla Świętych, ale czy zrobiłam wiele? Nie wiem.

Być córką swojego Ojca. Nie zastanawiasz się nad tym, bo masz to od początku, jak ręce i nogi, i usta, którymi oddychasz. On jest obok, albo wraca, jest bardziej lub mniej, czasami znika, ale jest. Nawet jak jest mało, to jest tysiąc razy więcej niż gdy go nie ma już. Gdy wiesz, że nie wróci. Ewa, znajoma, której zmarł tata pisze, że wciąż ma wrażenie dźwięku otwieranych przez niego drzwi, wejdzie jak gdyby nigdy nic i zapyta, czy jest głodna. Ja wpatruje się w ekran swojego telefonu czekając aż zadzwoni. Hej, córeczko, co słychać, hej hej. Kiedy mogę wpaść pogadać? Wiedzieć, że już nie zadzwoni, jest jak czarna dziura na dnie serca, która mości sobie w nim miejsce. Ewa mówi, że mija pięć lat, a dziura jest.

Zaczynam rozumieć „na zawsze” i „nigdy”. To takie słowa, których unikam jak ognia. Słowa zamykające. Nawet w miłości „na zawsze” jest pułapką. Bo co jeśli tylko na chwilę? Przecież i takie miłości pojawiają się w życiu. A już na pewno niektóre kończą się za wcześnie, nie tak, nie w duchu tego na zawsze. A teraz „nigdy” nabiera dla mnie nowego znaczenia. I mimo iż zatrzymam go siłą swoich wspomnień, to już nigdy nie usłyszę tego „hej hej, córeczko”, nie przytulę głowy do jego ramienia, nie powiem, jak mi źle. A teraz mi tak źle. Tato.

Wiem, co by zrobił. Przywiózłby pomarańcze i zrobił z nich sok. Siedź siedź i płacz albo nie płacz, zrobię ci sok. Te pomarańcze są najlepsze, nie kupuj nigdy tych dużych z twardą skórą. Ten Pan w moim warzywniaku zna się na pomarańczach. Płacz, płacz dziecko, sok ci pomoże. Często coś zamiast czegoś. Sok zamiast wymownej ciszy. Dobrze będzie zamiast kocham cię. Tak było łatwiej. Dziś wiele bym dałam za ten sok i niepotrzebny cyrk z pomarańczami. Byleby wrócił na chwilę.

Zrobiłam wczoraj Jurkowi (też Jurek) jajecznicę z ziemniakami. Najbliższe mi wspomnienie naszych chwil, gdy mówił, że jestem wicemistrzem świata robienia jajecznicy z ziemniakami. Miałam 8 lat i zapytałam, dlaczego nie jest mistrzem. „Bo zawsze może być ktoś lepszy i ja o tym nie wiem”- odpowiadał. Zapamiętałam to wicemistrzostwo i te jajecznicę, choć uciekam od obydwu bo jedno niższościowe a drugie tłuste. Ale wracam do tego, gdy mi źle. Zamieniam się w wice i smażę ziemniaczane talarki. Jurek powiedział, że dobre. Nie wiem, czy mówił prawdę, bo podałam mu to z taką powagą, jakbym posypywała danie truflami królowej Elżbiecie. Teraz wszystkie wspomnienia przechodzą etap celebracji, abym mogła poradzić sobie z pustką, która wypełnia czarną dziurę.

To taki czas teraz, że nic innego nie ma znaczenia. Wielkie problemy z wczoraj stają się słabością, egocentryzmem, kpiną. Może to jego ostatni prezent, że będę patrzeć na to z loku ptaka i myśleć z litością o ludzkiej małostkowości? Mój tata nauczył mnie pokory, ale nie wyższości. Może teraz jest ten moment? Tej dalekiej od pychy mądrej wyższości, która wynika z tego, że wiesz, co jest ważne, a ktoś inny nie.

Płaczę dużo, a kiedy nie płaczę mam wyrzuty sumienia, że powinnam. Śmiałam się wczoraj i pomyślałam, że jestem nienormalna, bo tata mi umarł i śmiech się skończył przecież, a mnie nadal coś śmieszy. A przecież, to właśnie On był najśmieszniejszym człowiekiem w moim życiu. Nikt mnie tak nie rozśmieszał, oj nikt.

Miałam zadzwonić w poniedziałek, ale nie zrobiłam tego. Pomyślałam, że jak minie ten koszmarny dzień, to zadzwonię we wtorek po ćwiczeniach. Niewiele pamiętam z tego wtorku. Ból i otępienie, przecież właśnie miałam zadzwonić, jak to jest możliwe, że nie mogę zadzwonić, chcę teraz zadzwonić, chcę zadzwonić zaraz, nie mówcie mi, że nie mogę. Czytam nasze stare sms-y, jak dobrze, że jest ich tyle, czytam od początku do końcu i od nowa. Widzę teraz różnice między „co słychać” z uśmieszkiem a tym bez, czy może nie zauważyłam, że byłeś tego dnia smutny, a może prosiłeś się o to, bym zapytała ciebie, bo chciałeś mi coś powiedzieć? Te słowa są takie same a jednak tak różne. Ile jeszcze rzeczy nie zauważyłam, Tato?

Być córką swojego ojca. Żyć z jego silnymi plecami, które chronią. Żyć po królewsku. Wiedzieć, że gdyby coś, ktoś, nie tak, albo ryjem w ziemię – to jest jeszcze on, facet w twoim życiu, który kocha cię bezgranicznie i zamorduje dla ciebie, wygrzebię spod ziemi chleb i odejmie sobie od ust, napoi, gdy nie masz siły podnieść głowy, zabandażuje kolano albo wyciśnie sok z pomarańczy. Piszę do Ewy, że nie mogę uwierzyć, że Tata nie siądzie już na mojej szarej kanapie, a ona:  „Kochanie, on nigdy z niej nie zejdzie”. Oni tak naprawdę nigdy od nas nie odchodzą. Jesteśmy córkami swoich ojców do końca życia.

Jeśli Twój tata żyje zadzwoń do niego. Dziś.


Zobacz także

5 produktów, które pomogą jesienią i zimą wzmocnić odporność

Gdzie moja moc?! Ratunku… Jak szybko odzyskać życiową energię

Upadło ci coś do jedzenia? Nie żałuj i zapomnij o zasadzie „5 sekund”