Psychologia

Neurotyczna osobowość naszych czasów. Prawdziwy obraz nerwicy jest zupełnie inny, niż nam się wydaje

Karolina Krause
Karolina Krause
16 stycznia 2017
Neurotyczna osobowość
Fot. iStock/sdominick
 

Wszyscy dzisiaj cierpimy na nerwicę. Widząc, jak nasza koleżanka zaczyna się denerwować lub skubać paznokcie powiemy „Ty to jakaś znerwicowana jesteś”. Patrząc na mężczyznę, który przez to, że spóźnił się na ważny samolot, kopie i rzuca swoją walizką, pomyślimy, że to wariat albo, że właśnie ma nerwicę. Nie mówiąc o filmach z pracownikami korporacji, którzy w przypływie złości ciskają swoimi komputerami o podłogę… „Nerwica” to choroba diagnozowana dziś przez nas wszędzie i u wszystkich. Choć mało kto wie, jak ona naprawdę wygląda.

Większości z nas neurotyk kojarzy się, jako osoba słaba, przepełniona lękiem, choć w rzeczywistości wcale nie musi tak być. W wielu przypadkach nerwicowiec jest w stanie świetnie ukrywać ten lęk przed resztą społeczeństwa. Niekiedy też wcale nie zdaje sobie z niego sprawy. Zaburzenie to może przyjmować bowiem tyle barw, ile odcieni ma ludzka osobowość. Jego wnętrze przepełnia jednak wrogość wobec świata, stałe poczucie zagrożenia i bezradności, a do tego rozpaczliwie tęskni za bezwarunkową miłością.

Co jeszcze jest charakterystyczne dla ludzi dotkniętych nerwicą?

Obrona przed lękiem – za wszelką cenę

Tym co różni go od reszty osób jest nie tylko większa skłonność do odczuwania lęku, ale przede wszystkim niezdolność do jego przeżywania. Taka osoba za wszelką cenę stara się przed nim obronić – stłumić go, wyprzeć, zredukować, nie dopuścić do jego odczuwania. Nawet za cenę własnego szczęścia.

Nierealistyczny obraz siebie i świata

W normalnym codziennym funkcjonowaniu przeszkadza mu nierealistyczny obraz świata. Wszystko kojarzy my się z zagrożeniem, myśli: „ten mężczyzna na pewno chce mnie okraść”, „koleżanka z pracy od lat czai się na moje stanowisko” lub „świat jest zbyt doskonały, żeby zwrócić na mnie uwagę”. Dotyczy to także zniekształconego obrazu siebie „jestem idealny, tylko nikt tego nie dostrzega” i przeciwnie: „wcale nie jestem agresywny”, „jestem do niczego”.

Silna potrzeba aprobaty

Chociaż każdy z nas chciałby być lubiany i podziwiany, przez osoby, które darzymy sympatią, to neurotycy oczekują tego od wszystkich ludzi bez wyjątku. Są przy tym wyjątkowo wrażliwi na krytykę i dezaprobatę. Jakikolwiek przejaw odmowy traktują jako wyraz braku sympatii i odrzucenia.

Egocentryzm

Neurotyk zajmuje się głównie sobą i swoim cierpieniem. Taka osoba w zasadzie przez cały czas cierpi (oficjalnie temu zaprzeczając). Silna potrzeba miłości koliduje u niej z własną niezdolnością do jej przeżywania czy dawania innym. Za to uporczywie domaga się, by jej własne pragnienia były respektowane. Ta wewnętrzna sprzeczność nie zawsze da się zauważyć. Ktoś może bowiem zachowywać się w sposób nadzwyczaj troskliwy tylko dlatego, że został nauczony, że „tak trzeba” lub działa w sposób kompulsywny.

Nadmierna agresja lub ucieczka w uległość

Może być albo nadmiernie agresywny, albo nadmiernie uległy. Paradoksalnie tendencje mogą się także wzajemnie przenikać. Silne poczucie krzywdy i zawiść wobec świata (który jego zdaniem celowo go gnębi), prowadzi go do bezinteresownej złośliwości. Aby uciec przed lękiem podporządkowuje się innym. Ma problem z wyrażaniem swoich potrzeb, własnego zdania, próśb, ale też z odmawianiem czy krytykowaniem innych (boi się odwetu i zranienia drugiej osoby).

Neurotyczna potrzeba miłości

Neurotycy:

  • oczekują miłości bezwarunkowej, choć sami nie są w stanie nią kogoś obdarzyć,
  • przywiązują do siebie partnera, poprzez manipulację (szantaż emocjonalny, wzbudzanie litości itp.)
  • wykorzystują drugą osobę do własnych celów, lekceważąc jej potrzeby i nie tolerując jej odmienności,
  • panicznie boją się porzucenia (stają się chorobliwie zazdrośni, czym odsuwają od siebie tych, którzy ich kochają),
  • często poniżają siebie, albo partnera (z którego są na ogół niezadowoleni),
  • w głębi duszy nie wierzą, że ktoś jest w stanie ich pokochać,
  • autentyczne przejawy miłości traktują jako potencjalne zagrożenie i zniewolenie.

Problemy z seksem

Osoby o zaburzeniach neurotycznych mogą też starać się redukować swoje napięcia po przez zwiększenie potrzeb seksualnych lub ogólną niechęć do seksu. Im większe stają się te problemy, tym bardziej dana osoba będzie o tym myśleć.

Źródła nerwicy

Podobnie, jak w depresji, nerwica może mieć charakter czasowy (jako reakcja na stresująca sytuację), jak i długotrwały. W drugim przypadku, jak w większości zaburzeń osobowości, źródła problemów możemy poszukiwać we wczesnym dzieciństwie, które mogło być pozbawione wzajemnego ciepła. Nerwica pojawia się wtedy, kiedy rodzice jedynie udają miłość – zarówno do siebie, jak i do dziecka. Są wobec niego niesprawiedliwi – biją je czy poniżają. Zabraniają wyrażania uczuć, w tym także zdrowej agresji – jej tłumienie wzbudza w nim wewnętrzny lęk. Gdy matka i ojciec głośno mówią o swoim niezadowoleniu z życia lub niechęci do seksu. Takie dziecko rośnie potem w przekonaniu, że samo jest małe, nic niewarte i bezradne. Czuje się zagubione i samotne w świecie, który je wykorzystuje, oszukuje i poniża.

Neurotyczna osobowość naszych czasów

Zdaniem Karen Horney, wybitnej psychoanalityk i psychiatry, autorki wciąż bardzo aktualnej książki „Neurotyczna osobowość naszych czasów”, większość ludzi posiada przynajmniej kilka z wymienionych tu cech. Duże znaczenie w ich występowaniu ma także podłoże kulturowe. Rzeczywistość w jakiej żyjemy przysparza nam coraz więcej powodów do zmartwień, przez co rośnie liczba osób znajdujących się „na granicy” normy. Rośnie także nasza wiedza na temat psychologii dlatego, często potrafimy sami uporać się z naszymi problemami.

Praca nad zranieniami duszy

Czasami jednak skala problemu jest tak duża, że jej ogrom zwyczajnie nas przerasta. Kiedy to sobie uświadomimy, łatwiej nam zrozumieć, że nie ma niczego złego w tym, by zwrócić się do kogoś po pomoc. Otwarte mówienie o swoich problemach zbliża nas do ich rozwiązania. Istnieje wiele skutecznych psychoterapii, pomagających w walce z lękiem, który odbiera nam radość. Jeśli więc czujesz, że mogłabyś podpisać się pod większości z tych cech lub widzisz je u swojego partnera – powiedz mu o tym, wyjdź z tym do ludzi. Szczęście jest czymś realnym i każdy z nas może je osiągnąć. Musi tylko wyciągnąć po nie rękę.


Źródło: psychologia.net.pl


Psychologia

„Mam siedemnaście lat. Widzę, jak moja mama wisi, a ja nic nie mogę zrobić. Bo depresja, to potwór…”

Anika Zadylak
Anika Zadylak
16 stycznia 2017
Fot. iStock / francescoch
 

– Wracasz do domu ze szkoły i od progu czujesz niewyobrażalny smród. Z piętnaście lat wtedy miałem, nie więcej. Z kolegą przyszedłem, mieliśmy się matmy uczyć. I on mnie pyta, czy nam jakieś szambo gdzieś wylało, bo to kamienica, rury stare wiadomo. I wtedy z pokoju obok, wychodzi moja o rok młodsza siostra. Łzy jej lecą, w rękach trzyma zasrane prześcieradło. Lało się z niego, bo widocznie nie tylko to pod siebie zrobiła. Kolega mało nie zwymiotował, zakrył ręką usta i wyszedł. Ja za nim biegiem na klatkę i słyszę: „Nie martw się Rafał, ja nikomu nie powtórzę. Mama wam się pewnie, rozchorowała, każdemu się zdarza, ale może po jaką ciotkę zadzwońcie. Bo sami, to chyba rady nie dacie”.

Wróciłem do środka, odstawiłem plecak i pomagałem siostrze ją umyć i pościel zmienić. Potem usiadłem na skraju łóżka i wyłem. Wyłem i błagałem. Mówiłem jej: „Mamo proszę cię, idź do lekarza, tak dłużej nie może być”. A ona leżała, patrzyła w sufit, nawet nie drgnęła. Wyszedłem, oparłem się o ścianę i pomyślałem, że piekło wcale nie jest daleko.

Rafał i jego młodsza siostra Katarzyna, dziś są dorosłymi ludźmi.

On założył rodzinę, ma córkę i rocznego synka. Pracuje i stara się już nie rozpamiętywać, nie szukać winnych.

Kasia skończyła studia, wyjechała do innego miasta. Jest sama. I z uporem maniaka powtarza, że matka, wyrządziła jej jedną z najgorszych krzywd, jaką można dziecku zrobić. – Nie leczyła depresji, nie chciała. Choć tyle pomocy jej oferowaliśmy. My, jej nastoletnie dzieci, które zamiast się uczyć, zakochiwać, na wagary chodzić, to praliśmy jej brudne rzeczy. Pilnowaliśmy, żeby sobie nic nie zrobiła i ciągle wstydziliśmy – Katarzyna, nie ukrywa swoich pretensji do matki.

Mimo upływu lat, tamte wspomnienia nadal przywołują złe emocje. Nadal bardzo bolą.

– Ja wszystko zawsze starałam się zrozumieć, że to choroba, że nie jej winą było to, że tata zmarł. Przecież to był wypadek. Na to nikt nie miał wpływu, zresztą kto by chciał śmierci dla drugiego człowieka. Zwłaszcza tak dobrego, jakim ojciec był. Pamiętasz Rafał, jaka mama była wcześniej? Ona nawet inny odcień skóry miała, twarz inną. Żeby u nas naczynia stały nieumyte, żeby obiadu nie było? Mi się już samo to wydawało takie straszne. A najgorsze dopiero nadchodziło. Z każdym dniem, gdy w naszej matce zagnieździł się ten potwór, obojętności i  żalu.

Krótko po 16-tej rocznicy ślubu do mieszkania pani Agaty, matki Rafała i Kasi, zapukała policja. Samochód jej męża potrącony przez rozpędzone dostawcze auto spadł z urwiska. Mąż jeszcze żył, gdy dotarła do szpitala. Zmarł na jej oczach, gdy za szklanymi drzwiami patrzyła na jego reanimacje. Jeszcze rano jedli razem śniadanie, planowali wyjazd na ferie, całował ją w głowę przed wyjściem. I śmiał, że dziwne te ich dzieci, bo jakby wcześnie nie wstały, to i tak się zawsze spóźniają. Jeszcze rano była żoną. Tego samego dnia, po południu, wdową z dwójką dzieci.

 Rafał

– Nie pamiętam dokładnie, ale mama chyba ze swoją siostrą przyjechała z tego szpitala. Cały czas płakała, nie mogła nic powiedzieć. To ciocia nas poinformowała, że tata już do nas nie wróci. Że teraz mamy już tylko siebie, że musimy być dzielni, bo mamie trzeba będzie pomóc. Na pogrzeb dali nam jakieś leki, mama mówiła, że to ziołowe, że złagodzą trochę ból. Pamiętam tylko zimno, takie przenikliwe i to jak ksiądz ładnie o ojcu mówił. No i, że nie mogłem patrzeć na to, że mama nie płacze. Jakąś taką głupią myśl ciągle miałem w głowie, że jak ktoś to zobaczy, to pomyśli, że mamie nie jest przykro.

Kasia to nawet jej potem wykrzyczała, że ją chyba śmierć ojca niewiele obchodzi, skoro nad trumną, nawet łzy nie uroniła. A mama milczała, przytulała ją do siebie i nic nie mówiła. Do dziś się boję, gdy ktoś milczy. Wolę jak krzyczy, ubliża, czy nawet czymś rzuca. Cisza to nic dobrego, bo tłumi lęki.

Teraz to wiem. Przez pierwsze trzy miesiące było nawet zwyczajnie. Matka chodziła do pracy, w lodówce zawsze było pełno, uprane na czas. Tylko mało się odzywała, ale nam się wtedy z nikim gadać nie chciało. Każdy się zamykał w swoim pokoju, zajmował swoimi sprawami. Siostra do mnie czasem przychodziła, nie miała jeszcze 14 lat skończonych, bała się w nocy. Do mamy nie chciała,  mówiła, że jest jakaś dziwna. Bo się nie odzywa, bo nigdy nie słyszeliśmy, żeby płakała.

Nie wiem też, kiedy ona spała, bo kiedy bym nie wstał, zawsze się światło paliło i siedziała skulona. I na ten cmentarz jeździła ciągle i nas ciągała. Stawialiśmy się, nie czuliśmy tam dobrze, to sama tam chodziła. Ciotka czasem wpadała, nie pytała nas o nic, tylko powtarzała, że to żałoba, że to musi potrwać i że mamie nie jest lekko. A nam też nie było.

Jakieś pól roku później na urlop poszła. Nawet się jakoś tak ucieszyłem, że to dobrze, że odpocznie i odeśpi. I wtedy się zaczęło. Popijała coraz częściej, choć nie na umór i zawsze w domu.  Chociaż chyba, wolałem jej jednak takiej nie oglądać. I nie słuchać.

Co wieczór, jak już tylko w butelce dno było widać, zaczynała opowiadać. W kółko to samo, o tym, jak ojciec wyglądał źle, że miał obrażenia. O tym, jak go z tej lodówki wyciągnęli, już w garniturze. Że ręce miał takie skostniałe, że twarz siną i oko niedomknięte. Jak trumnę musiała wybierać i pomnik. Że ciągle go widzi, takiego zimnego i sztywnego.

Najbardziej się o siostrę martwiłem, bo się bała potem spać. Rano zawsze z mamą rozmawiałem, tłumaczyłem, że nie powinna tak robić,  bo Kasia się potem źle czuję. Pytałem, czy nie sprowadzić kogoś do pomocy, czy może do psychologa by poszła. A ona się tylko tak lekko uśmiechała i odpowiadała, że na wszystko jest czas, że to minie. I że przeprasza, że już nie będzie. A wieczorem wszystko wracało.

Wciąż powtarzała, że bardzo tęskni, że wydaje jej się, że ojciec tylko gdzieś pojechał. I niedługo wróci. Prawie nie jadła, bardzo chudła, miałem wrażenie, że codziennie jest jej mniej. Zaraz po urlopie, poszła do znajomej lekarki, a ta jej dała zwolnienie. Myśmy nawet to dobrze przyjęli, bo pomyśleliśmy, że mama zrozumiała, że będzie się leczyć. Niestety. Położyła się i prawie nie wstawała. Nawet załatwiała się często pod siebie.

Ciotką ją w końcu siłą zawiozła do psychologa, ale tamten powiedział, że to depresja, że same rozmowy nie wystarczą. Że trzeba też leki, a matka się nie chciała na nie zgodzić. Tłumaczyła, że ma dzieci, że praca i dom, że będą ją otumaniać. Zadziwiało mnie to, że była jakby bez życia, a gdy słyszała o leczeniu, diabeł w nią wstępował, zapierała się rękoma i nogami.

A przecież prawda była taka, że to my się staraliśmy wszystkiego dopilnować. Kasia płaciła rachunki i pilnowała terminów. Ja robiłem zakupy, nauczyłem się też gotować i prać. Kolegów już prawie nie zapraszaliśmy, mama się nie chciała myć. Krzykiem i groźbą często ją  zmuszaliśmy, żeby się w końcu w coś czystego ubrała, włosy uczesała. Mieliśmy naukę na głowie, w domu był nieraz taki syf, że wstyd było listonoszowi otworzyć. Ciotka większego wpływu nie miała, dalsza rodzina jak tylko widzieli co się dzieje, to kwitowali, że tu trzeba specjalisty i na tym się zazwyczaj, kończyło.

I o to mam trochę żal, bo przecież co my mogliśmy, niepełnoletnie dzieciaki. Do MOPS’u na własną matkę donieść? Co? Że chora jest, że nie dajemy już rady? Nie wiem, a może właśnie trzeba było, może inaczej to by się dla nas potoczyło. I dla mamy…

Katarzyna

– Nienawidziłam jej. Bo to już nie była ta mama, która nas kochała, którą ja kochałam. Słyszałam, jak Rafał po nocach pierze i sprząta, zamiast się uczyć. Słyszałam ją, jak wymiotowała po alkoholu, jak bełkotała, że ojciec to kawał drania, bo ją zostawił. A to ona nas zostawiła, choć mogła inaczej. Miała wybór, mogła coś z tym zrobić.

Skoro ja teraz się zmagam z depresją, bo to mi w spadku zostawiła i chodzę na terapie i leki biorę jak trzeba, to mama chyba też mogła wtedy? Tak czy nie?

Nieraz jej mówiłam w nerwach, bo później już nie umiałam z nią normalnie rozmawiać, przez żal i obrzydzenie, żeby przestała. Że niszczy życie swoje i nasze, a przecież my jej nic złego nie zrobiliśmy. Krzyczała mi wtedy, że już jej chyba nie kocham, skoro nie rozumiem jej cierpienia.

A ona nas kochała? A my nie cierpieliśmy? Może sobie pani o mnie myśleć, co tam chce. Ja jeszcze nie umiem jej wybaczyć. Nie chcę otwierać w sobie pewnych drzwi, bo to bym musiała zrobić najpierw, zanim je raz na zawsze zamknę. Może kolejny rok u terapeuty i na leczeniu, pozwoli mi odpuścić i zapomnieć.

Do dziś nie wiem też, dlaczego akurat w brata pokoju się powiesiła. Miałam wtedy 17 lat, wydawało mi się, że dla niego ma jeszcze jakieś serce, bo bardziej cierpliwy był. Zawsze mi tłumaczył, że to nasza mama, że spotkało ją coś strasznego, że to dlatego. Że musimy, bo ma tylko nas. A myśmy mieli tylko ją, rozumie pani?

Rafał krzyczał, wołał pomocy, szarpał się z ciałem, gdy próbował ją odciąć. A ja stałam w drzwiach.  I patrzyłam. Na jej siną twarz, na sznur, który oplatał jej szyję. I dziś, po blisko siedmiu latach od tamtego dnia, mam wrażenie, że nadal stoję w progu pokoju brata. I widzę, jak moja mama wisi, a ja nic nie mogę zrobić.

Bo depresja, to potwór.

Jeśli nawet nie spróbujesz z nią zawalczyć, jeśli okażesz jej swoją bezsilność, to ona niczym się nie różni od tego, co najgorsze. Od śmierci w samotności. Nawet, jeśli otaczają cię bliscy ludzie.


Wysłuchała: Anika Zadylak 


Psychologia

Uroczyście postanawiam: Jestem kobietą, nie zgubię siebie! Akcja „Mówię dość niezrealizowanym postanowieniom noworocznym” [Wyzwanie specjalne]

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
16 stycznia 2017
Fot. iStock / AleksandarNakic

Obiecałaś już tak wiele. Oddałaś potężny kawałek siebie, z miłością i w jej imię. Matka, mama, mamusia. To rola wyjątkowa, taka, w której im więcej oddajesz – tym więcej dostajesz, ale… nie bierz tych zdań zbyt dosłownie. Być mamą, nie znaczy przecież nie być już nikim więcej. Być dla kogoś, nie znaczy zniknąć, zrezygnować z siebie, ze świata. Bo oddawać cząstkę siebie – nie znaczy poświęcać się ślepo, a uczyć jak żyć szczęśliwie.Każdego dnia dajesz swoim dzieciom coś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze: dobre i piękne życie.

Uczysz je:
– jak kochać,
– jak się cieszyć,
– jak być sobą,
– jak walczyć o siebie…

… dlatego nigdy, przenigdy, nie zapominaj w tym wszystkim o sobie, bo to właśnie ty, jesteś dla nich obrazem tego, jak świat powinien wyglądać.

Masz już swoje noworoczne postanowienia?

Bez względu na to, o czym myślałaś, dopisz jedną, jedyną (ale najważniejszą) rzecz, na liście noworocznych postanowień:

bede dla siebie dobra napis

i bądź.

Każdego dnia przypominaj sobie, jak wiele jesteś warta, jak wiele masz do zaoferowania światu.

Patrz na siebie oczami swoich dzieci – nie rezygnuj z siebie, zastanów się tylko, co chcesz, by one zobaczyły?

Mamę zrezygnowaną, zmęczoną, ale idealną wedle podręcznikowych definicji? Czy wspaniałego człowieka, który cieszy się życiem, takim, jakie dla siebie wybiera?

Boisz się, że twój czas, odpoczynek czy relaks – że zza to wszystko, zapłacą one, twoje dzieci? Wszystkie się tego obawiamy, ale potem okazuje się, że czasu zamiast nam ubywać – przybywa. Że przestajemy go trwonić, na próbę opanowania emocji, gdy mamy już kompletnie dość. Że jest więcej czułości i przytulania, że tak łatwo się nie denerwujemy, i jakby krzyczymy coraz mniej…

Bo tak już ten świat jest urządzony, że człowiek szczęśliwy nie denerwuje się rozlanym kakao. Nie traci głowy, gdy plan dnia bierze w łeb, nie płacze nad złamanym obcasem – tylko idzie dalej, a wtedy uwierzcie i na przytulanie „no limit” jest w życiu więcej czasu… Spróbujcie 

PS: I pamiętaj, nawet wtedy, gdy robisz coś tylko dla siebie, robisz to dla nich – bo dzieci chcą być takie, jak rodzice.

Dlatego specjalnie dla mam powstało to wyzwanie – napiszcie nam o swoich postanowieniach, o tym jak chcecie być dla siebie dobre w tym roku.

Dołącz do akcji
„Mówię dość niezrealizowanym postanowieniom noworocznym!”

Co trzeba zrobić?

ZADANIE KONKURSOWE: 

Napiszcie do nas o waszych marzeniach, planach na nowy rok – skąd się wzięły, jak chcecie je zrealizować i kiedy.

Najciekawsze listy opublikujemy, nagrodzimy i będziemy mocno trzymać kciuki, byście w nowym roku osiągnęli to, co zaplanujecie.

Listy prosimy wysyłać na adres kontakt@ohme.pl dołączając oświadczenie:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Uwaga specjalnie dla was postanowiliśmy przedłużyć czas na wysyłanie zgłoszeń do 17.01 włącznie 🙂

Czas trwania akcji: 21.12.2016 – 17.01.2017. Ogłoszenie wyników nastąpi do 22.01.2017 roku.

Nagrody

Tulilo.pl

image001

1 x Miś Beniamin

miś Beniamin

Fot. Materiały prasowe

Może stać się pierwszym przyjacielem dziecka.

Dodatki w żywych kolorach i miły uśmiechnięty pyszczek zdradzają pokusę do dziecięcych figli. Podczas zabawy z przytulnym Misiem Beniaminem twoje dziecko będzie czuło się wyjątkowo bezpiecznie. Wysokojakościowy Miś z pewnością przetrwa dzieciństwo Twojej pociechy i powróci po latach, kiedy pokocha go kolejne pokolenie. Miś Beniamin to doskonały prezent nie tylko dla dziecka, ale również dla ukochanej osoby.

1 x Kot Figuś i 1 x Myszka Figusia

Myszka Figusia

Fot. Materiały prasowe

Kot Figuś

Fot. Materiały prasowe

Pastelowe, ciepłe kolory oraz delikatne, wyjątkowo mięciutkie zabawki to wyjątkowa Kolekcja Figusiowych Przytulanek. Milutki Kot lub Myszka może być pierwszą zabawką twojego maluszka, pierwszym przyjacielem, który rozweseli smutne dni i nie tylko. Już od pierwszych chwil życia malucha rozwiń jego horyzonty nowych doświadczeń. Zwierzątka o sympatycznym imieniu Figusie są wyjątkowo mięciutkie i delikatne. Zajmują pierwsze miejsce w kategorii „Mój najlepszy przyjaciel”.

1 x Piesek Arek

Miłość do maskotek rozkwita w każdym pokoleniu, w którym pojawia się nowy członek rodziny. Każdy chce obdarować malucha pierwszą przytulanką, nieistotne czy dużą czy małą. Dzięki takim gestom każdy dorosły chce dać maluchowi poczucie bezpieczeństwa i powoli oswoić dziecko z samodzielnym spaniem we własnym łóżeczku. Świetną przytulanką może okazać się wielki piesek, który przykuje uwagę każdego malca. Może na nim poleżeć albo z nim spokojnie zasnąć.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Większy Pies Arek został wykonany z niezwykle miłego w dotyku pluszu. Szybko podbije serce każdego dziecka.

1 x Owieczka Blanka

Owieczka Blanka

Fot. Materiały prasowe

Sympatyczna, zawsze uśmiechnięta owieczka Blanka doda uroku każdej małej dziewczynce. Kolorowa opaska, z małą, pakowną torebeczką w kwiaty podbije serca nie tylko młodych dam. Ma miłe i puszyste futerko, a jej wesoła mordka pozwala doświadczyć niezwykłych przygód. Zostać jej nowym przyjacielem i weź ją szybko na spacer.

1 x Miś Maksym

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Chcesz bliskiej osobie wyznać coś ważnego, a może przekonać swoje dziecko, co jest ważne? Poznaj słodką gromadkę misiów, które zrobią to za ciebie. Unikalny Miś Maksym, ubrany w pastelową koszulkę, bez słowa zdradzi twe najskrytsze myśli. W końcu miłość rozkwita od pokoleń, a w szczególności do tak słodkiego misia, jak Maksym.

… oraz wiele, wiele innych fajnych nagród ;)…

Zabawka dla malucha ma podobne znaczenie w jego rozwoju, jak książka dla starszego dziecka, jest to niezbędne w jego dalszej nauce. Dziecko i zabawka to dwa nieodłączne elementy dzieciństwa, które przybierają różne formy, podczas wspólnej zabawy. Proces wychowania dziecka buduje się, poprzez odpowiedni dobór zabawki, która wraz z każdą chwilą wzbogaca doświadczenia, wiedzę, a także umiejętności dziecka. Zabawka pozwala przystosować się do kształtowania się wrażeń estetycznych, poszerzania horyzontów, rozwoju kreatywności, a także procesów socjalizacyjnych i komunikacji międzyludzkiej. Zabawka pozwala dziecku poznać bliżej otaczający je świat, dostrzec relacje, jakie zachodzą, podczas zabawy oraz świetnie sprawdza się w wymienności ról, takich jak troskliwy opiekun czy przyjaciel na dobre i na złe dla dziecka.

Zabawki marki Tulilo, to wyjątkowo miłe pluszaki, które zauroczą każde dziecko i przeniosą je w kolory świat zabawy.

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.

 


Zobacz także

Polacy są zadowoleni z seksu. Kobiety deklarują, że to najlepszy sposób, by zbliżyć się do partnera

Co byś zmienił w swoim życiu, gdybyś usłyszał, że umrzesz za 10 lat? Pytania, które nadają sens życiu

Skąd się biorą kompleksy, czyli każdy człowiek potrzebuje akceptacji