Psychologia

Patrycja Sołtysik: bałam się, że endometrioza odbierze mi możliwość bycia mamą

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
14 stycznia 2021
Autor Izabela Pluskwa Fotiska
Autor Izabela Pluskwa Fotiska
 

– Pojawiło się krwawienie, krwiak był większy od dziecka, a donoszenie ciąży było pod jednym wielkim znakiem zapytania. Patrycja Sołtysik, mama Stanisława, żona Andrzeja, zmaga się z endometriozą od wielu lat. Choć miała chwile zwątpienia, nigdy się nie poddała, walczyła do końca i wygrała – urodziła dziecko! Naszą rozmowę powinny przeczytać wszystkie kobiety, które podejrzewają u siebie lub chorują na endometriozę, a także te, które bezowocnie starają się o dziecko.

Klaudia Kierzkowska: Endometrioza jest wciąż nie do końca poznaną chorobą, pozostawia wiele pytań i wątpliwości. Czy w pani przypadku diagnoza była szybka, czy trwała niemalże w nieskończoność?

Patrycja Sołtysik: Zacznijmy od tego, że pierwsza diagnoza była błędna. Kiedy kończyłam liceum, lekarze zdiagnozowali u mnie zespół jelita drażliwego, którego nie mam i nigdy nie miałam. Dolegliwości ze strony układu pokarmowego były jednym z objawów endometriozy. Niestety lekarze nie potrafili połączyć ze sobą pewnych faktów.

Endometrioza to choroba bardzo indywidualna, przebiegła. Pamiętajmy, każda kobieta ma inny próg bólu, inaczej odbiera pewne dolegliwości.

Ból pojawiający się przy wspomnianej chorobie, ma różne stopnie nasilenia. Ja sama miewam różne miesiące, niektóre przechodzę w miarę łagodnie, a czasami jest naprawdę bardzo trudno.

Tak naprawdę nie ma jednego schematu, który towarzyszy endometriozie, dlatego wciąż pojawia się mnóstwo wątpliwości i niejasności z nią związanych. Pełna i ostateczna diagnoza możliwa jest tylko po wykonaniu laparoskopii, jednak lekarze, aby skierować na nią pacjentkę, muszą mieć powód. W moim przypadku były to problemy z zajściem w ciążę, które pojawiły się kilka lat temu. Właśnie wtedy zostałam poddana wspomnianemu zabiegowi, który potwierdził to, co lekarz podejrzewał – endometriozę.

Mam wrażenie, że ból towarzyszący endometriozie często mylony jest z tym, który pojawia się podczas miesiączki.

To prawda. Mam wysoki próg bólu i raczej jestem taką osobą, która stara się nad sobą nie użalać. Kiedy pojawiał się ból, tłumaczyłam sobie, że okres nie jest niczym przyjemnym – boli, musi boleć, ale w końcu przecież przestanie. Teraz myślę, że byłam momentami dla siebie zbyt surowa.

Trzeba pamiętać, że jedne z nas miesiączkę przechodzą gorzej, drugie lepiej, ale zawsze należy wsłuchiwać się w swój organizm i nie można bagatelizować żadnych niepokojących sygnałów.

Pamiętajmy, na endometriozę nie ma lekarstwa, a jej zapobieganie zależy od stopnia zaawansowania.

Znam dziewczyny, które miały np. usunięty jajnik – to takie bardziej dramatyczne sytuacje, które także niestety mają miejsce. W moim przypadku na szczęście aż tak radykalne posunięcia nie były konieczne.

W niektórych przypadkach ból towarzyszący endometriozie jest nie do wytrzymania. Kobiety nie mają siły wstać z łóżka, same nie mogą założyć  spodni. Pani także tak cierpiała?

Nie zmagałam się aż z tak silnym bólem, jednak zdarzają mi się miesiące, że wymiotowałam z bólu. Często mam też towarzyszące okresowi kłopoty żołądkowe. Teraz wiem, że dolegliwości te są powiązane z endometriozą, jednak kilka lat temu, nie było to dla mnie oczywiste.

Nigdy nie połączyłam ze sobą pewnych faktów, bolesnych faktów. Ból żołądka lekarze uznali za zespół jelita wrażliwego.

Wierzyłam im, bo przecież nie miałam podstaw sądzić, że jest inaczej. Przyjmowałam jedynie leki przeciwbólowe, które chwilowo przynosiły ulgę. Jednak tak, jak mówiłam, na endometriozę nie ma skutecznego lekarstwa. Kiedy poznałam prawdę, z jednej strony poczułam ulgę, a z drugiej żal i smutek. Zdawałam sobie sprawę, że nie ma rozwiązania tej sytuacji. Sytuacji niezwykle trudnej dla kobiety, która marzy o dziecku.

Autor Izabela Pluskwa Fotiska

Autor Izabela Pluskwa Fotiska

Zmiany, jakie zaszły w moim organizmie, były usuwane wyłącznie laparoskopowo. Nie były one na tyle duże, że trzeba było mnie całą „otwierać”. Pamiętajmy jednak, że laparoskopia jest takim lekarstwem na chwilę. To nie jest tak, że usuniemy wszystko co złe i jest już dobrze. Problem nie znika, choroba nie mija. Zmiany nawracają, powstają od nowa.

Endometrioza w wielu przypadkach powoduje niepłodność, a co za tym idzie kobiety, muszą pogodzić się, że nie zajdą w ciążę. Pani ma szczęście, urodziła syna i poczuła, jak to jest być mamą. To znaczy, że nigdy nie można się poddawać?

Powiem tak, moja sytuacja była naprawdę trudna. Staszka, nie ze względu na wiarę, nazywam moim cudem. Lekarz prowadzący zawsze powtarzał mi, że nigdy niczego nie można być pewnym – zarówno w tę dobrą, jak i w tę złą stronę. Nie możemy od razu powiedzieć, że kobieta z endometriozą nigdy nie będzie mogła mieć dziecka.

Moim zdaniem trzeba walczyć, warto korzystać z pomocy takich specjalistów, którzy będą wiedzieli, jaką drogą nas poprowadzić. Jednak trzeba nastawić się, przygotować psychicznie, że będzie to długa walka i pojawią się trudne momenty. Jednak warto walczyć, tutaj nie ma wątpliwości. Przyznam, że w obecnym momencie już nawet nie pamiętam tych trudnych i ciężkich chwil. Kiedy patrzę na tego mojego łobuza, to jestem najszczęśliwsza na świecie.

Ciężko zniosła pani ciążę?

Jak już Staś pojawił się na świecie, lekarz przyznał, że nie dawał mi szansy na donoszenie ciąży. Zawsze w okolicach gwiazdki wspominam te słowa ze łzami w oczach, bo kilka lat temu całe święta Bożego Narodzenia przeleżałam.

Pojawiło się krwawienie, krwiak był większy od dziecka, a donoszenie ciąży było pod jednym wielkim znakiem zapytania. Nigdy nie miałam pewności, że się uda, ale na szczęście wszystko zakończyło się najpiękniej, jak mogło. Tak naprawdę najgorszym uczuciem, które towarzyszyło mi w ciąży i chyba będzie towarzyszyło mi już zawsze w macierzyństwie, jest bezradność, to że nie mogę pomóc dziecku.

Podobnie ma mój mąż, który, jak byłam w ciąży, nieustannie pytał lekarzy: co mam zrobić, co możemy zrobić. A nie mogliśmy nic – musieliśmy czekać. Podobnie teraz, kiedy coś Staszka boli, najgorsza jest ta moja bezradność. Gdybym tylko mogła, ten kaszel, katar, czy gorączkę przeniosłabym na siebie, żeby tylko mu ulżyć.

Choć na endometriozę cierpi mnóstwo kobiet, to wiele z nich się do tego nie przyznaje. Choruje w ciszy. Dlaczego?

Nie oszukujmy się, kobiecie ciężko jest powiedzieć pracodawcy, że dzisiaj nie przyjdzie do pracy, bo ma okres, bo ją boli. Brzmi to nieprofesjonalnie. Ponadto mam wrażenie, że fakt, że diagnoza endometriozy zajmuje tyle czasu, nie jest bez znaczenia.

Niektóre kobiety, mając bolesne okresy, zapewne zastanawiają się, czy może powinny się przebadać, może to endometrioza. Jednak to nie jest takie szybkie badanie jak przykładowo USG, które w kilka minut wszystko wyjaśni. A jeśli nawet okaże się, że jest taka a nie inna diagnoza, to pamiętajmy, że nie ma na to lekarstwa. Możemy złagodzić objawy, jednak nie możemy wyleczyć. Dużo oczywiście mówi się o dietach, zdrowym trybie życia. Ja staram się żyć normalnie, no a kiedy dzieje się coś niepokojącego zgłaszam się do mojego lekarza i sprawdzamy co tam się w środku dzieje.

Kobiety cierpiące na endometriozę często zmagają się z depresją, nie radzą sobie z chorobą. Czy u pani także pojawiły się momenty zachwiania?

W moim przypadku tak naprawdę przebieg tej choroby nie jest jakiś bardzo dramatyczny. Jednak jest to kwestia bardzo indywidualna. Endometriozę najbardziej „poczułam” starając się o dziecko. Pamiętam moment, w którym dowiedziałam się, że na nią choruję. Najpierw doszło do mnie: tak myślałam, a potem: co z tą upragnioną ciążą.

Autor Izabela Pluskwa Fotiska

Autor Izabela Pluskwa Fotiska

Pojawiła się  świadomość i rozpoczęła walka, której często towarzyszyło uczucie porażki. Nie ukrywajmy, endometrioza w pewnym sensie odbiera nam kobiecość. Kiedy zaszłam w ciążę, byłam taka szczęśliwa – udało się, będą miała dziecko. Od lekarza usłyszałam słowa, które szybko ostudziły mój entuzjazm: pani Patrycjo, to nawet nie jest połowa sukcesu. Niedługo po tym zaczęły się krwawienia, problemy i wtedy zrozumiałam, że to będzie to długa i ciężka droga.

Pamiętam, jak leżąc na patologii ciąży, salowa powiedziała do mnie – a pani jeszcze w ciąży? Pomyślałam: jak to jeszcze? To były bardzo ciężkie chwile. Dopiero 9 sierpnia, kiedy Staś pojawił się na świecie poczułam, że się udało. Są trudne momenty – mam koleżankę, która prawie na 100 proc. wie, że endometrioza odebrała jej szansę na macierzyństwo. Jest to na pewno ciężkie i niesprawiedliwe. Nawiązując do politycznej sytuacji, która ma miejsce w naszym kraju – uważam, że każda kobieta powinna mieć możliwość wyboru.

Gdzie kobiety, które podejrzewają endometriozę powinny się udać, jakie kroki powinny poczynić? 

Jest wielu specjalistów, którzy zajmują się tylko endometriozą. Ja mam oczywiście swojego ginekologa, jednak nad moją ciążą – najpierw nad zajściem w nią, a potem nad utrzymaniem czuwało dwóch wybitnych lekarzy. Ich wiedza, doświadczenie całkowicie mi wystarczało. Jeśli kobieta zauważyła w swoim organizmie jakieś nieprawidłowości, powinna skonsultować się ze swoim ginekologiem, który pokieruje ją dalej.

Niestety wiele kobiet w Polsce nie bada się, co nie ukrywam bardzo mnie denerwuje. Kobiety w ciąży biegałyby na USG niemalże co tydzień, żeby tylko tego maluszka zobaczyć, a kiedy dziecko pojawi się na świecie i mają dla kogo żyć to nie chodzą na USG piersi czy cytologię. Jak idę do ginekologa, czy do jakiegokolwiek innego lekarza to mam przed oczami Stasia – chcę być zdrowa dla niego. Wiem, że jestem mu potrzebna. To taki mój apel do kobiet. Jeśli coś was niepokoi pomyślcie o sobie, wybierzcie się na badania. Myśląc o sobie, myślimy o innych.


Psychologia

List do mojego byłego faceta. W głowie nie mieści mi się dziś, że można być z kimś tak blisko, by za chwilę oddalić się o tysiące kilometrów

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 stycznia 2021
Fot. istock/LittleBee80

To nie był mój pierwszy związek. Rozstałam się już z kimś wcześniej. I cierpiałam już kiedyś z powodu rozstania. Ale nigdy wcześniej nie czułam takiego smutku, ja teraz. Nie potrafię się pozbierać, nie mam siły wstać, nie umiem się otrząsnąć, ruszyć do przodu. Nie jestem w stanie zapomnieć. Ani przestać myśleć o tym, że wciąż moglibyśmy być razem. Jak można być ze sobą tak blisko i tak bardzo się od siebie oddalić?

Ale chcę odpuścić. Czuję fizyczny ból, kiedy myślę o tobie, upokorzenie, z powodu tego, jak pozwoliłam ci się traktować. To, że tak bardzo nadal mi na tobie zależy, że nadal cię kocham – nie rozumiem tego. Jak to przerwać?

Wiem, że kiedy zobaczysz ten list na ekranie komputera, pomyślisz: „Znowu próbuje mnie odzyskać”, ale prawdę mówiąc, dzisiaj będzie inaczej. Dziś chcę powiedzieć ci wiele rzeczy. Niektóre z nich mogą cię zranić,  inne – mile zaskoczyć. Tak, wiem, że za bardzo się wzruszam, że kiedy rozmawiamy o przeszłości i błędach, które popełniliśmy, płaczę i oskarżam o wszystko ciebie, ale w głębi duszy wiem, że również byłam winna. Głównie swoją biernością.

Jak wiesz, o wiele łatwiej jest winić inną osobę za własne nieszczęścia. Proszę nie myśl, że mówię, że to, co zrobiłeś, było słuszne, ale wiem, że moje podejście do naszej sytuacji również było złe. Nigdy nie ufałam swojej intuicji, mojemu sercu i zamiast tego wierzyłam na ślepo, że najlepiej zadecydujesz ty – za nas oboje. Poddałam się temu, oddałam ci stery, a wewnątrz mnie rosła frustracja. Nie wiedziałeś o tym, bo nigdy ci tego nie powiedziałam. My w ogóle nie rozmawialiśmy, tylko krzyczeliśmy na siebie.

Potem tak bardzo się zmieniliśmy, oboje. Zamiast jednak na nowo próbować się zrozumieć, zaczęliśmy ze sobą walczyć. Naszym celem stało się sprawienie, by drugie poczuło się gorsze. Nasze oczekiwania wobec związku również się zmieniły. Tak bardzo żałuję, że nie chciałam nigdy do końca wysłuchać o czym marzysz, jak nas widzisz…

Wojna naszych ego i jakaś uparta, niepotrzebna duma – to one wzięły górę nad miłością i szacunkiem. Sama pozwoliłam na to, żebyś mówił mi jak się ubrać, z kim rozmawiać i jak się zachowywać na spotkaniu z przyjaciółmi. Stałam się marionetką w Twoich rękach. Jednak pod powierzchnią znajdował się wulkan, który miał wybuchnąć. Wulkan powstały z moich gorzkich pretensji, niewyładowanej agresji, niespełnionych pragnień i oczywiście z mojej samotności.

A przecież pierwsze dwa lata naszego związku były naprawdę piękne. Byliśmy szczęśliwi. Nie mam pojęcia dlaczego znaleźliśmy się w zupełnie innym miejscu. Miłość się nie skończyła. Ale miłość to nie wszystko…

Odkąd się rozstaliśmy, brakuje mi Ciebie. Ale tego ciebie z początku naszej historii. I mnie takiej właśnie również mi brakuje. Łudziłam się miesiącami, że jeśli tylko uda nam się odnaleźć tamtych dawnych nas, będziemy mogli do siebie wrócić. Dziś już w to nie wierzę.


Zobacz także

„Nie mam już piersi, nie mam męża, mam syna i siłę w sobie”. O samotnym pokonywaniu raka

Dekalog pomocy cierpiącemu

Nie dawaj dobrych rad, usiądź i bądź blisko, gdy trzeba. Dekalog pomocy cierpiącemu

Wszystko, co daje ci miłość do siebie samej