Psychologia Związek

Pierwotna namiętność nigdy nie jest schludna. Zrób „bałagan” w sypialni!

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
3 stycznia 2022
dobry w łóżku
Fot. iStock/proud_natalia
 

Jesteśmy świadkami fascynującej sprzeczności. Seksuologowie łamią kolejne mity i stereotypy. Chcemy wspierać równość płci i różnorodność. „Czyż właśnie teraz nie powinniśmy uprawiać najlepszego seksu w historii?”, pyta psycholog kliniczna Marianne Brandon na łamach „Psychology Today”.

Niestety! Wszystkie badania i statystki alarmują, że ludzie uprawiają dziś coraz mniej seksu. Nawet młodzi! Coraz mniej łączy nas ze sobą w sypialni, jak i poza nią. Czujemy się bardziej odizolowani i samotni. Trendy te zostały oczywiście zaostrzone przez COVID, ale one nie zaczęły kształtować się ani rok, ani nawet trzy lata temu. Tylko znacznie wcześniej!

Czysto i elegancko w sypialni

„Seks analny? Obrzydlistwo! Mam ogromny lęk, choć mój partner nalega. Czytam bez przerwy o lewatywie, zastanawiam się, jak mam ją wcześniej zrobić, ile czasu nie jeść, jak się przygotować?”, pisze do nas Marianna. „Miłość w czasie okresu z moim mężem nie wchodzi w grę. Bez przerwy myślałabym o tym, jak bardzo się pobrudzimy”, wyznaje Katarzyna. „Choć jestem w stałym związku, nie potrafię przekonać się do seksu oralnego. Chodzi o mój zapach. Nie podoba mi się i ta kwestia mnie rozprasza”, twierdzi Irena.

Ludzie w gabinetach seksuologicznych mówią, że marzą o bardziej namiętnym seksie, ale nie wiedzą, co robić, by to osiągnąć. „Idealistyczne oczekiwania, że działania seksualne mogą zgrabnie pasować do czystych, uporządkowanych i poprawnych ram, to bujda. Ekscytujący seks jest pierwotny — nie jest ani czysty, ani kontrolowany”, twierdzi Marianne Brandon. A niestety coraz więcej młodych ludzi, wychowanych na Instagramie, gdzie większość obrazków jest „przepuszczona” przez upiększające filtry, ma wyobrażenie seksu pachnącego perfumami i pełnego wystudiowanych póz.

Seks jest nieziemski przede wszystkim wtedy, gdy pochodzi z miejsca ukrytego głęboko w nas – tego nieuporządkowanego, zwierzęcego, naturalnego, dyktowanego instynktami. Marianne Brandon, by wytłumaczyć to swoim czytelnikom, używa analogii kulinarnej. Przypomnij sobie te noce, kiedy po imprezce wróciłaś do domu i zjadałaś bez wyrzutów sumienia, chciwie i lekkomyślnie to, na co akurat miałaś ochotę. Palcami, stojąc przy kuchennym blacie. Zorganizowanie uporządkowanego, cywilizowanego miejsca przy stole w jadalni z widelcem i nożem nie ma sensu w takiej sytuacji. Bo nie smakowałoby równie fajnie. Podobnie jak grzecznie zjedzone przekąski, nie smakuje nam grzecznie konsumowany seks.

Zaufanie kontra szaleństwo

„Mąż pyta mnie, czy będziemy uprawiać seks tak, jakby chciał się napić filiżanki kawy. A gdyby tak choć trochę… poświntuszył?”, twierdzi Krystyna. „Zawsze podążamy tą samą nudną ścieżką, mam wrażenie, że mój facet mógłby w ogóle nie zdejmować piżamy”, twierdzi Grażyna. „Jak sobie przypomnę szalony seks z kochanką, to sorry, ale smutek mnie ściska, że z moją żoną jest tak nudno i przewidywanie. Niedawno usnąłem, kiedy ona była na górze. Cóż za dramat!”, twierdzi Michał.

Co ciekawe, ludziom często łatwiej poczuć się bardziej na luzie i pierwotnie podczas romansów lub krótkotrwałych związków. Nasz organizm uwalnia wtedy niezwykle silne neurochemikalia w odpowiedzi na nowego partnera. Dlatego możemy łatwiej uzyskać dostęp do swoich pierwotnych doznań fizycznych i ignorować mózg”, twierdzi Marianne Brandon. Kolejny czynnik to fakt, że w przypadku szybkiego numerka, może nam tak bardzo nie zależeć. Nie martwimy się, że zostaniemy ocenieni, bo jest duża szansa, że już się nie spotkamy.

Ale przecież w naszych długoterminowych związkach teoretycznie powinniśmy mieć większe poczucie komfortu. Owszem, jeśli uprawiasz seks z tą samą osobą od dziesięciu lat – doszło już do naturalnego osłabienia wytwarzania naturalnych neurochemikaliów, ale pojawiło się między wami coś bardziej cennego: zaufanie. Wiesz, że żona cię nie wyśmieje, tylko przytuli. Zdajesz sobie sprawę, że mąż niejedno już widział, więc możesz się wyluzować.

Bardziej dzika technologia

„Przyłapałam mojego męża na tym, że zamiast seksu ze mną woli oglądać jakieś sprośne filmiki”, twierdzi Agnieszka. „Często masturbuję się rano pod prysznicem. Czasem zabieram tam ze sobą wibrator. Dlaczego wolę to, niż seks z mężem?”, pyta Monika.

Ludzie dziś coraz częściej swoje pierwotne instynkty lokują w technologii. Oglądamy na ekranie nasze skrywane fantazje, a wszystko to bez konieczności poczucia bezbronności lub ryzyka osądu partnera.

„Twórcy tych filmów wiedzą, że naszym popędom można zaprzeczać i tłumić je, ale nie można ich zniszczyć. I w ten sposób w końcu nieświadomość wymyka się spod kontroli i pokazuje, co w sobie tłumimy”, twierdzi Marianne Brandon.

Terapeutka dodaje, że niestety kierowanie naszych pierwotnych, niechlujnych popędów z seksu z partnerem na seks solo podsycany filmikami, zazwyczaj zmniejsza intensywność w parze. Bo seks z pornografią, choć mniej intymny, wydaje się bardziej kuszący i łatwy.

Ponieważ nasze pierwotne popędy z czasem mogą zostać stłumione w strukturze bezpiecznego związku, warto podjąć wysiłek, aby by je zintensyfikować. Terapeuci twierdzą, że przywrócenie silniejszych wrażeń w sypialni bywa trudne, bo odczuwanie i wyrażanie surowego pragnienia w obecności drugiej osoby jest bezbronne i wymaga oddania się. A wielu partnerów, choć delkaruje, że się kocha i sobie ufa, to i tak boi się uzyskać i oddać dostęp do swoich bardziej wrażliwych i pierwotnych struktur. Choć to nie łatwe, to jednak możliwe. Marianne Brandon namawia: „Bądźmy otwarci i odważni, przywróćmy bałagan seksu w naszej sypialni”.


Psychologia Związek

Co rodzice mają zrobić, żeby nie skrzywdzić swojego dziecka?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
3 stycznia 2022
fot. evgenyatamanenko/iStock
 

Ważne jest, żeby rodzice zdawali sobie sprawę z tego, że skrzywdzą dzieci. Założenie, żeby „nie skrzywdzić dziecka” jest błędne.

Rodzice muszą wiedzieć, że przez brak świadomości i przez własne schematy, których nie są świadomi, czy przez brak wiedzy, czy kompetencji na pewno w jakiś sposób na dziecko wpłyną, że to dziecko być może będzie czuło się skrzywdzone. I o tyle to jest ważne, dlatego na to zwracam uwagę, że jeżeli rodzic będzie wiedział, że skrzywdzi dziecko, że nie jest idealny, to łatwiej takiemu rodzicowi będzie przyjąć taką sytuację, kiedy dziecko powie mu, że np. coś było nie tak. I rodzic to przyjmie, zgodzi się, zaakceptuje i będzie nad tym pracował. I pozwoli, żeby dziecko mierzyło się ze swoimi trudnościami.

Co zrobić, żeby dziecku pomóc?

Pozwolić sobie na błąd, na niedoskonałość, co wcale nie znaczy, żeby nie pracować nad sobą. Cały czas pracować i wiedzieć, że jestem niedoskonały i będę niedoskonały. To jedna rzecz. Druga, myślę też bardzo ważna, to być cały czas prawdziwym. To jest coś, co rodzic może dać dziecku bezcennego. Być prawdziwym, w zgodzie ze sobą, jak najbardziej świadomym, być samemu cały czas na drodze rozwoju, dawać sobie prawo do tego. Myślę, że to jest bezcenne. Jest jeszcze kwestia zaufania. To jest bardzo ważne, żeby dać dziecku zaufanie, żeby nie zakładać, że dziecko jest złośliwe z natury, że chce coś źle, z natury chce dowalić, kombinuje… Nie, dziecko ewentualnie się tego nauczyło.

Dziecko jest…?

Dziecko z natury jest dzieckiem szczęśliwym, otwartym do współpracy, do rozwoju, jak plastelina. Jak rodzic będzie delikatny i będzie modelował, to ta modelina tak się ukształtuje. Rodzic może dać wiarę dziecku, to bardzo ważne. Wiarę w siebie, wiarę w to, co czujesz, w jakim kierunku idziesz, wiarę w wyborach, decyzjach, że masz prawo wybierać, że możesz decydować, że możesz popełnić też błąd, że to nie musi być idealne, ale zaufaj sobie, spróbuj, testuj, jak ci z tym będzie.

I co jeszcze?

Rodzic może dać dziecku słuchanie. Bycie i słuchanie to bardzo ważne. Żeby słuchać, co dziecko ma do powiedzenia, co przeżywa, co się w nim dzieje. Myślę, że to, co jest jedną z fundamentalnych rzeczy to, że rodzic może dać dziecku kontakt, bliskość, bo jedną z najbardziej masakrujących, agresywnych w stosunku do dzieci postaw, zachowań to jest taki moment, kiedy rodzic zabiera dziecku kontakt, czy to kontakt wzrokowy, czy emocjonalny.

Nie tylko, że go nie ma fizycznie?

On może być, np. fizycznie, ale nie będzie się odzywał do dziecka. Żeby je ukarać. Bo rodzic się obraził za to, co dziecko zrobiło, czy powiedziało. Rodzic przygotuje mu obiad czy śniadanie, ale w ogóle nie odezwie się do dziecka. Nie powie mu: „dzień dobry”, „do widzenia”, nie zapyta „co w szkole?”. Będzie traktował dziecko jak powietrze. Zabierze mu kontakt. To jest jedna z najgorszych kar, największych traum, jakie dziecko może doświadczyć od rodzica.

A przykład pracy nad sobą?

Jedną z istotnych rzeczy, które może dać rodzic swojemu dziecku, jest obraz rozwoju, pracy nad sobą. Sam rodzic pójdzie na terapię, do szkoły, na studia, sam będzie się przyznawał do błędów, sam będzie pracował nad sobą, będzie udoskonalał samego siebie, rozwijał siebie, to jest bezcenne. W ten sposób pokaże dziecku, że nie jest idealny, że może być nieidealny i wcale w ten sposób nie traci na wartości. I że to jest w porządku. I że o to chodzi. To jest to, co może rodzic dać dziecku. To bardzo dużo.

Słyszę od kobiet, które mają małe dzieci, że bardzo denerwują się, że mogą je skrzywdzić.

Jak będzie prawdziwa, autentyczna, to jest wszystko w porządku. Nie musi być idealna. A matki trzęsą się nad obrazem samych siebie, jakie to powinny być. Bo gdzieś na wirtualnym dysku jest zapisana informacja, że matka ma być „jakaś”, ale to jest niewyjaśnione.

Tak wychowujesz dziecko, tak je uczysz, bo uważasz, że to jest najlepsze dla tego dziecka. Później trzeba spojrzeć w oczy dziecku i powiedzieć: „Wiesz, tak zdecydowałam, bo na tym etapie, na którym byłam, uważałam, że to była najlepsza opcja dla ciebie. I biorę za to odpowiedzialność”. Problem jest z tym, że boimy się brać za coś odpowiedzialność, bo boimy się konsekwencji i w związku z tym idziemy utartym szlakiem.


Materiał pochodzi z najnowszej książki Stanisława Szlassy i Katarzyny Matusz O niektórych lękach dzieci i nastolatków. Zanim pójdziesz na terapię”, wyd. Grupa Centrum

 

 


Psychologia Związek

„Tam nikt nie jest sam. Jesteś otoczona dobrem, życzliwością i nadzieją, że kolejny rok będzie już tylko lepszy”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
3 stycznia 2022
fot AleksandarNakic/iStock

Do Wszystkich Tych, którzy nie znoszą Sylwestrów, Ja też byłam w tej grupie. Większość moich Sylwestrów była nieudana. Zawsze 1 stycznia obiecywałam sobie „nigdy więcej Sylwestra”.

To było jechanie na drugi koniec miasta, gdzie o 20 większość spała, bo zaczęła świętowanie o 15. Byłe też babskie Sylwestry, które zapowiadały się wesoło. Kończyło się na tym, że dziewczyny opłakiwały wszystkie swoje dramaty – ja jestem gruba, on nie zadzwonił, a tamten zapomniał o moich urodzinach. To był płacz koleżanki, bo zamiast oczekiwanych oświadczyn, chłopak…. zadzwonił tylko z życzeniami. I w dodatku poszedł na imprezę z kumplami! A przecież wszystkie znaki na niebie i ziemi, mówiły, że on się oświadczy! To był te dziwne telefony o 1 w nocy (czyli już w Nowym Roku) czy może jednak wpadnę na Sylwestra? To była impreza, gdzie przyszłam z koleżanką, ale później gdzieś zniknęła, ktoś poszedł na sklepu- nie wrócił.

Siedziałam sama przy stole, cała w jakimś konfetti, razem z innymi ludźmi, którzy spali. Były także Sylwestry w domu- ale tu dopadały Ciebie myśli – zobacz, jak inni świetnie się bawią, a Ty co?

Marnujesz swoje życie! Ale czy można przyznać się, zupełnie szczerze, że nigdzie nie idę na Sylwestra? Nie chcę, nie lubię, nie muszę? Już na początku grudnia pojawia się pytanie „A Ty jak spędzasz Sylwestra” i tu zaczyna się Konkurs Presji: „Co tylko z przyjaciółmi? Jak to, tylko z chłopakiem? Co jednak idziesz Rynek/Starówkę? To takie proste! Chcesz się bawić w tym dzikim tłumie przy disco-polo? W tym wieku- to nie wypada! Do teatru? A to przecież nuda! Filharmonia? O nie, ja nie jestem taki kulturalny, poza tym jaka tam musi być atmosfera- te suknie, fraki, no wiesz ja chcę się bawić! Jedziesz do Chorzowa? A co tam jest? Aaa do koleżanki…. no, ale wiesz Kraków jest ładniejszy….”.

Nie spodziewałam się, że pewne wydarzenie odmieni to święto na zawsze.

Trzy lata temu na mieście zobaczyłam plakat „Sylwester z Ubogimi”. Przystanęłam na chwilę, przeczytałam informacje i poszłam dalej. Dni mijały, a za mną cały czas chodziła myśl „idź tam, zapisz się ”. Weszłam na stronę, wysłałam formularz zgłoszeniowy jako wolontariuszka i pojechałam na spotkanie organizacyjne. Na miejscu, zadawałam sobie pytanie ”Co ja tu robię?” Przecież nie znoszę Sylwestrów, to jest przereklamowane, sparzyłam się nie raz …Także kolejna moja obawa to… sylwester dla osób bezdomnych, starszych i samotnych? Mam z nimi rozmawiać? O czym?

Wszystko wyjaśniło się w ten sądny dzień czyli 31 grudnia. Wcale nie trzeba robić przysłowiowych „cery, włosów i paznokci”. Nie ma wystrzałowych kreacji, fryzur pod sufit, paznokci długich jak ulica Piotrkowska w Łodzi. Nie ma popisu – bo przed kim? I czym? Nie ma także głupich zabaw i bicia rekordów. Nie ma ratowania i szukania zagubionych kompanów imprezy. Nie ma mechanicznych życzeń, gdzie nawet nikt nie patrzy na Ciebie, kiedy składa Ci życzenia.

Miłość w sylwestra? Cztery singielki, cztery szczęśliwe zakończenia

A co jest na takim Sylwestrze z Ubogimi? 340 osób w jednym pomieszczeniu, zjednoczonych w jednym celu. Kim są wolontariusze? Ludzie w każdym wieku i każdego zawodu. No i oczywiście Goście, którzy mając tak pokiereszowane życia są pełni radości. Życzenia, które płyną prosto z serca- ludzie podają Ci rękę i patrzą w oczy. Mają miejsce także liczne cuda- chłopak bez ręki, który wszystko nosi, niepełnosprawna dziewczyna , która nalewa zupę, mimo, że jej ręce ledwo na to pozwalają, jeszcze inna dziewczyna na wózku, która tańczy do utraty tchu. Ilu z nas podpierało kąty „bo ja nie umiem tańczyć”? Łzy wielu Gości, którzy widzą przystrojoną salę i suto zastawione stoły. Słowa, kiedy osoby bezdomne mówią „za rok będę z Wami, po drugiej stronie”. Słuchasz też wiele przejmujących historii- teraz to Ty uczysz się co tak naprawdę oznacza słowo „dramat”. I najważniejszy cud, czyli drugi człowiek, który jest naprzeciwko Ciebie. Nie ma znaczenia Twój wiek, pochodzenie, nazwisko, praca i czy w tym roku udało Ci się schudnąć 5 kg.

To był mój drugi Sylwester z Ubogimi i to był kolejny, wspaniały Sylwester. Więc jeżeli noc sylwestrową spędziłaś siedząc na kanapie, zalana łzami, z kubełkiem lodów lub siedziałaś w konfetti pośród śpiących ludzi… Nie czekaj na zaproszenie, oświadczyny, że ktoś inny zorganizuje Sylwestra Sylwestrów. Polecam Ci Sylwester z Ubogimi. Tam nikt nie jest sam. Jesteś otoczona dobrem, życzliwością i nadzieją, że kolejny rok będzie już tylko lepszy. I takiego Nowego Roku Wam życzę, jaki był i będzie Sylwester z Ubogimi – pełnego cudów.

Anonimowa Wolontariuszka


Zobacz także

10 romantycznych rzeczy, które możesz zrobić dla swojej ukochanej, czyli warto się rozmarzyć

Każdy znak zodiaku inaczej sygnalizuje depresję. Nie przegap pierwszych objawów u najbliższych

Co o tobie mówią twoje gesty, czyli jak język ciała zdradza, co czujemy